Przejdź do treści

Prawnik odpowiada: Surogacja w Polsce

524.jpg

Na świecie poglądy na kwestię macierzyństwa zastępczego są bardzo zróżnicowane – w niektórych państwach jest ono zakazane i stanowi przestępstwo (np. we Francji), a w innych – dozwolone, przewidziano nawet regulacje prawne dotyczące zawodu surogatki (np. w USA, Belgii).

W Polsce nie istnieje przepis, który wprost zakazywałby macierzyństwa zastępczego. Jednak analiza polskich przepisów z zakresu prawa rodzinnego, cywilnego i karnego każe uznać, że ustawodawca raczej nie pochwala surogacji. 

Zgodnie z polskim kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, matką dziecka jest kobieta, która je urodziła (art. 619 KRiO). W praktyce oznacza to, że ustawodawca daje priorytet okoliczności urodzenia dziecka przez kobietę nad faktem genetycznego pochodzenia dziecka. Uregulowanie kwestii pochodzenia dziecka od matki jest zgoła odmienne od uregulowania kwestii pochodzenia dziecka od ojca – w przypadku ojcostwa istotne jest bowiem genetyczne pochodzenie dziecka. 

Podczas prac legislacyjnych dotyczących prawa rodzinnego rozważano dostosowanie przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego do zmieniającej się rzeczywistości i uregulowanie obu możliwych sytuacji, to jest zarówno macierzyństwa biologicznego, jak i macierzyństwa genetycznego. Ostatecznie jednak – hołdując zasadzie Mater semper certa est (Matka jest zawsze pewna) – uznano, że kwestia pochodzenia dziecka od matki musi być uregulowana jednoznacznie i w sposób bezdyskusyjny wskazywać, kto jest matką.

Dalszą część artykułu przeczytasz w naszym nowym numerze

Marcelina Sosnowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nasza Redaktorka Naukowa, dr Karina Sasin, nominowana do prestiżowej nagrody!

Fot. screen "120 under 40"
Fot. screen "120 under 40"

Nasza Redaktor Naukowa, dr Karina Sasin, została nominowana w konkursie „120 under 40” w kategorii „Media”. Jest to już 2. edycja programu mikro-grantów dla młodych (poniżej 40. r.ż) aktywistów działających na rzecz realizacji praw do zdrowia reprodukcyjnego organizowanego przez Bill&Melinda Gates Institute for Population and Reproductive Health.

Corocznie, od 2016 do 2020 wybieranych jest 40 wyróżniających się działaczy w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, by w roku 2020 świat był bogatszy o 120 młodych i zmotywowanych liderów nadających kierunek zmianom w zakresie teorii i praktyki zdrowia reprodukcyjnego.

Karina Sasin to lekarka, naukowczyni i aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Jest stałą redaktorką naukową „Chcemy Być Rodzicami”, gdzie pisze nie tylko o kwestiach medycznych, ale także szeroko pojętych aspektach równościowych, politycznych i psychologicznych związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym, walką z niepłodnością i prawami kobiet.

Zastanawiam się dlaczego lekarze nieuznający prawa pacjentek do zdrowia reprodukcyjnego wybierają specjalizacje będące filarami realizacji tych praw: ginekologia i położnictwo, perinatologia czy genetyka kliniczna. Jest to bardzo niepokojące, gdyż są dziesiątki innych specjalizacji, w których nie mieliby konfliktu sumienia, ot chociażby geriatria, patomorfologia, epidemiologia czy zdrowie publiczne.

WIĘCEJ: Kiedy lekarz jest pacjentem…

 

Kluczowy moment procedury kontrolowanej hiperstymulacji jajników do zapłodnienia pozaustrojowego. Owiany tajemnicą, gdyż w Polsce wykonywany w sedacji (popularnie, choć niepoprawnie, zwanej narkozą). W tym artykule postaramy się przybliżyć Wam jak wygląda ten zabieg oczami pacjentki.

WIĘCEJ: Jak wygląda punkcja jajników?

 

Kolejne rządy III RP tylko pogłębiały kryzys realizacji podstawowych praw człowieka do których należy prawo do zdrowia reprodukcyjnego. Przez 28 lat nie wprowadzono rzetelnej edukacji seksualnej, leczenie niepłodności nie jest świadczeniem gwarantowanym, a klauzula sumienia (relikt przeszłości w pozostałych krajach Europy) panoszy się ponad miarę i to lekarze-fanatycy dyktują i ograniczają kobietom ich podstawowe prawa.

WIĘCEJ: Przekonać przekonanych?

Wyrażam głęboką nadzieję, że środowisko polskich ginekologów pójdzie w ślady swoich kolegów zza południowej, północnej i zachodniej granicy, gdzie przeprowadzane są już przeszczepy macicy, a Polska dołączy do zaszczytnego grona krajów dbających o zdrowie reprodukcyjne. Oczywiście brak dobrej woli politycznej jest dużym problemem, ale jeśli środowiska eksperckie połączą siły z organizacjami pacjenckimi, to nawet ministerialni biurokraci w swoich okopach na Miodowej nie dadzą rady takim oddziałom partyzanckim! Zjednoczenie w walce o wspólne dobro i interesy powinno być dla obu grup wystarczająco ważne, by zjednoczyć siły.
My, Polki, Europejki, Obywatelki Świata zasłużyłyśmy sobie na przestrzeganie naszego konstytucyjnego prawa do opieki zdrowotnej i posiadania rodziny!

WIECEJ: Dwie strony barykady

Zachęcamy do głosowania na naszą Kandydatkę w dniach 1-11 czerwca na stronie internetowej konkursu: www.120under40.org

U góry jest zielony przycisk „vote”, ktory przekieruje do utworzenia konta za pomoca adresu email i umozliwi zaglosowanie oraz opublikowanie linku na FB/Twitter.

 

 

a TUTAJ wywiad z Kariną ❤

Fot. Screen www.120under40.org

Fot. Screen www.120under40.org

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

3 naturalne składniki, które pozytywnie wpływają na jakość nasienia – wiedzieliście?

jakość nasienia

Płodność to zawsze sprawa obu stron – zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Panowie zdają się jednak być mniej zainteresowani tematem, a szkoda. Mogą bowiem dzięki naturalnym składnikom diety wpłynąć na jakość swojego nasienia.

Często pierwszym krokiem jest sięgnięcie po suplementy, które nieraz polecają sami lekarze. Warto jednak wprowadzić do swojego życia także inne składniki, które poprzez swoje działanie mogą poprawić męską płodność. Oto 3 składniki, które starający się o dziecko mężczyzna, powinien mieć w swojej diecie:

1. Korzeń maca

Maca to roślina peruwiańskiego pochodzenia. Najbardziej ceniony jest jej korzeń, który wpływa między innymi właśnie na płodność – szczególnie na produkcję spermy i ruchliwość plemników. A wszystko to dzięki bogactwu aminokwasów, witamin i minerałów.

Energii dodają zawarte w macy węglowodany, które stanowią większość składu rośliny. Są one wysokiej jakości składnikami odżywczymi. Jeśli zaś chodzi o białko, jest one łatwo przyswajalne i stanowi ponad 10 proc. składu macy. Roślina jest też bogata w błonnik, co pomaga w pracy układu trawiennego.

Wracając jednak do aminokwasów, to właśnie niektóre z nich wpływają korzystnie na płodność. Jest to między innymi arginina, kwas asparaginowy, kwas glutaminowy, czy też glicyna. Dodatkowo pomocne są witaminy, szczególnie te z grupy B oraz wysoka zawartość selenu. Oba te składniki są odpowiedzialne za produkcję zdrowej spermy.

2. Buzdyganek

Jest to roślina, która szczególnie na dalekim Wschodzie, stosowana jest jako wsparcie w leczeniu niepłodności u mężczyzn. Wszystko ponoć dlatego, że zwiększa poziom hormonów, np. testosteronu. Ma podnosić libido, polepszać potencję, wspomagać erekcję, ale też wpływać na przyrost mięśni.

Nie potwierdzają tego jednak żadne znaczące badania, a działanie buzdyganka niektórzy tłumaczą efektem placebo.

3. Selen

Jest to składnik, o którym w tematyce płodności wiele już napisano. Jest on jednym z częstszych składników suplementów. Warto jednak postawić na jego naturalne źródła, które każdy mężczyzna może mieć w swojej diecie.

Selen odpowiada między innymi za liczbę oraz ruchliwość plemników. Bierze on bowiem udział w procesie tworzenia przeciwutleniaczy, wpływa też na produkcję testosteronu.

Znakomitymi źródłami są: orzechy brazylijskie, łosoś, tuńczyk. Pisaliśmy też w naszym portalu między innymi o czosnku i jajkach, jako produktach, które warto mieć w swojej diecie, jeśli dbamy o poziom selenu.

Jak wspomóc dietę mężczyzny w staraniach o dziecko? SPRAWDŹ:
Coś dla panów – 5 produktów, które zwiększą ilość plemników
Co jeść, aby poprawić swoją płodność?
Niepłodność, czyli męsko-damski problem, któremu można zapobiec

 

* Pamiętajmy jednak, że wprowadzanie do swojej diety nowych składników nie zawsze musi być dla nas korzystne. Warto wszystkie tego typu zmiany przedyskutować z lekarzem i dopytać o szczegóły ich oddziaływania.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Kilka sposobów na przetrwanie TYCH dwóch tygodni

dwa tygodnie po zapłodnieniu

Gdyby próbować wskazać najtrudniejszy moment w długim procesie leczenia niepłodności, pewnie  byłby to okres dwóch tygodni pomiędzy transferem a pierwszym testem ciążowym lub badaniem krwi. Dwa tygodnie, kiedy właściwie  kobieta jest w dziwnym stanie ciąży-nie- ciąży. Ma w sobie zarodek, w jakimś sensie jest więc w ciąży, a jednocześnie nie jest to stan faktyczny ani tym bardziej pewny.

Co jest również szczególnie trudne, to fakt, że po wielu tygodniach intensywnych działań i aktywności, nagle nie może robić nic. Bywa, że kobiety zalecenie odpoczynku traktują literalnie i rzeczywiście zastygają w bezruchu, jakby to miało utrzymać zarodek. Trudno ten czas wykorzystać na coś przyjemnego czy konstruktywnego, na zajęcie się sobą. W mniejszym stopniu okres ten jest trudny również dla kobiet, które naturalnie starają się o dziecko lub też przeszły procedurę IUI.

Warto więc przygotować się na okres. Być może będzie łatwiej go przetrwać, nawet jeśli nie uda się go przyspieszyć ani skrócić.

1. Nie próbuj diagnozować symptomów

Ciało podczas leczenia przechodzi wiele. Jest nakłuwane, rozcinane, oglądane. Trzeba przyjmować wiele leków, które mają wiele skutków ubocznych. Dlatego też objawy, które pojawiają się po transferze mogą mieć bardzo wiele przyczyn. Mdłości na tym etapie prawdopodobnie niestety nie oznaczają wczesnej ciąży. Podobnie jest z bólami. Przede wszystkim więc nie należy szukać diagnoz w Internecie, ponieważ ten sam objaw może oznaczać coś zupełnie innego w zależności od indywidualnej sytuacji pacjentki.

Powstrzymywanie się przed samodiagnozowaniem w Internecie jest w tym czasie szczególnie trudne, ponieważ właśnie wtedy kobieta czuje się szczególnie zagubiona i samotna. Również dlatego, że zostaje na te dwa tygodnie pozbawiona regularnego kontaktu z lekarzem prowadzącym i jedyne, co może, to czekać.

Wyjątek od tej reguły stanowi ryzyko przestymulowania. O ile więc to ważne, żeby nie nadinterpretować, nie należy również lekceważyć takich objawów, jak bardzo silny ból, krwawienie, czy wyjątkowo dokuczliwe mdłości.

2. Odłącz się od Internetu

A przynajmniej warto powstrzymać się przed czytaniem historii o wczesnych ciążach, objawach, czy poronieniach. Może to być dobry czas, żeby zweryfikować, do czego tak naprawdę używamy Internetu, ile czasu w nim spędzamy. Z jednej strony kontakty internetowe mogą być bardzo pomocne i rozwijające, nierzadko udaje się je przenosić do rzeczywistości. Jednak z drugiej media społecznościowe są miejscem, w którym kwitnie fantazja i narcystyczna kreacja. Na wakacje jedzie się wyłącznie w wyjątkowo piękne miejsca, a dzieci są zawsze piękne i grzeczne. Rzeczywistość można dowolnie tworzyć i chętnie z tego korzystamy. Dla osoby tuż po serii bolesnych zabiegów i w okresie naznaczonym przede wszystkim wątpliwościami i niepewnością, takie zderzenie może być bolesne.

3. Znajdź wsparcie

Nie inaczej. Przede wszystkim. Warto korzystać ze wsparcia partnera, ale też trzeba pamiętać, że jego zasoby – z oczywistych powodów – są w tym momencie ograniczone. Być może uda się znaleźć inne kobiety mające podobne doświadczenia na koncie. Często nawet nie trzeba podejmować specjalnego wysiłku, ale zwyczajnie przestać się ukrywać. Ludzie są obok i czekają, jeśli da się im szansę.

4. Nazwij swoje uczucia

Może się to wydać dziwne początkowo, ale ma wiele korzyści. Jest to technika wykorzystywana na przykład w medytacji. Pozwala się zatrzymać i przedefiniować to, co o sobie i swojej sytuacji myślimy. Zamiast trwać w łańcuchu myśli: Nie uda mi się. Źle to zrobiłam. Jestem beznadziejna, można pomyśleć: Boję się. Zależy mi na tym, żeby się powiodło. Przywraca to zgodę na uczucia, również te trudne, sprawia że są bardziej prawdziwe, a jednocześnie możliwe do przeżycia.

5. Pozwól sobie na smutne dni

Czyli tak naprawdę nie ma sensu udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest. Smutek nie oznacza przyznania się do porażki, nie jest też jej antycypowaniem. Jest elementem rzeczywistości i życia psychicznego. Jest wreszcie zdrową i naturalną reakcją na trudne wydarzenia, które przecież miały miejsce. Nie idzie wreszcie o pogrążanie się w smutku, ale na zgodę jego obecność.

6. Defensywny pesymizm[1]

Metoda znacznie mniej kontrowersyjna niż może się początkowo wydawać. Jej zwolennicy namawiają do „ostrożnego optymizmu”, do nastawienia się na jak najbardziej realistyczne rozwiązania. Być może ciąża pojawi się za dwa tygodnie, ale jest bardziej prawdopodobne, że zajmie to kilka miesięcy. Namawiają również do ograniczenia oczekiwań. Natomiast dla osób z natury nadmiernie optymistycznych, metoda ta może urealnić sytuację.

W gruncie rzeczy nie ma jednego i pewnego sposobu na przetrwanie tych dwóch tygodni. Dramat polega na tym, że często te dwa tygodnie zdarzają się wiele razy w życiu kobiety, cyklicznie i nie wiadomo, kiedy ta sytuacja się zmieni. Tym ważniejsze jest więc dobre radzenie sobie i pozostanie otwartym na te formy wsparcia, które są dostępne.

[1] https://www.cda.pl/video/14928300

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

tęczowe dziecko

Wiele lat temu w pewnej rodzinie urodziło się dziecko. Dziewczynka, zdrowa, w terminie. Rodzina była spora, ale dość typowa jak na tamte czasy – trzech chłopców i dwie dziewczynki. Rosła w poczuciu bycia uwielbianą przez ojca, kochaną przez starsze rodzeństwo i nieustannie pilnowaną przez matkę. Kiedy była dzieckiem, matka nigdy nie spuszczała z niej oka, karmiła ją długą piersią, z opowieści dziewczynka wiedziała, że w niemowlęctwie często była dodatkowo monitorowana przez maszynę mierzącą oddech.

Jej matka mówiła, że dziewczynka nigdy nie płakała. Nie miała powodu. Jej wszystkie zachcianki i pragnienia były spełniane w mgnieniu oka, ale też w miarę możliwości rodziców w tamtych niełatwych ekonomicznie czasach. Była więc postrzegana przez rodzinę jako bardzo grzeczne i spokojne niemowlę, które wyrosło na zadowolone z życia dziecko.

Dziewczynka zawsze wiedziała, że miała starszego brata, który zmarł jako niemowlę. Znała jego imię, często się o nim mówiło w domu, wiedziała, kiedy przypadały jego urodziny. Usłyszała też kilka razy, że „gdyby jej brat nie zmarł, jej by nie było”. Nie zostało to jednak nigdy powiedziane bezpośrednio do niej, usłyszała rozmowy rodziców i starszych braci. Kiedy dzieci w szkole opowiadały o swoich rodzinach, ona również mówiła o swoich rodzicach i rodzeństwie. Także tym, które zmarło przed jej narodzinami, informując jednocześnie mocno zaskoczonych kolegów, że ona „urodziła się dlatego, że zmarł jej brat”.

Śmierć, odchodzenie, strata…

Temat śmierci zawsze był obecny w jej życiu, podobnie jak poczucie winy. Im była starsza, tym bardziej jasne było dla niej, jak wielkie poczucie winy miała jej matka, kobieta gorliwie wierząca, przekonana, że śmierć dziecka była karą za stosowanie antykoncepcji. Kiedy dziewczynka trochę podrosła policzyła, że jej rodzice byli bardzo młodzi, kiedy zmarł ich syn. Ona natomiast urodziła się dlatego, że jego zabrakło w dramatycznych okolicznościach. Rosła więc w przekonaniu, że powinna zrobić w swoim życiu coś nietuzinkowego, zostać kimś wyjątkowym.

Były wiec fantazje o misjach, medycynie uprawianej gdzieś w ubogich rejonach świata, było pragnienie możliwie najlepszych ocen, które przyniosłyby rodzicom dumę z niej. Ale to często się nie udawało. Nie była wybitnie uzdolniona, ciężka praca też nie zawsze przynosiła zamierzone efekty. Rosło więc poczucie winy i wstydu. Z czasem pojawiła się depresja, poczucie bycia niewiele wartą, zajmującą nie swoje miejsce. Ilekroć jednak myślała o tym, dlaczego tak się czuje, nie znajdowała żadnego uzasadnienia. Przecież nikt nigdy nie powiedział nic wprost, rodzice byli bliscy i wspierający. Dopiero w terapii, a i to nie od razu, zaczęła łączyć fakty. To, co było częścią jej życia, co nie było żadną tajemnicą, miało jednak na nią wpływ. Czy była to sama śmierć dziecka, czy bardziej trauma młodych rodziców, którzy nie mieli szans przepracować żałoby? Można się zastanawiać.

Tęczowe dzieci

W tamtych czasach nieznane było pojęcie „tęczowych dzieci”.  Jednym ze sposobów radzenia sobie ze stratą była właśnie kolejna ciąża. O „tęczowych dzieciach” mówi się od niedawna, choć sama sytuacja jest znana od zawsze. „Rainbow baby” to dziecko, które rodzi się krótko po śmierci innego dziecka: w niemowlęctwie, poronieniu lub po narodzinach martwego dziecka. Nazwa „tęczowa” wiąże się z tęczą, która przychodzi po burzy. Sugeruje więc szczęśliwe zakończenie po bardzo trudnym, dramatycznym nawet ciągu wydarzeń.

Zakończenie, choć wyczekiwane i radosne, nie jest łatwe do osiągnięcia. Ciąża po stracie może pojawić się szybko i bez większego wysiłku, ale emocje, które jej towarzyszą, to już zupełnie inna historia. Wiele kobiet, które jej doświadczyły mówi wręcz, że normalna ciąża po stracie nie jest możliwa. Trudno się cieszyć i być podekscytowanym, kiedy skupia się na każdym, najdrobniejszym objawie. Kobietom w ciąży po stracie towarzyszy nie tylko lęk, ale również poczucie winy, wynikające z tego, że znowu są w ciąży, że „zapomniały” o tamtym dziecku, że po prostu próbują żyć dalej i być szczęśliwe. Czasami ma to również bardzo praktyczny wymiar; mają rzeczy przygotowane lub nawet używane przez dziecko, którego już nie ma. Czy mają więc prawo z nich korzystać? Czy trzeba wszystko wymienić, a jeśli tak, to czy nie potwierdza to tezy, że utracone dziecko zostało zbyt szybko zapomniane? Pytań i wątpliwości może być wiele.

Również otoczenie może uznać, że kolejna ciąża rozwiązuje problem. Inni z kolei uznają, że pojawia się dziecko- zastępstwo, że za szybko, że nie ten moment. A w rodzicach może to z kolei uruchamiać nieświadome lęki i wątpliwości.

Przeżyć i kochać

Rodzicielstwo po stracie może wydawać sprawą oczywistą, być może nawet dla niektórych rodziców problem jest sztuczny. Przecież każde dziecko traktowane jest w wyjątkowy, niepowtarzalny sposób. Również te, którą rodzą po stracie. Jednak siła i jakoś emocji doświadczanych podczas śmierci dziecka lub straty ciąży jest niebanalna, a żałoba konieczna. I w żałobie właśnie leży zasadnicze źródło zdrowienia. Nieprzeżyta żałoba, zaprzeczone cierpienie związane ze stratą rzeczywiście może doprowadzić donie zamierzonego przecież obciążania kolejnego dziecka własnymi emocjami.

Również wielu dorosłych nie jest świadomych tego, że pojawiło się „w zastępstwie” za kogoś. Czują, że żyją w czymś cieniu, bywają porównywani do zmarłego dziecko, słyszą że urodzili się, ponieważ inne zmarło. Albo też starają się nie zawieść za wszelką cenę, być idealni, wszystko robić perfekcyjnie.

Narodziny to powód do radości i celebracji, ale czasami przebiegają w cieniu tragedii. Wtedy trzeba dokonać niezwykle trudnej sztuki pogodzenia uczuć związanych ze stratą i z początkiem. Znaleźć sposób na pamiętanie, które nie obciąża.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami