Przejdź do treści

Polskie in vitro łamie prawa człowieka

partia razem in vitro

Partia RAZEM to świeża krew polskiej polityki. Zapytaliśmy jej liderów, co proponują m.in. rodzinom, parom starającym się o dzieci i samotnym kobietom. W porównaniu do niektórych partii, z którymi rozmawialiśmy odpowiedzi są bardzo wyczerpujące i konkretne.

Czy państwo powinno finansować in vitro?

Partia Razem: Tak. Po dwóch latach działania programu refundacyjnego urodziło się 2287 dzieci, do programu przystąpiło ponad 20 tysięcy par i wciąż zgłaszają się nowe, choć założenia programu i budżet ministerialny zakładały jako maksimum 15 tys. Potrzeby ludzi jednak są o wiele większe, ponieważ skala problemu niepłodności powiększa się. Wg szacunków Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na niepłodność cierpi 1,2 mln osób w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy obecna ustawa o leczeniu niepłodności jest dobrą ustawą?

Jest nierówną ustawą. Implementuje do polskiego prawa unijną dyrektywę tkankową i dyrektywy techniczne, a jesteśmy krajem Unii, który wdraża dyrektywy jako ostatni, po kilkukrotnych upomnieniach Komisji Europejskiej. Reguluje też po 28 latach od narodzin pierwszego polskiego dziecka z in vitro zasady wykonywania metody in vitro oraz inseminacji, a przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów. Proponuje pragmatyczne rozwiązanie zapładniania 6 komórek jajowych u kobiet do 35 roku życia i  dowolną  liczbę komórek u kobiet starszych – rozwiązanie, którego skuteczność przetestował program refundacyjny, a które okazało się niwelować problem tzw. nadliczbowych zarodków przy utrzymaniu europejskiej średniej skuteczności in vitro (31%). Z drugiej strony jest to ustawa homofobiczna, która udaje, że pary jednopłciowe nie istnieją, a ich pragnienie rodzicielstwa uda się wyłączyć zapisem ustawowym.

Skutkiem tego działania będzie wzrost podziemia inseminacyjnego, z którego będą korzystać kobiety samotne i pary lesbijskie (pokątne ogłoszenia dawców, którzy są nieprzebadani, nie kontrolujemy liczby ich dzieci). Dalszym skutkiem będzie pogłębienie nierówności (zamożniejsze obywatelki będą wyjeżdżać do Danii, na Ukrainę, gdzie prawodawstwo pozwala na leczenie kobiet w związkach jednopłciowych oraz kobiet samotnych). Jest to również jedyna europejska ustawa, która wprowadza tzw. przymus dawstwa: zarodki nadliczbowe, o których losie rodzice genetyczni nie zdecydują przez 20 lat, zostaną oddane innym parom do tzw. adopcji prenatalnej niezależnie od woli tychże rodziców. Ten zapis jest bezpośrednią konsekwencją kompromisu „przede wszystkim ochronić zarodek” – bezwzględna ochrona zarodka doprowadziła nie tylko do zakazu niszczenia i zakazu oddawania zarodków na potrzeby badań naukowych (dwa najczęstsze rozwiązania w legislacjach europejskich), ale doprowadzi do łamania Art. 8 konwencji o prawach człowieka dotyczącego prawa do prywatności i życia rodzinnego:

Żadna forma dawstwa nie może być wymuszona na obywatelu, nie można nakazać komuś zrzeczenia się jego materiału biologicznego i doprowadzenia tym samym do powstania biologicznej rodziny takiej pary poza ich własną rodziną poprzez wymuszone narodziny potencjalnych dzieci, które nigdy się nie dowiedzą o swoim pochodzeniu genetycznym.

Ta ostatnia kwestia naprowadza nas na złamanie innego artykułu innej konwencji- art. 7 i art. 8 konwencji o prawach dziecka przyznających każdemu dziecku prawo do wiedzy o własnej tożsamości. To prawo jest konsekwentnie respektowane wobec dzieci adoptowanych w Polsce, za to ustawa łamie je w odniesieniu do dzieci urodzonych dzięki gametom (komórki jajowe, plemniki) i zarodkom dawców. Dzieci urodzone dzięki dawstwu nigdy nie poznają tożsamości dawców, choć prawodawstwo europejskie rozpoznało ten problem i kolejno zmieniane są prawa krajowe w kierunku zrealizowania konwencji (Wielka Brytania, Holandia, Dania, Szwecja, Niemcy, Belgia, Finlandia, Norwegia).
W świetle ustawy o leczeniu niepłodności, która zacznie obowiązywać wraz z początkiem listopada samotne kobiety nie będą mogły korzystać z zabiegów in vitro, co się stanie z zarodkami „singielek”, które wcześniej je zamroziły?

Pozostaną w stanie zawieszenia- będą mrożone przez 20 lat, po czym zostaną obligatoryjnie przekazane do adopcji przez pary heteroseksualne. Singielki mogą się ich również wcześniej zrzec na rzecz innych par lub wywieźć poza granice Polski na własny koszt i za pośrednictwem klinik.  Sęk w tym, że nie chcą tego robić: są to kobiety, które często mają już dzieci urodzone dzięki in vitro i jest to rodzeństwo genetyczne tych zamrożonych zarodków. Zmuszanie tej grupy kobiet do zrzeczenia się zamrożonych zarodków łamie nam dwa powyżej opisane konwencje jak również narusza prawo rodzeństwa do posiadania rodzeństwa (ten aspekt nie został w ogóle podniesiony w debacie, choć w prawie adopcyjnym przyjęto zasadę zakazu rozdzielania rodzeństw).

Ponadto są to kobiety, które zapłaciły z własnej kieszeni za in vitro (refundacja nie dotyczyła i nie dotyczy kobiet samotnych, podchodziły one do pełnopłatnych procedur), a teraz nie mogą ani wrócić po swoje zarodki, zaś jeśli będą chciały je wywieźć z Polski będą musiały ponieść dodatkowe i bardzo duże koszty: podróży, leczenia w innym kraju, urlopu zdrowotnego na tę rzecz.

Czy wyłączenie spod ustawy samotnych kobiet nie jest ich dyskryminacją? Wielu ekspertów zapowiada, że tym zapisem powinien się zająć Trybunał Konstytucyjny.

Jest. Sprawą zajmuje się obecnie RPO. Dodatkowo łamane jest prawo obywatela do świadczeń zdrowotnych. Samotna kobieta może być kobietą niepłodną i cierpieć np. na zaawansowaną endometriozę. Nieudzielenie jej świadczenia zdrowotnego z powodu ograniczeń ustawy o leczeniu niepłodności będzie jednoczesnym złamaniem ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. W przypadku zaawansowanej endometriozy okienko „szansy na ciążę” staje się ograniczone czasowo: jeśli kobieta nie zajdzie w ciążę w momencie, kiedy jest do tego jeszcze biologicznie zdolna, odebrana zostanie jej przyszła szansa na macierzyństwo z uwagi na prognozowane  pogorszenie się stanu jej zdrowia, przede wszystkim stanu macicy do usunięcia macicy włącznie. To powoduje, iż nakazanie jej oczekiwania na partnera płci męskiej może spowodować praktyczne odebranie jej szansy na ciążę. Ponadto nie każda kobieta ma orientację heteroseksualną, podobnie jak nie każda samotna kobieta dąży do zawiązania relacji z mężczyzną, więc uzależnianie możliwości zajścia w ciążę od obecności mężczyzny staje się podwójnie kontrowersyjne w świetle praw obywatelskich. Warto nadmienić, iż w polskim prawie adopcyjnym dopuszczalna jest adopcja przez osobę samotną, natomiast ustawa o leczeniu niepłodności – zgodnie z wykładnią ministerstwa zdrowia- przyjęła za odniesienie koncepcję „każdy zarodek ma prawo do dwojga rodziców”. Takie prawo zostało rozpoznane jedynie wobec dzieci z in vitro i dotyczy wyłącznie tych dzieci, inne dzieci mogą się rodzić kobietom samotnym i mogą być przez nie przysposobione.

Dlaczego ustawa o in vitro nie zakłada żadnych limitów wiekowych? Z  in vitro nie będzie mogła skorzystać zdrowa, samotna 35- letnia kobieta, ale już zamężna 65-latka zgodnie z prawem będzie mogła poddać się takiemu zabiegowi – czy to nie jest kuriozalne?

Oczywiście, że jest. Ustawa nie zakłada limitów, ponieważ- jak skomentował to podsekretarz stanu Igor Radziewicz Winnicki z MZ – ustawa nie może ograniczać „wolność jednostki”, co jest podwójną hipokryzją w świetle wykazanych wyżej niekonsekwencji i dyskryminacji kobiet samotnych i par jednopłciowych.

