Przejdź do treści

Starasz się o dziecko? Poznaj prawa, które przysługują kobietom w ciąży!

Kobieta caluje niemowlę
fot. Pixabay

Korzystanie ze świadczeń zdrowotnych poza kolejnością i bez ubezpieczenia, opieka laktacyjna oraz bezpłatne wsparcie prawne – to tylko niektóre z katalogu świadczeń, które przysługują kobietom w ciąży. Co jeszcze znalazło się na tej liście?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Możesz korzystać ze świadczeń bez ubezpieczenia

W czasie ciąży, porodu i przez pierwsze sześć tygodni połogu nie trzeba być ubezpieczonym, by móc korzystać ze świadczeń w ośrodkach medycznych finansowanych z budżetu państwa. Aby odbyć wizytę u lekarza danej specjalizacji lub skorzystać z opieki szpitalnej, wystarczy okazać:

  • zaświadczenie o ciąży wystawione przez ginekologa lub lekarza pierwszego kontaktu,
  • skierowanie (jeśli jest niezbędne),
  • dokument tożsamości.

Nie musisz czekać w kolejce do specjalisty

Gdy jesteś w ciąży, nie musisz obawiać się wielomiesięcznego czekania na wizytę u endokrynologa, kardiologa i  stomatologa. Zgodnie z przepisami, które obowiązują od 2017 r., do lekarzy tych powinnaś zostać przyjęta tego samego dnia lub najpóźniej w ciągu 7 dni roboczych. Aby skorzystać z tej możliwości, potrzebujesz jedynie zaświadczenia o ciąży (wraz z informacją, który to tydzień) wystawionego przez ginekologa. Odmowę wyznaczenia krótkiego terminu wizyty można zaskarżyć do regionalnego oddziału NFZ.

Masz prawo do bezpłatnych porad prawnych

Zgodnie z ustawą o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin „Za życiem”, która weszła w życie 1 stycznia 2017 r. , kobiety w ciąży mają prawo uzyskać nieodpłatne wsparcie prawne w zakresie praw rodzicielskich i uprawnień pracowniczych.

Adresy ośrodków, które udzielają takiej pomocy, dostępne są na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.

Możesz (i powinnaś!) robić przerwy w pracy

Jak wynika z aktualnego wykazu prac uciążliwych, niebezpiecznych lub szkodliwych dla zdrowia kobiet w ciąży i kobiet karmiących dziecko piersią, kobiety te nie mogą pracować w pozycji siedzącej dłużej niż 50 minut w każdej godzinie pracy. W przypadku 8-godzinnego dnia pracy konieczne jest więc zapewnienie ciężarnej ośmiu 10-minutowych przerw, które wliczają się do czasu pracy. Jeśli na stanowisku pracy, na którym pracuje kobieta w ciąży, używane są monitory ekranowe, czas pracy nie może przekraczać 8 godzin.

Możesz skorzystać ze wsparcia psychologicznego

W sytuacji niepowodzenia położniczego (gdy dojdzie do poronienia lub martwego urodzenia) bądź gdy dziecko przyjdzie na świat bardzo wcześnie lub/i z wagą urodzeniową poniżej 1500 g, kobiecie przysługuje wsparcie psychologiczne.

Ponadto jeśli młoda mama doświadcza depresji porodowej, może bez skierowania zgłosić się do poradni psychiatrycznej, która ma podpisaną umowę z NFZ. Zgodnie z przepisami, powinna zostać przyjęta  bez kolejki – w ciągu maksymalnie 7 dni roboczych od zapisu.

Przeczytaj też: Liczba ciężarnych, u których wykrywa się raka, będzie rosnąć

Możesz ubiegać się o opiekę laktacyjną

Karmienie piersią w początkowym okresie opieki nad noworodkiem nie zawsze jest łatwe. Gdy doświadczysz trudności, możesz poprosić personel medyczny o odpowiednią pomoc. Położna lub doradczyni laktacyjna powinny udzielić ci porad w zakresie prawidłowej laktacji oraz sposobów na przystawienie noworodka do piersi.

