Przejdź do treści

Naukowcy znaleźli nową przyczynę niepłodności i poronień. Odkrycie pomoże w diagnozie i leczeniu par

plemniki a poronienie
fot. Fotolia

Hiszpańscy naukowcy odkryli właśnie strukturę w plemniku, która może być odpowiedzialna za niepłodność, poronienia i wady wrodzone płodu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Strukturą, o której mowa, jest centriola. Anomalia odkryta w tej strukturze może przyczynić się do niepłodności, poronień i wad wrodzonych – twierdzą badacze.

Zobacz także: Nieprawidłowa ruchliwość plemników: co musisz o niej wiedzieć?

Plemniki a poronienie

Najświeższe badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Toledo pokazują, że w procesie zapłodnienia ojciec przekazuje dziecku dwie, a nie jak do tej pory sądzono jedną centriolę.

To badanie jest znaczące, ponieważ anomalie w budowie i funkcji nietypowej centrioli mogą być źródłem niepłodności nieznanego pochodzenia u par, które wyczerpały już wszystkie metody leczenia – powiedział dr Tomer Avidor-Reiss z wydziału Nauk Biologicznych na Uniwersytecie Toledo.

– Może również odgrywać rolę we wczesnych poronieniach i pojawieniu się defektów rozwoju zarodka – dodał.

Zobacz także: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Mała rzecz o dużym znaczeniu

Centriola to organellum komórkowe kształtem przypominające rurę. Ta obecna w komórce struktura potrzebna jest do podziału cytoplazmy.

Centriola to istotna struktura komórkowa produkowana wyłącznie przez ojca. Stanowi ona źródło wszystkich centrioli w komórkach, które tworzą ciało człowieka.

Aby przeżyć, zygota potrzebuje dwóch centrioli. Wcześniej uważano, że poprzez spermę do jajeczka przenoszona jest tylko jedna centriola, która następnie ulega duplikacji. Dlaczego do tej pory naukowcy mieli błędne wyobrażenie?

– Zostało to przeoczone, ponieważ jest ona [centriola – red.] zupełnie inna od poznanej już centrioli pod względem struktury i składu białkowego – wyjaśnił Avidor-Reiss.

Póki co nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób dodatkowa centriola wpływa na problemy z płodnością. To odkrycie może jednak otworzyć drogę do nowych ścieżek diagnostyki i strategii w leczeniu niepłodności męskiej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: http://utnews.utoledo.edu

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dlaczego choruję na Hashimoto? O najczęstszych objawach i przyczynach choroby opowiada dr Izabella Wentz

Hashimoto- wywiad z dr Izabellą Wentz
fot. Unsplash- Kinga Cichewicz

Z doktor Izabellą Wentz, autorką książki „Hashimoto. Jak w 90 dni pozbyć się objawów i odzyskać zdrowie”, farmaceutką, rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak często występuje choroba Hashimoto?

Na chorobę Hashimoto cierpi 13–28% populacji, w zależności od rodzaju przeprowadzonych badań. Jest to najczęstsza choroba autoimmunologiczna i przyczyna niedoczynności tarczycy w Stanach Zjednoczonych. Jest do ośmiu razy bardziej powszechna wśród kobiet i często nie zostaje rozpoznana.

Czym jest Hashimoto?

Hashimoto to choroba autoimmunologiczna, która ma wpływ na gruczoł tarczycy. System odpornościowy chorego rozpoznaje tarczycę jako intruza i zaczyna ją atakować. Jeżeli będzie ją atakować przez długi czas, tarczyca ulegnie zniszczeniu i nie będzie już mogła wyprodukować wystarczającej ilości hormonów, co poskutkuje niedoczynnością tarczycy.

Zobacz także: Jak rozpoznać chorobę Hashimoto?

Jakie są objawy Hashimoto?

Do objawów zalicza się stany lękowe, depresję, poronienia, zwiększenie masy ciała, spowolnienie umysłowe, apatię, zmęczenie, uczucie chłodu, wypadanie włosów, suchość skóry, zaparcia, skurcze mięśni, nieregularne miesiączki, niepłodność, osłabienie.

Jak można zdiagnozować tę chorobę?

