Przejdź do treści

Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich

nowacka.jpg

„Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych. Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.” – o in vitro, polityce prorodzinnej, aborcji i surogacji rozmawiamy z Barbarą Nowacką (Zjednoczona Lewica).

Czy polska ustawa o in vitro jest dobra?

Barbara Nowacka, Zjednoczona Lewica: Pilne uregulowanie kwestii związanych z in vitro było konieczne. Ustawa, powiedzmy szczerze, mogłaby być lepsza. Choćby bardziej przyjazna dla samotnych kobiet – które potraktowano przedmiotowo czy mniej restrykcyjna  jeśli chodzi o liczbę zamrożonych zarodków – dopuszczając osiem zamiast sześciu. Z drugiej strony  cieszymy się, że powstało jakiekolwiek uregulowanie prawne. Dzięki temu osoby starające się  starających się o dzieci metodą in vitro, przynajmniej wiedzą na czym stoją.

Czy nie lepiej byłoby odpowiednio wcześniej przygotować tę ustawę, tak aby nie rodziła żadnych wątpliwości?

Twój Ruch składał wcześniej swój projekt ustawy o in vitro. Uważamy, że był on lepszy od projektu Platformy Obywatelskiej. Lepszy był także projekt składany przez SLD, ale z oczywistych względów zwyciężyła koncepcja partii rządzącej. Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych.  Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.

Czy przypadki, jak Pani Barbary Sienkiewicz – 60-letniej matki dwójki dzieci, powinny być jakkolwiek określane przez ustawę? Póki, co nie ma żadnej regulacji wieku, kiedy kobieta może poddać się in vitro.
Nie o wszystkim powinni decydować politycy. Do lekarzy należy decyzja czy dana kobieta kwalifikuje się do zabiegu in vitro czy nie. Bardzo ciężko ustawowo zapisać granicę wieku. Możemy, jak w niektórych europejskich krajach, przyjąć limit 45 lat. W takim wypadku jednak pojawi się pytanie czy komuś, kto przekroczy tę granicę, a nadal jest w świetnej formie zdrowotnej należy zakazać leczenia. Są kliniki, które wewnętrznie regulują granicę wiekową i powyżej 50 roku życia w ogóle nie przeprowadzają  zabiegów. Jest to jednak kwestia medyczna, a nie polityczna, dlatego limit wieku powinni ustalać lekarze i świadomi pacjenci. Tego przede wszystkim należy dopilnować – aby pacjentki były jak najbardziej świadome.

Jednak większość krajów europejskich ma ustalony limit wiekowy, a 45 lat to nie jest 60. Dodatkowo kuriozum całej sytuacji polega na tym, że pani Barbara sfinansowała swoje in vitro, a następnie domagała się pomocy materialnej od państwa.

Nie widzę w tym nic kuriozalnego, że ktoś kto ma dziecko prosi państwo o pomoc. Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na wiek. Do mnie w ogóle nie trafiają argumenty, że być może ta pani nie będzie w stanie wychować swoich dzieci.

Nawet, gdy zostajemy rodzicami w wieku lat 20 czy 30, nigdy nie wiemy, co czeka nas w życiu, ile będziemy mieli siły i energii za pięć lat. Podobnie jest w kwestii finansowej – nie możemy nikomu odmawiać skorzystania z prawa posiadania dziecka patrząc na jego status materialny.
Jednak, jak podkreślam, nie wszystkie kwestie powinni rozwiązywać politycy. Granicę wieku powinni ustalać eksperci rozważając argumenty medyczne. Warto postawić pytanie – co spowodowało, że lekarz podjął decyzję o przeprowadzeniu takiego zabiegu osobie w starszym wieku?  Limit wiekowy powinien obowiązywać także mężczyzn – rozpatrujemy jedynie kwestie kobiet, a ona dotyczy także drugiej płci.

Oburzonym na panią Sienkiewicz warto zwrócić uwagę, że mężczyźni zostają ojcami w wieku 60, 70 lat – dzięki procedurom in vitro lub bez nich. I nikt się tych ojców nie pyta, czy zdołają te dzieci wychować i wykarmić.

Obserwując losy ustawy mam wrażenie, że w ogóle w tej kwestii częściej głos powinni zabierać lekarze, a nie politycy…

Oczywiście! Dyskusja na ten temat została niepotrzebnie upolityczniona.

Czy wraz z wejściem w życie ustawy o in vitro samotnym kobietom zostaną odebrane ich zarodki?

To byłaby bardzo zła decyzja i złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz.

Zamrożone zarodki są  własnością osób, które je zdeponowały i nikt inny nie powinien nimi dysponować. Dla tych kobiet byłby to życiowy dramat, ogromny stres i ich oburzenie jest dla mnie zrozumiałe.

Myślę, że decyzje o podjęciu trudów samotnego macierzyństwa, zwłaszcza w Polsce, są raczej dobrze przemyślane. Czasem dla kobiety, która poddaje się in vitro jest to „być albo nie być” w kwestii rodzicielstwa. Znam przypadki dziewczyn, które podjęły taką decyzję z przyczyn medycznych. Dla nich nie było żadnego potem, żadnego czasu na szukanie przyszłego ojca. Jeśli  kobieta  decyduje, że lepiej być samotną matką z wyboru niż w ogóle zrezygnować z macierzyństwa – moim zdaniem, ma takie prawo.  

W Sejmie będzie rozpatrywany projekt „Stop aborcji”, który ma w pełni zakazać aborcji. Uda się go uchwalić?

Mam nadzieję, że się nie uda. Polki, które chcą dokonać aborcji poddają się jej w Niemczech, Czechach albo na Ukrainie. W państwach ościennych aborcja jest legalna. Ustawa, która obowiązuje na terenie Polski przestaje być skuteczna w stosunku do polskich obywatelek, które przekroczą granicę naszego kraju.  Jesteśmy w Unii Europejskiej, a podróż zajmuje chwilę. Udawanie, że Polki nie poddają się aborcji to hipokryzja.  Nie można dopuszczać do tego, aby państwo stało na straży tej hipokryzji. Obecne prawo nie przynosi pożądanego efektu, tym bardziej zaostrzenie go niczego nie zmieni. Pełny zakaz aborcji spowoduje jedynie, że także kobiety, które padły ofiarą gwałtu lub noszą płód obciążony terminalną wadą będą musiały się wykosztować, zapożyczyć, by dokonać zabiegu.

Już dziś z prawa do aborcji mogą korzystać przede wszystkim zamożne kobiety. Brak edukacji seksualnej sprawia, że tych zabiegów dokonuje się coraz więcej. Mamy coraz więcej przypadkowych, a przez to niechcianych ciąż.

Uważam, że przede wszystkim należy zmienić istniejącą ustawę, dostosować ją do rzeczywistości oraz prowadzić edukację seksualną – tylko w ten sposób odwrócimy ten niekorzystny trend.

Jak zatem powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Na pewno nie powinna być zaostrzana. Jestem zwolenniczką liberalizacji tej ustawy, aborcja powinna być  dopuszczalna również z przyczyn społecznych.

Co pani rozumie przez przyczyny społeczne?

To, co powszechnie jest rozumiane jako przyczyny społeczne, np. przekonanie kobiety, że nie będzie w stanie wychować kolejnego dziecka.

Czy to nie traktowanie aborcji jako środka antykoncepcyjnego?

Nie sądzę, żeby ktokolwiek traktował aborcję, jak środek antykoncepcyjny. Taki zabieg zawsze wiąże się z bardzo trudną decyzją i z dużymi konsekwencjami dla ich zdrowia i psychiki. Kobiety w Polsce nie są nierozsądne.

Całkiem niedawno aborcja była powszechna…

Nie było wtedy edukacji seksualnej. Brakowało też łatwo dostępnych środków, które zapobiegałyby niechcianej ciąży. Nie było nawet świadomości istnienia metod antykoncepcyjnych, ponieważ nie było edukacji seksualnej. Zresztą antykoncepcja znajdowała się na zupełnie innym poziomie medycznym – wiele dostępnych dzisiaj, bezpiecznych i przyjaznych kobietom środków w ogóle nie istniało.  W tej chwili możemy wprowadzić nowoczesną edukację seksualną, a sama antykoncepcja jest coraz bardziej powszechna i dostępna wśród młodych kobiet.

A co Zjednoczona Lewica może zaoferować pod względem polityki prorodzinnej?

Dla nas tematy związane z edukacją, wychowaniem, opieką nad dziećmi są fundamentem polityki. Opiekuńcze państwo powinno wspierać obywateli i obywatelki oraz sprzyjać ich decyzji o posiadaniu dziecka. Ważnym postulatem, który może do takich prokreacyjnych decyzji zachęcić, a jednocześnie sprawić, że kobiety i mężczyźni będą mieli równe szanse w rozwoju zawodowym  są bezpłatne żłobki i przedszkola.

Uważamy też, że szkoły powinny prowadzić żywienie dzieci bez względu na status materialny – każde dziecko w szkole powinno być nakarmione, to najlepszy sposób by rozwiązać problem głodnych dzieci bez stygmatyzowania kogokolwiek, z gwarancją, że żadne dziecko nie zostanie wypchnięte poza system z biurokratycznych powodów i w duchu społecznej solidarności.

Wyżywienie powinno być prowadzone również w okresie wakacyjnym. Należy pamiętać, że także latem istnieje problem głodnych dzieci, a szkoła – jako, że zwykle jest relatywnie blisko domu – powinna być miejscem, gdzie dziecko zawsze może przyjść. Aktywizacji zawodowej kobiet, a przez to zachowaniu równowagi w społeczeństwie pomoże również wprowadzenie opieki medycznej w przedszkolach i szkołach. Bo w tej chwili rodzice są wzywani do szkoły z powodu najdrobniejszego bólu brzucha u dziecka, co przyczynia się do ich dyskryminacji w miejscu pracy.

Jaka jest wasza odpowiedź na niż demograficzny?

Inwestycja w kapitał ludzki. Wiele par nie decyduje się na dziecko, ponieważ kobieta jest zatrudniona na umowie „śmieciowej”, zachodząc w ciążę będzie zagrożona utratą pracy. A nawet gdy ma umowę o pracę, boi się , że straci zatrudnienie, bo jej ciąża jest źle widziana. Tak więc państwo, by zwiększyć przyrost demograficzny powinno promować stabilne zatrudnienie i bezpieczeństwo socjalne.
Potencjalni rodzice boją się też, czy dadzą radę zaopiekować się dzieckiem po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Dlatego konieczne jest, jak już wspominałam, udostępnienie sensowej infrastruktury – przedszkoli, żłobków, świetlic szkolnych, które nie będą tylko przechowalniami. Niezbędne są też inwestycje w ochronę zdrowia najmłodszych. Przykładowo – opieka dentystyczna. 80 proc. dzieci ma próchnicę i nie udawajmy, ze w ramach NFZ uda się coś z tym zrobić. Rozwiązaniem jest bezpłatny dentysta w szkole – to wiąże się z nie tylko z oszczędnością rodziców, ale także z wychowaniem zdrowszego pokolenia.

Podsumowując: bezpieczeństwo zawodowe rodziców i dostępność infrastruktury dają szansę, aby więcej Polek i Polaków decydowało się na dzieci.

Obecne dużym problem jest również brak łatwo dostępnych, tanich mieszkań. Rodziny, które miałyby gwarancje możliwości życia „na swoim”, chętniej decydowałyby się na dzieci. Problem w tym, że w Polsce wmówiono nam, że mieszkanie trzeba kupić. Ludzie zaciągają więc kredyty, które bardzo często ciężko jest spłacić. W rezultacie, gdy już mają mieszkanie, nie stać  ich na dzieci. Zjednoczona Lewica jest za wspomaganiem programów tanich mieszkań na wynajem – zarówno TBSów, jak i mieszkań komunalnych. Optujemy też za tym, by były to mieszkania „przechodnie”. Potrzeby mieszkaniowe zmieniają się z wiekiem, innego mieszkania oczekuje student, innego rodzice z małym dzieckiem, a jeszcze innego rodziny z trójką dzieci. W wielkich miastach są mieszkania, które stoją puste. Według obowiązującego prawa mieszkania komunalne dostaje się dożywotnie, dlatego gminy nie chcą ich rozdysponowywać .

Jak zdobyć te tanie mieszkanie pod wynajem?

Przede wszystkim trzeba rozwinąć tanie budownictwo socjalne. W tej kwestii jest nawet program rządowy, jednak nie ma do niego odpowiednich rozporządzeń. Warto czerpać z doświadczeń innych krajów europejskich, które mają wypracowane praktyki i mechanizmy prawne, np Austrii czy Belgii. Istnieją tam organizacje i fundacje, które zajmują się pośrednictwem w wynajmowaniu mieszkań. Szansą jest również współpraca z deweloperami, którzy teraz mają duże problem ze sprzedażą mieszkań i są otwarci na alternatywne rozwiązania.

Rodziny zastępcze uzyskują pomoc finansową od państwa i są również przez nie kontrolowane.  Natomiast rodziny adopcyjne nie mają ani jednego ani drugiego. Czy ze strony Zjednoczonej Lewicy jest jakiś pomysł zamiany dotychczasowej sytuacji?

Rodziny zastępcze muszą być wspierane oraz kontrolowane. Natomiast procedury adopcyjne są w Polsce tak trudne i skomplikowane, że już samo to jest formą kontroli. Nie można wspierać nikogo tylko dlatego, że jest w jakimś mechanizmie, ale dlatego, że tego wsparcia potrzebuje.

Wspieranie każdej rodziny tylko, dlatego, że ma dziecko adopcyjne jest błędem. Po cóż bardzo zamożnym rodzinom adopcyjnym dodatkowe wsparcie materialne od państwa? Wspierajmy tych, do których pomoc faktycznie powinna trafić.

Czy model rodziny zastępczej zdaje egzamin?

Zazwyczaj tak. Na pewno rodziny zastępcze są lepszym rozwiązaniem niż funkcjonujące do tej pory domy dziecka. Idea rodziny zastępcza to umieszczenie dziecka w środowisku najbardziej zbliżonym do naturalnego, gdzie ciocia i wujek zastępują mamę i tatę, gdzie jest rodzeństwo, ciepło domowe, bezpieczeństwo. Żeby rzeczywiście tak było, rodziny zastępcze muszą być starannie kontrolowane. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że te rodziny często borykają się z bardzo trudnymi problemami dzieci poranionych przez życie.

Czy surogacja w Polsce powinna być dostępna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

To dość skomplikowany problem etyczny. Jestem przeciwna sankcjonowaniu „wynajmowania macicy” – bo taki model surogacji jest ostatnio najpopularniejszy na świecie. Uważam, ze to forma wyzysku – kobiety w biedniejszych krajach świadczą tego typu usługi, bo trudno to inaczej określić, na rzecz bogatszych. Często powoduje nimi desperacja, nie są świadome choćby psychologicznych konsekwencji swoich decyzji. Nie chciałbym tego modelu w Polsce. Czasami jest jednak tak, że urodzić dziecko, jako surogatka, podejmuje się siostra, przyjaciółka, czy – gdy różnica wieku nie jest duża – matka kobiety, która sama nie może nosić ciąży. Albo ktoś z dalszej rodziny. Kobiety zdolne są do naprawdę wielkich rzeczy dla innych. I myślę, że wtedy jest to piękny gest. Nie można tego zabraniać.  Dlatego surogacja mogłaby  być dostępna na takiej altruistycznej zasadzie, analogicznie jak w przypadku przeszczepów nerek czy wątroby.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak przetrwać walkę z niepłodnością? Oto 5 cennych wskazówek – zadbaj o siebie!

walka z niepłodnością

Walka z niepłodnością to codzienne zmagania, od których trudno uciec. Myśli wciąż i wciąż wracają do jednego tematu. A co ważne, zdrowie psychiczne jest w staraniach równie ważne, co zdrowie fizyczne. Jak możesz o siebie zadbać?

5 wskazówek, które pomogą Ci w staraniach
1. Lekarz, któremu ufasz

Odpowiedni lekarz jest podstawą. Leczenie niepłodności to długotrwały proces, który wymaga zaangażowania nie tylko z twojej strony, ale i ze strony medyków. Jeśli nie masz poczucia bycia wysłuchaną i zaopiekowaną, nie obawiaj się konsultacji u innego doktora, czy też w innej klinice. Znajdź miejsce, które pozwoli ci czuć się komfortowo i pewnie.

2. Sposób na stres

We współczesnym świecie stres obarczany jest odpowiedzialnością za niemal wszystkie problemy. I nic dziwnego! Owszem, może być korzystny, ale w nadmiarze i w nieodpowiednich momentach potrafi zrujnować nam nie tylko samopoczucie, ale też funkcjonowanie somatyczne. Zdecydowanie nie pomaga też w płodności. Znajdź więc zajęcie, które pozwoli ci zmniejszyć napięcie i chociaż na chwilę oderwać głowę. Lubisz tańczyć? Świetnie – lekcje salsy są dla ciebie. Kochasz kino? Znakomicie – zainwestuj w miesięczny karnet na filmy ulubionego reżysera. A może medytacja i ćwiczenia oddechowe? Świetnie działają, co udowodniły badania, o których pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

3. Akupunktura

Leczenie niepłodności często wiąże się z dużymi kosztami finansowymi. Akupunktura jest jedną z tańszych metod wsparcia starań. Pomaga nie tylko się zrelaksować, ale też ułatwia pracę układu hormonalnego. Jeśli zaś chodzi o panów, jest to jedna z lepszych alternatywnych metod leczenia zaburzeń erekcji!

4. Lektury

Tę wskazówkę można potraktować na dwa sposoby. Z jednej strony, dobra literatura to znakomita forma rozrywki i szansa na oderwanie się od codziennych problemów. Z drugiej, warto zerknąć na strony książek, które poświęcone są właśnie problemom niepłodności. Może okazać się to bardzo wspierające i dodające otuchy.

Po jakie tytuły warto sięgnąć?

Dieta dla płodności, czyli wszystko co przyszły rodzic powinien wiedzieć

O in vitro na spokojnie. Niezwykła książka wyjątkowej autorki

Nadzieja na nowe życie

Księga Adoptowanego Dziecka

5. Ktoś kto wysłucha

Jest to wskazówka, którą zdają się powtarzać wszyscy eksperci – niepłodność nie jest problemem, z którym powinniśmy walczyć w pojedynkę. Przede wszystkim, świetnie jeśli możesz porozmawiać ze swoim partnerem. To podstawa, która daje siłę do walki i buduje pomiędzy wami bliskość. Z drugiej strony, warto szukać też wsparcia na zewnątrz. Nie o wszystkim chcemy się dzielić z ukochaną osobą, boimy się o jej uczucia, nie chcemy dodatkowo obciążać. Kiedy jednak dusimy w sobie emocje, które w staraniach są ogromne – lęk, złość, żal, wstyd – robimy sobie sami krzywdę. Jeśli mamy przyjaciółkę, której ufamy, warto poszukać oparcia na jej ramieniu. Możemy też sięgnąć po pomoc terapeutyczną – psychoterapeuty, czy też odpowiedniej grupy wsparcia. Ludzie to istoty społeczne, warto o tym pamiętać.

Inspiracja: „babble.com”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Diagnostyka mężczyzny w walce z niepłodnością – czego można się spodziewać?

diagnostyka mężczyzny

U podstaw leczenia niepłodności leży prawidłowa i szeroka diagnostyka. Dotyczy ona też panów, bowiem jak wskazują dane około, w około 35 proc. przypadków, to czynnik męski jest przyczyną niepowodzeń w staraniach o dziecko. Czego może spodziewać się mężczyzna podczas diagnostyki niepłodności?

Przede wszystkim ważne jest by diagnostyka była wykonana możliwie szybko – czas nie działa na korzyść płodności. Na pewno inaczej wygląda to u par, które ledwie przekroczyły 20 rok życia, a inaczej u tych po 35-tce. Często spotkać się można jednak z mitem, że wiek to problem dotyczący tylko płodności kobiet. Owszem, to one są bardziej narażone na upływ czasu, ale nie tylko: „U mężczyzn, w przeciwieństwie do kobiet, nie ma gwałtownego spadku płodności, ale dochodzi do stopniowego, delikatnego zmniejszania się koncentracji plemników objętości nasienia, a to powoduje, że np. 40 letni mężczyzna potrzebuje więcej czasu, żeby zapłodnić taką samą partnerkę niż 25 latek” – mówił w rozmowie z nami androlog [TUTAJ].

Istotne jest także wykonanie badań w wyspecjalizowanej placówce, w której pracują eksperci zajmujący się tym właśnie problemem. Najlepiej by było to szerokie grono specjalistów – androlog, urolog etc.

Czas start!

Wizyta u androloga rozpocząć powinna się od wywiadu – pytań dotyczących stylu życia, diety, używek, przebytych chorób, zaburzeń danego mężczyzny. Kolejny etap to sprawdzenie ogólnego stanu zdrowia, ale też badanie narządów płciowych. Lekarz może zlecić przy tym dodatkowe badania, takie jak morfologia, czy analiza nasienia.

Sprawdź opis przebiegu wizyty u androloga >>KLIK<<

Podstawowym badaniem nasienia jest seminogram. Pozwala ono sprawdzić koncentrację, ruchliwość, żywotności i budowę plemników, a także ocenę płynu nasiennego. Przed badaniem należy zachować wstrzemięźliwość płciową przez 2-7 dni.

Wykonany może zostać także posiew nasienia w kierunku bakterii i grzybów. Jeśli okaże się, że w danej próbce pojawiają się bakterie, których to ilość może spowodować stany zapalne, wykonywana jest dalsza diagnostyka. Ma ona na celu sprawdzenie, które grupy antybiotyków będą koniecznie do leczenia danego pacjenta.

Badaniem, które może także pojawić się w pracy z mężczyzną, jest między innymi biopsja. „Jeśli gruczoł krokowy jest powiększony, lekarz może zlecić także USG lub biopsję prostaty, badania markerów nowotworowych narządów płciowych (prostaty, jąder, nadnerczy): PSA, fl-HCG, AFP, CEA” – pisaliśmy w naszym portalu.

Należy pamiętać jednak, że każdy przypadek jest indywidualny. Warto zaufać w tym kontekście specjalistom – to oni mają największą wiedzę. Jeśli pojawiają się w nas jakiekolwiek pytania, zadajmy je lekarzowi. Także pytania odnośnie właśnie niezbędnych badań i testów. Należy też pamiętać, że nie zawsze wizyta u androloga powinna wiązać się z chęcią posiadania dzieci. Dobrze jest weryfikować swoją płodność już wcześniej: „To, że wyglądamy jak mężczyzna, mamy sprawne stosunki, dobrą jakość życia seksualnego, wcale nie oznacza, że jesteśmy płodni. To nie jest tożsame” – mówił podczas spotkania w ramach kampanii „Niepłodności nie widać”, androlog dr n. med. Jan Karol Wolski.

Drodzy Panowie, dbajcie o siebie!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Zmagania z niepłodnością potrafią być wyczerpujące i wstrętne” – 5 sposobów, jak zachować optymizm podczas starań

jak zachować optymizm podczas starań

Radzenie sobie z niepłodnością to często huśtawka emocji – raz pojawia się nadzieja i przypływ nowej energii do walki, za chwilę rozpacz, żal, złość. Każda emocja jest jednak ważna i na każdą powinniśmy znaleźć w sobie przestrzeń. Warto jednak nie dawać się pochłonąć tym najtrudniejszym stanom.

Aela Mass opisuje swoje zmagania z niepłodnością. Ponad trzy lata starań, niezliczone cykle IVF, dwa poronienia i wiele porażek. W niektórych jej wypowiedziach zdają się przeważać związane z tym negatywne stany, które wiążą się wręcz z depresją, o czym pisze na „babble.com”. Pomimo wszystko kobieta postanowiła jednak podzielić się swoimi sposobami na zachowanie optymizmu, co podczas walki z niepłodnością wcale nie jest takie proste.

1. Wyjdź z domu

Idź na spacer, przejdź się po górach, zrób cokolwiek związanego z naturą. W świeżym powietrzu faktycznie jest coś, co oczyszcza głowę i pomaga złapać odpowiednią perspektywę. Zmagania z niepłodnością potrafią być wyczerpujące i wstrętne, a wtedy łatwo jest zapomnieć o otaczającym nas pięknie. Wyjdź, by w tym pięknie po prostu być.

2. Rozmawiaj

Aela słusznie zauważa, że nie wie, jak można z problemem niepłodności radzić sobie w pojedynkę. Ona szczerze przyznaje, że nie byłaby w stanie tego zrobić. Ważne jest mieć kogoś, kto nas wysłucha i wesprze. Jeśli nie czujesz, że byłby to ktoś z twojego otoczenia, może warto byłoby porozmawiać z terapeutą? To także nie jest łatwa relacja, ale może bardzo wiele wnieść do naszego życia i pomóc nie tylko w kryzysach, ale też trudach codzienności.

Zachęcamy pacjentów, żeby byli szczerzy, przekonujemy ich, że trafili w bezpieczne miejsce, w którym będą mogli bez ryzyka, że zostaną ocenieni, wyjawić to, co ich najbardziej boli. Nie zawsze można się otworzyć. Jest to zrozumiałe; zaufanie buduje się z czasem. Zaufanie do kogoś, komu ma się powierzyć swoje tajemnice, ale też do siebie, że wytrzyma się emocje, które muszą się pojawić” – pisała w naszym portalu terapeutka Katarzyna Mirecka.

3. Szalej w kuchni

Eksperymentuj z nowymi przepisami. Odkrywaj nowe smaki. Nie utknij w rutynie. Tworzenie czegoś nowego sprawia cuda dla twojej psychiki i – przynajmniej dla mnie – pomaga odbudować pewność siebie, którą zburzyła niepłodność.

4. Spędzaj czas z przyjaciółmi

Bardzo ważna jest nie tylko szczera rozmowa, ale przede wszystkim czas spędzany z innymi ludźmi. „Zadzwoń do przyjaciół. Idźcie na kręgle. Idźcie na wspinaczkę. Posiedźcie w parku. Pozwól im ze sobą być” – pisze Aela. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Obecność ludzi pomaga złapać inną perspektywę. Pozwala zauważyć, że świat wciąż toczy się dookoła i może być bardzo piękny. Co więcej, przyjaciele chcą w tym pięknie być właśnie z nami. Warto to docenić i korzystać!

5. Pisz

Nie musisz od razu dzielić się ze światem swoimi przeżyciami. Jeśli nie chcesz by na temat niepłodności ktokolwiek z tobą rozmawiał – pisz. Papier przyjmie wszystko, zniesie każde nasze emocje. Smutek, ból, złość, poczucie winy, lęk, samotność. W końcu bardzo trudno jest to wszystko w sobie nosić. Pisanie pozwala wyrzucić z siebie najtrudniejsze słowa. Trzymanie ich w sobie spowoduje tylko narastanie negatywnych stanów, a to wcale nie pomoże w walce o szczęście. Pamiętnik, dziennik emocji, listy do siebie, partnera, przyjaciółki – nawet jeśli niewysłane, potrafią zdziałać cuda.

Znajdź w sobie pozytywną przestrzeń. Nie widzisz jej? Na szczęście mimo wszystko możesz ją w sobie sama stworzyć – tak ważne jest dbanie o siebie!

 

Źródło: „babble.com”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

tęczowe dziecko

Wiele lat temu w pewnej rodzinie urodziło się dziecko. Dziewczynka, zdrowa, w terminie. Rodzina była spora, ale dość typowa jak na tamte czasy – trzech chłopców i dwie dziewczynki. Rosła w poczuciu bycia uwielbianą przez ojca, kochaną przez starsze rodzeństwo i nieustannie pilnowaną przez matkę. Kiedy była dzieckiem, matka nigdy nie spuszczała z niej oka, karmiła ją długą piersią, z opowieści dziewczynka wiedziała, że w niemowlęctwie często była dodatkowo monitorowana przez maszynę mierzącą oddech.

Jej matka mówiła, że dziewczynka nigdy nie płakała. Nie miała powodu. Jej wszystkie zachcianki i pragnienia były spełniane w mgnieniu oka, ale też w miarę możliwości rodziców w tamtych niełatwych ekonomicznie czasach. Była więc postrzegana przez rodzinę jako bardzo grzeczne i spokojne niemowlę, które wyrosło na zadowolone z życia dziecko.

Dziewczynka zawsze wiedziała, że miała starszego brata, który zmarł jako niemowlę. Znała jego imię, często się o nim mówiło w domu, wiedziała, kiedy przypadały jego urodziny. Usłyszała też kilka razy, że „gdyby jej brat nie zmarł, jej by nie było”. Nie zostało to jednak nigdy powiedziane bezpośrednio do niej, usłyszała rozmowy rodziców i starszych braci. Kiedy dzieci w szkole opowiadały o swoich rodzinach, ona również mówiła o swoich rodzicach i rodzeństwie. Także tym, które zmarło przed jej narodzinami, informując jednocześnie mocno zaskoczonych kolegów, że ona „urodziła się dlatego, że zmarł jej brat”.

Śmierć, odchodzenie, strata…

Temat śmierci zawsze był obecny w jej życiu, podobnie jak poczucie winy. Im była starsza, tym bardziej jasne było dla niej, jak wielkie poczucie winy miała jej matka, kobieta gorliwie wierząca, przekonana, że śmierć dziecka była karą za stosowanie antykoncepcji. Kiedy dziewczynka trochę podrosła policzyła, że jej rodzice byli bardzo młodzi, kiedy zmarł ich syn. Ona natomiast urodziła się dlatego, że jego zabrakło w dramatycznych okolicznościach. Rosła więc w przekonaniu, że powinna zrobić w swoim życiu coś nietuzinkowego, zostać kimś wyjątkowym.

Były wiec fantazje o misjach, medycynie uprawianej gdzieś w ubogich rejonach świata, było pragnienie możliwie najlepszych ocen, które przyniosłyby rodzicom dumę z niej. Ale to często się nie udawało. Nie była wybitnie uzdolniona, ciężka praca też nie zawsze przynosiła zamierzone efekty. Rosło więc poczucie winy i wstydu. Z czasem pojawiła się depresja, poczucie bycia niewiele wartą, zajmującą nie swoje miejsce. Ilekroć jednak myślała o tym, dlaczego tak się czuje, nie znajdowała żadnego uzasadnienia. Przecież nikt nigdy nie powiedział nic wprost, rodzice byli bliscy i wspierający. Dopiero w terapii, a i to nie od razu, zaczęła łączyć fakty. To, co było częścią jej życia, co nie było żadną tajemnicą, miało jednak na nią wpływ. Czy była to sama śmierć dziecka, czy bardziej trauma młodych rodziców, którzy nie mieli szans przepracować żałoby? Można się zastanawiać.

Tęczowe dzieci

W tamtych czasach nieznane było pojęcie „tęczowych dzieci”.  Jednym ze sposobów radzenia sobie ze stratą była właśnie kolejna ciąża. O „tęczowych dzieciach” mówi się od niedawna, choć sama sytuacja jest znana od zawsze. „Rainbow baby” to dziecko, które rodzi się krótko po śmierci innego dziecka: w niemowlęctwie, poronieniu lub po narodzinach martwego dziecka. Nazwa „tęczowa” wiąże się z tęczą, która przychodzi po burzy. Sugeruje więc szczęśliwe zakończenie po bardzo trudnym, dramatycznym nawet ciągu wydarzeń.

Zakończenie, choć wyczekiwane i radosne, nie jest łatwe do osiągnięcia. Ciąża po stracie może pojawić się szybko i bez większego wysiłku, ale emocje, które jej towarzyszą, to już zupełnie inna historia. Wiele kobiet, które jej doświadczyły mówi wręcz, że normalna ciąża po stracie nie jest możliwa. Trudno się cieszyć i być podekscytowanym, kiedy skupia się na każdym, najdrobniejszym objawie. Kobietom w ciąży po stracie towarzyszy nie tylko lęk, ale również poczucie winy, wynikające z tego, że znowu są w ciąży, że „zapomniały” o tamtym dziecku, że po prostu próbują żyć dalej i być szczęśliwe. Czasami ma to również bardzo praktyczny wymiar; mają rzeczy przygotowane lub nawet używane przez dziecko, którego już nie ma. Czy mają więc prawo z nich korzystać? Czy trzeba wszystko wymienić, a jeśli tak, to czy nie potwierdza to tezy, że utracone dziecko zostało zbyt szybko zapomniane? Pytań i wątpliwości może być wiele.

Również otoczenie może uznać, że kolejna ciąża rozwiązuje problem. Inni z kolei uznają, że pojawia się dziecko- zastępstwo, że za szybko, że nie ten moment. A w rodzicach może to z kolei uruchamiać nieświadome lęki i wątpliwości.

Przeżyć i kochać

Rodzicielstwo po stracie może wydawać sprawą oczywistą, być może nawet dla niektórych rodziców problem jest sztuczny. Przecież każde dziecko traktowane jest w wyjątkowy, niepowtarzalny sposób. Również te, którą rodzą po stracie. Jednak siła i jakoś emocji doświadczanych podczas śmierci dziecka lub straty ciąży jest niebanalna, a żałoba konieczna. I w żałobie właśnie leży zasadnicze źródło zdrowienia. Nieprzeżyta żałoba, zaprzeczone cierpienie związane ze stratą rzeczywiście może doprowadzić donie zamierzonego przecież obciążania kolejnego dziecka własnymi emocjami.

Również wielu dorosłych nie jest świadomych tego, że pojawiło się „w zastępstwie” za kogoś. Czują, że żyją w czymś cieniu, bywają porównywani do zmarłego dziecko, słyszą że urodzili się, ponieważ inne zmarło. Albo też starają się nie zawieść za wszelką cenę, być idealni, wszystko robić perfekcyjnie.

Narodziny to powód do radości i celebracji, ale czasami przebiegają w cieniu tragedii. Wtedy trzeba dokonać niezwykle trudnej sztuki pogodzenia uczuć związanych ze stratą i z początkiem. Znaleźć sposób na pamiętanie, które nie obciąża.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami