Przejdź do treści

Precz z łapami od adopcji

Ręce precz od adopcji - Magdalena Modlibowska

Od ponad 6 lat odczarowuję adopcje. Piszę, przygotowuje i współprowadzę audycje radiowe, wypowiadam się w roli eksperta w TV, jestem aktywna w środowiskach parentingowych i staraniowych, założyłam fundację i współpracuje z wieloma istniejącymi. No i oczywiście założyłam i prowadzę dział adopcji w Chcemy Być Rodzicami jedynym polskim magazynie, który o niej pisze systematycznie od trzech lat. Z odzewu jaki dostaje z publicznego eteru wynika, że to ma znaczenie, że jest potrzebne, że pokazuje prawdziwe i rzetelne oblicze rodzicielstwa adopcyjnego. Ale nie osiadam na laurach, wciąż się uczę tego czym adopcja jest, a czym nie jest. Przecież poza tymi działaniami publicznymi jestem tez mamą, która doświadcza m.in. adopcyjnego macierzyństwa.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego o tym pisze do was?

Bo teraz jest idealny moment i bardzo potrzebny na okrzyk ADOPCJA NIE JEST DLA KAŻDEGO! To co dzieje się aktualnie w polityce, a właściwie w życiu każdej świadomej kobiety, bardzo mnie interesuje, wręcz organicznie jest częścią mojej codzienności jak oddychanie. A powodów mogłabym wyliczyć długa listę, jestem odpowiedzialna przede wszystkim za rzetelną informację dla czytelniczek naszego magazynu i portalu, które starają sie o dziecko i nikt tak jak one nie potrafią stawiać jego pierwszeństwa przed innymi. Dlatego, że jestem kobietą. Dlatego, że mam córki i będę mieć synową być może. Dlatego, że znam wiele kobiet, które też mają córki i być może będą mieć synowe. Dlatego, że znam wiele kobiet, które nie mogą mieć córek i synów choć tego pragną. Interesuje mnie też to co się dzieje w ostatnich dniach w polityce i społeczeństwie jako socjologa. A także interesuje po prostu jako wolnego człowieka, któremu ktoś w imię idei chce ograniczać prawo wyboru. To te podstawowe powody mojego intensywnego śledzenia wydarzeń polityczno-społecznych w ostatnich tygodniach. Jednak nie myślałam, że do tych powodów dołączy też adopcja. Przecież właśnie grzebią w ustawach dotyczących in vitro i aborcji, a moje adopcyjne „poletko” jest zostawione w spokoju. Jednak to tylko pozorny spokój i ja go zachować nie mogę. Powiem chyba bardziej dosadnie, jestem wkurzona i oburzona. Bardziej dosadnie nie napisze z racji kultury i szacunku dla ciebie czytelniku.

Adopcja lekiem na całe zło

Co mnie tak poruszyło? Otóż to, że Ci wszyscy mądrale tak ochoczo zakazujący aborcji i obracający w nicość szanse na skuteczne in vitro wycierają swoje gęby adopcją. Wycierają swoje gęby moim życiem, moim osobistym doświadczeniem i misją jaką wypełniam dla społeczeństwa odczarowując adopcję. Ci wszyscy, którzy nie muszą wychowywać dziecka z dysfunkcjami, którzy nie mają bladego pojęcia o procedurze, o życiu w trójkącie adopcyjnym, o życiu z dzieckiem które kochasz, a które kochać nie umie. Brak tego, choćby ogólnego pojęcia nie przeszkadza im, żeby tak ochoczo wciskać adopcje jako rozwiązanie wszystkim innym.

Dziecko z gwałtu? Oddaj do adopcji. Nie możesz począć? Adoptuj!

TO ŁAMANIE PODSTAWOWEJ ZASADY WARUNKUJĄCEJ UDANĄ ADOPCJĘ, jaką jest WYBÓR TEJ KONKRETNEJ DROGI. Rodzicielstwo adopcyjne musi być wyborem. Ono jest wyborem. Nie ostatnią i jedyną deską ratunku. Każdy kto tak traktuje adopcje albo odpadnie w trakcie procedury adopcyjnej, albo jeśli jakimś cudem przeciśnie się przez procedurę, nie udźwignie ciężaru tego rodzicielstwa, w efekcie fundując dziecku i sobie dalsze traumy.
Usłyszałam wypowiedź posła Roberta Winnickiego: „naprotechnologia i adopcja rozwiązują ten problem” (przyp. aut. problem niepłodności) i nóż w kieszeni się otwiera. To chamskie i bezczelne traktowanie całego mojego życia. To jest totalna ignorancja tematu, jakim żyję osobiście i zawodowo. Ten człowiek po prostu nie wie o czym mówi. Założę się, że pan Winnicki nie wykonał ani jednego telefonu do pierwszego lepszego ośrodka adopcyjnego, żeby dowiedzieć się, przynajmniej z teorii co to jest adopcja. Ale ja już nie wymagam od kogoś tak bezczelnego, żeby poznawał temat, starał sie go zrozumieć, ale żeby nawet faktów nie sprawdzić??? Panie pośle Winnicki czy wie Pan ile jest w Polsce dzieci pozbawionych opieki biologicznych rodziców? Nie, nie takich, które mają uregulowaną sytuację prawną (wyjaśnić Panu o co chodzi? rodzice biologiczni nie maja praw rodzicielskich z powodu zrzeczenia lub odebrania) i mogą iść do adopcji, ale takich dzieci, które nie mogą liczyć na rodziców biologicznych mimo, ich nieustających praw rodzicielskich, żyją w placówkach instytucjonalnych (dawniej nazywały sie domami dziecka Panie pośle), albo w opiece zastępczej (rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka, podpowiem Panie pośle, że to nie to samo co adopcja). Dzieci, które są niepełnosprawne albo mają zbyt liczne rodzeństwo i nie ma chętnych do adopcji, po której nikt już takim rodzicom nie pomaga. Czy wie Pan ile jest w Polsce takich dzieci? Jest ich grubo ponad 70 tys. Powtórzę, bo ta liczba jest szalenie istotna i każdy kto traktuje adopcje jak sztandar powinien ją znać – siedemdziesiąt tysięcy dzieci w pieczy zastępczej. Warto też wiedzieć, że adopcji w Polsce orzeka się rocznie ok 3,5 tys. A wie Pan ile jest osób, które chcą mieć dziecko, ale nie mogą? Szacuje się, że 1,5 mln par. Powtórzę słownie, półtora miliona par. Czy umie Pan w prostym równaniu matematycznym zestawić te dwie liczby??? Matematyka to nie są opinie, domysły, ideologia, wiara jakakolwiek inna abstrakcja. To są konkretne liczby. A każda z tych liczb, to jest konkretny człowiek i jego życie.

Dobro dziecka żyjącego

Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji, bo raz jest niemożliwym, żeby była rozwiązaniem dla wszystkich z racji przytoczonych danych liczbowych, ale przede wszystkim z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA. Nie pary dotkniętej niepłodnością, tylko dziecka. Nie dziecka poczętego, co tak chętnie wypowiadają obrońcy nurtu pro-life. Ale dziecka żyjącego, które ma swój pesel a jego życie się toczy. Ale skoro do władzy dostali się ludzie,  którzy chcą zmuszać kobiety do rodzenia i wychowywania dzieci z gwałtu, zmuszać kobiety do bezdzietności, to czemu nie zmuszać małżeństw do wychowywania dzieci z poczucia bezradności i braku wyjścia. Adopcja jest pięknym rodzicielstwem i potwierdzą to zapewne w komentarzach wszystkie zaprzyjaźnione i doświadczone w tym kierunku osoby. Ale potwierdzą też, że to trudne rodzicielstwo, które często wymaga odwoływania się do głębi własnego serca i spoczywającego tam WOLNEGO WYBORU. Bo dzięki temu, że świadomie i bez przymusu wybrałam taką drogę do stania się rodzicem, potrafię w tym rodzicielstwie widzieć piękno i szczęście. I w tym poczuciu wychować szczęśliwe dzieci, które przecież będą obywatelami naszego kraju. Każdy kto bezcześci moje macierzyństwo pokazując adopcje jako ostateczność, przymus i stawiając ja jako argument w odbieraniu ludziom wolności, powinien choć raz spędzić dzień w rodzinie, która adoptowała dziecko i tego żałuje. Takie przypadki niestety też się zdarzają, a przy takich politycznie stawianych warunkach będzie ich coraz więcej.
Drogie mamy adopcyjne, kobiety które wybrałyście taką drogę do waszego macierzyństwa nie pozwólcie na takie bezczeszczenie naszej wolności. Nie bądźmy popychadłami dla niedouczonych posłów, którzy chętnie wygłaszają puste hasła nawet nie zastanawiając się ilu ludzi ranią. Chociaż czy czyjaś głupota może mnie ranić? Ale na pewno może zniszczyć czyjeś życie.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Mała dziewczynka o smutnych oczach /Ilustracja do tekstu: Nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny wesprze rodziców stosujących przemoc?
Fot.: Qadim Sadiq /Unsplash.com

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad kontrowersyjnymi zmianami w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Planowana nowelizacja, wbrew apelom Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, zamiast wspierać najmłodsze ofiary przemocy rodzinnej, skupi się na pomocy zaniedbującym je rodzicom. I to bez względu na to, czy doświadczają oni przejściowego kryzysu, czy od lat tkwią w pogłębiającej się patologii, nie rokując nadziei na zmianę donosi oko.press.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zmianami, które przygotowało MRPiPS, z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej zniknie ustęp 12 art. 15, który daje asystentom rodziny prawo interwencji i podjęcia decyzji o natychmiastowym zabraniu dziecka z domu rodzinnego. Zamiast tego biologiczni rodzice mają otrzymać pomoc, dzięki której dzieci będą mogły trafić do nich z powrotem. To jednak nie koniec zmian. Poprawka wniesiona przed Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris zakłada, że rodzice, którym odebrano dzieci, uzyskają też pełnomocnika procesowego – z urzędu.

Kiedy szanse się nie kończą

„Państwo chce sprzyjać w ten sposób sprawcom przemocy, nie ofiarom. Interesu dzieci nie reprezentuje nikt, a one same nie mają głosu” – pisze dla OKO.press Anna Krawczak. I przedstawia wstrząsające historie dzieci, które były ofiarami ciężkich zaniedbań ze strony rodziców.

Jednym z takich dzieci jest Julia.

„Kiedy miała trzy lata, zabrano ją z domu pierwszy raz i umieszczono w domu dziecka. Powody: alkoholizm rodziców, przemoc, głodzenie, zmuszanie Julii do oglądania seksu zbiorowego w jednopokojowym mieszkaniu. (…) W domu dziecka przez chwilę był spokój, ale sąd rodzinny zawsze dawał rodzicom kolejną szansę. Tych szans dostali cztery. I cztery razy Julia musiała znów spakować dobytek i wrócić z domu dziecka do jednopokojowego mieszkania. Najdłuższa próba trwała pół roku. Piątego razu już nie będzie. Julia ma 11 lat i ma dość”.

Historia Mai jest inna, choć w swym dramacie podobna. Policja odebrała ją mamie, gdy dziewczynka miała 9 lat. Nim jednak się to stało, musiało niemal dojść do tragedii. 15-letnia siostra Mai, chora na cukrzycę, zapadła w śpiączkę cukrzycową po tym, gdy wraz z matką wpadła w ciąg narkotykowy. Maja razem z młodszym rodzeństwem trafiła wówczas na jakiś do rodziny zastępczej, a siostra po wyjściu ze szpitala – do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama poszła na odwyk – kolejny. Gdy go zakończyła, dzieci wraz z nią wróciły do rodzinnej kawalerki, w której czekały na nie te same patologie i nowi koledzy mamy  – od kieliszka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

Pokrewieństwo bez zdrowej więzi

Gdy asystentka rodziny zobaczyła po raz pierwszy Tymka w łóżeczku, była przekonana, że to zmarłe niemowlę.

 „Tymek nie był martwy i nie był też taki mały – miał prawie dwa lata. Był tak skrajnie wygłodzony, że wyglądał na niemowlaka. Wydęty brzuch, wielka głowa, przezroczysta skóra. Zanik funkcji przełykania. Lekarze określili jego stan jako agonalny” – opisuje Anna Krawczak.

Chłopczyka zdołano uratować i trafił do rodziny zastępczej, w której zyskał szansę na normalne, bezpieczne życie. Jego ojciec przestał się nim interesować, gdy tylko oddaliło się ryzyko, że trafi przed sąd za spowodowanie zagrożenia życia małego synka. Gdyby jednak ta historia miała miejsce kilka lat później, już po wprowadzeniu opisywanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny, asystentka nie mogłaby pozwolić, by ojciec tak łatwo zniknął z życia Tymka. Nowe rozwiązania prawne wymagałyby od niej nawiązania współpracy z tatą, by dziecko mogło wrócić na łono „rodziny”.

Bierni uczestnicy spraw o własną przyszłość

Tymczasem przed dwoma laty Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, mając na uwadze dobro dzieci, wspólnie skierowali pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Apelowali w nim, by w polskich przepisach prawnych uwzględnić rozwiązania, które w sprawach o pozbawienie, ograniczenie lub zawieszenie władzy rodzicielskiej pozwoliłyby skuteczniej dbać o żywotne interesy dziecka. Rzecznicy zwrócili uwagę, że biologiczni rodzice mogą liczyć na darmową pomoc prawną, adwokata z urzędu i asystenta rodziny. Dziecko, którego przyszłość rozpatrywana jest na sali sądowej, jest jedynie niemym uczestnikiem sporu o własną przyszłość.

„W sprawach sądowych, w których rozstrzyga się o najbardziej żywotnych interesach dziecka, nie istnieje żaden mechanizm reprezentacji jego interesów” – pisali.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Rodzina święta, bo biologiczna

Tę sytuację mogłoby zmienić stworzenie nowej funkcji – pełnomocnika dziecka. Postulat ten, przedstawiony przez rzeczników, zyskał poparcie organizacji pozarządowych – m.in. Koalicji na rzecz Rodzinnej Pieczy Zastępczej oraz Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma jednak inne rozwiązanie – woli powołać kolejną instytucję wspierającą rodziców.

Za tym pomysłem stoją prawnicy stowarzyszenia Ordo Iuris, które od dawna opowiada się za zwiększeniem praw rodziców w opiece nad dziećmi.

– Występujemy jako rzecznicy afirmowanej w krajowym porządku konstytucyjnym oraz aktach prawa międzynarodowego prawdy o rodzinie, jako o naturalnym środowisku rozwoju i dobra wszystkich jej członków, a w szczególności dzieci, źródle różnorodności wolnego społeczeństwa. Podkreślamy, że najpełniejszą gwarancją dobra dzieci jest wychowanie przez biologicznych rodziców pozostających w związku małżeńskim. Do pełnego rozkwitu tego naturalnego środowiska rozwoju konieczne jest dobre prawo(…), które uznaje prymat rodziców nad państwem w sprawach wychowania dzieci zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Dlatego badamy instrumenty polityki rodzinnej i występujemy aktywnie w obronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa tam, gdzie są one zagrożone dyskryminacyjnymi praktykami ustawodawcy” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

I choć te pobudki mogą wydawać się szlachetne, warto mieć świadomość, że najczęściej występujące problemy i czynniki skutkujące ingerencją sądu w życie rodziny to nie bieda, ale: choroba alkoholowa rodziców (52%), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39%), a także przemoc: fizyczna, psychiczna i seksualna (36%)*.

*Dane pochodzą z raportu Rzecznika Praw Dziecka, który w 2015 r. przekazano Ministrowi Sprawiedliwości.

Źródło: oko.press

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko? Partnerka daje jej „delikatne sygnały”

fot. Instagram @hutchins_sophia

Jak donoszą plotkarskie serwisy, 68-letnia Caitlyn Jenner oraz jej młodsza o niemal 50 lat partnerka poważnie myślą o adopcji. Jeżeli to prawda, byłaby to już siódma pociecha gwiazdy programu „Z kamerą u Kardashianów”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ciągu ostatnich lat świat miał okazję obserwować przemianę amerykańskiego sportowca Bruce Jennera w kobietę.

W wieku 64 lat Bruce zmienił płeć, przybrał imię Caitlyn i rozstał się z ówczesną żoną Kris.

Zobacz także: Khloe Kardashian o ciążowych zachciankach

Ciekawa historia ciekawego człowieka

Bruce był znanym lekkoatletą i mistrzem olimpijskim. Podczas igrzysk w Montrealu w 1976 roku zdobył złoty medal i ustanowił nowy rekord świata w dziesięcioboju.

Na swoim koncie ma również rolę w filmie muzycznym „Can’t Stop the Music”, za którą otrzymał nominację do Złotej Maliny dla najgorszego aktora.

Największą popularność zdobył jednak w reality show „Z kamerą u Kardashianów”. Głównym wątkiem 10. sezonu programu była przemiana Bruce w Caitlyn.

W lipcu 2015 roku powstał reality show „I Am Cait”, który został całkowicie poświęcony Jenner. Widzowie mogli w nim śledzić życie codzienne gwiazdy.

Bruce był trzykrotnie żonaty, z tych związków ma sześcioro dzieci. Obecnie 68-letnia Caitlyn spotyka się z 21-letnią Sophią Hutchins. Kobieta równie ma za sobą operację zmiany płci.

Zobacz także: Kim Kardashian pierwszy raz opowiedziała o poronieniu

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko?

Jak podaje anglojęzyczny portal „Your Tango”, para poważnie myśli o adopcji.

Jenner zawsze chciała być matką i teraz ma taką możliwość. Sophia kocha dzieci i daje Cait delikatne sygnały, że chciałaby mieć dziecko. Cait rozważa to – twierdzi anonimowe źródło.

Jeśli para zdecyduje się na dziecko,  nie będzie ono żyło w blasku fleszy, jak ich matki.

„Cait postawiła sprawę jasno. Nie chce, aby dziecko miało do czynienia z telewizją i reality show. Sława zniszczyła jej relacje z dorosłymi już dziećmi i nie pozwoli, aby ta sytuacja się powtórzyła – dodaje źródło.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Your Tango

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami