Przejdź do treści

Polski głos na światowym forum niepłodności w Bostonie

68.jpg

Po raz pierwszy w historii w trakcie zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu (ASRM) i Międzynarodowej Federacji Towarzystw Niepłodnościowych (IFFS), który odbył się w Bostonie 15 października, zorganizowano pod auspicjami Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz Ośrodka Studiów nad Płodnością Człowieka polską sesję.

Tematyka kongresu, który odbył się już po raz 39., niemal w całości była poświęcona problemom leczenia niepłodności w krajach o niesprzyjających uwarunkowaniach politycznych, społecznych i niejasnym tle prawnym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wśród zaproszonych wykładowców znaleźli się prof. Tina Bucholz, prezes elekt Niemieckiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu, oraz – z ramienia IFFS – dr Edgar Mocanu, współtwórca rozwiązań legislacyjnych w Irlandii. Prelegenci skupili się na kwestii rozwijania ram prawnych i aktualnej sytuacji legislacyjnej dotyczącej zapłodnienia pozaustrojowego w swoich krajach. W sprawie polskiej wypowiedział się prof. Leszek Pawelczyk, ekspert Ośrodka Studiów nad Płodnością Człowieka. Poznański specjalista przedstawił aktualną sytuację legislacyjną w Polsce.

Wystąpienia prelegentów wywołały gorącą dyskusję, w której trakcie zaproszeni goście wysoko ocenili działania edukacyjne w Polsce oraz kroki podjęte przez polskiego ministra zdrowia dotyczące wprowadzenia rządowego programu zdrowotnego leczenia niepłodności. Doceniono także nową inicjatywę utworzenia specjalizacji w zakresie endokrynologii ginekologicznej i medycyny rozrodu.

Wykładowcy zwrócili uwagę na fakt, że Polska nieuchronnie stoi przed dostosowaniem swojego ustawodawstwa do unijnego. Przedstawiciele państw, które zastosowały już regulacje w zakresie zdrowia prokreacyjnego, zalecili unikanie emocjonalnej debaty dotyczącej normowania zasad zapłodnienia pozaustrojowego. Wskazali na to, by w procesie porządkowania prawa w Polsce rozdzielić kwestię implementacji dyrektyw od samych regulacji dotyczących dopuszczalności zapłodnienia pozaustrojowego.

Goście obecni na bostońskim spotkaniu niemal jednogłośnie podkreślili potrzebę integracji środowiska lekarzy zajmujących się leczeniem niepłodności w Polsce. Odwołali się również do potrzeby wprowadzenia niezbędnych mechanizmów samoregulacji i akredytacji ośrodków wykonujących procedury in vitro.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności: „Podchodzę do swojej pracy z pasją” – dr n.med. Jarosław Janeczko

dr n.med. Jarosław Janeczko

Założyciel i właściciel Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie. Stworzył największą w Europie sieć laboratoriów medycznych współpracujących w zakresie komputerowej analizy nasienia. Założyciel i współwłaściciel klinik GMW Embrio w Opolu oraz PARENS w Rzeszowie. Lekarz z wieloletnim doświadczeniem i znajomością najnowszych trendów w leczeniu niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to problem, który niewątpliwie narasta. Współczesny świat i jego tempo nie ułatwiają zadania. Czy z perspektywy lekarza widzi Pan, że rzeczywiście pacjentów przybywa?

dr n.med. Jarosław Janeczko: Ilość pacjentów rośnie, bo układ rozrodczy starzeje się w tempie naszego życia. Zbyt szybko. Wśród naszych pacjentów dominuje grupa wiekowa 30+. Często są to kobiety, które odkładają decyzję o macierzyństwie na później. Średni wiek naszych pacjentek to 34-35 lat. Coraz częściej zaczynają pojawiać się także pacjentki, które mają 25-27 lat. W tym samym wieku mamy coraz częściej również panów, z niestety bardzo słabymi parametrami nasienia.

Wydaje się, że współczesny świat, poza pozytywnymi aspektami rozwoju, niesie ze sobą bardzo szkodliwe i dramatyczne w skutkach konsekwencje. Czynniki środowiskowe, nieprawidłowe nawyki żywieniowe i styl życia, mają negatywny wpływ na zdrowie. Zawsze na początku zastanawiam się z moimi pacjentami, w jaki sposób te szkodliwe efekty można jeszcze cofnąć. Zaczynamy od rzucenia palenia. Jeśli para decyduje się na dziecko, powinna chcieć dla jego zdrowia wszystkiego, co najlepsze. Nie wyobrażam sobie, jak można dbać o dziecko w domu pełnym miłości i dymu papierosowego jednocześnie.

A jak jest ze świadomością pacjentów? Czy dlatego, że coraz głośniej mówi się o problemie niepłodności, to i coraz więcej osób zgłasza się po pomoc?

Rzeczywiście świadomość pacjentów się zmienia. Dzieje się to głównie dzięki mediom społecznościowym. Częściej to jednak kobieta szybciej czuje instynkt macierzyński i jej pragnienie posiadania dziecka sprawia, że szuka na ten temat informacji oraz zgłasza się do lekarza. Chociaż, muszę przyznać, widzę w ostatnim czasie również duże zainteresowanie mężczyzn – panowie z własnej inicjatywy chcą wykonać badania. Podobną tendencję zauważają nasi urolodzy. To bardzo dobry znak.

Czy zatem w pana ocenie, w Polsce wiedza o niepłodności i sposobach radzenia sobie z nią jest dostępna? Czy ma pan poczucie, że „przeciętny Kowalski” wie co ma robić, gdy okazuje się, że ma problem z płodnością właśnie?

Dostęp do informacji na temat problemów z zajściem w ciążę jest możliwy na jedno kliknięcie. Fora internetowe, mnóstwo artykułów, Facebook, opinie innych pacjentów klinik – to wszystko sprawia, że wiedza na temat niepłodności jest ogólnodostępna.

Mimo to, wizyta w klinice leczenia niepłodności jest stygmatyzującym wydarzeniem – ale czy przekroczenie jej progu to stwierdzenie „nie mogę mieć dziecka”? Nie. To tylko zwrócenie się do osób z doświadczeniem, o poradę, o pomoc.

To jak zapytać na ulicy o drogę. Z jedną różnicą – nie jest to zupełnie anonimowa osoba, bo lekarza można sobie wybrać. Można wejść na stronę internetową kliniki i zdecydować, który specjalista będzie dla nas odpowiedni. Jaki ma być? Rzeczowy, stanowczy, z doświadczeniem, miły, z poczuciem humoru, ludzki, pełen zrozumienia, oddany, dostępny, energiczny, uzdolniony? Żaden człowiek nie jest ideałem. Pacjent może jednak wybrać lekarza, który będzie dla niego odpowiedni i spełni jego oczekiwania.

Jak w Pana ocenie wypadamy na tle innych krajów? Ma Pan doświadczenie międzynarodowe – czy powinniśmy czerpać z wiedzy m.in. amerykańskich ekspertów, czy może to oni powinni uczyć się od naszych lekarzy?

Jeśli spojrzymy na Wyspy Brytyjskie, Niemcy, Czechy, Polskę, Ukrainę, czy USA, wiedza i umiejętności w dziedzinie leczenia niepłodności są na takim samym poziomie. Podobnie jest z dostępem do sprzętu medycznego i materiałów używanych w czasie hodowli zarodków. Pochodzą z całego świata – z Danii, Niemiec, USA, a nawet Australii. Różnice wynikają z aspektów prawnych w tych krajach. Natomiast nie ulega wątpliwości, że lekarz powinien nieustannie się uczyć, uczestniczyć w szkoleniach, warsztatach, kongresach.

Jest wiele organizacji zajmujących się niepłodnością, na przykład Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, Polskie Towarzystwo Andrologiczne, a za granicą European Society of Human Reproduction and Embryology, American Society for Reproductive Medicine. Co roku odbywają się konferencje każdego z tych towarzystw. Aby utrzymać wysoki poziom wiedzy, umiejętności i być na bieżąco z najnowszymi odkryciami, trzeba koniecznie brać w nich udział. Co ważne, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzi lekarz, embriolog czy naukowiec, który przemawia na konferencji, wszyscy działamy w jednej wspólnej sprawie. Wszystkim nam zależy na jak najlepszej jakości i skuteczności naszej pracy.

Wracając do tempa współczesnego świata i możliwości, jakie on przynosi. Czy nieustanny rozwój oraz możliwości techniczne dają nadzieję coraz większej ilości pacjentów? A może na dzień dzisiejszy wszystkie opcje leczenia niepłodności są już wykorzystane i żadnych nowych technik nie widać na tzw. horyzoncie?

