Przejdź do treści

Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich

nowacka.jpg

„Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych. Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.” – o in vitro, polityce prorodzinnej, aborcji i surogacji rozmawiamy z Barbarą Nowacką (Zjednoczona Lewica).

Czy polska ustawa o in vitro jest dobra?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Barbara Nowacka, Zjednoczona Lewica: Pilne uregulowanie kwestii związanych z in vitro było konieczne. Ustawa, powiedzmy szczerze, mogłaby być lepsza. Choćby bardziej przyjazna dla samotnych kobiet – które potraktowano przedmiotowo czy mniej restrykcyjna  jeśli chodzi o liczbę zamrożonych zarodków – dopuszczając osiem zamiast sześciu. Z drugiej strony  cieszymy się, że powstało jakiekolwiek uregulowanie prawne. Dzięki temu osoby starające się  starających się o dzieci metodą in vitro, przynajmniej wiedzą na czym stoją.

Czy nie lepiej byłoby odpowiednio wcześniej przygotować tę ustawę, tak aby nie rodziła żadnych wątpliwości?

Twój Ruch składał wcześniej swój projekt ustawy o in vitro. Uważamy, że był on lepszy od projektu Platformy Obywatelskiej. Lepszy był także projekt składany przez SLD, ale z oczywistych względów zwyciężyła koncepcja partii rządzącej. Z perspektywy osób, które w tej chwili są zainteresowane metodą in vitro korzystniejsze jest jednak istnienie jakichkolwiek, nawet „średnich” przepisów niż żadnych.  Bo trudno w ich sytuacji czekać na doskonałe uregulowania. A ustawę, która już powstała, zawsze można udoskonalać.

Czy przypadki, jak Pani Barbary Sienkiewicz – 60-letniej matki dwójki dzieci, powinny być jakkolwiek określane przez ustawę? Póki, co nie ma żadnej regulacji wieku, kiedy kobieta może poddać się in vitro.
Nie o wszystkim powinni decydować politycy. Do lekarzy należy decyzja czy dana kobieta kwalifikuje się do zabiegu in vitro czy nie. Bardzo ciężko ustawowo zapisać granicę wieku. Możemy, jak w niektórych europejskich krajach, przyjąć limit 45 lat. W takim wypadku jednak pojawi się pytanie czy komuś, kto przekroczy tę granicę, a nadal jest w świetnej formie zdrowotnej należy zakazać leczenia. Są kliniki, które wewnętrznie regulują granicę wiekową i powyżej 50 roku życia w ogóle nie przeprowadzają  zabiegów. Jest to jednak kwestia medyczna, a nie polityczna, dlatego limit wieku powinni ustalać lekarze i świadomi pacjenci. Tego przede wszystkim należy dopilnować – aby pacjentki były jak najbardziej świadome.

Jednak większość krajów europejskich ma ustalony limit wiekowy, a 45 lat to nie jest 60. Dodatkowo kuriozum całej sytuacji polega na tym, że pani Barbara sfinansowała swoje in vitro, a następnie domagała się pomocy materialnej od państwa.

Nie widzę w tym nic kuriozalnego, że ktoś kto ma dziecko prosi państwo o pomoc. Polityka prorodzinna powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na wiek. Do mnie w ogóle nie trafiają argumenty, że być może ta pani nie będzie w stanie wychować swoich dzieci.

Nawet, gdy zostajemy rodzicami w wieku lat 20 czy 30, nigdy nie wiemy, co czeka nas w życiu, ile będziemy mieli siły i energii za pięć lat. Podobnie jest w kwestii finansowej – nie możemy nikomu odmawiać skorzystania z prawa posiadania dziecka patrząc na jego status materialny.
Jednak, jak podkreślam, nie wszystkie kwestie powinni rozwiązywać politycy. Granicę wieku powinni ustalać eksperci rozważając argumenty medyczne. Warto postawić pytanie – co spowodowało, że lekarz podjął decyzję o przeprowadzeniu takiego zabiegu osobie w starszym wieku?  Limit wiekowy powinien obowiązywać także mężczyzn – rozpatrujemy jedynie kwestie kobiet, a ona dotyczy także drugiej płci.

Oburzonym na panią Sienkiewicz warto zwrócić uwagę, że mężczyźni zostają ojcami w wieku 60, 70 lat – dzięki procedurom in vitro lub bez nich. I nikt się tych ojców nie pyta, czy zdołają te dzieci wychować i wykarmić.

Obserwując losy ustawy mam wrażenie, że w ogóle w tej kwestii częściej głos powinni zabierać lekarze, a nie politycy…

Oczywiście! Dyskusja na ten temat została niepotrzebnie upolityczniona.

Czy wraz z wejściem w życie ustawy o in vitro samotnym kobietom zostaną odebrane ich zarodki?

To byłaby bardzo zła decyzja i złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz.

Zamrożone zarodki są  własnością osób, które je zdeponowały i nikt inny nie powinien nimi dysponować. Dla tych kobiet byłby to życiowy dramat, ogromny stres i ich oburzenie jest dla mnie zrozumiałe.

Myślę, że decyzje o podjęciu trudów samotnego macierzyństwa, zwłaszcza w Polsce, są raczej dobrze przemyślane. Czasem dla kobiety, która poddaje się in vitro jest to „być albo nie być” w kwestii rodzicielstwa. Znam przypadki dziewczyn, które podjęły taką decyzję z przyczyn medycznych. Dla nich nie było żadnego potem, żadnego czasu na szukanie przyszłego ojca. Jeśli  kobieta  decyduje, że lepiej być samotną matką z wyboru niż w ogóle zrezygnować z macierzyństwa – moim zdaniem, ma takie prawo.  

W Sejmie będzie rozpatrywany projekt „Stop aborcji”, który ma w pełni zakazać aborcji. Uda się go uchwalić?

Mam nadzieję, że się nie uda. Polki, które chcą dokonać aborcji poddają się jej w Niemczech, Czechach albo na Ukrainie. W państwach ościennych aborcja jest legalna. Ustawa, która obowiązuje na terenie Polski przestaje być skuteczna w stosunku do polskich obywatelek, które przekroczą granicę naszego kraju.  Jesteśmy w Unii Europejskiej, a podróż zajmuje chwilę. Udawanie, że Polki nie poddają się aborcji to hipokryzja.  Nie można dopuszczać do tego, aby państwo stało na straży tej hipokryzji. Obecne prawo nie przynosi pożądanego efektu, tym bardziej zaostrzenie go niczego nie zmieni. Pełny zakaz aborcji spowoduje jedynie, że także kobiety, które padły ofiarą gwałtu lub noszą płód obciążony terminalną wadą będą musiały się wykosztować, zapożyczyć, by dokonać zabiegu.

Już dziś z prawa do aborcji mogą korzystać przede wszystkim zamożne kobiety. Brak edukacji seksualnej sprawia, że tych zabiegów dokonuje się coraz więcej. Mamy coraz więcej przypadkowych, a przez to niechcianych ciąż.

Uważam, że przede wszystkim należy zmienić istniejącą ustawę, dostosować ją do rzeczywistości oraz prowadzić edukację seksualną – tylko w ten sposób odwrócimy ten niekorzystny trend.

Jak zatem powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Na pewno nie powinna być zaostrzana. Jestem zwolenniczką liberalizacji tej ustawy, aborcja powinna być  dopuszczalna również z przyczyn społecznych.

Co pani rozumie przez przyczyny społeczne?

To, co powszechnie jest rozumiane jako przyczyny społeczne, np. przekonanie kobiety, że nie będzie w stanie wychować kolejnego dziecka.

Czy to nie traktowanie aborcji jako środka antykoncepcyjnego?

Nie sądzę, żeby ktokolwiek traktował aborcję, jak środek antykoncepcyjny. Taki zabieg zawsze wiąże się z bardzo trudną decyzją i z dużymi konsekwencjami dla ich zdrowia i psychiki. Kobiety w Polsce nie są nierozsądne.

Całkiem niedawno aborcja była powszechna…

Nie było wtedy edukacji seksualnej. Brakowało też łatwo dostępnych środków, które zapobiegałyby niechcianej ciąży. Nie było nawet świadomości istnienia metod antykoncepcyjnych, ponieważ nie było edukacji seksualnej. Zresztą antykoncepcja znajdowała się na zupełnie innym poziomie medycznym – wiele dostępnych dzisiaj, bezpiecznych i przyjaznych kobietom środków w ogóle nie istniało.  W tej chwili możemy wprowadzić nowoczesną edukację seksualną, a sama antykoncepcja jest coraz bardziej powszechna i dostępna wśród młodych kobiet.

A co Zjednoczona Lewica może zaoferować pod względem polityki prorodzinnej?

Dla nas tematy związane z edukacją, wychowaniem, opieką nad dziećmi są fundamentem polityki. Opiekuńcze państwo powinno wspierać obywateli i obywatelki oraz sprzyjać ich decyzji o posiadaniu dziecka. Ważnym postulatem, który może do takich prokreacyjnych decyzji zachęcić, a jednocześnie sprawić, że kobiety i mężczyźni będą mieli równe szanse w rozwoju zawodowym  są bezpłatne żłobki i przedszkola.

Uważamy też, że szkoły powinny prowadzić żywienie dzieci bez względu na status materialny – każde dziecko w szkole powinno być nakarmione, to najlepszy sposób by rozwiązać problem głodnych dzieci bez stygmatyzowania kogokolwiek, z gwarancją, że żadne dziecko nie zostanie wypchnięte poza system z biurokratycznych powodów i w duchu społecznej solidarności.

Wyżywienie powinno być prowadzone również w okresie wakacyjnym. Należy pamiętać, że także latem istnieje problem głodnych dzieci, a szkoła – jako, że zwykle jest relatywnie blisko domu – powinna być miejscem, gdzie dziecko zawsze może przyjść. Aktywizacji zawodowej kobiet, a przez to zachowaniu równowagi w społeczeństwie pomoże również wprowadzenie opieki medycznej w przedszkolach i szkołach. Bo w tej chwili rodzice są wzywani do szkoły z powodu najdrobniejszego bólu brzucha u dziecka, co przyczynia się do ich dyskryminacji w miejscu pracy.

Jaka jest wasza odpowiedź na niż demograficzny?

Inwestycja w kapitał ludzki. Wiele par nie decyduje się na dziecko, ponieważ kobieta jest zatrudniona na umowie „śmieciowej”, zachodząc w ciążę będzie zagrożona utratą pracy. A nawet gdy ma umowę o pracę, boi się , że straci zatrudnienie, bo jej ciąża jest źle widziana. Tak więc państwo, by zwiększyć przyrost demograficzny powinno promować stabilne zatrudnienie i bezpieczeństwo socjalne.
Potencjalni rodzice boją się też, czy dadzą radę zaopiekować się dzieckiem po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Dlatego konieczne jest, jak już wspominałam, udostępnienie sensowej infrastruktury – przedszkoli, żłobków, świetlic szkolnych, które nie będą tylko przechowalniami. Niezbędne są też inwestycje w ochronę zdrowia najmłodszych. Przykładowo – opieka dentystyczna. 80 proc. dzieci ma próchnicę i nie udawajmy, ze w ramach NFZ uda się coś z tym zrobić. Rozwiązaniem jest bezpłatny dentysta w szkole – to wiąże się z nie tylko z oszczędnością rodziców, ale także z wychowaniem zdrowszego pokolenia.

Podsumowując: bezpieczeństwo zawodowe rodziców i dostępność infrastruktury dają szansę, aby więcej Polek i Polaków decydowało się na dzieci.

Obecne dużym problem jest również brak łatwo dostępnych, tanich mieszkań. Rodziny, które miałyby gwarancje możliwości życia „na swoim”, chętniej decydowałyby się na dzieci. Problem w tym, że w Polsce wmówiono nam, że mieszkanie trzeba kupić. Ludzie zaciągają więc kredyty, które bardzo często ciężko jest spłacić. W rezultacie, gdy już mają mieszkanie, nie stać  ich na dzieci. Zjednoczona Lewica jest za wspomaganiem programów tanich mieszkań na wynajem – zarówno TBSów, jak i mieszkań komunalnych. Optujemy też za tym, by były to mieszkania „przechodnie”. Potrzeby mieszkaniowe zmieniają się z wiekiem, innego mieszkania oczekuje student, innego rodzice z małym dzieckiem, a jeszcze innego rodziny z trójką dzieci. W wielkich miastach są mieszkania, które stoją puste. Według obowiązującego prawa mieszkania komunalne dostaje się dożywotnie, dlatego gminy nie chcą ich rozdysponowywać .

Jak zdobyć te tanie mieszkanie pod wynajem?

Przede wszystkim trzeba rozwinąć tanie budownictwo socjalne. W tej kwestii jest nawet program rządowy, jednak nie ma do niego odpowiednich rozporządzeń. Warto czerpać z doświadczeń innych krajów europejskich, które mają wypracowane praktyki i mechanizmy prawne, np Austrii czy Belgii. Istnieją tam organizacje i fundacje, które zajmują się pośrednictwem w wynajmowaniu mieszkań. Szansą jest również współpraca z deweloperami, którzy teraz mają duże problem ze sprzedażą mieszkań i są otwarci na alternatywne rozwiązania.

Rodziny zastępcze uzyskują pomoc finansową od państwa i są również przez nie kontrolowane.  Natomiast rodziny adopcyjne nie mają ani jednego ani drugiego. Czy ze strony Zjednoczonej Lewicy jest jakiś pomysł zamiany dotychczasowej sytuacji?

Rodziny zastępcze muszą być wspierane oraz kontrolowane. Natomiast procedury adopcyjne są w Polsce tak trudne i skomplikowane, że już samo to jest formą kontroli. Nie można wspierać nikogo tylko dlatego, że jest w jakimś mechanizmie, ale dlatego, że tego wsparcia potrzebuje.

Wspieranie każdej rodziny tylko, dlatego, że ma dziecko adopcyjne jest błędem. Po cóż bardzo zamożnym rodzinom adopcyjnym dodatkowe wsparcie materialne od państwa? Wspierajmy tych, do których pomoc faktycznie powinna trafić.

Czy model rodziny zastępczej zdaje egzamin?

Zazwyczaj tak. Na pewno rodziny zastępcze są lepszym rozwiązaniem niż funkcjonujące do tej pory domy dziecka. Idea rodziny zastępcza to umieszczenie dziecka w środowisku najbardziej zbliżonym do naturalnego, gdzie ciocia i wujek zastępują mamę i tatę, gdzie jest rodzeństwo, ciepło domowe, bezpieczeństwo. Żeby rzeczywiście tak było, rodziny zastępcze muszą być starannie kontrolowane. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że te rodziny często borykają się z bardzo trudnymi problemami dzieci poranionych przez życie.

Czy surogacja w Polsce powinna być dostępna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

To dość skomplikowany problem etyczny. Jestem przeciwna sankcjonowaniu „wynajmowania macicy” – bo taki model surogacji jest ostatnio najpopularniejszy na świecie. Uważam, ze to forma wyzysku – kobiety w biedniejszych krajach świadczą tego typu usługi, bo trudno to inaczej określić, na rzecz bogatszych. Często powoduje nimi desperacja, nie są świadome choćby psychologicznych konsekwencji swoich decyzji. Nie chciałbym tego modelu w Polsce. Czasami jest jednak tak, że urodzić dziecko, jako surogatka, podejmuje się siostra, przyjaciółka, czy – gdy różnica wieku nie jest duża – matka kobiety, która sama nie może nosić ciąży. Albo ktoś z dalszej rodziny. Kobiety zdolne są do naprawdę wielkich rzeczy dla innych. I myślę, że wtedy jest to piękny gest. Nie można tego zabraniać.  Dlatego surogacja mogłaby  być dostępna na takiej altruistycznej zasadzie, analogicznie jak w przypadku przeszczepów nerek czy wątroby.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zbiorowy pochówek dzieci nienarodzonych w Lublinie

pochówek dzieci nienarodzonych
Pochówek zaplanowano na 15 października 2018 r. / fot. Pixabay

W przyszłym roku na cmentarzu komunalnym na Majdanku w Lublinie zaplanowano pierwszy zbiorowy pogrzeb dzieci nienarodzonych. Powstanie tam też symboliczna mogiła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy zbiorowy pochówek prawdopodobnie odbędzie się 15 października 2018 roku, czyli w Dniu Dziecka Utraconego.

Pochówek dzieci nienarodzonych

Cały czas omawiane są jeszcze sprawy formalne – informuje Magdalena Sudoł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, który zajmuje się m.in. pochówkami dzieci, których rodzicom nie przysługuje zasiłek pogrzebowy.

Pochówki prawdopodobnie będą się odbywać na w miejscu na cmentarzu komunalnym na Majdanku, które było zarezerwowane pod budowę nowej kaplicy.

15 października br. zbiorowy pogrzeb dzieci utraconych odbędzie się w Koszalinie, Pile, Słupsku i Szczecinku. Są to już kolejne pochówki prochów dzieci zmarłych w wyniku poronienia bądź martwego urodzenia.  

Dzień Dziecka Utraconego

15 października jest dla wielu osób dniem wyjątkowym. To wtedy wspomina się dzieci utracone na skutek poronienia, przedwczesnego porodu, jak również dzieci zmarłe.

Według prawa każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności jest dzieckiem. Zatem kobietom po poronieniu i martwym urodzeniu lub w sytuacji, gdy zgon nastąpił przed 8 tygodniem życia, przysługują takie same prawa. Istotne jest jednak ustalenie płci dziecka.

Jakie prawa przysługują rodzicom po stracie?

Ustalenie płci dziecka jest konieczne do uzyskania świadczeń. Koszt badania to 400 zł i ciężar ten spada na rodziców, jeżeli chcą uzyskać od szpitala odpowiednie dokumenty. Bywa jednak, że personel po prostu pyta rodziców, jaką płeć wpisać do dokumentacji, aby oszczędzić kosztów i oczekiwania na wyniki badań.

Najważniejszym świadczeniem jest możliwość rejestracji dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Daje to możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni, nie krócej jednak niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka, jak również zasiłku pogrzebowego i urlopów okolicznościowych w związku z urodzeniem dziecka i pogrzebem.

Zobacz także:

Dzień Dziecka Utraconego 2014 

Inne wymiary poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Wschodni, Radio Plus, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Jakie badania ma wykonać mężczyzna od roku bezskutecznie starający się o dziecko?

162.jpg

Diagnostyka niepłodności powinna zawsze dotyczyć obojga partnerów. Częstym powodem niepowodzeń w staraniach o dziecko może być również czynnik męski.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Udział mężczyzny w niepłodności pary może przekraczać nawet 50% – mówi dr n. med. Anna Bednarska-Czerwińska, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach. – Podstawową metodą diagnostyki męskiej płodności jest badanie nasienia. Umożliwia ono wstępną ocenę zdolności rozrodczych mężczyzny.

W trakcie badania nasienia określa się m.in. koncentrację, ruchliwość i morfologię plemników. Wszystkie te parametry mają wpływ na prawidłową płodność.

Zobacz też: Jakie badania ma wykonać kobieta od roku bezskutecznie starająca się o zajście w ciążę?

Jakie badania powinien wykonać mężczyzna, który od ponad roku bezskutecznie stara się o dziecko?

Badanie jest proste, nieinwazyjne i bezbolesne, a każdy mężczyzna powinien je wykonać przynajmniej raz w życiu, zwłaszcza, jeżeli aktywnie stara się lub planuje spłodzenie potomstwa– mówi  dr n. med. Anna Bednarska-Czerwińska, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Badaniem, które pozwala na dokładną ocenę morfologii organelli ruchliwych plemników, zwłaszcza wakuoli, w 6000-krotnym powiększeniu, jest badanie nasienia metodą MSOME. Umożliwia ono określenie wystąpienia ewentualnych nieprawidłowości w plemnikach wybieranych do procedury zapłodnienia metodą ICSI / IMSI. W testach płodności męskiej możemy również wykonać badanie fragmentacji DNA plemników (test SCD). Uszkodzone DNA plemników zmniejsza bowiem szanse na zapłodnienie. Może być również przyczyną wystąpienia nieprawidłowości we wczesnym stadium rozwoju zarodka.

Ważne: Aby wyniki badań odzwierciedlały faktyczny stan parametrów nasienia należy przed planowanym terminem badania zachować 2-7 dniową wstrzemięźliwość seksualną.
Konsultacja:  dr n.med. Anna Bednarska-Czerwińska, z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

POLECAMY:

3 naturalne składniki wpływające na jakość nasienia

Plemniki z silnikiem w walce z niepłodnością

Tu kupisz najnowszy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

7 ciąż i 2 dzieci. Moja walka o zajście w ciążę przy APS – poznaj historię Agnieszki.

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Przeciwciała kardiolipinowe utrudniały mi zajście w ciążę. Jak najlepiej opisać moje starania – raczej walkę – o dziecko? W ciąży byłam 7 razy a mam 2 dzieci. Na widok tabletek odrzuca mnie do dziś a brzuch miałam podziurawiony od zastrzyków jak poduszka do igieł.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy napisaliśmy tekst o 12 badaniach, które musisz zrobić zanim zajdziesz w ciążę, pani Agnieszka napisała komentarz do wszystkich staraczek: pamiętajcie o badaniu przeciwciał kardiolipinowych (zespół antyfosfolipidowy). Dlaczego jej apel jest tak ważny? – Poznajcie historię Agnieszki.

Nic nie zapowiadało, problemów, by spełnić marzenie o dziecku

Zapadła decyzja. Tak jesteśmy gotowi na dziecko. Choć myślę o sobie, że zawsze byłam, bo mam sporo rodzeństwa i często na moich barkach zostawała opieka nad nimi. Narzeczony również tego chciał, pomimo, że oboje byliśmy wówczas bardzo młodzi. Więc działaliśmy, ale ciąża się nie pojawiała…

Długie starania przyniosły oczekiwaną nowinę

Pod opieką ginekologa byłam od ukończenia 12 lat. Zawsze imały się mnie jakieś infekcje, torbiele. Zaczęłam się martwić, że coś nie gra.
Aż któregoś dnia się obudziłam i wiedziałam, że się udało! Po prostu to czułam. Test potwierdził moje przypuszczenia. Na ciążę czekałam niecały rok.  Czułam się średnio, ale myślałam, że to typowe dolegliwości ciążowe. Z drugiej strony denerwowałam się, że o wszystkie badania muszę prosić lekarza, nawet o USG. Lekarz zapewniał, że wszystko w porządku, więc mu wierzyłam.
W 33 tygodniu  ciąży obudziły mnie skurcze. Wiedziałam, że dzieje się coś złego. Pojechałam na izbę przyjęć, bo wiedziałam, że mój lekarz machnie ręką. Okazało się, że mam rozwarcie około 3 cm, a skurcze nada się rozkręcają. Leki, zastrzyki na podtrzymanie ciąży i tak 9 dni. Miałam na siebie uważać, więc bardzo o siebie dbałam. Rodzić zaczęłam dopiero w 41 tygodniu. Na porodówce szło szybko i książkowo. Przy przebijaniu wód okazało się, że nie są one prawidłowe. Urodziłam w asyście męża i położnej po 8 godzinach. Syn ważył 3700g i miał 56 cm. Urodził się siny i nie płakał. W ogóle się nie ruszał. Dostał 3/5/8/8 pkt. Długo krzyczałam, że chce, żeby zapłakał. Zabrali go a mąż pobiegł z nimi. Wrócił po 30 min. z dobrą nowiną, że synek oddycha.

Okazało się, że synek jest bardzo słaby, że złapał wszytko co mógł, od zapalenia ropnego, po gronkowca złocistego. Trafił do inkubatora poprzyczepiany kabelkami do aparatury. Lekarze się dziwili, że taki duży, fajny a ma taki słaby organizm.

Nikt wówczas nie dociekał, czy to nie jest moja wina a ja… znowu zaszłam w ciążę

Syn wyleczony z bakterii po 2 tygodniach wrócił ze mną do domu. Po niedotlenieniu okołoporodowym synek wymagał rehabilitacji. Dziś ku zaskoczeniu lekarzy chodzi, mówi, śmieje się i nic po nim nie widać.
W lipcu tego samego roku ponownie zaszłam w ciążę.  Po kilku dniach od wykonania testu dostałam miesiączki, ale innej niż do tej pory. Bardzo obfitej.  Więc na wszelki wypadek zrobiłam IP. Diagnoza: nieprawidłowe krwawienie maciczne. Pomyślałam wtedy, że to wina wadliwego testu. Dopiero dużo lat później dowiedziałam się, że to była ciąża biochemiczna.
Myśl o następnym dziecku pojawiła się po 3 latach. Starania, ale na spokojnie, aż w sierpniu się udało patrzę, znów dwie kreski. Radość nie trwało jednak długo. Po kilku dniach koszmar sprzed lat się powtórzył. Wiedząc że coś jest nie tak znów zrobiłam IP, a tam ta sama diagnoza. Kiedy pokazałam testy ciążowe lekarzowi, stwierdził: „że czasem tak bywa”. Nic mi nie wytłumaczył. Znów ciąża biochemiczna, czyli już 2.

Staraliśmy się dalej, ale bezowocnie.

Czarny scenariusz powracał jak bumerang…

W maju 2015 roku (5 lat od 1 porodu) ponownie zaszłam w ciążę, potwierdzoną dwoma testami ciążowymi z moczu i tym razem również z krwi. Wynik pozytywny. Niestety scenariusz ponownie się powtórzył. Poroniłam pod  koniec 6 tyg. ciąży, zanim dostałam się do innego lekarza. Płakałam 3 dni.
Wróciłam do domu. I nie mogłam uwierzyć. Poszłam do kolejnego lekarza. Opowiedziałam całą historię, poprosiłam o wytłumaczenie. Choć w głowie kołatały mi się myśli… czemu ja??? Gdy usłyszałam: „że tak bywa, że natura i Bóg wiedzą co robią, jestem młoda mam zrobić następne” wyszłam trzaskając drzwiami.
Odczekałam dokładnie 3 miesiące. I się udało.
I znów kilka testów każdy innej firmy, wszystkie pozytywne. Test z krwi. Pozytywny. Poszłam do lekarza, na USG pokazał zarodek, po czasie serce… Cieszyłam się niewyobrażalnie…. Poroniłam w 11 tygodniu ciąży.
Z wypisem wróciłam do lekarza, zapytałam czemu mi nie dał żadnych leków podtrzymujących ciążę (a prosiłam kilka razy), powiedział, że ciąży do 13 tygodnia się nie ratuje, to jest kwestia Boga. I że tak miało być.
Jak zapytałam co teraz, dowiedziałam się, że lekarz nie widzi potrzeby robienia szczegółowych badań i dociekania , dlaczego nie mogę utrzymać ciąży, bo…muszę poronić 3 razy!!1 Z płaczem zapytałam, czy ma serce skazywać mnie 3 raz na to samo. Nic nie powiedział. Już do niego nie wróciłam. Zamknęłam się w sobie.
Szukałam na własna rękę. Polecono mi innego lekarza.  Zaproponował serie badań: morfologia, ob, crp, żelazo, mocz, toksoplazmoza, żółtaczka, cytomegalia i przeciwciała kardiolipinowe.

Jak usłyszałam, że mogę, chciałam zawalczyć o ciążę

Zrobiłam wszystkie zlecone badania. Lekarz żartował, że dużo tego wyszło, ale warto sprawdzić wszystko, żeby wykluczyć…. no właśnie. Wszystkiego nie dało się wykluczyć, bo okazało się, że jeden z wyników zdecydowanie odbiega od normy. Wyszły mi przeciwciała kardiolipinowe na bardzo wysokim poziomie.
Lekarz wytłumaczył mi, że jest to zespół antyfofolipiodwy, gdzie przeciwciała w krwi działają przeciwko własnemu organizmowi. Że powinnam znaleźć reumatologa, który się mną zaopiekuje. Wytłumaczył mi, że jeśli chodzi o ciążę, jest to możliwe, ale leczenie jest trudne i wymagające.
Postanowiłam zawalczyć o dziecko, dlatego zdecydowałam się na leczenie.  Brałam leki i codziennie zastrzyki w brzuch. Po 1 zastrzyku płakałam, bo był bolesny, po 2 też… po 5 już tylko wykrzywiałam z bólu twarz. Potem znów to samo, test ciąża i znowu biochemiczna.

Powiedziałam sobie dość! To było ponad moje siły!

Powiedziałam dość, nie dam rady. Był luty 2016. Byłam zmęczona psychicznie i fizycznie.  Poszłam do nowego ginekologa. Tym razem to była kobieta. Nowa pani doktor była bardzo życzliwa, życiowa osoba, płakała ze mną. Przytuliła mnie oznajmiając; damy radę. Powtórzyła badania, potwierdziła diagnozę.

Przeciwciała kardiolipidowe stały na mojej drodze do ciąży

Przeciwciała kardiolipinowe uszkadzają moje komórki w tym jajowe. Więc przed zajściem w ciążę, znowu to samo leczenie: leki i zastrzyki.

Momentami miałam dość tego bólu i codziennych zastrzyków. Mój brzuch wyglądał jak poduszka do igieł. Jednak szybko sobie przypominałam, po co to robię i wiara wracała. I się udało.

Ciąża nie była łatwa. Na izbie przyjęć w szpitalu bardzo dobrze mnie już znali. Ale najważniejszy był efekt: w styczniu 2017 urodziłam przez CC syna w 37 tygodniu : 3900g 56 cm – wielki,  zdrowy, najpiękniejszy na świecie syn.

Jak najlepiej opisać moje zmagania (raczej walkę) o ciążę? W ciąży byłam 7 razy a mam 2 dzieci. To mój ból, krzyk, moja karma i wołanie lekarzy: tak ma być, Bóg tak chciał.

POLECAMY:

Strata po stracie – poronienia nawracające

Zespół antyfosfolipidowy przyczyną poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Macie problemy z zajściem w ciążę? Skorzystajcie z bezpłatnej diagnostyki!

Fot. fotolia
Fot. fotolia – Para - niepłodność

FertiMedica zaprasza osoby starające się o dziecko na dni otwarte. A w nich: diagnostyka niepłodności, dieta płodności i warsztat psychologiczny dotyczący blokady psychicznej podczas starań o dziecko.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Przygotowaliśmy szeroką ofertę  bezpłatnych wykładów i indywidualnych spotkań ze specjalistami – zapowiadają organizatorzy.

 

Program FertiMedica – dzień otwarty; Warszawa; sobota, 23 września 2017

Wykłady:

  • 12.30 – 13.45 „Diagnostyka niepłodności – kiedy, co i jak badać. Metody leczenia” – dr n. med. Monika Szymańska, specjalista ginekologii i położnictwa, specjalista endokrynolog

 

  • 14.10 „Blokada psychologiczna – prawda i mity” – Tatiana Ostaszewska-Mosak, psycholog

 

  • 14.15 – 14.45 ” Linia Pomocy Pacjent dla Pacjenta” – Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” oraz wolontariusze

 

  • 14.45 „Zmiana na dobre – płodność, zdrowie, energia z talerza” – Anita Fincham, psychodietetyk

 

Bezpłatne indywidualne spotkania ze specjalistami* – przyjdź, porozmawiaj, zadaj pytania, które Cię nurtują.

  • specjalista ginekolog-położnik, dr n. med. Ewa Goncikowska, specjalista ginekolog-położnik
  • dr Marcin Radko, androlog, konsultant urologii – interpretacja wyników badania nasienia
  • Tatiana Ostaszewska-Moska, psycholog
  • Dorota Kaczmarek, embriolog
  • Anita Fincham, dietetyk

*spotkania ze specjalistami organizowane są w formie 15-minutowych rozmów; nie stanowią konsultacji lekarskich

Klinika prosi o wcześniejszą rejestrację chęci uczestnictwa w wykładach oraz spotkań ze specjalistami. Liczba miejsc ograniczona. Rejestracja na recepcji przychodni pod numerem tel. 22 379 79 87.

Informacje dostępne tutaj: FertiMedica

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.