Przejdź do treści

Poznań dokończy rządowe in vitro

a-single-sperm-is-injecte-012.jpg

Poznańscy radni porozumieli się w kwestii in vitro. Miasto sfinansuje zabiegi wszystkim parom, które rozpoczęły procedurę, ale nie mogą jej zakończyć z powodu wygaszenia rządowego programu.

Decyzją poznańskich samorządowców procedurę in vitro będzie mogło dokończyć blisko 100 par.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Wydawało się, że porozumienie między liberałami a konserwatystami jest niemożliwe, ale jednak doszło do skutku – powiedział Marek Sternalski, przewodniczący klubu PO. – Podczas wczorajszego spotkania m.in. z ekspertami ze szpitala mieszczącego się na ul. Polnej, udało się nam osiągnąć kompromis – dodaje. 

Miasto zdecydowało się opłacić zabiegi in vitro tylko tym parom, które zostały zakwalifikowane do rządowego programu, ale nie mogą go dokończyć przed końcem czerwca (wtedy wygasa ministerialny program). Taki układ jest wynikiem kompromisu między konserwatywnymi a liberalnymi samorządowcami. Finansowanie in vitro ze środków ratusza będzie możliwe tylko dla pacjentów, które już są w posiadaniu zamrożonych zarodków.

Jak podaje portal wp.pl, w poznańskim szpitalu ginekologiczno-położniczym przy ul. Polnej przechowuje się 108 zamrożonych zarodków. Koszt ich transferu szacowany jest na 160 tys. złotych.

– Wszyscy zgadzamy się, że ten program nie powinien być finansowany z pieniędzy samorządu, ale w sytuacji, w której rząd zaniechał jego kontynuowania, musimy się tym zająć – przekonuje Sternalski. 

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Sukces programu in vitro w Łodzi. Wyniki przekroczyły oczekiwania

przyszłość miejskich programów in vitro
Fotolia

W wyniku wsparcia z miejskiego programu dofinansowania in vitro od czerwca ubiegłego roku urodziło się w Łodzi 22 dzieci, a 88 kobiet zaszło w ciążę. Na dopłaty do procedur wspomaganego rozrodu Łódź ma wydawać co roku 1 mln zł.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wskaźnik skuteczności zapłodnienia w programie w tym mieście wyniósł 41 proc., podczas gdy normy Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące skuteczności tej metody wynoszą średnio 20-40 proc.

W wyliczaniu wskaźnika skuteczności programu bierze się pod uwagę liczbę udzielonych procedur w stosunku do liczby kobiet, które zaszły w ciążę. W Łodzi na 215 procedur było 88 ciąż, a to dokładnie 40,93 procent.

Wyniki przekroczyły założenia programu in vitro

Przewodniczący komisji zdrowia w łódzkiej radzie miejskiej Adam Wieczorek zauważył, że wyniki znacząco przekroczyły nawet założenia programu in vitro, które przygotował jeden z najlepszych specjalistów w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu. Według tych założeń skuteczność programu in vitro miała wynosić 25 procent.

Normy WHO, dotyczące skuteczności procedury in vitro, kształtują się od 20 do 40 proc. i jest to wskaźnik dotyczący skuteczności zapłodnienia. U nas wskaźnik ten wynosi 41 proc., podczas gdy nawet w założeniach naszego programu przygotowanych przez jednego z najlepszych w kraju specjalistów w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu przyjęliśmy, że jego skuteczność będzie wynosiła 25 proc. To wielki sukces – zaznaczył Adam Wieczorek.

W ramach programu można uzyskać dofinansowanie do procedury zamrożenia komórek rozrodczych. Stosuje się ją, gdy kobieta lub mężczyzna choruje na nowotwór i musi przejść terapię onkologiczną, która grozi w przyszłości utratą płodności. Zamrożone komórki można wykorzystać po powrocie do zdrowia.

In vitro kontra metody naturalne

Pozostaje zapytać, co na to zwolennicy naprotechnologii, opartej na naturalnych metodach planowania rodziny? Twierdzą od dawna, że jest skuteczniejsza od in vitro. Jedyne polskie badania dotyczące skuteczności tej metody opracował dr Maciej Barczentowicz w Lublinie. Według nich, odsetek par, które doczekały się narodzin żywego dziecka to blisko 20,2 procent. Próba statystyczna to 847 przypadków małżeństw, które zgłosiły się do kliniki Barczentowicza w latach 2008-2010.

Zobacz także:

Kolejne miasto dofinansuje leczenie niepłodności metodą in vitro. Zobacz, które…

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nim nie wiesz

Czy metoda in vitro jest skuteczna i bezpieczna?

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

trzecie podejście do in vitro
Facebook - Monika Majtczak

Pani Monika i pan Krzysztof mają za sobą dwie próby zapłodnienia metodą in vitro. Większość czasu podporządkowują najważniejszemu celowi – staraniom o dziecko. Nie wiedzą jednak, czy po raz trzeci uda im się spróbować. Na drodze do ich szczęścia mogą stanąć działania rządu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika wraz z partnerem korzystają z programu refundacji in vitro w Łodzi. Niedawno dostali informację, że w listopadzie mogą podejść do trzeciej, ostatniej już próby w ramach programu. Boją się jednak, że przez działania rządu nie będą już mieli takiej możliwości. Wszystko wskazuje na to, że rząd i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł dążą do zablokowania samorządowych dofinansowań na zabiegi in vitro.

– Mam nadzieję, że będziemy mogli spróbować – mówi ze łzami w oczach pani Monika. Podkreśla przy tym, że teraz przede wszystkim liczy się czas. – Zegar tyka, nam lat nie ubywa – dodaje w rozmowie dziennikarzem TVN24.

Dofinansowanie in vitro w Łodzi

W Łodzi miejski program dofinansowania procedury in vitro cieszy się dużym powodzeniem. Jak pisaliśmy we wrześniu, miasto planowało przeznaczyć na ten cel 1 mln złotych rocznie. Radny Adam Wieczorek podkreślał wówczas, że wyniki programu znacząco przewyższyły jego założenia.

Normy WHO, dotyczące skuteczności procedury in vitro, kształtują się od 20 do 40 procent i jest to wskaźnik dotyczący skuteczności zapłodnienia. U nas wskaźnik ten wynosi 41 procent – podkreślił Adam Wieczorek.

Co czuje człowiek, który ma świadomość, że być może nigdy nie zostanie rodzicem? – Na samą myśl pojawiają mi się łzy – mówi pani Monika. – To jak zabranie kawałka siebie – dodaje.

Według nowych przepisów, samorządy dofinansowujące z własnej kasy zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego, będą musiały w pierwszej kolejności zgłosić się po opinię do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Warto zaznaczyć, że komisja ta podlega ministrowi zdrowia.

Za rozpoczęcie programu bez wydania decyzji AOTMiT oraz w przypadku negatywnej opinii, samorządom będą grozić kary. Do tej pory opinia AOTMiT nie była wiążąca, a gminy samodzielnie mogły podejmować decyzję o rozpoczęciu lokalnych programów leczenia niepłodności metodą in vitro.

Jak podkreśla minister Konstanty Radziwiłł, nowe przepisy zablokują „wydawanie przez gminy pieniędzy na rzeczy bezsensowne”. Czyli w jego opinii, na in vitro. – Mam nadzieję, że ktoś z rządu może słuchając tych paru słów ode mnie pomyśli, jak to jest ważne dla wielu osób – mówi pani Monika.

Ile kosztuje in vitro w Polsce?

– Z samą procedurą in vitro jest dużo napięcia emocjonalnego, dużo nerwów, dużo stresu, dużo niewiadomych, to w tym momencie to jest dodatkowy stres. Co jeżeli się okaże, że samorządy będą musiały nam odmówić środków i będziemy musieli pokryć koszt w całości? – zastanawia się pani Monika. Jak dodaje, nie wyobraża sobie takiej sytuacji, ponieważ wraz z partnerem są przygotowani tylko na częściowe pokrycie kosztów leczenia.

A koszty są niemałe. Zgodnie ze wstępnym cennikiem w klinikach jest to wydatek rzędu 10 – 12 tys. złotych. Ceny te nie obejmują jednak dodatkowych badań wstępnych i późniejszych badań laboratoryjnych. W efekcie okazuje się, że koszty są o 50 proc., a czasem nawet o 100 proc. wyższe od początkowego założenia! O kosztach in vitro możecie przeczytać tu.

Poczucie wstydu

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden ważny problem związany z leczeniem niepłodności. Część osób korzystających z metody in vitro boi się opowiedzieć o tym znajomym, a nawet rodzinie. – Boją się napiętnowania z każdej ze stron – zauważa.

Z takim napiętnowaniem mogą się spotkać zwłaszcza kobiety z małych miejscowości. Zdarza się, że kiedy uda im się już zajść w ciążę, nie informują swojego ginekologa, że korzystały z procedury in vitro. Czego się boją? Reakcji ludzi, wytykania palcami, często chcą po prostu oszczędzić dziecku przykrości.

Wciąż jeszcze zdarza się przecież słyszeć, że „dzieci z in vitro gorzej się rozwijają”, a embriony „poddaje się utylizacji”. Niedawno plakaty o takich treściach pojawiły się na państwowej uczelni (!) w Lublinie, o czym pisaliśmy kilka dni temu. Zobacz materiał

„Niepłodność to rodzaj kalectwa”

Pani Monika widzi jednak światełko w tunelu. Po reportażu zaczęły do niej pisać inne kobiety, które również starają się o dziecko metodą in vitro. Wśród nich była Kasia, dziewczyna z niewielkiej miejscowości, która nie miała okazji i możliwości wypowiedzieć się na ten temat przed kamerą.

„Ja bym powiedziała, ze niepłodność to rodzaj kalectwa” – twierdzi Kasia. „Bo jak żyją ludzie w pełnych rodzinach? Wstają rano, robią dzieciom śniadanie, spędzają radosne poranki, żyją życiem, które nam zostało odebrane bez winy. Jaka jest w tym nasza wina, co my mamy robić po przebudzeniu…? Zabrano nam jakość życia i podstawową potrzebę posiadania dzieci, to nie kwestia marzenia, z którego można zrezygnować, to podstawowa potrzeba! To nasze prawo, dlaczego ktoś nam to prawo odbiera?” – zastanawia się Kasia.

Jak podkreśla pani Monika, tego typu wiadomości od obcych osób są dla niej pokrzepieniem. Wie, że nie jest sama i razem z nią głośno o in vitro wkrótce będą mówić dziesiątki, a może nawet setki kobiet. – To dobry początek, bo może zaczną nabierać odwagi, by mówić rodzinie, znajomym, a wreszcie może w większym gronie będziemy wypowiadać się publicznie. Może materiał będzie przepustką do tego, by wprowadzić ludzi z naszego otoczenia w ten ważny intymny i ciężki etap walki o dziecko. Zdecydowanie nam wszystkim brakuje wsparcia.”

Jak przyznaje nasza bohaterka, mówienie o niepłodności i in vitro nie jest łatwe. – Było to dla mnie trudne. Ale nie wstydzę się i jestem dumna z tego, że mogę teraz otwarcie na ten temat rozmawiać – dodaje na zakończenie.

Zobacz także:

Krucjata Młodych organizuje publiczny Różaniec. Modlitwą będą walczyć ze „sztucznym zapłodnieniem”

Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Czarno na białym, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Nie dla in vitro. To miasto nie dofinansuje programu

In vitro w Gdyni
Pixabay

Rada miasta Gdyni nie wyraziła zgody na plan Platformy Obywatelskiej (PO) i Nowoczesnej mówiącej o dofinansowanie z budżetu miasta procedur in vitro. Projekt uchwały z porządku obrad zdjęła rządząca Samorządność oraz Prawo i Sprawiedliwość (PiS).

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na początku tego roku z inicjatywy PO kilka samorządów w kraju zdecydował się na dopłacenie do programu in vitro. Władze Gdyni odmówiły wówczas „wzięcia udziału w politycznych rozgrywkach„.

Apel o dofinansowanie in vitro

W lutym 2017 roku przedstawiciele PO, Nowoczesnej, Kukz’15 i Sojuszu Lewicy Demokratycznej złożyli w magistracie apel do prezydenta Gdyni i rady miasta. Wnioskowali o opracowanie i drożenie programu dofinansowania leczenia niepłodności metodą in vitro. Inicjatywę odrzucono.

„In vitro nie powinno być finansowane z budżetu miasta”

Rządzący tłumaczyli decyzję ogromnymi, liczącymi kilkaset tysięcy złotych rocznie, kosztami dotacji, które mieliby ponieść mieszkańcy miasta. Władze dały wówczas jasno do zrozumienia, że nie wdrożą programu wsparcia zapłodnienia pozaustrojowego w Gdyni. Beata Szadziul, pełnomocniczka prezydenta miasta Wojciecha Szczurka do spraw rodziny, argumentowała, że in vitro nie powinno być finansowane z miejskiego budżetu.

Opozycja domagała się, aby z kasy miasta przeznaczyć 800 tys. zł rocznie na dofinansowanie programu. Program ten miał trwać w Gdyni w latach 2018-2020.

Zobacz także:

Dofinansowanie in vitro w Częstochowie. Radni zadecydowali

In vitro w Bydgoszczy. Refundacji na razie nie będzie

Dofinansowanie in vitro w Pile – radni za

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zbierają pieniądze na in vitro! Dramatyczne apele młodych kobiet

in vitro
FOT: Pomagam.pl

W sieci zbierają pieniądze, by za pomocą in vitro urodzić dziecko. Choroba uniemożliwia im zostanie matką a brak finansów nie pozwala spełnić marzenia o poczęciu dziecka przez zapłodnienie pozaustrojowe.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dwa różne apele, a łączy je wiele: dwie młode kobiety, które marzą o dziecku błagają w Internecie o pomoc. Choroba pozbawiła ich możliwości naturalnego zajścia w ciążę. Mogą zostać matkami tylko za pomocą in vitro.

 

Moją nadzieją jest in vitro, na które mnie nie stać! – poznaj historię Mai

„Mam na imię Maja, mam 27 lat, cudownego męża, lecz brakuje nam do pełni szczęścia… dziecka – pisze w swoim ogłoszeniu na portalu www.Pomagam.pl pierwsza nasza bohaterka Maja Tomaszewska.

– „Od 7 lat jesteśmy ze sobą. Od 6 lat staraliśmy się, aby nasza nie pełna rodzina się powiększyła, więc zaczęliśmy starania. Na początku  wszystko było dobrze. Snułam już plany na przyszłość i wybierałam imię dla dziecka. Zaszłam w ciążę, jednak nasze szczęście, niestety nie trwało długo. Okazało się że to ciąża pozamaciczna.

W szpitalu leżałam tydzień nie mogłam zrozumieć, dlaczego to mnie spotkało… Lekarz tłumaczył, że nie ma co zwlekać trzeba wziąć się do pracy ponieważ teraz są większe szanse na zdrową ciążę. Ufałam lekarzowi bezgranicznie dlatego staraliśmy się znowu i po miesiącu się znowu udało. Byłam szczęśliwa kolejny raz, lecz znowu nie na długo… okazało się, że to ponownie ciąża pozamaciczna.  Znowu trzeba było znowu wyczyścić wszystko…”.

 

Po usunięciu jajowodów, nie mogę mieć dzieci – pomóżcie!

„Ciężko mi o tym pisać… do dzisiaj zadaje sobie te pytanie, dlaczego padło na mnie?? Lecz nie słyszę odpowiedzi – pisze 27-letnia Maja w swoim ogłoszeniu. – „Ciąże pozamaciczne zostawiły po sobie ślad, w postaci usunięcia jajowodów, a co za tym idzie, nie mogę mieć dzieci naturalnie. Jedynie in vitro daje mi taką szansę”. „Życie mnie nie oszczędziło, dlatego proszę was wszystkich o wsparcie dla mnie… dla nas. Wierzę, że moja historia może mieć szczęśliwe zakończenie – apeluje w serwisie Pomagam.pl młoda kobieta”.

Zdążyć z in vitro przed chemioterapią – poznaj historię 26-letniej Adrianny

Na wrzesień przyszłego roku miała zaplanowany ślub . W sierpniu tego roku pojawiła się diagnoza: nowotwór złośliwy – chłoniak Hodkina.
„Całe życie wywróciło mi się do góry nogami, wszystkie plany, marzenia” – opowiada 26-letnia Adrianna Matel, szczecinianka, która za pośrednictwem portalu Pomagam.pl zbiera pieniądze na swoją walkę z rakiem.

Pieniądze zbiera na zabieg in vitro: pobranie swoich zdrowych komórek jajowych, zapłodnienie ich i zamrożenie. Zostaną wykorzystane, gdy będzie zdrowa. Teraz czeka ją wyniszczająca chemioterapia, po której grozi jej bezpłodność. Pilnie potrzebne jest 15 tysięcy złotych. NFZ nie refunduje leczenia a Adrianna właśnie straciła pracę i co za tym idzie ubezpieczenie zdrowotne.

 Zamiast ślubu i dzieci czeka mnie ciężkie leczenie i walka o życie – pomóżcie!

Adrianna w październiku rozpoczyna chemioterapię.
Na portalu Pomagam.pl, gdzie można wpłacać pieniądze, tak opisuje swoją historię:

„Do końca września muszę poddać się zabiegowi in vitro. Jest walka z czasem, jest walka z rakiem. Ważna jest dla nas każda złotówka, bo pieniądze będą nam potrzebne między innymi na kosztowne preparaty wzmacniające mój organizm, zapewne będą też inne wydatki”.

„ Do dziś słowa wypowiedziane przez konsylium są dla mnie jak wyrok:  dowiedziałam się, że in vitro może być dla mnie jedynym ratunkiem, by w ogóle mieć dzieci.”

Maja zbiera 8 tyś zł. Wpłacono 10 zł. Adrianna potrzebuje 15 tys. zł. Na jej konto wpłacono już 6 tys. 787 zł.

Na Waszą prośbę podajemy linki do zbiorek

Adrianna https://pomagam.pl/pomoc-w-walce

Maja https://pomagam.pl/Invitromaja

Co o tym sądzicie?

Popieracie takie akcje, wpłacacie pieniądze? Co sądzicie, o takiej formie zbiórki publicznej na in vitro w tak dramatycznych okolicznościach?

Polecamy:

Jak przygotować się do in vitro?

5 porad – jaka klinikę wybrać dla in vitro

Czy metoda in vitro jest bezpieczna i skuteczna?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.