Przejdź do treści

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

dr estera kłosowicz

Poronienie to doświadczenie, o które należy zatroszczyć się holistycznie. Zarówno od strony psychologicznej, jak i medycznej. Jak z punktu widzenia lekarza wygląda opieka nad kobietą, która utraciła ciążę i co pomoże nam w prewencji poronień? Na nasze pytania odpowiedziała dr Estera Kłosowicz, ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy z perspektywy lekarza inaczej pracuje się z kobietą, która doświadczyła poronienia, niż z pacjentką, która nie ma takiej historii?

Dr Estera Kłosowicz: Zdecydowanie, chociaż wiele zależy od tego, czy jest to pierwsza utrata ciąży, czy kolejna. Na pewno taka pacjentka wymaga szczególnego podejścia psychologicznego, ponieważ dla kobiety poronienie jest szokującym wydarzeniem. Przygotowuje się ona na przyjęcie nowego życia, a zderza się z nieoczekiwaną, często pozbawioną sensu stratą. Co ważne, pacjentki reagują w bardzo zróżnicowany sposób. Pojawia się szok, złość, gniew, bardzo często poczucie winy. Kobiety szukają, gdzie popełniły błąd lub też czy błąd popełnił lekarz.

Pary, które utraciły ciążę, potrafią przeżywać to w taki sam sposób, jakby straciły dziecko, z którym się już związali, zżyli, z którym wiąże ich więź emocjonalna. Dlatego też aspekt psychologiczny ma czasami początkowo większe znaczenie, niż medyczny. Takiej pacjentce na pewno trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, rozmowy i wsparcia.

Jeśli zaś chodzi o działanie jakie obserwuję, to część pacjentek ze wzmożoną intensywnością chce starać się o kolejną ciążę i nie poddaje się. Inne zaś nie potrafią udźwignąć swoich przeżyć i rezygnują.

A jak wygląda to w takim razie od strony medycznej?

Z medycznego punktu widzenia bardzo ważne jest znalezienie przyczyny utraty ciąży i wytłumaczenie pacjentce, gdzie może znajdować się problem. Jeżeli jest to pojedyncza utrata ciąży należy wytłumaczyć, że najczęstszą przyczyną tego typu poronienia jest czynnik genetyczny – błąd w zarodku, który w naturalny sposób, jako mechanizm doboru naturalnego, jest eliminowany. Inną grupą są pacjentki, u których występują tzw. poronienia nawykowe. Jest to wąska grupa, bowiem dotyczy około 5 proc. par w wieku rozrodczym i wymaga szerokiej diagnostyki. O poronieniach nawykowych mówimy, gdy kobieta doświadcza trzech lub więcej poronień, które występują po sobie. W takim wypadku najczęstszą przyczyną jest czynnik immunologiczny. Stanowi on aż 70 proc przypadków. Należy wtedy zintensyfikować diagnostykę m.in. w kierunku zespołu antyfosfolipidowego.

Co w takim razie z przyczynami, na które zdaje się, że mamy większy wpływ – dieta, styl życia, stres?

W trakcie naszego życia materiał genetyczny ulega zmianom pod wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych takich jak nieprawidłowa dieta, używki czy nadmiar stresu, które prowadzą powstawania i namnażania błędów w materiale genetycznym.

Najważniejszym elementem zdrowego stylu życia jest odpowiednio zbilansowana dieta, która dostarczy składników odżywczych, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

W codziennej praktyce obserwujemy dwie skrajności. Pacjentki, które popadają w nadmierne dbanie o dietę i  często niedowagę, co generuje zaburzenia hormonalne. Z drugiej strony są pacjentki z nadwagą i otyłością, u których występuje szereg zmian w organizmie, mogących prowadzić nie tylko do poronienia, ale także istotnych problemów w przebiegu ciąży. Jest to związane z występującą u otyłych pacjentek insulinoopornością. Pojawiać się u nich może także zwiększona produkcja androgenów. Część kobiet z otyłością to także pacjentki z zespołem policystycznych jajników, czy z zaburzeniami funkcji tarczycy.

W kontekście diety ryzyko poronień mogą zwiększać wszelkiego rodzaju niedobory, np. witaminy B, selenu, czy cynku. Niewątpliwie wiąże się z tym także styl życia. Bardzo istotny jest wpływ używek – takich jak alkohol, papierosy czy kofeina. Zbadano, iż wysokie dzienne spożycie kofeiny (powyżej 300mg), zwiększa prawdopodobieństwo utraty ciąży. Trzeba przy tym pamiętać, że kofeina to nie tylko kawa, ale i inne produkty, na które często pacjentki nie zwracają uwagi jak herbata, cola czy czekolada.

Jeśli zaś chodzi o stres, badania wskazują, iż występujący w pierwszych trzech tygodniach ciąży zwiększa prawdopodobieństwo utraty dziecka aż trzykrotnie. Badacze udowadniają, że jest to skutek nadmiaru kortyzolu, czyli hormonu stresu, który jest sygnałem alarmowym – pokazuje, że warunki są na tyle niekorzystne, iż organizm nie da rady utrzymać ciąży.

Coś, co jest podkreślane przez ekspertów, jako czynnik ryzyka poronień, to także wiek kobiety.

Ryzyko poronienia samoistnego zwiększa się wraz z wiekiem, co związane jest ze zmniejszającą się liczbą i jakością pozostałych w jajnikach komórek jajowych.  Szacuje się, że u pacjentek do 35. roku życia ryzyko poronienia wynosi około 5 proc. Pomiędzy 35., a 39. rokiem życia  co dziesiąta pacjentka może utracić ciążę. Powyżej 40. roku życia już co druga. Należy pamiętać, że czynnikiem ryzyka poronienia jest również zaawansowany wiek ojca – powyżej 40. roku życia. Warto w tym kontekście pamiętać, by decyzji o rodzicielstwie nie odkładać „na później”.

 

Fot. Centrum Leczenie Niepłodności PARENS

Lek. med. Estera Kłosowicz

Absolwentka Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w zakresie medycyny oraz dietetyki.

Ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Warto przeczytać:

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”? Psychoterapeutka: „Nie ma jednego, słusznego przeżywania straty”

Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Inne wymiary poronienia

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów. Nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. Zobacz, o co chodzi!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według badań przeprowadzonych przez organizację non profit Tommy’s , spośród 6000 kobiet, które doświadczyły poronienia, dwie trzecie miały trudności z mówieniem o tym, tyle samo nie mogło tematu poruszyć z przyjaciółką, a jedna trzecia uznała, że nie może o tym porozmawiać z własnym ojcem. Badań pokazujących, jak trudno jest kobietom sięgnąć po wsparcie, jakie mają kłopoty z ujawnieniem, co się im zdarzyło i jak bardzo czują się samotne jest wiele.

Poronienie ma wiele wymiarów

Złożoność emocji towarzyszących stracie również została na wiele sposób opisana. Emocje te muszą być silne i pierwotne, skoro tak trudno o nich mówić. Jednak jeśli poprosić kobiety, żeby anonimowo i online opowiedziały o swoim doświadczeniu poronienia, jak zrobiła to jedna z większych amerykańskich gazet okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów, nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. I wcale nie są to historie rzadkie. Historie te pokazują, jak bardzo sposób doświadczenia poronienia zależny jest od aktualnej sytuacji kobiety oraz kontekstu społecznego.

Wczesne poronienie się nie liczy?

W pierwszą ciążę A. zaszła szybko, z mężczyzną, z którym nie wiązała żadnej przyszłości, pomimo potwierdzonego PCOS. Po trzech tygodniach od pozytywnego testu, A. zaczęła odczuwać skurcze. Potem poszło szybko – wizyty u lekarza, krwawienie, koniec ciąży. Niewiele o tym myślała uznając, że widocznie tak miało być. Osiem lat później, już jako szczęśliwa mężatka, zapragnęła mieć dziecko. Tym razem sprawa nie była jednak tak prosta, PCOS nie dawało za wygraną, trzeba było rozpocząć leczenie niepłodności, bezskuteczne jak dotąd. A. wie jednak, że jeśli zdecyduje się na in vitro obarczone będzie ono zwiększonym ryzykiem poronienia. Ma też świadomość, że tym razem nie przeszłaby go ona tak bezboleśnie. Dlatego też bardzo zirytowały ją słowa położnej w klinice, że „wczesne poronienie się nie liczy”. Dla niej się liczy. Być może dlatego, że choć tamto dziecko było w zasadzie niechciane, w jej myślach i uczuciach jakoś zaistniało.

Cienka granica między stratą a aborcją – o co chodzi?

Dla każdej osoby, która pozwala sobie na wątpliwości i niepewność, ciąża i jej przebieg często bywa obszarem niepewności. Nie ma jasnych odpowiedzi, trzeba mierzyć się z sytuacjami niewyobrażalnymi i żyć z ich konsekwencjami.

K. miała już jedno dziecko w wieku przedszkolnym, kiedy poczuła, że to czas na kolejne macierzyństwo. Ciąża pojawiła się bez szybko i przebiegała bez problemów. Do pierwszego usg i badań genetycznych. Okazało się wówczas, że jest bardzo duże ryzyko, że dziecko jest poważnie chore, być może ma zespół śmiertelnych wad i nie przeżyje nawet etapu ciąży. Amniopunkcja, na wyniki której K. czekała kilka strasznych tygodni potwierdziła zespół śmiertelnych wad u dziecka. Nie było żadnych szans, żeby dziewczynka przeżyła poród, ale jej serduszko biło. Po konsultacji z lekarzem prowadzącym zapadła decyzja o zakończeniu ciąży.

Procedura trwała nie więcej niż pół godziny. Po wszystkim K. wróciła do domu i przez następne dni dochodziła do siebie. Kiedy dziś, po latach od tamtych wydarzeń myśli o przeszłości wie, że była to decyzja jednocześnie jej i nie jej. Że wybór był jedynie pozorny, wybór pomiędzy cierpieniem i cierpieniem. Czy więc była to aborcja?

Poronienie, którego nie było

Również taki list napłynął do redakcji gazety, która poprosiła kobiety o opisanie swojej historii poronienia.  

T. mieszka za oceanem, w stanie słynącym z bardzo ostrego prawa antyaborcyjnego i ograniczonego dostępu do środków antykoncepcyjnych. To, co jednak okazało się wiążące w jej historii to jej własne wychowanie, przekonanie, że rodzina powinna opierać się na tradycyjnych wartościach, że mąż pracuje, a kobieta zajmuje się domem i w związku z tym to on ma ostateczne zdanie. Dla postronnego obserwatora postawa ta może wydawać się archaiczna, jednak wcale nie jest rzadka również w zachodnim społeczeństwie.
Dzieci urodziła więc kilkoro aż do punktu, kiedy wiedziała, że kolejna ciąża zniszczy ją fizycznie i emocjonalnie. Zadbała więc o to, żeby w domu były środki antykoncepcyjne, rozpoczęła liczne rozmowy z mężem, który zobowiązał się do poddania się wazektomii. Tyle tylko, że nigdy nie mógł znaleźć czasu na wizytę u lekarza, sięganie po antykoncepcję również nie bardzo go przekonywało. I zdarzyła się kolejna ciąża zakończona najcięższym z dotychczasowych porodem, głęboką depresją poporodową T. oraz hospitalizacją. K. nigdy nie wróciła do równowagi emocjonalnej, a małżeństwo ostatecznie się rozpadło.

Można sobie wyobrazić, że K. swoją historię uznała za historię poronienia, które się nie wydarzyło. O którym myślało się, jak jedynym wyjściu, bez względu na jego wymiar etyczny czy medyczny.

To samo wydarzenie, umiejscowione w konkretnej rzeczywistości i kontekście, może oznaczać coś zupełnie innego.

W przypadku poronienia to zawsze jest jakaś utrata, koszt ponoszony przez kobietę. Czasem jednak jest to koszt mniejszy niż inne dostępne opcje.

POLECANE:

Poronienie i strata dziecka – fotografie

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Poroniła i informuje o tym robiąc tatuaż! To forma terapii – uważa psycholog. A co czuje kobieta po stracie?

Fot. screen
Fot. screen

Stópki, skrzydła, serduszka, baloniki, imiona i data urodzenia to najczęstszy motyw tatuaży, które kobiety robią sobie po stracie dziecka nienarodzonego. Zobacz, co na temat tej formy radzenia sobie z poronieniem uważa psycholog. A co mówi kobieta po stracie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobiety po stracie mają różne emocje i odczucia. Jedne przeżywają poronienie w samotności, w ciszy wypłakując łzy do poduszki, inne mogą rozmawiać o tym godzinami z przyjaciółkami, czy terapeutkami. Każdy radzi sobie z bólem i stratą na swój własny sposób. Ostatnio dość częstym zjawiskiem jest robienie tatuaży upamiętniających poronienie.

Dla innych osób może być to niezrozumiałe, a nawet dziwne, ale dla kobiet po stracie to forma upamiętnienia tego wydarzenia, czyli ciąży i pamięci o dziecku – mówi Joanna Piątek – Perlak, psycholog i psychoterapeuta perinatalny, specjalizujący się z w pomaganiu osobom ze stratą dziecka.

Tatuaż upamiętniający poronienie – dziwne?

Zdaniem psychologa, decydując się na taką pamiątka kobiety po poronieniu chcą upamiętnić to, co się zdarzyło w manifeście do lekarzy, rodziny, przyjaciół, którzy traktują ich stratę jako temat tabu i radzą szybki powrót do codzienności.

– To jest forma ich uporania się ze stratą i przeżycia cierpienia na ich własny sposób, więc jeśli dla nich jest to ważne, to nie widzę przeciwskazań – dodaje psychoterapeuta perinatalna. – Jedne z pacjentek noszą tzw. bransoletki aniołkowe a inne robią tatuaże.

Pamiętam jedną z pacjentek, która była po 4 poronieniach i miała jedno dziecko. Zrobiła sobie tatuaż na plecach przedstawiający dziewczynkę trzymająca 4 ptaszki, piąty latał wolny w powietrzu. Dla niej to był niezwykle ważny symbol. Ważna część jej życia.

Zdaniem psychologa kobiety nie chcą tak łatwo przechodzić do porządku dziennego po stracie dziecka nienarodzonego. Tatuaże im w tym pomagają.

– Sama podczas pewnego etapu terapii zalecam wykonanie pracy domowej w formie pudełka wspomnień – dodaje Joanna Piątek – Perlak, psychoterapeutka. – Podpowiadam, by tam kobieta po stracie schowała wszystkie rzeczy związane ze zmarłym dzieckiem: test ciążowy,  zdjęcie w ciąży itd., by mogła w ten sposób pożegnać się z dzieckiem i być gotowa na nowy etap w swoim życiu… nową ciążę.

Kobieta po stracie – zrobiłam tatuaż, bo…

Jedną z mam, która wykonała sobie tatuaż jest pani Ola.

Zrobiłam sobie ten tatuaż, żeby każdy wiedział że ja też jestem matką, tyle, że anioła, najpiękniejszej istoty – mówi pani Ola. – Taki mój krzyk rozpaczy. Czekałam 13 lat na tą kruszynkę i jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży szalałam ze szczęścia, które zostało przerwane tak nagle. Dlatego zrobiłam tatuaż przelałam swoją rozpacz na parę słów na ciele…

Widziałyście tatuaże po stracie?

 

Fot. screen

 

poronienie 2

poronienie3

poronienie4

poronienie6

Tatuaż Oli - bohaterki tekstu

Tatuaż Oli – bohaterki tekstu

Co o tym sądzicie?

POLECAMY:

Każdego może to spotkać – poronienia

Poronienie i strata dziecka-niezwykłe fotografie

Poronienia nawracające – czym są?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Foto:  Beauty by Blair Photography Facebook
Foto: Beauty by Blair Photography Facebook

Starasz się, czekasz, marzysz – w końcu udaje się. Oczekujesz dziecka! „Gdy lekarz potwierdził to, co i tak wiedziałam, że się zdarzyło, czułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce” – mówi Blair Waite, która straciła ciążę w 9. tygodniu. Chociaż przeszła ogrom cierpienia, dziś jest w stanie wspierać inne kobiety, które także zmierzyły się na swojej drodze z poronieniem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Blair i jej mąż długo starali się o dziecko. Gdy tylko dowiedzieli się o ciąży, szczęśliwi od razu powiadomili rodzinę. Nie mogli doczekać się kiedy poznają swoje maleństwo! Pewnego dnia kobieta obudziła się jednak krwawiąc. Pomimo, że mąż zadzwonił po lekarza, ona natychmiast wiedziała co się dzieje. „Jak moje ciało mogło mnie i moje dziecko w ten sposób zawieść? Jak jedyne miejsce, które miało uczynić moje dziecko bezpiecznym, odżywionym i zdrowym mogło się poddać? Powiedzieć, że byłam zdewastowana, to jak nie powiedzieć nic” – opisuje swoje emocje Blaire. Owe emocje, nawet przywoływane po czasie, budzą wiele trudnych myśli. Ogrom poczucia winy, żalu i bezsilności, z którymi mierzy się kobieta doświadczająca poronienia, są niesłychanie głębokie.

Nie mogłam mówić o tym przez rok. Poprosiłam męża, by to on przekazał rodzinie co się stało, a także by powiedział, żeby ze mną na ten temat w żadnym wypadku nie rozmawiali. Nie mogłam tego znieść.

(…)

Nienawidziłam swojego ciała za zdradę mnie i dziecka, ale co było gorsze, byłam zła na siebie za to, że czuję się aż tak bardzo zrozpaczona. Czułam, że przesadzam i nie powinnam być aż tak smutna, bo w końcu dziecko miało „tylko” 9 tygodni. Jest tak wiele ludzi z „prawdziwymi” problemami, a ja jestem po prostu samolubna. Czekałam aż ból odejdzie, albo chociaż się mniejszy, ale tak się nie działo.

Na drodze Blair stanęła wtedy inna kobieta, która przeszła przez podobną ścieżkę. Straciła ciążę w 10. tygodniu. Okazało się, że pojawiające się w niej emocje i stany były niezwykle podobne. Uświadomiło to Blair, że nie jest sama, a doświadczane przez nią uczucia są jak najbardziej normalne i ma pełne prawo do ich przeżywania!  Co więcej, jak mówiła w rozmowie z naszym portalem psychoterapeutka Katarzyna Mirecka: Nie ma jednego, słusznego i zdrowego przeżywania straty >>KLIK<<. Każdy powinien znaleźć odpowiednią przestrzeń dla siebie i przede wszystkim, pozwolić sobie na przeżycie pojawiającego się bólu – bo jak zauważyła Blaire, on sam z siebie nie odchodzi.

Siła, nadzieja, przyszłość

Dwa lata po stracie Blaire postanowiła przekuć swoje doświadczenia w działanie, które ma pomóc innym kobietom. Do swojego projektu zaprosiła 11 pań, które także zmierzyły się z poronieniem, a teraz noszą w sobie zdrowe dzieci – Rainbow Baby: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – czytamy na „Bored Panda”.

Zdjęcia są pełne nadziei i niewątpliwie zdejmują jakiś rodzaj tabu z poronienia właśnie. Kobiety wcale nie muszą czuć się ze swoimi doświadczeniami same, bo same zdecydowanie nie są. Blaire przytacza, że strata ciąży dotyka 1 na 4 kobiety! Jest to ogromna grupa, z czego być może na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, bo wiele kobiet cierpi w milczeniu. Zamykamy się, obwiniamy siebie, czujemy się jak ofiary. Chcę, abyście wszystkie wiedziały, że nie jesteście same, że nie jest to waszą winą i nie oznacza to, że już nigdy nie będziecie miały dziecka – podsumowuje fotografka. Czy można dać więcej nadziei, niż robią to jej zdjęcia i szczera, prawdziwa historia?

 

Źródło: „Bored Panda” / Beauty by Blair Photography Facebook

 

Zobacz też:

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

Niezwykłe zdjęcia matki, która sześć razy poroniła

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zbiorowy pochówek dzieci nienarodzonych w Lublinie

pochówek dzieci nienarodzonych
Pochówek zaplanowano na 15 października 2018 r. / fot. Pixabay

W przyszłym roku na cmentarzu komunalnym na Majdanku w Lublinie zaplanowano pierwszy zbiorowy pogrzeb dzieci nienarodzonych. Powstanie tam też symboliczna mogiła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy zbiorowy pochówek prawdopodobnie odbędzie się 15 października 2018 roku, czyli w Dniu Dziecka Utraconego.

Pochówek dzieci nienarodzonych

Cały czas omawiane są jeszcze sprawy formalne – informuje Magdalena Sudoł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, który zajmuje się m.in. pochówkami dzieci, których rodzicom nie przysługuje zasiłek pogrzebowy.

Pochówki prawdopodobnie będą się odbywać na w miejscu na cmentarzu komunalnym na Majdanku, które było zarezerwowane pod budowę nowej kaplicy.

15 października br. zbiorowy pogrzeb dzieci utraconych odbędzie się w Koszalinie, Pile, Słupsku i Szczecinku. Są to już kolejne pochówki prochów dzieci zmarłych w wyniku poronienia bądź martwego urodzenia.  

Dzień Dziecka Utraconego

15 października jest dla wielu osób dniem wyjątkowym. To wtedy wspomina się dzieci utracone na skutek poronienia, przedwczesnego porodu, jak również dzieci zmarłe.

Według prawa każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności jest dzieckiem. Zatem kobietom po poronieniu i martwym urodzeniu lub w sytuacji, gdy zgon nastąpił przed 8 tygodniem życia, przysługują takie same prawa. Istotne jest jednak ustalenie płci dziecka.

Jakie prawa przysługują rodzicom po stracie?

Ustalenie płci dziecka jest konieczne do uzyskania świadczeń. Koszt badania to 400 zł i ciężar ten spada na rodziców, jeżeli chcą uzyskać od szpitala odpowiednie dokumenty. Bywa jednak, że personel po prostu pyta rodziców, jaką płeć wpisać do dokumentacji, aby oszczędzić kosztów i oczekiwania na wyniki badań.

Najważniejszym świadczeniem jest możliwość rejestracji dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Daje to możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni, nie krócej jednak niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka, jak również zasiłku pogrzebowego i urlopów okolicznościowych w związku z urodzeniem dziecka i pogrzebem.

Zobacz także:

Dzień Dziecka Utraconego 2014 

Inne wymiary poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Wschodni, Radio Plus, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.