Przejdź do treści

Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich

„Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych. Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.” – o in vitro, polityce prorodzinnej, aborcji i surogacji rozmawiamy z Barbarą Nowacką (Zjednoczona Lewica).

Czy polska ustawa o in vitro jest dobra?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Barbara Nowacka, Zjednoczona Lewica: Pilne uregulowanie kwestii związanych z in vitro było konieczne. Ustawa, powiedzmy szczerze, mogłaby być lepsza. Choćby bardziej przyjazna dla samotnych kobiet – które potraktowano przedmiotowo czy mniej restrykcyjna  jeśli chodzi o liczbę zamrożonych zarodków – dopuszczając osiem zamiast sześciu. Z drugiej strony  cieszymy się, że powstało jakiekolwiek uregulowanie prawne. Dzięki temu osoby starające się  starających się o dzieci metodą in vitro, przynajmniej wiedzą na czym stoją.

Czy nie lepiej byłoby odpowiednio wcześniej przygotować tę ustawę, tak aby nie rodziła żadnych wątpliwości?

Twój Ruch składał wcześniej swój projekt ustawy o in vitro. Uważamy, że był on lepszy od projektu Platformy Obywatelskiej. Lepszy był także projekt składany przez SLD, ale z oczywistych względów zwyciężyła koncepcja partii rządzącej. Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych.  Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.

Czy przypadki, jak Pani Barbary Sienkiewicz – 60-letniej matki dwójki dzieci, powinny być jakkolwiek określane przez ustawę? Póki, co nie ma żadnej regulacji wieku, kiedy kobieta może poddać się in vitro.
Nie o wszystkim powinni decydować politycy. Do lekarzy należy decyzja czy dana kobieta kwalifikuje się do zabiegu in vitro czy nie. Bardzo ciężko ustawowo zapisać granicę wieku. Możemy, jak w niektórych europejskich krajach, przyjąć limit 45 lat. W takim wypadku jednak pojawi się pytanie czy komuś, kto przekroczy tę granicę, a nadal jest w świetnej formie zdrowotnej należy zakazać leczenia. Są kliniki, które wewnętrznie regulują granicę wiekową i powyżej 50 roku życia w ogóle nie przeprowadzają  zabiegów. Jest to jednak kwestia medyczna, a nie polityczna, dlatego limit wieku powinni ustalać lekarze i świadomi pacjenci. Tego przede wszystkim należy dopilnować – aby pacjentki były jak najbardziej świadome.

Jednak większość krajów europejskich ma ustalony limit wiekowy, a 45 lat to nie jest 60. Dodatkowo kuriozum całej sytuacji polega na tym, że pani Barbara sfinansowała swoje in vitro, a następnie domagała się pomocy materialnej od państwa.

Nie widzę w tym nic kuriozalnego, że ktoś kto ma dziecko prosi państwo o pomoc. Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na wiek. Do mnie w ogóle nie trafiają argumenty, że być może ta pani nie będzie w stanie wychować swoich dzieci.

Nawet, gdy zostajemy rodzicami w wieku lat 20 czy 30, nigdy nie wiemy, co czeka nas w życiu, ile będziemy mieli siły i energii za pięć lat. Podobnie jest w kwestii finansowej – nie możemy nikomu odmawiać skorzystania z prawa posiadania dziecka patrząc na jego status materialny.
Jednak, jak podkreślam, nie wszystkie kwestie powinni rozwiązywać politycy. Granicę wieku powinni ustalać eksperci rozważając argumenty medyczne. Warto postawić pytanie – co spowodowało, że lekarz podjął decyzję o przeprowadzeniu takiego zabiegu osobie w starszym wieku?  Limit wiekowy powinien obowiązywać także mężczyzn – rozpatrujemy jedynie kwestie kobiet, a ona dotyczy także drugiej płci.

Oburzonym na panią Sienkiewicz warto zwrócić uwagę, że mężczyźni zostają ojcami w wieku 60, 70 lat – dzięki procedurom in vitro lub bez nich. I nikt się tych ojców nie pyta, czy zdołają te dzieci wychować i wykarmić.

