Przejdź do treści

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: „praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej”

ordojpg.jpg

Ostatnimi czasy hołdujący konserwatywnym wartościom Instytut Ordo Iuris staje się coraz ważniejszym ogniwem w dyskursie społeczno-politycznym. Jego głos sięga tematów nieobojętnych społecznie, a wyrażane zdanie odbija się szerokim echem w mediach. In vitro, małżeństwa jednopłciowe, macierzyństwo zastępcze – to tylko niektóre kwestie, które podejmuje Instytut. Szybko zyskał zarówno zwolenników, jak i przeciwników – bo głosy na temat jego działalności są podzielone. Jedno jest pewne Instytut Ordo Iuris staje się elementem debaty społecznej. W rozmowie z nami prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu przybliżył nam swoją działalność.

Jaka idea przyświeca działalności Instytutu Ordo Iuris?

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: Niepokoi nas to, że współczesna władza ma tendencję do lekceważenia konstytucyjnych standardów, które powinny wyznaczać granice jej działań. Afirmuje się te standardy werbalnie, zaś w rzeczywistości są one lekceważone. Widać to zwłaszcza w odniesieniu do autonomii życia rodzinnego. Wykorzystując prawne instrumenty staramy się, by władza musiała respektować, wynikające z konstytucji, granice swych kompetencji. Chcemy w ten sposób chronić autonomię życia rodzinnego oraz standardy państwa prawnego i wszystko, co się na nie składa. Istotnym naszym celem jest również informowanie społeczeństwa o tym „co w prawie piszczy”.

Jaka jest prawna forma działalności Instytutu?

Jesteśmy fundacją, która została zarejestrowana w sierpniu 2013 r.

Z czego finansowane są działania, takie jak pisanie projektów ustaw lub kształcenie młodych prawników?

To jest nasza działalność statutowa, którą prowadzimy dzięki prywatnym darczyńcom. Uważamy, że nasza działalność ma sens o ile ludzie jej potrzebują. Okazało się, że – niezależnie od fundatora – zapotrzebowanie na naszą działalność jest bardzo wyraźne i objawia się również we wspaniałej hojności wielu ludzi. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, choć teoretycznie moglibyśmy to czynić, jednak chcemy czuć się potrzebni. Stronimy też od środków publicznych. Jednocześnie kluczowe znaczenie zachowuje gotowość i wola bezinteresownego zaangażowania się wielu osób pro bono. Bez niej nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Gdyby nie wolontariusze, w tym adwokaci, aplikanci i ludzie świata nauki, aby prowadzić aktywność dotychczasowym zakresie, musielibyśmy dysponować środkami wielokrotnie przewyższającymi nasz budżet.

Jak pojawiła się inicjatywa powstania Instytutu Ordo Iuris?

Można powiedzieć, że złożyło się na to szereg cząstkowych koincydencji, dających w sumie pewną masę krytyczną pozwalającą na rozpoczęcie tej działalności. Jednym z niewątpliwie istotnych impulsów było odrzucenie przez Sejm w 2011 r. obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do uszczelnienia ochrony życia ludzkiego na najwcześniejszym etapie jego rozwoju. Wyraźne lekceważenie społeczeństwa obywatelskiego, jakie się przy tej okazji ujawniło dało impuls grupie prawników, którzy zaczęli poszukiwać możliwości aktywnego zaangażowania się w ochronę ładu społecznego, zwłaszcza tego poświadczonego w aksjologii konstytucyjnej. Efektem była międzynarodowa konferencja naukowa na Uniwersytecie Warszawskim, która pozwoliła spotkać się bardzo różnym osobom. Niedawno uświadomiłem sobie, że było to miejsce w którym pierwszy raz spotkali się wszyscy obecni członkowie zarządu, choć wówczas zamieniłem kilka zdań jedynie z jednym z nich. Kluczową rolę jednak odegrały szybko rozgrywające się później wydarzenia, takie jak bulwersujący wyrok trybunału Strasburskiego w sprawie P&S przeciwko Polsce, a następnie próby podważania konstytucyjnie chronionego kształtu prawa rodzinnego i szereg innych okoliczności, które sprawiały, że grupa tych samych osób angażowała się wspólnie w obronie wartości konstytucyjnych. W efekcie podjęta została decyzja o utworzeniu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej jako fundacji.

