Przejdź do treści

Poznań z in vitro! „Skoro PiS z tego zrezygnował, musimy wziąć ten ciężar na siebie”

Fot. pixabay,com

Poznań kolejnym miastem na liście wspierających walkę z niepłodnością metodą in vitro. Radni podjęli decyzję o miejskim programie, który obowiązywać będzie w latach 2017-2020. Na ten cel zarezerwowano w budżecie 1,9 mln złotych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Idzie wsparcie

Program ma ruszyć jeszcze latem tego roku. Według szacunków objąć ma nawet 18 tysięcy par. Wsparcie sięgać ma 5 tys. zł, a każda para dopłatę może dostać maksymalnie do trzech prób in vitro. Dopuszczalny wiek korzystających z programu mieszkańców stolicy Wielkopolski będzie wynosił 20-43 lata.

Skoro PiS z tego zrezygnował, musimy wziąć ten ciężar na siebie – słowa prezydent miasta, Jacka Jaśkowiaka, przytacza wyborcza.pl.

Bierzemy pod uwagę wysokie koszty tych procedur na rynku i rosnący problem, jakim jest niepłodność. Dlatego chcemy po prostu wyrównać wszystkim poznaniakom dostęp do usług medycznych – dodała radna Zjednoczonej Lewicy, Beata Urbańska. To właśnie koalicja, której jest przedstawicielką, wraz z Platformą Obywatelską i w porozumieniu ze stowarzyszeniem Nasz Bocian przygotowała poznański Program. Nie obyło się jednak bez dyskusji, lecz finalnie 19 radnych zagłosowało za. Przeciwko było 16 przedstawicieli miasta.

Co nowego?

W ostatnim czasie dużo dzieje się w kwestii miejskich programów in vitro. W styczniu Warszawa podjęła decyzję o wsparciu swoich mieszkańców. Stołeczny program ruszyć ma jeszcze w pierwszym półroczu 2017 roku, o czym pisaliśmy w naszym portalu.

Z drugiej jednak strony, bez refundacji in vitro został Kraków. „Radni zdecydowali, że miasto nie będzie wspierać walki z niepłodnością właśnie tą metodą. Chociaż dyskusja nad uchwałą trwała niemal trzy godziny, zabrakło kilku głosów” – pisaliśmy. Co więcej, przy okazji głosowania padały bulwersujące słowa [TUTAJ]. Zapewne nie była to ostatnia tego typu dyskusja, bowiem nad wieloma miastami wciąż wisi jeszcze w tej kwestii wielka niewiadoma.

Źródło: wyborcza.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat
fot. Unsplash - Colin Maynard

W 1978 roku na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganego rozrodu na świecie urodziło się 8 mln ludzi – wynika z raportu European Society of Human Reproduction and Ebryology.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

25 lipca Louise Brown będzie obchodzić 40 urodziny. To święto wyjątkowe, ponieważ narodziny kobiety były wynikiem pierwszego na świecie udanego zabiegu in vitro.

Louise Brown przyszła na świat 25 lipca 1978 roku, dokładnie o godzinie 23.47 w Wielkiej Brytanii w Oldham.

Zanim jednak to się stało, przez dziesięć lat państwo Brown próbowali wszystkiego – medycyny tradycyjnej, medycyny naturalnej oraz innych sposobów. Niestety, Lesley Brown miała niedrożne jajowody, nie mogła zajść w ciążę.

Wszystko zmieniło się za sprawą dwóch lekarzy: Roberta Edwardsa oraz Patricka Steptoe’a, którzy 10 listopada 1977 roku przeprowadzili pierwszy udany zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Od tego czasu wykonano miliony podobnych procedur.

Zobacz także: Na czym polega in vitro (zapłodnienie pozaustrojowe) – czyli in vitro krok po kroku

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE) opublikowało właśnie raport, z którego wynika, że dzięki metodzie zapłodnienia pozaustrojowego na świecie pojawiło się już 8 mln ludzi.

Zgodnie z raportem, kraj, który może się pochwalić największą liczbą ciąż w wyniku in vitro, to Hiszpania. Jak podaje ESHRE, wykonuje się tam 119875 zabiegów rocznie. Na kolejnych miejscach znajduje się Rosja (110723 cykle rocznie), Niemcy (96512 cykli rocznie) i były lider – Francja (93918 cykli rocznie).

