Przejdź do treści

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: „praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej”

Ostatnimi czasy hołdujący konserwatywnym wartościom Instytut Ordo Iuris staje się coraz ważniejszym ogniwem w dyskursie społeczno-politycznym. Jego głos sięga tematów nieobojętnych społecznie, a wyrażane zdanie odbija się szerokim echem w mediach. In vitro, małżeństwa jednopłciowe, macierzyństwo zastępcze – to tylko niektóre kwestie, które podejmuje Instytut. Szybko zyskał zarówno zwolenników, jak i przeciwników – bo głosy na temat jego działalności są podzielone. Jedno jest pewne Instytut Ordo Iuris staje się elementem debaty społecznej. W rozmowie z nami prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu przybliżył nam swoją działalność.

Jaka idea przyświeca działalności Instytutu Ordo Iuris?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: Niepokoi nas to, że współczesna władza ma tendencję do lekceważenia konstytucyjnych standardów, które powinny wyznaczać granice jej działań. Afirmuje się te standardy werbalnie, zaś w rzeczywistości są one lekceważone. Widać to zwłaszcza w odniesieniu do autonomii życia rodzinnego. Wykorzystując prawne instrumenty staramy się, by władza musiała respektować, wynikające z konstytucji, granice swych kompetencji. Chcemy w ten sposób chronić autonomię życia rodzinnego oraz standardy państwa prawnego i wszystko, co się na nie składa. Istotnym naszym celem jest również informowanie społeczeństwa o tym „co w prawie piszczy”.

Jaka jest prawna forma działalności Instytutu?

Jesteśmy fundacją, która została zarejestrowana w sierpniu 2013 r.

Z czego finansowane są działania, takie jak pisanie projektów ustaw lub kształcenie młodych prawników?

To jest nasza działalność statutowa, którą prowadzimy dzięki prywatnym darczyńcom. Uważamy, że nasza działalność ma sens o ile ludzie jej potrzebują. Okazało się, że – niezależnie od fundatora – zapotrzebowanie na naszą działalność jest bardzo wyraźne i objawia się również we wspaniałej hojności wielu ludzi. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, choć teoretycznie moglibyśmy to czynić, jednak chcemy czuć się potrzebni. Stronimy też od środków publicznych. Jednocześnie kluczowe znaczenie zachowuje gotowość i wola bezinteresownego zaangażowania się wielu osób pro bono. Bez niej nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Gdyby nie wolontariusze, w tym adwokaci, aplikanci i ludzie świata nauki, aby prowadzić aktywność dotychczasowym zakresie, musielibyśmy dysponować środkami wielokrotnie przewyższającymi nasz budżet.

Jak pojawiła się inicjatywa powstania Instytutu Ordo Iuris?

Można powiedzieć, że złożyło się na to szereg cząstkowych koincydencji, dających w sumie pewną masę krytyczną pozwalającą na rozpoczęcie tej działalności. Jednym z niewątpliwie istotnych impulsów było odrzucenie przez Sejm w 2011 r. obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do uszczelnienia ochrony życia ludzkiego na najwcześniejszym etapie jego rozwoju. Wyraźne lekceważenie społeczeństwa obywatelskiego, jakie się przy tej okazji ujawniło dało impuls grupie prawników, którzy zaczęli poszukiwać możliwości aktywnego zaangażowania się w ochronę ładu społecznego, zwłaszcza tego poświadczonego w aksjologii konstytucyjnej. Efektem była międzynarodowa konferencja naukowa na Uniwersytecie Warszawskim, która pozwoliła spotkać się bardzo różnym osobom. Niedawno uświadomiłem sobie, że było to miejsce w którym pierwszy raz spotkali się wszyscy obecni członkowie zarządu, choć wówczas zamieniłem kilka zdań jedynie z jednym z nich. Kluczową rolę jednak odegrały szybko rozgrywające się później wydarzenia, takie jak bulwersujący wyrok trybunału Strasburskiego w sprawie P&S przeciwko Polsce, a następnie próby podważania konstytucyjnie chronionego kształtu prawa rodzinnego i szereg innych okoliczności, które sprawiały, że grupa tych samych osób angażowała się wspólnie w obronie wartości konstytucyjnych. W efekcie podjęta została decyzja o utworzeniu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej jako fundacji.