Jakie jest zdanie Instytutu na temat przyjętej w czwartek przez Sejm ustawy dot. in vitro? Czy w tej sprawie potrzebny jest zdrowy kompromis czy wprowadzenie zakazu tej procedury?

To, co jest bezwzględnie potrzebne przy rozpatrywaniu ludzkiej prokreacji, to nade wszystko ochrona ludzkiej godności, o której nasza konstytucja w art. 30, w ślad za Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, mówi jako o przyrodzonej i niezbywalnej. To ona jest źródłem naszych praw i wolności. Owa przyrodzoność (w tekście angielskim Powszechnej Deklaracji oddaje się ją terminem „inherent”) oznacza, że godności nie nabywamy na którymś z etapów naszego rozwoju, ale odkąd stajemy się ludźmi – ludzkim organizmem – jesteśmy jej nosicielami. W pełni potwierdził to chociażby w 2011 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie Bruestle vs. Greenpeace wskazując na moment zapłodnienia jako początek rozwoju człowieka. Poszanowanie naszej godności oznacza traktowanie człowieka podmiotowo, a nie przedmiotowo. Tymczasem praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej, który jest następnie poddawany ocenie jakości, selekcji, niekiedy konserwacji itp. procedurom, które oznaczają całkowicie przedmiotowe traktowanie człowieka na zarodkowym etapie rozwoju. Pytanie zatem brzmi, co miałby oznaczać „rozsądny kompromis” w odniesieniu do ochrony ludzkiej godności, której ochrona na gruncie naszej konstytucji jest akurat bezwzględna. Nie da się chronić godności człowieka, z którego czynimy produkt określonej procedury laboratoryjnej. Ona zakłada całkowite uprzedmiotowienie dziecka. Co więcej, ten przedmiotowy stosunek do człowieka na pierwszych etapach jego rozwoju ma później swoje konsekwencje na kolejnych etapach jego życia, również po urodzeniu. Wystarczy wspomnieć o praktyce „macierzyństwa zastępczego” (surogacji) która szybko ulega komercjalizacji i z reguły oznacza regularny handel dziećmi połączony z eksploatacją i przedmiotowym traktowaniem kobiet traktowanych jak „macice do wynajęcia” (a które z reguły decydują się na bycie matką zastępczą ze względu na trudną sytuację materialną). Niestety, uchwalona ustawa nie zawiera najmniejszych choćby zabezpieczeń przed surogacją, wręcz przeciwnie, wprowadzając pełną animizację dawców gamet oraz konstrukcję dawstwa poza-partnerskiego, tworzy wręcz zaproszenie do rozwijania tej współczesnej formy handlu ludźmi (dziećmi) i ich eksploatacji (surogatek). Tu z resztą napotykamy kolejne naruszanie praw dziecka przez regulacje uchwalonej niedawno ustawy – dzieci poczęte in vitro w wyniku dawstwa poza-partnerskiego, nie mają żadnej szansy dowiedzieć się, kto jest ich biologicznym rodzicem. To znowu narusza ich prawa do poprawnej filiacji, które są chronione konstytucyjnie. Nie mają dostępu do informacji, które mogą być istotne dla ich stanu zdrowia, wreszcie są narażone później na angażowanie się w związki krewniacze. Ustawa de facto czyni z dzieci poczętych in vitro osobną grupę ludzi, którą prawo chroni w stopniu drastycznie gorszym, niż dzieci poczęte in vivo. Dodajmy, to upośledzenie prawne dzieci z in vitro jest efektem wyraźnej preferencji dla interesów podmiotów komercyjnie zajmujących się wspomaganą prokreacją.

W jaki sposób szukacie spraw, którymi się zajmujecie?

Nie musimy ich szukać. Same wciskają się drzwiami i oknami. Jeśli chodzi o analityczny obszar naszej działalności, to prowadzimy monitoring procesu legislacyjnego i staramy się ustalać regulacje, które mogą pociągać za sobą ograniczenia dla praw obywatelskich lub porządku konstytucyjnego. W zakresie działalności prowadzonej przez Centrum Interwencji Procesowej naszego instytutu, osoby bezradne wobec brutalnych ingerencji w ich życie rodzinne same z reguły zgłaszają się do nas ze swymi problemami.

Niedawno nagłośniliście sprawę umów, jakie podpisują kliniki in vitro z pacjentami. Jak doszliście Państwo do tych informacji?

Docierały do nas różne informacje, które skłoniły nas do wystąpienia z wnioskiem o udostepnienie nam wzorów tych umów przez placówki, które korzystały ze środków publicznych w ramach ministerialnego programu finansowania procedury in vitro. Kliniki te, z racji korzystania ze środków publicznych, są podmiotami obowiązanymi w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na tej podstawie uzyskaliśmy wystarczającą ilość informacji, by podjąć decyzję o zawiadomieniu Rzecznika Praw Pacjenta o prawdopodobnym naruszaniu praw pacjenta przez te podmioty.  Niektóre z nich odmówiły nam dostępu i sprawy te będą kierowane na drogę sądową.

W przestrzeni publicznej coraz głośniej o Instytucje Ordo Iuris, jakie macie plany na przyszłość?

Szczerze mówiąc, chciałbym, byśmy mieli mniej pracy. Główna nasza działalność niestety wciąż ma charakter reaktywny – reagujemy na rozwój wydarzeń inspirowany przez inne podmioty. Chciałbym, byśmy mieli czas na podejmowanie bardziej proaktywnych działań. Zależy mi zwłaszcza na rozwoju naszego programu wydawniczego oraz na pracy ze studentami i młodymi prawnikami. Wciąż się spotykam z ich strony z oczekiwaniami spokojnej pracy seminaryjnej, na którą obecnie nie możemy sobie pozwolić.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

#ZamachLipcowy a Twoje prawa reprodukcyjne

zamach lipcowy

Myślisz, że bieżące wydarzenia wokół łamania zasad praworządności Ciebie nie dotyczą? No to jesteś w ogromnym błędzie! Choć mniej niż co 100. obywatel był kiedykolwiek w Sądzie Najwyższym czy Trybunale Konstytucyjnym, ich orzeczenia są podstawą orzecznictwa sądów powszechnych oraz decyzji podejmowanych przez organy administracji państwowej. Nadal brzmi abstrakcyjnie? W takim razie zapoznaj się z przykładami do czego prowadzą obecne bezprawne działania rządu, parlamentu i Prezydenta i do czego mogą prowadzić obecne zdarzenia czyli tzw. zamach lipcowy. Chronologicznie od zmian już wprowadzonych, poprzez obecnie procedowane, a skończywszy na zapowiedziach obozu władzy.

Pogarda i lekceważenie obywateli


Błąd przez który koalicja PO-PSL przegrała wybory parlamentarne. Politycy mają zwyczaj kierować się wyłącznie własnym interesem, który czasami jest zbieżny z potrzebami obywateli, szczególnie, gdy jest nośny, medialny i trendy.
Poprzedni minister zdrowia, dr Bartosz Arłukowicz, poprzez swoje lekceważenie obywateli i pogardę dla singielek i par nieheteroseksualnych wprowadził ustawę o leczeniu niepłodności wykluczającą wspomniane grupy z możliwości leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego.
Dokładnie tak samo postąpił obecny minister zdrowia, dr Konstanty Radziwiłł, likwidując rządowy program leczenia niepłodności metodą in vitro. Był to swoisty hołd lenny wobec ruchów anti-choice. Minister ma liczną gromadkę dzieci, to co go obchodzą chorzy?

Upolitycznienie i uzależnienie od Kościoła Katolickiego

To Trybunał Konstytucyjny zgotował nam hucpę z klauzulą sumienia, czego nigdy nie przebaczę prof. Rzeplińskiemu i ówczesnym sędziom TK. Postawienie prawa jednostki do wolności sumienia ponad prawo ogółu do świeckości i opieki zdrowotnej okazało się być “wodą na młyn” ruchów anti-choice, które rozpanoszyły się i wprost zawładnęły umysłami pracowników ochrony zdrowia. Konsekwencje są powszechnie widoczne: odmowa świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, farmaceuci i technicy farmacji powołujący się (nielegalnie!) na klauzulę sumienia. Również zakaz aborcji jest “dziełem” konserwatywnego TK w latach ‘90.
Do tej pory mieliśmy do czynienia tylko z silnym wpływem światopoglądu sędziów TK, a i tak kwestie zdrowia reprodukcyjnego były traktowane w sposób urągający podstawowym prawom człowieka. Aż strach pomyśleć jak będzie się w takich sprawach wypowiadał obecny skład sędziowski, który oprócz owładnięcia ideologią, pochodzi z partyjnego nadania.

Brak kontroli nad tworzeniem prawa

Koalicja rządząca nie ma większości wymaganej do zmiany Konstytucji, jednakże zmienia jej postanowienia zwykłymi ustawami (vide ustawa o Sądzie Najwyższym). Dziś zamach na trójpodział władzy, a na kolejnym posiedzeniu sejmu może posłowie wpadną na pomysł zlikwidować prawo do ochrony zdrowia albo podniosą składkę na ubezpieczenie zdrowotne o 100% czy 200%.
Równie dobrze może przejść ustawa o zakazie o zakazie IVF. W poniedziałek projekt poselski przejdzie przez sejm, we wtorek przez senat, w środę podpisze go Prezydent i wejdzie w życie z dniem podpisania, więc już w czwartek policja będzie aresztować lekarzy i pacjentów w klinikach leczenia niepłodności.

Brak kontroli wyroków sądów powszechnych


Skoro w Polsce jakieś leczenie jest/będzie nielegalne to możesz chcieć poddać mu się za granicą. Powiedzmy, że byłaś w niechcianej ciąży, przyjechałaś do Szwecji i po konsultacji dostałaś leki na wywołanie poronienia. Wszystko poszło zgodnie z planem. Wracasz do kraju już nie będąc w ciąży. Kolejnego dnia do Twoich drzwi puka policja, aresztuje Ciebie i Twojego partnera. Pisowski prokurator stawia Wam zarzuty zabójstwa dziecka poczętego. Sąd stosuje wobec Was areszt, na początek na 3 m-ce, ale później przedłuża w nieskończoność. Po latach procestu zostajecie uznani winnymi popełnienia zbrodni zabójstwa dziecka poczętego. Sądy wszystkich instancji są ogarnięte zygotariańską ideologią. Nikt i nic nie powstrzyma ich przed ich szaleństwem. Odsiadujecie dożywocie. Sądu Najwyższego w praktyce nie ma, Trybunał Konstytucyjny uznaje karę dożywocia za aborcję za granicą za zgodną z Konstytucją RP. Prezydent Was nie ułaskawi, bo nie jesteście jego partyjnymi kolesiami.

Brzmi nieprawdopodobnie? Tak samo myślano, że nieprawdopodobny jest demontaż Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego w trybie niezgodnym z Konstytucją.

Zniesienie kontroli nad wyborami


Upolitycznienie Państwowej Komisji Wyborczej (skutek wymiany kadry w m.in. w Sądzie Najwyższym), spowoduje, że era wolnych i demokratycznych wyborów się skończyła. Niezależnie jak zagłosuję obywatele, pisowska PKW i tak stwierdzi zwycięstwo PiSu. Wtedy będą mogli uchwalać dokładnie takie prawo, jakie sobie wymarzą. Ich marzeń możemy sie domyślać: zakaz leczenia niepłodności, antykoncepcji, aborcji, edukacji seksualnej i może zgodnie z prawem szariatu publiczna chłosta albo i ukamienowanie za seks przed/pozamałżeński (ale karze podlegać będzie tylko kobieta).

Rządowa kontrola nad mediami

Już niedługo państwo policyjne ministrów Błaszczaka i Ziobry spowoduje, że nie będziecie czytać moich zgryźliwych ripost. Będzie cenzura znana naszym dziadkom i rodzicom z czasów PRL. Nawet przeniesienie strony na zagraniczne serwery nic nie da, bo Polska będzie jak Korea Północna, odcięta od światowej sieci.