Każdego dnia setki naukowców na całym świecie pracują nad udoskonaleniem metod leczenia, sprzętu medycznego i leków, które w przyszłości będą mogły pomóc naszym pacjentom. Skuteczność leczenia nie wynosi 100% i raczej nigdy takiego poziomu nie osiągnie. Stwarza to dla naukowców ogromne możliwości i oznacza, że właściwie każdy etap wymaga jeszcze sporo pracy. Uczestnicząc w konferencjach, co roku dowiadujemy się czegoś nowego. Szczególnie dużo pozostało jeszcze do odkrycia w dziedzinie diagnostyki przedimplantacyjnej oraz ewentualnej terapii genowej zarodków. Są to trudne tematy, również ze względów etycznych. Jeśli jednak istnieje szansa na wyleczenie zarodka, czy nie jest to nadzieja dla wielu pacjentów obciążonych chorobami genetycznymi?

Idąc tym torem, zawód lekarza to nieustanny rozwój właśnie i inwestycja w wiedzę. Czy były to dla Pana ważne argumenty przy wyborze ścieżki zawodowej

Często spotykam się z określeniem, że niepłodność leczy się jak na taśmociągu, a na końcu zawsze jest in vitro. Takie oskarżenia słyszymy ze strony polityków i niejednokrotnie samych pacjentów. Tymczasem każdy pacjent jest inny. Każdy wymaga zdiagnozowania problemu, zastanowienia się nad kolejnym krokiem, sposobem poprawy parametrów nasienia, wyborem leków, stymulacji, obserwacji pęcherzyków jajnikowych, grubości endometrium, leczeniem mięśniaków, torbieli etc. Jest mnóstwo przeszkód, które trzeba pokonać. Lekarz, by potrafił się z tym zmierzyć, musi mieć szeroką wiedzę i ciągle doskonalić swoje umiejętności zawodowe. Dla mnie nie jest to jednak przykry obowiązek, tylko doskonała sposobność, żeby poznać ciekawych ludzi, nowe techniki leczenia. Podchodzę do tego z pasją, nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem i wypisującego do końca życia te same recepty. Podejmowanie nowych wyzwań, to część mojego charakteru.

Zastanawiam się nad emocjami jakie kryją się pod etykietą „lekarz”, bowiem mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest to trudna – także psychicznie – profesja. Czy w Pana specjalizacji każde nowo narodzone dziecko jest wystarczającą nagrodą?

Dróg jest wiele – różne metody leczenia, doskonalenie zawodowe, o którym już mówiłem, setki rozmów z pacjentami, często ich wątpliwości, rezygnacja, depresja. Ale na końcu cel zawsze pozostaje ten sam. Dziecko. Malarz chce, aby jego dzieła były podziwiane, piłkarz dąży do zdobycia jak największej ilości bramek, a pilot do postawienia samolotu bezpiecznie na pasie. Każdy sukces smakuje wspaniale, a jeśli walczymy o coś bardzo długo, może nawet i lepiej. Emocje? Różne – jak w życiu. Czasem złość, czasem zmęczenie. Oby coraz częściej radość z kolejnego narodzonego dziecka.

 

Zobacz też:

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Opowiadała o in vitro, pójdzie za to do więzienia. Dramat egipskiej prezenterki

egipska prezenterka pójdzie do więzienia za obrazę moralności
Prezenterka została skazana na 3 lata więzienia / fot. Twitter @doaasalahamin

Egipska prezenterka Doaa Salah została skazana na karę więzienia za „obrazę moralności”. W swoim programie poruszyła temat ciąży pozamałżeńskiej i in vitro. Tym naraziła się konserwatywnym władzom.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Doaa Salah, prezenterka programu Al-Nahar TV wypowiadała się na niezwykle kontrowersyjne, zdaniem władzy, tematy. Zapytała swoich widzów m.in., czy rozważają rozpoczęcie współżycia przed zawarciem małżeństwa. Dziennikarka zasugerowała również, że chwilowe małżeństwo może być dla kobiety sposobem na zajście w ciążę.

Prezenterka poruszyła w programie temat dawstwa nasienia i in vitro, które dopuszczalne są w krajach Zachodu, ale nie w Egipcie.

Zobacz także: „Ciąża z nieznajomym”. Szokujące reality show niebawem na ekranach

Atrapa brzucha ciążowego i „drażliwe” tematy

W trakcie programu Salah miała na sobie atrapę brzucha ciążowego. – Jeżeli kobieta się rozwiedzie, będzie samotną matką. Jeżeli, nie daj Boże, owdowieje, będzie samotną matką. Zatem, czy może sama zdecydować, czy być samotną matką przed wejściem w związek małżeński? – zapytała prezenterka.

Pójdzie do więzienia za obrazę moralności

Sąd w Egipcie skazał Doaa Salah na karę trzech lat pozbawienia wolności. Kobieta musi również zapłacić 10 tys. funtów egipskich rekompensaty. Władze tłumaczą, że tematy poruszone w programie dziennikarki zagrażają tradycyjnej strukturze życia Egipcjan.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: BBC, Independent

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Trzy lata oczekiwań na cud. Najpierw lekarz podejrzewał, że to zapalenie żołądka!

Trzy lata oczekiwań na ciążę
fot. Pixabay

Odkąd pamiętam miałam problemy ginekologiczne. Wciąż torbiele, nieregularne cykle, upławy. Każdy lekarz sądził, że to całkiem normalne, ot – zaburzenia okresu dojrzewania. Ale ile można dojrzewać…?  – zaczyna swoją opowieść Natalia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W końcu trafiłam jednak na lekarza, który przejął się wynikiem mojej cytologi. Zostałam skierowana do kliniki w Poznaniu i jednocześnie do poradni i endokrynologa. Badanie w poradni wykazało zmiany nabłonkowe oraz wirusa HPV 16. Byłam przerażona… Miałam wtedy 19 lat i już takie schorzenia! Kazano mi wrócić za pół roku i w tym czasie obserwować, czy dzieje się coś niepokojącego…Uwielbiam gdy lekarze każą czekać! Byłam wściekła!

Wyniki badań i załamanie

W międzyczasie dostałam się na oddział na endokrynologii ginekologicznej. Spędziłam tam trzy dni, w tym czasie wykonano mi masę badań. Nareszcie ktoś zadawał mi pytania i odpowiadał też na moje.
Przy wypisie załamałam się totalnie. Dostając wypis i rozpoznanie czułam jakbym zapadała się pod ziemię z powodu ciężaru, jaki czułam wtedy na sercu. Oprócz niepłodności zdiagnozowano u mnie także m.in. hirsutyzm, niedoczynność tarczycy. Nie zwracałam na resztę uwagi. Miałam wrażenie że słowo NIEPŁODNOŚĆ jest podkreślone i napisane na czerwono. Cieszę się, że nie byłam sama w tym momencie I mogłam liczyć na chłopaka, który odbierał mnie ze szpitala .

Całą drogę do domu zastanawiam się: dlaczego? Czy jestem aż tak złym człowiekiem? Dlaczego to akurat ja? Tyle ludzi zostaje rodzicami i porzuca dzieci. Dlaczego my, którzy tak bardzo tego chcemy, nie możemy?
Wedle zaleceń mój partner miał zrobić dodatkowe badania, a ja zacząć brać leki. I znów kontrola za jakiś czas.

Oczywiście tego samego dnia wykupiłam receptę i wedle zaleceń rozpoczęłam leczenie. Cykle wywołane były regularnie. Po pół roku czas na wizyty kontrolne. W poradni okazało się, że zmiany są uśpione i nie są groźne. Cytologia jest na poziomie pierwszym, zatem sytuacja opanowana. Światełko we mgle! Coś się zaczęło dziać na moją korzyść. Jednak kontrola u endokrynologa była dość powierzchowna. Bez badań. Dopisano mi tylko lek na owulację. W międzyczasie zaręczyliśmy się wraz z K.

Po tej wizycie nastał czas na badania nasienia. Nie musiałam go namawiać. Wiedziałam, że wiele to go kosztuje, ale nawet przez chwilę nie wycofywał się ze swojej decyzji. Bardzo chciał dziecka.

Emocje niepłodności

Wyniki badań wyszły rewelacyjnie. Co z jednej strony powinno cieszyć, ale…. Wzbudziło to we mnie wyrzuty sumienia, że to moja wina, że przeze mnie nie będziemy mieć nigdy dzieci. Że nie spełnię się nigdy jako matka, zatem nie będę w 100 proc. kobietą. Nie zliczę przepłakanych nocy. Długo nie umiałam przyznać się K., dlaczego tak płaczę i co mnie męczy. Potrafiłam wybudzić się w nocy z płaczem, bo śniło mi się, że jestem w ciąży.

Popadłam w paranoję… Czułam nienawiść do matek, które szły z dziećmi koło mnie na ulicy. Wiem, że to chore, do tej pory nie umiem wyjaśnić tego uczucia. Zazdrość? Złość? Przecież te kobiety nigdy mi nic nie zrobiły, nie mają pojęcia o moich problemach… Byłam tego świadoma, ale mimo wszystko nie umiałam zwalczyć tego złego nastawienia.

Zobacz także: Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Odpuściłam

Zdarzyło się kiedyś, że nie miałam recepty na leki i musiałam zrobić przerwę. Wtedy organizm od razu się zbuntował, miesiączka się nie pojawiła, wykonałam tonę negatywnych testów na owulację. Mimo to, łudziłam się. Co miesiąc biegłam do apteki po test ciążowy. Nie mówiłam już o nich K., bo widziałam co powie.”Za bardzo się nakręcasz, musisz odpuścić, bo popadniesz w paranoję”.

Raz testy były całkiem negatywne, raz miały jedną wyraźną kreskę, a drugą bladą. Jednak ciąży nadal nie było. Mijały tygodnie, miesiące, lata…

W maju 2017 roku odstawiłam leki. Byłam od stycznia na diecie, zmieniałam pracę, zajęłam się przygotowaniami do ślubu… zwolniłam tempo i odpuściłam. Miesiączka o dziwo się pojawiła!
Jednak nie sprawdzałam już dni płodnych, postanowiłam zająć się tym po ślubie. Obrałam swego rodzaju pogląd że tak musi być i może Bóg czeka na ślub, bo chce, by wszystko było w odpowiedniej kolejności.

W czerwcu i lipcu miesiączki także się pojawiły. W sierpniu już nie. Dzień przed ślubem ciekawość wzięła górę, zrobiłam test. Jednak wynik okazał się taki, jak wiele poprzednich. Jedna kreska ciemna, druga jasna i ledwo widoczna. No cóż, tym razem bez emocji „wzięłam to na klatę”.

Lekarz podejrzewał zapalenie żołądka

Minął sierpień. Po powrocie z podróży poślubnej zaczęłam się źle czuć, leżałam bez sił w domu, wszystko mnie bolało i okropnie wymiotowałam. Znając wynik testu nie myślałam nawet o ciąży. Bolały mnie piersi tak, jak przed miesiączką, więc na nią czekałam.

Wiele osób sugerowało mi ciążę, ale zbywałam ich tłumacząc się negatywnym wynikiem testu. Z K. z czasem nauczyłam się rozmawiać o wszystkim. Gdyby nie on i jego otwartość dawno bym zwariowała.

Chciałabym dodać, że bliskość drugiej osoby jest bardzo ważna. Czasem nie trzeba nawet rozmawiać, chodzi o to, by móc chociaż przy kim się wypłakać. Często lepiej razem pomilczeć, niż kogoś męczyć setkami pytań.

Narzekając sobie na mój stan bolących piersi K. wypalił „może jesteś w ciąży?” – wyśmiałam go wtedy.
Na drugi dzień miałam wizytę u lekarza rodzinnego, po opisie objawów stwierdził zapalenie żołądka. W międzyczasie, z dnia na dzień, rzuciłam papierosy, bo wywoływały mdłości. Lekarz uznał to za normalne przy ostrym zapaleniu i wypisał receptę.

Zobacz także: Dziewięć lat starań i DWA szczęśliwe zakończenia

Podczas badania myślałam, co ugotuję na obiad

Po tej wizycie miałam jeszcze chwilę czasu, więc udało mi się dostać na szybką wizytę do ginekologa. Oczywiście pewna siebie poprosiłam lekarza o leki na wywołanie miesiączki, bo znów się nie pojawiła  Tłumaczyłam to stresem przed ślubem. Lekarz jednak uznał, że warto zrobić USG, popatrzyłam na niego z niechęcią i burknęłam „nie ma po co, jestem niepłodna”.

Przemilczał to, poczułam się głupio, mogłam ugryźć się w język. Podczas badania myślałam o tym, co ugotuję na obiad. Wtem lekarz poprosił, abym popatrzyła na monitor. – Czy widzi tu coś pani? – zapytał mnie. – Jakąś czarną plamę – odpowiedziałam.  – Nie plamę, tylko 10-cio tygodniową ciążę – stwierdził.