Obserwując losy ustawy mam wrażenie, że w ogóle w tej kwestii częściej głos powinni zabierać lekarze, a nie politycy…

Oczywiście! Dyskusja na ten temat została niepotrzebnie upolityczniona.

Czy wraz z wejściem w życie ustawy o in vitro samotnym kobietom zostaną odebrane ich zarodki?

To byłaby bardzo zła decyzja i złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz.

Zamrożone zarodki są  własnością osób, które je zdeponowały i nikt inny nie powinien nimi dysponować. Dla tych kobiet byłby to życiowy dramat, ogromny stres i ich oburzenie jest dla mnie zrozumiałe.

Myślę, że decyzje o podjęciu trudów samotnego macierzyństwa, zwłaszcza w Polsce, są raczej dobrze przemyślane. Czasem dla kobiety, która poddaje się in vitro jest to „być albo nie być” w kwestii rodzicielstwa. Znam przypadki dziewczyn, które podjęły taką decyzję z przyczyn medycznych. Dla nich nie było żadnego potem, żadnego czasu na szukanie przyszłego ojca. Jeśli  kobieta  decyduje, że lepiej być samotną matką z wyboru niż w ogóle zrezygnować z macierzyństwa – moim zdaniem, ma takie prawo.  

W Sejmie będzie rozpatrywany projekt „Stop aborcji”, który ma w pełni zakazać aborcji. Uda się go uchwalić?

Mam nadzieję, że się nie uda. Polki, które chcą dokonać aborcji poddają się jej w Niemczech, Czechach albo na Ukrainie. W państwach ościennych aborcja jest legalna. Ustawa, która obowiązuje na terenie Polski przestaje być skuteczna w stosunku do polskich obywatelek, które przekroczą granicę naszego kraju.  Jesteśmy w Unii Europejskiej, a podróż zajmuje chwilę. Udawanie, że Polki nie poddają się aborcji to hipokryzja.  Nie można dopuszczać do tego, aby państwo stało na straży tej hipokryzji. Obecne prawo nie przynosi pożądanego efektu, tym bardziej zaostrzenie go niczego nie zmieni. Pełny zakaz aborcji spowoduje jedynie, że także kobiety, które padły ofiarą gwałtu lub noszą płód obciążony terminalną wadą będą musiały się wykosztować, zapożyczyć, by dokonać zabiegu.

Już dziś z prawa do aborcji mogą korzystać przede wszystkim zamożne kobiety. Brak edukacji seksualnej sprawia, że tych zabiegów dokonuje się coraz więcej. Mamy coraz więcej przypadkowych, a przez to niechcianych ciąż.

Uważam, że przede wszystkim należy zmienić istniejącą ustawę, dostosować ją do rzeczywistości oraz prowadzić edukację seksualną – tylko w ten sposób odwrócimy ten niekorzystny trend.

Jak zatem powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Na pewno nie powinna być zaostrzana. Jestem zwolenniczką liberalizacji tej ustawy, aborcja powinna być  dopuszczalna również z przyczyn społecznych.

Co pani rozumie przez przyczyny społeczne?

To, co powszechnie jest rozumiane jako przyczyny społeczne, np. przekonanie kobiety, że nie będzie w stanie wychować kolejnego dziecka.

Czy to nie traktowanie aborcji jako środka antykoncepcyjnego?

Nie sądzę, żeby ktokolwiek traktował aborcję, jak środek antykoncepcyjny. Taki zabieg zawsze wiąże się z bardzo trudną decyzją i z dużymi konsekwencjami dla ich zdrowia i psychiki. Kobiety w Polsce nie są nierozsądne.

Całkiem niedawno aborcja była powszechna…

Nie było wtedy edukacji seksualnej. Brakowało też łatwo dostępnych środków, które zapobiegałyby niechcianej ciąży. Nie było nawet świadomości istnienia metod antykoncepcyjnych, ponieważ nie było edukacji seksualnej. Zresztą antykoncepcja znajdowała się na zupełnie innym poziomie medycznym – wiele dostępnych dzisiaj, bezpiecznych i przyjaznych kobietom środków w ogóle nie istniało.  W tej chwili możemy wprowadzić nowoczesną edukację seksualną, a sama antykoncepcja jest coraz bardziej powszechna i dostępna wśród młodych kobiet.

A co Zjednoczona Lewica może zaoferować pod względem polityki prorodzinnej?

Dla nas tematy związane z edukacją, wychowaniem, opieką nad dziećmi są fundamentem polityki. Opiekuńcze państwo powinno wspierać obywateli i obywatelki oraz sprzyjać ich decyzji o posiadaniu dziecka. Ważnym postulatem, który może do takich prokreacyjnych decyzji zachęcić, a jednocześnie sprawić, że kobiety i mężczyźni będą mieli równe szanse w rozwoju zawodowym  są bezpłatne żłobki i przedszkola.

Uważamy też, że szkoły powinny prowadzić żywienie dzieci bez względu na status materialny – każde dziecko w szkole powinno być nakarmione, to najlepszy sposób by rozwiązać problem głodnych dzieci bez stygmatyzowania kogokolwiek, z gwarancją, że żadne dziecko nie zostanie wypchnięte poza system z biurokratycznych powodów i w duchu społecznej solidarności.

Wyżywienie powinno być prowadzone również w okresie wakacyjnym. Należy pamiętać, że także latem istnieje problem głodnych dzieci, a szkoła – jako, że zwykle jest relatywnie blisko domu – powinna być miejscem, gdzie dziecko zawsze może przyjść. Aktywizacji zawodowej kobiet, a przez to zachowaniu równowagi w społeczeństwie pomoże również wprowadzenie opieki medycznej w przedszkolach i szkołach. Bo w tej chwili rodzice są wzywani do szkoły z powodu najdrobniejszego bólu brzucha u dziecka, co przyczynia się do ich dyskryminacji w miejscu pracy.

Jaka jest wasza odpowiedź na niż demograficzny?

Inwestycja w kapitał ludzki. Wiele par nie decyduje się na dziecko, ponieważ kobieta jest zatrudniona na umowie „śmieciowej”, zachodząc w ciążę będzie zagrożona utratą pracy. A nawet gdy ma umowę o pracę, boi się , że straci zatrudnienie, bo jej ciąża jest źle widziana. Tak więc państwo, by zwiększyć przyrost demograficzny powinno promować stabilne zatrudnienie i bezpieczeństwo socjalne.
Potencjalni rodzice boją się też, czy dadzą radę zaopiekować się dzieckiem po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Dlatego konieczne jest, jak już wspominałam, udostępnienie sensowej infrastruktury – przedszkoli, żłobków, świetlic szkolnych, które nie będą tylko przechowalniami. Niezbędne są też inwestycje w ochronę zdrowia najmłodszych. Przykładowo – opieka dentystyczna. 80 proc. dzieci ma próchnicę i nie udawajmy, ze w ramach NFZ uda się coś z tym zrobić. Rozwiązaniem jest bezpłatny dentysta w szkole – to wiąże się z nie tylko z oszczędnością rodziców, ale także z wychowaniem zdrowszego pokolenia.

Podsumowując: bezpieczeństwo zawodowe rodziców i dostępność infrastruktury dają szansę, aby więcej Polek i Polaków decydowało się na dzieci.

Obecne dużym problem jest również brak łatwo dostępnych, tanich mieszkań. Rodziny, które miałyby gwarancje możliwości życia „na swoim”, chętniej decydowałyby się na dzieci. Problem w tym, że w Polsce wmówiono nam, że mieszkanie trzeba kupić. Ludzie zaciągają więc kredyty, które bardzo często ciężko jest spłacić. W rezultacie, gdy już mają mieszkanie, nie stać  ich na dzieci. Zjednoczona Lewica jest za wspomaganiem programów tanich mieszkań na wynajem – zarówno TBSów, jak i mieszkań komunalnych. Optujemy też za tym, by były to mieszkania „przechodnie”. Potrzeby mieszkaniowe zmieniają się z wiekiem, innego mieszkania oczekuje student, innego rodzice z małym dzieckiem, a jeszcze innego rodziny z trójką dzieci. W wielkich miastach są mieszkania, które stoją puste. Według obowiązującego prawa mieszkania komunalne dostaje się dożywotnie, dlatego gminy nie chcą ich rozdysponowywać .