Jakie jest zdanie Instytutu na temat przyjętej w czwartek przez Sejm ustawy dot. in vitro? Czy w tej sprawie potrzebny jest zdrowy kompromis czy wprowadzenie zakazu tej procedury?

To, co jest bezwzględnie potrzebne przy rozpatrywaniu ludzkiej prokreacji, to nade wszystko ochrona ludzkiej godności, o której nasza konstytucja w art. 30, w ślad za Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, mówi jako o przyrodzonej i niezbywalnej. To ona jest źródłem naszych praw i wolności. Owa przyrodzoność (w tekście angielskim Powszechnej Deklaracji oddaje się ją terminem „inherent”) oznacza, że godności nie nabywamy na którymś z etapów naszego rozwoju, ale odkąd stajemy się ludźmi – ludzkim organizmem – jesteśmy jej nosicielami. W pełni potwierdził to chociażby w 2011 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie Bruestle vs. Greenpeace wskazując na moment zapłodnienia jako początek rozwoju człowieka. Poszanowanie naszej godności oznacza traktowanie człowieka podmiotowo, a nie przedmiotowo. Tymczasem praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej, który jest następnie poddawany ocenie jakości, selekcji, niekiedy konserwacji itp. procedurom, które oznaczają całkowicie przedmiotowe traktowanie człowieka na zarodkowym etapie rozwoju. Pytanie zatem brzmi, co miałby oznaczać „rozsądny kompromis” w odniesieniu do ochrony ludzkiej godności, której ochrona na gruncie naszej konstytucji jest akurat bezwzględna. Nie da się chronić godności człowieka, z którego czynimy produkt określonej procedury laboratoryjnej. Ona zakłada całkowite uprzedmiotowienie dziecka. Co więcej, ten przedmiotowy stosunek do człowieka na pierwszych etapach jego rozwoju ma później swoje konsekwencje na kolejnych etapach jego życia, również po urodzeniu. Wystarczy wspomnieć o praktyce „macierzyństwa zastępczego” (surogacji) która szybko ulega komercjalizacji i z reguły oznacza regularny handel dziećmi połączony z eksploatacją i przedmiotowym traktowaniem kobiet traktowanych jak „macice do wynajęcia” (a które z reguły decydują się na bycie matką zastępczą ze względu na trudną sytuację materialną). Niestety, uchwalona ustawa nie zawiera najmniejszych choćby zabezpieczeń przed surogacją, wręcz przeciwnie, wprowadzając pełną animizację dawców gamet oraz konstrukcję dawstwa poza-partnerskiego, tworzy wręcz zaproszenie do rozwijania tej współczesnej formy handlu ludźmi (dziećmi) i ich eksploatacji (surogatek). Tu z resztą napotykamy kolejne naruszanie praw dziecka przez regulacje uchwalonej niedawno ustawy – dzieci poczęte in vitro w wyniku dawstwa poza-partnerskiego, nie mają żadnej szansy dowiedzieć się, kto jest ich biologicznym rodzicem. To znowu narusza ich prawa do poprawnej filiacji, które są chronione konstytucyjnie. Nie mają dostępu do informacji, które mogą być istotne dla ich stanu zdrowia, wreszcie są narażone później na angażowanie się w związki krewniacze. Ustawa de facto czyni z dzieci poczętych in vitro osobną grupę ludzi, którą prawo chroni w stopniu drastycznie gorszym, niż dzieci poczęte in vivo. Dodajmy, to upośledzenie prawne dzieci z in vitro jest efektem wyraźnej preferencji dla interesów podmiotów komercyjnie zajmujących się wspomaganą prokreacją.

W jaki sposób szukacie spraw, którymi się zajmujecie?

Nie musimy ich szukać. Same wciskają się drzwiami i oknami. Jeśli chodzi o analityczny obszar naszej działalności, to prowadzimy monitoring procesu legislacyjnego i staramy się ustalać regulacje, które mogą pociągać za sobą ograniczenia dla praw obywatelskich lub porządku konstytucyjnego. W zakresie działalności prowadzonej przez Centrum Interwencji Procesowej naszego instytutu, osoby bezradne wobec brutalnych ingerencji w ich życie rodzinne same z reguły zgłaszają się do nas ze swymi problemami.

Niedawno nagłośniliście sprawę umów, jakie podpisują kliniki in vitro z pacjentami. Jak doszliście Państwo do tych informacji?

Docierały do nas różne informacje, które skłoniły nas do wystąpienia z wnioskiem o udostepnienie nam wzorów tych umów przez placówki, które korzystały ze środków publicznych w ramach ministerialnego programu finansowania procedury in vitro. Kliniki te, z racji korzystania ze środków publicznych, są podmiotami obowiązanymi w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na tej podstawie uzyskaliśmy wystarczającą ilość informacji, by podjąć decyzję o zawiadomieniu Rzecznika Praw Pacjenta o prawdopodobnym naruszaniu praw pacjenta przez te podmioty.  Niektóre z nich odmówiły nam dostępu i sprawy te będą kierowane na drogę sądową.

W przestrzeni publicznej coraz głośniej o Instytucje Ordo Iuris, jakie macie plany na przyszłość?

Szczerze mówiąc, chciałbym, byśmy mieli mniej pracy. Główna nasza działalność niestety wciąż ma charakter reaktywny – reagujemy na rozwój wydarzeń inspirowany przez inne podmioty. Chciałbym, byśmy mieli czas na podejmowanie bardziej proaktywnych działań. Zależy mi zwłaszcza na rozwoju naszego programu wydawniczego oraz na pracy ze studentami i młodymi prawnikami. Wciąż się spotykam z ich strony z oczekiwaniami spokojnej pracy seminaryjnej, na którą obecnie nie możemy sobie pozwolić.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Na cykle bezowulacyjne i problemy z miesiączką. Siemię lniane na płodność

pytanie
fot. Fotolia

Można spożywać je w formie sproszkowanej lub w postaci całych ziarenek. Działa na szereg dolegliwości, a naukowcy udowodnili, że po jego spożyciu pojawia się więcej cyklów owulacyjnych. Siemię lniane na płodność.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jego właściwości doceniano już w starożytnym Egipcie, Chinach, i Babilonie ok. 3 tysięcy lat p.n.e. Siemię lniane to nic innego jak nasiona lnu zwyczajnego i stosowane jest jako zielarski środek leczniczy. To niewielkie, 2-3 mm płaskie nasiona, barwy szarobrązowej. Po zalaniu wodą ciemnieją i zwiększają się kilkakrotnie. Wokół ziarenek pojawia się również dużo charakterystycznego śluzu.

Zobacz także: To zioło zadba o twoje zdrowie! Wiesiołek na płodność

Niezwykła moc nasion

To jeden z najpopularniejszych środków medycyny naturalnej. Siemię lniane jest stosowane do łagodzenia dolegliwości układu pokarmowego, oddechowego i do użytku zewnętrznego. Ma działanie osłonowe i stabilizujące.

Zawiera w sobie białka o korzystnym zestawie aminokwasów. Spożywany dostarcza organizmowi wielu cennych substancji, takich jak mikroelementy, czy cholina. Obniża poziom złego cholesterolu. Ma również największą, wśród żywności, zawartość lignanów, czyli fitoestrogenów o aktywności przeciwutleniaczy, przez co polecany jest jako środek wspomagający w leczeniu nowotworów.

Siemię lniane posiada wiele składników odżywczych, dlatego jego zastosowanie jest tak szerokie. Roślina najczęściej stosowana przy chorobach serca, chorobach układu pokarmowego, chorobach onkologicznych, czy też przy obniżonej płodności – mówi znawczyni ziół i mistrz naturopata Violetta Gdańska.

Siemię lniane znakomicie działa na płodność. Jest bowiem źródłem wspomnianych wyżej fitoestrogenów, dzięki czemu wspomaga równowagę hormonalną w organizmie.

Zobacz także: Popularny chwast na kobiece problemy. Koniczyna czerwona na płodność

Siemię lniane na płodność

– Warto skorzystać z siemienia lnianego przy nieregularnych miesiączkach, ponieważ spożywanie tej rośliny zachowuje równowagę układu hormonalnego, co wpływa na jakość cykli miesiączkowych (jakość śluzu szyjkowego, regulacja ilości estrogenu i progesteronu). Zastosowanie znajdzie również w celu złagodzenia napięcia przedmiesiączkowego – wymienia ekspertka.

Skuteczność siemienia lnianego potwierdzają badania naukowe. Badacze z University of Rochester w Nowym Jorku obserwowali trzy cykle miesiączkowe kobiet, które nie spożywały siemienia lnianego.