Masz prawo stworzyć swój plan porodu

Plan porodu to dokument, w którym wspólnie z medykiem prowadzącym ciążę – lekarzem lub położną – określasz swoje oczekiwania dotyczące porodu. Odnoszą się one do etapów porodu i aspektów opieki okołoporodowej – takich, jak metody łagodzenia bólu czy nacięcie krocza. Punkty planu są, oczywiście, weryfikowane przez okoliczności, które pojawiają się podczas porodu. Dokument ten jest jednak niezwykle ważny, by poród był wydarzeniem jak najmniej uciążliwym. Plan porodu powinien zostać włączony do dokumentacji medycznej. Wzory takiego dokumentu można znaleźć na stronach szpitali.

Masz prawo do intymności w czasie porodu

Zgodnie z treścią art. 22 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, ciężarna ma prawo wymagać, by w sali porodowej był obecny tylko personel medyczny, który jest niezbędny do odbioru porodu. Jeśli lekarzom mieliby w tym czasie towarzyszyć studenci, konieczne jest uzyskanie zgody rodzącej. Wyjątkiem od tej reguły są szpitale kliniczne, których zapis ten nie obowiązuje.

Twój partner lub doula mogą wesprzeć cię podczas porodu

Kobieta ma prawo zażądać, by podczas porodu oraz w gabinecie lekarskim towarzyszył jej ktoś bliski: małżonek, osoba pozostająca we wspólnym pożyciu, krewny lub powinowaty do drugiego stopnia w linii prostej, przedstawiciel ustawowy lub dowolna osoba wskazana przez ciebie (np. doula).

Personel medyczny może jednak nie zgodzić się na obecność osoby bliskiej, gdy zachodzi obawa o bezpieczeństwo zdrowotne pacjentki. Odmowę taką należy zanotować w dokumentacji medycznej.

Twoją ciążę może poprowadzić położna

Jeśli ciąża przebiega prawidłowo, masz prawo poprosić, by poprowadziła ją położna o odpowiednich kwalifikacjach. Taką możliwość zapewniają regulacje prawne, które weszły w życie przed rokiem.

Prowadzenie ciąży przez położną wygląda tak samo, jak wtedy, gdy opiekuje się tobą ginekolog. Z wykwalifikowaną położną można konsultować kolejne etapy ciąży, rozwój płodu, analizować wyniki badań i zasięgać porady na temat łagodzenia dolegliwości ciążowych. Wspólnie z nią przygotujesz także plan porodu.

Jeśli jednak pojawią się komplikacje, prowadzenie ciąży przejmie ginekolog.

Źródło: zdrowie.pap.pl

Polecamy również: Planujesz zajść w ciążę? Zadbaj o dziąsła!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Niepłodność męska: temat tabu. Mężczyźni nie dopuszczają myśli o zaburzeniach płodności

Smutny mężczyzna spogląda w dół /Ilustracja do tekstu: Niepłodność męska - temat tabu
Fot.: Travis Jones /Unsplash.com

Kobieto, ja jestem facetem, nie mogę być niepłodny. Przebadaj się sama!” – takie słowa nieraz słyszał w zaciszu swojego gabinetu dr n. med. Jan Domitrz, specjalista położnictwa, ginekologii i endokrynologii z Centrum Medycznego Artemida. Z jego doświadczeń wynika, że choć mamy XXI wiek, to wielu mężczyzn do tematu niepłodności podchodzi ze wstydem i dystansem. Zdecydowana większość nie dopuszcza do siebie myśli, że to u nich może występować problem z płodnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ponad 20 procent par w Polsce i na świecie boryka się dziś z niepłodnością. U blisko połowy z nich problem leży po stronie mężczyzn. Mimo tych alarmujących statystyk wielu panów nie decyduje się na diagnostykę i leczenie.

– Niepłodność męska jest takim schorzeniem, które nie boli […]. A wiadomo, że mężczyźni z porad lekarzy korzystają tylko wtedy, kiedy wiją się z bólu. Bardzo trudno jest im zaakceptować fakt, że to oni, a nie ich partnerki, odpowiadają za brak potomstwa – mówi specjalista z Centrum Medycznego Artemida.