Jak zdobyć te tanie mieszkanie pod wynajem?

Przede wszystkim trzeba rozwinąć tanie budownictwo socjalne. W tej kwestii jest nawet program rządowy, jednak nie ma do niego odpowiednich rozporządzeń. Warto czerpać z doświadczeń innych krajów europejskich, które mają wypracowane praktyki i mechanizmy prawne, np Austrii czy Belgii. Istnieją tam organizacje i fundacje, które zajmują się pośrednictwem w wynajmowaniu mieszkań. Szansą jest również współpraca z deweloperami, którzy teraz mają duże problem ze sprzedażą mieszkań i są otwarci na alternatywne rozwiązania.

Rodziny zastępcze uzyskują pomoc finansową od państwa i są również przez nie kontrolowane.  Natomiast rodziny adopcyjne nie mają ani jednego ani drugiego. Czy ze strony Zjednoczonej Lewicy jest jakiś pomysł zamiany dotychczasowej sytuacji?

Rodziny zastępcze muszą być wspierane oraz kontrolowane. Natomiast procedury adopcyjne są w Polsce tak trudne i skomplikowane, że już samo to jest formą kontroli. Nie można wspierać nikogo tylko dlatego, że jest w jakimś mechanizmie, ale dlatego, że tego wsparcia potrzebuje.

Wspieranie każdej rodziny tylko, dlatego, że ma dziecko adopcyjne jest błędem. Po cóż bardzo zamożnym rodzinom adopcyjnym dodatkowe wsparcie materialne od państwa? Wspierajmy tych, do których pomoc faktycznie powinna trafić.

Czy model rodziny zastępczej zdaje egzamin?

Zazwyczaj tak. Na pewno rodziny zastępcze są lepszym rozwiązaniem niż funkcjonujące do tej pory domy dziecka. Idea rodziny zastępcza to umieszczenie dziecka w środowisku najbardziej zbliżonym do naturalnego, gdzie ciocia i wujek zastępują mamę i tatę, gdzie jest rodzeństwo, ciepło domowe, bezpieczeństwo. Żeby rzeczywiście tak było, rodziny zastępcze muszą być starannie kontrolowane. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że te rodziny często borykają się z bardzo trudnymi problemami dzieci poranionych przez życie.

Czy surogacja w Polsce powinna być dostępna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

To dość skomplikowany problem etyczny. Jestem przeciwna sankcjonowaniu „wynajmowania macicy” – bo taki model surogacji jest ostatnio najpopularniejszy na świecie. Uważam, ze to forma wyzysku – kobiety w biedniejszych krajach świadczą tego typu usługi, bo trudno to inaczej określić, na rzecz bogatszych. Często powoduje nimi desperacja, nie są świadome choćby psychologicznych konsekwencji swoich decyzji. Nie chciałbym tego modelu w Polsce. Czasami jest jednak tak, że urodzić dziecko, jako surogatka, podejmuje się siostra, przyjaciółka, czy – gdy różnica wieku nie jest duża – matka kobiety, która sama nie może nosić ciąży. Albo ktoś z dalszej rodziny. Kobiety zdolne są do naprawdę wielkich rzeczy dla innych. I myślę, że wtedy jest to piękny gest. Nie można tego zabraniać.  Dlatego surogacja mogłaby  być dostępna na takiej altruistycznej zasadzie, analogicznie jak w przypadku przeszczepów nerek czy wątroby.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Endometrioza zniszczyła modelce życie. Dziewczyna przestrzega teraz inne kobiety

Endometrioza zniszczyła modelce życie
for. Instagram Carla Cressy

26-letnia modelka cierpiała przez 10 lat, ponieważ tyle czasu zajęło lekarzom postawienie prawidłowej diagnozy. Endometrioza zniszczyła modelce życie, teraz kobieta prowadzi fundację i stara się ostrzec inne dziewczęta przed konsekwencjami choroby.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodząca z Wielkiej Brytanii Carla Cressy przez 10 lat próbowała ustalić, co dzieje się z jej organizmem. Początkowo lekarze zakładali, że dokuczają jej po prostu bardzo bolesne miesiączki.

Kobieta cierpiała również na tzw. stan „zamrożonej miednicy”. W zaawansowanych stadiach choroby tworzą się zrosty unieruchamiające wszystkie narządy miednicy mniejszej, „stapiając się” w jedno.

Zobacz także: Dwieście razy lądowała w szpitalu. Lekarze nie rozpoznali endometriozy

Endometrioza zniszczyła modelce życie

Ponadto Carla miała problemy z żywieniem, wiele produktów – od makaronów, kawy po napoje gazowane, powodowało u niej wymioty i wzdęcia. Lekarze uważali, że modelka cierpi na zespół jelita drażliwego.

W 2015 roku medykom udało się ustalić co dolega kobiecie. Po kilku miesiącach od zdiagnozowania u niej endometriozy, Carla trafiła na stół operacyjny. Brzuch Cressy wypełniony był torbielami, z których sączyła się ropa. Tylko podczas jednej operacji lekarze usunęli z ciała modelki 2,5 litra trującej wydzieliny.

Choć operacja uratowała jej życie Cressy, prawdopodobnie nie będzie już mogła mieć dzieci.  Ze względu na chorobę musiała również zrezygnować z kariery w modelingu.

Carla przeszła już kilka operacji // fot. Instagram – Carla Cressy

Zobacz także: Ból endometriozy uchwycony na zdjęciach

„Pomimo bólu robię wszystko, by pomóc innym cierpiącym kobietom”

Carla jest jednak zdeterminowana, by pomagać innym i uświadamiać społeczeństwo w temacie endometriozy. W tym celu założyła fundację o nazwie „Women With Endometriosis”, czyli „Kobiety z Endometriozą”.

– Pomimo bólu robię wszystko, by pomóc innym cierpiącym kobietom  – podkreśla modelka. – Nie potrafię znieść myśli, że ktoś musi przechodzić to, co ja. Jeśli mogę uchronić choć jedną osobę od doświadczania tego bólu, jest to warte zachodu – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dieta przy endometriozie – sprawdź, co mówi dietetyczka!

Ból, zmęczenie, napięcie i cały ogrom emocji – to tylko niektóre z efektów zmagań z endometriozą. Choroba, która dotyka około 10 proc. kobiet na całym świecie, ogarnia cierpiące na nią panie zarówno od strony psyche, jak i somy. Jak można w niej o siebie zadbać? Jednym ze sposobów jest odpowiednia dieta, o czym w rozmowie z nami opowiedziała Adrianna Barczyńska, dietetyk z kliniki InviMed w Katowicach.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nieraz słyszymy, że jedzeniem można wyleczyć różne choroby. Wydaje się jednak, że w przypadku endometriozy nie jest to jednak możliwe. W czym zatem może pomóc nam odpowiednie żywienie w tym kontekście – czy może pomóc np. złagodzić ból?

Adrianna Barczyńska: Prawidłowe żywienie jest nieodzownym elementem leczenia endometriozy. Zagadnienie to jest w trakcie badań, jednak już wiadomo, że odpowiednia dieta w przypadku endometriozy może mieć zbawienny wpływ przede wszystkim na dolegliwości bólowe. Może pomagać łagodzić stany zapalne, poprawia również działanie układu odpornościowego. Zastosowanie będzie tutaj miała dieta przeciwzapalna, bogata w naturalne antyoksydanty i wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

Chciałabym zatem dopytać o konkretne wskazówki. Coś, co pojawia się często w kontekście endometriozy, to m.in. polecenie oparcia swojej diety o warzywa i owoce oraz dostarczenie odpowiedniej ilości kwasów tłuszczowych.

Pierwszym krokiem powinno być oczyszczenie codziennej diety z produktów wysoko przetworzonych, czyli przede wszystkim gotowych dań, żywności typu fast-food, słodyczy, pieczywa cukierniczego oraz twardych margaryn kostkowych. Dzięki temu usuniemy z diety duże ilości kwasów tłuszczowych typu trans, które działają prozapalnie w naszym organizmie i mogą zaburzać syntezowanie hormonów. Kolejnym elementem do eliminacji jest czerwone mięso, które dostarcza dużych ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Częste spożycie czerwonego mięsa wiąże się z wyższym ryzykiem występowania endometriozy. Ograniczyć należy również spożycie cukru, ponieważ jego wysokie spożycie pozbawia nasz organizm witamin, głównie tych z grupy B.

Natomiast produkty, które powinny być podstawą codziennej diety to przede wszystkim warzywa. Głównie te zielonolistne, ale również wszystkie inne o intensywnym zabarwieniu (wskazuje to na dużą zawartość antyoksydantów). Ważne są również owoce oraz nasiona roślin strączkowych. Dostarczymy sobie dzięki temu dużych ilości witamin, składników mineralnych oraz przeciwutleniaczy, a także błonnika. Błonnik jest szczególnie ważny w kontekście prawidłowej pracy jelit oraz obniżania indeksu glikemicznego diety.

Należy również zadbać o odpowiednie ilości kwasów omega-3 w diecie. Głównymi jego źródłami są tłuste ryby morskie, orzechy włoskie, siemię lniane, nasiona chia.

Warto pamiętać również o produktach, które dostarczą innych silnych przeciwutleniaczy, czyli witaminy E i glutationu. Witaminę E znajdziemy w olejach roślinnych, orzechach, pestkach, zarodkach pszennych. Glutation znajduje się w awokado, brokułach, cebuli, czosnku, kapustach, brukselce i szparagach.

Ciekawa jestem także udziału w diecie witaminy D, która to ma pomóc równoważyć poziom żeńskich hormonów w organizmie.

Zbyt małe stężenie witaminy D w organizmie może zaburzać płodność, a jej niedobór jest bardzo częsty.  Witamina D bierze udział w syntezie hormonów płciowych, które mają wpływ na owulację, wpływa zatem na regulację cykli menstruacyjnych. Dla kobiet z endometriozą jest ważna również ze względu na pozytywny wpływ na układ odpornościowy i działanie przeciwzapalne.

Głównym źródłem witaminy D są dla nas promienie słoneczne, ponieważ syntezowana jest w skórze. Natomiast pokarmowe źródła dostarczające znacznych ilości tej witaminy to tłuste ryby morskie. Ponieważ nie spędzamy odpowiedniej ilości czasu na świeżym powietrzu, a tłustych ryb morskich nie jadamy raczej na co dzień, należałoby rozważyć suplementację. Należy jednak pamiętać, że dawka suplementu powinna być dobrana na podstawie badania określającego stężenie witaminy D w naszym organizmie (badamy 25(OH)D).

Jedną z powtarzających się w kontekście endometriozy wskazówek jest także dieta bogata w żelazo. Na ile jesteśmy w stanie uzupełnić je pożywieniem, szczególnie np. w sytuacji gdy nie jemy mięsa?

Wykluczenie mięsa z diety nie musi wiązać się z niedoborami żelaza, należy jednak przestrzegać kilku zasad. W diecie warto uwzględniać inne produkty zwierzęce będące źródłem żelaza hemowego (tego o lepszej wchłanialności), a są to żółtka jaj, ryby, owoce morza.

Oczywiście istnieją również roślinne źródła żelaza, ale ponieważ żelazo z tych produktów jest gorzej wchłaniane, powinniśmy wybierać takie, które dostarczą nam go najwięcej i stosować je codziennie w diecie. Najlepszymi źródłami roślinnymi żelaza są nasiona roślin strączkowych, tofu, kasze, sezam, orzechy nerkowca, pestki dyni, zielone warzywa liściaste, brokuły, korzeń pietruszki, suszone owoce.

Jeśli już wiemy, jakie produkty poza mięsem są najlepszymi źródłami żelaza, to warto pamiętać o czynnikach, które mogą ułatwiać bądź utrudniać jego wchłanianie. Ułatwia je obecność witaminy C, zatem w każdym posiłku z zawartością żelaza warto uwzględnić surowe warzywa lub owoce. Produktami, które utrudniają wchłanianie żelaza, są herbaty – również ziołowe, kawa, napoje typu cola. Dlatego należy pamiętać, aby nie popijać nimi posiłków.

O jakich jeszcze elementach diety należy w tym wypadku wspomnieć?

