Przejdź do treści

Polska – kierunek turystyki in vitro

in vitro

Niepłodność uznawana jest przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) za chorobę zdefiniowaną, o której można mówić w przypadku niemożności donoszenia lub zajścia w ciążę. Szacuję się, że 10-15% par na świecie boryka się z problemami prokreacyjnymi. Dzięki rozwojowi nauki i ciągłemu podnoszeniu kwalifikacji zawodowych przez specjalistów ginekologii, endokrynologii i medycyny rozrodu odsetek bezdzietnych par zmniejsza się. Ogromne znaczenie w tym procesie mają kliniki, które same udoskonalają standardy usług i – jak w przypadku Polski – biorą czynny udział w kształtowaniu się rynku i regulacji dotyczących przeprowadzania zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego.

Prowadzone przez różne podmioty kontrole skuteczności i monitoringi ośrodków zajmujących się zapłodnieniem in vitro – obligatoryjne i dobrowolne – dają dodatkową gwarancję jakości pracy klinik. Rankingi placówek, publikowane w Polsce zarówno przez media, jaki i stowarzyszenia pacjenckie, pokazują, że nasze ośrodki nie odbiegają od standardów światowych i są stosunkowo tańsze niż ich zachodnioeuropejskie i amerykańskie odpowiedniki. Wysoki poziom specjalistów i dobrze zaopatrzone gabinety oraz sale zabiegowe przyciągają pary nie tylko z Polski; widoczne jest coraz częstsze zainteresowanie obcokrajowców. Największą grupą są nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, którzy stanowią 56,3% pacjentów spoza Polski. Na kolejnych miejscach znajdują się Austriacy (9,2%), Rosjanie (4,4%), Brytyjczycy (3,4%) i Francuzi (2,0%)[1].

Warto jednak zauważyć, że dla wielu zagranicznych par decydujących się na pomoc w zajściu w ciążę decydujący nie jest czynnik ekonomiczny, tylko skuteczność podejmowanych działań. Jeden na dziesięciu przyjezdnych pacjentów wskazuje jako determinantę wyboru polskiego ośrodka niepowodzenie leczenia w swoim kraju. Prawie 1/3 obcokrajowców decyduje się na skorzystanie z polskiej kliniki ze względu na ograniczenia prawne występujące w ojczystych ośrodkach. O czy mowa? Pary z Niemiec decydują się na leczenie niepłodności w polskich ośrodkach ze względu na możliwość korzystania z komórek jajowych anonimowych dawczyń. U naszych zachodnich sąsiadów w 2012 roku przekazywanie komórek jajowych zostało zabronione, co spowodowało naturalną migrację do Polski, gdzie prawo zezwala na przeprowadzanie procedury in vitro z wykorzystaniem gamet dawców oraz na adopcję zarodków. „W naszym kraju adopcja jajeczek jest zakazana, a dla nas to jedyna szansa na posiadanie dziecka. Dlatego zdecydowaliśmy się na leczenie w Polsce. Klinikę w Szczecinie wybraliśmy z trzech względów – dobrej opinii o tym miejscu, możliwości konsultacji po niemiecku oraz logistyki” – tłumaczy decyzję podjęcia leczenia niepłodności w polskiej klinice VitroLive Sara, pacjentka z Berlina. Z podobnych względów na terapię w Polsce decydowali się Włosi. Włoskie prawo do 2014 roku nie zezwalało na adopcję zarodów, a nawet na dawstwo gamet w przypadku obu płci.

Wspomniane wcześniej szczecińskie Centrum Ginekologii i Leczenia Niepłodności VitroLive jest jedną  z częściej odwiedzanych przez naszych zachodnich sąsiadów kliniką. Do placówki najczęściej przyjeżdżają obywatele Niemiec ze względów na dobre skomunikowanie i stosunkową bliskość lokalizacji, a także z pobudek prestiżowych (Centrum znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych polskich klinik leczących niepłodność). „W medycynie rozrodu szczególnie ważne jest wyjście naprzeciw potrzebom pacjentów. To oni są dla nas najważniejsi. Polska znajduje się w czołówce, jeśli chodzi o leczenie niepłodności – zarówno pod względem wysokich standardów, jak i odpowiednio przeszkolonego personelu. Dlatego wiele kliniki otwiera się na pacjentów spoza Polski, oferując pomoc medyczną w kilku językach i wysoką skuteczność leczenia.” – podsumowuje działalność polskich ośrodków leczenia niepłodności prof. Rafał Kurzawa z VitroLive.

