Przejdź do treści

Co Polacy wiedzą o płodności? [Wyniki badania]

Płodne Gadki

Polacy mają poważne braki w podstawowej wiedzy na temat płodności. Poza tym co druga para albo w ogóle nie porusza tematów związanych z płodnością lub robi to bardzo rzadko – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie marki Dr Bocian. Czy potrafimy swobodnie rozmawiać o przygotowaniu do założenia rodziny?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Świadomość własnego ciała to bardzo ważny element skutecznego starania się o dziecko, szczególnie gdy pojawiają się problemy z poczęciem, które dotyczą już ok. 1,5 mln par w Polsce (dane za Polskim Towarzystwem Ginekologicznym). Tymczasem wyniki badania, zrealizowanego w ramach kampanii społecznej „Płodne Gadki”, dowodzą, że Polacy w wieku 20-45 lat, nie mają wystarczającej wiedzy na temat zagadnień związanych z ich płodnością już choćby na poziomie budowy swojego ciała.

Anatomia człowieka – egzamin na trójkę

Polacy zapytani o elementarne zagadnienia z zakresu swojej anatomii, w zakresie budowy układu rozrodczego u obu płci, nie zawsze zdają egzamin na piątkę. O ile kobiety prawidłowo wskazują umiejscowienie jajników (91 proc. poprawnych odpowiedzi) czy jajowodu (87,5 proc.), to już co trzecia Polka (33 proc.) ma problem ze zlokalizowaniem tak podstawowej części żeńskiego układu płciowego, jakim jest pochwa. Co czwarta kobieta (27 proc.) ma trudności z określeniem tego, gdzie zlokalizowana jest macica, a 34 proc. badanych nie zna położenia szyjki macicy. Z kolei prawie połowa mężczyzn (49 proc.) zapytanych o wskazanie poszczególnych części własnego układu rozrodczego, nie potrafi wskazać lokalizacji nasieniowodu czy prostaty (28 proc.).

Niepokojący jest fakt, że stosunkowo największą niewiedzę, w tym na temat budowy układu rozrodczego, można zaobserwować wśród par w wieku 26-36 lat, a to według GUS przedział wiekowy, w którym kobiety i mężczyźni najczęściej decydują się w Polsce na dziecko – komentuje Robert Kulhawik, lekarz ginekolog, ekspert marki Dr Bocian.

egzamin_polakow_z_plodnosci_cz_1 (Nie)właściwy czas na seks

Polacy, którzy planują powiększenie rodziny, powinni także mieć wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje cykl menstruacyjny kobiety, a tym samym, kiedy występują największe szanse na zapłodnienie. Kluczowe w tym temacie są dwa pojęcia – owulacja i dni płodne. Owszem, ponad ¾ kobiet wie, że owulacja to jajeczkowanie, którego efektem jest produkcja komórek jajowych, ale już co trzeci mężczyzna mylnie łączy ją z miesiączkowaniem. Od teorii, gorzej wypada jednak praktyka – co trzecia Polka (32 proc.) nie potrafi obliczyć dni płodnych, a 44 proc. mężczyzn nie wie, że zaczynają się one kilka dni przed owulacją.

Większa wiedza na temat płodności i budowy swojego ciała to podstawy świadomego starania się o dziecko, ale przede wszystkim coś, co realnie może pomóc parom w zwiększeniu szans na  potomstwo. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, gdy coraz więcej Polaków walczy z problemem niepłodności – mówi Robert Kulhawik, lekarz ginekolog, ekspert marki Dr Bocian.

Płodność tematem tabu?

Według badania przeprowadzonego na zlecenie marki Dr Bocian, organizatora kampanii „Płodne Gadki”, co drugi Polak (55 proc.) unika rozmów ze swoim partnerem lub partnerką na temat płodności, lub – w najlepszym wypadku – robi to bardzo sporadycznie. Warto zauważyć, że w przypadku, gdy ten temat jest jednak podejmowany, częściej inicjatorkami tych rozmów są kobiety.

Choć, jak wynika z badania, ogólny stan wiedzy Polaków na temat zagadnień związanych z płodnością człowieka nie jest satysfakcjonujący, można wskazać i optymistyczne wnioski. Ponad 70 proc. osób uważa bowiem, że możemy mieć wpływ na swoją płodność, zwiększając szanse poczęcia dziecka. Z pewnością warto edukować Polaków nie tylko z elementarnych zagadnień dotyczących rozrodczości, ale także rozwijać wiedzę na temat świadomego rodzicielstwa, szczególnie gdy para bezskutecznie stara się o dziecko – wyjaśnia Piotr Rowicki, przedstawiciel marki Dr Bocian, która zleciła badanie oraz jest organizatorem kampanii społecznej „Płodne Gadki”.

* Badanie zostało zrealizowane przez SW Research na zlecenie marki dr Bocian metodą CAWI we wrześniu 2016 r. W badaniu wzięło udział 1000 Polaków w wieku 20-45 lat przy zachowaniu równych proporcji ze względu na płeć, wiek i wielkość miejscowości respondenta.

O kampanii „Płodne Gadki”

„Płodne Gadki” to ogólnopolska kampania społeczna promująca wiedzę na temat płodności kobiet i mężczyzn, przygotowana z myślą o parach starających się o dziecko. W ramach kampanii pary mogą skorzystać z bezpłatnej infolinii 800 800 490 i uzyskać indywidualną poradę od specjalistów z zakresu ginekologii, dietetyki, psychologii oraz położnictwa. Ponadto opracowano pod okiem specjalistów cykl materiałów edukacyjnych, wyjaśniających najważniejsze zagadnienia dotyczące płodności kobiety oraz mężczyzny.

Informacje można znaleźć na stronie zaplodnieni.pl oraz na Facebook’u Zaplodnieni.pl i Dr Bocian.

Organizatorem kampanii „Płodne Gadki” jest marka dostarczająca produkty wspierające płodność, Dr Bocian.

Patronat nad kampanią objęli: magazyn Chcemy Być Rodzicami , Hexanova, Fundacja Bezpieczny Brzuszek, Fundacja Każdy Ważny, oraz serwis edukacyjny zaplodnieni.pl.

egzamin_polakow_z_plodnosci_cz_2

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Rak prostaty zabija szybko i po cichu. W Polsce można byłoby go skutecznie leczyć, gdyby nie… procedury

Zmartwiony mężczyzna trzyma się za twarz /Ilustracja do tekstu: Rak prostaty: leczenie sekwencyjne nie na NFZ
Fot.: Kyle Glenn /Unsplash.com

Raka prostaty co roku diagnozuje się u blisko 11 tys. mężczyzn, a wskaźnik umieralności wśród pacjentów z tym nowotworem sięga nawet 50 proc. Mógłby być znacznie niższy, gdyby nie polityka refundacyjna i procedury NFZ, które uniemożliwiają leczenie sekwencyjne – podkreślają eksperci.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak prostaty (gruczołu krokowego) to w tej chwili drugi najczęstszy nowotwór złośliwy wśród mężczyzn. Każdego roku diagnozuje się około 11 tys. nowych przypadków i stwierdza 4-4,5 tys. zgonów, których przyczyną jest właśnie nowotwór prostaty. Choroba najczęściej dotyka mężczyzn po 50. roku życia, ale grupie ryzyka znajdują się również panowie dużo młodsi.

Rak prostaty jest dużym problemem, znajduje się na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania i w pierwszej piątce głównych zabójców. To jest nowotwór, który zabija, jeżeli nie jest odpowiednio leczony – mówi prof. Anna Kołodziej, sekretarz zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Rak prostaty nie musi prowadzić do śmierci

Wskaźnik śmiertelności wśród pacjentów z rakiem prostaty sięga obecnie nawet 50 proc. Mógłby być o wiele niższy, gdyby w Polsce poprawił się dostęp do wczesnej diagnostyki i terapii nowej generacji, których wiele pojawiło się w ostatnich latach. Urolodzy i onkolodzy podkreślają, że procedury i polityka refundacyjna NFZ w zakresie leczenia raka prostaty wymagają zmian.

– Dzięki temu, że w ostatniej dekadzie mamy wysyp wielu nowych leków, mamy szansę przedłużyć życie pacjentom z zaawansowanym procesem nowotworowym gruczołu krokowego i zamienić chorobę, która do tej pory była terminalna, w chorobę przewlekłą, długotrwałą. To podobnie jak w przypadku cukrzycy, która też jest śmiertelną chorobą, tylko rozciągniętą na lata. Taki sukces w onkologii widzieliśmy już w terapii zaawansowanego raka nerki, a teraz w leczeniu raka gruczołu krokowego. Każdy lek, który w tej dekadzie został wynaleziony i z powodzeniem zastosowany u pacjentów, skutkuje przedłużeniem im życia o minimum 2-3 lata – mówi prof. Anna Kołodziej.

ZOBACZ TAKŻE: Zanieczyszczone powietrze przyczyną raka i niepłodności!

Leczenie sekwencyjne raka prostaty – na czym polega?

W leczeniu ważna jest sekwencyjność terapii, ponieważ nowotwór – w miarę podawania pacjentowi kolejnych dawek leku – wykształca klony oporne na leczenie. To znaczy, że chory po prostu uodparnia się na zastosowany lek, który przestaje działać.

Zastosowanie różnych sekwencji leków na raka prostaty (jeden po drugim lub wymiennie) pozwala sobie z tym poradzić, maksymalnie wykorzystać efekt terapeutyczny i wydłużyć życie chorego –  szczególnie, że mechanizm choroby jest różny u różnych pacjentów. Występują u nich też inne receptory, choć należące do jednej grupy antyandrogenów.

– Przy innym receptorze androgenowym, działając w innym środowisku komórki albo jądra komórkowego, te leki za każdym razem powodują u danego pacjenta przedłużenie życia. Niestety, w Polsce nie przyjmuje się tego do wiadomości. Mamy do dyspozycji programy lekowe wykluczające się wzajemnie, które nie przedłużają chorym życia. Co więcej, programy są często skonstruowane tak, aby płatnik, czyli NFZ, mógł jak najwięcej zaoszczędzić. Tak więc pacjent musi spełnić kryteria, które są niemożliwe do spełnienia, aby go włączyć do tej terapii – mówi prof. Anna Kołodziej.

CZYTAJ TEŻ: Mężczyźni z grupą krwi 0 mniej narażeni na nawrót raka prostaty

Leczenie sekwencyjne raka prostaty – nie na NFZ

W tej chwili polityka refundacyjna uniemożliwia zastosowanie u pacjentów z rakiem prostaty sekwencyjnego leczenia Co prawda, w listopadzie ubiegłego roku na listę leków refundowanych, po długim oczekiwaniu, trafiły nowe leki, m.in. zarejestrowane w leczeniu opornego na kastrację raka prostaty, jednak leczenie nimi sekwencyjnie jest niemożliwe. Zgodnie z procedurami NFZ, jeżeli pacjent otrzyma jeden lek, to kolejnym nie można go już bezpłatnie leczyć.

– Leki nowej generacji są rewelacyjne. Leczeni nimi pacjenci mówią, że po miesięcznej lub dwumiesięcznej terapii wstają z łóżka, idą do pracy i na dodatek dojeżdżają do niej na rowerze. Okazuje się jednak, że te leki nie mogą być stosowane tak, jak powinny – czyli sekwencyjnie, jeden po drugim lub wymiennie. Zgodnie z opinią wydaną przez biegłych dla Ministerstwa Zdrowia jest to niemożliwe – podkreśla Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti. Dodaje, że to wbrew zaleceniom zarówno Polskie go Towarzystwa Urologicznego, jak i ekspertów.

W ogonie Europy

W tym tygodniu pacjenci z rakiem prostaty – wspólnie z wieloma innymi organizacjami – wystosowali apel do Ministra Zdrowia o zajęcie się tymi obszarami polskiej urologii, które wymagają zmian, między innymi w zakresie dalszego poszerzenia dostępu do refundowanych nowoczesnych terapii.

– Pacjenci z rakiem prostaty nie domagają się szczególnego traktowania. Chcielibyśmy jedynie nie musieć dłużej walczyć o to, co cały świat z powodzeniem stosuje od dawna, a co dla nas nadal jest niedostępne. Mamy prawo do takich samych standardów leczenia jak pacjenci w innych krajach. Tymczasem nadal jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o nowoczesne leczenie raka prostaty, zarówno przed chemioterapią, gdzie mamy do dyspozycji tylko jeden lek, jak i po chemioterapii, gdzie nasze leczenie ogranicza zakaz sekwencyjności, który jest sprzeczny z międzynarodowymi standardami – stwierdził Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti.

Źródło: biznes.newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Chcesz się ustrzec przed rakiem prostaty? Jedz orzechy!

Tagi:

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Masz nadwagę lub palisz? Sprawdź, jaki ma to związek z PCOS u twojej córki!

Szczęśliwa kobieta w ciąży stoi przy altance ogrodowej i trzyma się za brzuch /Ilustracja do tekstu: PCOS a nadwaga i palenie w czasie ciąży
Fot.: Omar Lopez /Unsplash.com

PCOS, czyli zespół policystycznych jajników, to zaburzenie gospodarki hormonalnej, które występuje już u co 10 kobiety i w większości przypadków prowadzi do upośledzenia płodności. Choć wcześniej podejrzewano, że schorzenie ma podłoże genetyczne, naukowcy odkryli, że w rzeczywistości może być skorelowane ze stanem zdrowia matki podczas ciąży.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Coraz więcej badań wskazuje na to, że przyczyn PCOS u kobiet należy doszukiwać się już na etapie życia płodowego, a ściślej – w czynnikach środowiskowych wpływających na jej matkę w czasie, gdy była ona w ciąży. Te wnioski potwierdzają najnowsze analizy przeprowadzone przez szwedzkich naukowców z Uniwersytetu w Uppsali, które w czerwcu opublikowano w „British Journal of Obstetrics and Gynaecology”.

ZOBACZ TAKŻE: Myo-inozytol – sprzymierzeniec w walce z PCOS

PCOS a nadwaga matki – istnieje istotny związek

Zespół pod kierownictwem dr Heiddis Valgeirsdottir przestudiował dane dotyczące ciąż wszystkich kobiet, które w latach 1982-1995 urodziły córki w Szwecji. Następnie prześledzono historię medyczną córek, z których najstarsze mają aktualnie powyżej 30 lat.

Na podstawie pozyskanych danych naukowcy odkryli, że córki kobiet, które w okresie ciąży miały nadwagę, były o 1,5-2 razy bardziej podatne na zdiagnozowanie PCOS niż te, których matki zachowały w tym czasie prawidłową wagę.

Jak wyjaśniają badacze, nadwaga i otyłość wiążą się ze zwiększoną produkcją insuliny; to zaś wpływa na zwiększenie poziomu innych hormonów, m.in. testosteronu.

CZYTAJ TEŻ: 5 wskazówek, jak schudnąć przy PCOS

PCOS a palenie w czasie ciąży

Szwedzi wykazali też, że ryzyko PCOS u dziewcząt dodatkowo zwiększa się, gdy matki paliły w czasie ciąży. Córki kobiet, które w czasie ciąży wypalały 1-9 papierosów dziennie, były 1,3 razy bardziej podatne na rozpoznanie zespołu policystycznych jajników niż dziewczęta, których mamy unikały palenia w ciąży.

Kierująca badaniami dr Heiddis Valgeirsdottir uważa, że dym papierosowy może wywoływać uszkodzenia jajników u rozwijającego się płodu.

– Nasze badanie pokazuje jedynie związek [pomiędzy PCOS a nadwagą i paleniem w czasie ciąży – przyp. red.]; nie można na jego podstawie opracować jeszcze ostatecznych wniosków dotyczących przyczyn i skutków. Doradzamy jednak ciężarnym, aby rzuciły palenie i zadbały o wagę, by zmniejszyć ryzyko wystąpienia PCOS u córek – podkreśla dr Valgeirsdottir.

Źródło: ncbi.nlm.nih.gov, rcog.org.uk, PAP

POLECAMY RÓWNIEŻ: PCOS a starania o dziecko. Kiedy zgłosić się do lekarza?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Początek i rozwój nowego życia w 3-minutowym skrócie. Ten piękny filmik zachwycił miliony widzów!

Kadr z animacji prezentującej, jak powstaje nowe życie. Na grafice widać wykształcony płód

Zapłodnienie, implantacja zarodka i kolejne fazy rozwoju płodu to proces pełen magii i niezwykłych przemian, z których wiele znamy jedynie w teorii. Są jednak filmy, które obrazowo przedstawiają, jak to wygląda od środka. Obejrzyjcie jeden z nich: gwarantujemy, że nie da się przejść obok niego obojętnie!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na nagraniu, które pojawiło się na fanpage’u Hashema Al-Ghailiego, influencera, producenta wideo i popularyzatora nauki, możemy prześledzić cały proces prowadzący do powstania nowego życia – od owulacji u przyszłej mamy, przez ciążę, aż do samego porodu.

Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów. Zobacz, jak powstaje nowe życie

W pięknie zrealizowanym filmie widzimy moment uwolnienia komórki jajowej, która następnie dociera do jajowodu, oraz drogę, którą muszą pokonać plemniki, by do niej trafić. W kolejnych sekundach przedstawiono zaś moment zapłodnienia i to, co następuje wkrótce po nim: podział zapłodnionej komórki i późniejszy rozwój zarodka.

CZYTAJ TEŻ: Plemniki: szybkie i wściekłe. Co o nich wiesz? [QUIZ]

Jak zauważają użytkownicy, którzy licznie komentują opublikowany niedawno film, największe wrażenie robią jednak ostatnie dwie minuty wideo, które ukazują wykształcanie się poszczególnych narządów i naczyń krwionośnych, formowanie kończyn i pierwsze ruchy płodu.

„Choć urodziłam trójkę synów i mam już szóstkę wnucząt, ten film wciąż wywołuje we mnie dreszcze” – pisze jedna z użytkowniczek.

Zobaczcie, jakie wywoła emocje u was:

Welcome to life! Celebrating 8 Billion Views

Welcome to life! #8BillionViews

Опубліковано Hashem Al-Ghaili Неділя, 3 червня 2018 р.

Tu kupisz najnowszy magazyn „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Kobieta w ciąży z małymi bucikami na brzuchu /Ilustracja do tekstu: Arłukowicz pyta o efektu programu prokreacyjnego
fot. Pixabay

Ministerstwo Zdrowia odniosło się do pytania byłego ministra Bartosza Arłukowicza o efekty programu prokreacyjnego, który zastąpił wygaszony w 2016 r. rządowy program dofinansowania in vitro. Odpowiedzi, choć długie, nie usatysfakcjonowały ani ministra, ani mediów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO pełnił funkcję ministra zdrowia, zauważył w swoim wpisie w serwisie Twitter, że dzięki programowi refundacji in vitro, który prowadzony był na szczeblu centralnym, urodziło się aż 8 tys. dzieci. Mimo to rząd PiS zdecydował się na zastąpienie go programem ochrony zdrowia prokreacyjnego, który nie uwzględnia dofinansowania procedury zapłodnienia procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

Ile dzieci urodziło się dzięki programowi prokreacyjnemu? Resort zdrowia nie odpowiada wprost

Wdrożony przez ministra Konstantego Radziwiłła  program kosztował 23 mln zł, a zgłosiło się do niego – według Arłukowicza – 100 par. „Proszę o odpowiedź, ile par jest w ciąży i ile dzieci urodziło się dzięki waszemu programowi?” – pytał minister.

Na odpowiedź Ministerstwa Zdrowia nie trzeba było długo czekać. Zaledwie pół godziny później rzecznik resortu napisał, że programy te mają odmienne założenia i trudno je oceniać według tych samych kryteriów.

„Program ochrony zdrowia prokreacyjnego to kompleksowa diagnostyka niepłodności par. Program in vitro to wyłącznie dofinansowanie jednej z metod leczenia, pomijający diagnostykę” – czytamy na profilu Ministerstwa Zdrowia.

ZOBACZ TAKŻE: Diagnostyka niepłodności: o czym warto pamiętać? [WIDEO]

Liczba chętnych par: 600, liczba ciąż: nieznana

Resort dodaje, że liczba par, które przystąpiły do programu kompleksowej opieki zdrowia prokreacyjnego, jest podawana kwartalnie. ”Ostatnie dane na koniec I kwartału: 600 par” – głosi wpis na Twitterze. Odpowiedź ta jednak nie odnosi się wprost do pytania, które zadał Bartosz Arłukowicz. Co ciekawe, to samo pytanie zadała Ministerstwu Gazeta Wyborcza. Do tej pory nie otrzymała na nie odpowiedzi.

Przypomnijmy, że program ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił dotychczasowe rządową refundację procedury zapłodnienia pozaustrojowego, wystartował we wrześniu 2016 r. Opiera się na  naprotechnologii i – zdaniem ministra – „nie budzi takich emocji etycznych jak in vitro”. W tej sytuacji na dofinansowanie in vitro zdecydowały się niektóre samorządy – m.in. w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Gdańsku i Słupsku.

POLECAMY TEŻ: Dofinansowanie in vitro 

Źródło: gazeta.pl, twitter.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.