Przejdź do treści

Annika Strändhall: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Wszyscy współfinansujemy opiekę zdrowotną, dlatego wszyscy, niezależnie od dochodów, otrzymujemy najlepsze leczenie. Myślę, że to właśnie sposób finansowania na równi z zaangażowanym personelem przyczyniają się do ulepszania systemu opieki zdrowotnej – mówiła Annika Strändhall, szwedzka minister ds. zdrowia i opieki społecznej, w rozmowie z Kariną Sasin.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karina Sasin: Z mojej perspektywy imigrantki szwedzki system ochrony zdrowia wydaje się prawie idealny, a największą (i najbardziej pozytywną!) różnicą w porównaniu z polskim systemem jest to, że jego pracownicy są zawsze mili i pomocni. Gdzie tkwi sekret takiej opieki?

Annika Strändhall: W szwedzkiej ochronie zdrowia pracownicy są wysoce wykwalifikowani. Kluczowe jest zapewnienie im odpowiednich warunków pracy, tak by mogli dać z siebie wszystko. Uważam, że ludzie opiekujący się innymi robią to z pasji i powołania.

Wszyscy współfinansujemy opiekę zdrowotną [z podatków – przyp. red.], dlatego wszyscy, niezależnie od dochodów, otrzymujemy najlepsze leczenie. Myślę, że to właśnie sposób finansowania na równi z zaangażowanym personelem przyczyniają się do ulepszania systemu opieki zdrowotnej.

Szwecja jest jednym z bardzo niewielu krajów, które w ramach publicznego systemu ubezpieczeń zdrowotnych oferują singielkom i lesbijkom bezpłatny dostęp do medycyny rozrodu. Co spowodowało, że zabiegi te są refundowane?

Uważamy, że każdy ma prawo do zostania rodzicem niezależnie od tego, w kim się zakochał. Moim zdaniem jest to kwestia sprawiedliwości społecznej.

Pomimo medialnej burzy o przepełnionych oddziałach położniczych i odsyłaniu rodzących od szpitala do szpitala odsetek śmiertelności okołoporodowej matek oraz noworodków należy do najniższych na świecie. W jaki sposób udało się to osiągnąć?

Choć mamy bardzo dobrą opiekę położniczą, to zawsze mogłoby być lepiej. Obecnie inwestujemy 1,5 miliarda koron szwedzkich, aby móc zatrudnić więcej położnych oraz zapewnić lepszą opiekę nad matką i dzieckiem już po porodzie.

Skupiamy się na regularnych kontrolach przed porodem i po nim oraz stawiamy na bezpieczeństwo młodej mamy. Kładziemy duży nacisk, by porody odbywały się w szpitalach, które zapewniają wysoki standard opieki w razie nagłych komplikacji. Myślę, że to są właśnie najważniejsze czynniki.

Annika Strandhall

Kiedy rozmawiamy o osiągnięciach szwedzkiej medycyny, nie sposób pominąć prof. Matsa Brännströma z Sahlgrenska Academy, światowego pioniera i niekwestionowanego lidera w zakresie przeszczepów macicy. Lokalne władze utrudniają dalszą pracę. Czy nie uważasz za stosowne, by rząd interweniował i wymógł na władzach lokalnych refundację przeszczepów macicy?

Na razie to władze lokalne, odpowiedzialne za opiekę zdrowotną, zajmowały się tym tematem. Do tej chwili wydawało nam się, że rząd nie powinien zmieniać uwarunkowań prawnych, jako że powinno to być wprowadzone przez władze regionalne i odpowiednie urzędy. Jednak obiecuję mieć ten problem na oku.

Co byś zmieniła w tutejszej ochronie zdrowia, aby uczynić ją jeszcze lepszą?

Tak jak powiedziałaś, mamy bardzo wysoki poziom opieki zdrowotnej. Obecnie chcemy uczynić ją jeszcze bardziej dostępną, tak by skrócić czas oczekiwania na wizytę, kiedy jej potrzebujesz.

W czasie ubiegłorocznej wizyty w Warszawie szwedzki premier Stefan Löfven zobowiązał się do dalszych działań na rzecz przestrzegania praw reprodukcyjnych w Polsce. Co udało się zrealizować do tej pory?