Aby zdiagnozować Hashimoto, należy wykonać badania krwi, USG tarczycy, dobrze też jest zrobić dodatkowo biopsję tarczycy. Badania krwi są najprostsze i najbardziej dostępne dla większości ludzi – wśród nich polecam wykonać testy THS, FT3, FT4, przeciwciała anty-TPO.

Jakie jest konwencjonalne podejście do choroby?

Jeżeli tarczyca nie produkuje wystarczającej ilości hormonów, w konwencjonalnym podejściu pacjentowi podaje się syntetyczne hormony tarczycy. To podejście nie powstrzymuje jednak rozwoju choroby, pomija podstawowe przyczyny i zaburzenia obecne przy tej chorobie, co często prowadzi do sytuacji, w której pacjent nadal zmaga się z objawami.

Zobacz także: Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

Jakie są główne przyczyny Hashimoto?

Odkryłam, że istnieje sześć różnych przyczyn Hashimoto, a wśród nich należy wymienić nietolerancje pokarmowe, niedobór składników odżywczych, niezdolność radzenia sobie ze stresem, podatność organizmu na działanie toksyn, zespół nieszczelnego jelita i przewlekłe infekcje.

Do „typowych” objawów niedoczynności tarczycy należą wzrost masy ciała, nietolerancja na zimno, wypadanie włosów, zmęczenie i zaparcia. Chory jest uwięziony w błędnym kole przeciążonego systemu immunologicznego, niedoczynności nadnerczy, dysbakteriozy jelit, zaburzeń trawienia, stanów zapalnych i zaburzeń uwalniania hormonów tarczycy. Cykl ten będzie powodował coraz więcej objawów, dopóki nie przerwie go zewnętrzny czynnik.

Większość chorych na Hashimoto będzie również cierpieć na refluks, niedobory składników odżywczych, anemię, zespół nieszczelnego jelita, nietolerancje pokarmowe, problemy z dziąsłami, hipoglikemię.

Zmiana stylu życia, o której mowa w mojej książce, ma na celu zlikwidowanie tego błędnego koła krok po kroku. Zaczynamy od najprostszych modyfikacji, eliminując „zapalniki” i naprawiając uszkodzone systemy w celu przywrócenia równowagi i pozwalając tym samym naszemu ciału na regenerację.

Zobacz także: Wpływ witaminy D na chorobę Hashimoto

Dlaczego kobiety częściej chorują na Hashimoto?

Dużą rolę odgrywają żeńskie hormony w trzech ważnych momentach życia kobiety – co oznacza, że z większym ryzykiem wystąpienia Hashimoto mamy do czynienia podczas dojrzewania, w trakcie ciąży i menopauzy. Hormony płciowe, a zwłaszcza estrogeny i prolaktyna, pełnią istotną funkcję w modulowaniu układu immunologicznego i mogą wpływać na choroby autoimmunologiczne.

Estrogeny mogą również zmieniać zapotrzebowanie na hormony tarczycy i przyczynić się do powstania choroby autoimmunologicznej, zwłaszcza gdy występują niedobory składników odżywczych.

Prolaktyna, która wydzielana jest w okresie karmienia piersią, może być również podwyższona u osób z Hashimoto i przyczynić się do niepłodności i pojawienia się przeciwciał przeciwtarczycowych.

Według innej teorii, do rozwoju choroby przyczyniają się produkty do pielęgnacji ciała, które zawierają toksyny. Kobiety używają średnio 12 takich produktów, a mężczyźni tylko sześciu.

Istnieje jeszcze teoria adaptacji fizjologicznej, która sugeruje, że w naszych ciałach rozwijają się choroby chroniczne w celu dostosowania się do życia w określonym środowisku, odgrywają więc rolę ochronną. Nasze ciała ewoluowały lub zostały zaprogramowane w taki sposób, by osiągnąć dwa główne cele: po pierwsze, aby przetrwać, a po drugie, aby się rozmnażać i zapewnić gatunkowi przetrwanie.