Podsumowując można zauważyć, że duże znaczenie dla obcokrajowców borykających się
z niepłodnością ma wysoka jakość usług świadczonych w polskich klinikach. O ile standardy leczenia nie ulegną zmianie (a najpewniej będą rosły, aby utrzymać światowy poziom), o tyle różnice prawne w zakresie procedury in vitro w innych krajach mogą ulec zmianie i stać się bardziej liberalne, co z pewnością zmniejszy zapotrzebowanie na ten rodzaj turystyki medycznej ukierunkowanej na nasz kraj.

[1] http://www.ptmrie.org.pl/sekcje-ptmrie/sekcja-lekarzy/raporty/eim-europejski-monitoring-wynikow-leczenia

 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook
Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Ciało, kobiecość, seksualność i macierzyństwo – tematy, które są ze sobą nierozerwalnie związane. Często niestety stoją ze sobą w sprzeczności. Nie jest wcale łatwo zachować idealne ciało, urodzić dziecko i wciąż być w stanie sprostać społecznym standardom piękna. Te zdjęcia pokazują, że bycie mamą to powód do dumy, także ze swojego ciała!

Jestem mamą!

Seria zdjęć wykonanych przez Mikaelę Shannon, kanadyjską fotografkę, w niezwykle szczery sposób pokazuje, jak wygląda kobiece ciało po porodzie. U wielu kobiet zmienia się brzuch, pojawiają się dodatkowe krągłości, czy rozstępy. Paradoksalnie – do przyjętych kanonów – może to być powód do dumy i powinien być! „Chciałabym, by mamy nigdy nie czuły, że ich ciało nie jest już równie piękne, jak było kiedyś” – powiedziała fotografka.

Shannon postanowiła stworzyć swój projekt, po tym, gdy wiele matek wyraziło zainteresowanie udziałem w poporodowych sesjach. „Love Your Postpartum” (w wolnym tłumaczeniu „Kochaj swoje poporodowe ciało”), bo taką nazwę nosi seria fotografii, pokazuje kobietom, że warto darzyć swoje ciało pozytywnymi emocjami i szanować je. Nawet jeśli zmieniło się po ciąży, nawet jeśli nie wpisuje się w wykreowane przez społeczeństwo wizje – to wciąż jest ono nasze. Pozwala kobietom być matkami, pozwala wyrażać swoją ekspresję, pozwala realizować siebie. Każda kobieta jest kimś znacznie więcej, niż swoim ciałem. Jest sumą doświadczeń, przeżyć, piękna, które w sobie niesie.

Gdzie jest piękno?

W dzisiejszym świecie jest to bardzo trudne i nieraz natrafić można na sprzeczne komunikaty. Z jednej strony, bądź matką, bo to gwarantuje poczucie kobiecości. Z drugiej, ciąża może zniszczyć twoje ciało, a to ono jest swego rodzaju wizytówką człowieczeństwa. Czy oby na pewno?

Grunt to mieć odpowiedni dystans i silne poczucie, że wokół nas jest coś znacznie ważniejszego, niż tylko ładny obrazek. Oczywiście szalenie istotne jest dobre samopoczucie związane z byciem we własnej skórze, akceptacja i samozadowolenie. Tylko, czy jest to głównym celem? A może tylko środkiem do realizacji innych potrzeb? Projekt Shannon jest kolejną serią zdjęć, która porusza ten jakże ważny i trudny problem. Pokazywaliśmy niedawno na naszym portalu inne fotografie – „The Honest Body Project” – piękno nie zawsze jest perfekcyjne! >>KLIK<<

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co dalej z in vitro? Czy warszawiacy doczekają się refundacji?

Od kilku miesięcy słyszymy, że Warszawa, podobnie jak inne miasta (Łódź, Częstochowa czy Gdańsk), będzie dofinansowywać swoim mieszkańcom in vitro. Uchwała miała zostać przegłosowana już w kwietniu, tak się jednak nie stało. Kiedy ruszy program, na który czeka tak wiele par?

Jak udało nam się dowiedzieć w rozmowie ze stołeczną radną PO Gabrielą Szustek, projekt, który został złożony do warszawskiego ratusza w marcu, trafił do zaopiniowania do Agencji Oceny Technologii Medycznych, która do 17 maja powinna wydać opinię. Jeżeli będzie ona pozytywna, uchwała zostanie przegłosowana na sesji.

Z polityką w tle

Już w zeszłym roku Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” przygotowało projekt inicjatywy uchwałodawczej w sprawie in vitro, pod który Partia Razem zebrała 18 tys. podpisów warszawiaków. Jak podkreśla Mateusz Olechowski z PR, od wielu miesięcy leży on w szufladzie rady miasta, nie ma mowy o jego przegłosowaniu, a PO zależy jedynie na utarciu nosa jego ugrupowaniu. To jego zdaniem element zwykłej walki politycznej.

– Projekt nie miał stosownych opinii i zajmował się nim ratusz, nie rada Warszawy – komentuje Gabriela Szustek. Przy okazji dodaje: „Przygotowany na wniosek radnych program „Stołeczna kampania na rzecz wspierania osób dotkniętych niepłodnością” zakłada dofinansowanie dla osób borykających się z problemem niepłodności, ale nie jest on świadczeniem medycznym. Poświęcony jest edukacji i uświadamianiu młodzieży, jak niepłodność wpływa na nasze życie i jak częstym jest problemem w dzisiejszych czasach.”

Od kiedy in vitro?

– Po otrzymaniu opinii z AOTM i uchwaleniu na sesji rady miasta projekt zostanie przekazany ratuszowi do realizacji. Chcielibyśmy, żeby pierwsi beneficjenci mogli skorzystać z programu już jesienią. Na tym etapie konkretnej daty jeszcze nie mogę podać – podkreśla Gabriela Szustek.

Kto skorzysta?

– Program kierowany jest nie tylko do małżeństw, ale także do osób żyjących w związkach nieformalnych w wieku od 25 do 40 lat, a także kobiet o odroczonej płodności w przedziale wiekowym 18–40 lat – mówi radna PO.

– Na dofinansowanie planujemy przeznaczyć 10 mln zł rocznie. Maksymalna liczba zabiegów, do których przysługuje dofinansowanie to 3, jeśli wskutek pierwszego lub drugiego zabiegu nie doszło do urodzenia dziecka. Skorzystają z niego osoby leczące niepłodność minimum dwa lata. Oceniamy, że w aglomeracji warszawskiej mieszka około 25-27 tys. par borykając się z problemem niepłodności. Od 1,5 tys. do 2,5 tysiąca z nich będzie mogło skorzystać z programu, który potrwa do końca 2019 roku. Osoby, które są rodzicami dzięki metodzie in vitro i zdecydują się na kolejne dziecko, a nie korzystały z programu rządowego, również będą mogły ubiegać się o dofinansowanie. Zgodnie z projektem programu pokrywać będziemy do 80 proc. kosztów zabiegu łącznie nie więcej niż 5.000 zł za jedną procedurę, a wnioski rozpatrywane będą w kolejności – dodaje.

Wszystko wskazuje na to, że przy odrobinie dobrej woli i chęci porozumienia warszawiacy już od kilku miesięcy mogliby korzystać z dofinansowania do in vitro. Dla nich to mniej istotne, który projekt wejdzie w życie. Najważniejszy jest oczywiście czas, którego niektórzy już nie mają.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Nie ochrzczę swojego dziecka. To fanaberia czy coraz częstsza decyzja? Prawdziwa historia

chrzest dziecka z in vitro

Chrzest dziecka to w Polsce niemal obowiązek. Czy powiedzieć księdzu, że nie zostało poczęte drogą naturalną? Rozmawiamy z Anetą, mamą Alana – dziecka urodzonego dzięki metodzie in vitro.

Powiedziałaś mi jakiś czas temu, że nie ochrzcisz Alana. Czy pozostajesz przy tej decyzji?

Tak, Alan nie będzie ochrzczony. Często słyszę od znajomych: „przecież nie musisz mówić, że twoje dziecko jest z in vitro”. Ale dlaczego mam to ukrywać? Nie zrobiliśmy nic złego. Czy in vitro to jakaś dżuma, powód do wstydu? W trakcie procedury dużo czasu spędzałam na forach i czytałam wypowiedzi wielu praktykujących katoliczek, które jak my zdecydowały się na tę metodę, bo pragnęły dziecka, bo mają do niego pełne prawo. To metoda leczenia niepłodności, która moim zdaniem jest etapem w rozwoju ludzkości i jak inne, na przykład przeszczepy serca, daje nam szansę na szczęśliwe życie. Czy niedowidzący ma zrezygnować z okularów, bo działa wbrew woli Boga?

Pewnie znalazłby się ksiądz, który ochrzciłby wasze dziecka bez zadawania pytań

Zacznę może od tego, że czuję się bardzo skrzywdzona tymi komentarzami i opiniami, że decydując się na in vitro zabijam nienarodzone dzieci. To mnie odpycha od kościoła.

Nie chcę łaskawej zgody. Nie chcę usłyszeć, że ktoś w drodze wyjątku ochrzci moje dziecko, bo to przecież nie jego wina, ale tych bezbożników, którzy sprowadzili je na świat. Kiedyś usłyszałam, że zadziałaliśmy wbrew woli Boga, być może w jego zamyśle mieliśmy nie mieć dzieci. A już zupełnie powaliło mnie stwierdzenie, że Alan jest dzieckiem szatana.

A metoda in vitro jest coraz częściej ostatnią szansą na rodzicielstwo.

Tak, my mamy wielu znajomych, którym nie udało się począć dziecka w sposób naturalny. Czy kościół będzie mógł sobie pozwolić na odrzucenie tylu potencjalnych wiernych? Mam nadzieję, że atmosfera wokół in vitro zmieni się. Może nie za rok czy dwa, jestem realistką, ale jednak w najbliższych latach. Zaczniemy postrzegać metodę przez pryzmat medycyny, a nie religii. Uważam, że podjęliśmy słuszną decyzję. Każde dziecko, którego się pragnie, jest darem od Boga dla katolików i darem od losu dla pozostałych.

Cofnijmy się o kilka lat. Dlaczego zdecydowaliście się in vitro?

Bardzo chcieliśmy mieć dziecko,  niestety mimo prób nie udawało się. Jak wiele par trafiliśmy do lekarza. Moje badanie USG wyszło dobrze. Zasugerowano nam, że najrozsądniej będzie rozpocząć diagnostykę od Michała. Okazało się, że ma zbyt mało plemników zdolnych do zapłodnienia. Stanęliśmy przed dylematem – albo decydujemy się na leczenie, które może potrwać nawet dwa lata, albo rozpoczynamy procedurę in vitro. Wybraliśmy drugie rozwiązanie. Udało się dopiero za czwartym razem. Wykorzystaliśmy wszystkie zarodki. Każda kolejna próba była dla mnie wielkim przeżyciem. Te trzy straty mogłabym porównać do poronień, myślę, że to takie uczucie,  jak po stracie dziecka.

Rozumiem, że gdybyś mogła cofnąć czas, nie zmieniłabyś decyzji?

W żadnym wypadku.

Czy zdecydowałabyś się na przekazanie zarodków do adopcji?

Ależ oczywiście. Gdyby sukcesem zakończyła się któraś z wcześniejszych prób, jak najbardziej. Jest tylu ludzi, którzy marzą o dziecku. Wiem, jakie to uczucie. Zrobiłabym to bez wahania. Może dlatego tak bardzo denerwuje mnie, kiedy słyszę słowa księży i niektórych polityków o mordowaniu dzieci. Przeraża mnie ta obłuda lub niewiedza – nie wiem, co gorsze.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Dieta dla płodności, czyli wszystko co przyszły rodzic powinien wiedzieć

dieta dla płodności

Badania prowadzone przez różne instytuty naukowe na całym świecie potwierdzają, że określone składniki diety są potrzebne dla płodu, zanim kobieta zajdzie w ciążę, a ich odpowiednia ilość może zmniejszyć ryzyko powikłań w ciąży oraz wystąpienia w przyszłości chorób u dziecka. Nie wszystkie przyszłe matki (i ojcowie!) wiedzą, a jeśli nawet – nie przywiązują należytej wagi do tego, że to, co jedzą dziś, wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników za kilka miesięcy.

Dieta dla płodności autorstwa Sylwii Leszczyńskiej to niezbędnik dla kobiet i mężczyzn, którzy zmagają się z obniżoną płodnością i niepłodnością i chcą odżywiać się zdrowo w okresie przygotowania do ciąży. To kompendium wiedzy na temat wpływu diety na płodność oraz zdrowie przyszłego dziecka.

Wiem, co jem

Szacuje się, że co piąta para w Polsce w wieku rozrodczym ma problem z poczęciem dziecka (około 20% par, w sumie 1,5 mln kobiet i mężczyzn; niektóre statystyki mówią nawet o 3 mln niepłodnych Polaków). To problem nasilający się z każdym rokiem. Uważa się, że problem niepłodności obecnie w 40% jest zależny od kobiety i w 40% od mężczyzny, w 20% dotyczy obojga partnerów. Dieta propłodnościowa to właściwe przygotowanie do ciąży, zmniejszenie ryzyka poronień oraz wzmocnienie płodności. Przestawienie się na nią jest jedną z lepszych zmian dla zdrowia rodziców i ich przyszłego dziecka. Dowodzą tego liczne badania. Odżywianie wpływa na zdrowie organizmu i układu rozrodczego.

Sylwia Leszczyńska, dietetyk kliniczny, specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności stworzyła swoiste kompendium wiedzy dla przyszłych rodziców.

Dieta dla płodności odpowiada na pytania:
  • co wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników?
  • jakie składniki diety są potrzebne do wydzielania przez organizm hormonów i ich działania?
  • dlaczego dieta ma kluczowe znaczenie w staraniach o dziecko?
  • które produkty wpływają pozytywnie, a które mogą szkodzić?

Jedzenie zgodnie ze wskazówkami w trakcie planowania dziecka i zgodnie z dietą propłodnościową jest czymś, co może zrobić każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, płodności czy aktualnych jej zaburzeń, wieku, czasu i pieniędzy. Wszyscy jemy, więc czemu jedzenia nie wykorzystać do poprawy samopoczucia, wpłynąć na lepsze zdrowie swoje i przyszłego dziecka, prawidłowy przebieg ciąży czy zwiększenie płodności?

Prawidłowa dieta ma zasadniczy wpływ na nasze zdrowie. W ostatnich latach poczyniono wiele obserwacji wskazujących na wpływ dobrze zbilansowanej diety na płodność i rozwój płodu.
Książka, która trzymacie Państwo w ręku nie tylko wyjaśni mechanizmy działania prawidłowej diety, ale zawiera również praktyczne wskazówki jak dobierać spożywane posiłki, aby zwiększyć szansę na zajście w ciążę i poprawić zdrowie nienarodzonego jeszcze dziecka. Polecam tę książkę wszystkim parom chcącym przygotować swoje organizmy przed planowaną ciążą, mającym problemy z zajściem w ciążę, jak również tym, którym na sercu leży zdrowie przyszłego potomstwa.

prof. CMKP dr hab. n. med. Romuald Dębski

Dieta dla płodności to program dietetyczny wspomagający organizm i układ rozrodczy. To dieta bogata w kluczowe dla płodności składniki, potrzebne do produkcji i działania hormonów, tworzenia komórki jajowej i plemników, zachowania regularnych owulacji, rozwoju płodu i podstawa do zachowania zdrowia dziecka w przyszłości. To dieta, która skupia się na tym, aby dać rodzicom i ich przyszłemu dziecku jak najlepszy start.

Otrzymacie ponadto istotne w kontekście płodności porady innych specjalistów, z którymi autorka współpracuje na co dzień: dr n med. Jakuba Rzepki, spec. ginekologii i położnictwa; Małgorzaty Jolanty Kaczyńskiej, psychologa; dr n med. Piotra Miśkiewicza, spec. endokrynologii i chorób wewnętrznych; Natalii Wawszczyk, fizjoterapeutki, spec. uroginekologii i położnictwa; lek. dent. Elizy Ganczarskiej-Kaliszuk. W książce znajdziecie także zbilansowane menu w oparciu o przepisy Mateusza Gesslera.

Sylwia Leszczyńska – dietetyk kliniczny, psychodietetyczka. Specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności. Absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Prowadzi Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita”.

06 Sylwia Leszczyńska cz-b_4
Książka dostępna na stronie www.ksiegarnia.zwierciadlo.pl i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski. Obszerne fragmenty można będzie wkrótce pobrać bezpłatnie w serwisie www.przeczytam.pl

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.