Przejdź do treści

Porozmawiajmy o płodności. Startuje kampania społeczna „Płodne Gadki”

Niepłodność dotyka już 1,5 mln par w Polsce, a mimo to Polacy nadal niechętnie podejmują temat płodności – szczególnie wtedy, gdy pojawia się z nią problem. Wstyd, obawa, a może brak wiedzy? Jedno jest pewne: o płodności Polek i Polaków trzeba rozmawiać, a zachęca do tego nowa kampania „Płodne Gadki”. W przełamaniu tych barier będzie pomagać parom m.in. bezpłatna infolinia z ekspertami z zakresu ginekologii, dietetyki, psychologii i położnictwa oraz czaty z blogerkami, którym udało się przezwyciężyć niepłodność.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kampania społeczna „Płodne Gadki” skierowana jest zarówno do par, które planują dziecko, jak i do tych, które od dłuższego czasu starają się o nie, ale mają problemy z poczęciem.  Głównym celem akcji jest przełamanie tabu i zachęcenie Polaków do bardziej swobodnej rozmowy na temat płodności – z partnerem lub partnerką i bliskimi, a w razie konieczności, także z odpowiednim ekspertem. „Płodne Gadki” mają również pomóc parom zgłębić wiedzę o tym, jak wspierać starania o dziecko, wykonując świadomy krok w stronę rodzicielstwa.

Polacy i płodność

Jak podaje Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, aż 1,5 miliona par zmaga się z niepłodnością. Mimo tego, że problem staje się coraz bardziej powszechny, niechętnie o nim rozmawiamy. Aż co drugi Polak w wieku 20-45 lat, w relacjach z partnerem lub partnerką, albo w ogóle nie porusza tematów związanych z płodnością, albo robi to niezwykle rzadko – wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby kampanii. Ponadto, Polacy zapytani o elementarne zagadnienia związane z płodnością, często wykazują się dużym brakiem wiedzy. Przykładowo, co trzecia Polka (32 proc. kobiet) nie potrafi obliczyć dni płodnych, a blisko połowa mężczyzn nie zdaje sobie sprawy, że zaczynają się one kilka dni przed owulacją.

Rozmowa oraz świadomość tego, jak funkcjonuje nasz układ rozrodczy i co wspiera starania o dziecko, to podstawa na drodze ku świadomemu rodzicielstwu. Tym bardziej jest to istotne, gdy pojawia się problem z płodnością i para bezskutecznie stara się o dziecko – mówi Piotr Rowicki przedstawiciel marki Dr Bocian, organizatora kampanii „Płodne Gadki”.  – Płodność nie powinna i nie może być tematem tabu, dlatego w ramach naszej kampanii zachęcamy Polaków do tego, by nie bali się o tym rozmawiać, szczególnie gdy pojawiają się problemy z poczęciem. – tłumaczy.

Zacznijmy od rozmowy: bezpłatna infolinia i czaty

Organizatorzy kampanii „Płodne Gadki” stawiają na rozmowę ufając, że już samo podjęcie tematu, zainspiruje wiele par do przełamywania barier. Po pierwsze, startuje specjalna bezpłatna infolinia dla par, które mają problem z poczęciem i bezskutecznie starają się o dziecko. Każdy, kto poszukuje wsparcia lub choćby rozmowy w tym temacie, będzie mógł anonimowo uzyskać indywidualną poradę od jednego z ekspertów kampanii „Płodne Gadki”, którzy będą pełnić dyżury telefoniczne od 13 października do 4 listopada. Na pary, które mają trudności z poczęciem dziecka, czekają specjaliści z zakresu ginekologii, dietetyki, psychologii oraz położnictwa.

Na naszą płodność ma wpływ wiele rzeczy, takich jak np., dieta, stres czy życie w biegu, czyli obciążenia cywilizacyjne oraz kwestie medyczne. To niezwykle złożony temat, który wymaga wielodyscyplinarnego podejścia, dlatego też w kampanię zaangażowani są specjaliści z różnych dziedzinmówi Piotr Rowicki przedstawiciel marki Dr Bocian, organizatora kampanii „Płodne Gadki”.