W diecie osób z endometriozą warto również zwrócić uwagę na tzw. indeks glikemiczny produktów. Najlepiej by był on jak najniższy. Produkty z wysokim indeksem glikemicznym to m.in. cukier, słodycze, produkty z białej mąki, słodkie napoje – są to produkty, które w małej ilości dostarczają znacznych ilości kalorii. Spożywanie takich produktów może powodować wzrost masy ciała, a nadmiar tkanki tłuszczowej może mieć negatywny wpływ na gospodarkę hormonalną. Wybierajmy zatem produkty pełnoziarniste zamiast tych oczyszczonych. Stosowanie diety z niskim indeksem glikemicznym wiąże się z wyższym spożyciem błonnika, witamin i składników mineralnych, czyli przynosi same korzyści.

 

Zobacz też:

Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Endometrioza – leczenie, diagnoza, objawy. Sprawdź, co mówi lekarz!Stan psychiczny w endometriozie

Nieleczona endometrioza może doprowadzić do trwałej niepłodności [WIDEO]

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed

Para, która miała problemy z zajściem w ciążę opowiada, jak została rodzicami dzięki zabiegowi in vitro z komórką dawczyni w klinice InviMed.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kasi po operacji, którą przeszła w wieku 25 lat został tylko jeden jajnik. Dlatego nie traciła nadziei, że będzie mogła zostać mamą. Po trzech latach długiej tułaczki po badaniach, diagnozach, leczeniu w wielu klinikach, szpitalach para trafiła do kliniki InviMed.
– Doznaliśmy szoku – mówi Marcin. – Wszyscy byli przygotowani, bardzo troskliwie się nami zajęli. To bardzo odbiegało od tego, z czym spotkaliśmy się dotychczas.
Okazało się, że nie tylko obsługa medyczna stanowiła nowy standard.
– Wcześniej nie zlecono nam wszystkich niezbędnych badań – dodaje Kasia. – Dopiero tu w Invimedzie nam je wykonano.

Adopcja komórki jajowej przez Kasię i Marcina

Po badaniach okazało się, że para drogą naturalną nie może mieć dziecka.
– Szczegółowe badania wykazały, że z mojej komórki jajowej nie da się uzyskać ciąży – opowiada Kasia. – Mieliśmy do wyboru adoptować komórke jajową, albo cały zarodek. Zdecydowaliśmy się na tę opcję, dzięki której chociaż jedno z nas będzie rodzicem biologicznym.
Dzięki in vitro z komórką dawczyni Kasia i Marcin zostali rodzicami Stasia.
– Jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, że go mamy, dzięki klinice InviMed – kwituje Kasia.
– A klinikę InviMed traktujemy jak rodziców chrzestnych naszego synka – dodaje Marcin.

 In vitro z komórkami dawczyń – zobacz pionierski program kliniki InviMed

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Staraliśmy się o dziecko 9 długich lat. Wreszcie nam się udało

para-niepłodność-in vitro-ciąża po transferze

Monika z mężem starali się o dziecko przez 9 długich lat. Wreszcie – po tylu badaniach, diagnozach, zmianie lekarza, po kolejnym transferze… udało się! Mamy nasz mały, wymarzony cud – poznaj historię Moniki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasze starania o dziecko, były dość typowe. Pewnie jak u tysiąca innych par. Poszliśmy do lekarza w swoim mieście, który sugerował, że to dopiero początki, że mamy się nie przejmować i starać się zajść w ciążę. Wszystkie wyniki były w normie i słuchaliśmy naszego lekarza starając się o ciążę przez dwa lata. A ciąży nadal nie było.

Zmiana lekarza, złe wyniki badań

W tym czasie na jaw wychodziły pierwsze odchylenia od normy wyników badań. Wyszło mi w wynikach badań podwyższone tsh i niedoczynność tarczycy.