W następnej fazie eksperymentu przez kolejne trzy miesiące paniom podawano siemię. Okazało się, że po spożyciu nasion, we wszystkich cyklach pojawiła się owulacja (chociaż wcześniej pojawiały się również cykle bezowulacyjne). Zauważono również dłuższą fazę lutealną i większy stosunek progesteronu do estradiolu.

Zobacz także: Głóg czarny na płodność. Zobacz, jak działa i w jakich dawkach stosować

Jak stosować siemię lniane na płodność?

Siemię lniane można stosować w postaci całych ziaren lub proszku. Składniki odżywcze ze zmielonych nasion są jednak lepiej przyswajalne przez organizm. Warto pamiętać, że siemię powinno się mielić tuż przed spożyciem, ponieważ zawarty w nim tłuszcz szybko się utlenia, przez co traci część właściwości.

Ziarna można zalać wodą i wypić po napęcznieniu. Dobrym pomysłem jest również dodanie nasion do jogurtu, owsianki, koktajlu, czy sałatki. Zdrowotnych właściwości siemienia lnianego możemy doświadczyć przy spożyciu 10 g dziennie. Nie powinno się jednak przekraczać 50 g dziennie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: jncbi.nlm.nih.gov, poradnikzdrowie.pl, bonavita.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Czym jest EmbryoGlue?

EmbryoGlue
fot. Fotolia

Wielu zastanawia się, co się dzieje z gametami, a później zarodkami w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego. Czego potrzebują zarodki, żeby mieć optymalne warunki do rozwoju? Jak są przechowywane? Leżą czy może pływają? W czym zawieszone są podczas transferu do jamy macicy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hodowla zarodków trwa kilka dni od momentu zapłodnienia in vitro do momentu transferu do jamy macicy. Zazwyczaj transferuje się zarodki 2-3 dniowe lub 5-cio dniowe.

Zobacz także: Co to jest zarodek?

Zacznijmy od zarodka

Mimo że rozwój zarodków człowieka jest tak zaprojektowany, że zarodek przez pierwszy okres rozwoju jest samowystarczalny, tj do swojej budowy korzysta z materiału zgromadzonego w komórce jajowej, to otoczenie, w jakim się znajduje, odgrywa bardzo ważną rolę w prawidłowej pracy wszystkich mechanizmów sterujących jego rozwojem.

Zarodki przez pierwsze dni rozwoju, kiedy jeszcze rozwijają się in vitro w laboratorium, wymagają specjalnych warunków, które jak najlepiej odwzorowują te panujące w organizmie kobiety. Stosuje się pożywki o składzie zbliżonym do warunków, jakie są w jajowodach – obniżone warunki tlenowe, odpowiednie pH i temperaturę hodowli zbliżoną do temperatury ciała kobiety.

Tak jak medium użyte do hodowli zarodków jest bardzo istotne dla ich rozwoju, tak warunki, w jakich podawane są do jamy macicy, odgrywają dużą rolę, żeby dopełnić dzieła i ewentualnie wspomóc implantację.

Zobacz także: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda? Wyjaśnia embriolog

EmbryoGlue – co to takiego?

Produkt o handlowej nazwie EmbryoGlue to pożywka do transferu wzbogacana kwasem hialuronowym, zawierające ludzką rekombinowaną albuminę. Według producenta ma za zadanie wspierać implantację podawanych zarodków poprzez wysoką zawartość kwasu hialuronowego, który m.in. zwiększa lepkość roztworu.

Kwas hialuronowy nie jest związkiem obcym procesowi zapłodnienia. Występuje w ciele kobiety naturalnie, dlatego nie sprawia trudności, jakie mógłby powodować związek obcy organizmowi kobiety.

W analizie badań nad jego skutecznością wykazano, że w procedurze transferu rozmrożonych zarodków w stadium podziałowym (2-3 dniowe zarodki) EmbryoGlue zwiększa skuteczność transferu zwiększając ilość ciąż, jednak nie zwiększając ilości porodów.

Zobacz także: Urodziła dziecko z… 25-letniego embrionu!

EmbryoGlue i jego skuteczność

W badaniach porównujących EmbryoGlue do innych pożywek transferowych wyniki nie zawsze wskazują na zwiększoną skuteczność transferu wyrażaną zwiększoną liczbą porodów. Niektóre badania wskazują natomiast na obniżony odsetek ciąż ektopowych wśród pacjentek stosujących EmbryoGlue w porównaniu z pacjentkami stosującymi inne pożywki transferowe i wyższy odsetek ciąż mnogich w grupie stosującej EmbryoGlue

Niespójność wyników uzyskiwanych w wielu badaniach nad EmbryoGlue pozostawia nadal wiele pytań i wątpliwości. Część badań wskazuje jednak na potencjalne korzyści, szczególnie u pacjentek z niepłodnością o niewyjaśnionej etiologii lub częstymi niepowodzeniami implantacji, dlatego lekarze dokładnie przyglądają się historii niepłodności każdej pary, żeby jak najlepiej dobrać stosowane procedury, w tym wybór pożywki EmbryoGlue do transferu.

Etapy rozwoju zarodka in vitro

  1. Pobranie gamet od obojga partnerów lub jednego z partnerów.
  2. Zapłodnienie pozaustrojowe z użyciem pobranych gamet partnerów lub gamet dawcy/dawczyni.
  3. Umieszczenie zapłodnionych komórek jajowych w hodowli.
  4. Obserwacja rozwoju zarodka do 3. lub 5. doby.
  5. Transfer zarodka do jamy macicy (poprzedzony preinkubacją w medium do transferu zarodka)

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Autorka tekstu: Karolina Częścik-Łysyszyn

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Antykoncepcja powoduje raka, a naprotechnologia powinna zastąpić in vitro. Tego będą uczyć się licealiści

Plansza przedstawiająca program W stronę dojrzałości

Antykoncepcja hormonalna jest przyczyną raka, depresji i rozwodów, zapłodniona komórka ma zdolność komunikacji z matką, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową najlepiej chroni suplementacja witaminami. Choć brzmi to jak scenariusz lekcji religii, tak już wkrótce ma wyglądać zlecony przed Ministerstwo Zdrowia program edukacji seksualnej dla licealistów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program „W stronę dojrzałości”, bo o nim mowa, został zlecony i sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia. W jego ramach uczniowie polskich szkół średnich mają m.in. nabyć „umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

W stronę dojrzałości, ale bez wiedzy

Zgodnie z założeniami, nauka odbędzie się w nowoczesnej formie webinariów, czyli wykładów przez internet. 40-godzinny program edukacji z zakresu „zdrowia prokreacyjnego i profilaktyki zachowań ryzykownych” z nowoczesnością (czy – ściślej – z obecnym stanem wiedzy) ma jednak niewiele wspólnego. „W stronę dojrzałości” będzie zachęcać nastolatków do późnej inicjacji, a jednocześnie – do wczesnego macierzyństwa. Zniechęci zaś do antykoncepcji, związków nieformalnych oraz  in vitro.

CZYTAJ TEŻ: „Botoks” na teście z religii. Licealiści uczą się, że in vitro to „głęboka niegodziwość”

„Sieroctwo prenatalne” i głosy zapłodnionej komórki

„Wyszkoleni tutorzy” mają m.in. uczyć młodzież, że toksyczne substancje w prezerwatywach mogą prowadzić do nowotworów, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową chroni suplementacja witaminami C i D.  Tabletki antykoncepcyjne – zgodnie z programem „W stronę dojrzałości” –służą do tego, by „pozbyć się człowieka”, a dodatkowo mogą wywołać choroby wątroby i depresję.  Nastolatkowie dowiedzą się też, że zapłodniona komórka ma zdolność komunikowania się z kobietą: prosi, by przyjąć ją do siebie i „przyszykować dla niej swoją podusię”. Kontrowersje wywołuje też inna teza, zgodnie z którą mówienie o ciąży, a nie o dziecku może powodować… „sieroctwo prenatalne”.

Realizatorem tego kontrowersyjnego programu jest spółka Lechaa Consulting z Lublina. Na działania w jego ramach otrzymała od Ministerstwa Zdrowia niebagatelną kwotę w wysokości 9,65 mln zł. Partnerami projektu zostały m.in. katolicka Fundacja „Czyste serca” oraz specjalizująca się w naprotechnologii fundacja sióstr Boromeuszek.

