Przejdź do treści

Pomyśl zanim spytasz, dlaczego ktoś nie ma dzieci

dlaczego nie masz dzieci

Dla wielu z nas pytanie o macierzyństwo wydaje się zupełnie normalne. Szczególnie, gdy para od kilku lat wprowadzi wspólne życie. Z pozoru błahe pytanie może być potężnym ciosem. Pomyśl zanim spytasz…

Dwa dni temu wróciłam ze szpitala, kilka dni wcześniej okazało się że moje dziecko się nie rozwija, byłam w 6 tygodniu ciąży, prawdopodobnie nie rozwijało się od 4tego, ale to ciężko stwierdzić. Cały czas się tak pocieszam – że to przecież 4ty tydzień, że nie biło pewnie wcale serce, wiec to nie był jeszcze człowiek. Ale to nieprawda. To boli. Wmawiam sobie, że to tylko komórki. Coś się nie tak podzieliło. To prawdopodobna przyczyna. Miałam zabieg, pod narkozą, łyżeczkowanie. Dobrze, że tego nie widziałam, ale atmosfera szpitala, tłumaczenie, badania, kobiety w ciąży chodzące wokoło, roniące obok mnie, w 11 tygodniu, piątym miesiącu, fotel z pasami i rutyna lekarzy, bo wiadomo nie pierwsza i nie ostatnia…. Trzy tygodnie wcześniej trafiłam z krwawieniem do szpitala, udało się je zatrzymać, dostałam prolaktynę, bhcg rosło, wszystko było na dobrej drodze. Dbałam o siebie jak tylko mogłam, w życiu się tak dobrze nie odżywiałam, nie uważałam…. a jednak… 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na początku jak się dowiedziałam o ciąży byłam przestraszona, zła – chłopak daleko, brak kasy, ja stracę pracę jak się wszyscy dowiedzą. Ale jak pojawiło się krwawienie, miałam wszytko gdzieś, najważniejsze było dziecko, już nic się nie liczyło, uspokoiłam się, zaczęłam cieszyć, planować….A na wizycie po 2 tygodniach okazało się że nic z tego…potem szpital i skrobanka. Wyszłam tego samego dnia, tam to rutyna. O kolejne dziecko mogę starać się za 3 miesiące, jak się wszystko zagoi i będzie ok. Ale nie wiem czy się znów odważę. Boję się, że znów skończy się tym samym, albo czymś jeszcze gorszym, że poronię później, urodzę chore albo martwe dziecko. Kiedyś myślałam, że ciąża to prosta sprawa. Nie wiem po co to piszę, po prostu musiałam się wygadać.

To jeden z anonimowych postów na forum internetowym. Niestety podobnych wypowiedzi można mnożyć. Może nam się wydawać, że skala problemu jest o wiele mniejsza, ponieważ o poronieniach nie mówi się głośno. Nic dziwnego. To bardzo bolesny temat, którym osoby dotknięte tragedią nie chcą się dzielić. I my też nie możemy od nich tego wymagać.

Udaje się

Przez wiele lat starali się o dziecko. W końcu się udaje! Ona zachodzi w ciążę, mijają kolejne tygodnie, w końcu para dzieli się z bliskimi tą wspaniałą informacją. Ona na spotkaniach towarzyskich odmawia alkoholu, a gdy ktoś spyta dlaczego, nieśmiało z uśmiechem, który sam ciśnie się na usta odpowiada, że spodziewa się dziecka. Wiadomość roznosi się z prędkością światła.

A może było inaczej, może specjalnie z nikim zbyt wcześnie nie dzielili się tą informacją? Może  spokojnie i w tajemnicy przed innymi walczyli o dziecko, a gdy się w końcu udało się nie chcieli nikomu mówić. A gdy brzuch stanie się widoczny samo się wyda…

Lub nie

Wszystko układało się wspaniale, wybierali ubranka, wózki, wspólnie wymyślali imię, zgadywali płeć Na USG usłyszeli bicie serca swojego dziecka. I nagle BOOM! Wszystko się wali, ona zaczyna krwawić. Szpital, badania, lekarze… I ta chwila, kiedy doktor potwierdza najgorsze objawy – poronienie.

