Przejdź do treści

Pierwsze w Polsce nieinwazyjne badania prenatalne

INNO GENE S.A., Polska spółka biotechnologiczna, wdraża jako pierwsza w Polsce technologię wykonywania nieinwazyjnych testów prenatalnych umożliwiających poznanie najczęstszych defektów genetycznych płodu po analizie krwi ciężarnej matki.
Wdrożona technologia IONA® ma pełną wartość medyczną i jest pierwszym na świecie i jedynym tego typu badaniem diagnostycznym.

Spółka INNO-GENE S.A. poinformowała w dniu 31 marca 2015 roku że podpisała umowę ze spółką Premaitha Health plc (Premaitha) notowaną na brytyjskiej giełdzie AIM. Umowa dotyczy transferu najnowszej technologii służącej wykonywaniu nieinwazyjnych testów prenatalnych (NIPT, non-invasive prenatal test) – IONA® test. Testy IONA® opracowane przez Premaitha są pierwszymi na świecie testami diagnostycznymi posiadającymi certyfikat CE/IVD uprawniający do wykonywania tych testów jako badań medycznych o wartości diagnostycznej. Podpisana umowa daje Spółkom z grupy INNO-GENE wyłączność na wykonywanie testów NIPT -IONA® na terenie Polski. Strony planują uruchomienie wykonywania testów IONA® w ciągu kilku tygodni.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

BADANIA NIPT

Test służy określeniu ryzyka wystąpienia zespołu Downa, Patau oraz Edwards’a poprzez detekcję materiału genetycznego dziecka, przenikającego przez łożysko do krwioobiegu matki. Jest to całkowicie bezpieczna metoda, która posiada wysoką czułość dzięki zastosowaniu nowatorskich analiz – Sekwencjonowania Nowej Generacji (ang. Next Generation Sequencing, NGS).

Kto jest adresatem IONA testu? 

  • Kobiety, u których w obecnej ciąży stwierdzono nieprawidłowe stężenie parametrów biochemicznych.
  • Kobiety, w przypadku których przesiewowe badania prenatalne wykazały ryzyko wystąpienia aberracji chromosomowej płodu.
  • Kobiety z przeciwwskazaniami do inwazyjnych badań prenatalnych (takich jak amniopunkcja, czy CVS), np. w sytuacji wystąpienia łożyska przodującego
  • Rodzice dziecka, w których rodzinie wystąpił przypadek wady wrodzonej lub choroby o podłożu genetycznym.
  • Kobiety, które dotknął problem niepowodzenia rozrodu (brak ciąży, poronienie), martwego porodu oraz zgonu dziecka tuż po urodzeniu (zwłaszcza jeśli stwierdzono, że płód był obarczony aberracją chromosomową lub mutacją genetyczną).
  • Kobiety będące w ciąży w dojrzałym wieku tj. powyżej 35. r. ż. (dla porównania – ryzyko wystąpienia choroby genetycznej płodu w przypadku matek 20-letnich wynosi 1 na 2000, w przypadku matek 35-letnich już 1 na 800; a potem gwałtownie wzrasta osiągając wartość 1 na 45 i więcej w wieku 45 lat).
  • Kobiety, które narażone były na możliwość długotrwałego szkodliwego działania czynników środowiskowych, takich jak promieniowanie, substancje chemiczne, wirusy.
  • Kobiety, których partner jest w wieku starszym (badania dowiodły, że w 20-25% wszystkich przypadków trisomii, dodatkowy chromosom pochodzi od ojca). Ryzyko urodzenia się dziecka z aberracją chromosomową może się zwiększać po przekroczeniu przez ojca 55 roku życia (wg Raportu Światowej Organizacji Zdrowia WHO).
  • Kobiety, które poddały się zabiegowi zapłodnienia In Vitro, wiążącym się z dużym ryzykiem wystąpienia u płodu wad genetycznych. Hiperstymulacja jajników, czyli jeden z elementów procedury In Vitro, zaburza zachodzący we wczesnym okresie rozwoju człowieka tzw. proces genomowego piętnowania rodzicielskiego (imprintingu genomowego), co może doprowadzić do zaburzeń genetycznych

STATYSTYKI I WIELKOŚĆ RYNKU
Inno-gene SA wchodzi na miliardowy rynek badań genetycznych

Nieinwazyjne badania prenatalne (NIPT), to obecnie najdynamiczniej rozwijająca się cześć rynku testów genetycznych na świecie. Wartość globalnego rynku NIPT szacowana była w 2012 na 220 mln dolarów i przewiduje się że osiągnie w roku 2019 kwotę 3,6 mld USD, dając średnioroczną stopę wzrostu (CAGR), w wysokości prawie 50%. Według danych statystycznych (GUS) w Polsce w ubiegłym roku urodziło się 376.000 dzieci. Inno-gene SA szacuje iż rocznie wykonuje się w kraju około 3600 badań NIPT (ok. 1% całkowitej liczy urodzin), ale biorąc pod uwagę rosnący średni wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko, zakłada, że odsetek ten wzrośnie w najbliższych 4 latach do 5%. Jeśli te szacunki się sprawdzą, wartość rynku badań NIPT w naszym kraju podskoczy z ok. 9 mln zł obecnie, do ponad 40 mln zł w roku 2019. Grupa Inno-Gene SA, wprowadzając do Polski IONA® test, ma zamiar zdobyć znaczący udział w tym obszarze, liczony dziesiątkami procent.

Najważniejsze aspekty w nowo podpisanej umowie z partnerem angielskim, firmą Premaitha, to, zdaniem Cezarego Ziarkowskiego, Dyrektora Operacyjnego w Inno-Gene SA:

1. Certyfikat CE/IVD uprawniający do wykonywania tych testów jako badań medycznych o wartości diagnostycznej – jest to jedyny test oferowany na rynku z takim certyfikatem. Rodzi to szereg reperkusji, jak chociażby kwestie związane z VAT-em. Test oferowany przez Inno-Gene SA, jest zwolniony z tego podatku.

2. Fakt wykonywania badań w Polsce – to, że testy będą wykonywane w kraju ma bardzo konkretne konsekwencje dla pacjenta, bowiem firma musi przestrzegać określonych procedur na przykład tych, dotyczących niszczenia próbek pobieranych od pacjentki na potrzeby wykonania badania. Do tej pory laboratoria oferujące te testy wysyłały próbki zagranicę, gdzie nie było żadnej kontroli nad przebiegiem badania, w tym nad bezpieczeństwem danych pacjentów. Poza tym, to że testy są wykonywane w Polsce, powinno znacząco skrócić czas oczekiwania na wyniki (docelowo do 4-5 dni).

3. Wyłączność na wykonywanie testów w Polsce – to znaczenie czysto biznesowe. Spółka liczy, że dzięki temu, zdobędzie istotny udział w polskim rynku nieinwazyjnych badań prenatalnych, co przełoży się na znaczący wzrost przychodów i zysków.

GRUPY DOCELOWE. KORZYŚCI SPOŁECZNE

Odbiorcami oferowanych przez nas testów będą wszystkie kobiety ciężarne znajdujące się w grupie wysokiego ryzyka (wiek powyżej 35 lat, ze stwierdzonym nieprawidłowym stężeniem parametrów biochemicznych, których partner – ojciec dziecka ma powyżej 55 lat, czy kobiety które dotknął problem niepowodzenia rozrodu) – dodaje Jacek Wojciechowicz, Prezes Zarządu INNO GENE S.A..

Kluczową sprawą jest fakt iż próbki pacjentek i ich dzieci będą analizowane w jedynym polskim akredytowanym laboratorium spełniającym europejskie standardy jakości i wdrożone restrykcyjne przepisy ochrony danych osobowych. Obecnie materiał biologiczny wysyłany jest min. do Chin czy Tajwanu gdzie nie obowiązują odpowiednie przepisy dotyczące zabezpieczenia DNA pacjentów a dostęp do danych genetycznych polskich pacjentów mogą mieć również inne podmioty.

Wprowadzenie na rynek nieinwazyjnych badań prenatalnych NIPT, wykonywanych w całości w Polsce, to kolejny krok w realizowanej konsekwentnie przez spółkę, strategii udostępniania w naszym kraju najnowszych osiągnięć z dziedziny diagnostyki genetycznej.

Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Straty i ból, które budują! Happy End: „Czasem pewne rzeczy dzieją się w konkretnym celu”

Fot. archiwum prywatne

Walka z niepłodnością przypomina nieraz walkę z całym światem – z własnym ciałem, z emocjami, z innymi ludźmi, z finansami, z systemem… wymieniać można niemal bez końca. Niewątpliwie ogromny bój o swoje marzenia stoczyła Kasia.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasza walka była długa, ale i tak uważam, że mieliśmy wiele szczęścia. Nie mam mutacji genu, nie mam endometriozy, mam oba jajowody, plemniki były ‘nasze’, a małżeństwo nie rozpadło się. Najważniejsze jednak, że ostatecznie wywalczyliśmy nasz cud. Wiele par ma dużo gorszą sytuacje. Podziwiam ich, że mają siłę walczyć” – mówi skromnie Kasia. Skromnie, bowiem pokora widniejąca w jej słowach – chociaż jest wielką siłą – zupełnie nie oddaje ilości przeżyć, jakie pojawiły się podczas niemal ośmiu lat starań.

Początek długiej drogi

Decyzja o dziecku pojawiła się u Katarzyny i jej męża jeszcze przed ślubem. Był grudzień 2008 roku, a para miała przed sobą całą młodość. Kasia miała wtedy 23 lata, jej partner 26. Nie nastawiali się na błyskawiczny sukces, bo w końcu „mieli jeszcze czas” – jak to mówili wszyscy dookoła. Kasi szybko jednak zapaliła się czerwona lampka, być może dlatego, że już od kilku lat dziecko było jej wielkim marzeniem. „Już po paru miesiącach bezowocnych starań wysłałam męża na badanie, co wydaje się być najlepszym początkiem. Pozwala zaoszczędzić masę pieniędzy, nerwów i stresu” – opowiada.

Niestety nieskutecznie, bowiem negatywnych emocji nie udało się w tym wypadku uniknąć. „Wyniki były złe. Rozpłakałam się, bo wiedziałam, że jeżeli w ogóle doczekamy się dziecka, to będzie to bardzo trudne” – dodaje. Para wciąż starała się jednak naturalnymi sposobami. W międzyczasie każdy kolejny ginekolog twierdził, że u Kasi nie widać żadnych przeszkód i cierpliwość będzie ich największym sprzymierzeńcem: „Tak, po 3 latach nadal byli odważni, którzy mówili, że ‘jesteśmy młodzi i to tylko kwestia czasu. On niestety nieubłaganie leciał, a ciąży nadal nie było…” – opowiada.

Po kolejnym roku Katarzyna znalazła adres Poradni leczenia niepłodności małżeńskiej. „Doznałam ogromnego szoku, gdy pani ginekolog oznajmiła, że w naszym przypadku nic nie mogą pomóc. Mieliśmy udać się do kliniki leczenia niepłodności i to prawdopodobnie od razu w celu procedury IVF. Nie mogliśmy uwierzyć, że nas to dotyka” – mówi w dużych emocjach. Nie poddawała się jednak i wertując internet doszła do wniosku, że cierpi na PCOS. Lekarz potwierdził zespół policystycznych jajników, ale kolejny rok przyjmowania leków nic nie dał. Chociaż właściwie dał – kopa do podjęcia coraz to poważniejszych kroków.

Zadzwoniłam do jednej z klinik i umówiłam nas na wizytę. Od razu nastawiona byłam na inseminację. Rzeczywiście lekarz na pierwszej konsultacji, po obejrzeniu dotychczasowych wyników i wysłuchaniu naszej historii, zaproponował IUI. Teraz czekały nas powtórne badania i z wielką nadzieją weszliśmy w kolejny etap starań” – opowiada.

Nowy rozdział

Pierwsza inseminacja odbyła się w czerwcu 2014 roku i chyba oboje nie mogliśmy uwierzyć w pozytywny wynik bHCG, który otrzymaliśmy po 14 dniach. To było ogromne szczęście” – mówi Katarzyna i przywołuje w swojej pamięci wspomnienia: „Tego samego dnia była kumulacja Lotto. Z uśmiechem powtarzałam, że swoją szóstkę już trafiłam, bo jak często udaje się za pierwszym razem?” – niestety radość nie trwała długo.

Beta rosła, ale nie tak jak powinna. W pęcherzyku ciążowym była pustka. Pomimo, że ciąża była bezzarodkowa ja i tak cierpiałam. W końcu skoro był pęcherzyk, to musiał być i zarodek, w którego rozwoju coś poszło nie tak…” – mówi Kasia. Po tej próbie nastąpiła prawie roczna przerwa. O nie, nie w staraniach. Kobieta obserwowała siebie, mierzyła temperaturę, badała śluz, schudła ponad 20 kilogramów. Po tym czasie para przystąpiła jednak do kolejnej inseminacji. I kolejnej. I kolejnej. „Łącznie było ich jeszcze cztery, ale żadna nie zakończyła się ciążą” – podsumowuje.

Ostatnia inseminacja była w sierpniu 2015 r. Skończyły się pieniądze i siły. Na refundację in vitro nie było szans. Dopiero pod koniec roku mogliśmy zacząć myśleć o kolejnym etapie. W marcu najpierw zrobiliśmy badania męża, później wykonałam swoje. 23-ego maja 2016 r. odbyła się punkcja. Pobrano 22 oocyty,12 dojrzałych komórek. Zapłodniły się tylko i aż cztery z sześciu. W drugiej dobie miał miejsce transfer dwóch zarodków. Znów przeżyłam szok kiedy wynik bHCG wskazywał ciążę” – opowiada Katarzyna.

Nie było jednak wcale kolorowo. „Plamienia nie odpuszczały i ze względu na nie, pani doktor wysłała mnie do szpitala. W pierwszym nie dostałam żadnej pomocy, a według USG nie było widać ani jednego pęcherzyka. Zapłakana pojechałam z mężem do kolejnego szpitala. Nie zapomnę chyba nigdy tego momentu, kiedy lekarka odwróciła w moją stronę monitor. Od razu zauważyłam pulsujący punkt. To był nasz synek, czułam że to jest synek!” – opowiada Kasia, która dopiero po pierwszym prenatalnym USG tak naprawdę zaczęła cieszyć się ciążą. Znów niestety radość nie była jej dana na długo: „W 14. tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z krwawieniem. Synek żył. Był też krwiak. Po czterech dniach serduszko już nie biło. Daliśmy mu na imię Staś i pochowaliśmy obok mojej mamy”.

Trudna droga do spełnienia

Przez kolejne 8 tygodni Kasia była na urlopie macierzyńskim. Jednak cała droga, którą już dotąd przeszła i silne przeżycia ostatniego czasu nie pozostały bez echa. „Wróciłam do pracy, ale nie mogłam się na niczym skupić. Przepracowałam dwa miesiące i czułam, że nie dam rady dłużej” – opowiada Kasia, która niestety nie dostała wtedy tak bardzo potrzebnego jej wsparcia. „Wręcz przeciwnie. Usłyszałam, że każdy ma swoje problemy… Postanowiłam więc znów zawalczyć. Ten ostatni raz. Chciałam zabrać pozostałe dwa zarodki i zakończyć tę drogę” – słyszymy.

Mąż Kasi wraz z lekarzem przekonali ją do pojedynczego transferu. „19-ego grudnia 2016 roku pierwsza Śnieżynka wróciła z nami do domu. 28-ego grudnia w wielkiej tajemnicy wykonałam test z krwi. Byłam przekonana, że i tym razem się nie udało. Nie czułam absolutnie nic, co wskazywałoby na to, że jest inaczej. Chciałam wypłakać się jeszcze przed Sylwestrem… Jednak intuicja mnie zawiodła. Sylwester był już bezalkoholowy!” – wspomina z uśmiechem.

 

Świat dookoła

Finalnie wszystko zakończyło się wielkim szczęściem, ale był to bardzo ciężki czas. Nie tylko dla Kasi, ale i dla jej męża. Każdy kolejny cykl, kolejne łzy, kolejne próby odbijały się na związku. Było w tym czasie wiele kłótni i wiele „prawie” rozwodów, jak mówi o nich Kasia. „Niepłodność to potężny egzamin dla związku. Emocji było mnóstwo. Mąż był twardy i nie pokazywał po sobie cierpienia. Często mnie to denerwowało. Myślałam, że mu nie zależy, że może nawet jest mu na rękę, że się nie udaje… Człowiek nie myśli wtedy racjonalnie” – dodaje.

Co ważne w historii Kasi, to otwartość z jaką mówi o przeżytych stratach: „Myślę, że najgorsze co może spotkać kobietę to poronienie, martwy poród oraz śmierć dziecka i absolutnie nie są to równoważne wydarzenia. Uważam jednak, że wsparcie i pomoc musi dostać każda z nas”. Pierwsza strata ciąży spowodowała, że Kasia zamknęła się w domu, zarówno przed rodziną, jak i przed znajomymi. „Moje myśli biegły w zdecydowanie złym kierunku… ale byłam też na tyle „twarda” że sama poszłam do psychiatry. Bałam się chyba sama siebie… dostałam leki i numer do psychologa” – opisuje i dodaje, że niestety nie mogła poddać się wtedy terapii. Z perspektywy czasu widzi jednak, że wszystkie obowiązki można było ze sobą połączyć i bardziej o siebie zadbać.

Inaczej było już przy drugim poronieniu. „Byłam wtedy bardziej doinformowana i mądrzejsza. Stasia straciliśmy w 15. tygodniu ciąży i chociaż było bardzo ciężko ‘urodziłam’ go własnymi siłami. Nie mogłam go jednak pożegnać tak, jak chciałam. Personel szpitala mi to skutecznie uniemożliwił. Pożegnałam się z synkiem dopiero w dniu pogrzebu” – opisuje w dużych emocjach i dodaje: „Tak, pochowaliśmy Stasia. Czułam, że muszę to zrobić. Że tak powinno być.

Tym razem kobieta skorzystała z długotrwałego wsparcia specjalistów. „Trafiłam na cudowną panią psycholog, która jako pierwsza o naszym synku mówiła po imieniu, co było dla mnie bardzo ważne. Nie lubię określenia ‘płód’, a tym bardziej ‘resztki po poronieniu’, jak to zaczęli mówić w szpitalu. To w dużej mierze dzięki pani Ewie przestałam się obwiniać i źle o sobie myśleć. Odbyło się wiele spotkań, dzięki którym zaczęłam się lepiej czuć” – opowiada. Ogromnym wsparciem był w tym czasie także mąż Kasi. Bliscy i znajomi są w takich chwilach wręcz niezbędni.

Sedno „happy end’u”

Czy dziś Kasia postąpiłaby tak samo i tak samo długo starałaby się o dziecko? Tak, chociaż jedno chciałaby zmienić – mówi, że nie czekałaby tyle czasu z wizytą w klinice. Z drugiej strony zauważa, że gdyby wszystko potoczyło się szybciej, mogłaby nie być w tym miejscu, w którym jest obecnie.

Foto. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Czasem pewne rzeczy dzieją się w konkretnym celu. Po pierwszym poronieniu wzięliśmy szczeniaka. Nasz pierwszy synuś!” – mówi Kasia z radością. Dziś nie wyobraża sobie bez niego dnia.

Bruno urodził się 18-ego lipca 2017 roku w 32. tygodniu ciąży – wcześniak. Ciągle nie mogę uwierzyć w ten nasz cud! Droga ku niemu kosztowała nas mnóstwo pieniędzy, stresu, łez i wyrzeczeń. Niczego jednak nie żałuję, nawet pomimo późniejszych nieprzespanych nocy, bolącego kręgosłupa i długiego oraz ciężkiego porodu” – mówi doświadczona już mama. Co więcej, nie zamierza na tym poprzestać. Gdy pierwszy raz usłyszała krzyk Bruna, postanowiła, że za dwa lata sprawi mu rodzeństwo: „Oby się udało. W końcu czeka na nas jeszcze jedna nasza Śnieżynka” – dodaje z uśmiechem i nadzieją.

Szczerze mówi też o tym, co myśli o otaczającej nas rzeczywistości i powtarzających się, nieraz wręcz piętnujących, opiniach o in vitro: „Szkoda, że rząd nie potrafi docenić daru medycyny. Te wszystkie krzywdzące określenia nigdy nie powinny paść. Chociaż my za całą procedurę musieliśmy płacić, mam nadzieję i mocno trzymam kciuki, by refundacja wróciła”. Jest to szczególnie ważny głos, bowiem mówi nim osoba, która sama doświadczyła wszystkich trudów walki z niepłodnością. Czy może być jakiś mocniejszy dowód na to, że warto walczyć, niż jej „happy end”?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ciąża pozamaciczna – co to jest i jaki ma wpływ na płodność

co to jest ciąża pozamaciczna
fot. Pixabay

Czym jest ciążą pozamaciczna i jaki jest jej wpływ na płodność? Rozmawiamy z dr. n. med. Ewą Kurowską-Mroczek

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym jest ciąża pozamaciczna?

Ciąża pozamaciczna to taki stan, w którym zarodek rozwija się poza miejscem prawidłowym, czyli poza jamą macicy. Najczęściej, w 95% przypadków, rozwija się w jajowodzie, w pozostałych – w jajniku, otrzewnej. W takiej sytuacji zapłodniona komórka jajowa nie dostaje się do macicy, tylko zatrzymuje się gdzieś po drodze.

Dlaczego ciąża pozamaciczna jest groźna?

Ciąża pozamaciczna to bezpośredni stan zagrożenia zdrowia i życia pacjentki. Wynika to z faktu, że jeśli taka ciąża nie zostanie w porę usunięta, może doprowadzić do bardzo niebezpiecznego wewnętrznego krwotoku.

Jakie są czynniki ryzyka ciąży pozamacicznej?

Czynników ryzyka ciąży pozamacicznej jest kilka, jeden z nich to wiek pacjentki – im pacjentka jest starsza, tym większe ryzyko, że taka ciąża wystąpi. Zagrożenie mogą stanowić także wszelkie zabiegi w obrębie jamy brzusznej, w szczególności miednicy mniejszej. Bywa, że prowadzą one do upośledzenia drożności jajowodów lub ich całkowitego zamknięcia. Podobnie skutki wywołują stany zapalne.

CZYTAJ TAKŻE: Diagnostyka prenatalna 

W jaki sposób ciąża pozamaciczna wpływa na płodność?

Zależy to od faktu, czy zarodek umiejscowił się w jedynym drożnym jajowodzie pacjentki, czy nie. Uważa się, że jeżeli już raz doszło do ciąży pozamacicznej, to ryzyko powstania kolejnej wzrasta. Zdarza się jednak, że w danym momencie zapłodniona komórka może utknąć w jajowodzie, ale następna ciąża jest już prawidłowa.

Jeżeli ciąża umiejscowi się w jajowodzie, to w większości przypadków leczeniem jest niestety usunięcie ciąży z jajowodu, co może spowodować uszkodzenie jego drożności lub jego zamknięcie. To z kolei wpływa na ryzyko wystąpienia kolejnej ciąży pozamacicznej lub nieznaczne upośledzenie możliwości zajścia w prawidłową ciążę.

dr. n. med. Ewa Kurowska-Mroczek

Ginekolog położnik, doktor nauk medycznych. Odbyła kursy z zakresu kolposkopii, ultrasonografii i endoskopii. W 1999 r. ukończyła Akademię Medyczną w Białymstoku. Posiada specjalizację II stopnia z zakresu ginekologii i położnictwa.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.