Wzięłam leki, które unormowały wyniki badań, ale w ciążę dalej nie zachodziłam. Postanowiliśmy zmienić lekarza. Trafiliśmy w ręce wspaniałego człowieka z ogromną wiedzą i cudownym podejściem do pacjenta. Kolejne badania, konsultacje i ciągła nadzieja, że może tym razem się uda. I nic. Mijały miesiące, te zamieniały się w lata a dziecka dalej z nami nie ma. Lekarz kieruje nas do kliniki leczenia niepłodności we Wrocławiu. Jedziemy pełni nadziei, że teraz, kiedy zajmą się nami specjaliści wszystko będzie dobrze.

Lata starania zaprowadziły nas do kliniki leczenia niepłodności

I znowu od nowa badania, diagnoza i … po dwóch miesiącach konsultacji lekarz proponuje nam in vitro. Udało się zakwalifikować do rządowego wówczas dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego. Ogarnęła nas wielka radość oraz naprzemiennie: smutek i obawy, płacz a nawet depresja.

Zobacz też: Jak wybrać klinikę leczenia niepłodności

Wsparcie męża było nieocenione… szczególnie po nieudanym transferze

Dobrze, że mam kochanego męża z którym od początku się wzajemnie wspieraliśmy.  Razem płakaliśmy i razem wstawaliśmy pełni nadziei na lepsze jutro. Mąż był przy mnie również wtedy, gdy jeździłam do kliniki, na pierwsze zastrzyki. Była ich ogromna ilość. Był ból i miałam huśtawki nastrojów. A mój mąż zawsze był ze mną. Wspierał jak umiał dobrym słowem.

Kiedy podchodziliśmy do pierwszego transferu miałam  pełne przekonanie, że wszystko się uda. Byłam pewna, że to jest ten dzień, ta chwila i ten moment. Potem było 10 dni oczekiwania  na wynik. 10 dni dla mnie zamieniły się w 10 lat. Kiedy wreszcie nadszedł oczekiwany dzień cała w skowronkach odebrałam wynik… niestety negatywny. Wszystko pękło jak bańka mydlana. Czułam się wtedy strasznie. Płakałam kilka dni. Nie mogłam zrozumieć; dlaczego ja? Dlaczego innym się po prostu udaje zajść w ciążę. Modliłam się i pytałam Boga: dlaczego?

Lekarz kazał zrobić chwilę przerwę od stresu, wizyt lekarskich i leków. Tylko co z tego, skoro to nadal bolało tak bardzo. Każde święta, urodziny, spotkanie z bliskimi, którzy składając życzenia mówili nam, aby tym razem się udało. Wybuchałam od razu płaczem, widząc to rodzina i przyjaciele przestali w ogóle poruszać temat dziecka.

Wstaliśmy jak Feniks z popiołu gotowi na kolejny transfer

Po kilku miesiącach smutku i żalu, pozbieraliśmy się na nowo, by spróbować po raz kolejny. Przed drugim transferem było juz łatwiej, bo wiedzieliśmy jak to wszystko wygląda: badania i cała procedura w dniu transferu. Dlatego była spokojna po powrocie do domu. Jednak po 10 dniach, kiedy nadszedł czas na wyniki czułam się niepewnie. Bałam się bólu i rozczarowania dlatego po wyniki pojechał sam mąż. Kiedy zadzwonił z płaczem i powiedział: „mamusiu wynik jest pozytywny, będziemy mieli dziecko”… płakała razem z nim ze szczęścia. Teraz opowiadając to płaczę po raz kolejny. Wreszcie się udało. Po 9 latach starań. Tyle wizyt lekarskich, tyle łez, niepokoju, bólu, rozpaczy. Ale nie poddaliśmy się i walczyliśmy o to, co dla nas w życiu było i jest najważniejsze… nasze upragnione dzieciątko. Nasze upragnione oczko w głowie, nasz skarb, dar od Boga, nasz mały cud, który mamy z pomocą lekarzy.

 Teraz jestem spełnioną kobietą. Mam dom, rodzinę; męża i synka, których kocham nad życie i wiem jedno: zawsze jest nadzieja i po tylu latach starań najwyższa nagroda, która teraz mnie przytula i  szepcze do ucha „mamo”.

PS. Dziękujemy wszystkim, którzy nas w tym czasie wspierali i nam pomagali.

Oprac. Aneta Grinberg-Iwańska

POLECAMY:

Moje życie po transferze – historia pewnego obłędu

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.