Ciągle i ciągle podnosimy ten temat na forum Unii Europejskiej, ONZ oraz w rozmowach z naszymi międzynarodowymi partnerami, między innymi poprzez SheDecides, międzynarodową inicjatywę, która ma na celu umożliwienie każdej kobiecie podjęcie świadomej decyzji, z kim, kiedy i ile chce mieć dzieci.
Szwecja będzie kontynuować wywieranie presji w związku z przestrzeganiem powyższych zasad, jak również dostępnością antykoncepcji, prawem do legalnej i bezpiecznej aborcji oraz adekwatnej edukacji seksualnej. Wspieramy także organizacje społeczne w dążeniu do tych celów. Globalnie 8% budżetu przeznaczonego na pomoc humanitarną jest przeznaczone na działania w zakresie SRHR. Uważamy, że Unia Europejska również powinna zwiększyć środki przekazywane na ten cel.

W styczniu tego roku minęło dokładnie 25 lat „piekła kobiet”, czyli prawie całkowitego zakazu aborcji. Czy uważasz, że społeczność międzynarodowa powinna wreszcie przestać przymykać oczy na tak oczywiste łamanie praw człowieka w Polsce?

Nasze stanowisko dotyczące aborcji jest jasne – prawa reprodukcyjne to podstawa.

Jeżeli polskie władze wprowadzą w życie proponowaną ustawę o ochronie życia poczętego obejmującą całkowity zakaz aborcji, leczenia niepłodności oraz najpewniej również antykoncepcji, czy to będzie wystarczający powód do zwiększenia nacisków międzynarodowych na polski rząd?

Uważam, że sprawy idą w złym kierunku. Powinniśmy prowadzić edukację w zakresie planowaniu rodziny, a aborcja powinna być wyłączną decyzją kobiety.

Z jednej strony jest bardzo restrykcyjne prawo, a z drugiej jeszcze gorsze jego stosowanie z tzw. klauzulą sumienia na czele. Czy odmowa leczenia pacjentki z powodu własnej wiary mogłaby mieć miejsce w Szwecji?

Nie, ponieważ dla położnych [i lekarzy – przyp. red] jest to część standardowych obowiązków. Uważamy, że prawo pacjentki do decydowania o sobie jest najważniejsze.

W jaki sposób rozwiązałabyś ten problem?

Nie mogę mówić innym rządom, jak mają prowadzić swoją politykę wewnętrzną, jednakże wyciągnęłabym wnioski z tego, że w Szwecji położne muszą wykonywać swoje obowiązki, a aborcja jest jednym z nich. Uważam nasze podejście za właściwe i fair wobec pacjentek, które są w centrum opieki.

Kolejnym naszym problemem są działania ruchów anti-choice pod postacią krwawych, kłamliwych banerów oraz obraźliwych i wulgarnych demonstracji. Czy takie wydarzenia mają w Szwecji miejsce, jak sobie z nimi radzicie?

Bardzo cenimy sobie wolność wypowiedzi i prawo do demonstracji. Nie ograniczylibyśmy takim grupom prawa do ekspresji własnych poglądów, jednak jest to bardzo nieczęste zjawisko.


Wywiad ukazał się w marcowym numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Globulina SHBG – kiedy sprawdzić jej poziom i jakie są normy?

Fiolki z krwią na karcie badań /Ilustracja do tekstu: Globulina SHBG: badanie i normy

Tajemniczy akronim SHBG pochodzi od angielskiej nazwy białka, które pełni kluczową rolę w transportowaniu hormonów płciowych. Badanie SHBG pozwala zdiagnozować zaburzenia hormonalne, które mogą być przyczyną niepłodności u kobiet i mężczyzn.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Globulina wiążąca hormony płciowe (z ang. SHBGsex hormone binding globulin) to białko, które wiąże, a następnie transportuje hormony płciowe: m.in. estrogeny (estradiol)  i androgeny (testosteron). Synteza SHBG zachodzi przede wszystkim w wątrobie. W mniejszych ilościach globulina ta wytwarzana jest w endometrium, jajowodach i gruczołach piersiowych (u kobiet) oraz w gruczole krokowym (u mężczyzn).

Globulina SHBG a płodność

Globulina SHBG zabezpiecza hormony płciowe przed ich inaktywacją. Właściwe stężenie tego białka we krwi jest więc bardzo istotne dla zachowania płodności kobiet i mężczyzn.

Globulina SHBG – kto powinien zdecydować się na badanie?

Oznaczenie stężenia globuliny SHBG to ważne badanie w diagnostyce niepłodności. Często towarzyszy innemu badaniu, którego celem jest oznaczenie poziomu testosteronu. Dzięki obu tym testom możliwe jest określenie, czy u kobiet nie występuje nadmiar testosteronu, a u mężczyzn – jego niedobór.

Warto wiedzieć, że nawet niewielki wahania poziomu globuliny SHBG może doprowadzić do zaburzeń hormonalnych. W przypadku kobiet łączą się one przeważnie z takimi objawami, jak: zaprzestanie miesiączkowania, występowanie nadmiernego owłosienia (hirsutyzm), łysienia lub trądziku. Każdy z tych symptomów stanowi wskazanie do oznaczenia stężenia globuliny SHBG we krwi. U mężczyzn badanie poziomu globuliny SHBG (a także poziomu testosteronu) zalecane jest m.in. przy takich objawach, jak obniżone libido, zaburzenia erekcji lub zanik mięśni.

Normy globuliny SHBG

Należy wiedzieć, że prawidłowe stężenie globuliny SHBG jest zależne od wieku i płci. Poziom tego białka rośnie też wraz z wiekiem.

Wartości referencyjne stężenia globuliny SHBG:

  • u kobiet w wieku 17-50 lat: 26-110 nmol/l
  • u mężczyzn: 11,4-52,3 nmol/l

Wysoki poziom SHBG – co oznacza?

Jeżeli stężenie globuliny SHBG wykracza ponad normę, może to oznaczać, że u pacjenta występuje nadczynność tarczycy lub marskość wątroby. Innymi powodami wysokiego poziomu SHBG mogą być niska produkcja hormonów płciowych lub przyjmowanie niektórych leków, np. doustnej antykoncepcji hormonalnej lub leków przeciwpadaczkowych. Stężenie globuliny SHBG wzrasta również w okresie ciąży i w czasie długotrwałego stresu.

Niski poziom SHBG – możliwe przyczyny

Obniżony poziom SHBG obserwuje się często w zespole policystycznych jajników (PCOS) oraz przy niedoczynności tarczycy. Niskie stężenie tego białka może utrzymywać się także u osób z otyłością i chorych na akromegalię lub zespół Cushinga, a także u kobiet po menopauzie.

Przygotowanie do badania globuliny SHBG

Stężenie SHBG oznacza się w laboratorium analitycznym na podstawie próbki krwi żylnej. Badanie nie wymaga szczególnych przygotowań; nie trzeba również zgłaszać się na czczo.

Źródło: ALAB, medme.pl, abczdrowie.pl

POLECAMY TEŻ: Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Za nami I Ogólnopolski Kongres Endometriozy. Eksperci: mamy zbyt małą świadomość społeczną

Eksperci podczas panelu dyskusyjnego, I Ogólnopolski Kongres Endometriozy
Fot.: mat. organizatora

102 lekarzy i 180 pacjentek wzięło udział w I Ogólnopolskim Kongresie Endometriozy, który odbył się w dniach 23-24 marca br. w Warszawie. Podczas pierwszego dnia wydarzenia zaprezentowano aktualny stan wiedzy w zakresie endometriozy, a także nadzieje i wyzwania, które wiążą się z diagnozą i leczeniem tej choroby.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy dzień Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy skierowany był do lekarzy praktyków. Podczas warsztatów, które rozpoczęły wydarzenia, specjaliści w zakresie ginekologii i położnictwa szczegółowo zaprezentowali m.in. zastosowanie noża plazmatycznego w leczeniu endometriozy. Zgromadzonym lekarzom przedstawiono również – krok po kroku – diagnostykę ultrasonograficzną głęboko naciekającej endometriozy, a także wykorzystanie elektrochirurgii w jej leczeniu.

Endometrioza – choroba społeczna

Po bloku warsztatowym goście wydarzenia wzięli udział w wykładach poświęconych m.in. aktualnemu stanowi badań nad endometriozą, mechanizmom jej powstania oraz możliwościom diagnostyki i leczenia. Choć referaty miały zostać wygłoszone w trakcie dwóch dwugodzinnych sesji, konieczność wielowątkowego podejścia do problematyki endometriozy sprawiła, że oba cykle znacznie się wydłużyły. To pokazuje, jak dużym problemem – także społecznym – jest dziś endometrioza.

– Endometrioza jest chorobą postępującą, estrogenozależną (…), która występuje u 5-15% kobiet. Spośród pacjentek, które są niepłodne, co druga jest obarczona podejrzeniem istnienia tej choroby. Jeżeli mamy do czynienia z przewlekłym bólem w miednicy mniejszej, to niemal 80% kobiet będzie obciążona endometriozą – zauważył prof. Stanisław Radowicki, specjalista w zakresie ginekologii i położnictwa oraz były konsultant krajowy w tej dziedzinie.

Mimo wielu lat badań nad mechanizmami powstawania endometriozy, jej etiopatologia nadal jest nieznana. Podczas wykładów podkreślono jednak, że pojawia się coraz więcej głosów, by uznać ją za chorobę dziedziczną opartą na defekcie genetycznym.

Wyzwania w leczeniu endometriozy

Podczas sesji wykładowej eksperci podkreślili, że endometriozę można leczyć zarówno farmakologicznie, jak i za pomocą specjalistycznego leczenia operacyjnego. Od 2010 roku nie pojawił się jednak żaden nowy lek, który znalazłby zastosowanie w leczeniu tej choroby. W dużej mierze wynika to ze specyfiki endometriozy i nierozwiązanego problemu jej patogenezy. Ale odpowiada za to też inny czynnik. Zgodnie z publikacjami naukowymi, od 8 lat nie wprowadzono na rynek żadnego nowego leku, który znalazłby szersze zastosowanie w ginekologii.

Jesteśmy na marginesie, jeśli chodzi o zainteresowanie przemysłu farmaceutycznego, i na to nie mamy większego wpływu – podkreślił prof. Radowicki podczas pierwszego wykładu na Ogólnopolskim Kongresie Endometriozy.

Skuteczne leczenie endometriozy utrudnia również bardzo długa droga do jej diagnozy – licząca nawet 10-11 lat. Specjaliści podkreślili, że problem ten dotyczy pacjentek w wielu krajach i wynika przede wszystkich z nieswoistych i bardzo zróżnicowanych objawów tego schorzenia.

Przeczytaj również: Czy endometrioza uprawnia do renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Podczas wykładów eksperckich wyraźnie zwrócono uwagę na niedostateczne finansowanie tego obszaru badań oraz potrzebę zmian instytucjonalnych. Właściwe, kompleksowe podejście do endometriozy umożliwiłyby m.in. wielospecjalistyczne ośrodki diagnostyki i leczenia endometriozy.

Kończąc pierwszy dzień wydarzenia, prof. Krzysztof Szyłło, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Ginekologii Onkologicznej Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, podkreślił, że konieczne jest podjęcie działań w zakresie zwiększenia świadomości endometriozy – zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów. Wyraził jednocześnie nadzieję, że dzięki takim przedsięwzięciom, jak Ogólnopolski Kongres Endometriozy, znajdzie się więcej osób zainteresowanych tym problemem, a wraz z nim pojawią się kolejni sojusznicy i większe środki na leczenie endometriozy w Polsce.

Tematy poruszone podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy będziemy rozwijać w kolejnych artykułach.

POLECAMY TEŻ: Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie: Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ekspert o zmianach w opiece okołoporodowej: Brakuje badań na zakrzepicę. Ryzyko depresji wydaje się małe

Na zdjęciu: dr Pałasiński przy komputerze / Ilustracja do tekstu: Ekspert o standardach opieki okołoporodowej
Fot.: INVICTA

Diagnozowanie i leczenie depresji w ciąży i po porodzie, nacisk na karmienie piersią, likwidacja obowiązkowej hospitalizacji po 41. tygodniu ciąży – to wybrane założenia nowych standardów opieki okołoporodowej, które jeszcze w tym tygodniu zostaną przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia. O tym, czy planowane zmiany są potrzebne oraz jak mogą wpłynąć na samopoczucie kobiet i pracę lekarzy, mówi dr Janusz Pałaszewski, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowe standardy zakładają likwidację obowiązkowej hospitalizacji po 41. tygodniu ciąży. Czy taka zmiana ma sens?

Dr Janusz Pałaszewski: To bardzo mądre posunięcie, bardzo często ciąża trwa bowiem dłużej niż „przepisowe” 40 tygodni. Owulacja może nastąpić później, niż się zakłada – dzieje się tak, gdy kobieta ma dłuższe cykle. Z tego powodu niezwykle rzadko zdarza się, ze pacjentki rodzą dzieci w terminie wyliczonym przez lekarza. Zmuszanie kobiet w późnej ciąży, by „z zasady” leżały w szpitalu, jest kompletnie niepotrzebne. Nie mówiąc już o tym, że może też potencjalnie wpływać na zwiększenie liczby wywoływanych farmakologicznie porodów i cesarskich cięć.

Nowe standardy opieki okołoporodowej poświęcają dużo miejsca ryzyku wystąpienia depresji w ciąży i po porodzie. Każdy lekarz miałby trzykrotnie badać samopoczucie kobiety za pomocą tzw. skali depresji Becka. Czy takie badania będą możliwe do wykonania w polskich standardach?

Problem polega na tym, że przez 25 lat swojej pracy zawodowej nie spotkałem się z przypadkiem, żeby kobieta wskazywała na problem psychiczny w związku z ciążą. Jest to na tyle marginalne zjawisko, że nie jestem przekonany, czy trzykrotne wykonanie testu u każdej pacjentki jest rzeczywiście sensowne. Nie wiem też, jak cały proces miałby wyglądać od strony organizacyjnej. Czy przeprowadzalibyśmy test na wizycie? I kto miałby go sprawdzać? Z całym szacunkiem do lekarzy, przecież nie wszyscy mamy odpowiednie kompetencje, aby interpretować wypowiedzi pacjentów pod kątem ich samopoczucia emocjonalnego i ewentualnych zaburzeń. Wątpię, aby ten pomysł się przyjął, choć sama idea jest jak najbardziej słuszna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „Nadal potrzebuję silnych leków”. Justyna Kowalczyk boi się nawrotu depresji

Eksperci kładą duży nacisk na promowanie karmienia piersią i na doradztwo laktacyjne. Czy to dobry pomysł?

To bardzo dobry pomysł. Ten temat jest ostatnio często podejmowany. Należy promować karmienie piersią, bo może przynieść wiele korzyści zdrowotnych dziecku i wspierać budowanie jego więzi z matką. Jednocześnie należy szanować decyzję kobiety, jeśli nie chce karmić naturalnie. Warto też pamiętać, że karmienie piersią nie zawsze jest możliwe lub wskazane. Osobiście popieram pomysł usunięcia wszelkich zbędnych gadżetów reklamowych z oddziałów położniczych.

Kolejną kwestią dotyczącą nowych standardów opieki okołoporodowej jest łagodzenie bólu w trakcie porodu. Mówi się o różnych metodach: począwszy od masażu, przez gaz rozweselający, aż po znieczulenie zewnątrzoponowe. Czy to dobry kierunek?

Jak najbardziej. Jestem zwolennikiem uśmierzania bólu. Tym bardziej, że mamy do dyspozycji środki i – jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych – możemy z powodzeniem z nich korzystać. Problem w tym, że często nie są one ogólnodostępne. Myślę, że warto o tym mówić i zwiększać świadomość kobiet, że poród nie musi wiązać się z ogromnym bólem.

Czego – w Pana opinii – brakuje jeszcze w obecnych standardach opieki okołoporodowej? Czy wprowadziłby Pan do tego dokumentu inne zmiany?

Z mojego doświadczenia wynika, że należałoby zmodyfikować zakres badań proponowanych ciężarnym. Mówię tu m.in. o zmniejszeniu liczby oznaczeń morfologii na rzecz badań genetycznych pozwalających wykryć ryzyko zachorowania na zakrzepicę. W ciąży i połogu ryzyko tej choroby wzrasta nawet kilkakrotnie. Ryzyko depresji w ciąży – z perspektywy moich doświadczeń zawodowych – wydaje się niezwykle małe, a z zakrzepicą spotkałem się wielokrotnie i wiem, że może być bardzo niebezpieczna.

POLECAMY TEŻ: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Choć była niepłodna, urodziła siedmioraczki. Historia tej rodziny przypomina filmowy scenariusz

siedmioraczki
fot. Pixabay

Nauczycielka angielskiego marzyła z mężem o dużej rodzinie. Kiedy okazało się, że jest niepłodna, postanowiła rozpocząć leczenie. Efekty pojawiły się szybko i niedługo potem kobieta urodziła… siedmioraczki! O tym wydarzeniu mówili wszyscy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Patricia Frustaci w 1985 roku jako pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych urodziła żywe siedmioraczki.

Patricia i jej mąż Sam od lat walczyli z niepłodnością. W marcu 1984 roku, dzięki kuracji lekiem o nazwie Pergonal, kobieta urodziła chłopca Josepha. Małżeństwo pragnęło powiększyć rodzinę, więc kobieta kontynuowała leczenie i w grudniu tego samego roku zaszła w ciążę ponownie.

Zobacz także: Rok po poronieniu urodziła sześcioraczki

Leczenie niepłodności i siedmioraczki

Podczas badania USG okazało się, że kobieta spodziewa się siedmioraczków. Ginekolog zaproponował Patricii kilka rozwiązań, w tym aborcję. Rodzina Frustaci należała jednak do grona wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którzy sprzeciwiają się usuwaniu ciąży. Wyznawców tego ruchu potocznie nazywa się mormonami.

– Zgodnie z zasadami naszej religii i ze względu na walkę o posiadanie dzieci, ta opcja nie wchodziła po prostu w grę – mówiła w 1985 roku Patricia w wywiadzie z „New York Times”.

21 maja 1985, 12 tygodni przed czasem, na świat przyszło siedmioro dzieci państwa Frustaci- czterech chłopców i trzy dziewczynki. Niestety siódma córeczka mieniem Christina urodziła się martwa.

Pozostała szóstka dzieci miała problemy z sercem, żółtaczkę i cierpiała na zespół zaburzeń oddychania noworodka. Dzieci zostały przewiezione na intensywną terapię, gdzie zespół lekarzy walczył o ich życie. Niestety pomimo wysiłku neonatologów, jedno z dzieci zmarło.

W ciągu krótkiego czasu przy życiu pozostała tylko trójka dzieci – Stephen, Richard i Patricia. Córka Bonnie i synek James zmarli. Maluchy, ze względu na ciężki stan zdrowia, wymagały niemal bezustannej opieki.

Zobacz także: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Rodzina pozywa klinikę leczenia niepłodności

W październiku 1985 roku małżeństwo pozwało klinikę leczenia niepłodności Tyler Medical Clinic w Los Angeles, w której leczyła się Frustaci oraz dr Jaroslava Marika, którego oskarża się o popełnienie błędu lekarskiego.

Rodzina zarzuca, że Frustaci nie była odpowiednio monitorowana we wczesnym etapie ciąży i że dawka Pergonalu, którą otrzymała, była za wysoka.

Sprawa została rozstrzygnięta w 1990 roku. Każde z ocalałych siedmioraczków otrzymało jednorazowo 450 tys. dolarów oraz comiesięczną zapomogę na leczenie.

Problemy nie zniechęciły jednak pary do dalszego powiększania rodziny. W 1990 za sprawą kolejnych terapii Patricia urodziła zdrowe bliźnięta Jordana i Jaclyn.

Po urodzeniu siedmioraczków niektóre media krytycznie wypowiadały się o rodzinie Frustaci.

Jeżeli jest jedno dziecko, to świetnie. Bliźnięta są akceptowalne. Więcej dzieci to już zła medycyna – mówił w 1985 roku na łamach „The Miami Herald” dr Heather Irwin.

Zobacz także: Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach. Poznaj niezwykłą historię braci

Co teraz dzieje się z rodziną Frustaci?

W połowie lat 90. Patricia i Sam rozwiedli się. Mężczyzna cierpiał na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Troje z ocalałych siedmioraczków żyje do dziś i ma się dobrze. Patti wyszła za mąż i ma dwoje dzieci.

10 lutego 2018 roku świat obiegła wiadomość o śmierci matki siedmioraczków. Patricia Frustaci zmarła w wieku 63 lat. Przyczyną zgonu były powikłania związane ze zwłóknieniem płuc.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: New York Times

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.