Przejdź do treści

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: „praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej”

Ostatnimi czasy hołdujący konserwatywnym wartościom Instytut Ordo Iuris staje się coraz ważniejszym ogniwem w dyskursie społeczno-politycznym. Jego głos sięga tematów nieobojętnych społecznie, a wyrażane zdanie odbija się szerokim echem w mediach. In vitro, małżeństwa jednopłciowe, macierzyństwo zastępcze – to tylko niektóre kwestie, które podejmuje Instytut. Szybko zyskał zarówno zwolenników, jak i przeciwników – bo głosy na temat jego działalności są podzielone. Jedno jest pewne Instytut Ordo Iuris staje się elementem debaty społecznej. W rozmowie z nami prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu przybliżył nam swoją działalność.

Jaka idea przyświeca działalności Instytutu Ordo Iuris?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: Niepokoi nas to, że współczesna władza ma tendencję do lekceważenia konstytucyjnych standardów, które powinny wyznaczać granice jej działań. Afirmuje się te standardy werbalnie, zaś w rzeczywistości są one lekceważone. Widać to zwłaszcza w odniesieniu do autonomii życia rodzinnego. Wykorzystując prawne instrumenty staramy się, by władza musiała respektować, wynikające z konstytucji, granice swych kompetencji. Chcemy w ten sposób chronić autonomię życia rodzinnego oraz standardy państwa prawnego i wszystko, co się na nie składa. Istotnym naszym celem jest również informowanie społeczeństwa o tym „co w prawie piszczy”.

Jaka jest prawna forma działalności Instytutu?

Jesteśmy fundacją, która została zarejestrowana w sierpniu 2013 r.

Z czego finansowane są działania, takie jak pisanie projektów ustaw lub kształcenie młodych prawników?

To jest nasza działalność statutowa, którą prowadzimy dzięki prywatnym darczyńcom. Uważamy, że nasza działalność ma sens o ile ludzie jej potrzebują. Okazało się, że – niezależnie od fundatora – zapotrzebowanie na naszą działalność jest bardzo wyraźne i objawia się również we wspaniałej hojności wielu ludzi. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, choć teoretycznie moglibyśmy to czynić, jednak chcemy czuć się potrzebni. Stronimy też od środków publicznych. Jednocześnie kluczowe znaczenie zachowuje gotowość i wola bezinteresownego zaangażowania się wielu osób pro bono. Bez niej nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Gdyby nie wolontariusze, w tym adwokaci, aplikanci i ludzie świata nauki, aby prowadzić aktywność dotychczasowym zakresie, musielibyśmy dysponować środkami wielokrotnie przewyższającymi nasz budżet.

Jak pojawiła się inicjatywa powstania Instytutu Ordo Iuris?

Można powiedzieć, że złożyło się na to szereg cząstkowych koincydencji, dających w sumie pewną masę krytyczną pozwalającą na rozpoczęcie tej działalności. Jednym z niewątpliwie istotnych impulsów było odrzucenie przez Sejm w 2011 r. obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do uszczelnienia ochrony życia ludzkiego na najwcześniejszym etapie jego rozwoju. Wyraźne lekceważenie społeczeństwa obywatelskiego, jakie się przy tej okazji ujawniło dało impuls grupie prawników, którzy zaczęli poszukiwać możliwości aktywnego zaangażowania się w ochronę ładu społecznego, zwłaszcza tego poświadczonego w aksjologii konstytucyjnej. Efektem była międzynarodowa konferencja naukowa na Uniwersytecie Warszawskim, która pozwoliła spotkać się bardzo różnym osobom. Niedawno uświadomiłem sobie, że było to miejsce w którym pierwszy raz spotkali się wszyscy obecni członkowie zarządu, choć wówczas zamieniłem kilka zdań jedynie z jednym z nich. Kluczową rolę jednak odegrały szybko rozgrywające się później wydarzenia, takie jak bulwersujący wyrok trybunału Strasburskiego w sprawie P&S przeciwko Polsce, a następnie próby podważania konstytucyjnie chronionego kształtu prawa rodzinnego i szereg innych okoliczności, które sprawiały, że grupa tych samych osób angażowała się wspólnie w obronie wartości konstytucyjnych. W efekcie podjęta została decyzja o utworzeniu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej jako fundacji.

