Przejdź do treści

Plusy i minusy ustawy o leczeniu niepłodności

ivf.jpg

Kto może skorzystać z in vitro a kto nie? Czy możliwe będą badania genetyczne pozwalające ustalić płeć dziecka? Czy dawstwo komórek rozrodczych i zarodków będzie zupełnie anonimowe? Na te i inne pytania odpowiedź znaleźć można w ustawie o leczeniu niepłodności, której zapisy zaczną obowiązywać od listopada 2015 r.

Zapisy ustawy o leczeniu niepłodności uwzględniają dyrektywy Unii Europejskiej, obowiązujące we wszystkich państwach członkowskich. Określają m.in. zasady ochrony zarodka i komórek rozrodczych; sposoby i procedury leczenia; warunki dawstwa, pobierania, przetwarzania, testowania i przechowywania komórek rozrodczych oraz zarodków.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tylko pary

Zgodnie z ustawą, leczenie niepłodności metodą in vitro będzie możliwe w przypadku małżeństw i par w związkach nieformalnych, po wyczerpaniu innych metod leczenia. Będzie można je podjąć nie wcześniej niż po roku bezskutecznych starań o dziecko. Wyjątkiem będą sytuacje, w których wiadomo jest, że inne metody niż in vitro nie mają szansy powodzenia. Prawo uniemożliwi korzystanie z in vitro singielkom. Co więcej, dla samotnych kobiet, które mają już zamrożone zarodki lub komórki jajowe będzie działać wstecz. Od listopada nie będą mogły bez partnera dokończyć procedury in vitro – czyli urodzić dziecka z utworzonego wcześniej i zamrożonego zarodka.

Liczba tworzonych zarodków

Ustawa ograniczy liczbę tworzonych zarodków. Będzie można zapłodnić sześć komórek jajowych. Przy większej liczbie zarodków podwyższa się prawdopodobieństwo wybrania tego najlepszego, który ma największe szanse na zagnieżdżenie w macicy i dalszy rozwój. Ponadto zostanie znacznie ograniczona liczba zarodków, które mogą zostać zamrożone i wykorzystane w kolejnym cyklu leczenia, w przypadku niepowodzenia pierwszego. – Przy aktualnie wykorzystywanych technikach krioprezerwacji, odsetek ciąż uzyskiwanych z zamrożonych  zarodków jest porównywalny ze skutecznością transferów ze świeżych zarodków, pochodzących z tego samego cyklu stymulacji. Ograniczenie liczby tworzonych zarodków zmniejszy skuteczność zabiegów – kobiety będą przechodzić większą liczbę procedur stymulacji jajników, by zajść w ciążę – mówi Bartłomiej Wojtasik, kierownik laboratorium embriologicznego z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu. Co więcej, kobietom poniżej 35. roku życia podawany będzie jeden zarodek. Do tej pory o liczbie podawanych zarodków decydowały względy medyczne. – Zazwyczaj podawaliśmy jeden zarodek, ponieważ ciąża mnoga jest większym obciążeniem zarówno dla zdrowia matki, jak i potomstwa. W uzasadnionych medycznie przypadkach, by zwiększyć prawdopodobieństwo zajścia w ciążę, pacjentce podawane były dwa zarodki – mówi lek. med. Robert Gizler z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu.

Badania genetyczne nie „na życzenie”?

Ustawa jednoznacznie mówi, że badania genetyczne zarodków wykonywane są wyłącznie ze wskazań medycznych i decyduje o nich lekarz. Oznacza to, że zlecane są tylko po to, by wykluczyć zaburzenia genetyczne. -To bardzo dobry zapis – rozwiewa wszelkie wątpliwości co do tego, że lekarze mogą wykonywać badania genetyczne na prośbę pacjenta, by później selekcjonować podawane zarodki „na życzenie” ze względu na płeć lub cechy wyglądu. Kliniki nigdy tego nie robiły, niemniej jednak bardzo dobrze, że ta kwestia znalazła się w ustawie. Na pewno odbierze to argument przeciwnikom leczenia in vitro, którzy używają tego niedorzecznego argumentu – mówi lek. med. Robert Gizler, specjalista ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu.

Zarodki do adopcji

Jedną z regulacji, która dotyka etycznej strony in vitro jest rozstrzygnięcie losu niewykorzystanych zarodków. Do tej pory pary miały dwie możliwości – przechowywanie zamrożonych embrionów w klinice lub oddanie ich do „adopcji”. Po zmianach, niewykorzystane zarodki po dwudziestu latach będą trafiać do centralnego banku dawstwa – para starci do nich prawa. Będzie też miała możliwość wcześniejszego anonimowego przekazania embrionów innym osobom borykającym się z problemem niepłodności.

Monitoring liczby dzieci urodzonych z dawstwa

Dawstwo komórek rozrodczych i zarodków pozostanie anonimowe. Ministerstwo Zdrowia będzie prowadzić rejestr, w którym znajdą  wybrane dane dotyczące dawców: data i miejsce urodzenia dawcy oraz wyniki badań. Każdemu dawcy, w klinice, nadany zostanie indywidualny numer. Kliniki będą monitorować i raportować liczbę urodzeń, i na tej podstawie umożliwiać dawcom dalsze oddawanie komórek.  – To dobra informacja dla biorców. Daje im gwarancję, że z oddanych komórek będzie mogło urodzić się nie więcej niż dziesięcioro dzieci – dodaje lek. med. Robert Gizler z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu.
 
Koniec z przesuwaniem macierzyństwa

Do tej pory kobiety, które nie były jeszcze gotowe na macierzyństwo, czy to ze względów finansowych czy z powodu braku odpowiedniego partnera, mogły odsunąć decyzję w czasie. Umożliwiała to metoda zabezpieczenia płodności, polegająca na zamrażaniu komórek jajowych. W odpowiednim dla kobiety czasie były ogrzewane i zapładniane w procedurze in vitro. Zgodnie z ustawą, taką możliwość będą miały jedynie kobiety, u których choroba i jej leczenie, takie jak na przykład terapia onkologiczna, mogą uszkodzić układ rozrodczy.
Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dofinansowanie in vitro z budżetu miasta? Zielona Góra ma już projekt

dofinansowanie in vitro z budżetu miasta w Zielonej Górze
Fotolia

Działacze SLD, Lubuskie Stowarzyszenie na Rzecz Kobiet BABA oraz mieszkańcy Zielonej Góry chcą dofinansowania in vitro z budżetu miasta. Liczą, że stworzony przez nich projekt uchwały podpiszą wkrótce zielonogórscy radni.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wyjaśnił Radosław Brodzik z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, inicjatywa skierowana jest do mieszkańców miasta pomiędzy 20 a 42 rokiem życia. – To przede wszystkim szansa dla par, które od kilku lat bezskutecznie próbują powiększyć rodzinę – tłumaczy.

Dochody osób chętnych do wzięcia udziału w programie nie byłyby brane pod uwagę. Pary powinny natomiast pozostawać w związku małżeńskim lub partnerskim i być mieszkańcami Zielonej Góry.

– Jedną z pierwszych decyzji, jaką podjął rząd PiS było wstrzymanie leczenia niepłodności metodą in vitro w Polsce – mówi Cezary Wysocki, wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zielonej Górze.

– Dlatego wiele samorządów w Polsce postanowiło wziąć to obciążenie na swoje barki. Z tego miejsca apeluję również do radnych klubu Platforma Obywatelska i Zielona Razem o wsparcie tego projektu. Widzieliśmy, jak dumnie uczestniczyli oni w protestach, organizowanych przez kobiety w obronie ich praw. Ze względu na to powinni się podpisać pod tym projektem.

Dofinansowanie in vitro z budżetu miasta

Na temat dofinansowania procedury in vitro z budżetu miasta wypowiedział się prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki. – Mamy w mieście od kilku lat program leczenia niepłodności – mówi prezydent. – Corocznie wspieramy szpital w tej kwestii. Z sukcesami, bo z tego wsparcia urodzili się już zielonogórzanie. Nie robimy tego po to, żeby się chwalić, ale po to, by rozwiązywać problemy. Nikt z tych osób, które stworzyły projekt uchwały, ze mną nie rozmawiał. A przecież wtedy moglibyśmy pokazać, co robimy w tej dziedzinie. I nie mówię tu już tylko o wsparciu leczenia niepłodności, ale i wyprawce dla każdego małego mieszkańca miasta czy o karcie zgranej rodziny.

Pomysłodawcy szacują, że z programu leczenia niepłodności metodą pozaustrojowego zapłonienia skorzysta ok. 60 par. Projekt uchwały być może trafi pod obrady już w listopadzie.

Zobacz także:

Refundacja in vitro w Szczecinku. Zobacz, czy spełniasz wymogi

Miejski program in vitro rusza w październiku w Gdańsku

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Lubuska, Rynek Aptek, Radio Zachód

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dzieci z in vitro tyją szybciej niż rówieśnicy – twierdzą naukowcy z ESHRE

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Dzieci poczęte metodą zapłodnienia pozaustrojowego więcej przybierają na wadze – wynika z badań European Society of Human Reproduction and Embryology.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

 Pierwsze dziecko z in vitro przyszło na świat 39 lat temu. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganej reprodukcji (ART) urodziło się około 6,5 miliona dzieci na świecie.
– Dopiero teraz mamy pierwsze dane dotyczące długoterminowego wpływu wspomaganej reprodukcji na zdrowie poczętych w ten sposób ludzi – twierdzą badacze z European Society of Human Reproduction and Embryology (ESHRE).

BMI dzieci z in vitro

Heleen Zandstra z Centrum Medycznego w Maastricht (Holandia) i jej zespół prowadzili badania nad 136 niemowlętami, rejestrując w wieku 9 lat ich wzrost, wagę i zawartość tkanki tłuszczowej, a także tętno i ciśnienie krwi. Badaczy zaskoczyło, że poczęte in vitro dzieci niezależnie od rodzaju stosowanego pokarmu były niemal tej samej długości ciała.  Natomiast różniły się współczynnikiem BMI, czyli współczynnikiem masy ciała do wzrostu.  Grupa, która urodziła się lżejsza miała BMI niższe średnio o 0,9 od urodzonych, jako cięższe. Oznaczało to różnicę wagi wynoszącą przeciętnie 2 kilogramy.

Jednak obie grupy dzieci poczętych metodą in vitro były cięższe od przeciętnych 9-latków żyjących w podobnych warunkach i miały więcej tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej.

Czy dzieciom z in vitro grozi otyłość?

Biorąc pod uwagę, że cięższe dzieci najprawdopodobniej stają się otyłe w późniejszym okresie życia, wyniki są niepokojące”- uważa Zandstra, która w lipcu w Szwajcarii przedstawiła swoje odkrycia podczas corocznego zjazdu European Society of Human Reproduction and Embryology.

Podczas tej samej konferencji Tomoya Hasegawa z Tokio Medical University przedstawił swoją analizę dotyczącą 1830 japońskich dzieci. W Japonii obecnie jedno na 30 dzieci poczętych jest za pomocą metody wspomaganej reprodukcji.
Jego zespół stwierdził, że niemowlęta poczęte przy użyciu ART były cięższe, niż naturalnie urodzone niemowlęta, gdy się urodziły, ale po 18 miesiącach nie było żadnej różnicy. Jednakże dzieci z in vitro były cięższe w wieku 6 lat, co Hasegawa uznał za zaskakujące.

Według jednej z teorii wspomaganie płodności może wpływać na przyszłe zdrowie człowieka, zmieniając aktywność genów w rozwijającym się embrionie.

Jednak możliwe jest również, że różnice zdrowotne u osób poczętych in vitro nie wynikają z zastosowanych technik, ale mają związek z niepłodnością rodziców.

Spora grupa naukowców uważa, że na razie zbyt wcześnie jest, by mówić o wpływie in vitro na zdrowie dorosłych. Louise Brown, pierwsza osoba urodzona dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu, ma zaledwie 39 lat.
Specjaliści uważają, że wspomaganie płodności jest bezpieczne – w końcu rodzą się dzięki niemu miliony dzieci. Trzeba natomiast monitorować te osoby, aby wychwycić ewentualne problemy w późniejszym życiu.

Źródło: PAP Nauka w Polsce

POLECAMY:

Naznaczone dzieci z in vitro

Rzecznik Praw Dziecka: przestańcie dyskryminować dzieci z in vitro

Najnowszy Magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

Małgorzata Rozenek o in vitro
Instagram - @m_rozenek

Od czasu ślubu gwiazdy TVN Małgorzaty Rozenek-Majdan i Radosława Majdana, ze strony mediów nie milkną pytania odnośnie powiększenie rodziny. Plotki na temat rzekomej ciąży Małgosi pojawiały się już wiele razy, a sami zainteresowani przyznają, że mają już dosyć nachalnych pytań o planowane dziecko.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gwiazda do tej pory jedynie uśmiechem kwitowała kolejne doniesienia o powiększeniu rodziny. Jednak tym razem Małgosia i jej mąż zdecydowali się na szczere wyznanie. W rozmowie z magazynem Viva! poruszyli temat trzeciego dziecka i przyznali, że jest to dla nich bardzo intymna sprawa.

Gwiazda przyznała, że chciałaby skorzystać z metody in vitro, jednak nie jest to łatwy proces.

Małgorzata Rozenek o in vitro: to wymaga czasu

Zdarza się, że słyszę „musisz urodzić trzecie dziecko”. (…)To mnie stawia w bardzo niezręcznej sytuacji – zdradziła.

– To są słowa, które dotykają mojej intymności, a ponieważ zdaję sprawę z tego, że to niełatwa sytuacja, próbuję nadać temu lekki ton. A tak naprawdę to jest dla nas bardzo trudne. Procedura in vitro jest skomplikowana, wymaga czasu. Nie chcę, żeby to było pooddawane ciągłej dyskusji publicznej – powiedziała Małgosia w wywiadzie dla Vivy!

Złośliwi twierdzą, że to Radek nalega na dziecko, natomiast dla jego żony ważniejsza jest kariera. Rozenek szczerze przyznała, że tego typu insynuacje są dla niej bardzo krzywdzące.

Małgorzata Rozenek-Majdan ma już dwójkę dzieci. Swoich synów- Stanisława i Tadeusza urodziła dzięki metodzie in vitro. We wrześniu Małgosia i Radek obchodzili pierwszą rocznicę ślubu.

Zobacz także:

Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Kobieta, której George Michael opłacił in vitro urodziła dziecko

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

In vitro
In vitro

Irytuje mnie, gdy słyszę wypowiedzi niektórych osób, które przekonują, że in vitro to nie jest  żadną terapią, bowiem nie rozwiązuje problemu jakim jest niepłodność. O dyskryminacji osób korzystających z in vitro w naprawdę mocnych słowach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przecież nie jest to jedyna procedura medyczna, która działa właśnie na takiej zasadzie, czyli osiąga efekt terapeutyczny, ale nie likwiduje pierwotnego problemu. Nie trzeba szukać daleko aby przytoczyć inne przykłady powszechnie uznawanych procedur medycznych, które działają dokładnie tak samo, jak in vitro.

Na przykład zastrzyki z insuliny stosowane w leczeniu cukrzycy nie wyleczą przecież trzustki, ale wyręczą ją w wypełnianiu zadań, a co za tym idzie efekt terapeutyczny zostanie osiągnięty. Podobnie proteza nogi nie sprawi, że utracona noga nagle odrośnie, ale umożliwi w miarę normalne funkcjonowanie i poprawi komfort życia. Jakoś nie słychać głosów, że należy zaprzestać stosowania protez czy insuliny gdyż są przeciwko naturze.  Uznawanie jedynie procedury in vitro jako jedynej będącej przeciw naturze jest niesprawiedliwe i krzywdzące.

In vitro: procedura medyczna lecząca niepłodność

In vitro to przecież nic innego jak jednak z procedur medycznych, której celem jest osiąganie efektu terapeutycznego głównie w stosunku do osób borykającą się z problemem niepłodności. A niepłodność jest oczywiście chorobą, która jak każda inna znalazła swoje miejsce w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Jako N97 oznaczona jest niepłodność kobiet a jako N46 mężczyzn. Dla odmiany cukrzyca insulinozależna to E11. Dlaczego zatem twierdzić, że leczenie jednej z chorób jest właściwe i zgodne z naturą i godnością człowieka, a innej już nie? Kto i dlaczego ma prawo podejmować takie decyzje?!

Czytaj też: Ostatnia szansa na vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia? 

In vitro: kto płaci za tę chorobę?

Moim zdaniem kluczowe jest, aby zacząć patrzeć na in vitro jako na metodę terapeutyczną, a  niepłodność zacząć postrzegać jak jedną z wielu chorób. Wystarczy już, że zapłodnienie in vitro nie jest refinansowane ze środków publicznych.

Przecież osoby borykające się z problemem niepłodności płacą normalne składki na NFZ, a jednak za leczenie swojej przypadłości muszą dodatkowo płacić ogromne pieniądze. Być może osoby takie wolałby aby NFZ przestał refundować operacje bariatryczne (odchudzające) a zaczął refundować kosztowne leczenie niepłodności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że problem niepłodności pomijając oczywistą konsekwencję niemożliwości posiadania potomstwa, wiąże się z szeregiem problemów natury psychicznej jak depresja oraz może utrudniać normalną egzystencje w społeczeństwie. Dokładnie tak, jak paraliż nóg utrudnia egzystencję w społeczeństwie osobie bez wózka inwalidzkiego. Nikt jednak nie krzyknie, że wózek inwalidzki jest wbrew naturze!

In vitro a protesty obrońców życia

O społecznej ignorancji dla problemu in vitro świadczą niewątpliwie protesty tak zwanych obrońców prawa do życia, którzy demonstrują z plakatami zamrożonych kilku miesięcznych płodów. Przecież zarodek jaki bierze udział w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wygląda diametralnie inaczej.

To tylko kilka komórek, z której może lecz nie musi niestety powstać nowe życie. Osoby leczące się w klinikach in vitro byłby wielokrotnie bardziej szczęśliwe, gdyby transferowane zarodki wyglądały tak jak na plakatach przeciwników in vitro bowiem zapewne szansa  na ciąże z takich zarodków byłaby zdecydowanie większa. Tak jednak nie jest, a podany zarodek wcale nie musi zagnieździć się w macicy przyszłej matki… Dokładnie jak przeszczep narządu może, ale nie musi się przyjąć…

Złote rady o adopcji zamiast in vitro

Fatalnym jest gdy osoby borykające się z problemem niepłodności słyszą od innych osób „złote rady” , że mogą adoptować sobie dziecko.  Szkoda tylko, że osoby dające takie rady same nie adoptują dziecka. Domy dziecka wtedy nie byłyby tak przepełnione, bowiem wiele jest osób dających takie wspaniałe rady. Przecież adopcja to bardzo skomplikowana sprawa, o wiele bardziej złożona w porównaniu z posiadaniem biologicznego dziecka. Po pierwsze nie każdy jest gotowy aby zdecydować się na adopcje. Po drugie dzieci adoptowane często mają różne problemy zdrowotne, a nie każdy jest gotów wziąć na wychowanie chore dziecko. Decyzja o ewentualnej adopcji jest sprawą indywidualną każdego człowieka, i na pewno nie należy dawać rad tego typu osobom mającym problemy z płodnością. Dokładnie tak samo jak obrońcy życia walczą o zakaz aborcji chorych płodów, ale jednak sami nie ustawiają się w kolejce, aby adoptować chore dzieci. Najłatwiej zawsze decyduje się za innych czy ocenia postępowanie innych osób…

Czytaj też: Adopcja a niepłodność

In vitro: dyskryminowane społecznie

Jak już wcześniej pisałem in vitro wiąże się z ogromnymi kosztami, a nie jest refundowane przez Państwo. W związku z powyższym nie każdego stać na taką droga terapię. Niektórzy decydują się spróbować zebrać środki w internecie w ramach finansowania społecznościowego, które tak doskonale sprawdza się w przypadku innych chorób. Niestety, przeważnie napotykają na ogromne niezrozumienie i wiele negatywnych uwag. Często słyszy się, że skoro nie stać ich na in vitro to jak ma być ich stać na utrzymanie dziecka i że w związku z tym nie powinni go mieć. Czy na pewno tak jest, że utrzymanie dziecka kosztuje 60 tys rocznie czyli 5 tysięcy miesięcznie? Skąd taka kwota? Tyle bowiem potrafią kosztować dwa cykle terapii in vitro połączone z zaawansowaną diagnostyką. Takie dwie terapie z powodzeniem można odbyć w ciągu jednego roku. Czy zatem na pewno porównanie kosztów terapii in vitro do utrzymania dziecka jest zasadne? Poza tym niezrozumiałym wydaje się być, że finansowanie społecznościowe sprawdza się do zbierania środków na chore dzieci, a nie sprawdza się gdy ktoś chce zebrać środki na to aby mieć zdrowe dziecko dzięki in vitro, a co za tym idzie nie musieć zbierać pieniędzy na jego leczenie.. Czy na pewno nie lepiej zapobiegać niż leczyć ? Nie ma też niestety żadnych fundacji które umożliwiłyby zbieranie 1% podatku na leczenie niepłodności. Dlaczego tak choroba jest tak bardzo dyskryminowana społecznie?

In vitro: nie tylko na niepłodność

Kończąc należy podkreślić, że in vitro nie jest tylko i wyłącznie dedykowane osobom borykającą się z problemem niepłodności rozumianej jako niemożliwość zajścia w ciążę. In vitro umożliwia badanie genetyczne już na etapie blastocysty umożliwia wczesne wykrycie chorób przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu można sprawić, że dziecko narodzone będzie pozbawione ciężkiej choroby a co za tym idzie cierpienia, bólu czy nawet  przedwczesnej śmierci. Przecież żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko cierpiało czy spędzało życie w szpitalu zamiast na placu zabaw. Dlaczego zatem nie miałby uchronić go od tego dzięki analizie genetycznej w stadium blastocysty? Obrońcy życia pewnie stwierdzą, że efektem takiej analizy jest to, że chore zarodki pozostają zamrożone w klinikach leczenia niepłodności co jest nieludzkie. Żaden problem, mogą przecież zgłosić się sami do takiej kliniki i adoptować taki zamrożony zarodek, a potem patrzyć jak cierpi po narodzeniu. Ale nie.. przecież osoby podnoszące takie argumenty mają przeważnie swoje cudowne bezproblemowe życie i gromadkę zdrowych dzieci. Dzięki temu mają czas aby oceniać pod względem moralno-etycznym postępowania innych…  Przecież gdyby siedzieli 24 godziny na dobę w szpitalu z chorym dzieckiem nawet przez głowę by im nie przyszło, że mogą stanąć na ulicy z absurdalnym transparentem pokazującym zamrożone kilkumiesięczne dzieci… Ale zdecydowanie prościej ocenia się innych, gdy samemu nie ma się pojęcia o tym co to znaczy mieć chore dziecko czy wyprawić swojemu dzieciątku pogrzeb zamiast imprezę na pierwsze urodziny…

In vitro pozwala uniknąć cierpienia zarówno dziecka jak i rodzica, cierpienia zarówno psychicznego oraz fizycznego i tak należy na nie patrzyć. Nie można też zastąpić go naprotechnologią, bowiem problemy które może rozwiązać zapłodnienie pozaustrojowe są zupełnie innego kalibru, niż te na które może pomóc obserwacja ciała kobiety….

Mam nadzieję, że społeczne postrzeganie in vitro w końcu się zmieni a osoby skazane na tą terapię dostaną należne społeczne wsparcie a nie potępienie..

Autor: Kacper K. bloger, który pisze o staraniach właśnie z in vitro z PGD po stracie dwóch córek http://facet-o-invitro.pl/

POLECAMY:

Rokowania w leczeniu niepłodności – najnowsze badania ESHRE

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.