Przejdź do treści

Problem dzietności

332.jpg

Polki coraz częściej otwarcie mówią, że nie chcą mieć dzieci. Najczęściej deklarowaną przyczyną jest czynnik ekonomiczny. Skutki są zauważalne – Polska jest w czołówce krajów o najniższej dzietności.

Wyniki badań CBOS z 2013 r. nie pozostawiają złudzeń – jedynie co druga bezdzietna kobieta pomiędzy 29 a 45 rokiem życia planuje potomstwo, zaś wśród kobiet z jednym dzieckiem tylko 41% planuje kolejny raz zostać mamą. Połowa badanych przyznaje, że nie stać je na dziecko, zaś co trzecia kobieta obawia się problemów w pracy. Niestety te dane mają odzwierciedlenie w rzeczywistości – co dziesiąta kobieta straciła pracę po powrocie z urlopu macierzyńskiego, a jedna trzecia zmuszona była złożyć wypowiedzenie, bo nie miała z kim zostawić dziecka.

Polska jest w czołówce państw o najniższej dzietności, nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Współczynnik dzietności, mówiący, o tym ile dzieci rodzi średnio kobieta, w Polsce wynosi 1,3. Prowadzi to do zmian w strukturze społeczeństwa oraz wzrostu kosztów finansów publicznych – obecnie na jednego emeryta pracują trzy osoby, zaś za 25 lat będą to już tylko dwie osoby.

Problem z niską dzietnością i starzejącym się społeczeństwem dotyka wszystkie europejskie kraje. Jednak jednym z najwyższych wskaźników dzietności może się pochwalić Wielka Brytania – na poziomie 1,92. Jest to spowodowane rozwiniętą polityką prorodzinną. Na wsparcie rodzin wychowujących dzieci rząd przeznacza 3,58% PKB, z czego większość zostaje bezpośrednio przekazana rodzinie. Kobieta w ciąży może liczyć nie tylko na lepsze warunki okołoporodowe, ale także na opiekę podczas ciąży – wszystkie niezbędna badania, witaminy, koszty związane z cukrzycą ciężarnych, są pokrywane przez państwo. Ponadto rodzina dostaje zasiłek na dziecko, co jest bezpośrednią pomocą w utrzymywaniu dziecka.

Dane pokazują, jak ważną kwestią staje się polityka prorodzinna, której powinniśmy uczyć się od innych europejskich krajów. Jeszcze wiele pracy przed nami.

 

 

Źródło: www.wyborcza.biz

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Świat i niepłodność – „Świata, ani ze świata, nie można się usunąć. Trzeba szukać innych sposób. Na szczęście istnieją”

osoby doświadczające niepłodności

To zadziwiające, jak wiele ciąż i małych dzieci pojawia się w polu widzenia osoby, która czeka na własne dziecko. Nagle sąsiadki, koleżanki w pracy, nawet pani na poczcie nagle są w ciąży. Facebook wyświetla reklamy wózków, drogeria za rogiem ma fantastyczną promocję pieluszek. Świat zdaje się sprzyjać ciężarnym i młodym matkom, nagle mają tyle możliwości. Tym boleśniejsze wydają się nasze kolejne porażki. W rzeczywistości, która jest tak otwarta na nowe życie, ono pojawia się w rodzinach, w których nikt na nie czeka. Pojawia się jako któreś z kolei albo pomimo stosowania środków antykoncepcyjnych.

Kolejna rozmowa z kimś bliskim na temat powiększenia rodziny jest coraz bardziej przygnębiającym doświadczeniem. Koleżanka skarżąca się na to, że ma dość, bo jej dziecko jest chore wywołuje uśmiech politowania bardziej niż współczucie.

W chwilach desperacji osoby doświadczające niepłodności mogą mieć poczucie, że osiągnęły granicę wytrzymałości. Jedynym wyjście wydaje się izolacja od wszystkiego i wszystkich, ale to przecież niemożliwe. Trzeba więc szukać innych rozwiązań.