Źródło: wstronedoroslosci.pl, newsweek.pl, wysokieobcasy.pl, termedia.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dudziak: Antykoncepcja to niegodziwość, czyli czego Jaś się na WDŻ nie nauczy. Czy naprawdę musi tak być?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dr Jan Olek odpowiada czytelniczkom, jak leczyć endometriozę. „Czasem można oszukać przeznaczenie”

Dr Jan Olek endometrioza
dr Jan Olek/mat.pras. Miracolo

Jak endometrioza wpływa na płodność? Jakie leczenie jest zalecane? Na te i wiele innych pytań czytelniczek odpowiada dr Jan Olek- ginekolog, położnik i założyciel kliniki leczenia endometriozy Miracolo. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy przy endometriozie konieczne jest leczenie farmakologiczne?

Leczenie farmakologiczne jest jednym z podejść do leczenia endometriozy. Poza tym mamy leczenie operacyjne oraz działania wspomagające (np. terapia żywieniowa). Zawsze staramy się dopasować najlepsze leczenie do konkretnej sytuacji zdrowotnej pacjentki.

Leczenie hormonalne ma swoje ograniczenia, jak na przykład u pacjentek z niepłodnością, ponieważ hamuje najczęściej owulację, a zatem uniemożliwia zajście w ciążę. Leczenie hormonalne bywa również uciążliwe ze względu na objawy niepożądane (takie jak zakrzepica, bóle głowy, obniżenie nastroju, obniżenie libido, przyrost masy ciała) i wówczas trzeba rozważyć korzyści i ryzyko związane z takim leczeniem.

Jaki wpływ endometrioza ma na niepłodność?

Endometrioza zdecydowanie wpływa na płodność, lecz nie zawsze uniemożliwia zajście w ciążę. Widzimy to podczas cięć cesarskich, gdzie endometrioza była obecna przed ciążą. Endometrioza zwiększa również ryzyko poronień.

Endometrioza powoduje stan zapalny w miednicy mniejszej. Ten płyn jest obecny również w jajowodach i w macicy, upośledzając transport zarówno komórki jajowej, jak i plemników oraz zarodka. Upośledzony jest również proces zagnieżdżania zarodka w macicy.

Badania wskazują również na obniżoną jakość komórek jajowych u kobiet z endometriozą. Leczenie operacyjne ma szanse poprawy płodności, według niektórych badań nawet w początkowych stadiach choroby.

Zobacz także: Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie. „Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę”

Czy choroba jest dziedziczna?

Statystycznie w przypadku bliskiego pokrewieństwa ryzyko wystąpienia endometriozy może być nawet 7 razy wyższe. Aczkolwiek dzisiaj wiemy, że geny to jest pół strony medalu.

Żeby wystąpiła choroba, gen musi zostać zaktywowany, ulec ekspresji, na co mamy wpływ chociażby poprzez na czynniki środowiskowe oraz odżywianie. Tym zajmuje się epigenetyka. Epigenetycy są zdania, że czasem można oszukać przeznaczenie. Genetyczne przeznaczenie.

Dlaczego są takie przypadki z endometriozą, gdzie hormony zwyczajnie szkodzą, a nie pomagają na chorobę?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, że hormony szkodzą. Tak samo trudno stwierdzić, że hormony chronią przed endometriozą. Po leczeniu operacyjnym terapia hormonalna wydłuża okres do wystąpienia wznowy, ale nie chroni przed nią. Trzeba jednak podkreślić, że wyniki leczenia zależą również od rodzaju terapii.

Dla przykładu, nie powinno się stosować tabletek antykoncepcyjnych w klasyczny sposób, tzn. z przerwami na krwawienie. Jednak jest to mimo wszystko najczęściej spotykana forma terapii.

Tabletki antykoncepcyjne zawierają etynyloestradiol, który ma właściwości proestrogenne, które mogą predysponować do wzrostu ognisk, zwłaszcza, jeśli stosuje się je w sposób klasyczny z krwawieniami z odstawienia.

W przypadku braku tolerancji lub przeciwwskazań do leczenia hormonalnego najlepsze doświadczenie mamy z terapią żywieniową. Mieliśmy nawet kilka pacjentek po kilkumiesięcznej terapii żywieniowej, które operowaliśmy i badanie histopatologiczne wykazało nieaktywną endometriozę.

Zobacz także: Rola diety w terapii i profilaktyce endometriozy – wykład dietetyk Joanny Gizy

Czy metody alternatywne mają szansę zaistnieć w leczeniu endometriozy?