Cykle opisywane przez ESHRE obejmują in vitro, śródplazmatyczne wstrzyknięcie plemnika (ICSI), jak również dawstwo komórek jajowych.

Zobacz także: Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Rosnąca skuteczność i większa liczba ciąż

W krajach europejskich wskaźnik ciąż w wyniku transferu zarodka wynosi ok. 36 proc. (zarówno w przypadku in vitro, jak i ICSI). Liczba transferów zarodka w Europie stopniowo rośnie, natomiast wskaźnik ciąż mnogich maleje.

– Kiedy w 1990 roku zaczynałam wykonywać zabiegi in vitro, uważaliśmy, że 15 proc. ciąż było dobrym wynikiem. Teraz najlepsze kliniki mogą pochwalić się 40 proc. ciąż w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego  – mówi dr Gillian Lockwood, konsultantka w dziedzinie medycyny rozrodczej w IVI Midland, brytyjskim centrum leczenia niepłodności.

Ekspertka uważa jednak, że 8 milionów narodzin w wyniku in vitro to „dosyć ostrożne szacunki”.
– Wiemy, że w Chinach i Indiach wykonuje się mnóstwo zabiegów in vitro, które niekoniecznie są zgłaszane lub rejestrowane – twierdzi Lockwood.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: CNN

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Radni walczą o darmowe in vitro dla mieszkańców Gorzowa. Jest już decyzja AOTMiT

in vitro w Gorzowie
fot. Pixabay

Po likwidacji państwowego programu dofinansowania in vitro część miasto postanowiła dopłacić do zabiegów z własnego budżetu . Być może niedługo do tego grona dołączy również Gorzów Wielkopolski. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Radni Platformy Obywatelskiej przygotowali właśnie projekt uchwały dotyczącej programu: „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro dla mieszkańców Gorzowa w latach 2019-2021”.

– Wiele miast i samorządów województw w Polsce zdecydowało się na wsparcie programów leczenia niepłodności. W ślad za tym i my zrobiliśmy spore rozpoznanie. Mamy dokumenty, że ten program jest potrzebny – cytuje słowa poseł Krystyny Sibińskiej „Gazeta Lubuska”

Program został już wysłany do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wydała pozytywną ocenę.

Zobacz także: Ile kosztuje in vitro w Polsce? Cennik vs rzeczywistość

In vitro w Gorzowie

Wiceprzewodniczący rady miasta Rober Surowiec ujawnił, że rocznie miasto powinno znaleźć w swoim budżecie 470 tys. zł na dofinansowanie zabiegów. Głosowanie nad projektem uchwały odbędzie się prawdopodobnie w sierpniu.

Szacuje się, że problem niepłodności dotyczy w Gorzowie ok. 4,8 tys. par. Dzięki inicjatywie radnych z programu leczenia niepłodności metodą in vitro będzie mogło skorzystać 97 par.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Lubuska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

Kaja Godek o in vitro
fot. screen z programu "Tłit" z 3.07.2018 r.

„To procedura, w której giną ludzie” – takie i inne słowa na temat in vitro padły wczoraj z ust znanej działaczki pro-life, Kai Godek. Co jeszcze miała do powiedzenia?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W poniedziałek 2 lipca posłowie zajęli się obywatelskim projektem ustawy pt. „Zatrzymaj aborcję”, której autorką jest Kaja Godek. Projekt zakazuje m.in. usuwania ciąży w przypadku nieuleczalnych wad płodu. Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny zdecydowała, że projektem zajmie się nadzwyczajna podkomisja.

We wtorek Kaja Godek została zaproszona do programu Marka Kacprzaka „Tłit”. Podczas rozmowy „pierwsza antyaborcjonistka III RP” w ostrych słowach wypowiedziała się na temat in vitro. Skrytykowała również pomysł Rafała Trzaskowskiego dotyczący utworzenia całodobowego dyżuru ginekologicznego.