W jednym i drugim przypadku oboje narażeni są na ogień pytań w stylu: kiedy termin porod? Planujecie dziecko? Nie chcecie zostać rodzicami? Być może zadający te pytania to życzliwi ludzie, ale nie przeszło im przez myśl, przez co ta dwójka ludzi musiała przechodzić. Nie wiedzą o wieloletnich staraniach, nie wiedzą, że ona kiedykolwiek była w ciąży, nie wiedzą o poronieniu, nie wiedzą o walce z depresją poporodową, nie wiedzą o wylanych łzach, o wizytach w szpitalach i klinikach, o badaniach, tysiącach wkłuwanych igieł, straconych nadziejach.

Większość ludzi tego nie wie, bo nigdy nie zdecydowali się tym podzielić. Dlaczego? Bo nie chcą słyszeć pytań „Kiedy będziecie mieli dzieci?”.  Dla takich par nie ma prostej odpowiedzi na tego typu pytania. Płodność i macierzyństwo są bardzo osobistą i często skomplikowaną sprawą. Dotyczy to większej liczby osób niż Ci się wdaje. Jedna na osiem par ma problemy z poczęciem dziecka lub utrzymaniem ciąży. Prawdopodobnie i w Twoim towarzystwie istnieje taka osoba. Pomyśl zanim spytasz, pomyśl zanim ją zranisz…

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Walczyła z niepłodnością, dziś ma trójkę dzieci – takiego zestawienia ciążowych zdjęć jeszcze nie widziałaś!

Fot. Print screen Janet E Gorman for „boredpanda.com”
Fot. Print screen Janet E Gorman for „boredpanda.com

Janet E Gorman i jej mąż zaczęli starania o dziecko pod koniec 2009 roku. Ich historia pełna jest trudów i zmagań – PCOS, dwa poronienia, operacja macicy, inseminacje, in vitro. Co jest jednak na końcu? Happy End! Oto zdjęcia, które pokazują, że warto walczyć – zobacz zestawienia dwóch ciąż Janet. Chyba nie masz wątpliwości, która jest bliźniacza?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Początek starań nie wskazywał na to, jak długa będzie to droga. „Po poronieniach poszłam do specjalisty zajmującego się płodnością, który zdiagnozował zespół policystycznych jajników. Lekarz był zaskoczony, że w ogóle udało mi się zajść w ciążę. Znalazł też dużą cystę, która musiała być chirurgicznie usunięta przed jakąkolwiek kolejną próbą zajścia w ciążę” – opowiada kobieta. Później na ich drodze pojawiły się cztery próby inseminacji. To właśnie dzięki IUI na świat przyszła pierwsza „tęczowa” córeczka.

Po półtora roku wróciliśmy do lekarza zajmującego się płodnością. Tym razem, po pięciu nieudanych próbach IUI, lekarz poinformował nas, że in vitro będzie najlepszą i prawdopodobnie jedyną opcją. Kilka miesięcy po tym, jak córka skończyła dwa lata, zaszliśmy dzięki IVF w ciążę z naszymi bliźniakami.

34 tygodnie później świat przywitał chłopca i dziewczynkę, których to rozwój przedstawiają opublikowane przez ich dumną mamę zdjęcia. Są one zestawione z pierwszą ciążą Janet, która pomimo trudów, nie zmieniłaby tego, przez co przeszła. „Trójka naszych dzieci, obecnie pięcioletnia córka oraz dwu i pół letnie bliźniaki, są moim światem i prawdziwymi cudami, które nigdy nie pojawiłyby się, gdyby nie niesamowite zaawansowanie medycyny reprodukcyjnej” – podsumowuje swoją historię Janet dla „boredpanda.com”.

Radości nie ma końca!

Jest to jeden z fantastycznych przykładów na to, że rozwój medycyny i możliwości, jakie niesie ze sobą nauka, pozwalają nie tylko ratować życie, ale w ogóle dają szansę na jego pojawienie się na świecie. Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o bliźniakach, które zostały uratowane przez lekarzy, będąc jeszcze w łonie matki. „Cierpieli na rzadki zespół przetoczenia krwi między płodami (TTTS). Sprawia on, że krew pomiędzy niemowlętami nie przepływa zgodnie z normą. Jake otrzymywał wszystkie niezbędne składniki odżywcze, a Oli był zagłodzony” – pisaliśmy o przyczynach operacji, która miała miejsce w 17. tygodniu ciąży >>KLIK<<.

Cud, umiejętności, a może jedno i drugie? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, fantastycznie jest oglądać takie przykłady szczęścia, jakie obrazują nam obie ciąże Janet. Zarówno pojedyncza, jak i bliźniacza przyprawiają o uśmiech!

Foto. Print screen Janet E Gorman for „boredpanda.com”

Foto. Print Screen Janet E Gorman for „boredpanda.com

Źródło:boredpanda.com” / janetegorman.com

 

Zobacz też:

Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Prześliczne zdjęcia noworodków – cud malutkiego życia w obiektywie australijskiej fotografki

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

2 grudnia zapraszamy na warsztat: „Co z naszą relacją? O bliskości, wspólnych dążeniach i seksie w trakcie leczenia niepłodności”

warsztaty dla par niepłodnych w przychodni nOvum
fot. Pixabay

Przychodnia Lekarska nOvum i dr n. med. Joanna Kot – psychoterapeuta zapraszają na warsztaty: „Co z naszą relacją? O bliskości, wspólnych dążeniach i seksie w trakcie leczenia niepłodności.”

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

2 grudnia o godz. 10.00, zapraszamy do nOvum wszystkie pary będące w trakcie diagnostyki i leczenia niepłodności, które chciałyby wiedzieć więcej o tym, jak w wymagającym dla relacji czasie zadbać o jej jakość.

Spotkanie adresowane jest do par, które, mimo wyzwań związanych w leczeniem, chciałyby być wrażliwe na emocjonalne potrzeby partnera lub partnerki, zjednoczyć się we wspólnym dążeniu do rodzicielstwa i dowiedzieć się, jak realizując plan leczenia, zadbać o związek.

W trakcie leczenia niepłodności relacja partnerska mierzy się z wyzwaniami, które dotyczą jej jakości. Mogą pojawić się różnice w przeżywaniu niepłodności, napięcia i konflikty, a nawet dystans czy izolacja.

Leczenie niepłodności a intymna sfera życia

Partnerzy  niepokoją się, że dzieje się miedzy nimi coś, co oddala ich od siebie. Jest to jeden z naturalnych procesów radzenia sobie z niepłodnością prowadzący zazwyczaj do głębszego zrozumienia, nowego rodzaju bliskości i zespolenia relacji na nowym poziomie.

Z uwagi na to, że leczenie niepłodności dotyka bardzo intymnych aspektów relacji dwojga ludzi i wymaga podporządkowania mu różnych płaszczyzn życia, łącznie z seksualną, tu również mogą pojawić się wyzwania – tzw. „seks na godziny”, wewnętrzna presja „sukcesu” i poczucie zredukowania tej więziotwórczej sfery relacji do zadaniowej czynności.

Redukcja seksu do zadania to pułapka, w którą często wpadają pary starające się o dziecko. Warto dowiedzieć się, jak z niej wyjść, aby na nowo cieszyć się bliskością.

