Przejdź do treści

Prezenty Świąteczne, czyli co dawać, żeby uszczęśliwić?

Większość z nas lubi dostawać prezenty; inni wolą obdarowywać. Prezent może sprawić wiele radości, przypomnieć o istnieniu ważnej relacji, ożywić ją, ale może też zranić. Konieczność sprawienia prezentu może również postawić obdarowującego w bardzo niekomfortowej sytuacji, jeśli na przykład nie dysponuje wystarczającymi środkami finansowymi. Co więc dawanie i otrzymywanie prezentów mówi o naszych potrzebach, związkach i możliwościach?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z prezentami. Handel już od listopada, a bywa że nawet wcześniej, podporządkowany jest świątecznej gorączce. Kupujemy, wydajemy, pakujemy, czyhamy na okazje lub z troską i pieczołowicie wybieramy to, co chcemy podarować ważnym osobom.

Jednak pod machiną reklamową i dobrym obyczajem kryje się szereg uczuć, niekoniecznie przyjemnych, rozgrywek, układów, dowodów na status społeczny pozornie nieważny i niedostrzegany.

Finanse są, oczywiście, ważne w obdarowywaniu. Są realnym ograniczeniem, nierzadko prowadzącym do smutnych sytuacji, kiedy nie można kupić nawet drobiazgu. Ale też z drugiej strony finanse mogą stać się narzędziem rozgrywki – pod pozorem dbałości o kogoś, możemy obdarować go w taki sposób, że poczuje się on upokorzony czy umniejszony. W rzeczywistości nie to, ile wydajemy na prezenty, ale co kupujemy jest ważne. Prezent jest również symbolem. Może stać się źródłem radości i wzruszenia lub kłopotów. Literatura opisuje takie przypadki; koń trojański pozostawiony przez Greków u bram Troi również był formą prezentu, który ostatecznie zniszczył miasto.

Ważna jest więc intencja obdarowującego, ale również oczekiwania obdarowywanego.

Podarunek

Najbardziej oczywista odpowiedź na pytanie, dlaczego dajemy prezenty jest taka, że jest to tradycja. Pewne okresy w roku lub sytuacje po prostu tego wymagają. Ale wydaje się, że jest również tak, że potrzebujemy formalnych przypomnień, sytuacji, które naturalnie wymuszają wzajemne obdarowywanie się. Być może w innych okolicznościach nie zdecydowalibyśmy się na to. Dlatego też prezenty i obdarowywanie mają swoją symbolikę. Podarowanie prezentu może wyrażać zainteresowanie, bliskość, może też sugerować niepewność czy być wskazówką dla obdarowywanego.  Często na nieświadomym poziomie. Kupienie komuś kosmetyków może na przykład być sugestią, że obdarowywany powinien o siebie bardziej zadbać (naszym zdaniem).  Biżuterię możemy podarować osobie, o którą chcemy szczególnie zadbać, na przykład dorosłemu dziecku. Droga biżuteria jest formą zabezpieczenia finansowego.

Z kolei zbyt drogi prezent, zwłaszcza w sytuacji, kiedy jest oczekiwanie rewanżu, może być agresywne, może mieć też na celu poniżenie czy upokorzenie drugiej osoby oraz zwiększenie dystansu między obdarowującym i obdarowywanym.

Prezenty pokazują również, co myślimy o innych, jakie mamy wobec nich oczekiwania, jaki wreszcie mają status społeczny, nawet jeśli twierdzimy, że pojęcie statusu jest anachronizmem. Z jakiegoś powodu drogi alkohol podarujemy prędzej mężczyźnie niż kobiecie i pewnie raczej ordynatorowi oddziału lub szefowi spółki niż najlepszemu nawet mechanikowi samochodowemu.

Obdarowywani

Kto nie lubi dostawać prezentów? Niektórzy z nas szczególnie lubią niespodzianki. Być może dlatego, że jest w nich element spontaniczności. Jeśli niespodziewanie otrzymamy miły prezent, możemy założyć, że ktoś o nas myśli, że nie jesteśmy mu obojętni.