Zobacz także: Manuela Gretkowska o duchowym leku po poronieniu. „Kościół wie lepiej, co ci jest i na co cierpisz – chociażby na in vitro”

Kaja Godek o in vitro

W kwietniowym programie „Fakty po Faktach” konserwatywny polityk Patryk Jaki niespodziewanie wyraził poparcie dla in vitro. Taka postawa kandydata na prezydenta Warszawy zdecydowanie nie spodobała się Godek.

Ja uważam, że in vitro nie powinno być finansowane. Uważam, że procedura, w wyniku której giną ludzie, bo to są mali ludzie, nigdy nie powinna być finansowana z pieniędzy podatnika, powinna być w ogóle zabroniona. To dotyczy i szczebla lokalnego, i szczebla parlamentarnego – powiedziała Godek w rozmowie z Markiem Kacprzakiem.

– Mamy do czynienia również z utrzymywaniem w polskim prawie pełnej legalizacji in vitro i wszystkich patologii z nim związanych – dodała.

Zobacz także: Kaja Godek na konferencji o bioetyce. Patronat nad wydarzeniem ma izba lekarska

Dyżur ginekologiczny czy dyżur aborcyjny?

– To może przynajmniej inicjatywa innego kandydata, Trzaskowskiego, jest dobra? – dopytywał gospodarz programu. Polityk zaproponował wprowadzenie całodobowego dyżuru ginekologicznego.

– No bardzo pięknie brzmi dyżur ginekologiczny, tylko tu chodzi po prostu o dyżur aborcyjny i to trzeba nazwać po imieniu – powiedziała Kaja Godek.

– To nie jest żaden ukłon w kierunku kobiet, to jest po prostu stwarzanie miejsca, gdzie można przyjść i zabić dziecko w każdej chwili. Z obrzydzeniem patrzę, jak formują ten postulat mężczyźni, bo to jest tak naprawdę postulat nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy nie chcą brać na siebie skutków swojego działania – skwitowała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: wawalove.wp.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dzieci z in vitro: milczący uczestnicy dyskursu publicznego. Co sądzą o metodzie swojego poczęcia?

Mama pokazuje tablet dwójce dzieci /Ilustracja do tekstu: Dzieci z in vitro: co sądzą o swojej metodzie poczęcia?
Fot.: Alexander Dummer /Unsplash.com

Kolor włosów i oczu, typ urody, temperament, czasem zdolność do wykonywania niektórych czynności – to pierwsze cechy, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o różnicach pomiędzy dziećmi. W polskim dyskursie publicznym często podkreśla się, że jedną z istotnych różnic jest także… sposób poczęcia. Czy istnieje zatem taka kategoria, jak „dzieci z in vitro”? Co sądzą o tym same dzieci będące podmiotem tych rozważań i czy są gotowe na to, by stworzyć własną opowieść?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypuszcza się, że wiele dzieci nie wie, czy zostały poczęte poprzez starania naturalne czy poprzez in vitro. Sam wybór metody (szczególnie w sytuacji, gdy obie komórki rozrodcze pochodzą od rodziców biologicznych) nie powinien mieć bowiem dla nich samych żadnego znaczenia. Znaczenie nadają mu jednak uczestnicy dyskursu publicznego, którzy w ostatnim czasie szczególnie często podnoszą kwestie moralnych i zdrowotnych aspektów zapłodnienia pozaustrojowego. Przodują w tym środowiska kościelne.

ZOBACZ TAKŻE: Kościół walczy z in vitro, ale katolicy je popierają

Kościół a in vitro. Słowa, które bolą

Mimo że episkopat w swoim oficjalnym stanowisku podkreśla, że nie stygmatyzuje dzieci poczętych w wyniku in vitro, a jedynie potępia wybór tej metody przez ich rodziców, wypowiedzi przedstawicieli Kościoła katolickiego zdają się temu przeczyć.

Pamiętamy słynne słowa ks. Franciszka Longchampsa de Berier, który stwierdził, że dzieci z in vitro mają na czole dotykową bruzdę, która ma być oznaką zaburzeń genetycznych wynikających z poczęcia pozaustrojowego. Z kolei abp Henryk Hoser publicznie wyrażał osobliwą troskę o przyszłość dzieci z in vitro.