Rodzina i bliscy

Dla wielu osób rodzina bywa obciążeniem. Dopytuje, sugeruje, pociesza na siłę, nie zachowuje dyskrecji mimo wyraźnych próśb, rani. Rzeczywiście, czasami komentarze niektórych osób mogą być bolesne. Jednak niekoniecznie wynikają ze złej woli. Są raczej wyrazem bezsilności i własnej walki z niepłodnością. Nawet jeśli nie dotyczy ona ich bezpośrednio, to przecież ich życie też jakoś może się zmienić, ponieważ na przykład nie pojawiają się wnuki.

To, ile i kiedy mówimy rodzinie, jest sprawą indywidualną. Niewątpliwie są rodziny, przed „pomocą” których dobrze jest chronić. Jeśli pojawia się ryzyko, że bardzo osobiste informacje zostaną rozsiane po bliższych i dalszych znajomych lub też, że jedna ze stron zostanie obarczona całkowitą winą za trudności w poczęciu dziecka, wtedy warto się zastanowić, jak bardzo otwarci chcemy być. Ale nierzadko członkowie rodziny zachowują się natarczywie, ponieważ czują się wykluczeni, niedoinformowani, pomijani. Czasami coś podejrzewają, być może martwią się, ale nie mają możliwości swoich podejrzeń skonfrontować. Wówczas szczera rozmowa może okazać się bardzo pomocna. Okazuje się wówczas często, że zniechęcające do leczenia sugestie czy oceniające postawa (zwłaszcza ze strony rodziców osób cierpiących z powodu niepłodności) wynikały ze zmartwienia. niewiedzy czy własnej żałoby.

Rodzina może wreszcie stać się źródłem pomocy finansowej. Dla niektórych osób możliwość takiego wsparcia będzie wiązała się z mniejszym obciążeniem psychicznym niż na przykład z koniecznością wzięcia komercyjnej pożyczki.

Co można samemu

Wsparcia warto szukać najpierw w sobie. Może się to wydawać oczywiste, ale dla wielu osób umiejętność zaufania sobie oraz korzystania z własnych wewnętrznych zasobów jest myślą rewolucyjną. Często dlatego, że rzeczywiście ich zasoby są niewielkie, nie bardzo więc mają do czego sięgać.

Niektórzy psychologowie zwracają uwagę na znaczenie wewnętrznych dialogów. Jest to rozmowa z samym sobą, w której możemy przyjrzeć się swoim uczuciom i emocjom związanym z niepłodnościom. Rozmowy, w których damy sobie prawo do wszystkich emocji. Nie ma chyba osoby, która sama zbyt długo starając się o dziecko, umiałaby się jedynie cieszyć z ciąż wokół. Która nie odczuwałaby złości, frustracji, zazdrości nawet. Która nie myślałyby, że to niesprawiedliwe. Ale właśnie rzecz w tym, że to tylko emocje. One same nie są niczym złym. Nawet najbardziej gwałtowne, są jedynie pewnymi przeżyciami. To, co może mieć nieprzyjemne konsekwencje, to działanie pod ich wpływem.

Ta dość prosta technika pomaga odzyskać poczucie równowagi wówczas, kiedy jest szczególnie trudno. Kiedy nagle uświadamiamy sobie, że jesteśmy jedyną bezdzietną osobą w grupie osób wyjeżdżających na wycieczkę albo uczących się gotowanie. Kiedy siostra rodzi kolejne dziecko. Kiedy koleżanka z pracy narzeka, że trójka jej dzieci toczy nieustanne głośne spory. Warto wówczas się zatrzymać i przyjrzeć swoim uczuciom, nazwać je. Pewnie okaże się wówczas, że są zupełnie naturalne.

Ktoś z zewnątrz

Bywa, że najprostsze metody nie skutkują. Nie mogą, ponieważ nie są na niczym wsparte. Wewnętrzny, uspokajający głos nie może zabrzmieć, ponieważ nigdy nie miał szansy się narodzić. Wtedy też trzeba szukać pomocy na zewnątrz. W terapii uczymy się, jak sobie ufać, szanować, wierzyć swoim uczuciom. Dla wielu osób sam fakt bycia uważnie słuchanym jest bezcennym i jednym z pierwszych w życiu tego typu doświadczeń. Interpretacja terapeuty nie zawsze musi być trafiona, ale to, że ktoś nas próbuje zrozumieć, jest ważne.

Podobnie w grupie terapeutycznej można poczuć coś, co w innych okolicznościach jest trudne – że jednak nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu. Bo ktoś inny doświadczył podobnej historii lub zwyczajnie jest wystarczająco empatyczny i zainteresowany, że nas zrozumieć.

Radzenie sobie z niepłodnością oraz ze światem zewnętrznym to niełatwe zadanie. Poczucie porażki, izolacji, niesprawiedliwości to tylko niektóre z powracających uczuć. Ale świata, ani ze świata, nie można się usunąć. Przynajmniej nie na długo. Trzeba więc szukać innych sposób. Na szczęście istnieją.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Mężczyzna też czuje! Jak wesprzeć partnera podczas starań?

wsparcie mężczyzny

W czasie starań o dziecko wciąż znacznie częściej pojawia się perspektywa kobiety. Biorąc pod uwagę panujące w naszym społeczeństwie przekonania dotyczące kobiecości i macierzyństwa, nie można się temu dziwić. Kwestie emocji i opieki nad tzw. „domowym ogniskiem” wciąż zdają się być domeną pań. Warto jednak poszerzać tę perspektywę – tak, mężczyźni też czują. Tak, ich emocje są równie ważne. Tak, mogą płakać i mówić o cierpieniu. Jak można ich w tym wesprzeć?

1. Co jest siłą?

Często w kontekście męskości pojawia się wizja silnego faceta, którego nie poruszają żadne problemy. Ze wszystkim świetnie sobie radzi i nie ma w nim praktycznie żadnych emocji. Pytanie tylko, czy to właśnie tego typu zachowania świadczą o prawdziwej sile i czym owa siła w ogóle jest?

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że do zbudowania relacji i bliskości potrzebne jest swego rodzaju „odsłonięcie się”, opowiedzenie o tym, co się czuje, przyznanie się do wewnętrznych lęków, słabości, być może strat, nijak ma się to do opisanej wyżej postawy. Co więcej, stereotypy wciąż wtłaczają w nią mężczyzn, którzy mogą mieć obawy o przyznaniu się do tego, że zdarza im się najzwyczajniej w świecie z czymś sobie nie radzić. Jak możemy pomóc? Zaakceptować trudne emocje w partnerze, docenić je, podkreślić ich wagę, a nie oceniać go za nie – to w porządku, że je odczuwa. Pamiętajmy, że stereotypy ułatwiają życie tylko z pozoru. Szybko może okazać się, że prawdziwa siła jest od nich bardzo od odległa.

2. Nie wywierajmy presji

Czas przedłużających się starań o dziecko jest prawdziwym wyzwaniem – dla kobiety, dla mężczyzny, ale i dla związku. Presja może pojawić się w tym czasie nie tylko w zewnątrz, ale także mogą ją w siebie wtłaczać partnerzy. Nie chodzi tu tylko o temat dziecka, ponieważ pojawiająca się w tym czasie frustracja może też przenieść się na inne sfery życia.

Presję można wywierać na mężczyźnie m.in. w temacie pracy – czy oby na pewno nie zarabia za mało? Czy nie ma „za słabego” zawodu? Czy będzie nas stać na leczenie i wszystkie badania? „Kochanie, może weźmiesz jeszcze to dodatkowe zlecenie?” – rzeczywiście może wymagać tego sytuacja i to w porządku jeśli obie strony się z tym godzą. Pytanie tylko, czy oby na pewno nie jest to sposób na zapełnienie luki innych, niezaspokojonych w tym momencie potrzeb. Zbędna presja często wiąże się z poczuciem winy i poczuciem bycia nieustannie „niewystarczającym” – bo jeśli pracują, a i tak jest wciąż za mało, to coś musi być ze mną nie tak?!