Eksperci będą pełnić dyżury telefoniczne w g. 17-20 w podanych niżej dniach, pod bezpłatnym numerem tel. 800 800 490:

Swoim doświadczeniem podzielą się również blogerki, które przezwyciężyły problem niepłodności i  po długim okresie starań powitały na świecie wymarzone dziecko.

– Do tej pory dzieliłam się swoim doświadczeniem związanym z niepłodnością głównie na blogu, dlatego cieszę się, że mam okazję na większą interakcję z osobami, które być może borykają się z podobnymi problemami. Mam nadzieję, że zainspiruję je do znalezienia siły do walki – opowiada Agnieszka Adamek, szczęśliwa matka i autorka bloga Make One Wish, jedna z Ambasadorek kampanii.

Czaty z blogerkami, które pokonały niepłodność:

Ponadto, pod merytorycznym okiem specjalistów, opracowano cykl materiałów edukacyjnych, wyjaśniających najważniejsze zagadnienia dotyczące płodności kobiety oraz mężczyzny. Materiały te będą publikowane na stronie www.zaplodnieni.pl. – Warto zwiększać świadomość Polaków, a jednocześnie likwidować często krzywdzące stereotypy związane z płodnością kobiet i mężczyzn. Co ważne, planując powiększenie rodziny, dobrze jest już na początku drogi starania się o dziecko udać się do lekarza i przeanalizować również podstawowe aspekty trybu życia, żeby wykluczyć wystąpienie problemów z poczęciem  – tłumaczy Robert Kulhawik lekarz ginekolog, ekspert marki Dr Bocian oraz Ambasador kampanii „Płodne Gadki”..

Więcej informacji można znaleźć na  stronie zaplodnieni.pl oraz na Facebook’u Zaplodnieni.pl i Dr Bocian.

Organizatorem kampanii „Płodne Gadki” jest marka Dr Bocian. Patronami kampanii są: Hexanova, Fundacja Bezpieczny Brzuszek, Fundacja Każdy Ważny, magazyn Chcemy Być Rodzicami oraz serwis edukacyjny zaplodnieni.pl.

* Badanie zostało zrealizowane przez SW Research na zlecenie marki Dr Bocian metodą CAWI we wrześniu 2016 r. W badaniu wzięło udział 1000 Polaków w wieku 20-45 lat przy zachowaniu równych proporcji ze względu na płeć, wiek i wielkość miejscowości respondenta.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

What if?

Have you ever thought what would you do if prenatal diagnosis of infertility would be possible? Some types can already be diagnosed in utero: Turner syndrome, FraX, a disease that leads to premature ovarian insufficiency and some other inherited causes of both male and female infertility. Except for Turner syndrome which involves complications beyond the reproduction, there’s no routine prenatal screening for such. With a rapid development of medical genetics and reproductive medicine, many women are now asking for a “designer’s baby” and a question about passing down infertility often arises among IVF mums-to-be.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Some time ago, at a meeting on MRKH syndrome, a congenital absence of uterus and upper part of vagina,  several clinicians and I discussed how and when to make a diagnosis. Based on my research experience in reproductive epidemiology, I asked if it would be possible to diagnose MRKH prenatally. Nowadays, even very discreet details of fetal heart and brain can be visualised with ultrasound, so why not a relatively big organ? None of the experts knew if it would be possible or not but my question caused a heated debate.

It has already been agreed that the aim of prenatal testing is to improve perinatal outcomes and prevent a catastrophic disability of a potential baby. This is done by delivering a baby with a heart defect at a hospital equipped with pediatric cardiac surgery facilities. It also means that a mother can decide to terminate her pregnancy to prevent her own and neonatal suffering. We do not test for genetic predispositions for adult diseases, like BRCA1 gene mutation. Prenatal testing for gender selection is strictly forbidden almost everywhere. So, the question is “Is MRKH syndrome serious enough to allow prenatal testing for it?”.

Personally, I strongly believe suffering caused by this untreatable form of infertility is tragic enough that I do not wish even my worst enemies to go through it. While physical pain can be well-managed, emotional one is untreatable when all you want is your very own baby. In determining how severe a disease is we should consider emotional aspects and how it impacts a quality of life. It has already been proven that infertility is among one of the most stressful situations in one’s life. Unfortunately, it is very often forgotten by doctors and policy-makers.

With the recent developments in surrogacy and most recently, uterus transplantations I am not the only one wondering if MRKH could be prevented among our potential children. Genetic causes still remain unknown, pre-gestational genetic testing (PGD) is not an option, so ultrasound seems to be the only potential option. The main problem is that there is very little data on assessment of fetal uterus. It has already been found that a vaginal and a cervix should be visible as early as 19 weeks but it is rather anecdotal/case series than real evidence-based medicine (EBM). Certainly more research is needed, but based on what is already known, it should be possible to diagnose congenital absence of uterus in utero.

So, why is it not done? Set aside that most gynecologists know very little or nothing about MRKH and often fail to diagnose it in teenagers, it is a rare disease, it does not impact perinatal outcome, nor is lethal, and most believe it does not cause a disability (as if mental health and social wellbeing impairments weren’t such?!). All the top experts at the previously mentioned meeting were literally disgusted with my idea of prenatal testing for MRKH and they repeatedly asked why would I like to do so? We do not question why we screen for other conditions, so it was bemusing to hear their nonchalant and ignorant opinions. At that point in the discussion, I had not mentioned even a vague possibility of terminating a pregnancy with MRKH syndrome. As I said, fetal uterus (mainly cervix) should be visible on anomaly scan, so still within the legal time boundaries for late abortion (up to 21+6 here in Sweden). Due to the relatively liberal Swedish law, any fetal malformation is reason enough to grant a permission for termination of pregnancy.

I have been considering what I would do if I was pregnant (or in an unlikely case of a surrogate carrying for me) with a girl. Would I seek the best of the best, creme de la creme maternal-fetal medicine specialists to make sure she has her reproductive organs in place or would I prefer not to know and wait until she hits puberty? Such decisions are always extremely hard to make. I believe that every effort should always be done to make sure that every baby entering this world is healthy and gets the best possible start. I am also aware about the concept of “wrongful life” which, very briefly, means that a child was born with a medical condition because someone opted out of  proper preconceptional counselling or there was an error in prenatal testing. It is sometimes extended to parents who opted out of testing or even decided to continue pregnancy despite abnormal results. Based on my best professional knowledge and personal experience, I am pretty sure I would terminate a pregnancy knowing that the fetus has no uterus. This is important to note that so-called “pregnant brain” is a real thing and I might not be so strongly-voiced and sure while facing to make such decision during a very expected pregnancy.

Even some of my pro-choice colleagues disagree with the claim that infertility is a disease serious enough to allow termination of pregnancy. As I discussed previously, it is my personal perspective which makes me believe that I could not bear a girl who would have to suffer with MRKH. All those who ask me “Oh, so you think your life is worth nothing?” should first think before speaking up. Would it be ethically acceptable to allow a fellow human being suffer? As doctors we are taught “first, do not harm” and it is a bright example how to exercise this rule. In addition to mental and physical suffering there are also very high costs related to medical care which should be taken into account by competent authorities allowing late abortions.

Summing up, I strongly believe everyone has a right to healthy and happy life free from pain and suffering and whenever possible we should prevent bringing suffering to this world. Let me answer the question from the above paragraph: “If I had a choice as a fetus whether to be born with all the birth defects I have or not to be born at all, I would choose not to be born. Yes, I regret perinatal medicine 28-29 years ago didn’t allow prenatal diagnosis of MRKH. I am sure the world would be a better place without my suffering.”.

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Utrudnia zajście w ciążę i prowadzi do poważnych zdrowotnych konsekwencji. Czym jest hemochromatoza?

Hemochromatoza
for. unsplash.com - Wes Hicks

Choroba dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Przez długi czas może przebiegać bezobjawowo , a późna diagnoza w wielu przypadkach prowadzi do groźnych konsekwencji. Czym jest hemochromatoza?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

15 maja na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rodzin. Święto to zostało ustanowione w 1993 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Jego celem jest podniesienie świadomości społecznej na temat roli rodziny oraz wszystkich trudności, z jakimi musi się ona borykać we współczesnym świecie.

Z jakimi problemami zmagają się dzisiejsze rodziny? Jednym z nich jest na pewno problem niepłodności. Jakie mogą być jego przyczyny?

Zobacz także: Dieta płodności – zobacz przepisy na śniadanie

Zła dieta, brak aktywności fizycznej, a może używki?

Niepłodność może być spowodowana wieloma czynnikami. Utrudnić poczęcie dziecka może np. tłusta dieta o niskiej zawartości witamin i minerałów, brak ruchu albo nałogi. Palenie papierosów obniża płodność kobiety aż o 20 proc., podobny efekt wywoła otyłość albo niedowaga.

Picie nadmiernych ilości alkoholu również nie będzie sprzyjać szybkiemu poczęciu dziecka. Warto dodać, że niehigieniczny tryb życia wpłynie nie tylko na kobiecą, ale i na męską płodność. Jeśli para pragnie w niedługim czasie zajść w ciążę, powinna więc wspólnie zmodyfikować dotychczasowe nawyki.

Zobacz także: Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

Zaburzenia hormonalne, wady narządów rodnych, a może po prostu stres?

Za ok. 25 proc. przypadków kobiecej niepłodności odpowiadają zaburzenia jajeczkowania. Często są one efektem zespołu policystycznych jajników (PCOS), w którym dochodzi m.in. do wzrostu stężenia męskich hormonów płciowych – androgenów.

Niepłodność może mieć również związek z chorobami tarczycy, np. z niedoczynnością tarczycy czy mającą podłoże autoimmunologiczne chorobą Hashimoto.

Wady wrodzone narządów rodnych nie są częstą przypadłością wśród kobiet, mogą jednak stanowić poważną przeszkodę na drodze do rodzicielstwa. Wady te mogą dotyczyć macicy (macica jednorożna, dwurożna, macica z przegrodą, brak lub niedorozwój macicy), pochwy, sromu oraz przydatków. Niektóre z wad da się korygować operacyjnie, jednak nie zawsze jest to możliwe.

Czasem para ma trudności z zajściem w ciążę z całkiem wydawać by się mogło błahego powodu, gdy np. jest pod presją otoczenia. Rodzina często sama sugeruje, że najwyższy czas na dziecko. Wszelkie uszczypliwe uwagi o „tykającym zegarze biologicznym” warto jednak ignorować. Nadmierny stres związany z chęcią szybkiego zajścia w ciążę może przynieść odwrotny skutek. Para ma największe szanse na sukces wtedy, jeśli podejdzie do zadania ze spokojem.

Zobacz także: Problemy z erekcją? Sprawdź, czy ich przyczyną nie jest nadmiar żelaza w organizmie

A może nadmiar żelaza?

Długo utrzymujący się nadmiar żelaza w organizmie może prowadzić do spadku libido i zaburzeń funkcji seksualnych (w tym impotencji). Jest to sytuacja wstydliwa szczególnie dla mężczyzn. Jednak wielu panów bagatelizuje problem aż do momentu rozpoczęcia starań o dziecko. Najczęstszą przyczyną kumulowania się żelaza w organizmie jest hemochromatoza pierwotna (wrodzona).

Hemochromatoza powoduje, że żelazo odkłada się w tkankach i narządach wewnętrznych – w tym w przysadce mózgowej, jądrach i jajnikach. Przeładowane żelazem narządy nie mogą prawidłowo funkcjonować. Zakłócona zostaje równowaga hormonalna w organizmie, co u mężczyzn może skutkować zaburzeniami w produkcji plemników.

Na skutek zaburzeń hormonalnych u mężczyzny może wystąpić hipogonadyzm, objawiający spadkiem ochoty na seks, zaburzeniami erekcji oraz obniżeniem jakości nasienia.

U kobiet hemochromatoza może być z kolei przyczyną przedwczesnej menopauzy. Może się ona pojawić nawet przed 40. rokiem życia. Choroba skraca więc okres płodny kobiety, zmniejszając jej szansę na dziecko.

Hemochromatoza przez długi czas może przebiegać bezobjawowo. Jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, ponieważ zbyt późna diagnoza może być przyczyną innych, równie poważnych konsekwencji zdrowotnych. Hemochromatoza uszkadza bowiem nie tylko przysadkę mózgową, ale też wątrobę, trzustkę, serce oraz stawy. Jedynie szybka diagnoza daje szansę na uniknięcie tych problemów.

Zobacz także: Trombofilia wrodzona a ciąża. Zobacz, jakie masz szanse na urodzenie dziecka

Hemochromatoza – jak ją szybko zdiagnozować?

W pierwszej kolejności warto sprawdzić tzw. parametry gospodarki żelazem. W ten sposób nie zdiagnozujemy jeszcze hemochromatozy, ale dowiemy się, czy w naszym organizmie nie gromadzi się za dużo wspomnianego pierwiastka. Do wykrycia hemochromatozy pierwotnej służą natomiast badania genetyczne, identyfikujące mutacje odpowiedzialne za chorobę. Chodzi przede wszystkim o 3 mutacje w genie HFE (C282Y, H63D, S65C).

Warto dodać, że hemochromatoza wrodzona nie jest jedynym genetycznym czynnikiem niepłodności wśród par. Do problemów z poczęciem dziecka przyczynić się mogą również błędy w kariotypach partnerów, trombofilia wrodzona, czy celiakia, która może obniżyć płodność kobiety nawet o 40 proc., gdy nie jest leczona.

Zobacz także: Niepłodność a statystyka. Te liczby mogą budzić niepokój

Niepłodność – problem dotyczy już 1,5 miliona par!

A są to dane jedynie szacunkowe, co oznacza, że par tych może być znacznie więcej. Na szczęście w ostatnich latach udało się zauważyć większą niż kiedyś liczbę par szukających przyczyny swoich problemów z płodnością.

Powodem może być większa świadomość oraz łatwiejszy dostęp do specjalistycznej opieki medycznej z zakresu wspomagania rozrodu. Niemniej niepłodność nadal jest dość palącym problemem, o którym warto rozmawiać. Zwłaszcza w tak szczególnym dniu, jak Międzynarodowy Dzień Rodzin.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Autor: Natalia Jeziorska, testDNA, www.testdna.pl

Logo testDNA.pl

Źródła:

G. Ekpo, I. Moy, M.E. Palone, M.P. Milad, Zastosowanie cytrynianiu klomifenu

w indukcji jajeczkowania: kiedy, jak i dlaczego?, „Ginekologia po dyplomie” 2011, s. 72.

E. Waszczuk, W. Homola, Zaburzenia rozrodczości u chorych na celiakię, „Advances in Clinical and Experimental Medicine” 2006, 15, 6, s. 1097.

Stanowisko Zespołu Ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego dotyczące diagnostyki i leczenia niepłodności – skrót, Warszawa 2011.

C. Łepecka-Klusek, A. B. Pilewska-Kozak, G. Jakiel, Niepłodność w świetle definicji choroby podanej przez WHO, „Medycyna Ogólna i Nauki o Zdrowiu” 2012, t. 18, nr 2, s. 164.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kryją się w wielu produktach i mogą zaburzać płodność. Teraz łatwo wyeliminujesz je z diety!

Zupka chińska w okrągłej misce, na niej pałeczki /Ilustracja do tekstu: Gdzie znajdują się tłuszcze trans? Teraz to sprawdzisz
Fot.: Pixabay.com

Wyroby cukiernicze, koncentraty warzywne, produkty zbożowe – tłuszcze trans mogą kryć się niemal wszędzie i każdego dnia narażać nasze zdrowie na szwank. Według licznych badań izomery te są potwierdzonym czynnikiem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów złośliwych oraz cukrzycy typu 2. Analizy badaczy wskazują, że mogą one też sprzyjać zaburzeniom płodności i laktacji, a nawet astmie oskrzelowej. Jak się przed nimi uchronić? Teraz to całkiem proste!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przed kilkoma dniami Instytut Żywności i Żywienia (IŻŻ) upublicznił pierwszą część elektronicznej bazy izomerów trans w środkach spożywczych. To wygodne, bezpłatne i funkcjonalne rozwiązanie pomoże konsumentom znaleźć cenne informacje dotyczące zawartości izomerów trans w produktach spożywczych.

Gdzie znajdują się tłuszcze trans? Sprawdź w bazie!

Obecnie w bazie dostępne są dane dla 568 produktów z siedmiu kategorii (koncentraty spożywcze, mleko i przetwory mleczne, produkty typu fast food, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia, tłuszcze roślinne, wyroby cukiernicze i ciastkarskie, ziarna zbóż i produkty zbożowo-mączne). Dla każdego typu produktu podano wartości średnie, minimalne i maksymalne zawartości izomerów trans. Możemy także prześledzić cały asortyment z danej kategorii, by sprawdzić, które produkty są bezpieczne, a które lepiej wyjąć z koszyka.

Zgodnie z planami IŻŻ, w kolejnych miesiącach w bazie pojawią się nowe produkty (w tym: słodkie kremy do smarowania, pączki i drożdżówki czy błyskawiczne zupy z makaronem). Docelowo planowane jest utworzenie ok. 20 kategorii, a wszystkie dane będą na bieżąco weryfikowane i uaktualniane.

CZYTAJ TEŻ: 10 produktów, które poprawią męską płodność na wiosnę

Tłuszcze trans: jaka ilość jest bezpieczna dla zdrowia?

Instytut Żywności i Żywienia zaleca, by w diecie zapewniającej odpowiednią wartość odżywczą spożycie izomerów trans było tak niskie, jak to możliwe. Powołując się na Światową Organizację Zdrowia, apeluje, by nie przekraczało ono maksymalnego poziomu 1% energii z całodziennej diety. Większa ilość tłuszczów trans może mieć groźne konsekwencje dla zdrowia, a nawet płodności. Właśnie dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, co spożywamy na co dzień.

– Absolutnie kluczową rolę w prewencji chorób przewlekłych spełnia rzetelna edukacja – przyznaje prof. dr hab. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia.

Internetowa baza izomerów trans, utworzona przez Instytut Żywności i Żywienia, powstała w ramach zadania 3.1.7 Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020. Eksperci Instytutu podkreślają, że informacje w niej zawarte mogą być wykorzystywane także do prowadzenia badań naukowych. Będą pomocne m.in. w ocenie narażenia na izomery trans różnych grup populacyjnych oraz w badaniu korelacji pomiędzy ilością izomerów trans w diecie a ryzykiem zachorowalności i umieralności z różnych przyczyn, m.in. na skutek chorób sercowo-naczyniowych.

Źródło: izz.waw.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Na cykle bezowulacyjne i problemy z miesiączką. Siemię lniane na płodność

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie pozaustrojowe często postrzegane jest jako ostateczność – krok przed którym, z różnych względów, bardzo długo się wzbraniamy. A jeżeli już się na niego zdecydujemy, oczekujemy prostej (mimo swej biologicznej złożoności) procedury, z gwarancją efektu. Z Martą Sikorą–Polaczek, embriologiem w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, kierownikiem laboratorium IVF  rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiając się nad efektywnością zapłodnienia pozaustrojowego, warto najpierw zadać sobie pytanie, jaki jest główny cel tej metody, co możemy osiągnąć, stosując in vitro? Ujmując w kilku zdaniach obowiązujące rekomendacje i aktualne standardy – zapłodnienie pozaustrojowe ma: 

  • ominąć bariery, które spotykają na swojej drodze plemniki, czyli obejść problem niedrożnych jajowodów, niskiej koncentracji i ruchliwości plemników czy nieprawidłowej interakcji plemników z komórką jajową. Pomaga parom, które bez tej techniki nie mają szans na biologiczne potomstwo. 
  • „skoncentrować” siły reprodukcyjne w jednym, perfekcyjnie kontrolowanym cyklu – czyli ratować czas reprodukcyjny, zwiększyć szanse rozwoju i implantacji prawidłowego zarodka, gdy wiek lub jakiekolwiek inne przyczyny te szanse ograniczają. Pomaga parom, które mogą inaczej nie zdążyć mieć własnego potomstwa. Stosując zapłodnienie pozaustrojowe, nie modyfikujemy właściwości komórek rozrodczych, nie ingerujemy w genom zarodka czy wreszcie (wbrew przerażającym pseudonaukowym publikacjom) nie tworzymy „nadmiaru” istnień ludzkich, wybierając te najsilniejsze. 

Jakie są w związku z tym najistotniejsze czynniki, które wpływają na efektywność zapłodnienia pozaustrojowego? 

Takim czynnikiem jest potencjał komórek rozrodczych. Oczywiście dzięki osiągnięciom nauki wiemy coraz więcej o tym, jak ten potencjał mierzyć (badając np. poziom rezerwy jajnikowej czy analizując parametry nasienia) oraz jak najefektywniej i najbezpieczniej (stosując odpowiednie protokoły stymulacyjne) go wydobyć. Nie potrafimy jednak ciągle na niego wpłynąć – to prawdziwe wyzwanie dla medycyny! 

Które czynniki wpływające na skuteczność zapłodnienia zależą od pary starającej się o dziecko?

Mimo że nie możemy modyfikować naszego potencjału rozrodczego, to możemy jednak o niego zadbać. Możemy zadbać o komórki rozrodcze tak jak o wszystkie inne komórki naszego organizmu. Publikowane są ciągle (lepiej lub gorzej udokumentowane) doniesienia o niższej efektywności zapłodnienia pozaustrojowego u kobiet z wysokim BMI, u palaczy, u osób przewlekle zestresowanych. 

W jaki sposób praca w laboratorium kliniki leczenia niepłodności i podejmowane tam decyzje od momentu pobrania komórki jajowej i nasienia mają wpływ na skuteczność przeprowadzonego in vitro? 

Praca embriologa rozpoczyna się w momencie przekazania do laboratorium komórek rozrodczych. Nasza rola to efektywne przeprowadzenie połączenia komórek – tutaj liczą się umiejętności i doświadczenie embriologa. Komórkom i rozwijającym się zarodkom trzeba zapewnić optymalne warunki – składniki odżywcze, temperaturę, pH, stężenie tlenu – tu ma znaczenie zarówno praca zespołu, jak i wyposażenie laboratorium, stosowane pożywki hodowlane, jakość powietrza, kontrola warunków laboratoryjnych. 

Czytaj też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda: wyjaśnia embriolog

Niezwykle ważna dla pary jest decyzja dotycząca liczby zapładnianych komórek jajowych, podejmowana wspólnie z lekarzem. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce zapładniamy maksymalnie 6 komórek jajowych u kobiet poniżej 35. roku życia, jeśli nie ma innych okoliczności obniżających efektywność (2 nieudane procedury w przeszłości lub choroba współistniejąca). Daje nam to realne statystycznie szanse na uzyskanie 2 prawidłowo rozwiniętych zarodków, a więc jeden/dwa transfery, każdy z około 40%-ową szansą na ciążę. Możemy zmniejszyć liczbę zapładnianych komórek, ale doniesienia literaturowe są nieubłagane – im więcej komórek zapłodnimy, tym większe są szanse na ciążę z tego cyklu stymulacji. Warto jednocześnie pamiętać, że zarodek jest w Polsce prawnie chroniony – nie może zostać zniszczony lub przekazany na cele badawcze. Wszystkie utworzone i prawidłowo rozwijające się zarodki tra ą do rodziców – biologicznych lub adopcyjnych. 

Połączenie komórek rozrodczych podczas procedury in vitro nie wystarcza, by doszło do zapłodnienia. Duża liczba komórek jajowych nie rozwija się i nie staje się zarodkami. Dlaczego tak jest? 

Jedna komórka – jeden zarodek – pojedyncza ciąża to efekt, jaki niewątpliwie chcielibyśmy osiągnąć. Wiemy jednak, że aby zarodek rozwijał się prawidłowo, musi być prawidłowy genetycznie – a więc dostać właściwe „pakiety” genetyczne od komórek rozrodczych i nie wygenerować błędów podczas podziałów. A ogromna liczba zarodków niesie w sobie duże nieprawidłowości. Liczne aneuploidie (nieprawidłowe liczby chromosomów) są letalne – takie zarodki nie mają szansy na dalszy rozwój. Ich obumieranie można uznać za naturalny biologiczny mechanizm. Niezbędna jest też „gotowość” cytoplazmatyczna komórki jajowej – wykazano, że niektóre zarodki zatrzymują się w rozwoju, mimo że są genetycznie prawidłowe. 

Co świadczy o prawidłowym rozwoju zarodka? 

Zgodnie z przyjętymi standardami pracy zarodek rozwija się prawidłowo, jeżeli:
– dzieli się zgodnie z przyjętym czasem – zarodek dwudniowy powinien być 2- lub 4-komórkowy, zarodek 5-dniowy to już kilkadziesiąt komórek,
– ma struktury charakterystyczne dla swojego stadium rozwojowego – blastocysta musi mieć np. węzeł zarodkowy, czyli grupę komórek, z których rozwinie się płód,
– jego komórki nie degenerują. 

Musimy jednak pamiętać, że prawidłowo wyglądający zarodek to nie wszystko. O udanym transferze zarodka decydują kompetencja (morfologiczna i genetyczna) zarodka i gotowość macicy do jego przyjęcia. Tutaj dotykamy odrębnej, wychodzącej poza laboratorium, a bardzo złożonej kwestii receptywności endometrium macicy. 

Jak wygląda skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego w statystykach? Jak jest mierzona i liczona efektywność in vitro? 

Każdy ośrodek powinien mierzyć swoją efektywność w wielu punktach – istnieją wskaźniki obliczone na dużych populacjach i pozwalające określić, czy wszystko, zarówno na poziomie laboratorium, jak i lekarskim, działa prawidłowo (np. współczynnik zapłodnienia, rozwoju zarodkowego, efekty poszczególnych lekarzy i embriologów). 

To, co ośrodki podają do informacji pacjentów, to jedynie ułamek tej wiedzy, jednocześnie najbardziej istotny – informacja o uzyskanych ciążach. Przeglądając statystyki, warto zwrócić uwagę, jaka grupa wyjściowa była analizowana: czy podawane są ciąże w przeliczeniu na wykonany transfer, na rozpoczętą stymulację, czy kumulatywne – na jeden cykl stymulacji ze wszystkimi wykonanymi transferami lub wręcz na kilka cykli. Warto dopytać o to, jakich grup wiekowych dotyczą dane. I wreszcie porozmawiać z lekarzem lub embriologiem o procedurach stosowanych w danym ośrodku. Na przykład – jeśli ośrodek wykonuje tylko transfery blastocyst, jego wskaźniki „na transfer” mogą być bardzo wysokie, ale „umkną” z nich wszystkie cykle, w których trzeba było przerwać leczenie, nie udało się uzyskać komórek lub zarodki przestały się rozwijać na wcześniejszym etapie. 

Niezależnie od tego, które statystyki zdecydujemy się jako ośrodek opublikować – stosując świadomie metodę zapłodnienia pozaustrojowego, umożliwiamy posiadanie biologicznego potomstwa ogromnej grupie tych, dla których inne metody leczenia nie mają szans powodzenia lub grożą bezpowrotną utratą czasu reprodukcyjnego. Z zaprezentowanych na konferencji Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii statystyk Ministerstwa Zdrowia dotyczących refundowanych cykli leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2013–2016 w Polsce wynika, że udało się pomóc 80% par uczestniczących w programie. 

POLECAMY: Pobranie męskich i żeńskich komórek rozrodczych przed in vitro? Na czym polega – wyjaśnia embriolog

Gość wywiadu: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia skończyła na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowywała w Zakładzie Genetyki UJ Krakowie, we współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.