Oczywiście, że tak. Jestem o tym przekonany. Dlaczego? Jeśli przyjrzymy się statystykom, częstości nawrotów, ilości ponownych operacji, często bardzo niskiej jakości życia, zwolnień z pracy, rozpadów związków, niepłodności, to szybko zrozumiemy, że „konwencjonalne” leczenie odbiega bardzo od doskonałości.

Dlatego bardzo dużo kobiet poszukuje alternatywnych metod. Na pewno alternatywne metody nie zastąpią metod konwencjonalnych. Ale leczenie endometriozy bez metod alternatywnych jest często bardzo trudne. Poza wspomnianą już terapią żywieniową pomocna często jest osteopatia, fizjoterapia, psychoterapia.

Jak żyć aby uniknąć kolejnych operacji?

Nie podjęcie żadnej interwencji po operacyjnym leczeniu prowadzi faktycznie w dużym procencie do wznowy. Według zaleceń powinno się wprowadzić leczenie hormonalne, które co prawda nie zawsze uchroni przed wznową, ale wydłuża okres czasu do wystąpienia wznowy.

Jeżeli chodzi o terapię żywieniową nie mamy co prawda badań, którymi moglibyśmy się wspomóc, ale zdecydowanie widzimy poprawę dolegliwości bólowych podczas jej stosowania. Nie wiemy do końca, czy zmniejszenie dolegliwości wiąże się zawsze ze zmniejszoną aktywnością choroby.

Histopatologiczne potwierdzenie mamy jedynie w kilku przypadkach, które mieliśmy okazję ponownie operować. Second look, czyli ponowne „zajrzenie” do brzucha po terapii żywieniowej jest jednak podejściem zbyt inwazyjnym i zbyt drogim, żeby móc taki związek aktywności choroby z żywieniem zweryfikować na dużej próbie pacjentek.

Zobacz także: Lekarze opowiadają o endometriozie w „Pytaniu na Śniadanie”

Co robić, gdy leczenie farmakologiczne i naturalne nie pomaga i torbiele wciąż rosną nowe?

Sytuacja bardzo indywidualna. W takim przypadku należałoby zweryfikować jedno i drugie leczenie. Zwłaszcza obserwujemy wiele błędów w zakresie naturalnych metod leczenia.

Czy leki typu Ketonal blokują endometriozę?

(Pytanie czytelniczki brzmiało: „Na jednym z webinarow powiedział Pan, że blokowanie cyklooksygenazy hamuje rozsiewanie endometriozy. Czy w związku z tym, że takie leki NLPZ jak Ketonal np. blokują cyklooksygenazę to blokują tym samym endometriozę”?)

W jednym z webinarów poruszałem temat roli angiogenezy (tworzenia nowych naczyń krwionośnych) w tworzeniu endometriozy. Istnieje kilka izoform cyklooksygenazy (COX).

Za pobudzanie angiogenezy jest odpowiedzialna przede wszystkim COX-2. COX-1 jest odpowiedzialne za regulacje zapalenia, gorączki i bólu. NLPZ, czyli niesterydowe leki przeziwzapalne mają 10-100-krotnie większe powinowactwo do COX-1, a zatem nie wpływają w sposób znaczący na angiogenezę.

Jan Olek – Ginekolog położnik. Zastępca ordynatora i założyciel certyfikowanego klinicznego centrum endometriozy w St. Josefs-Hospital w Dortmundzie.

Specjalizuje się głównie minimalnie inwazyjnym leczeniem operacyjnym. Posiada certyfikat MIC (Minimal Invasive Chirurgie), przebył szkolenia IRCAD w Strassbourg, European Academy of Gynecological Surgery, oraz chirurgii robotowej daVinci. Zaangażowany w działalność Stiftung Endometriose Forschung dotyczącą rozszerzenia działalności (certyfikacja centrów endometriozy) na terenie Polski. Aktualnie specjalizuje się również w naturalnych metodach leczenia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami a w nim rozmowa ze współzałożycielem kliniki Miracolo – Łukaszem Olkiem

Jeśli chcesz móc zadawać pytania specjalistom oraz codziennie uzyskiwać wsparcie od osób w sytuacji takiej jak Twoja – zapraszamy do naszej zamkniętej grupy GRUPA Chcemy Być Rodzicami – czytelniczki

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.