Z drugiej dla osób lubiących kontrolę i porządek, spontaniczność związana z niespodziewanym prezentem może być zagrażająca. Nie można już o wszystkim decydować.

W prezencie ujawnia się też część tego, co obdarowujący o nas myśli. Dla osób o skłonnościach paranoicznych może to być bardzo niekomfortowa sytuacja, a prezent może być przeżywany jako dręczący lub okrutny.

Czasami bywa też tak, że możemy sobie pozwolić na pewne rzeczy tylko, jeśli ktoś inny je nam kupi. Może wiązać się to z realną sytuacją materialną, ale może też wynikać z wewnętrznych ograniczeń. Pewna młoda kobieta robiła zakupy tylko podczas promocji lub w sklepach z używaną odzieżą. Nie miała większych kłopotów finansowych, więc tego typu funkcjonowanie wiązało się raczej z jej wewnętrznym głosem mówiącym, że nie zasługuje na nic, co nie jest przecenione, gorszej jakości lub nikomu niepotrzebne

Czy coś może pójść „nie tak”?

Wymiana prezentów, choćby przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, jest źródłem przede wszystkim przyjemności, a wpadki mogą się wiązać co najwyżej z błędnym rozmiarem podarowanego swetra lub pojemnością pamięci w telefonie. Tymczasem kolejki osób chcących wymienić nietrafione prezenty po Świętach zaskakują. Na poziomie symbolicznym oddawanie prezentu jest formą odrzucenia – prezentu, osoby obdarowującej lub nas samych widzianych przez pryzmat prezentu.

Prezenty mogą wreszcie symbolizować dominację nad kimś, zwłaszcza jeśli obdarowany nie może się odwdzięczyć. Stwarzają więc wrażenie długu, który trzeba spłacić, a którego wcale nie chciało się zaciągać.

To, co jest ważne w wymianie prezentów to poczucie, że jesteśmy wyjątkowi i ważni. Chcemy wierzyć, że ktoś zadał sobie trud, żeby wybrać dla nas akurat ten prezent. I często tak właśnie jest. Dlatego warto pamiętać, że prezenty są ważne z wielu powodów, tak dawane, jak i otrzymywane.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

co jeść przy chorobie Hashimoto

Czy wiesz, że Hashimoto to najczęstsza choroba autoimmunologiczna w USA? Jest ona dużym wyzwaniem. Tym bardziej, że nie ma dwóch osób, które chorowałyby na nią w taki sam sposób. Jak więc w takim wypadku znaleźć idealną wersję odżywiania?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest zbyt wiele zmiennych, ludzie są na odmiennych etapach choroby, prezentują też różne dodatkowe dolegliwości związane między innymi z układem endokrynologicznym, trawiennym, czy dotyczące ich pozostałe problemy autoimmunologiczne. Stąd tak trudno jest znaleźć złoty środek i idealną dietę dla każdej pacjentki. Warto jednak pamiętać, że jedzenie jest bardzo ważnym elementem naszego układu odpornościowego i ma nie niego ogromny wpływ. Może zarówno narobić nam wiele szkód, jak i znacząco pomóc w zdrowieniu lub radzeniu sobie z chorobą.

Oto kilka propozycji odżywiania dla osób chorujących na Hashimoto:
1. Największe szkody powodują największe pyszności

Niestety najgorsza jest w tym wypadku żywność, która powszechnie uważana jest za najlepszą gratkę dla wszystkich łakomczuchów: lody, sery, pieczywo, makarony. Istnieje jednak biologiczne wyjaśnienie tego fenomenu. Wszystkie z wymienionych tu produktów, zarówno te powstałe na bazie glutenu, jak i mleka, zawierają w sobie białka, które są bardzo podobne w strukturze do morfiny. Te znajdujące się w mleku nazywają się „casomorphin”, pochodzące zaś z produktów pszenicznych „gluteomorphin”. Nic dziwnego, że dają nam swego rodzaju „ukojenie”, o czym donosi portal „hashimotoshealing.com”. Niestety działają przy tym także na naszą niekorzyść.