Niepłodność męska nie jest częstsza niż dawniej?

Dr Jan Domitrz uważa, że choć liczba diagnozowanych przypadków niepłodności męskiej jest bardzo duża, problem ten nie występuje częściej niż kiedyś. Zmieniły się jednak jego przyczyny.

– Przekłamaniem jest stwierdzenie, że problem niepłodności w dzisiejszych czasach narasta. Od wieków utrzymuje się on na tym samym poziomie i dotyczy około 20 procent populacji. Kiedyś był to temat zakazany i bardzo wstydliwy, nie było tak rozwiniętych metod leczenia jak dziś. Jednak jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że istnieje on od czasów starożytnych. Na pewno jego podłoża się zmieniały, ale procentowy poziom pozostaje ten sam – mówi dr Jan Domitrz.

Specjalista dodaje, że dawniej powodem braku potomstwa bywały zaniedbania w zakresie higieny osobistej, a co za tym idzie – choroby przenoszone drogą płciową. Dziś w dużej mierze wynika to z czynników cywilizacyjnych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Niepłodność męska a plastik i estrogeny

Toksyny środowiskowe i substancje naśladujące działanie hormonów otaczają nas dziś z każdej strony. Dr Jan Domitrz zauważa, że wpływa na to ma też… stosowanie środków antykoncepcyjnych. Wraz z moczem kobiety wydalają bowiem estrogeny, które trafiają do gleby, by ze zbożami i mięsem znowu trafić do organizmu – wyjaśnia ekspert.

Tymczasem to właśnie estrogeny są jednym podstawowych czynników zaburzających męską płodność. Ryzyko stwarzają także fitoestrogeny znajdujące się w roślinach, takich jak soja. Kolejne ryzyko dla męskiej płodności stwarzają związki chemiczne stosowane w procesach produkcyjnych kosmetyków czy tworzyw sztucznych.

– Weźmy na przykład popularne butelki typu PET czy plastik w komórkach i samochodach. Te produkty zawierają tzw. plastyfikatory, które sprawiają, że tworzywo staje się miękkie. Te wszystkie związki zaburzają funkcje hormonalne, wszak plastik jest obecny w każdej sferze życia – mówi specjalista z Artemidy.

Dodaje, że – zgodnie z przepisami Unii Europejskiej – każdego roku wyznaczane są związki i substancje chemiczne, które muszą zostać wycofane z obrotu. To jednak nie zmienia sytuacji na lepsze.

– Rocznie eliminuje się dwie, może trzy tego typu substancje, podczas gdy w Chinach na rynek trafia ich około stu – zaznacza ekspert.

POLECAMY TAKŻE: Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności? Naukowcy biją na alarm

Otyłość i używki a męska płodność

Zaburzenia męskiej płodności wynikają też z tego, że coraz więcej panów boryka się z otyłością, a tkanka tłuszczowa zawiera w sobie bardzo duże ilości estrogenów. Badania dowiodły niejednokrotnie, że dla wspomożenia płodności warto przejść na dietę śródziemnomorską oraz włączyć do jadłospisu dużą ilość nieprzetworzonych warzyw i owoców.

CZYTAJ TEŻ: Dieta śródziemnomorska: sposób na długowieczność i większe szanse in vitro

Niezbędne jest też odstawienie używek.

– Bombami obniżającymi męską płodność są nikotyna i wszystkie substancje smoliste. Są kraje na świecie, w których palacze mają ograniczony lub wręcz zerowy dostęp do zabiegów in vitro – zauważa dr Jan Domitrz.

Negatywnie na męską płodność wpływa również alkohol spożywany zbyt często i w nadmiernych ilościach.

– Oczywiście cały czas obracamy się w świecie statystyk, ponieważ każdemu z nas w tym momencie nasuwa się myśl o środowiskach patologicznych, gdzie królują używki, a pary na brak potomstwa narzekać nie mogą – zauważa Jan Domitrz.

Lekarz podkreśla, że wyjście z nałogów nie daje gwarancji, że mężczyzna zostanie ojcem. Szanse te można jednak zwiększyć, stosując odpowiednią suplementację.