– Jeżeli urodzi się zdrowe (daj Boże), to trzeba mu zapewnić jak najlepsze warunki wychowania i jednocześnie otoczyć dodatkową opieką, aby – gdy dowie się o okolicznościach swojego poczęcia – nie przeżywało traumy, resentymentów, tylko zaakceptowało zaistniały stan rzeczy, pogodziło się z losem, na który nie miało żadnego wpływu – stwierdził w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

W podobnym tonie wypowiadali się też inni księża i katoliccy publicyści. Niektórzy, jak bp Tadeusz Pieronek, prezentując publicznie swoje zdanie na temat dzieci z in vitro, wyraźnie przekroczyli granice.

– Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? Życie zrodzone z probówki jest wynikiem manipulacji, a nie działania natury – mówił w rozmowie z Onet.pl.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”

Dzieci z in vitro zasługują na własną opowieść

Większość tych dyskutantów zdaje się zapominać, że żadne dziecko w dzisiejszych czasach nie żyje w oderwaniu od mediów. Młodzi obywatele, podobnie jak dorośli, mają dostęp do prasy, telewizji i internetu, które bombardują ich etycznymi ocenami in vitro – również tymi najbardziej kontrowersyjnymi. To zaś nie pozostaje bez wpływu na ich stosunek do tej metody i samych siebie.

Czy dzieci, które dowiedziały się, że zostały poczęte w wyniku in vitro, czują się inne? Wielkich nieobecnych dyskursu o in vitro zaprosiły do rozmowy badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego: Magdalena Radkowska-Walkowska, Ewa Maciejewska-Mroczek, Anna Krawczak, Maria Reimann i Dorota Gawlikowska. Z przekonania, że dzieci te zasługują na własną opowieść, naukowczynie zapoczątkowały projekt badawczy „Nowe technologie reprodukcyjne – perspektywa childhood studies”. W jego ramach zrealizowano ok. 100 pogłębionych wywiadów, m.in. z dziećmi w wieku 4-28 lat, które zostały poczęte poprzez zapłodnienie pozaustrojowe.

36 godzin różnicy

Zdecydowana większość rozmówców, którzy wiedzieli, że ich rodzice zdecydowali się na in vitro, nie wskazywała różnic pomiędzy sobą a innymi dziećmi. 20-letnia Maria tak określiła siebie na tle swoich rówieśników:

– Jaka jest różnica pomiędzy mną a nimi? To jest 36 godzin w moim przypadku (…). Ponieważ moja mama nie ma jajowodu, to jajeczko nie może samo przejść do (…) macicy. No nie ma jak. Więc lekarz musi je wyjąć, złączyć z plemniczkiem, i włożyć do macicy. (…) I po prostu ten proces trwał 36 godzin, i tyle. I to jest ta różnica. Cała ciąża przebiegała tak samo jak z innymi dziećmi.

Wiele badanych podkreślało, że są pewni swojej nierozróżnialności i nie mają potrzeby mówienia o tym publicznie.

– Jeżeli ja miałbym udowadniać ludziom, że jestem taki sam, jak inni, toby znaczyło, że muszę coś udowadniać. Nie, każdy kto na mnie spojrzy na ulicy, czuje się zupełnie równy ze mną. I tak naprawdę udowadnianie, że jestem normalny, jest absurdalne, bo to tak, jakbyś wyszła na ulicę i przekonywała ludzi, że jesteś blondynką (…) i że to nie farbowane (…) – zaznaczył 19-letni Antek.

Kilkunastoletnia Kasia podkreślała, że jej mama przywiązuje znacznie większą wagę do sposobu jej poczęcia niż ona sama.

– Ja nie chcę być brana pod uwagę [jako część] grupy dzieci z in vitro. (…) Chcecie udowodnić, że jesteśmy normalnymi dziećmi, a jednocześnie chcecie pokazać, że jesteśmy inni, że mamy swoje zdanie na ten temat. No to może trochę konsekwencji, co? – mówiła.

POLECAMY TEŻ: Prawniczka: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu

Tożsamość dzieci z in vitro

Niektóre dzieci widzą jednak w metodzie, którą zostały poczęte, wartość dodaną, która pobudza ich wyobraźnię i czyni ich biografię wyjątkową:

– Wiem, że ja byłam przez trzy lata w szpitalu gdzieś tam. Mogłabym być wieku mojego brata, gdyby nie to, że mnie (…) mama nie mogła od razu urodzić – mówi dziewięciolatka zaproszona do udziału w badaniu.

Część starszych rozmówców, którzy w przestrzeni publicznej zetknęli się z wieloma negatywnymi komunikatami na temat in vitro, czuje, że metoda poczęcia wpłynęła w pewien sposób na ich tożsamość.

– Z perspektywy, że wiem [o poczęciu poprzez in vitro], nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wiedzieć. To byłoby straszne dla mnie. Szczególnie, że jestem osobą interesującą się polityką i tym, co się dzieje” – podkreśla pełnoletnia już Monika. Dodała, że najgorszą rzeczą byłoby, gdyby dowiedziała się dopiero teraz, gdy trwa obecny spór o in vitro.

CZYTAJ TEŻ: Błędy merytoryczne i tezy sprzeczne z wiedzą medyczną. Nasz Bocian obnaża prawdę na temat „Wobec in vitro”

Monsteryzacja, która nie trafia w próżnię

Szerzej problem ten opisała Agnieszka Ziółkowska, pierwsza Polka poczęta metodą in vitro (we Włoszech):

– Przypisuje się nam upośledzenie zdrowotne, psychiczne, problemy tożsamościowe. Cóż, jeśli nadal w debacie będą pojawiać się określenia ”cywilizacja śmierci” czy ”dzieci Frankensteina”, to rzeczywiście człowiek może nabawić się problemów z tożsamością. Zapominamy, że polskie dzieci z in vitro są coraz starsze, niektóre mogłyby już mieć własne dzieci. I śledzą tę debatę pełną bzdur i wyzwisk, tego wrzasku, że zło, że mordercy… (…) Niby to jest taka taktyka, że krytykuje się samą metodę, a nie jej owoce. Ale to nie jest tak, że jak rzucasz dookoła zarzutami o zabijanie, że jak wrzeszczysz o cywilizacji śmierci, o dzieciach Frankensteina, to nie stygmatyzujesz dzieci z in vitro. My to wszystko słyszymy, czytamy, ten cały ściek nie leci w próżnię – mówiła w 2012 roku w rozmowie z Wysokimi Obcasami.

Podobnie wyrażała się Magdalena Kołodziej w emocjonalnym liście skierowanym do parlamentarzystów w 2015, gdy w Senacie toczył się spór wokół in vitro.

„Niczym się nie różnimy i – w przeciwieństwie do niektórych – możemy powiedzieć z całą pewnością, że jesteśmy wyczekani i bardzo kochani! To nie my jesteśmy źli. Źli są wszyscy, którzy zabraniają nam żyć, a zwłaszcza politycy o skrajnych i niebezpiecznych poglądach, bezrefleksyjni przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz wszyscy, którzy robią z nas potwory i najchętniej by się wszystkich pozbyli” – pisała 28-letnia wówczas Magdalena Kołodziej.

Dzieci z in vitro, czyli niepoznany „obcy”

Skoro więc dzieci poczęte dzięki in vitro same nie czują się inne, czemu w dyskursie publicznym tworzy się z nich szczególną kategorię, wymagającą osobnych cech i określeń? Badaczki zauważają, że jednym z powodów tego stanu rzeczy jest brak wieloletnich przekrojowych badań na temat kondycji polskich dzieci poczętych metodą zapłodnienia pozaustrojowego, które ostudziłyby emocje. Takie szczegółowe analizy prowadzono w wielu krajach, m.in. w Szwecji i USA, dzięki czemu procedura in vitro nie podlega tam stygmatyzacji społecznej.

Tymczasem to, co obce, niezbadane, a tym samym łączące się z dylematami moralnymi, często ukazywane jest w kulturze za pomocą monstrualnych figur. Ów „obcy” jest dla wielu środowisk synonimem zagrożenia i niebezpieczeństwa, choć przypisywane mu cechy nie mają nic wspólnego z jego rzeczywistym obrazem.


Tekst powstał w oparciu o dane z książki „Dziecko, in vitro, społeczeństwo. Ujęcie interdyscyplinarne” p.red. Anny Krawczak. Ewy Maciejewskiej-Mroczek i Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz, a także artykułów opublikowanych na onet.pl, wysokieobcasy.pl i wyborcza.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kamila Ferenc: Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.