 Warsztat oparty będzie o następujące zagadnienia:

  • Różnice w przeżywaniu niepłodności u kobiet i mężczyzn i wyzwania dla relacji, które z tego wynikają.
  • Jak w trudnościach pomóc rozwijać się relacji i budować autentyczną bliskość, pomimo różnic i konfliktów.
  • Jak realizując plan leczenia zachować to, co jest najintymniejsze między partnerami i cieszyć się bliskością seksualną.

Prosimy o zapisy telefoniczne 22.566 80 00 lub mailowe: rejestracja@novum.com.pl

Dysponujemy ograniczoną liczbą miejsc (grupa do 16 osób). Warsztaty są finansowane przez Przychodnię Lekarską nOvum i odbywają się w Przychodni nOvum, ul. Bociania 13, przewidywany czas zakończenia spotkania: godzina 15-ta.

Zapraszamy!

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Skandal z bilbordem o in vitro – sprawę bada policja. Uwaga drastyczne zdjęcia!

plakat in vitro

Kielczan tak oburzył plakat o in vitro, że zaczęli wzywać policję. Czy mieli rację? Tak, zdecydowanie!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ogromne kontrowersje wywołała wystawa pod kościołem w Kielcach, zaprezentowana przy jednej z głównych ulic. Na rozstawionych bilbordach zamieszczono drastycznie zdjęcia z równie bulwersującymi podpisami. Oprócz zdjęć zaprezentowanych i podpisanych jako martwy płód najwięcej emocji wzbudzał plakat z napisami, że dzieci poczęte z in vitro „mrozi się w beczkach, potem porzuca chore oraz zabija te, u których wykryto wady”.

– Według mnie to najbardziej prostacka próba uderzenia w godność człowieka. Człowieka narodzonego w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego jak i jego rodziców – mówi Małgorzata Marenin, mieszkanka Kielc, działaczka społeczna, nauczycielka i przewodnicząca Stowarzyszenia Stop Stereotypom. – To atak na bezbronne dzieci i parszywa stygmatyzacja.

Kielecka działaczka nie poprzestała na krytyce. Tak bardzo oburzyły ją zdjęcia z wystawy, że o sprawie zawiadomiła policję.
– Złożyłam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i zażądałam ścigania osób za to odpowiedzialnych – powiedziała Małgorzata Marenin, ze stowarzyszenia Stop Stereotypom. – Oparłam się na art. 256kk, czyli nawoływaniu do przestępstwa i podałam policji wszystko: propagowanie mowy nienawiści na tle dyskryminacyjnym wobec dzieci z in vitro, przedstawianie ich jako chorych, gorszych, niekochanych i niechcianych, opieranie się na kłamliwych danych i statystykach.

Bilbord z napisem:  „Co się robi z dziećmi z in vitro?”

Zdaniem Marenin pokazanie, że dzieci z in vitro się mrozi w beczkach, zabija i porzuca może być…
– Prostym przekazem wręcz instrukcją dla fanatyka katolickiego, który wie że kościół nienawidzi dzieci urodzonych w wyniku zapłodnienia pozaustrojowegoi może uznać to za wskazanie do przemocy wobec nich – dodaje. – To nieludzkie, nienormalne i oburzające.

Okazuje się, że wystawa bulwersuje nie tylko ją.  Zawiadomienie na policję zgłosiło więcej osób.

– Zarówno wczoraj, jak i dzisiaj mieliśmy zgłoszenia w sprawie plakatów z tej wystawy – mówi st. sierż. Damian Janus, oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. – Jedni alarmowali z pytaniem o to, czy są one zgodne z prawem, drugie zawiadomienie dotyczyło tego, że nawołują do przemocy. Badamy sprawę…

Na pytanie z plakatu: „Co się robi z dziećmi z in vitro” działaczka odpowiada:

– Dzieci z in vitro się kocha! Ale wy, pseudowyznawcy Boga tego nie wiecie! – ostro kwituje Marenin.

Całe wydarzenia skomentowała na mediach społecznościowych Barbara Nowacka, polityk udostępniając informacje o plakacie in vitro z komentarzem:

Propaganda anty in-vitro. Kłamstwa, nienawiść i manipulacja – napisała Barbara Nowacka.

Zdaniem kieleckiej działaczki obraza dzieci z in vitro, oraz ich rodziców to nie wszystko. Wystawa jej zdaniem również naraża psychikę dzieci przechodzących główna ulicą w Kielcach na drastyczne obrazy przemocy.
Autorem wystawy jest Fundacja Pro-prawo do życia, która niedawno była również autorem zamieszania w stolicy. Warszawiacy również protestowali przeciwko zamieszczaniu na olbrzymich bilbordach drastycznych zdjęć zakrwawionego płodu.

Polecamy:

Kampania ministra oburza wielu, rani niepłodnych

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

9 lat starań i DWA szczęśliwe zakończenia – WASZE HISTORIE

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

Moc, z jaką można walczyć o swoje marzenia, jest ogromna. Niewątpliwie prawdziwą siłaczką jest w tej kwestii Dorota. 9 lat starań o dziecko, inseminacje, in vitro – ilość i skala przeżytych w tym czasie emocji są aż trudne do wyobrażenia. „Gdybym miała przystąpić do wszystkiego od nowa, to mimo wszystko powiedziałabym: TAK, TAK, TAK!”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czas start!

Stojąc na ślubnym kobiercu nie myślałam kiedy i ile chcę mieć dzieci” – zaczyna swoją opowieść Dorota. Miała wtedy 23 lata, a jej świeżo poślubiony mąż 25. Po roku małżeństwa postanowili, że może warto duet zamienić na tercet. „Podzieliłam się podjętą decyzją z przyjaciółką, która też wtedy rozpoczęła starania o malucha. Byłam przeszczęśliwa, że będziemy miały dzieci w tym samym wieku!” – wspomina. I o ile koleżanka po dwóch miesiącach okazała się być w ciąży, w kolejnym miesiącu następna znajoma, po upływie 2 miesięcy też siostra cioteczna, o tyle u Doroty było bez zmian. Ciągle nic.

Młodzi żyli jednak aktywnie. Wiele podróżowali, spędzili trochę czasu m.in. w Stanach Zjednoczonych. Zwiedzali, poznawali tamtejszą kulturę, ale i pracowali. 2008 rok był czasem, gdy na stałe postanowili zapuścić korzenie w Polsce. Wtedy też rozpoczęły się wizyty u specjalistów. Pierwsze wyniki badań hormonalnych i badań nasienia nie były najgorsze. Na początek pojawiły się więc leki stymulujące i monitoring – nic. Konsultacje u specjalistów w innym mieście – nic. Naprawdę nie było się do czego przyczepić! Zaproponowano więc inseminację. „Mieliśmy dwie. Niestety bez skutku” – mówi Dorota.

Zmiany, zmiany, zmiany

Z dziewczyny ważącej zaledwie 60 kg urosłam do 70kg. Hormony zrobiły swoje… Puchłam i miałam wilczy apetyt, którego niczym nie byłam w stanie zahamować. Stałam się nerwowa i wszczynałam awantury  – o nic! Być może chciałam w ten sposób wykrzyczeć swój ból i bezradność… Zawsze byłam i dalej jestem uśmiechnięta i mimo niepowodzeń starałam się być dobra dla innych. Owszem, jestem też szczera do bólu, co może nie ułatwia przyjaźni ze mną, ale zależy mi przede wszystkim na zaufanych ludziach – na jakości przyjaźni, a nie ilości. Leczenie jednak sprawiło, że się zmieniłam” – dodaje.

Wtedy też pojawił się pomysł o przerwie. „Dalej walczyliśmy, ale po cichu, sami w domu. Skupiliśmy się na sobie, na pracy. Wciąż wierzyłam wtedy, że nadejdzie w końcu dzień, gdy zobaczę te cholerne dwie kreski!” – mówi w dużych emocjach Dorota. „Tak, to była frustracja. Wszyscy dookoła widzieli, jak bardzo mnie to przygnębia. Co roku w Sylwestra słyszałam życzenia, że ‘w tym roku wam się uda’. Doprowadzały mnie one do szału! Wreszcie przyszedł czas, że życzenia były już tylko uściskami… bez słów” – dodaje.

Nowe rozdanie

Szczególnie ważne było w tym momencie wsparcie, jakie Dorota znajdowała w mężu. To on zaproponował by pojechać do innej kliniki i znaleźć nowych lekarzy. Tym sposobem trafili do jednej z warszawskich placówek. „Lekarz nas zbadał, przejrzał wyniki dotychczasowych badań i powiedział, że w naszym wypadku widzi dwie opcje: albo jeszcze jedna inseminacja, albo decydujemy się na in vitro. Wychodząc od niego poczułam się chora. Skoro nasze badania są dobre, to po co in vitro?!” – zastanawiała się Dorota. Przez kolejny rok biła się z myślami. Cierpiała w tym czasie nie tylko ona, ale i związek, a seks stał się mechaniczną czynnością pod tytułem: „idziemy do łóżka, bo nadchodzi jajeczkowanie”. Trwało to już około 6 lat… Na początku 2012 roku decyzja zapadła.

Wykonaliśmy mnóstwo badań, lekarz zlecił mi tabletki hormonalne na wyciszenie jajników, później ruszyliśmy z zastrzykami  na wzrost pęcherzyków. Stres, który przeżywałam podczas zastrzyków, był niemiłosierny. Później była punkcja. W 7. rocznicę ślubu odbył się transfer dwóch zarodków” – opisuje. Wiązało się to z olbrzymią radością, ale i ogromem oczekiwań. „Po około 15-stu dniach zrobiłam HCG. Byłam w ciąży! Pierwszy raz po tylu latach starań byłam w ciąży!” – mówi w wielkich emocjach Dorota. Niestety radość nie trwała długo.

W pewien sobotni wieczór zobaczyłam krew. Rozpacz i strach, jakie się wtedy pojawiły, są nie do opisania. Ból, nawet nie fizyczny, a psychiczny, wiązał się ze stratą czegoś więcej, niż ‘tylko’ dziecka. Oprócz niego straciłam siebie. Świat przestał istnieć. To był 12. tydzień ciąży” – w słowach Doroty wciąż czuć trud, z jakim musiała się wtedy mierzyć. „W szpitalu doszedł również ból fizyczny, ale był niczym w porównaniu z tym, co działo się we mnie. Kolejne dni były puste. Nie pamiętam z nich nic” – dodaje.

Kosmiczna siła

Następne miesiące miały być odpoczynkiem, regeneracją i nabieraniem sił. Po 4 miesiącach kolejne podejście i podanie dwóch zarodków. Był to grudzień, ale niestety bez prezentu gwiazdkowego. Upragnionych dwóch kresek tym razem nie było. Para nie odpuszczała jednak. W lutym 2013 roku zabrali ostatnie dwa zarodki – test wyszedł pozytywny! „Pojawiła się we mnie wielka radość i pewność, że teraz nic się złego nie stanie. Niestety już po tygodniu zaczęłam mocno krwawić. Straciłam ostatnią nadzieję…” – znów słychać z słowach Doroty ból. W zasadzie to sama już nie wiem co straciłam. Chyba nawet nie była to nadzieja, bo trwałam w swego rodzaju nicości. Nie miałam nic – mówi. Lekarze próbowali w tym czasie odnaleźć przyczynę poronień, ale z badań niczego się nie dowiedzieli. Wyniki były idealne. „Niby jestem zdrowa, a nie dość, że nie mogę zajść w ciążę, to jeszcze nie umiem jej utrzymać… kolejne ciosy…” – opisuje Dorota.

To niesamowite jak wiele sił musiała wtedy mieć – ona i jej mąż. Pomimo strat próbowali dalej, szukali nowych rozwiązań. Zmienili w tym czasie lekarza i podjęli decyzję o kolejnej próbie in vitro. Tym razem uzyskali 9 zarodków, z czego wspólnie z embriologiem wybrali dwa. Testy pokazały, że Dorota jest w ciąży! Znów wielka radość, ale i coraz więcej obaw, czy tym razem się uda?

Dwa tygodnie później okazało się, że oba zarodki się zagnieździły i noszę pod sercem dwoje dzieci. Strach był jeszcze większy! Robiłam badania, chodziłam co dwa tygodnie do lekarza i podpatrywałam jak rosną. Brzuszek rósł, a chłopcy – tak, synowie! – mieli się dobrze. Ciąża przebiegała bez problemów, a my w tym czasie remontowaliśmy nowe, większe mieszkanie, w którym widziałam już biegające dzieci” – gdy Dorota opowiada o tym czasie, nie ukrywa szczęścia.

Szczęście na wyciągnięcie ręki

Pomimo obaw wszystko szło dobrze. Całą trójkę konsultował profesor, który miał za sobą niejeden bliźniaczy poród i zapewnił im profesjonalną opiekę. Podczas rutynowej wizyty u prof. u  jednego z bliźniąt wystąpiły złe przepływy.  „Zostałam skierowana do szpitala, a maluchom trzeba było dać dwa zastrzyki na płucka, na wypadek gdyby trzeba było przeprowadzić wcześniejsze cesarskie cięcie. Dotrwałam jednak do 39. tygodnia ciąży” – opisuje Dorota.

Poród zaplanowany był na 18. lutego o godzinie 9:00. „Nigdy nie czułam aż tak ogromnego stresu. Kochana pani Ania, pielęgniarka, zawiozła mnie na cesarskie cięcie na wózku, bo nogi miałam jak z waty, w uszach mi świstało i nie mogłam zebrać myśli. Trzęsłam się jak galareta” – opisuje Dorota. „Wreszcie nadszedł moment, gdy profesor powiedział: ‘Zaczynamy’. Nastąpiła cisza. Nawet gdyby miał wtedy miejsce jakiś wybuch, to nie wiem czy bym go usłyszałam. Czekałam już tylko na usłyszenie płaczu moich dzieci. Jest pierwsze. Zaraz potem drugie. Pokazali mi synów. Wreszcie są na świecie. Nasze dzieci! Nasze dzieci! Nasze dzieci!”.

Juliusz i Franciszek urodzili się dokładnie 18. lutego 2014 roku o godzinie 9:02 i 9:03. Po dziewięciu latach starań rodziców, w końcu są. Chłopcy mają dziś 3 lata i 8 miesięcy. „Okropne łobuziaki! Nie da się nad nimi zapanować” – mówi ze śmiechem dumna mama i dodaje: „Są naszym całym światem!”.

Teraz Dorota ma już za sobą największy żal i frustrację związaną z tymi wszystkimi latami. Jednak jak mówi, mogło się to udać tylko dzięki miłości. „Wsparcie męża było ogromne, wspierali mnie też rodzice. Są to najważniejsze osoby w moim życiu i zawdzięczam im wszystko” – podsumowuje. Gdy zastanawia się, czy dziś poszłaby tą samą drogą, nie ma wątpliwości. Jedyne co mogłoby być inne, to krótsze zwlekanie z decyzją o in vitro. „Niepłodność idiopatyczna to chyba w tym temacie najgorsza przypadłość. Nie wiesz nawet co możesz leczyć, jakich działań powinnaś się podjąć. Mnie z niemożności zajścia w ciążę wyleczyło in vitro. Moje dzieci, które urodziły się dzięki tej metodzie, są najpiękniejszymi i najmądrzejszymi dzieciakami. Kocham ich” – czy są lepsze słowa by podsumować Happy End?

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.