Źródło: inf. prasowa

POLECAMY TAKŻE: 10 produktów, które poprawią męską płodność na wiosnę

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Farmaceuci będą mogli udzielać porad medycznych? Wkrótce może być to możliwe

Dłoń wypisuje dzienny raport medyczny /Ilustracja do tekstu: Opieka farmaceutyczna w Polsce - wkrótce będzie możliwa?
Fot.: Rawpixel /Unsplash.com

W Polsce jest 15 tys. aptek, w których pracuje 26 tys. farmaceutów. Mają oni wysokie kwalifikacje, które niejednokrotnie pozwalałyby im włączać się w proces leczenia. Do tej pory system ochrony zdrowia nie dawał im jednak takiej możliwości. Wkrótce może się to jednak zmienić dzięki postępującej informatyzacji oraz pilotażowej opiece farmaceutycznej i koordynowanej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rolą farmaceutów w ramach opieki farmaceutycznej byłoby rzetelne przekazywanie informacji oraz doradzanie pacjentowi przed rozpoczęciem leczenia nowym preparatem. Zdaniem ekspertów, mogłoby to zwiększyć bezpieczeństwo stosowania leków oraz zmotywować chorego, by stosował się do planu leczenia.

Cały proces miałby się odbywać w atmosferze spokoju i dyskrecji. Farmaceuta brałby na siebie ciężar pierwszego kontaktu z pacjentem potrzebującym doraźnej interwencji lub prostego badania.

Opieka farmaceutyczna – jak to wygląda w Europie?

Dziś w Polsce brakuje przepisów, które pozwoliłyby farmaceutom traktować klientów aptek tak, jak pacjentów.

– Tymczasem opieka farmaceutyczna z sukcesem realizowana jest w wielu europejskich krajach. Najczęściej jest finansowana z pieniędzy pochodzących z budżetu ubezpieczenia zdrowotnego. Tak jest na przykład w Holandii, Niemczech i Wielkiej Brytanii – mówi Rafał Rudzki, starszy menedżer w Deloitte Polska.

Zakres usług oferowany w ramach opieki farmaceutycznej jest różny w każdym ze wspomnianych krajów – zależy bowiem od nakładów, jakie poszczególne państwa przeznaczają na to rozwiązanie. Według szacunków Deloitte najwięcej środków na opiekę farmaceutyczną z budżetu przeznacza Wielka Brytania: sięgają one 0,53 proc. PKB. Brytyjscy farmaceuci są uprawnieni nawet do wystawiania recept.

CZYTAJ TEŻ: Czy twój lekarz powołuje się na klauzulę sumienia? Teraz możesz to sprawdzić w aplikacji Medicover

Farmaceuta jak lekarz

Czy Polska jest gotowa na takie rozwiązanie? Badania wskazują, że tak – farmaceuta jest bowiem wskazywany jako jeden z zawodów cieszących się wysokim zaufaniem społecznym. Co więcej, z raportu „Jak wprowadzić w Polsce opiekę farmaceutyczną? Rola i wyzwania współczesnej apteki”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z USP Zdrowie, wynika, że wprowadzenie w Polsce opieki farmaceutycznej mogłoby przynieść nawet 4 mld zł oszczędności.

– Nieuniknione zmiany, trendy społeczne i cywilizacyjne obligują do tworzenia odpowiedzialnych rozwiązań systemowych, które będą realnie zaspokajać potrzeby pacjentów. Jak pokazują doświadczenia zachodnioeuropejskie, wprowadzenie opieki farmaceutycznej zdecydowanie poprawia efektywność leczenia, a w konsekwencji bezpieczeństwo i zdrowie pacjenta. Ponadto, jak dowodzi raport, może przynieść wymierne korzyści dla polskiego systemu ochrony zdrowia – mówi Robert Jurgawka, członek Zarządu USP Zdrowie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Opieka farmaceutyczna w Polsce: szansa w informatyzacji służby zdrowia

Zdaniem ekspertów Deloitte, reformę opieki zdrowotnej można zrealizować według jednego z trzech scenariuszy. Pierwszy z nich zakłada wprowadzenie programu profilaktycznego, który nie wymagałby istotnych zmian legislacyjnych. Gdyby miał objąć całą populację, jego roczny koszt wynosiłby około 3,5 mld zł w 2020 r., ale zyski zdrowotne zredukowałyby wydatki NFZ o 3,85 mld zł (4 proc. budżetu NFZ). Patrząc długofalowo, rozwiązanie to mogłoby być samofinansujące się, dlatego wydaje się najbardziej korzystne.

W drugim scenariuszu można wprowadzić – na podobieństwo świadczeń POZ – usługę opieki farmaceutycznej jako element podstawowej opieki zdrowotnej. Podobnie jak w pierwszym przypadku, wiązałoby się to z 3,5 mld zł rocznych wydatków w 2020 r. i 3,85 mld zł oszczędności.

Trzeci model zakłada wprowadzenie w Polsce regulacji prawnych umożliwiających klientom aptek, by stali się pacjentami za niską opłatą ryczałtową. Zysk dla publicznego systemu ochrony zdrowia z prywatnego korzystania z opieki farmaceutycznej mógłby wynieść wówczas około 468 mln zł.

– Warunkiem sine qua non reformy wprowadzającej ogólnopolską opiekę farmaceutyczną jest istnienie systemu informatycznego łączącego lekarzy i farmaceutów. Bez tego udział aptekarzy w procesie leczenia będzie niemożliwy. Reforma opieki farmaceutycznej przygotuje Polskę na wyzwania przyszłości, także te związane ze starzeniem się społeczeństwa i ograniczonej dostępności usług medycznych. Pozwoli ponadto zachować w Narodowym Funduszu Zdrowia konkretne środki – podsumowuje Rafał Rudzki.

Współautor raportu Piotr Arak mówi z kolei, że w Polsce należy wykorzystać szansę, którą daje wprowadzenie e-recept.

– Elektroniczne recepty zastąpią papierowe, bo będą wygodne dla pacjenta, lekarza i farmaceuty. Dzięki powstaniu sieci wymiany informacji między przychodniami i aptekami wprowadzenie opieki farmaceutycznej około 2020 roku byłoby więc możliwe – mówi.

Źródło: Deloitte

POLECAMY RÓWNIEŻ: Z tymi kobiecymi nowotworami przegrywa blisko połowa chorych. Resort zdrowia nakłania do profilaktyki

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

Badania w kierunku niepłodności pierwotnej
Fotolia

Zielonogórzanie mają niezwykłą szansę na skorzystanie z bezpłatnej, specjalistycznej diagnostyki medycznej w kierunku niepłodności pierwotnej. Na badania można zgłaszać się do Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Kto i jak może z nich skorzystać? Przeczytaj!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bezpłatne badania w kierunku niepłodności pierwotnej

W ramach projektu, który stanowi kontynuację programu rozpoczętego w 2011 roku, mieszkańcy Zielonej Góry (zameldowani na pobyt stały lub czasowy) mogą nieodpłatnie zgłosić się na diagnostykę niepłodności pierwotnej. Świadczenia, z których skorzysta 60 osób, będą oferowane w Poradni Diagnostyki Niepłodności funkcjonującej przy Ginekologiczno-Położniczej Izbie Przyjęć Szpitala Uniwersyteckiego im. Karola Marcinkowskiego w Zielonej Górze.

Wśród specjalistów, którzy zajmują się realizacją programu, znaleźli się lekarze kilku specjalności: ginekolodzy, urolodzy i psycholodzy. Planowane są m.in.:

  • konsultacje medyczne dla par doświadczających trudności w poczęciu dziecka,
  • diagnostyka USG,
  • diagnostyka laboratoryjną i mikrobiologiczną.

Ponadto pacjenci mogą liczyć na laparoskopię, badania HSG, konsultacje urologiczno-andrologiczne, a także opiekę psychologiczną. Wszystkie świadczenia wykonywane są w ścisłej współpracy z ośrodkami leczenia niepłodności.

Poradnia Diagnostyki Niepłodności w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze działa w poniedziałki i piątki w godz. 11.00-13.00. Osoby zainteresowane udziałem w programie proszone są o wcześniejszą rejestrację pod nrem tel.: 68 329 64 30 lub 68 329 63 05 (w dniach działania poradni, w godz. 7.00-14.30).

POLECAMY RÓWNIEŻ: Diagnostyka niepłodności. O czym warto pamiętać? [WIDEO]

Mieszkańcy skorzystają też z diagnostyki w kierunku nowotworów i niedosłuchu

Mieszkańcy Zielonej Góry mogą również skorzystać z bezpłatnej diagnostyki w kierunku niedosłuchu (skierowanej do dzieci i młodzieży) oraz nowotworów głowy i szyi (dla osób w wieku 40-65 lat).

Więcej informacji można uzyskać, kontaktując się z personelem szpitala.

Źródło: zielonagoranews.pl, onet.pl

ZOBACZ TAKŻE: Badania kliniczne w leczeniu niepłodności. Szansa na poprawę skuteczności inseminacji

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Kobieta w ciąży z małymi bucikami na brzuchu /Ilustracja do tekstu: Arłukowicz pyta o efektu programu prokreacyjnego
fot. Pixabay

Ministerstwo Zdrowia odniosło się do pytania byłego ministra Bartosza Arłukowicza o efekty programu prokreacyjnego, który zastąpił wygaszony w 2016 r. rządowy program dofinansowania in vitro. Odpowiedzi, choć długie, nie usatysfakcjonowały ani ministra, ani mediów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO pełnił funkcję ministra zdrowia, zauważył w swoim wpisie w serwisie Twitter, że dzięki programowi refundacji in vitro, który prowadzony był na szczeblu centralnym, urodziło się aż 8 tys. dzieci. Mimo to rząd PiS zdecydował się na zastąpienie go programem ochrony zdrowia prokreacyjnego, który nie uwzględnia dofinansowania procedury zapłodnienia procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

Ile dzieci urodziło się dzięki programowi prokreacyjnemu? Resort zdrowia nie odpowiada wprost

Wdrożony przez ministra Konstantego Radziwiłła  program kosztował 23 mln zł, a zgłosiło się do niego – według Arłukowicza – 100 par. „Proszę o odpowiedź, ile par jest w ciąży i ile dzieci urodziło się dzięki waszemu programowi?” – pytał minister.

Na odpowiedź Ministerstwa Zdrowia nie trzeba było długo czekać. Zaledwie pół godziny później rzecznik resortu napisał, że programy te mają odmienne założenia i trudno je oceniać według tych samych kryteriów.

„Program ochrony zdrowia prokreacyjnego to kompleksowa diagnostyka niepłodności par. Program in vitro to wyłącznie dofinansowanie jednej z metod leczenia, pomijający diagnostykę” – czytamy na profilu Ministerstwa Zdrowia.

ZOBACZ TAKŻE: Diagnostyka niepłodności: o czym warto pamiętać? [WIDEO]

Liczba chętnych par: 600, liczba ciąż: nieznana

Resort dodaje, że liczba par, które przystąpiły do programu kompleksowej opieki zdrowia prokreacyjnego, jest podawana kwartalnie. ”Ostatnie dane na koniec I kwartału: 600 par” – głosi wpis na Twitterze. Odpowiedź ta jednak nie odnosi się wprost do pytania, które zadał Bartosz Arłukowicz. Co ciekawe, to samo pytanie zadała Ministerstwu Gazeta Wyborcza. Do tej pory nie otrzymała na nie odpowiedzi.

Przypomnijmy, że program ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił dotychczasowe rządową refundację procedury zapłodnienia pozaustrojowego, wystartował we wrześniu 2016 r. Opiera się na  naprotechnologii i – zdaniem ministra – „nie budzi takich emocji etycznych jak in vitro”. W tej sytuacji na dofinansowanie in vitro zdecydowały się niektóre samorządy – m.in. w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Gdańsku i Słupsku.

POLECAMY TEŻ: Dofinansowanie in vitro 

Źródło: gazeta.pl, twitter.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.