Otworzyłam buzię i nie umiałam wydusić z siebie słowa. Wstałam i usiadłam przy biurka lekarza. – Wszystko w porządku? Cieszy się pani – dopytywał lekarz.  – Oczywiście, że tak, ale jak to możliwe? – zastanawiałam się w szoku. – A więc musi to być cud – powiedział z uśmiechem.

fot. z archiwum Natalii

fot. z archiwum Natalii

Tornado emocji

Po tych słowach lekarza polał się strumień łez. Nie byłam na to przygotowana, ręce trzęsły mi się okropnie. Milczałam i słuchałam uważnie doktora. Zalecił mi założenie karty ciąży w rejestracji. Wyszłam. Czułam, że jestem blada, każdy na mnie patrzy, a ja łapię się za brzuch i zastanawiam się, czy na pewno mi się to nie śni.

W rejestracji kolejka. Wyszłam na dwór. Zawsze marzyłam, by przekazać K. tę nowinę w jakiś oryginalny sposób, aby zapamiętał tę chwilę do końca życia. Ale emocje robią swoje. Zatem dzwonię . – Wracam z pracy do domu już. I co tam u lekarza? – usłyszałam w słuchawce. – Jestem w ciąży! – krzyknęłam.  ( W odpowiedzi usłyszałam ryk i płacz). –  No to świetnie! – cieszył się K. i użył przy tym niecenzuralnego słowa.

Reszty rozmowy nie pamiętam. Skupiłam się na jego reakcji, na tym, że jest szczęśliwy. Zakładając kartę ciąży wciąż nie wierzyłam… Podczas rozmowy z panią pielęgniarka uświadomiłam sobie, że wszystkie moje dotychczasowe dziwne objawy idealnie pasują do początku ciąży, a ja zupełnie tego nie zauważyłam. Wróciłam do domu znów ryk szczęścia i strachu. Tak na to czekałam, a czuję się tak niegotowa.

Wciąż nie byłam w stanie uwierzyć w to, co się wydarzyło. Bałam się, że to jakaś pomyłka, że lekarz pomylił dziecko z torbielą i moje szczęście zaraz pryśnie jak mydlana bańka. Dopiero na drugi dzień gdy ochłonęłam, opuścił mnie lęk i zaczęła się olbrzymia radość.

Moja rada dla Was

Wiem, jak szczęście innej kobiety może boleć osoby walczące o dziecko. Wiem, że może być wam ciężko to czytać i nie jednej lecą łzy. Ale chcę abyście widziały, że niepłodność nie jest wyrokiem. Trzeba temu cholerstwu stawić czoła! Wiara czyni cuda. Ja na mój cud czekałam trzy lata. Zapewne wiele z was czeka dłużej wasza wiara usycha. Nie poddawajcie się, walczcie!

Po rozmowie z wieloma osobami doszłam do wniosku, że dzięki temu, że odpuściłam – udało nam się. Wyłączyłam mózg na ciążę. Dałam sobie czas, przestałam ulegać presji.

Zmiana diety, zmiana otoczenia (pracy), znalezienie pasji czy zajęcia, odciążenie głowy od ciągłej myśli o ciąży i dobry lekarz to wskazówki które mogę Wam pozostawić. Każda z Was jest inna.

Niepłodność nie jest jednoznacznym wyrokiem! Trzymam kciuki za każdą z Was kobietki! Nieważne ile macie lat, skąd jesteście, jaka jest przyczyna, bądźcie wsparciem dla siebie nawzajem, bo nikt lepiej nie zrozumie tego bólu. Życzymy Wam jak najwięcej siły, wiary, wytrwałości, przyjaznych ludzi wokół i zdrowego rozsądku, bo nie tylko ciało jest ważne w tej walce. Ważne też jest nasze serce i dusza.
Samych pogodnych dni i spełnienia tego jedynego marzenia. Natalia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dofinansowanie do in vitro w klinice INVICTA w Warszawie

Dofinansowanie do in vitro w klinice INVICTA

Pary z Warszawy, które chcą skorzystać z dofinansowania in vitro, mogą zgłaszać się do kliniki INVICTA. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program in vitro z dofinansowaniem 5000 zł realizowany jest w ramach Miejskiego Programu Leczenia Niepłodności w Warszawie.

Zapraszamy wszystkich Pacjentów zainteresowanych dofinansowaniem programu in vitro w Warszawie na kwalifikację do Kliniki INVICTA.

Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie: https://www.klinikainvicta.pl/leczenie-nieplodnosci/programy-in-vitro/program-vitro-dla-warszawy-2017-2019/

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.