Wyjscie/wyrzucenie z EU


Skutkiem notorycznego łamania zasad praworządności, władze Unii Europejskiej nałożą na Polskę gigantyczne kary finansowe, a w razie ich nieskuteczności może się skończyć na wyrzuceniu z Unii Europejskiej. Co to oznacza? Koniec z bezpłatnym leczeniem w innych krajach UE, zniesienie swobody przepływu towarów (np. już nie otrzymasz leków do aborcji farmakologicznej od Women on Web, zamówionego nasienia do domowej inseminacji z duńskiego banku spermy Cryos), kontrole paszportowe (a może nawet i wizy) do krajów strefy Schengen, czy wzrost cen leków sprowadzanych z zagranicy.

Totalitaryzm puka do drzwi…


Wszyscy wielcy (sławą) dyktatorzy XX wieku szczycili się łamaniem praw reprodukcyjnych: Nicolae Ceausescu jest ikoną zmuszania kobiet do rodzenia dzieci i terroru ginekologicznego (obowiązkowe testy ciążowe co miesiąc), Hitler zdelegalizował aborcję (tylko dla Aryjek), Stalin surowo karał wszystkich zaangażowanych w planowanie rodziny, a Mussolini wdrożył konserwatywny i nieskuteczny projekt “Battle for Birth” (dzieło szarej eminencji vel hierarchów Kościoła Katolickiego kolaborujących z faszystami). Jedynie płk. Muammar Kadafi, znany “miłośnik” kobiet zezwalał na antykoncepcję i aborcję.
Cóż, Jarosławowi Kaczyńskiemu wydają się być bliskie niektóre z tych rozwiązań. Nienawiść do obcych/innych, homoseksualistów, łamanie praw człowieka, antysemityzm, niezważanie na nic w drodze po władzę absolutną. Tylko patrzeć jak upozoruje katastrofę porównywalną do pożaru Reichstagu, byśmy w pełni poznali prawdziwe oblicze Prezesa…

Mam nadzieję, że udało mi się troszkę przybliżyć dlaczego przestrzeganie praworządności jest tak ważne dla każdego. Pamiętać należy, że każde łamanie prawa przez instytucje państwowe prowadzi do tego, że w starciu z władzą obywatel nie ma szans, a jego prawa są łamane… Poza tym, czy chcemy zgotować naszym dzieciom piekło totalitaryzmu, a nie daj Boże, 3. Wojny Światowej?

 

#ZamachLipcowy

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Instynkt macierzyński – prawda i mit

instynkt macierzyński

Ludzkość nie przetrwałaby, gdyby nie instynkt, zwłaszcza macierzyński. Kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, karmią piersią. Instynkt macierzyński przyspiesza w pewnym momencie; podporządkowuje sobie inne życiowe cele, a niemożność jego realizacji wywołuje bolesne uczucia. Kiedy wreszcie dziecko się rodzi, kobieta karmi je piersią, taka jest naturalna kolej rzeczy. Wieź z dzieckiem pojawia się również instynktownie, bo matka biologiczna jest predystynowana do tego, by kochać, chronić i dbać o swoje dziecko.

Instynkt jest biologiczny; podlega wpływom hormonów oraz innych zjawisk zachodzących w organizmie oraz na styku człowiek-środowisko zewnętrzne.

Czy tak rzeczywiście jest? Instynkt jest definiowany jako zachowanie automatyczne, nieodwracalne, wywoływane przez środowisko biologiczne, nie jest wyuczalny i w zasadzie nie podlega modyfikacji na drodze uczenia się, jest wreszcie typowe dla określonego gatunku.

Ale przecież nawet w tak podstawowym obszarze, wspólnym dla wszystkich gatunków, jak rozmnażanie się, nie ma rzeczy pewnych i powtarzalnych. Wiele matek nie jest w stanie – z wyboru, niechęci lub ogromnych trudności – karmić piersią, przeżywa wczesne macierzyństwo bardziej jak konieczny do przejścia etap, nieprzyjemny i naznaczony ogromnym zmęczeniem. Wiele nie kocha swoich dzieci od pierwszego dnia; czasami potrzebują wielu miesięcy, żeby poczuć coś do swojego dziecka.

A jeśli macierzyństwo byłoby zależne przede wszystkim od instynktu, to co z kobietami, które nie decydują się na dzieci? Które nie czują, że chcą być matkami i wybierają inne sprawy w życiu ponad rodzicielstwo? Na ile więc macierzyństwo jest doświadczeniem instynktowym?

Biologia czy świadomy wybór?

Psychologia dla opisania działań instynktownych sięga po termin „popęd”. Jest to znaczna różnica; już Freud mówił popędzie śmierci i życia. W tym rozumieniu macierzyństwo byłoby pragnieniem życia właśnie. Ale dążeniem ku życiu będzie również dbanie o własne samopoczucie, o odpowiednią ilość i jakość snu, odpoczynek. To wszystko zwykle nie idzie w parze z wczesnym macierzyństwem.

Kilka lat temu widzami wstrząsnął film Musimy porozmawiać o Kevinie. Wstrząsnął nie tylko dlatego, że pokazuje okrutną zbrodnię, ale również dlatego, że przełamuje tabu macierzyństwa. Okazuje się, że oprócz miłości, matka może do dziecka żywić wiele innych uczuć. Może go zwyczajnie nie lubić, nie rozumieć, czuć się nim przytłoczona i zmęczona, może czuć, że wraz z jego narodzinami znalazła się w potrzasku. Matka może zupełnie nie radzić sobie z płaczem dziecka. Może być wreszcie tak głęboko nieszczęśliwa, że fantazjuje o śmierci własnej lub dziecka. Czasami te fantazje realizuje.

Próbując wytłumaczyć to zjawisko, chętnie sięgamy po terminy medyczne. Mówimy wówczas o depresji lub nawet psychozie poporodowej, które w skrajnych przypadkach wymagają interwencji lekarskiej i hospitalizacji. Te skrajne przypadki pokazują jednak zwielokrotnioną rzeczywistość, z która radzi sobie większość młodych matek. Emocje, których doświadczają są często bardzo nieprzyjemne i wywołują ogromne poczucie wstydu i porażki. Matki zaczynają się zadręczać myślą, że nie kocha swojego dziecka, że na nie nie zasługuje i że z pewnością coś z nią jest nie tak. Nie mają pojęcia, że inne kobiety podobnie przechodzą początki macierzyństwa i że można jednocześnie odczuwać złość, irytację i zmęczenie oraz miłość.

Popęd a przyjemność

Wydaje się, ze skoro coś jest wrodzone, to jest naturalne i w związku z tym musi być dobre dla człowieka. A skoro jest dobre, to powinno również być źródłem przyjemności. A tak przecież nie jest. Nawet jeśli macierzyństwo jest zjawiskiem w części instynktownym lub popędowym, to wcale nie musi wiązać się z przyjemnością czy radością. Oprócz biologii jest jeszcze psychika, doświadczenia, historia, które również determinują to, jak funkcjonujemy na co dzień, jak przeżywamy macierzyństwo.

Wydaje się, że najbardziej skrajnym dowodem na to, że macierzyństwo w relatywnie niewielkim stopniu jest zależne od instynktu są bardzo intensywne próby regulowania własnej płodności. Źródła donoszą, że już w starożytności kobiety starały się planować swoje macierzyństwo sięgając choćby po aborcję. Dopiero ostatnie dziesięciolecia zaowocowały realnymi i bezpiecznymi środkami antykoncepcyjnymi, z których kobiety chętnie i świadomie korzystają. Czyżby więc rozwój technologii zaburzył nasz instynkt, czy może raczej dzieci pojawiały się jako skutek życia seksualnego, niekoniecznie chciany? I paradoksalnie to rozwój antykoncepcji wymusił podejmowanie świadomych i przemyślanych decyzji. Okiełznanie biologii pozwoliło też zobaczyć, czym naprawdę jest macierzyństwo – kombinacją wielu czynników, mieszanką wielu uczuć, nauką i adaptacją, zdolnością do przystawania się i akceptacją zmian. Nie pojawia się z dnia na dzień, nie ma więc powodu oczekiwać od siebie zbyt wiele.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

USG w domu, w podróży, na miejscu wypadku… Miej je zawsze przy sobie. Przecież mieści się w kieszeni

Ofiara wypadku drogowego czeka na pomoc. Chore na grypę dziecko leży w łóżku w pokoju z bólem brzucha. Piłkarz doznaje fatalnej kontuzji w trakcie meczu. Wszystkie te sytuacje łączy jedno – potrzeba szybkiej diagnozy, by móc niezwłocznie rozpocząć właściwe leczenie. Do tej pory wiązało się to z koniecznością transportu do szpitala. Teraz, dzięki ultramobilnemu Philips Lumify, to USG jest tam, gdzie pacjent. Badanie można wykonać „od ręki”, na miejscu. Dzięki szybkiej diagnozie, możliwa jest natychmiastowa reakcja!

USG to jedno z najbardziej efektywnych i powszechnie stosowanych badań. Pozwala lekarzowi bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała pacjenta. Do tej pory USG wykonywano głównie w szpitalnej pracowni za pomocą dużego, stacjonarnego urządzenia. Od czerwca to już przeszłość. Na polskim rynku, pojawiło się urządzenie Philips Lumify – mała, mobilna głowica do USG, którą wystarczy podłączyć do smartphone’a, aby móc przystąpić do badania!

USG Zamiast stetoskopu

Ten niezwykle prosty w obsłudze sprzęt ma szansę zrewolucjonizować codzienną pracę lekarzy. Obecnie najczęściej wykonują oni podstawowe badanie stetoskopem. Dzięki możliwości sięgnięcia po ultramobilne USG, będą mogli wesprzeć swoją diagnozę na wynikach dokładnego badania obrazowego. Philips Lumify ma powszechne zastosowanie. Można nim zbadać wiele narządów i tkanek ludzkich.

Rewolucja w smartphonie

Niewielkie rozmiary to nie jedyna zaleta urządzenia. Philips Lumify jest też bardzo prosty i intuicyjny w obsłudze. Wystarczy pobrać darmową, dedykowaną aplikację. Następnie należy podłączyć głowicę do smartphone’a czy tableta z systemem Android. W tym momencie można już rozpocząć pracę! Dodatkowo, niezwykle ważną funkcją urządzenia jest system archiwizacji obrazów. Pozwala on na przesyłanie obrazów w dowolnej chwili i miejscu. Lumify przeszedł też rygorystyczne testy środowiskowe i wytrzymałościowe – również testy wstrząsowe, upadkowe, temperaturowe czy na działanie wody. Można na nim polegać w każdym, nawet najmniej sprzyjającym otoczeniu – nawet w lotniczych środkach transportu ratowniczego.

Lumify łączy kompaktowy rozmiar – mieści się w kieszeni i ultramobilność z wysoką jakością uzyskanego obrazu, która jest porównywalna z jakością tradycyjnych stacjonarnych USG stosowanych w pracowniach USG.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Dodatkowy nabór do in vitro w Częstochowie

Do 18 lipca można składać w Urzędzie Miasta w Częstochowie wnioski o dofinansowanie in vitro. Okazało się, że niektóre pary zrezygnowały lub nie zostały zakwalifikowane do programu.

Jak pisaliśmy na naszym portalu, Częstochowa to pierwsze polskie miasto, które wprowadziło dofinansowanie do zabiegów in vitro. Program ruszył w 2012 roku. Miał zakończyć się w 2015, ale zdecydowano o jego kontynuacji. W ramach jego działania, w 2016 roku pojawiło się 10 ciąż ( w tym bliźniacza). Wnioski do końca lutego mogły składać pary:

pozostające w związku małżeńskim lub partnerskim zamieszkujący Częstochowę;

wiek kobiety 20-40 lat (dopuszczalnie 42, ale zależnie od wyników AMH);

gdy inne leczenie niepłodności zakończyło się niepowodzeniem lub pojawiły się bezpośrednie wskazania do in vitro.

Uczestnikom programu przysługuje możliwość jednorazowego dofinansowania do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego w wysokości do 5000 zł pod warunkiem przeprowadzenia co najmniej jednej procedury. Pozostałe koszty procedury ponoszą pacjenci” – czytamy na stronie Urzędu Miasta Częstochowy, gdzie można znaleźć więcej informacji o Programie.
W tym roku na realizację programu zarezerwowano 235 tys. zł

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.