Wróćmy jednak do zagadnienia częstszej zapadalności kobiet na choroby autoimmunologiczne. Wiemy, że ciężar wydania na świat nowego życia spoczywa na kobiecie. To oznacza, że będzie ona szczególnie wrażliwa na cechy środowiska, aby zyskać pewność, że nastąpił odpowiedni czas do reprodukcji. Ponadto ciąża to duży szok dla organizmu, a ten potrzebuje odpowiednich zasobów. Jeżeli są one niewystarczające, łatwiej będzie przetrwać, jeśli nie będziesz w ciąży. Niepłodność jako skutek uboczny choroby tarczycy być może służy temu, aby przetrwać.

Do naszego ciała dociera wiadomość: „nie jesteś tu bezpieczna, to nie jest dobry czas na prokreację. Pomogę ci przetrwać ciężką zimę poprzez spowolnienie metabolizmu. To pozwoli ci na przybranie wagi w czasie, gdy zapasy pożywienia są małe. Sprawię też, żebyś czuła zimno i zmęczenie, abyś nie wychodziła ze swojej jaskini. Dzięki temu będziesz bezpieczna”.

Zobacz także: Woda dla chorych na Hashimoto? Sprzedają ją w Polsce!

Czy jest różnica między objawami choroby Hashimoto u kobiet i u mężczyzn?

Oprócz uczucia zmęczenia, nietolerancji na zimno, przyrostu wagi i „typowych” objawów przy Hashimoto i niedoczynności tarczycy u mężczyzn można zaobserwować spadek libido, depresję, wysoki poziom cholesterolu, zmniejszoną częstotliwość porannych erekcji, trudności z zapuszczeniem zarostu, problemy z erekcją czy spadek masy mięśniowej. Mogą się również pojawić problemy z płodnością. Niektóre z tych objawów mogą się wiązać z niskim poziomem testosteronu.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Hashimoto- wywiad z dr Izabellą Wentz

Ekspert

Dr Izabella Wentz

Doktor farmacji, międzynarodowa ekspertka w zakresie chorób tarczycy – sama od 2009 roku ma zdiagnozowaną chorobę Hashimoto. Jest autorką bestsellerów z listy New York Timesa. Doktor Wentz zajmuje się zwiększaniem świadomości na temat chorób autoimmunologicznych, prowadząc warsztaty i szkolenia dla pacjentów oraz lekarzy.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Miał zastąpić dofinansowanie in vitro, okazał się fiaskiem. Nie tylko przez długie procedury

Smutna para w łóżku; kobieta trzyma w dłoni test ciążowy /Ilustracja do tekstu: Program prokreacyjny okazał się fiaskiem. wszystko przez procedury?
Fot.: Fotolia.pl

Program prokreacyjny, który w 2016 roku zastąpił rządowe dofinansowanie in vitro, zapowiadany był jako pierwszy projekt, który zapewni kompleksowe i skuteczne wsparcie dla wielu par, które zmagają się z niepłodnością. Dziś już wiadomo, że jego założenia były nierealne – do tej pory udało się bowiem pomóc tylko garstce pacjentów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wynika z przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli analizy realizacji budżetu Ministerstwa Zdrowia za 2017 r., w ubiegłym roku z programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego skorzystało zaledwie… 107 par. To blisko 10 razy mniej, niż zakładał rząd. Na diagnostykę przeznaczono zaś w badanym okresie 1,7 proc. ogółu zaplanowanych środków, podczas gdy na inne cele – 58,4 proc. – donosi „Rzeczpospolita”.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Program prokreacyjny nie dla wszystkich. Kto nie skorzysta z leczenia niepłodności?

Program prokreacyjny: cele nie do zrealizowania?

Warto przypomnieć, że program prokreacyjny zastąpił zakończony w czerwcu 2016 r. rządowy program refundacji in vitro. Ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który był pomysłodawcą zmian, wskazywał przed dwoma laty, że nie ma potrzeby wydawania ponad 90 mln zł rocznie na in vitro, które „budzi bardzo zasadnicze opory etyczne dużej części społeczeństwa„.

Program prokreacyjny  przewidywał inny rodzaj wsparcia: bogatą diagnostykę i szereg zabiegów inwazyjnych, takich jak histeroskopia czy laparoskopia, z wyłączeniem in vitro. W latach 2016-2020 roku na ten rodzaj pomocy dla niepłodnych par miało zostać wykorzystane ponad 100 mln zł.

Choć pacjentki i pacjenci liczyli na wiele, ich nadzieje okazały się płonne. W momencie ogłoszenia nowego projektu nie zakończono jeszcze procedur, które umożliwiałyby przyjmowanie pacjentów w nowo otwartych ośrodkach. Pierwsze pary zakwalifikowane do programu prokreacyjnego rozpoczęły diagnostykę dopiero w ostatnim kwartale 2017 roku.

Problem z dostępnością leczenia i diagnostyki w ramach programu prokreacyjnego wynika też z innych przyczyn. Jak zauważa Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”, do programu mogą zakwalifikować się tylko pary wcześniej niezdiagnozowane.

– To tak, jakby stworzyć program leczenia raka, ale zabronić udziału tym, którzy już wiedzą, że są chorzy – uważa.

Źródło: rp.pl, onet.pl, rynekzdrowia.pl

POLECAMY TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zagraża płodności, ciąży i życiu. Dziś nie można jej wyleczyć, ale zmieni to druk 3D

W Polsce są ponad 3 miliony diabetyków, z czego ponad 200 tys. osób zmaga się z cukrzycą typu 1.
Fot.: Jaron Nix /Unsplash.com

Polscy naukowcy opracowują rewolucyjne rozwiązanie dla pacjentów z cukrzycą typu 1. Nawet 20 tys. osób w Polsce może wkrótce zyskać szansę skorzystania z bionicznej trzustki wydrukowanej w 3D, która funkcjonowałaby jak prawdziwy narząd, produkujący insulinę i glukagon. To szansa na poprawę jakości życia chorych, odzyskanie zdrowia, a nawet płodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Cukrzyca typu 1 jest przewlekłą chorobą autoimmunologiczną, w której układ odpornościowy pacjenta atakuje zdrowe komórki trzustki. W następstwie tego szkodliwego działania trzustka przestaje produkować insulinę – hormon, który jest niezbędny do prawidłowego metabolizmu cukrów. To zaś prowadzi u chorego do hiperglikemii, która odbija się na funkcjonowaniu wielu układów i narządów. Przyczynia się m.in. do rozwoju retinopatii, nefropatii, schorzeń układów krwionośnego, pokarmowego i sercowo-naczyniowego, a także zaburzeń funkcji rozrodczych u kobiet i mężczyzn.

POLECAMY TEZ: Jakie należy wykonać badania przed zajściem w ciążę? [WIDEO]

Bioniczna trzustka: szansa dla tysięcy pacjentów z cukrzycą typu 1

Na cukrzycę (wszystkich typów) choruje obecnie 400 mln osób na świecie, a do 2040 roku będzie ich ponad 650 mln. W Polsce są ponad 3 mln diabetyków, z czego ponad 200 tys. osób zmaga się z cukrzycą typu 1. Leczenie dostępne dziś dla tej grupy chorych polega na stałym przyjmowaniu zastrzyków insulinowych, których celem jest utrzymanie właściwego poziomu cukru we krwi. To jednak działanie doraźne, które wymaga stałego monitorowania wyników.

W przypadku 5-10% chorych ratunkiem jest jedynie przeszczep trzustki. To oni mogliby najszybciej skorzystać z innowacyjnej terapii, nad którą – w ramach projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – pracują Polacy. Chodzi o… bioniczną trzustkę, wydrukowaną na drukarce 3D.

– Nikomu na świecie nie udało się wydrukować jeszcze całego narządu miąższowego, takiego jak wątroba, trzustka, nerka, serce, płuco czy nawet mięśnie, w takim stopniu, żeby można je było zastosować w praktyce klinicznej. My postanowiliśmy wydrukować bioniczną trzustkę (organ, który będzie produkował insulinę i glukagon), żeby móc leczyć pacjentów z cukrzycą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. n. med. Michał Wszoła, przewodniczący Rady Konsorcjum BIONIC.

CZYTAJ TAKŻE: Mija 51 lat od pierwszego przeszczepu w Polsce. Czy umiemy rozmawiać z bliskimi o dawstwie narządów?

Bioniczna trzustka dla pacjentów z cukrzycą. Ruszają testy

Trzustka z drukarki 3D miałaby zostać wytworzona w podobny sposób, jak drukuje się elementy kości. Konieczne jest jednak przygotowanie „rusztowania”, które pomagałoby utrzymać wyspy trzustkowe i umożliwiłoby ich funkcjonowanie.

Planowane jest zbudowanie trzustki na bazie wysp trzustkowych przekształconych z własnych komórek macierzystych chorego lub wysp pobranych od dawcy. W ten sposób zmniejszyłoby się ryzyko odrzucenia przeszczepu. Jak informują polscy badacze, obecnie planowane są doświadczenia na myszach.

– Chcemy zacząć wszczepiać płatki trzustkowe, czyli części, z której będzie się składała cała bioniczna trzustka, myszom bez układu immunologicznego. Zobaczymy, na ile to, co już w tym momencie wyprodukowaliśmy, jest funkcjonalne i na ile jest to w stanie odwrócić cukrzycę – tłumaczy dr hab. Michał Wszoła.

Trzustka z drukarki 3D: jak to działa?

Naukowcy donoszą, że plan druku narządu został już opracowany.

– Tak jak w normalnej drukarce 3D, mamy kartridże, ale zamiast tuszu wkładamy zawiesinę komórek, czyli komórek śródbłonka. W drugim biotuszu używamy komórek macierzystych, a do trzeciego biotuszu wkładamy małe wyspy trzustkowe. […] Przy pomocy odpowiednich dysz układamy to w odpowiedni wzór – tłumaczy przewodniczący Rady Konsorcjum BIONIC.

Obecnie wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniej biodrukarki. Konsorcjum prowadzi właśnie zbiórkę crowdfundingową, aby zebrać środki potrzebne na realizację swojego ambitnego zadania. Jednocześnie współpracuje z innymi ośrodkami, które chcą stworzyć bioniczne narządy.

ZOBACZ TEŻ: Jajniki z drukarki 3D przełomem w leczeniu niepłodności

Cukrzyca typu 1 a płodność

Choć nie każdy przypadek cukrzycy musi wiązać się z wystąpieniem problemów z płodnością, wiele badań wskazuje na takie powiązania. Szczególne zagrożenie dotyczy mężczyzn – zwłaszcza tych, u których choroba nie jest właściwie kontrolowana lub/i istnieje od wielu lat. Długie okresy hiperglikemii nasilają u panów stres oksydacyjny, który wpływa negatywnie na jakość nasienia.

Naukowcy zauważyli też, że cukrzyca typu 1 u mężczyzn może wywoływać zaburzenia naczyniowe wynikające z dysfunkcji śródbłonka naczyniowego, prowadzącej do problemów z erekcją. Przy niewyrównanej glikemii u diabetyków, którzy żyją z cukrzycą od wielu lat, występują też często: neuropatia w obrębie komórek nerwowych męskich narządów płciowych, nadciśnienie tętnicze i zaburzenia lipidowe, zwapnienia nasieniowodów oraz zmniejszenie całkowitej masy gruczołu krokowego. Co więcej, u 25% cukrzyków, którzy zmagają się z zaburzeniami erekcji, obserwuje się spadek całkowitego poziomu testosteronu.

Z kolei z badań przeprowadzonych przez naukowców z Hiszpanii wynika, że kobiety, które chorują na cukrzycę typu 1, mają statystycznie mniej potomstwa niż kobiety zdrowe. Eksperci uważają, że może to wynikać z szeregu czynników: towarzyszących cukrzycy zaburzeń gospodarki hormonalnej, wpływu choroby na decyzje prokreacyjne oraz czynników socjoekonomicznych.

Należy też pamiętać, że kontrola cukrzycy, polegająca na umiejętnym dozowaniu insuliny, nie jest zadaniem łatwym. Tymczasem nadmierna podaż tego hormonu (przewyższająca potrzeby organizmu) może prowadzić do hiperandrogenizmu, objawów PCOS lub insulinooporności, które stanowią dodatkowe zagrożenie dla płodności kobiety.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: PCOS a cukrzyca. Te dwie choroby są ze sobą powiązane

Cukrzyca typu 1 a ciąża

Cukrzyca typu 1 to także zagrożenie dla prawidłowego rozwoju płodu.

W okresie ciąży – w wyniku działania hormonów płciowych – u chorych nasila się insulinooporność, co w konsekwencji zaostrza przebieg schorzenia. Brak odpowiedniej terapii może wówczas doprowadzić do powikłań okołoporodowych, wystąpienia wad wrodzonych płodu, wielowodzia i stanów przedrzucawkowych, a czasem nawet poronienia.

Źródło: newseria.pl, badaniaprenatalne.pl, cukrzycapolska.pl

POLECAMY TEŻ: Ciąża po przeszczepie. Czy mogę starać się o dziecko?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dobry lekarz to skarb – czy istnieją idealni specjaliści od leczenia niepłodności?

uśmiechnięta lekarka kładzie dłoń na ręku pacjentki; w tle wynik badania macicy /Ilustracja do tekstu: Innowacyjne leczenie endometriozy
Fot. fotolia

Starania o dziecko wiążą się nieraz z licznymi wizytami w gabinetach medycznych, konsultacjami ze specjalistami wielu dziedzin, badaniami i zabiegami. Niezwykle ważna jest wtedy dobra relacja z lekarzami, którzy udzielają nam pomocy. Jaki jest „mój najlepszy lekarz” – poznaj doświadczenia pacjentek. Czy i twoja perspektywa jest podobna? 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak jest w twoim przypadku? Czy dostrzegasz kompetencje swojego lekarza i jego zaangażowanie? Wszystko to jest niezmiernie ważne w procesie walki z niepłodnością, która sama w sobie jest bardzo trudna. Na szczęście są specjaliści, którzy stają na wysokości zadania – jacy są więc lekarze idealni? 

Dobry lekarz a łzy szczęścia pacjentki

Dobry kontakt pomiędzy pacjentką starającą się o dziecko a opiekującymi się nią specjalistami jest nieraz podstawą pracy. Każda ze stron ma swój istotny wkład w leczenie, a współpraca i dążenie do tego samego celu potrafią zdziałać cuda. Znakomitym tego przykładem jest historia Marysi. Lata starań, siedem poronień, setki badań. Wciąż jednak była w niej wiara w to, że zostanie mamą. Wierzyli w to też jej bliscy i pomagająca jej pani doktor.

W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę.Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5–10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla spełniona dziś mama i dodaje: „Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc.

Badania wskazują, że 67% respondentów pozytywnie ocenia kompetencje lekarzy. 

Kiedy okazało się, że Marysia jest w ciąży, podczas wizyty, na której wszystko się potwierdziło, zapanowała ogromna radość. „Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!”. Dzisiaj Marysia dodaje: „Najlepszy lekarz – całe szczęście miałam okazję spotkać ta- kiego na swojej drodze i z całego serca polecam panią Kasię wszystkim moim znajomym”. Jak pokazuje jednak ta historia, poza kompetencjami ważny był także aspekt pracy w sferze psyche. Zdaje się, że wsparcie dawane przez lekarkę miało ogromny wpływ na to, jak czuła się Marysia i jak potoczyły się jej losy. „Tak, moja pani doktor miała bardzo dobre podejście psychologiczne, umiała wzbudzić zaufanie. Podczas każdej wizyty starała się doradzić, pomóc w wyborze odpowiedniego sposobu leczenia, a później już utrzymania i szczęśliwego donoszenia dzieciątka”. Co jest zatem z perspektywy Marysi najważniejsze? „Dobry lekarz powinien umieć wysłuchać wszystkiego, co pacjentka ma do powiedzenia, przedstawić wszystkie możliwe na daną chwilę rozwiązania, a także te na przyszłość, bo nadzieja w końcu umiera ostatnia! Najlepszy lekarz powinien rozumieć pacjentkę, jej cel, strach i rozterki. Nie powinien zaś krytykować, a niestety z takimi też miałam okazję się spotkać” – podkreśla. 

POLECAMY: Lekarz, czy lekarka- jakiego specjalistę wybrać podczas leczenia niepłodności

Dobry lekarz – pacjentka pod lupą

Kinga również miała za sobą nie najlepsze doświadczenia. Cztery lata starań, kilka prób inseminacji i przygotowania do in vitro. Kinga oraz jej mąż Mikołaj wiele przeszli na swojej drodze do rodzicielstwa, a co za tym idzie, mają za sobą przeżycia związane z różnymi specjalistami. Jaka jest zatem ich perspektywa? „Z mojego doświadczenia wiem, że idealny lekarz powinien mieć odpowiednią wiedzę, sprzęt i być miły dla pacjentki” – mówi Kinga i dodaje: „Podczas wizyt i badań u dwóch lekarzy słyszałam, że wszystko jest w porządku i mam nie myśleć o ciąży, tylko się starać. Obecny lekarz jest całkiem inny. Interesuje się pacjentką, doradza, proponuje, jest z nim kontakt o każdej porze i mogę zwrócić się do niego z każdą błahostką. Już pierwszą wizytę wspominam bardzo dobrze. Konkretnie przeprowadzony wywiad, badanie, wytłumaczenie, co będziemy robić, jakie badania należy wykonać oraz gdzie badania powinien zrobić mąż” – opisuje szczęśliwa dziś mama Ignasia, a jej opowieść podkreśla, jak bardzo w staraniach pomaga szczegółowe przyjrzenie się problemowi pacjentów. 

„Odbywałam częste wizyty na ocenie owulacji, które za każdym razem udowadniały mi, że lekarzowi wcale nie zależy na kasie, pomimo że były to wizyty prywatne. Nieraz pan doktor przy ocenie owulacji mówił, że dzisiaj mam nie płacić” – wypowiedź ta może być przykładem zaangażowania specjalisty, co potwierdza doświadczenie Kingi już z okresu porodu: „Przy skierowaniu na oddział lekarz kazał od razu dać znać, gdy urodzę. Przyszedł nawet zobaczyć mnie i synka oraz zapytać, jak się czujemy. Było to bardzo miłe”. Doświadczenie i odpowiednia wiedza były ważne także w przypadku lekarza męża Kingi. „Był to specjalista bardziej zabiegany niż mój. Po zobaczeniu wyników sam jednak proponował, co mamy zrobić, mówił, że trzeba spróbować inseminacji. Dawał też mężowi odpowiednie leki. Za wszystkim stały jednak zlecone wcześniej badania krwi, moczu i wiele innych” – opowiada kobieta i podsumowuje: „Odpowiednia wiedza w zakresie niepłodności, odpowiednie nastawienie do pacjentki, kontakt z nią i zainteresowanie. Ważne jest też rzeczywiste udzielanie jej jak najlepszej pomocy, a nie skazywanie z góry na przegraną”.

Czytaj też: Ile kosztuje in vitro w Polsce?

Dobry lekarz – kto szuka nie błądzi

Znakomitym dowodem na to, jak wiele znaczy zaangażowanie specjalisty i jak wiele sił może dodać, jest także historia Olgi. Szczęśliwa dziś mama dwójki dzieci nie od razu miała szczęście tra ć na wspierających lekarzy. Pełna frustracji i lęku postanowiła więc zasięgnąć porady od specjalistki, którą poleciła jej koleżanka. „Na wstępie ostrzegła mnie, że to lekarka pracująca metodą naprotechnologii. Wiedziałam jednak, że dzięki jej pomocy koleżance mającej problemy podobne do moich udało się zajść w upragnioną ciążę, więc czemu nie spróbować?”. To był strzał w dziesiątkę. 

„Po raz pierwszy ktoś faktycznie się mną zajął. Rozmawiał ze mną, tłumaczył. Czułam, że ona naprawdę chce mi pomóc” – opowiada Olga. Po raz kolejny padają tu słowa o zaangażowaniu. To ono jest jednym z częściej wymienianych czynników, które wpływają na pozytywną ocenę lekarza. Pytając kobiety o pozostałe cechy, słyszymy też: „Szczery, uczciwy, dociekliwy, troskliwy, empatyczny, kulturalny, delikatny, mądry, doświadczony, niebojący się niestandardowych rozwiązań, z szeroką wiedzą i nieomylną intuicją” – lekarz ideał! Co ciekawe, bardzo wiele tych „idealnych” cech dotyczy relacji ze specjalistą, kontaktu i swego rodzaju porozumienia. Wiedza merytoryczna jest tu oczywiście bardzo ważna, ale nieraz nieumiejętność jej przekazania i stworzenia z pacjentką „jednej drużyny” walczącej o wspólny cel uniemożliwia skuteczne leczenie. 

Dobry lekarz powinien wysłuchać tego, co pacjentka ma do powiedzenia, po czym przedstawić wszystkie możliwe na tę chwilę rozwiązania. Zaangażowanie jest jednym z częściej wymienianych czynników mających wpływ na pozytywną ocenę lekarza.

POLECAMY: Specjaliści których musisz odwiedzić, gdy starania o dziecko się przedłużają

Dobry lekarz – to też walka o siebie

Niestety takie przypadki też się zdarzają: „Idealny lekarz? Słucha i rozumie. Ot, tyle i aż tyle… ale takich lekarzy, po prostu zaangażowanych w sprawę, jest bardzo mało” – mówi nasza czytelniczka. Kolejna dodaje: „Jeden z lekarzy mnie nie rozumiał i próbował na siłę nakłonić do kolejnej procedury. Zmieniłam go i miałam rację. Czułam, że nie chce mi pomóc, a skasować 15 tysięcy za in vitro” – w wypowiedziach tych wybrzmiewają trudne i intensywne emocje. Nic w tym dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że starania o ciążę mogą być naprawdę wyczerpującym przeżyciem. Warto w takich momentach pamiętać, że mamy prawo do zmiany specjalisty. Nie ma konieczności kurczowego trzymania się jednego gabinetu – zwłaszcza gdy źle się czujesz przy lekarzu, nie ufasz mu, a praca z nim nie przynosi efektów. 

Dla własnego dobra poszukaj „dopasowanego” do ciebie specjalisty. Nie każdy bowiem musi być odpowiedni dla każdego i nie jest niczym złym, jeśli nie pasuje ci ulubiony lekarz twojej koleżanki. Dobrze jest wtedy przyjrzeć się temu, co jest dla nas trudnością w danym kontakcie. Czy darzysz lekarza zaufaniem, czy masz poczucie, że dobrze się czujesz, pracując z nim nad problemem? Jeśli masz wątpliwości, wypisz sobie plusy i minusy leczenia u tej właśnie osoby. Jeśli uznasz, że te drugie przeważają, a do tego pozytywy nie dotyczą kluczowych dla ciebie kwestii, masz prawo to zmienić. 

 

Czytaj też: Czy twój lekarz od niepłodności to Anioł? Kiedy warto zmienić ginekologa?

Co ważne, tego typu historie nieraz kończą się happy endem:

„Jedna lekarka była niczym koleżanka, a druga taka, że człowiek bał się wejść do gabinetu. Nasz idealny lekarz okazał się mężczyzną w podeszłym wieku, ale z bardzo dużym doświadczeniem. W dodatku ciągle się szkolił. Był jakby na dystans, ale z chęcią wchodziło się do jego gabinetu. Od siebie nie mówił wiele, trzeba było pytać. Dzięki temu mieliśmy jednak konkretne odpowiedzi na konkretne pytania, a nie pogaduchy przy śmiechu, a zero konkretu. Jego doświadczenie było widać na każdym etapie leczenia. Bardzo sympatyczny i opanowany człowiek, po prostu nasz ideał. Od chwili porodu widziałam go dwa razy w klinice i za każdym razem dopytywał o samopoczucie. Poza tym spełnił nasze największe marzenie. Mamy syna” – opisuje swoją historię jedna z kobiet, a jej doświadczenie napawa nadzieją.

Czytaj całość w najnowszym 8/2018 numerze magazynu Chcemy być rodzicami

Jak uważasz?

Czy spotkałaś na swojej drodze dobrego lekarza – specjalistę podczas leczenia niepłodności?

Tak, ale tylko raz w życiu.
Nie, niestety. Wciąż na takiego nie trafiłam.
Tak, znam kilku takich specjalistów i jestem wdzięczna losowi, że spotkałam ich na swojej drodze.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.