Nie róbmy tego sobie, ani naszym bliskim. Zdecydowanie poniesiemy przy tym za dużo kosztów, a zyskamy niewiele.

3. Zrozumienie

Warto spojrzeć też na aspekt leczenia somatycznego, bo soma i psyche są ze sobą nierozerwalnie połączone. W leczeniu niepłodności często to kobieta przechodzi przez większość trudnych zabiegów i badań, ale pamiętajmy, że mężczyźni także poddawani są bardzo intymnym badaniom. Tutaj ponownie pojawia się odniesienie do stereotypów – „Co to za facet, jeśli nie potrafi spłodzić syna?! I jeszcze ma o tym mówić obcym ludziom?! Ma robić badania nasienia?!”. Wszystkie te procedury, a nawet rozmowy o nich mogą powodować skrępowanie i wstyd, które są jak najbardziej naturalne. Warto wtedy docenić fakt, że pomimo tego mężczyźni potrafią przekraczać granice swojego komfortu i podczas leczenia oni też muszą „swoje przejść”.

Jest to tylko kilka tematów, które mogą rozpocząć całą rzekę dyskusji. Coś, co jednak wydaje się być podstawą, to przyzwolenie na przeżywanie trudności. Każdy z nas ma prawo do załamań, spadków formy, płaczu, cierpienia, lęku. Myślenie, że mężczyźni są pod tym względem inni i w jakimś sensie bardziej „odporni”, jest zgubne dla obu stron. W staraniach warto walczyć o wspólne szczęście ramię w ramię. Razem – w tym jest moc.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Leki, tabletki, zastrzyki – jak możesz pomóc swojej wątrobie przetrwać walkę z niepłodnością?

czy warto brać coś osłonowo

Należy pamiętać, że organizm człowieka funkcjonuje jako całość. Wpływając na jeden aspekt fizjologii, siłą rzeczy wpływamy też na inny. Podczas leczenia niepłodności często zarówno kobiety, jak i mężczyźni, sięgają po rozmaite leki, które niestety mogą nie być bez znaczenia dla zdrowia układu trawiennego. Czy warto brać coś osłonowo?

Przy przyjmowaniu leków, zawsze warto zadbać o wsparcie żołądka, czy też wątroby. W aptekach dostępne są odpowiednie ku temu suplementy, o które warto zapytać farmaceutę, lub swojego lekarza. Postanowiliśmy jednak przedstawić kilka naturalnych produktów, które pomogą osłonić twój układ trawienny i wesprzeć funkcjonowanie organizmu podczas leczenia.

1. Olej z ostropestu

Ostropest – roślina ta od wieków uznawana jest jako lek na wątrobę. Można znaleźć zarówno jej nasiona, jak i używać jej w formie oleju.

Jakie ma właściwości? Badania wskazują, że obniża poziom cukru we krwi, wzmacnia system odpornościowy, ma działanie przeciwzapalne, a także antynowotworowe. Co jednak ważne w kontekście osłonowym, pracuje stabilizująco, ale też stymulująco na rozwój i regenerację komórek wątroby właśnie. Działa na nią regenerująco, ale dodatkowo tworzy też „barierę” przed wszelkimi trującymi składnikami, które mogą trafić do narządu. Olej z ostropestu polecany jest również m.in. w zaburzeniach dróg żółciowych, zapobiega też powstawaniu kamieni żółciowych.

Lecznicze spożywanie: 3 razy dziennie łyżeczka oleju przed posiłkiem.

W formie nasion: można je samodzielnie zmielić i dodawać do soków lub koktajli.

2. Jogurty

Jest to chyba najbardziej znany produkt, który poleca się osłonowo szczególnie podczas przyjmowania antybiotyków. Jednak nie każdy jogurt wiąże się właśnie z takim działaniem. Należy za każdym razem sprawdzić, czy dany produkt zawiera w sobie odpowiednie bakterie – pochodzące z naturalnej mikroflory bakteryjnej człowieka. Są to przede wszystkim pałeczki kwasu mlekowego, co przeważnie jest podkreślane przez producentów na opakowaniach nabiału.

Należy też sięgać przy tym po produkty, które nie zawierają w sobie cukru. Jest on bowiem czynnikiem, który może wpływać na namnażanie się niekorzystnych dla nas zarazków i grzybów.

3. Kiszona kapusta

Nie każdy dobrze reaguje na nabiał. Ratunkiem może być wtedy kiszona kapusta, która jest łatwo dostępna i tania. Co jednak najważniejsze, fermentacja kapusty pozwala na uaktywnienie się takich bakterii, jak na przykład Lactobacillus plantarum, czyli kwasu mlekowego. Jest to naturalny probiotyk, który dodatkowo stymuluje odporność. Kiszonki są bowiem znakomitym źródłem witaminy C. Jeśli jednak nie przepadasz za kapustą, sięgnij po ogórki kiszone – samo zdrowie!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

tęczowe dziecko

Wiele lat temu w pewnej rodzinie urodziło się dziecko. Dziewczynka, zdrowa, w terminie. Rodzina była spora, ale dość typowa jak na tamte czasy – trzech chłopców i dwie dziewczynki. Rosła w poczuciu bycia uwielbianą przez ojca, kochaną przez starsze rodzeństwo i nieustannie pilnowaną przez matkę. Kiedy była dzieckiem, matka nigdy nie spuszczała z niej oka, karmiła ją długą piersią, z opowieści dziewczynka wiedziała, że w niemowlęctwie często była dodatkowo monitorowana przez maszynę mierzącą oddech.

Jej matka mówiła, że dziewczynka nigdy nie płakała. Nie miała powodu. Jej wszystkie zachcianki i pragnienia były spełniane w mgnieniu oka, ale też w miarę możliwości rodziców w tamtych niełatwych ekonomicznie czasach. Była więc postrzegana przez rodzinę jako bardzo grzeczne i spokojne niemowlę, które wyrosło na zadowolone z życia dziecko.

Dziewczynka zawsze wiedziała, że miała starszego brata, który zmarł jako niemowlę. Znała jego imię, często się o nim mówiło w domu, wiedziała, kiedy przypadały jego urodziny. Usłyszała też kilka razy, że „gdyby jej brat nie zmarł, jej by nie było”. Nie zostało to jednak nigdy powiedziane bezpośrednio do niej, usłyszała rozmowy rodziców i starszych braci. Kiedy dzieci w szkole opowiadały o swoich rodzinach, ona również mówiła o swoich rodzicach i rodzeństwie. Także tym, które zmarło przed jej narodzinami, informując jednocześnie mocno zaskoczonych kolegów, że ona „urodziła się dlatego, że zmarł jej brat”.

Śmierć, odchodzenie, strata…

Temat śmierci zawsze był obecny w jej życiu, podobnie jak poczucie winy. Im była starsza, tym bardziej jasne było dla niej, jak wielkie poczucie winy miała jej matka, kobieta gorliwie wierząca, przekonana, że śmierć dziecka była karą za stosowanie antykoncepcji. Kiedy dziewczynka trochę podrosła policzyła, że jej rodzice byli bardzo młodzi, kiedy zmarł ich syn. Ona natomiast urodziła się dlatego, że jego zabrakło w dramatycznych okolicznościach. Rosła więc w przekonaniu, że powinna zrobić w swoim życiu coś nietuzinkowego, zostać kimś wyjątkowym.

Były wiec fantazje o misjach, medycynie uprawianej gdzieś w ubogich rejonach świata, było pragnienie możliwie najlepszych ocen, które przyniosłyby rodzicom dumę z niej. Ale to często się nie udawało. Nie była wybitnie uzdolniona, ciężka praca też nie zawsze przynosiła zamierzone efekty. Rosło więc poczucie winy i wstydu. Z czasem pojawiła się depresja, poczucie bycia niewiele wartą, zajmującą nie swoje miejsce. Ilekroć jednak myślała o tym, dlaczego tak się czuje, nie znajdowała żadnego uzasadnienia. Przecież nikt nigdy nie powiedział nic wprost, rodzice byli bliscy i wspierający. Dopiero w terapii, a i to nie od razu, zaczęła łączyć fakty. To, co było częścią jej życia, co nie było żadną tajemnicą, miało jednak na nią wpływ. Czy była to sama śmierć dziecka, czy bardziej trauma młodych rodziców, którzy nie mieli szans przepracować żałoby? Można się zastanawiać.

Tęczowe dzieci

W tamtych czasach nieznane było pojęcie „tęczowych dzieci”.  Jednym ze sposobów radzenia sobie ze stratą była właśnie kolejna ciąża. O „tęczowych dzieciach” mówi się od niedawna, choć sama sytuacja jest znana od zawsze. „Rainbow baby” to dziecko, które rodzi się krótko po śmierci innego dziecka: w niemowlęctwie, poronieniu lub po narodzinach martwego dziecka. Nazwa „tęczowa” wiąże się z tęczą, która przychodzi po burzy. Sugeruje więc szczęśliwe zakończenie po bardzo trudnym, dramatycznym nawet ciągu wydarzeń.

Zakończenie, choć wyczekiwane i radosne, nie jest łatwe do osiągnięcia. Ciąża po stracie może pojawić się szybko i bez większego wysiłku, ale emocje, które jej towarzyszą, to już zupełnie inna historia. Wiele kobiet, które jej doświadczyły mówi wręcz, że normalna ciąża po stracie nie jest możliwa. Trudno się cieszyć i być podekscytowanym, kiedy skupia się na każdym, najdrobniejszym objawie. Kobietom w ciąży po stracie towarzyszy nie tylko lęk, ale również poczucie winy, wynikające z tego, że znowu są w ciąży, że „zapomniały” o tamtym dziecku, że po prostu próbują żyć dalej i być szczęśliwe. Czasami ma to również bardzo praktyczny wymiar; mają rzeczy przygotowane lub nawet używane przez dziecko, którego już nie ma. Czy mają więc prawo z nich korzystać? Czy trzeba wszystko wymienić, a jeśli tak, to czy nie potwierdza to tezy, że utracone dziecko zostało zbyt szybko zapomniane? Pytań i wątpliwości może być wiele.

Również otoczenie może uznać, że kolejna ciąża rozwiązuje problem. Inni z kolei uznają, że pojawia się dziecko- zastępstwo, że za szybko, że nie ten moment. A w rodzicach może to z kolei uruchamiać nieświadome lęki i wątpliwości.

Przeżyć i kochać

Rodzicielstwo po stracie może wydawać sprawą oczywistą, być może nawet dla niektórych rodziców problem jest sztuczny. Przecież każde dziecko traktowane jest w wyjątkowy, niepowtarzalny sposób. Również te, którą rodzą po stracie. Jednak siła i jakoś emocji doświadczanych podczas śmierci dziecka lub straty ciąży jest niebanalna, a żałoba konieczna. I w żałobie właśnie leży zasadnicze źródło zdrowienia. Nieprzeżyta żałoba, zaprzeczone cierpienie związane ze stratą rzeczywiście może doprowadzić donie zamierzonego przecież obciążania kolejnego dziecka własnymi emocjami.

Również wielu dorosłych nie jest świadomych tego, że pojawiło się „w zastępstwie” za kogoś. Czują, że żyją w czymś cieniu, bywają porównywani do zmarłego dziecko, słyszą że urodzili się, ponieważ inne zmarło. Albo też starają się nie zawieść za wszelką cenę, być idealni, wszystko robić perfekcyjnie.

Narodziny to powód do radości i celebracji, ale czasami przebiegają w cieniu tragedii. Wtedy trzeba dokonać niezwykle trudnej sztuki pogodzenia uczuć związanych ze stratą i z początkiem. Znaleźć sposób na pamiętanie, które nie obciąża.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami