Przejdź do treści

Prawidłowy transfer zarodków zwiększa szanse na skuteczne in vitro

104.jpg

Lekarze z Kliniki Leczenia Niepłodności „Bocian” w Białymstoku we współpracy z Polską Akademią Nauk dowiedli, że transfer zapłodnionych zarodków do macicy ma istotny wpływ na powodzenie zabiegu in vitro. Udoskonalenie tego procesu może zwiększyć jego skuteczność nawet o 15%.

Transfer zarodków (ET – embryo transfer) stanowi integralny i kulminacyjny element leczenia metodami zapłodnienia pozaustrojowego. Jego głównym celem jest bezpieczne umieszczenie zarodków w jamie macicy. Pomimo tego, że uzyskiwane w laboratoriach wskaźniki zapłodnień są dość wysokie, to liczba uzyskanych ciąż klinicznych jest wciąż niezadowalająca – w Polsce średnia skuteczność zabiegu in vitro wynosi 35%. Polscy naukowcy postanowili zbadać, czy transfer zarodków ma wpływ na powodzenie tego procesu. „W wyniku przeprowadzonych badań jesteśmy w stanie stwierdzić, że udoskonalenie metod transferu zarodków może zwiększyć liczbę ciąż klinicznych nawet o 15 %. Zaobserwowaliśmy, że na ich uzyskanie wpływają takie czynniki jak czas procedury, materiał z którego wykonany jest cewnik, a nawet tempo wstrzykiwania zarodków”uważa dr Grzegorz Mrugacz z Kliniki Leczenia Niepłodności w Białymstoku.

Zaleca się, aby transfer zarodków do jamy macicy był wykonywany delikatnie i wolno. Z obserwacji wynika bowiem, że wolne wstrzyknięcie zwiększa szanse zarodków na znalezienie się w dnie macicy oraz w mniejszy sposób oddziałuje na ich potencjał rozwojowy. Transfer zarodków można porównać do zjeżdżania w zjeżdżalni wodnej. Każdy, kto korzystał z tej formy rozrywki doskonale wie, że można poobijać się o ściany, a lądowanie w basenie nie zawsze związane jest z przyjemnością. To samo może dotyczyć przemieszczanych w kateterze zarodków, dlatego bardzo istotne jest z jakiego materiału zbudowany jest cewnik transferowy, jaki ma kształt i jaka jest technika przeprowadzania transferu.

Na ostateczny wynik zapłodnienia pozaustrojowego istotny wpływ ma stopień trudności wykonania transferu: łatwy lub trudny. Pojęcie transferu trudnego jest dość subiektywne, niemniej wiąże się z dyskomfortem pacjentki, użyciem dodatkowych narzędzi, czy wydłużeniem czasu procedury. Z obserwacji klinicznych wynika, że prawdopodobieństwo uzyskania ciąży jest znacząco większe w przypadku procedury przebiegającej bez komplikacji. W badaniu obejmującym 4807 transferów wykazano, że wskaźnik ciąż był aż  1,7 razy wyższy w grupie transferów łatwych niż trudnych.

Doskonały transfer zarodków to kwestia przynajmniej jeszcze kilku lat. Związana będzie rozwojem badań w tym kierunku oraz z innowacjami wprowadzanymi przez dostawców sprzętu medycznego.

W Klinice „Bocian” już stosuje się niektóre z odkryć. Lekarze przy transferowaniu zarodków zwracają szczególną uwagę na delikatność i dokładność, co pozwala zwiększyć skuteczność wykonywanych zabiegów, która w placówce wynosi aż 45%.

 

Źródło: Klinika Leczenia Niepłodności „Bocian” w Białymstoku.

Joanna Rawik

Sprawdź czy dieta owocowo-warzywna dr Ewy Dąbrowskiej lekarstwem na niepłodność

dieta dr Ewy Dąbrowskiej

Twoje życie jest takie, jakie są twoje myśli. Prawda? Podobnie rzecz ma się z jedzeniem. Nie można zaprzeczyć, że ogólna kondycja naszego organizmu jest związana z codzienną dietą. A jeśli nie ma w niej wartości odżywczych, za to kochamy tłuszcze i cukier, sami się zatruwamy. Jednak jedzenie możemy też nam pomóc, nawet w niepłodności. Sprawdź jak może Ci pomóc dieta dr Ewy Dąbrowskiej.

Nie przypadkiem problem niepłodności dotyka pary głównie z krajów rozwiniętych. Poza spożywaniem – zwykle w biegu – wysoko przetworzonych pokarmów, jesteśmy stale przemęczeni i zestresowani. Może pora się zatrzymać i zacząć od zmiany przyzwyczajeń żywieniowych?

Zła dieta a niepłodność

Czy wiesz, że nadmiar cukru rafinowanego w diecie może wywoływać problemy z płodnością? Jak zauważa dr Ewa Dąbrowska dieta bogato cukrowa powoduje występowanie drożdżycy Candida albicans. Pod jej wpływem z kolei może dojść do „przeciekających jelit”, czyli nieszczelności nabłonków jelitowych i przedostawania się do krwi antygenów, którymi są niestrawione cząsteczki białek pokarmowych (nietolerancje pokarmowe), a ponieważ takie białka są rozpoznawane jako obce, łączą się z przeciwciałami do postaci kompleksów immunologicznych, które są dla organizmu toksyną. Te kompleksy mogą zaburzać główne systemy regulacyjne: układ hormonalny, immunologiczny i nerwowy. Ponadto pod wpływem nadmiernego spożycia cukru dochodzi do wzrostu insuliny, która wywołuje otyłość, zwłaszcza trzewną; w takim przypadku tłuszcz trzewny staje się producentem szeregu hormonów i przekaźników zwanych adipokinami, które mają związek nie tylko z cukrzycą i opornością na insulinę, ale również z powstawaniem zaburzeń hormonalnych wywołujących m.in. zespół policystycznych jajników, torbiele jajników i wiele innych schorzeń.

Toksyny Candida mogą wywoływać szereg zaburzeń hormonalnych a w konsekwencji niepłodność i poronienia:
  • – niedobór progesteronu, który zaburza równowagę z estrogenami
  • – niedobór hormonów tarczycy
  • – nadmiar prolaktyny
„Podstawowym paliwem dla mózgu jest glukoza, a jej zapasy w organizmie są niewielkie. Występuje głównie jako glikogen w wątrobie i wystarcza zaledwie na jeden dzień głodówki. Ponieważ glukoza jest niezbędna dla mózgu, dlatego też w czasie diety dochodzi do zamiany na glukozę wszelkich złogów białkowych tj. uszkodzonych, zwyrodniałych lub martwych komórek, tkanek, zakrzepów, guzów, ropni, blizn itp. Ten rodzaj przemian nazywa się „odżywianiem wewnętrznym”.

 

A teraz zasady

Dieta może potrwać od kilku dni do 6 tygodni w zależności od wskazań lekarza. Oparta jest na warzywach niskoskrobiowych:

  • korzeniowych (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew),
  • kapustnych (kapusta, kalafior, brokuł),
  • cebulowatych (cebula, por, czosnek),
  • dyniowatych (dynia, kabaczek, ogórki), psiankowate (pomidor, papryka), liściaste (sałata, natka pietruszki, zioła).

Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód.

Szczególnie cenne są soki z zielonych pędów roślin (natka pietruszki, seler naciowy, botwina, mniszek, pokrzywa, szczaw, szpinak, brokuł, kapusta, sałata, kiełki lucerny, trawa z pszenicy). Posiadają chlorofil, którego budowa chemiczna jest podobna do hemoglobiny, mają aktywne enzymy, które oczyszczają, odtruwają, odnawiają krew, ułatwiają trawienie, alkalizują, dostarczają tlenu, energii, witamin i minerałów w najlepiej przyswajalnej postaci.

Warzywa i owoce można jeść na surowo, w postaci surówek, zup warzywnych przyprawianych ziołami, warzyw duszonych, pieczonych.

Pijemy wodę, soki warzywne i owocowe, herbaty owocowe lub ziołowe, kompoty bez cukru, wywary z warzyw.

W czasie kuracji nie spożywamy żadnych innych pokarmów. Nie pijemy kawy, mocnej herbaty, alkoholu i oczywiście nie palimy papierosów.

Na początku kuracji, w miarę odtruwania organizmu, mogą pojawiać się krótkotrwałe „kryzysy ozdrowieńcze” np. osłabienie, bóle głowy, nudności, wymioty, biegunka, stany podgorączkowe. To wyraz uwolnienia toksyn z tkanek i przeniknięcia ich do krwi.

Na zakończenie słów kilka o profilaktyce. Dietę dr Dąbrowskiej warto zastosować także zanim rozpoczniecie starania o dziecko, by oczyścić organizm z toksyn i stworzyć doskonałe środowisko dla rozwoju maluszka.

Na podstawie artykułu dr Ewy Dąbrowskiej – „Nowa koncepcja leczenia bezpłodności dietą warzywno-owocową.” oraz strony www.ewadabrowska.pl

od redakcji: zwracamy uwagę na tytuł publikacji dr Dąbrowskiej. Bezpłodność jest stanem trwałym i nieuleczalnym. Pani doktor miała zapewne na myśli leczenie niepłodności.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Najlepsze przyjaciółki i zsynchronizowana miesiączka – czyżby to był mit?!

zsynchronizowana miesiączka

Zapewne spotkaliście się z przekonaniem, że cykl kobiet, które są sobie bliskie lub mieszkają ze sobą, potrafi się zsynchronizować. Część dziewczyn szczerze zarzeka się, że tak właśnie jest! Najnowsze badania obalają jednak ten mit. Okazuje się to być naprawdę mało prawdopodobne.

Sprawdźmy!

Badania przeprowadzała dr Alexandra Alvergne z University of Oxford. Opierała się między innymi na aplikacji Clue, która pomagała kobietom śledzić cykl menstruacyjny. Dodatkowo, zadała uczestniczkom badania pytania dotyczące ich stylu życia. Wzięło w nich udział 1500 kobiet. O co pytano? Czy uważają, że ich cykl jest zsynchronizowany z cyklem innej kobiety. Zapytano także o relacje z tą osobą – czy jest to siostra, matka, przyjaciółka, partnerka, współlokatorka – oraz czy razem mieszkają. Znaczącą była też informacja o tym, czy stosują hormonalną antykoncepcję.

Analizie poddano trzy kolejne cykle w 360-ciu parach kobiet, które były ze sobą blisko. Okazało się, że aż w 273 parach cykl podczas trwania badania stawał się coraz mniej spójny. Spośród badanych tylko 79 doświadczyło zminimalizowania różnić w datach rozpoczęcia cyklu.

Skąd zatem pojawiło się takie przekonanie? W latach 70-tych przedstawiono badanie, które pokazało, że miesiączki amerykańskich kobiet rozpoczynających wspólne mieszkanie podczas studiów, synchronizują się. Istnieje także teoria, że jednoczesny cykl kobiet żyjących w danej grupie ma być sposobem na „kontrolę” mężczyzn. Miałoby to utrudniać mężczyźnie seksualny dostęp do wielu partnerek w tym samym czasie.

Jeden z ekspertów, dr Alvergne, wyjaśniał: „Jako ludzie, nieustannie lubimy ekscytujące historie. To, co obserwujemy, chcemy wyjaśnić w sposób, który ma sens. Pomysł, że coś jest kwestią przypadku, nie jest po prostu aż tak interesujący” – czytamy w „IFL Science!”.

Pewnie, że wszelkiego rodzaju „teorie spiskowe” są fascynujące. Jeśli jeszcze pomagają nam spełniać potrzebę bliskości – jesteśmy niczym jeden organizm! – tym bardziej chcemy w nie wierzyć. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że wpływ na cykl ma szalenie wiele czynników. Bliska relacja z przyjaciółką, czy też siostrą, niekoniecznie musi być jednym z nich.

Zobacz koniecznie:

Kobiecy cykl w 2 minuty – ten FILMIK wyjaśnia więcej, niż tysiąc słów!

Źródło: „IFL Science!”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Perfekcyjna mama i zmagania z depresją poporodową – te zdjęcia wiele mówią!

Foto: Kathy DiVincenzo Facebook
Foto: Kathy DiVincenzo Facebook

Perfekcyjne macierzyństwo nie istnieje – oto kobieta, która w odważny sposób stara się o tym przypomnieć światu. Matka cierpiąca na depresję poporodową, obok idealnych zdjęć publikuje też te, które pokazują jej codzienne zmagania z chorobą.

Dwie strony życia

Kathy DiVincenzo, pochodząca z Cleveland w Ohio, stworzyła serię zdjęć, które zrobione były przez jej przyjaciółkę Danielle. Na jednej z fotografii Kathy jest ślicznie ubrana i podczas zabawy z dwójką swoich dzieci, Gianną i Dominic’iem, uśmiecha się od ucha do ucha. Inne zdjęcie przedstawia zaś stres i problemy, z którymi mierzy się młoda matka podczas wychowywani dzieci. Co więcej, matka cierpiąca na depresję poporodową. Kathy wyjaśnia, że pomimo dramatycznych różnic obie te fotografie są jak najbardziej prawdziwe. Obie przestawiają jej codzienność, a na żadnej nie mija się z prawdą – po prostu nic nie jest tylko czarne, albo białe. Kobieta postanowiła podzielić się zdjęciami, by uhonorować miesiąc poświęcony właśnie depresji poporodowej.

Kathy jest matką dwójki maluchów i śmiało prezentuje dwa skrajne obrazy swojego macierzyństwa. Chce tym samym pokazać, jakie są realia życia z zaburzeniami nastroju, z którymi musi się na co dzień zmagać. W zdjęciach liczy się każdy niemal szczegół. Na jednym z nich młoda matka ma opadające ramiączko od ciążowego biustonosza i niechlujnie spięte włosy. Stara się w tym wszystkim znaleźć balans pomiędzy równoczesnym poświęcaniem czasu i uwagi córeczce oraz małemu synkowi.

„Pracuję dwa razy ciężej, by ukryć przez wami realia, ponieważ boję się, że poczujecie się niekomfortowo. (…) Boję się, że pomyślicie, iż jestem słaba, szalona, jestem koszmarną matką, albo milion innych określeń, do których przekonuje mnie mój umysł i wiem, że nie jestem w tych myślach sama” – słowa Kathy cytuje „Daily Mail”.

Zaopiekujmy się psychiką

Szalenie ważne jest głośne mówienie o depresji poporodowej, bowiem niektóre badania wskazuję, iż dotyka ona nawet jedną na siedem matek. Należy przestać ją stygmatyzować, podobnie jak i inne problemy psychiczne, co również jest przesłaniem Kathy. Rodzicielstwo to trudny orzech do zgryzienia, a zostanie rodzicem zawsze wiąże się z ogromnymi zmianami w życiu. Jeśli, jako społeczeństwo, będziemy uważni na troski młodych rodziców i ich zdrowie psychiczne, jest większa szansa, że wielu z nich odważy się prosić o wsparcie. „Być może, jeśli młode matki uwierzą, że można być wystarczającą, a nie idealną matką, szukanie pomocy stanie się łatwiejsze” pisała już w naszym portalu o depresji poporodowej psychoterapeutka Katarzyna Mirecka. Warto przy tym pamiętać, że szczęśliwy rodzic z większym prawdopodobieństwem będzie mógł dać szczęście nie tylko sobie, ale i swojemu dziecku.

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Kathy DiVincenzo Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Przeżyła 16 poronień, dziś jest mamą – prawdziwie szczęśliwe zakończenie!

Foto: Screen "Daily Mail” Facebook / pexels.com
Foto: Screen "Daily Mail” Facebook / pexels.com

Ogromny ból straty, jaki pojawia się po poronieniu, jest dla wielu kobiet nie do zniesienia. Ona musiała sobie z tym radzić aż 16 razy! 26-letnia Kayleigh Wood po niemal dziesięciu latach starań została matką. Jej historia daje siłę i nadzieję!

Łzy i strata

Kayleigh Wood po piętnastym poronieniu myślała, że nigdy nie uda jej się zostać matką. Po wielu nieudanych wyprawach do lekarzy straciła już niemal całą nadzieję. W końcu jednak jeden ze specjalistów znalazł przyczynę jej nieszczęścia – nadmierne blizny w brzuchu. Przeszła operację ich usunięcia, po czym zaszła w jeszcze jedną niedonoszoną ciążę. Kolejna okazała się być już jednak jej synkiem Reggie’m. Urodził się w październiku i jak podkreśla szczęśliwa mama, wszystkie przeżycia były warte doczekania się tego malca.

Cały czas płakałam z powodu wszystkich straconych przeze mnie dzieci. Kiedy jednak wzięłam Reggie’go w ramiona, było to najbardziej niesamowite uczucie – pomogło mi poradzić sobie ze wszystkimi wcześniejszymi stratami” – słowa Kayleigh Wood cytuje „Daily Mail”.

Kobieta jest mamą na pełen etat. Po raz pierwszy zaszła w ciążę ze swoim partnerem w wieku 16 lat. „Byłam w szoku, gdy zaszłam w ciążę, ale doświadczenie poronienia po kilku tygodniach mnie zdewastowało. Nie pomyślałam wtedy, że tyle razy będę jeszcze zachodzić w ciążę i ją tracić” – opowiada.

Szczęśliwe zakończenie

Kobieta walczyła o dziecko, ale nikt nie umiał pomóc jej w znalezieniu przyczyny. Wszystkie ciąże traciła zaś jeszcze przed ósmym tygodniem. W końcu trafiła do szpitala, w którym odkryto jej blizny. Dalej nie wiedziano, czy to właśnie one są konkretnym powodem poronień, ale usunięto je. Wood przeżyła jeszcze jedno poronienie, by finalnie w lutym 2016 roku zajść w ciążę dającą jej upragnionego malucha. Siłą rzeczy ciąża była dla niej trudnym doświadczeniem – pełnym lęku i obaw. Jak sama mówi, nie wierzyła, że zakończy się sukcesem: „Byłam przerażona, że po tych wszystkich przeżyciach, koniec końców stracę i jego. Martwiłam się każdego kolejnego dnia ciąży”.

Jest to kolejna historia ze szczęśliwym zakończeniem, która pokazuje, że warto walczyć. Nigdy nie wiemy, co czeka nas za rogiem! Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o doświadczeniach Lauren i Garyta. Starali się o dziecko przez niemal trzy lata, przeszli przez liczne procedury, co upamiętnili zdjęciem śpioszków w otoczeniu 452 strzykawek zużytych w czasie walki z niepłodnością. W ich wypadku też było warto – zostaną rodzicami bliźniaków!

Źródło: „Daily Mail”

DARMOWY dodatek „PORONIENIE” na e.chbr.pl . Zaloguj się a w publikacjach z 2016 roku znajdziesz gratisową publikację

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.