Czy zatem poleca się osobom chorującym na Hashimoto dietę bezglutenową? Jeden z ekspertów prezentuję taką oto opinię: „poleca spróbować zastosować ją przez próbny okres 3 miesięcy. W tym czasie należy bacznie się sobie przyglądać. Co jednak ważniejsze, poleca osobom chorującym na Hashimoto zrobić badania właśnie pod kątem celiakii i obecności związanych z nią przeciwciał” – pisaliśmy w naszym portalu.

Zobacz więcej:  Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

2. Dieta paleo

Jest to jedna z diet polecanych przy chorobie Hashimoto. Chcąc jeść jak „jaskiniowcy”, musisz postawić na ryby, mięso, jajka, warzywa, owoce, grzyby i m.in. orzechy. Pozbyć się musisz zaś produktów zbożowych, roślin strączkowych, produktów mlecznych, ziemniaków, rafinowej soli, cukru i olejów przetworzonych. Niektórzy eksperci wskazują, iż dieta paleo – wersja autoimmunologiczna – odrzuca przy tym także jajka, produkty sojowe, w niektórych wypadkach również orzechy oraz dodatkowo wybrane warzywa (pomidory, bakłażany, paprykę, ziemniaki).

3. Dieta wegańska

Kolejną z propozycji jest dieta wegańska, która eliminuje mięso, ryby, jajka, produkty mleczne. W niektórych przypadkach może ona skutecznie działać na zmniejszenie stanów zapalnych w organizmie. Uważać jednak trzeba na dostarczanie odpowiedniej ilości mikroskładników, które niezbędne są do prawidłowego działania organizmu. Krytycy takiego sposobu odżywiania wskazują na ryzyko wystąpienia niedoborów witaminy B12, żelaza, czy też witaminy D. Rzeczywiście są to składniki, których przyswajanie jest lepsze, gdy pochodzą one ze źródeł odzwierzęcych. Jako, że dieta wegańska jest dość restrykcyjna, tym bardziej należy dbać wtedy o jakość żywności i suplementację.

Zobacz też:  Białko w wersji wegańskiej

4. Dieta w oparciu o grupę krwi

Jest to dieta, która swego czasu święciła triumfy. Odpowiednio prowadzona faktycznie może mieć prozdrowotne oddziaływanie, także w chorobie Hashimoto. Jeśli jesteś osobą, której grupa krwi to „0”, lepsza będzie dla ciebie dieta paleo zawierająca w swoim menu mięso. Jeśli zaś masz grupę krwi „A” możesz spokojnie wyeliminować produkty mięsne oraz mleczne i postawić na odżywianie w wersji wegańskiej. Grupy krwi „B” i „AB” mogą potrzebować mieszanki owych diet.

Zobacz też: Dieta pomocna w Hashimoto – zobacz, co mówią eksperci!

5. Zdrowy rozsądek

Co ważne, są to tylko niektóre z propozycji odżywiania. Eksperci podkreślają jednak dużą potrzebę indywidualnego podejścia do choroby Hashimoto i starannej obserwacji swojego organizmu. Tak jak wyżej wspomnieliśmy, nie ma dwóch tak samo chorujących pacjentek. Sprawdź, w trakcie stosowania której diety czujesz się najlepiej. Kontroluj też przy tym wyniki badań, bowiem są to dość restrykcyjne sposoby żywienia – łatwo nabawić się przy nich niedoborów. Przede wszystkim postaw więc na rozsądek i pamiętaj, dieta może być zarówno twoim ogromnym sprzymierzeńcem, jak i wrogiem. Zdecydowanie lepiej jest się ze swoim talerzem zaprzyjaźnić!

Źródło:hashimotoshealing.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Program dofinansowania in vitro w Gdańsku – rozstrzygnięcie konkursu

dofinansowanie programu in vitro w Gdańsku
Fotolia

W Gdańsku rozstrzygnięto konkurs na realizację programu in vitro. Wśród zgłoszonych placówek wybrano trzy kliniki, w których pary będą mogły skorzystać z dofinansowania.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Plebiscyt rozstrzygnięto 29 września br. Miasto wyłoży w tym roku pieniądze na ok 102 zabiegów, natomiast w latach 2018-2020 uda się zrealizować po 211 zabiegów rocznie.

Program ruszy prawdopodobnie już w połowie października 2017 roku. Procedury będą realizować trzy kliniki: Invicta Sp. z.o.o. z Gdańska, Gameta Gdynia Centrum Zdrowia Sp. z o.o. z Gdyni i Klinika Leczenia Niepłodności InviMed z Gdyni.

Program dofinansowania in vitro w Gdańsku – warunki

Aby wziąć udział w programie para musi spełniać kilka warunków. Oferta skierowana jest do par pozostających w związkach formalnych lub nieformalnych, a z programu będą mogły skorzystać osoby mieszkające i płacące podatki w Gdańsku.

O dofinansowanie procedury in vitro mogą ubiegać się kobiety w wieku od 25 do 40 lat (warunkowo do 42) oraz osoby z chorobami nowotworowymi (od 18 roku życia) Każdej zakwalifikowanej parze przysługują maksymalnie trzy próby i dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł. Budżet programu to 1,1 mln rocznie.

– Jestem szczęśliwa, że możemy przejść do realizacji trzeciego z modułów (po edukacyjnym i psychologicznym) programu tak ważnego dla gdańszczan. Choć o pełni szczęścia będę mówić, kiedy urodzą się pierwsze dzieci – mówi Aleksandra Dulkiewicz, zastępca prezydenta Gdańska. Jak dodaje, radosną wiadomość psuje jednak informacja o tym, że polski rząd chce karać samorządy za chęć pomocy bezdzietnym parom.

Program wsparcia prokreacji Gdańszczan jest wspólną inicjatywą prezydenta Pawła Adamowicza i Klubu Radnych PO. Szacuje się, że problem z niepłodnością dotyczy w Gdańsku 720 par, czyli nawet od 12 proc. do 15 proc. gdańszczan.

Zobacz także:

Co dalej z miejskimi programami in vitro?

Gorąca debata w Sejmie na temat in vitro

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gdańsk Nasze Miasto, Rynek Zdrowia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy
Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy

Karolina i Rafał są ze sobą od 14 lat, jednak ich doświadczenie spokojnie można przełożyć na co najmniej sto bitych lat. Przeżyli razem upadki – poronienia, śmierć rodziców – ale i wzloty. Są bowiem rodzicami pięcioletniej Julii, a druga córka jest w drodze: „Gdy patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszytko tak samo by tylko mieć nasze córeczki” – mówi Karolina.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wspólna droga zaczęła się, gdy Karolina miała 18 lat. Można by rzecz: „szczenięca miłość”, ale zakochani szybko wiedzieli, że chcą ze sobą zbudować rodzinę. Chcieli mieć przynajmniej jednego syna, o czym już wtedy rozmawiali. „Mąż jest starszy ode mnie o 9 lat. Szukał wtedy pracy, ja dopiero skończyłam szkołę. Mieliśmy jeszcze czas” – mówi Karolina i dodaje, że starania rozpoczęli dopiero kiedy oboje zawodowo stanęli na nogi i zamieszkali z rodzicami Rafała. „Był to 2006 rok. Nie było jednak w nas szczególnej presji. Kiedy jednak po trzech latach nie było efektu, stwierdziliśmy, że coś jest nie tak. To właśnie wtedy zaczęłam odwiedzać lekarzy” – opowiada.

Początek trudnej drogi

Specjaliści nie byli jednak specjalnie pomocni. Twierdzili, że para jest jeszcze młoda i nic złego się nie dzieje. Nie byli też szczególnie wrażliwi: „Pod koniec 2009 roku, któryś już z kolei lekarz, na podstawie badania USG powiedział, że prędzej trafimy szóstkę w totka, niż będziemy mieć dziecko. Skąd wysnuł taki wniosek? Uważał, że za bardzo się staramy i za dużo myślimy o ciąży. Kazał nam zająć się czymś innym. Zajęliśmy się więc przygotowaniami do ślubu” – mówi Karolina i wspomina swoją skromną, wymarzoną ceremonię, która otworzyła przed parą nowy etap. Niestety nie był on łatwiejszy.

Kilka miesięcy po ślubie Karolina trafiła do lekarki, która dokładniej zaczęła przyglądać się jej problemom. Po trzech miesiącach stymulacji lekami i monitoringów doszła do wniosku, że trzeba wykonać zabieg laparoskopii – nakłuwania jajników. „Miesiąc później byłam w ciąży. Trwała niestety tylko sześć tygodni. Straciliśmy nasze maleństwo 1-ego stycznia 2011 roku” – opowieść wciąż wywołuje w Karolinie duże emocje. I nic dziwnego, trudno wyobrazić sobie ból, z którym musiała się zmierzyć. „Poddałam się. Powiedziałam sobie, że nie będziemy rodzicami. Trwałam w tym przekonaniu do lipca, kiedy to na nowo rozpoczęliśmy walkę o maluszka” – dodaje.

Głową w mur

Był to czas pełen zmagań nie tylko z ciałem i biologią, ale też z emocjami. „Kłóciliśmy się z mężem, który nie chciał zgłosić się na badania nasienia. Twierdził, że jestem w ciąży, bo rzeczywiście spóźniał mi się okres. Konflikty nie ustępowały i dla świętego spokoju zrobiłam test. Ku mojemu zdziwieniu ukazały się dwie grube, piękne kreski! Kilka miesięcy później, w 2012 roku, na świat przyszła nasza zdrowa, upragniona córeczka!” – mówi Karolina i podkreśla, że sama ciąża była też dla niej dużym wyzwaniem. Była bowiem zagrożona, a ona musiała kilkukrotnie przebywać w szpitalu. Nie przyćmiło to jednak ich ogromnego szczęścia. Szczęścia, które popchnęło parę kilka lat później do starań o rodzeństwo dla Julii. Znów niestety nic nie szło po ich myśli.

W styczniu 2015 roku zwolniłam się z pracy, bo nie mieliśmy z kim zostawić córki. Dodatkowo teściowa, która chorowała na raka, była coraz słabsza i potrzebowała de facto więcej opieki, niż nasze dziecko” – opisuje z trudem Karolina. Kilka tygodni później znów jednak zobaczyła dwie kreski. Tym razem oprócz ogromu radości, było też jednak wiele strachu. Dlaczego nie udało się miesiąc wcześniej, gdy jeszcze oboje mieli pracę? Jak teraz poradzą sobie z dwójką maluchów? Wszystko wynagradzało jednak szczęście córki, która nie mogła już doczekać się rodzeństwa.

Los nie daje za wygraną

Pierwsze tygodnie ciąży były trudne – wymioty, mdłości i liczne wizyt u lekarza. W 10. tygodniu ciąży wszystko zdawało się być jednak w porządku. Mdłości ustąpiły, a Karolina i Rafał zaczęli się uspokajać. „Nie wiedziałam wtedy, że oznacza to najgorsze. W 14. tygodniu ciąży okazało się, że maluszek już od jakiegoś czasu nie żyje. Świat mi się zawalił. Pytałam się siebie, jak to możliwe?! Przecież wszystko było dobrze?!” – mówi Karolina. Spędzało jej sen z powiek przede wszystkim to, jak powie o stracie starszej córce, która już kochała swojego upragnionego braciszka. Spokojna rozmowa, wizyta w szpitalu i powrót do rzeczywistości.

Wszystko to kosztowało Karolinę bardzo wiele, nadzieję dała jej wtedy Julia: „Mała stanęła w oknie i patrząc w niebo powiedziała: ‘Mamo, tam na chmurce siedzi mój braciszek. Macha do mnie i mówi, że do nas wróci’. Zatkało mnie. Żyliśmy z dnia na dzień właśnie dla naszej córki. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że najbliższy rok skrywa kolejne złe dni pełne płaczu. 3 miesiące po stracie dziecka mąż stracił matkę. Nie zdążyliśmy podnieść się po jej śmierci, a po kolejnych trzech miesiącach mąż pochował ojca. Tego było już dla nas za wiele” – historia Karolina jest wręcz trudna do wyobrażenie. Nic dziwnego, że para zdecydowała się w pewnym momencie zaprzestać starania o kolejne maleństwo. Przewrotność losu jest jednak nie do przewidzenia. Pod koniec stycznia Karolina znów miała mdłości.

Wszystko będzie dobrze!

Szok, radość, łzy i strach, że po raz kolejny będzie tak samo. Że znów stracimy maluszka, a najbardziej będzie cierpiała córka. Mijały jednak tygodnie, a mdłości się nasilały. Moja ginekolog mówiła, że to dobry znak i mamy wierzyć, że będzie dobrze” – mówi Marta, która jest właśnie w 33. tygodniu ciąży. Wszyscy oczekują już przyjścia na świat drugiej dziewczynki. „Malutka kopie bardziej, niż pierwsza córeczka, z czego bardzo się cieszymy. Szykujemy wyprawkę i czekamy. Chcemy ją w końcu przywitać, poznać i przytulić” – dodaje szczęśliwa dziś mama.

Los zdaje się być naprawdę pokrętny. W ciągu kilkunastu lat związku Karolina i Rafał przeżyli bowiem wiele zwrotów. „Najważniejsze jednak, że zawsze byliśmy razem. Nawet wtedy, gdy traciliśmy nasze maluszki mąż był ze mną i dawał wiele wsparcia” – mówi kobieta i dodaje: „Gdy teraz patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszystko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki… te kopniaki wynagradzają wszystko!”.

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

Gwen Stefani
Georges Biard, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

47- letnia amerykańska piosenkarka Gwen Stefani po dwóch latach związku z wokalistą Blakem Sheltonem jest w ciąży! Zgodnie z informacjami „Radar Online”, para spodziewa się swojego pierwszego dziecka, które zostało poczęte metodą in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kilka dni temu w internecie pojawiły się zdjęcia Stefani wychodzącej kościoła w luźnej stylizacji. Ubranie to, jak twierdzą plotkarskie portale, miało ukryć ciążowy brzuszek. Do tej pory piosenkarka nie skomentowała jednak tych doniesień.

Gwen uwielbia być matką, a Blake od miesięcy myśli o dziecku, zwłaszcza po tym, kiedy poznał synów Gwen – mówi anonimowe źródło z otoczenia gwiazdy. – Wiedzieli, że nie mają czasu do stracenia, więc perfekcyjnie zaplanowali ciążę od początku do końca – dodaje źródło.

Mówi się, że para całkowicie podporządkowała swój harmonogram pod przygotowania na narodziny pierwszego, wspólnego dziecka. Gwiazdy nie ujawniły jednak daty spodziewanego porodu.

Gwen Stefani ma już trójkę dzieci

Jak podaje „Radar Online”, para zdecydowała się na poczęcie potomka metodą in vitro u jednego z najlepszych hollywoodzkich specjalistów.

Gwen Stefani ma już trójkę synów z małżeństwa z muzykiem Gavinem Rossdale. Dzieci piosenkarki to 11-letni Kingston, 9-letni Zuma i 3-letni Apollo.

Zobacz także:

Ania Rusowicz została mamą po 10 latach starań

Renata Przemyk opowiada o adopcji. „Przełom w moim życiu”

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Źródło: Radar Online, Starcasm, JastrzabPost

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.