Jak powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Obecne prawo aborcyjne, dopuszczające przerwanie ciąży w określonych sytuacjach, tj. poważnych wad płodu, zagrożenia życia i zdrowia matki oraz kiedy ciąża pochodzi z gwałtu, to martwy przepis. Z jednej strony przy obecnej interpretacji tzw. „klauzuli sumienia” nie pozwala się na dokonanie aborcji kobietom, które mogłyby to zrobić zgodnie z prawem, z drugiej kwitnie podziemie aborcyjne. Niemieckie, czeskie czy słowackie kliniki prześcigają się w ofertach wobec polskich klientek, oczywiście tych zamożnych – koszt przerwania ciąży to ok. 1,5 tys. zł. W najtrudniejszej sytuacji są te kobiety, których nie stać na przerwanie ciąży,  niechcianej często właśnie ze względu na skrajnie trudną sytuację finansową. Te korzystają z tańszej, ale znacznie mniej bezpiecznej aborcji farmakologicznej albo zapożyczają się na lichwiarski procent, żeby móc dokonać zabiegu pod opieką lekarza.

Nie da się ustawą zabronić kobietom przerywania ciąży – te, które znajdą się w trudnej sytuacji, i tak to zrobią. To, co może zrobić państwo, to zapewnić im, żeby mogły dokonać tego w bezpiecznych i godnych warunkach. Dlatego Partia Razem postuluje liberalizację ustawy aborcyjnej i pozostawienie decyzji o macierzyństwie w rękach kobiety.

Dlaczego ustawa o związkach partnerskich kolejny rok nie została dopuszczona do obrad Sejmu?

Brak ustawy o związkach partnerskich to z pewnością jeden z największych i – miejmy nadzieję – jeden z najbardziej kosztownych błędów Platformy Obywatelskiej. Takie regulacje popiera już ponad połowa Polaków, jednak po raz kolejny okazuje się, że politycy reprezentują znacznie bardziej konserwatywne postawy niż społeczeństwo. Tymczasem, jak stwierdził ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka, możliwość zawarcia legalnego związku z osobą, z którą dzieli się życie, jest pogwałceniem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a zatem stanowi naruszenie Konwencji o prawach człowieka.

W związkach jednopłciowych żyje w tej chwili w Polsce ok. 1 mln osób – to ludzie pozbawieni podstawowych praw, które mają ich heteroseksualni rodacy. Żyją, mieszkają, często wychowują dzieci wspólnie z kimś, kto zgodnie z literą prawa jest dla nich obcą osobą. To oczywista dyskryminacja, która nie powinna mieć miejsca. Dlatego postulujemy jak najszybsze rozwiązanie tej kwestii.

W wywiadzie z nami Tomasz Sommer, rzecznik partii KORWIN komentując rodziny zastępcze powiedział „lepszy jest wzorzec domów dziecka – są zinstytucjonalizowane, a mechanizm funkcjonowania jest sprawdzony przez setki lat”? Czy model rodzin zastępczych się faktycznie się nie sprawdza?

Wypowiedź Tomasza Sommera świadczy o jego głębokiej ignorancji. Polska – obok Rosji i Białorusi – jest jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie dzieci wychowują się w klasycznych „domach dziecka”. Ustawa o tym, że w jednej placówce nie może być więcej niż czternaścioro dzieci, jest regularnie obchodzona. Tymczasem z badań wynika, że takie placówki to siedlisko przemocy i patologii, że dzieci wychodzą z nich z traumą na całe życie. Wychowankowie są anonimowi, personelu jest mało i często się zmienia, życie płynie według ściśle ustalonych reguł i regulaminów nie pozwala na przystosowanie się do rzeczywistości poza placówką, w dodatku w domach dziecka powszechna jest przemoc – głównie pomiędzy wychowankami. Bardzo słabe są też kontakty z rodzinami biologicznymi, które często – przy wsparciu ze strony państwa – mogłyby wrócić do opieki nad swoimi dziećmi.

Czy surogacja w Polsce powinna być legalna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

Surogacja, czyli sytuacja, w której płód rośnie w macicy kobiety, która nie jest jego biologiczną matką, budzi poważne wątpliwości moralne. Po pierwsze, zazwyczaj łączy się z bonifikatą finansową – rodzice biologiczni płacą surogatce za ciążę; dają sobie zatem prawo do kontrolowania jej trybu życia, sposobu odżywania, tego, czy nie korzysta z używek etc. Taka sytuacja znacznie wykracza poza ramy zwykłego zatrudnienia i budzi skojarzenia z niewolnictwem – rodzice dziecka na 9 miesięcy kupują de facto organizm kobiety.

Ciąża, która jest sprawą niezwykle intymną, staje się przedmiotem wymiany handlowej. W trakcie jej trwania – a zwłaszcza przy porodzie, rodzi się silna, biologiczna więź pomiędzy ciężarną a dzieckiem; jej zerwanie może być bardzo bolesne.

Rozwiązanie to – ze względu na ogromne koszta, ponoszone przez wynajmowaną kobietę – dostępne byłoby wyłącznie dla bardzo zamożnych rodzin. Nie stanowiłoby systemowego rozwiązania problemu niepłodności, zaś jego rola w społeczeństwie i tak byłaby znikoma. Jednak ze względu na powyższe wątpliwości nie popieramy legalizacji surogacji.

Polki chętniej rodzą za granicą niż w Polsce, dlaczego?

Dzieje się tak ze względu na niskie poczucie bezpieczeństwa rodzin w Polsce. Ze względu na niskie płace, brak stabilności zatrudnienia, słabo zorganizowaną opiekę na poziomie żłobków i przedszkoli oraz kryzys na rynku mieszkaniowym, podjęcie decyzji o posiadaniu dziecka jest bardzo ryzykowne. Kobiety są słabo chronione na rynku pracy – często urodzenie dziecka jest traktowane jak kaprys, wybryk czy złośliwość wobec pracodawcy, a macierzyństwo jako przeszkoda w karierze. Dodatkowo rodzicielstwo jest traktowane wyłącznie jako sprawa matki – rola mężczyzny w opiece i wychowaniu dzieci jest zdecydowanie za wąska, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania prawne (krótki urlop ojcowski) jak i funkcjonujący model rodziny.

Jakie pomysły ma partia RAZEM, aby walczyć z niżem demograficznym? Przewidujecie jakieś bonifikaty dla rodzin?

Należy po pierwsze podnieść płace w całej gospodarce i skończyć ze śmieciowym zatrudnieniem. Dlatego postulujemy wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej na poziomie 15 zł brutto dla osób, pracujących na umowę o pracę i 20 zł dla osób na umowach cywilno-prawnych – chcemy zniechęcić pracodawców do ich nadużywania. Jednocześnie postulujemy dążenie do wyrównania płac kobiet i mężczyzn. Chcemy również krajowego programu budowy mieszkań komunalnych – to właśnie dostęp do tanich mieszkań na wynajem jest jednym z powodów, dla których Polki np. na Wyspach częściej niż w Polsce decydują się na dzieci. Kluczowa jest także rozbudowa sieci żłobków i przedszkoli. Ulgi podatkowe na dzieci, z których nie korzystają w tej chwili najbiedniejsi obywatele (np. rodzice dzieci niepełnosprawnych, utrzymujący się z zasiłków, którzy nie rozliczają się z podatku PIT) powszechnymi świadczeniami dla wszystkich rodziców.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Ciąża biochemiczna. Czym jest i z jakich powodów dochodzi do straty?

Smutna kobieta siedzi na kanapie z testem ciążowym w dłoni /Ilustracja do tekstu: Ciąża biochemiczna: czym jest?
Fot.: Fotolia.pl

Test ciążowy pokazuje upragnione dwie kreski, ale radość nie trwa długo. W kolejnych dobach poziom hormonu ciążowego spada, a w badaniu USG nie widać zarodka. Co się dzieje? Prawdopodobną przyczyną tego stanu jest ciąża biochemiczna. Co oznacza ten termin i jaki ma związek z poronieniem? Wyjaśniamy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ciąża biochemiczna: co oznacza ten termin?

O ciąży biochemicznej mówimy w przypadku, gdy pozytywny wynik testu ciążowego nie zostaje potwierdzony w badaniu obrazowym (za pomocą ultrasonografu).

Jak wyjaśniają embriolodzy, faza biochemiczna jest bardzo wczesnym etapem ciąży, wykrywalnym jedynie za pomocą badania biochemicznego krwi. Jeśli ponowne wykonanie testu w kolejnych dobach wskaże na przyrost beta-hCG do min. 1000 mIU/mL, rozwój zarodka wkracza w fazę ciąży klinicznej, którą można uwidocznić w trakcie USG.

W przypadku ciąży biochemicznej tak się jednak nie dzieje. Choć wykonany test potwierdza obecność beta-hCG (gonadotropiny kosmówkowej), strata ciąży następuje przed 6. tygodniem (nie dochodzi więc do dalszego rozwoju zarodka, a tym samym – do ciąży klinicznej).

POLECAMY RÓWNIEŻ: Ftalany i ich wpływ na ciążę i płód

Ciąża biochemiczna: jakie są jej przyczyny?

Zdecydowana większość wczesnych strat ciąży spowodowana jest nieprawidłowościami chromosomalnymi w obrębie rozwijającego się zarodka. W przypadku ciąży biochemicznej jest jednak inaczej. Choć przyczyną wczesnego poronienia bywają w tym przypadku czynniki genetyczne, znacznie częściej jest ono skutkiem nieprawidłowości związanych z implantacją zarodka. Może to wynikać zarówno z zaburzeń rozwoju trofoblastu (czyli części zarodka, z którego rozwija się łożysko), jak i z niedostatecznego przygotowania śluzówki macicy do przyjęcia zarodka (np. wskutek nieprawidłowego jej ukrwienia bądź niedostatecznego zsynchronizowania z rozwojem zarodka z powodu reakcji na stymulację hormonalną).

CZYTAJ TEŻ: Po transferze: co wolno, czego nie?

Ciąża biochemiczna: objawy poronienia

Wczesne poronienie ciąży biochemicznej objawia się zwykle krwawieniem lub plamieniem z narządów rodnych, które łączą się z bólami podbrzusza. Wiele kobiet, które nie wykonały wcześniej testu ciążowego, mylnie uznaje te symptomy za spóźnioną miesiączkę.

W przypadku par, które zdecydowały się na leczenie niepłodności za pomocą procedury in vitro, wczesne badania, których celem jest potwierdzenie lub wykluczenie ciąży, wykonuje się zdecydowanie częściej. To może stwarzać złudzenie, że do poronienia w fazie ciąży biochemicznej dochodzi częściej po zabiegu in vitro. W rzeczywistości jednak odsetek wczesnych strat ciąży na tym etapie jest taki sam bez względu na sposób poczęcia. Kanadyjskie badania z 2015 wskazują nawet, że ciąża biochemiczna występuje rzadziej u kobiet, które poddały się zapłodnieniu pozaustrojowemu.

Zgodnie z zaleceniami Royal College of Obstetricians and Gynaecologists, całkowite poronienie w fazie biochemicznej (gdy tkanki jaja płodowego zostają w pełni wydalone z macicy i nie wymaga ona oczyszczania) zazwyczaj nie wymaga pobytu w szpitalu ani zażywania antybiotyku. W przypadku wystąpienia jakichkolwiek nieprawidłowości niezbędna jest jednak konsultacja ginekologiczna.

Ciąża biochemiczna po transferze a szanse na ciążę w kolejnych cyklach

Choć możliwości współczesnej medycyny są coraz większe, nie odkryto jeszcze sposobu, który pozwoliłby zapobiegać bardzo wczesnym stratom ciąży.

Warto jednak wiedzieć, że ciąża biochemiczna nie wpływa na płodność kobiety w następnych cyklach. Jak wynika z niedawnych badań, pacjentki, u których ciąża po zabiegu in vitro (potwierdzona testem beta-hCG) nie rozwinęła się w ciążę kliniczną, mają statystycznie większe szanse na prawidłowy rozwój ciąży w kolejnych podejściach do tej procedury.

Więcej o zalecanym postępowaniu w przypadku wczesnej straty ciąży można przeczytać TUTAJ.

Źródło: www.novum.com.pl, www.newyorkfertilityservices.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro

5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro
fot. Fotolia

Podchodzisz do in vitro i nie wiesz, czego możesz się spodziewać? Te porady pomogą ci się przygotować do leczenia. Oto 5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak zmieni się twoje życie podczas leczenia niepłodności? Przeczytaj, a być może unikniesz tych błędów!

1. Życie podporządkowane zastrzykom

Pierwszy zastrzyk zrobiłam sobie na tylnym siedzeniu samochodu, po meczu mojej ulubionej drużyny hokejowej. Później na spotkaniach towarzyskich musiałam wykradać się w poszukiwaniu wolnego pokoju, aby zrobić sobie zastrzyk.

Czułam się trochę jak narkomanka. Nie ukrywaliśmy przed ludźmi tego, że podchodzimy do in vitro, jednak nie miałam ochoty tłumaczyć się wszystkim, że muszę wyjść i się „ukłuć”.

Zobacz także: Jak starać się o dziecko i nie zwariować? Z pamiętnika staraczki

2. Ekstremalne wahania nastrojów

Wyobraź sobie najgorsze PMS w swoim życiu. Teraz pomnóż to przez 100, a otrzymasz wynik. Myślę, że nic nie jest w stanie przygotować kobiety na taki emocjonalny roller coaster.

Każdy organizm inaczej reaguje na leki, jednak w moim przypadku nawet najdrobniejsze rzeczy wywoływały smutek i płacz. Straciłam 90 proc. mojej cierpliwości. Bywały dni, w których nie mogłam wstać z łóżka. Czułam się bezużyteczna.

Martwiłam się też wpływem hormonów na moje zdrowie. Zdecydowanie za dużo czasu spędziłam szukając w Google potencjalnych zagrożeń wynikających z terapii hormonalnej.

