Przejdź do treści

Proces żałoby

fazy żałoby

Żałoba najbardziej kojarzy się z reakcją na śmierć bliskiej osoby. Jest to jednak szersze pojęcie odnoszące się do złożonego i bolesnego procesu radzenia sobie ze stratą kogoś (niekoniecznie w wyniku śmierci) lub czegoś niezwykle ważnego i budzi bardzo różne uczucia. Wszystkie są naturalne i potrzebne. Uporanie się z głęboką utratą zabiera dużo czasu i energii. Jest też niezwykle istotne dla późniejszego dobrostanu psychicznego.

W procesie żałoby, procesie opłakiwania straty można wyróżnić charakterystyczne fazy żałoby i wiążące się z nimi objawy. U każdego człowieka proces ten może jednak przebiegać odmiennie. Niektóre stany, myśli czy uczucia mogą być bardziej lub mniej intensywne, a poszczególne fazy żałoby mogą częściowo pokrywać się ze sobą.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Fazy żałoby

1. FAZA ŻAŁOBY Szok

Na wieść o dramatycznej stracie doznajesz szoku. Możesz nie wierzyć, że słyszane informacje są prawdziwe. Możesz z całą mocą zaprzeczać temu, co się dzieje. Możesz wpaść w rozpacz, głośno szlochając albo wręcz przeciwnie: mieć wrażenie, że nic nie czujesz – jakbyś był zamrożony albo mechanicznie wykonywał wszystkie czynności. Dla tego czasu charakterystyczne jest również uczucie kompletnej bezradności, dużego wzburzenia, wewnętrznego chaosu, poczucie zagubienia. Zdarza się też, że w obliczu tak trudnych doświadczeń dystansujesz się psychicznie od rzeczywistości, mając poczucie, że obserwujesz wydarzenia z zewnątrz, jakbyś nie brał w nich bezpośredniego udziału.

2. FAZA ŻAŁOBY Uświadomienie sobie straty 

Kiedy rzeczywistość dotrze do ciebie w pełni, pojawia się bardzo silny ból i rozpacz. Może też pojawić się niepokój i lęk związane z poczuciem braku kontroli nad życiem, chwiejności tego, co wcześniej wydawało się stałe i przewidywalne. Dlatego też możesz czuć, że jesteś bardziej podatny na zranienie, mieć niskie poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie. To także czas bezradności, złości, dużej drażliwości, poczucia winy, niesprawiedliwości i krzywdy, głębokiego smutku i żalu. Przeżycia te są często bardzo wyczerpujące. Żyjesz pod wpływem przewlekłego stresu. W związku z tym możesz czuć się wyczerpany, mieć kłopoty ze snem, prawidłowym odżywianiem się, podejmowaniem decyzji (nawet tych dotyczących błahych, codziennych spraw).

3. FAZA ŻAŁOBY Wycofanie się

Twoje ciało zmęczone długotrwałym stresem, domaga się więcej odpoczynku. Możesz mieć niższą odporność i więcej chorować; chcieć więcej czasu spędzać w domowych zaciszu, np. wspominając szczegóły dotyczące utraconej osoby. Wiąże się to z przepracowywaniem straty, pracy nad smutkiem i żalem. Najprawdopodobniej nadal czujesz rozpacz, choć jednocześnie możesz czuć się apatyczny, „zahibernowany”. Ta faza żałoby najbardziej objawami przypomina depresję. Jest potrzebna, by dokończyć proces przeżywania straty. Jeśli jednak masz poczucie, że „utknąłeś” na tym etapie – warto udać się do psychoterapeuty.

4. FAZA ŻAŁOBY Powrót do zdrowia

Nadajesz nowe znaczenia swoim bolesnym doświadczeniom, dzięki czemu odzyskujesz poczucie sensu. Wcześniejsze fazy żałoby umożliwiają ci zmianę we własnej tożsamości. Rana się goi: z wolna godzisz się ze stratą, zaczynasz na powrót interesować się innymi sprawami – swoimi bliskimi, hobby, pracą. Stopniowo odzyskujesz siłę, radość życia i poczucie panowania nad swoim życiem.

5. FAZA ŻAŁOBY Odrodzenie

Jeżeli uda ci się pogodzić z utratą i na swój własny sposób nadasz jej sens, powoli rozwinie się w tobie nowe życie. Doświadczenie straty i żałoby zmieniło cię i jeśli pozwoliłeś sobie przejść przez wszystkie jej fazy, doświadczyć pojawiających się uczuć, najprawdopodobniej czujesz się pogodzony z rzeczywistością i masz poczucie odnalezienia w sobie nowych zasobów.

Przeżycie procesu żałoby, nie oznacza, że utrata, której doznałeś nie będzie już nigdy budziła smutku. Uczucie to, jak i zresztą inne, które było obecne w okresie żałoby, może powracać w różnych momentach. Nie będzie ono jednak już tak dotkliwe jak wówczas, gdy byłeś pogrążony w żałobie.

Opłakiwanie straty to proces bardzo bolesny i długotrwały. Jeżeli masz poczucie, że odcinasz się od swoich uczuć albo, że pomimo upływu czasu czujesz się nadal bardzo źle, to możesz chcieć rozważyć kontakt z psychoterapeutą. Korzystanie z fachowego wsparcia, może być wyjątkowo ważne jeśli utraty doświadcza cała rodzina, szczególnie taka, w której wychowują się dzieci, które potrzebują pomocy dorosłych w radzeniu sobie z własnymi przeżyciami, co jest bardzo utrudnione kiedy dorośli ci sami są pogrążeni w żałobie.

Zapraszam – szczególnie osoby borykające się ze stratą dziecka (także tego nienarodzonego) – do lektury artykułu Opłakać utraconą przyszłość w drugim numerze magazynu Chcemy być rodzicami,

M.in. na podstawie:

Kübler-Ross, E. (1998). Rozmowy o śmierci i umieraniu. Poznań: Media Rodzina.

Sanders, C. M. (1996). Powrót nadziei. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.

Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Foto:  Beauty by Blair Photography Facebook
Foto: Beauty by Blair Photography Facebook

Starasz się, czekasz, marzysz – w końcu udaje się. Oczekujesz dziecka! „Gdy lekarz potwierdził to, co i tak wiedziałam, że się zdarzyło, czułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce” – mówi Blair Waite, która straciła ciążę w 9. tygodniu. Chociaż przeszła ogrom cierpienia, dziś jest w stanie wspierać inne kobiety, które także zmierzyły się na swojej drodze z poronieniem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Blair i jej mąż długo starali się o dziecko. Gdy tylko dowiedzieli się o ciąży, szczęśliwi od razu powiadomili rodzinę. Nie mogli doczekać się kiedy poznają swoje maleństwo! Pewnego dnia kobieta obudziła się jednak krwawiąc. Pomimo, że mąż zadzwonił po lekarza, ona natychmiast wiedziała co się dzieje. „Jak moje ciało mogło mnie i moje dziecko w ten sposób zawieść? Jak jedyne miejsce, które miało uczynić moje dziecko bezpiecznym, odżywionym i zdrowym mogło się poddać? Powiedzieć, że byłam zdewastowana, to jak nie powiedzieć nic” – opisuje swoje emocje Blaire. Owe emocje, nawet przywoływane po czasie, budzą wiele trudnych myśli. Ogrom poczucia winy, żalu i bezsilności, z którymi mierzy się kobieta doświadczająca poronienia, są niesłychanie głębokie.

Nie mogłam mówić o tym przez rok. Poprosiłam męża, by to on przekazał rodzinie co się stało, a także by powiedział, żeby ze mną na ten temat w żadnym wypadku nie rozmawiali. Nie mogłam tego znieść.

(…)

Nienawidziłam swojego ciała za zdradę mnie i dziecka, ale co było gorsze, byłam zła na siebie za to, że czuję się aż tak bardzo zrozpaczona. Czułam, że przesadzam i nie powinnam być aż tak smutna, bo w końcu dziecko miało „tylko” 9 tygodni. Jest tak wiele ludzi z „prawdziwymi” problemami, a ja jestem po prostu samolubna. Czekałam aż ból odejdzie, albo chociaż się mniejszy, ale tak się nie działo.

Na drodze Blair stanęła wtedy inna kobieta, która przeszła przez podobną ścieżkę. Straciła ciążę w 10. tygodniu. Okazało się, że pojawiające się w niej emocje i stany były niezwykle podobne. Uświadomiło to Blair, że nie jest sama, a doświadczane przez nią uczucia są jak najbardziej normalne i ma pełne prawo do ich przeżywania!  Co więcej, jak mówiła w rozmowie z naszym portalem psychoterapeutka Katarzyna Mirecka: Nie ma jednego, słusznego i zdrowego przeżywania straty >>KLIK<<. Każdy powinien znaleźć odpowiednią przestrzeń dla siebie i przede wszystkim, pozwolić sobie na przeżycie pojawiającego się bólu – bo jak zauważyła Blaire, on sam z siebie nie odchodzi.

Siła, nadzieja, przyszłość

Dwa lata po stracie Blaire postanowiła przekuć swoje doświadczenia w działanie, które ma pomóc innym kobietom. Do swojego projektu zaprosiła 11 pań, które także zmierzyły się z poronieniem, a teraz noszą w sobie zdrowe dzieci – Rainbow Baby: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – czytamy na „Bored Panda”.

Zdjęcia są pełne nadziei i niewątpliwie zdejmują jakiś rodzaj tabu z poronienia właśnie. Kobiety wcale nie muszą czuć się ze swoimi doświadczeniami same, bo same zdecydowanie nie są. Blaire przytacza, że strata ciąży dotyka 1 na 4 kobiety! Jest to ogromna grupa, z czego być może na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, bo wiele kobiet cierpi w milczeniu. Zamykamy się, obwiniamy siebie, czujemy się jak ofiary. Chcę, abyście wszystkie wiedziały, że nie jesteście same, że nie jest to waszą winą i nie oznacza to, że już nigdy nie będziecie miały dziecka – podsumowuje fotografka. Czy można dać więcej nadziei, niż robią to jej zdjęcia i szczera, prawdziwa historia?

 

Źródło: „Bored Panda” / Beauty by Blair Photography Facebook

 

Zobacz też:

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

Niezwykłe zdjęcia matki, która sześć razy poroniła

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Poronienie to jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu kobiety, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Najczęściej do poronienia dochodzi w pierwszych 12 tygodniach ciąży, a wśród przyczyn wymienia się np. wady genetyczne zarodka, wiek kobiety, czy czynniki o podłożu immunologiczne. Oto 7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Krwawienie w czasie ciąży nie zawsze oznacza poronienie

Poronienie najczęściej objawia się krwawieniem, skurczami i bólami podbrzusza. Jednak krwawienie we wczesnym etapie ciąży nie musi od razu oznaczać utraty ciąży. Jedynym sposobem, aby poznać źródło krwawienia, będzie wizyta u lekarza.

2. Zdiagnozowanie poronienia może potrwać kilka dni

Czasami lekarze są w stanie stwierdzić poronienie przed wystąpieniem objawów. W pierwszych tygodniach ciąży specjalista może zlecić badanie krwi dla zbadania poziomu hormonu hCG. Jest to hormon gonadotropiny kosmówkowej, produkowany przez kobiecy organizm w trakcie ciąży. Jeżeli jego poziom nie podnosi się lub obniża, niestety może być to oznaką poronienia.

Nawet jeżeli zauważasz u siebie symptomy poronienia, lekarze często nie są w stanie potwierdzić diagnozy w jeden dzień. W celu wykrycia poronienia lekarz może zlecić dodatkowe badania krwi oraz USG, które pomoże zlokalizować ewentualne skrzepy.

3. Ciąża pozamaciczna nie musi zakończyć się zabiegiem

Jeżeli ciąża pozamaciczna nie zostanie w porę usunięta, grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami. Może to skończyć się krwotokiem wewnętrznym i niezbędna jest interwencja lekarza. Jednak jeżeli ciąża ektopowa (czyli pozamaciczna) zostanie szybko rozpoznana i nie grozi pęknięciem, wtedy zabieg nie jest koniecznością. W takim przypadku stosuje się leczenie farmakologiczne.

4. Poronienie może przebiegać bezobjawowo

Czasami dziecko przestaje się rozwijać w łonie matki, jednak bezpośrednie objawy poronienia, takie jak skurcze czy krwawienie, nie są zauważalne. Wtedy mamy do czynienia z poronieniem zatrzymanym. W tym przypadku kobieta zazwyczaj dowiaduje się o utracie ciąży podczas badania USG.

5. Proces poronienia może trwać kilka dni

Wbrew powszechnej opinii, poronienie w pierwszym trymestrze ciąży trwa przeważnie dłużej niż jeden dzień. Czasami od śmierci płodu do pojawienia się objawów poronienia może minąć nawet tydzień! Krwawienie może na początku przybrać postać plamienia, a potem przekształcić się w obfite, trwające kilka dni krwawienie. Należy przy tym pamiętać, że u każdej kobiety proces ten wygląda inaczej.

6.Silne skurcze

Wiele kobiet opisuje, że wczesne poronienie porównywalne jest do bolesnej miesiączki. U części pań dodatkowo mogą wystąpić silne bóle pleców, które uniemożliwiają wykonanie codziennych czynności.

7. Co z płodnością?

U niektórych kobiet owulacja może pojawić się dwa tygodnie po poronieniu, natomiast u innych mogą upłynąć miesiące. Zależy to od indywidualnych uwarunkowań organizmu i nie da się przewidzieć, kiedy powrócą cykle menstruacyjne.

Zobacz także:

8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: verywell.com

 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

7 ciąż i 2 dzieci. Moja walka o zajście w ciążę przy APS – poznaj historię Agnieszki.

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Przeciwciała kardiolipinowe utrudniały mi zajście w ciążę. Jak najlepiej opisać moje starania – raczej walkę – o dziecko? W ciąży byłam 7 razy a mam 2 dzieci. Na widok tabletek odrzuca mnie do dziś a brzuch miałam podziurawiony od zastrzyków jak poduszka do igieł.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy napisaliśmy tekst o 12 badaniach, które musisz zrobić zanim zajdziesz w ciążę, pani Agnieszka napisała komentarz do wszystkich staraczek: pamiętajcie o badaniu przeciwciał kardiolipinowych (zespół antyfosfolipidowy). Dlaczego jej apel jest tak ważny? – Poznajcie historię Agnieszki.

Nic nie zapowiadało, problemów, by spełnić marzenie o dziecku

Zapadła decyzja. Tak jesteśmy gotowi na dziecko. Choć myślę o sobie, że zawsze byłam, bo mam sporo rodzeństwa i często na moich barkach zostawała opieka nad nimi. Narzeczony również tego chciał, pomimo, że oboje byliśmy wówczas bardzo młodzi. Więc działaliśmy, ale ciąża się nie pojawiała…

Długie starania przyniosły oczekiwaną nowinę

Pod opieką ginekologa byłam od ukończenia 12 lat. Zawsze imały się mnie jakieś infekcje, torbiele. Zaczęłam się martwić, że coś nie gra.
Aż któregoś dnia się obudziłam i wiedziałam, że się udało! Po prostu to czułam. Test potwierdził moje przypuszczenia. Na ciążę czekałam niecały rok.  Czułam się średnio, ale myślałam, że to typowe dolegliwości ciążowe. Z drugiej strony denerwowałam się, że o wszystkie badania muszę prosić lekarza, nawet o USG. Lekarz zapewniał, że wszystko w porządku, więc mu wierzyłam.
W 33 tygodniu  ciąży obudziły mnie skurcze. Wiedziałam, że dzieje się coś złego. Pojechałam na izbę przyjęć, bo wiedziałam, że mój lekarz machnie ręką. Okazało się, że mam rozwarcie około 3 cm, a skurcze nada się rozkręcają. Leki, zastrzyki na podtrzymanie ciąży i tak 9 dni. Miałam na siebie uważać, więc bardzo o siebie dbałam. Rodzić zaczęłam dopiero w 41 tygodniu. Na porodówce szło szybko i książkowo. Przy przebijaniu wód okazało się, że nie są one prawidłowe. Urodziłam w asyście męża i położnej po 8 godzinach. Syn ważył 3700g i miał 56 cm. Urodził się siny i nie płakał. W ogóle się nie ruszał. Dostał 3/5/8/8 pkt. Długo krzyczałam, że chce, żeby zapłakał. Zabrali go a mąż pobiegł z nimi. Wrócił po 30 min. z dobrą nowiną, że synek oddycha.

Okazało się, że synek jest bardzo słaby, że złapał wszytko co mógł, od zapalenia ropnego, po gronkowca złocistego. Trafił do inkubatora poprzyczepiany kabelkami do aparatury. Lekarze się dziwili, że taki duży, fajny a ma taki słaby organizm.

Nikt wówczas nie dociekał, czy to nie jest moja wina a ja… znowu zaszłam w ciążę

Syn wyleczony z bakterii po 2 tygodniach wrócił ze mną do domu. Po niedotlenieniu okołoporodowym synek wymagał rehabilitacji. Dziś ku zaskoczeniu lekarzy chodzi, mówi, śmieje się i nic po nim nie widać.
W lipcu tego samego roku ponownie zaszłam w ciążę.  Po kilku dniach od wykonania testu dostałam miesiączki, ale innej niż do tej pory. Bardzo obfitej.  Więc na wszelki wypadek zrobiłam IP. Diagnoza: nieprawidłowe krwawienie maciczne. Pomyślałam wtedy, że to wina wadliwego testu. Dopiero dużo lat później dowiedziałam się, że to była ciąża biochemiczna.
Myśl o następnym dziecku pojawiła się po 3 latach. Starania, ale na spokojnie, aż w sierpniu się udało patrzę, znów dwie kreski. Radość nie trwało jednak długo. Po kilku dniach koszmar sprzed lat się powtórzył. Wiedząc że coś jest nie tak znów zrobiłam IP, a tam ta sama diagnoza. Kiedy pokazałam testy ciążowe lekarzowi, stwierdził: „że czasem tak bywa”. Nic mi nie wytłumaczył. Znów ciąża biochemiczna, czyli już 2.

Staraliśmy się dalej, ale bezowocnie.

Czarny scenariusz powracał jak bumerang…

W maju 2015 roku (5 lat od 1 porodu) ponownie zaszłam w ciążę, potwierdzoną dwoma testami ciążowymi z moczu i tym razem również z krwi. Wynik pozytywny. Niestety scenariusz ponownie się powtórzył. Poroniłam pod  koniec 6 tyg. ciąży, zanim dostałam się do innego lekarza. Płakałam 3 dni.
Wróciłam do domu. I nie mogłam uwierzyć. Poszłam do kolejnego lekarza. Opowiedziałam całą historię, poprosiłam o wytłumaczenie. Choć w głowie kołatały mi się myśli… czemu ja??? Gdy usłyszałam: „że tak bywa, że natura i Bóg wiedzą co robią, jestem młoda mam zrobić następne” wyszłam trzaskając drzwiami.
Odczekałam dokładnie 3 miesiące. I się udało.
I znów kilka testów każdy innej firmy, wszystkie pozytywne. Test z krwi. Pozytywny. Poszłam do lekarza, na USG pokazał zarodek, po czasie serce… Cieszyłam się niewyobrażalnie…. Poroniłam w 11 tygodniu ciąży.
Z wypisem wróciłam do lekarza, zapytałam czemu mi nie dał żadnych leków podtrzymujących ciążę (a prosiłam kilka razy), powiedział, że ciąży do 13 tygodnia się nie ratuje, to jest kwestia Boga. I że tak miało być.
Jak zapytałam co teraz, dowiedziałam się, że lekarz nie widzi potrzeby robienia szczegółowych badań i dociekania , dlaczego nie mogę utrzymać ciąży, bo…muszę poronić 3 razy!!1 Z płaczem zapytałam, czy ma serce skazywać mnie 3 raz na to samo. Nic nie powiedział. Już do niego nie wróciłam. Zamknęłam się w sobie.
Szukałam na własna rękę. Polecono mi innego lekarza.  Zaproponował serie badań: morfologia, ob, crp, żelazo, mocz, toksoplazmoza, żółtaczka, cytomegalia i przeciwciała kardiolipinowe.

Jak usłyszałam, że mogę, chciałam zawalczyć o ciążę

Zrobiłam wszystkie zlecone badania. Lekarz żartował, że dużo tego wyszło, ale warto sprawdzić wszystko, żeby wykluczyć…. no właśnie. Wszystkiego nie dało się wykluczyć, bo okazało się, że jeden z wyników zdecydowanie odbiega od normy. Wyszły mi przeciwciała kardiolipinowe na bardzo wysokim poziomie.
Lekarz wytłumaczył mi, że jest to zespół antyfofolipiodwy, gdzie przeciwciała w krwi działają przeciwko własnemu organizmowi. Że powinnam znaleźć reumatologa, który się mną zaopiekuje. Wytłumaczył mi, że jeśli chodzi o ciążę, jest to możliwe, ale leczenie jest trudne i wymagające.
Postanowiłam zawalczyć o dziecko, dlatego zdecydowałam się na leczenie.  Brałam leki i codziennie zastrzyki w brzuch. Po 1 zastrzyku płakałam, bo był bolesny, po 2 też… po 5 już tylko wykrzywiałam z bólu twarz. Potem znów to samo, test ciąża i znowu biochemiczna.

Powiedziałam sobie dość! To było ponad moje siły!

Powiedziałam dość, nie dam rady. Był luty 2016. Byłam zmęczona psychicznie i fizycznie.  Poszłam do nowego ginekologa. Tym razem to była kobieta. Nowa pani doktor była bardzo życzliwa, życiowa osoba, płakała ze mną. Przytuliła mnie oznajmiając; damy radę. Powtórzyła badania, potwierdziła diagnozę.

Przeciwciała kardiolipidowe stały na mojej drodze do ciąży

Przeciwciała kardiolipinowe uszkadzają moje komórki w tym jajowe. Więc przed zajściem w ciążę, znowu to samo leczenie: leki i zastrzyki.

Momentami miałam dość tego bólu i codziennych zastrzyków. Mój brzuch wyglądał jak poduszka do igieł. Jednak szybko sobie przypominałam, po co to robię i wiara wracała. I się udało.

Ciąża nie była łatwa. Na izbie przyjęć w szpitalu bardzo dobrze mnie już znali. Ale najważniejszy był efekt: w styczniu 2017 urodziłam przez CC syna w 37 tygodniu : 3900g 56 cm – wielki,  zdrowy, najpiękniejszy na świecie syn.

Jak najlepiej opisać moje zmagania (raczej walkę) o ciążę? W ciąży byłam 7 razy a mam 2 dzieci. To mój ból, krzyk, moja karma i wołanie lekarzy: tak ma być, Bóg tak chciał.

POLECAMY:

Strata po stracie – poronienia nawracające

Zespół antyfosfolipidowy przyczyną poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Zbiorowy pochówek dzieci nienarodzonych w Lublinie

pochówek dzieci nienarodzonych
Pochówek zaplanowano na 15 października 2018 r. / fot. Pixabay

W przyszłym roku na cmentarzu komunalnym na Majdanku w Lublinie zaplanowano pierwszy zbiorowy pogrzeb dzieci nienarodzonych. Powstanie tam też symboliczna mogiła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy zbiorowy pochówek prawdopodobnie odbędzie się 15 października 2018 roku, czyli w Dniu Dziecka Utraconego.

Pochówek dzieci nienarodzonych

Cały czas omawiane są jeszcze sprawy formalne – informuje Magdalena Sudoł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, który zajmuje się m.in. pochówkami dzieci, których rodzicom nie przysługuje zasiłek pogrzebowy.

Pochówki prawdopodobnie będą się odbywać na w miejscu na cmentarzu komunalnym na Majdanku, które było zarezerwowane pod budowę nowej kaplicy.

15 października br. zbiorowy pogrzeb dzieci utraconych odbędzie się w Koszalinie, Pile, Słupsku i Szczecinku. Są to już kolejne pochówki prochów dzieci zmarłych w wyniku poronienia bądź martwego urodzenia.  

Dzień Dziecka Utraconego

15 października jest dla wielu osób dniem wyjątkowym. To wtedy wspomina się dzieci utracone na skutek poronienia, przedwczesnego porodu, jak również dzieci zmarłe.

Według prawa każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności jest dzieckiem. Zatem kobietom po poronieniu i martwym urodzeniu lub w sytuacji, gdy zgon nastąpił przed 8 tygodniem życia, przysługują takie same prawa. Istotne jest jednak ustalenie płci dziecka.

Jakie prawa przysługują rodzicom po stracie?

Ustalenie płci dziecka jest konieczne do uzyskania świadczeń. Koszt badania to 400 zł i ciężar ten spada na rodziców, jeżeli chcą uzyskać od szpitala odpowiednie dokumenty. Bywa jednak, że personel po prostu pyta rodziców, jaką płeć wpisać do dokumentacji, aby oszczędzić kosztów i oczekiwania na wyniki badań.

Najważniejszym świadczeniem jest możliwość rejestracji dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Daje to możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni, nie krócej jednak niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka, jak również zasiłku pogrzebowego i urlopów okolicznościowych w związku z urodzeniem dziecka i pogrzebem.

Zobacz także:

Dzień Dziecka Utraconego 2014 

Inne wymiary poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Wschodni, Radio Plus, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.