Jakie jest zdanie Instytutu na temat przyjętej w czwartek przez Sejm ustawy dot. in vitro? Czy w tej sprawie potrzebny jest zdrowy kompromis czy wprowadzenie zakazu tej procedury?

To, co jest bezwzględnie potrzebne przy rozpatrywaniu ludzkiej prokreacji, to nade wszystko ochrona ludzkiej godności, o której nasza konstytucja w art. 30, w ślad za Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, mówi jako o przyrodzonej i niezbywalnej. To ona jest źródłem naszych praw i wolności. Owa przyrodzoność (w tekście angielskim Powszechnej Deklaracji oddaje się ją terminem „inherent”) oznacza, że godności nie nabywamy na którymś z etapów naszego rozwoju, ale odkąd stajemy się ludźmi – ludzkim organizmem – jesteśmy jej nosicielami. W pełni potwierdził to chociażby w 2011 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie Bruestle vs. Greenpeace wskazując na moment zapłodnienia jako początek rozwoju człowieka. Poszanowanie naszej godności oznacza traktowanie człowieka podmiotowo, a nie przedmiotowo. Tymczasem praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej, który jest następnie poddawany ocenie jakości, selekcji, niekiedy konserwacji itp. procedurom, które oznaczają całkowicie przedmiotowe traktowanie człowieka na zarodkowym etapie rozwoju. Pytanie zatem brzmi, co miałby oznaczać „rozsądny kompromis” w odniesieniu do ochrony ludzkiej godności, której ochrona na gruncie naszej konstytucji jest akurat bezwzględna. Nie da się chronić godności człowieka, z którego czynimy produkt określonej procedury laboratoryjnej. Ona zakłada całkowite uprzedmiotowienie dziecka. Co więcej, ten przedmiotowy stosunek do człowieka na pierwszych etapach jego rozwoju ma później swoje konsekwencje na kolejnych etapach jego życia, również po urodzeniu. Wystarczy wspomnieć o praktyce „macierzyństwa zastępczego” (surogacji) która szybko ulega komercjalizacji i z reguły oznacza regularny handel dziećmi połączony z eksploatacją i przedmiotowym traktowaniem kobiet traktowanych jak „macice do wynajęcia” (a które z reguły decydują się na bycie matką zastępczą ze względu na trudną sytuację materialną). Niestety, uchwalona ustawa nie zawiera najmniejszych choćby zabezpieczeń przed surogacją, wręcz przeciwnie, wprowadzając pełną animizację dawców gamet oraz konstrukcję dawstwa poza-partnerskiego, tworzy wręcz zaproszenie do rozwijania tej współczesnej formy handlu ludźmi (dziećmi) i ich eksploatacji (surogatek). Tu z resztą napotykamy kolejne naruszanie praw dziecka przez regulacje uchwalonej niedawno ustawy – dzieci poczęte in vitro w wyniku dawstwa poza-partnerskiego, nie mają żadnej szansy dowiedzieć się, kto jest ich biologicznym rodzicem. To znowu narusza ich prawa do poprawnej filiacji, które są chronione konstytucyjnie. Nie mają dostępu do informacji, które mogą być istotne dla ich stanu zdrowia, wreszcie są narażone później na angażowanie się w związki krewniacze. Ustawa de facto czyni z dzieci poczętych in vitro osobną grupę ludzi, którą prawo chroni w stopniu drastycznie gorszym, niż dzieci poczęte in vivo. Dodajmy, to upośledzenie prawne dzieci z in vitro jest efektem wyraźnej preferencji dla interesów podmiotów komercyjnie zajmujących się wspomaganą prokreacją.

W jaki sposób szukacie spraw, którymi się zajmujecie?

Nie musimy ich szukać. Same wciskają się drzwiami i oknami. Jeśli chodzi o analityczny obszar naszej działalności, to prowadzimy monitoring procesu legislacyjnego i staramy się ustalać regulacje, które mogą pociągać za sobą ograniczenia dla praw obywatelskich lub porządku konstytucyjnego. W zakresie działalności prowadzonej przez Centrum Interwencji Procesowej naszego instytutu, osoby bezradne wobec brutalnych ingerencji w ich życie rodzinne same z reguły zgłaszają się do nas ze swymi problemami.

Niedawno nagłośniliście sprawę umów, jakie podpisują kliniki in vitro z pacjentami. Jak doszliście Państwo do tych informacji?

Docierały do nas różne informacje, które skłoniły nas do wystąpienia z wnioskiem o udostepnienie nam wzorów tych umów przez placówki, które korzystały ze środków publicznych w ramach ministerialnego programu finansowania procedury in vitro. Kliniki te, z racji korzystania ze środków publicznych, są podmiotami obowiązanymi w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na tej podstawie uzyskaliśmy wystarczającą ilość informacji, by podjąć decyzję o zawiadomieniu Rzecznika Praw Pacjenta o prawdopodobnym naruszaniu praw pacjenta przez te podmioty.  Niektóre z nich odmówiły nam dostępu i sprawy te będą kierowane na drogę sądową.

W przestrzeni publicznej coraz głośniej o Instytucje Ordo Iuris, jakie macie plany na przyszłość?

Szczerze mówiąc, chciałbym, byśmy mieli mniej pracy. Główna nasza działalność niestety wciąż ma charakter reaktywny – reagujemy na rozwój wydarzeń inspirowany przez inne podmioty. Chciałbym, byśmy mieli czas na podejmowanie bardziej proaktywnych działań. Zależy mi zwłaszcza na rozwoju naszego programu wydawniczego oraz na pracy ze studentami i młodymi prawnikami. Wciąż się spotykam z ich strony z oczekiwaniami spokojnej pracy seminaryjnej, na którą obecnie nie możemy sobie pozwolić.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą. Sąd wydał wyrok

Adopcja a zasiłek macierzyński
fot. Fotolia

Sąd Najwyższy wydał w czwartek korzystny wyrok dla osób, które planują adoptować dziecko i prowadzą własną działalność gospodarczą. Do tej pory luka w przepisach działała na niekorzyść samozatrudnionych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą mogą mieć duże problemy z uzyskaniem zasiłku macierzyńskiego na takich zasadach, jakby dziecko urodziło się w ich rodzinie.

Przekonała się o tym kobieta, która w 2014 roku zdecydowała się na przysposobienie dziewczynki, która wcześniej znajdowała się w rodzinie zastępczej. Aby zająć się dzieckiem kobieta zawiesiła działalność gospodarczą. Na początku opieka odbywała się na podstawie umów zawartych z rodziną zastępczą. Po pewnym czasie sąd przyznał jej prawo do adopcji dziecka.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Adopcja a zasiłek macierzyński

ZUS odmówił jej jednak prawa do zasiłku macierzyńskiego. Dlaczego tak się stało? Okazało się, że podstawą takiej decyzji był fakt, że w momencie rozpoczęcia opieki nad dzieckiem działalność gospodarcza kobiety była zawieszona. 

ZUS powołał się tu na art. 29 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Świadczenie takie przysługuje w sytuacji, kiedy do adopcji doszło w czasie ubezpieczenia chorobowego.

ZUS wyszedł zatem z założenia, że skoro kobieta zawiesiła swoją działalność, to nie opłacała w tym czasie składek na ubezpieczenie chorobowe. W efekcie nie miała prawa do wypłaty zasiłku macierzyńskiego.

Zobacz także: Dwumiesięczny chłopiec znaleziony we wrocławskim oknie życia

Decyzja Sądu Najwyższego

Pełnomocnik powódki dowodził w Sądzie Najwyższym, że kobieta zawiesiła działalność po to, aby zająć się dzieckiem, więc nie powinna być z tego powodu karana. Dodatkowo w okresie sprawowania opieki nad dzieckiem na podstawie umowy z rodziną zastępczą nie było jeszcze pewne, czy do adopcji w ogóle dojdzie.

Decyzja o przysposobieniu dziecka zapadła już po odwieszeniu działalności. Pełnomocnik zwrócił również uwagę, że w prawie brakuje definicji, kiedy w myśl art. 29 ust. 1 pkt 2 ustawy zasiłkowej dochodzi do przyjęcia na wychowanie dziecka.

7 grudnia 2017 roku Sąd Najwyższy wydał decyzję uchylając niekorzystny dla kobiety wyrok i odesłał sprawę do ponownego rozpoznania przez warszawski Sąd Okręgowy.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Tyłozgięcie macicy a zajście w ciążę

Czy tyłozgięcie macicy utrudnia zajście w ciążę? Czy wada anatomiczna budowy macicy może być powodem niepłodności? Wątpliwości wyjaśnia lekarz.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tyłozgięcie macicy to wygięcie trzonu macicy ku kręgosłupowi, do tyłu. W prawidłowym położeniu trzon macicy powinien wyginać się lekko do przodu. Szacuje się, że przypadłość z tym związana występuje u 25 procent kobiet.

Tyłozgięcie macicy – objawy

Większość kobiet może być nieświadoma innego – niż standardowe –  ułożenia ich macicy. Wszystko dlatego, że po objawach bardzo trudno to rozpoznać. Czasem tyłozgięcie macicy może w ogóle nie dawać żadnych wyraźnych symptomów. Objawy, które się czasami pojawiają przy tyłozgięciu macicy to:

  • bolesne i obfite miesiączki
  • ból w krzyżu
  • ból przy stosunku w wybranych pozycjach.

Tyłozgięcie macicy może być rozpoznane podczas badania ginekologicznego USG narządów rodnych.

Tyłozgięcie macicy a zajście w ciążę

Kilkadziesiąt lat temu, kiedy wiedza o przyczynach niepłodności była w powijakach, jako jeden z powodów problemów z zajściem w ciążę uważano tyłozgięcie macicy.

– W tamtych czasach wiele kobiet poddano operacji zmiany położenia macicy do przodozgięcia – mówi dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni. – Współcześnie nauka poznała wiele powodów niepłodności, a tyłozgięcie macicy nie jest jednym z nich. Macica musi być jakoś zgięta, ale czy jest do tyłu, czy do przodu nie ma to żadnego znaczenia dla płodności kobiety.

Czytaj też: Tyłozgięcie macicy a ciąża

Choć tyłozgięcie macicy nie jest uznawane za przeszkodę w zajściu w ciążę, może je utrudniać. Przypadłość nie ma wpływu na płodność kobiety, utrudnieniem mogą być schorzenia, które wywołały tyłozgięcie, np. zapalenie przydatków lub endometrioza. Specyficzna anatomia macicy może wpływać również na zapłodnienie. Jest ono nieco utrudnione, bo pozycje związane z głęboką penetracją członka wywołuje u kobiety ból. Ponadto, w niektórych pozycjach, plemniki mają mniejszą szansę na dotarcie do komórki jajowej.

Najbardziej skuteczne pozycje seksualne do zapłodnienia w przypadku kobiet z wadą macicy tyłozgiętej to:

  • kolankowo-łokciowa,
  • od tyłu
  • boczna.

Konsultacja: dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni

POLECAMY: Kobieta po przeszczepie macicy urodziła dziecko. To pierwszy przypadek w USA

Jak uważasz?

Czy tyłozgięcie macicy może utrudniać zajście w ciążę?

Tak, moim zdaniem może przyczyniać się do kłopotów z zapłodnieniem.
Nie, uważam, że to nie jest przeszkoda.

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Mieszkańcy Krakowa chcą dofinansowania do in vitro

mieszkańcy Krakowa za dofinansowaniem do in vitro

Aż 67 proc. mieszkańców Krakowa opowiada się za dofinansowaniem do in vitro z gminnego budżetu – dowiadujemy się z sondażu firmy Kantar Millward Brown.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sondaż w sprawie refundacji zapłodnienia pozaustrojowego został przeprowadzony na zamówienie „Gazety Wyborczej” i Radia TOK FM.

W badaniu tym kompleksowo sprawdzono przekonania i odczucia mieszkańców różnych miast Polski w sprawach inwestycji, bezpieczeństwa, atrakcyjności miasta.

Zobacz także: Kontrowersyjna książka przeciwników zapłodnienia pozaustrojowego

Mieszkańcy Krakowa chcą dofinansowania do in vitro

Ankieterzy sprawdzili też, czego mieszkańcy oczekują od władz samorządowych. Próbowali dowiedzieć się m.in., czy władze miasta powinny finansować z własnych budżetów zabiegi in vitro.

Okazało się, że najniższe poparcie dla pomysłu refundacji zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego było wśród najmłodszych ankietowanych.

Zobacz także: Inicjatywa „In vitro dla krakowian” zdobyła cztery tysiące podpisów

„In vitro dla Krakowian”

W ostatnich dniach pisaliśmy, że pod obywatelskim projektem pt. „In vitro dla krakowian” zebrano ponad cztery tys. podpisów. Dzięki temu radni będą mieli obowiązek zająć się tematem refundacji zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego w swoim mieście.

Wcześniej, na początku tego roku radni odrzucili w głosowaniu uchwałę w tej sprawie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Wyborcza Kraków, Onet

 

Jak uważasz?

Czy samorządy powinny finansować metodę in vitro?

Tak, niepłodni też są płatnikami miejskich podatków.
Nie, osoby starające się o dziecko powinny same sobie finansować ten zabieg.
Nie, powinno być to finansowanie z budżetu państwa.

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Duchowe uzdrawianie refundowaną metodą leczenia? Jest stanowisko MZ

Ludzie modlący się / Duchowe uzdrawianie
Fot.: Fotolia

Przed kilkoma miesiącami wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko spotkała się z delegacją Polskiego Stowarzyszenia Duchowych Uzdrowicieli. Miały wówczas być prowadzone rozmowy dotyczące możliwości wpisania duchowego uzdrawiania na listę świadczeń refundowanych. W mediach zawrzało, ale Ministerstwo Zdrowia zdecydowanie odcina się od tych wypowiedzi.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informację o rozmowach w sprawie refundacji duchowego uzdrawiania zamieścił kilka dni temu portal WP.pl, powołując się na rozmowę z członkinią zarządu PSDU Bogumiłą Kubalańcą. Także pozytywny wydźwięk komunikatu zamieszczonego na stronie stowarzyszenia pozwalał domniemywać, iż spotkanie przebiegło zgodnie z oczekiwaniami PSDU.

– Pierwsze kroki już mamy za sobą, przełamujemy lody. Okazuje się, że wiele osób w Ministerstwie i rządzie nie wie, na czym ta metoda polega. (…) Mam nadzieję, ze będzie więcej spotkań i że w końcu pacjenci będą mogli skorzystać z uzdrowicieli w służbie zdrowia.

MZ: duchowe uzdrawianie niezgodne z wiedzą medyczną

Wypowiedzi PSDU zdecydowanie sprostowało Ministerstwo Zdrowia. Zgodnie z komunikatem, który MZ zamieściło na swojej stronie internetowej, minister spotkała się z przedstawicielami organizacji w swoim biurze poselskim w Bochni, a temat spotkania nie był jej wcześniej znany. Przedstawiciele PSDU mieli wówczas usłyszeć, że minister zdrowia, realizując politykę zdrowotną, kieruje się zasadami medycyny opartej na dowodach naukowych.

– Brak jest takich dowodów w odniesieniu do metod wskazywanych przez PSDU, o czym przedstawiciele stowarzyszenia zostali poinformowani podczas spotkania. (…) Gwarantowane świadczenia opieki zdrowotnej są udzielane zgodnie ze wskazaniami wiedzy medycznej, z wykorzystaniem metod diagnostyczno-terapeutycznych innych niż stosowane w medycynie niekonwencjonalnej, ludowej lub orientalnej – czytamy na stronie MZ.

PSDU: „To nie jest prawda”

Z taką wersją wydarzeń nie zgadzają się jednak przedstawiciele stowarzyszenia.

– Po rozmowie minister powiedziała, że porozmawia (…) i zorientuje się, jaki jest pogląd Ministerstwa w tej kwestii. Parę tygodni później jej sekretarka oddzwoniła, że mają teraz inne problemy i tematem w obecnej chwili nie mogą się zająć (…). To nie jest prawda, co mówi rzecznik i minister, gdyż dowody naukowe zostały doręczone, a taka wypowiedź podczas spotkania nie miała miejsca – podkreślają przedstawiciele PSDU na swojej stronie internetowej.

Polskie Stowarzyszenie Duchowego Uzdrawiania zostało zarejestrowane w 2007 roku. Jak czytamy w statucie organizacji, jej celem jest m.in. „zrzeszanie duchowych uzdrowicieli dyplomowanych, osób będących na stażu i osób wspierających, które działają na rzecz niesienia pomocy poprzez duchowe uzdrawianie, polegające na modlitwie, medytacji i nakładaniu rąk”.

Polecamy również: Resort zdrowia walczy z in vitro? „To ostateczność”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.