Miałam depresję, bolało mnie całe ciało, straciłam apetyt. Pamiętajcie, że kliniki leczenia niepłodności oferują usługi psychologów, którzy pomagają uporać się z trudnymi emocjami i uczuciami. Warto skorzystać z tej opcji.

3. Zmiana w wyglądzie

Przed in vitro trenowałam fitness, jogging i wspinaczkę. Miałam najlepszą, od 9 lat figurę i czułam się świetnie. Kiedy zaczęłam przyjmować zastrzyki, powiedziano mi, że muszę rezygnować z wszelkiej aktywności fizycznej. Pielęgniarka poinformowała mnie, że i tak nie będę miała ochoty ćwiczyć. Myliła się.

Wariowałam siedząc w jednym miejscu. Miałam na tym punkcie obsesję i odliczałam dni, kiedy znów będę mogła uprawiać sport. Ponadto zaczęłam maniakalnie liczyć zjadane kalorie i szacować, ile czasu będę potrzebować na ich spalenie. Dresy stały się jedynym ubraniem, które mogłam założyć na wzdęty i posiniaczony brzuch.

Zobacz także: Jak się wspierać podczas starań o dziecko? Co radzi psycholog

4. Nieszybki powrót do formy

Halloween to dla mnie święto niezwykle ważne i stawiam je na równi z Bożym Narodzeniem. Wszystkie dekoracje robiłam zawsze z wielotygodniowym wyprzedzeniem i z radością odliczałam dni do nadchodzącej imprezy.

Tegoroczne przyjęcie zaplanowaliśmy już na kilka miesięcy przed poznaniem naszego harmonogramu leczenia. Tuż przed Halloween miałam się zgłosić na pobranie komórek jajowych.

Zamiast odpoczywać po zabiegu, uparłam się, że MUSZĘ uczestniczyć w tak dawno zaplanowanym i wyczekiwanym przyjęciu. Całą imprezę przesiedziałam w bólu, z poduszą na brzuchu. Nie cieszył nawet mój genialny strój ropuchy.

Dopiero tydzień po imprezie zaczęłam się czuć lepiej. Byłam w końcu w stanie pospacerować dłużej niż pięć minut bez bólu. Postanowiłam zatem spróbować szybkiego marszu na bieżni. Skończyłam wyjąc z bólu na podłodze.

Dlatego pamiętajcie, że powrót do formy może trochę zająć– nie spieszcie się. W tym czasie organizm musi się przygotować na transfer zarodka. To krótki odstęp czasu, więc dbajcie o siebie.

Zobacz także: Czy macierzyństwo po in vitro jest inne?! – ciekawe spostrzeżenia psychologa

5. Skupienie na leczeniu

Możesz mieć wrażenie, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i ciałem. Twój harmonogram będzie podporządkowany zastrzykom, testom krwi, badaniom ultrasonograficznym, wizytom lekarskim itp.

Podczas procedury in vitro starałam się żyć zgodnie z moim poprzednim rytmem. W tym czasie organizowałam uroczystą galę dla jednej z organizacji charytatywnych. Stres związany z tym wydarzeniem był tak duży, że w ostateczności nie byłam w stanie uczestniczyć w gali. Patrząc wstecz, nigdy nie powinnam się podejmować tak wielkiego zadania.

W trakcie leczenia opuściłam też kilka spotkań rodzinnych i imprez towarzyskich. Doświadczałam wtedy ogromnej huśtawki emocjonalnej. Na szczęście bliscy wykazywali się zrozumieniem i nigdy nie dali odczuć, że są zawiedzeni moim zachowaniem.

Gdybym bardziej skoncentrowała się na leczeniu, a nie usilnym udowadnianiu, że w trakcie in vitro mogę żyć tak, jak dotychczas, być może uniknęłabym powyższych problemów. Zachęcam was, abyście w tym szczególnym czasie skupiły się w większej mierze na leczeniu. To duże przedsięwzięcie, zasługuje na Waszą uwagę!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: fertilitymatters.ca

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dziecko (nie) na zamówienie. Argumenty przeciw in vitro – ile w nich prawdy?

Niebieskookie niemowlę leżące w otoczeniu wiosennych kwiatów/ Ilustracja do tekstu: Argumenty przeciw in vitro: ile w nich prawdy? Kolor oczu dziecka i wzrost
Fot.: Shelby Miller /Unsplash.com

Wśród argumentów osób potępiających in vitro często można usłyszeć, że doprowadzi to do tworzenia dziecka na zamówienie, wybierania wzrostu, płci, koloru oczu… Tego rodzaju oskarżenia są nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim krzywdzące dla osób walczących z niepłodnością. Przyjrzyjmy się jednak tym absurdalnym argumentom bliżej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

In vitro umożliwia wybór płci dziecka. Prawda czy fałsz?

W pierwszej kolejności pochylmy się nad problemem wyboru płci dziecka. Omówienie tego zagadnienia da nam przy okazji odpowiedź na wątpliwości natury etycznej. Stwierdzenie genetycznej płci jest proste – dwa chromosomy X lub po jednym chromosomie X i Y sprawiają, że z zarodka rozwija się płód płci odpowiednio żeńskiej lub męskiej. W pewnym sensie za płeć dziecka odpowiadają plemniki – komórki rozrodcze żeńskie zawsze posiadają jeden z chromosomów X matki. Plemniki natomiast mogą zawierać chromosom X lub Y. W zależności od tego, jaki plemnik zapłodni komórkę jajową, taka będzie płeć potomstwa.

Dlaczego zatem nie dokonuje się wyboru płci dziecka podczas in vitro? Żeby poznać płeć zarodka, trzeba pobrać z niego materiał genetyczny do badań, co wiąże się z nieznacznym ubytkiem masy zarodka. Mimo że zarodki radzą sobie z takim ubytkiem, każda zmiana w ich integralności niesie ryzyko utraty zarodka. W im wcześniejszym stadium preimplantacyjnym pobierany jest materiał genetyczny, tym straty masy są większe, ponieważ zarodek składa się z mniejszej liczby komórek, co rokuje gorzej dla jego rozwoju. Im później z kolei, bliżej momentu implantacji w macicy, czyli piątej doby po zapłodnieniu, tym trudniej to badanie wykonać. Wyniki badań będą później niż transfer, więc i tak nie dowiemy się, jaki jest ich wynik.

Mrożenie zarodków, mimo coraz lepszych technik i wyższej skuteczności, nie jest procedurą obojętną i nadal niesie ryzyko nieprawidłowego rozmrożenia się – część zarodków po prostu nie przeżywa rozmrażania i degeneruje. Każda mikromanipulacja na zarodku, na przykład pobieranie materiału do badań genetycznych, niesie ryzyko niepowodzenia. Nie wykonuje się takich badań, żeby zapewnić zarodkom jak najlepsze warunki do rozwoju, jeśli nie jest to konieczne ze względu na powodzenie procedury – tj. wykluczenie zarodków niezdolnych do rozwoju przez wysokie prawdopodobieństwo chorób genetycznych.

Ponadto na straży stoi etyka. Procedura zapłodnienia pozaustrojowego jest leczeniem niepłodności, a nie usługą niemedyczną. Nie ma w niej zatem miejsca na zachcianki i osobiste preferencje.

ZOBACZ TEŻ: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

In vitro a kolor oczu dziecka

A co z cechami wyglądu dziecka? Dziedziczenie cech wyglądu to bardzo złożone zagadnienie. Wbrew powszechnym przekonaniom i temu, czego nadal uczą w szkołach średnich (żeby w prosty sposób wyjaśnić dziedziczenie cech organizmu), dziedziczenie koloru tęczówki nie jest dziedziczeniem jednogenowym. Nie mamy „genu koloru oczu”. Na ich barwę ma wpływ przynajmniej kilka genów. Dopiero wypadkowa produktów odczytywania tych genów pozwala uzyskać kolor oczu dziecka, który też nie jest wynikiem wyłącznie odczytywania i ekspresji genów.

Kolor oczu zmienia się w ciągu życia, czasem na skutek chorób. Wybór koloru oczu dziecka jest abstrakcją ze względu na złożoność i specyfikę dziedziczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

In vitro a wybór wzrostu dziecka

Podobnie jest z wyborem wzrostu dziecka. Mimo że mechanizm dziedziczenia wzrostu jest inny niż koloru oczu, również nie jest to dziedziczenie jednogenowe, co sprowadza te rozważania do kategorii science fiction. Ponadto dziedziczenie wzrostu nie zostało do końca poznane, mimo że wiele już na jego temat wiemy.

Wzrost także nie jest w 100% efektem dziedziczenia! Mimo dużego udziału genotypu, fenotyp, czyli to, jak wygląda dojrzały organizm, zależy w dużym stopniu od wpływu środowiska. Istotny jest więc rozwój osobniczy, sposób odżywiania, przebyte choroby i wiele innych czynników, na które nie mamy wpływu.

I co najważniejsze – pamiętajmy, że dziecko rozwija się dzięki materiałowi genetycznemu, jaki otrzyma od rodziców: w połowie od matki, w połowie od ojca. Nie jest zatem możliwe, aby dziecko miało cechy organizmu, jakie nie wystąpiły u któregoś z przodków. To, które z poszczególnych cech się ujawnią, zależy między innymi od modyfikacji epigenetycznych naniesionych na DNA.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Modyfikacje epigenetyczne: instrukcja odczytu DNA

Modyfikacje epigenetyczne można porównać do instrukcji czytania kodu genetycznego. Ludzkie DNA zawiera po dwie kopie każdego chromosomu, czyli dwie informacje na ten sam temat. Natomiast modyfikacje epigenetyczne wpływają na mechanizmy ekspresji genów w taki sposób, że niektóre z nich mają obniżoną ekspresję lub są blokowane, a inne – promowane. Dzięki temu oraz mechanizmowi powstawania gamet, podczas którego materiał genetyczny redukowany jest do pojedynczego zestawu chromosomów, a także częściowo zmieniany podczas procesu crossing-over, różnimy się, a dzieci tych samych rodziców mogą znacznie różnić się wyglądem.

Nigdy nie wiadomo, czy i który zarodek pomyślnie przejdzie proces implantacji. Zapłodnienie, implantacja i ciąża nadal są tematem, który można zgłębiać, żeby zrozumieć zachodzące procesy i wspomagać leczenie niepłodności oraz trudności w donoszeniu ciąży.

Przykre argumenty przeciw in vitro – o wybieraniu dziecka na zamówienie – nie mają pokrycia w rzeczywistości: zarówno z przyczyn etycznych, jak i biologicznych. Dla przyszłych rodziców, mimo że brzmi to banalnie, zawsze najważniejsze jest, żeby ich dziecko było zdrowe.

Autorka tekstu: Karolina Częścik-Łysyszyn

POLECAMY TEŻ: Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat
fot. Unsplash - Colin Maynard

W 1978 roku na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganego rozrodu na świecie urodziło się 8 mln ludzi – wynika z raportu European Society of Human Reproduction and Ebryology.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

25 lipca Louise Brown będzie obchodzić 40 urodziny. To święto wyjątkowe, ponieważ narodziny kobiety były wynikiem pierwszego na świecie udanego zabiegu in vitro.

Louise Brown przyszła na świat 25 lipca 1978 roku, dokładnie o godzinie 23.47 w Wielkiej Brytanii w Oldham.

Zanim jednak to się stało, przez dziesięć lat państwo Brown próbowali wszystkiego – medycyny tradycyjnej, medycyny naturalnej oraz innych sposobów. Niestety, Lesley Brown miała niedrożne jajowody, nie mogła zajść w ciążę.

Wszystko zmieniło się za sprawą dwóch lekarzy: Roberta Edwardsa oraz Patricka Steptoe’a, którzy 10 listopada 1977 roku przeprowadzili pierwszy udany zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Od tego czasu wykonano miliony podobnych procedur.

Zobacz także: Na czym polega in vitro (zapłodnienie pozaustrojowe) – czyli in vitro krok po kroku

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE) opublikowało właśnie raport, z którego wynika, że dzięki metodzie zapłodnienia pozaustrojowego na świecie pojawiło się już 8 mln ludzi.

Zgodnie z raportem, kraj, który może się pochwalić największą liczbą ciąż w wyniku in vitro, to Hiszpania. Jak podaje ESHRE, wykonuje się tam 119875 zabiegów rocznie. Na kolejnych miejscach znajduje się Rosja (110723 cykle rocznie), Niemcy (96512 cykli rocznie) i były lider – Francja (93918 cykli rocznie).

Cykle opisywane przez ESHRE obejmują in vitro, śródplazmatyczne wstrzyknięcie plemnika (ICSI), jak również dawstwo komórek jajowych.

Zobacz także: Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Rosnąca skuteczność i większa liczba ciąż

W krajach europejskich wskaźnik ciąż w wyniku transferu zarodka wynosi ok. 36 proc. (zarówno w przypadku in vitro, jak i ICSI). Liczba transferów zarodka w Europie stopniowo rośnie, natomiast wskaźnik ciąż mnogich maleje.

– Kiedy w 1990 roku zaczynałam wykonywać zabiegi in vitro, uważaliśmy, że 15 proc. ciąż było dobrym wynikiem. Teraz najlepsze kliniki mogą pochwalić się 40 proc. ciąż w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego  – mówi dr Gillian Lockwood, konsultantka w dziedzinie medycyny rozrodczej w IVI Midland, brytyjskim centrum leczenia niepłodności.

Ekspertka uważa jednak, że 8 milionów narodzin w wyniku in vitro to „dosyć ostrożne szacunki”.
– Wiemy, że w Chinach i Indiach wykonuje się mnóstwo zabiegów in vitro, które niekoniecznie są zgłaszane lub rejestrowane – twierdzi Lockwood.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: CNN

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.