Przejdź do treści

Patologii nie wolno promować

korwin-logo.jpg

„Przede wszystkim in vitro nie jest leczeniem, więc ustawa nie powinna funkcjonować pod obecną nazwą i w zakresie mówienia o służbie zdrowia. In vitro nie powinno być w żaden sposób finansowane przez państwo, ponieważ nie jest procedurą lekarską.” – z Tomaszem Sommerem, rzecznikiem partii KORWIN rozmawialiśmy o in vitro, polityce prorodzinnej i adopcji.

Jaki macie pomysł na politykę prorodzinną?

Tomasz Sommer, rzecznik partii KORWIN: Partia KORWIN to partia wolnościowa, tym samym jest najbardziej prorodzinną partią, która obecnie funkcjonuje na scenie politycznej. Pomysł na politykę prorodzinną mamy bardzo prosty – nie wolno przeszkadzać rodzinom. Państwo nie może zabierać, poprzez duże opodatkowanie rodzinom pieniędzy. Powinny one móc same dysponować swoimi funduszami. Obniżenie podatków o ok. 80 proc., które wg nas jest możliwe, spowoduje, że średnio dwukrotnie wzrosną dochody rodzin. Nie chcemy podejmować decyzji za ludzi, zależy nam, aby więcej zarabiali – jeżeli będą chcieli wydadzą te pieniądze na rodziny.

Pomysł na politykę prorodzinną mamy bardzo prosty – nie wolno przeszkadzać rodzinom.

To jest trochę ogólny pomysł.

Przeciwnie, to bardzo konkretny pomysł. Mówi się o 1 tys. becikowego, Pan Duda obiecuje przekazać 500 zł. na każde dziecko. Mamy lepszy pomysł – jeśli ktoś zarabia 4 tys. zł to dostanie 7,2 tys. Takie rozwiązanie przyniesie lawinowy skok dochodów dla rodzin. To nasza odpowiedź na niż demograficzny.

A czy zamierzacie w szczególny sposób bonifikować rodzinę jako podstawową komórkę społeczną?

Przede wszystkim nie chcemy nikogo dyskryminować. Ludziom, którzy z wyboru nie posiadają rodziny przysługuje takie samo prawo do  ulg, jak tym, którzy jej nie mają. Jednak społeczeństwo z oczywistych przyczyn naturalnie organizuje się w rodziny. W tym aspekcie rodzinom nie trzeba w niczym pomagać. To jakby spytać czy dla wszystkich ludzi będziemy stawiać respiratory, żeby im się lepiej oddychało. Nie będziemy, dlatego, że każdy ma swoje płuca.

Ale komuś, kto ma problem z oddychaniem warto byłoby taki respirator zapewnić…

Przede wszystkim nie należy hamować dopływu tlenu. Państwo powinno pomagać w jedynie wyjątkowych sytuacjach.

Nie przewidujecie becikowych czy darmowych podręczników?

Nie ma czegoś takiego, jak darmowy podręcznik. Nikt bezpłatnie nie zetnie drzew, nie przerobi ich w fabryce, nie dowiezie do i z drukarni za darmowe paliwo, nikt go w czynie społecznym nie wydrukuje. To kłamstwo. Podręczniki są, jak najbardziej płatne.

Jeżeli rodzic ma „bezpłatny” podręcznik dla swojego dziecka to znaczy, że go orżnięto na sumę, która pozwoliła pokryć jego koszt. Natomiast jeśli ma do wyboru różne podręczniki i sam je kupuje to ma dużo większą wolność niż wtedy, gdy jest okradany i wciska mu się to, co wymyśliła sobie pani Kluzik. Dwukrotnie oszukuje się rodziców – po pierwsze okrada się ich, a po drugie wciska chłam.

Przewidujecie pomoc dla rodzin zastępczych?

Sama koncepcja rodziny zastępczej, pomimo, że jest bardzo promowana nastręcza wiele wątpliwości. Jak sama nazywa wskazuje to są rodziny zastępcze i żadna matka, żaden ojciec nie będą kochali cudzego dziecka, tak jak swojego. Obserwujmy, co się dzieje w takich rodzinach – skrajny przykład – matka zamordowała dwójkę dzieci, a tatuś się przyglądał.

Podobne sytuacje zdarzają się w rodzinach biologicznych…

O tak drastycznej sytuacji nie słyszałem. Porównując liczbę patologii zachodzących w rodzinach zastępczych do rodzin normalnych, okazuje się, że zachowania patologiczne w rodzinach biologicznych są marginalne. Wydaję mi, że lepszy jest wzorzec domów dziecka – są zinstytucjonalizowane, a mechanizm funkcjonowania jest sprawdzony przez setki lat.

lepszy jest wzorzec domów dziecka – są zinstytucjonalizowane, a mechanizm funkcjonowania jest sprawdzony przez setki lat.

Uważa pan, że jest sprawdzony?

Rodziny zastępcze są wymysłem sprzed kilkunastu lat. Na razie doświadczenia są nienajlepsze. Zdarzają się gwałty, ciąże między tzw. tatusiem a córeczką czy nawet morderstwa, jednak nie mówi się o tym się głośno.

Gdy na światło dzienne wypłynęła historia siostry Bernadetty, która sama nie brała udziału w przestępstwach, ale dopuszczała do nich to żądano odpowiedzialności niemal samego papieża. A dlaczego za zabójstwa rodzinach zastępczych nikt nie chciał pociągnąć do odpowiedzialności premiera Tuska, prezydenta Komorowskiego? Ścieżka odpowiedzialności powinna być analogiczna lub nawet jeszcze ostrzejsza.

Mówiąc o rodzinach zastępczych czy domach dziecka najważniejsze jest dobro dzieci, a nie przerzucanie się odpowiedzialnością.

Partia KORWIN nie ma przygotowanej żadnej ustawy na ten temat. Jednak jako konserwatywne ugrupowanie zastanawiamy się czy sprawdzone rozwiązania w tej kwestii nie są lepsze niż innowacje często powodujące zbrodnie. Nigdy nie słyszałem o zabójstwie w domu dziecka, a w rodzinie zastępczej owszem. W instytucji bardziej sformalizowanej, gdzie jest więcej opiekunów i większa grupa dzieci pewne rzeczy trudniej ukryć.

Może należy zwiększyć kontrolę?

W rodzinie zastępczej, w której doszło do podwójnego morderstwa odbywały się kontrole. Kuratorka odwiedzająca dom została skazana w zawieszeniu. Najlepszym sposobem zminimalizowania problemu, bo nigdy nie uda się go wyeliminować, jest zmniejszenie opodatkowania. Zamiast wyjmować z kieszeni podatnika pieniądze na wątpliwe instytucje lepiej jest mu je pozostawić, dzięki temu jest szansa, że skurczy się środowisko patologiczne.

Czyli konkretnego pomysłu na rodziny zastępcze nie macie?

Jako instytucja konserwatywna uważamy, że system kościelny jest wydolny i wskazany. Najlepiej, żeby domy dziecka tego typu prowadzone były w sposób charytatywny i pod pieczą kościoła.

Kościół zajmuje się najtrudniejszym przypadkami. Antyklerykalny przekaz tego nie ujął, ale w domu dziecka siostry Bernadetty znalazły się skrajnie ciężkie przypadki. Czasem dzieci zachowują się, jak małe bestie. Państwowe instytucje nie chcą się tym zajmować.

Aborcja to jest morderstwo?

Oczywiście, że jest.

To jak powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Ustawa aborcyjna powinna blokować wszystkie te aborcje, które są morderstwem. Zdarzają się przypadki, gdy dziecko np. nie ma głowy, trudno wtedy zmuszać kobietę do porodu. Aborcja powinna być dozwolona również wtedy, gdy ciążą zagraża życiu matki. Są matki, które się poświęcają, ale nie można tego od nich wymagać.

W przypadku gwałtu aborcja powinna być zakazana?

Dziecko nie jest winne gwałtu, dlatego też trudno, żeby miało za niego odpowiadać własną śmiercią. Trzecia osoba nie powinna odpowiadać za cudze przestępstwa.

A nie jest krzywdą, gdy dziecko staje się rodzicem?

Oczywiście, że jest. Jednak nie można porównywać śmierci niewinnej osoby do krzywdy, której i tak się nie cofnie. 

Co z lekarzami, którzy odmawiają wykonania aborcji tłumacząc swoją decyzję klauzulą sumienia?

Jesteśmy zwolennikami prywatyzacji służby zdrowia, dlatego też nie powinno być państwowego nadzoru nad sumieniem lekarza. Państwo nie jest lekarzem, Ewa Kopacz owszem, ale jak widać nie leczy.

Jaki partia KORWIN ma pogląd na in vitro?

Przede wszystkim in vitro to nie jest leczeniem, więc ustawa nie powinna funkcjonować pod obecną nazwą i w zakresie mówienia o służbie zdrowia. In vitro nie powinno być w żaden sposób finansowane przez państwo, ponieważ nie jest procedurą lekarską. To procedura spowodowania w sposób zastępczy dziecka. Jest kwestią moralną, która powinna być rozpatrywana poza państwem. Warto postawić pytanie – co w tym zakresie dozwolić, a czego zakazać?

In vitro nie powinno być w żaden sposób finansowane przez państwo, ponieważ nie jest procedurą lekarską.

A czy państwo nie powinno nadzorować laboratoriów in vitro?

Nadzór laboratoryjny jest fikcyjny. Przede wszystkim lekarze powinni być odpowiednio edukowani i moralni, dzięki temu sami podejmowaliby decyzję w zakresie swojej działalności. Mimo wszystko zdarzają się lekarze patologiczni…

Ma pan na myśli przykład 60-letniej matki dwójki dzieci?

To jest skandaliczna sytuacja, zwłaszcza, że ta pani wyciągnęła ręce do państwa, żeby utrzymywać swoje dzieci z pieniędzy wszystkich podatników. Uważam, że tego typu przypadki powinny być srogo karane. Pytanie tylko, jak ukarać 60-letnią kobietę z dwójką dzieci. Moim zdaniem zapłacić za to powinni lekarze, którzy przeprowadzili in vitro.

Mówił pan, że służba zdrowia powinna być prywatna, a lekarze powinni działać w zgodzie z własnym sumieniem.

Tak, ale to jest odpowiedzialność cywilna, dlatego za przypadek Barbary S. powinni zapłacić lekarze. Jeśli ta kobieta szybko umrze lub nawet na obecną chwilę nie będzie w stanie utrzymać swoich dzieci to lekarze lub instytucja, która spowodowała tę sytuację powinna ponieść odpowiedzialność cywilną.  To zupełnie oczywiste. Podobnie, jak kierowcy ponoszą odpowiedzialność za spowodowanie wypadku i uszkodzenie zdrowia innej osoby, kliniki in vitro powinny odpowiadać za swoje czyny. Przeniesienie tych prostych mechanizmów prawnych doprowadziłoby do odpowiedzialnego korzystania z in vitro.

Unia Europejska wymogła na Polsce regulację kwestii in vitro. Jak pana zdaniem powinna wyglądać ustawa?

Polska mogła uregulować in vitro w dowolnym kształcie. Już tytuł ustawy jest niezgodny z prawdą („Ustawa o leczeniu niepłodności – przyp. red.). Ustawa nie określa żadnego leczenia, powinien być również zakaz opłacania in vitro przez podatnika oraz obowiązek ponoszenia odpowiedzialności cywilnej za swoje czyny.

Czy surogacja powinna być w Polsce legalna?

Nie. Surogacja to niemoralne użycie ciała, nie powinna być legalna zarówno w Polsce, jak i  „ w eksporcie”. Prowadzi to do patologii, czego przykładem są izraelscy homoseksualiści, którzy korzystali z usług surogatek za granicą swojego kraju. Sprawa wyszła na jaw podczas trzęsienia ziemi w Nepalu. Podczas akcji ratunkowej okazało się, że z Nepalu zaczęły wracać tłumy Izraelczyków z dziećmi.

Zatem dla par, które nie mogą mieć dzieci jedyną drogą jest adopcja?

Adopcja i leczenie. Większość przypadków tzw. niepłodności wynika z uwarunkowań socjologicznych. Kobieta, która z niejasnych przyczyn odkłada macierzyństwo w nieskończoność, nagle budzi się w wieku 60 lat i stwierdza, że chciałaby mieć dzieci – to nie jest normalny przypadek. Ta pani na pewno 40 lat wcześniej była płodna, ale z przyczyn socjologicznych i ideologicznych zdecydowała się na macierzyństwo dużo później. Patologii nie można promować.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zamieszanie wokół in vitro w Szczecinku. Poczekamy dłużej?

City Hall Building in Szczecinek - Poland
City Hall Building in Szczecinek - Poland

Szczecinek chce dołączyć do grona samorządów wspierających osoby borykające się z niepłodnością i zapewnić swoim mieszkańcom dofinansowanie in vitro w wysokości 5 tys. zł. na parę.

W tej chwili trwa procedura uruchamiania programu częściowej refundacji, który w Szczecinku wywołuje niemałe kontrowersje wśród członków Rady Miasta. Na tym jednak nie koniec problemów. Choć program został wstępnie przyjęty na marcowym posiedzeniu Rady Miasta, zgodnie z procedurą trafił do zaopiniowania przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, a ta, choć projekt zaopiniowała pozytywnie, ma kilka uwag, z którymi radni będą musieli się zmierzyć.

  • należy uzupełnić informacje o celach programu i miernikach efektywności.

  • zastrzeżenia budzi wyznaczenie górnej granicy wieku kobiet na 40 lat. – Większość krajów UE wprowadziła granice wieku do korzystania z procedury in vitro. Najczęściej jest to wiek kobiet między 40 a 45 r.ż. Warto również podkreślić, że obowiązująca w Polsce ustawa o leczeniu niepłodności nie określa górnej granicy wieku kobiety, u której planuje się przeprowadzenie ww. zabiegu. Ze względu na brak jednoznacznych wytycznych w Polsce dotyczących górnej granicy wieku kobiet, u których możliwe jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego, jak również szerokie wątpliwości natury etycznej nie można w sposób jednoznaczny odnieść się do zaproponowanej w programie górnej granicy wieku kobiet – czytamy w dokumencie zawierającym ocenę AOTMiT.

  • konieczne jest doprecyzowanie liczby przenoszonych zarodków.

  • w pierwotnym projekcie brakuje wzmianki o tym, że uczestnicy programu muszą wcześniej przeprowadzić pełną diagnostykę niepłodności.

  • miasto nie wyceniło w programie cen poszczególnych usług, które będą wykonywane w ramach programu.

  • brak wyceny kosztów kampanii informacyjnej.

Zgodnie z założeniami programu przewidującego dofinansowanie in vitro w Szczecinku na lata 2017-2019 z częściowej refundacji – 5 tys. zł. skorzysta 20 par rocznie. Program będzie kosztował Szczecinek 100 tys. zł w każdym roku jego trwania.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Niewinne dziecko żywą tarczą – adopcja na wojnie. Historia, która dała nowe życie!

adopcja na wojnie
Foto: Ivor Prickett for The New York Times / Facebook The New York Times

Pomimo tego, że iracki rząd oficjalnie ogłosił w lipcu zwycięstwo nad Państwem Islamskim, trudno jest mówić o zakończeniu wojny. Przerażające doniesienia, chwytające za serce brutalne fotografie i historie ludzi, którzy pomimo wszystko starają się funkcjonować. Jednak ta historia: adopcja na wojnie chwyta za serce. 

Jedni nazwą to szczęściem w nieszczęściu, inni równowagą we wszechświecie, kolejnych uderzy za to kontrast – budowanie rodziny vs. brutalne niszczenie ludzkiej egzystencji. W jakkolwiek doniosłych słowach nie mówić o tej historii, trudno jest oddać towarzyszące jej emocje. Dlatego też najprościej wydaje się w tym przypadku najlepiej.

Nowy dom – nowe życie

The New York Times” opublikował zdjęcia i artykuł opisujące aktualny stan rzeczywistości panującej w Mosulu. Żołnierze wciąż ścierają się tam z bojownikami ISIS. Gdy jeden z mężczyzn przekroczył linię frontu, siły specjalne skierowały na niego swoją uwagę. Okazało się, że mężczyzna niósł przed sobą chłopca, który miał nie więcej niż 2 lata.

Dziecko ubrane było w zakrwawioną kamizelkę, brudne spodenki, nie miał butów. Niosący go człowiek nie wiedział kim jest malec. Jako, że od razu stał się podejrzanym o współpracę z Państwem Islamskim, dowódca przejął opiekę nad chłopcem. Niestety od razu zwątpił w to, że jego rodzice żyją. Postanowił więc, że chłopca adoptuje jeden z jego ludzi. Wiedział, że żołnierz i jego żona nie mogą mieć dzieci – powinni więc przyjąć chłopca.

Wciąż będąc na polu bitwy, wojskowi zdjęli z dziecka zakrwawione ubrania i umyli je. Maluch oczekiwał tam na przybycie oficera, który stworzy mu nowy dom i stanie się jego ojcem.

Jest to zapewne tylko jedna z tysięcy, jeśli nie milionów, tego typu historii, które dzieją się podczas przeróżnych wojen na całym świecie. Oby nowa rodzina okazała się de facto nowym życiem dla chłopca, który mając niespełna dwa lata przeżył tyle, ile nikt nie powinien zobaczyć nawet na filmach. Trudno jest wyobrazić sobie takie doświadczenia. Wydają się być one niezwykle odległe od naszej rzeczywistości. Z drugiej strony, cierpienie i okrucieństwo zdają się być uniwersalne. Dobrze jest więc dostrzegać nawet tak małe okruchy ciepła i miłości, które wyłaniają się spod wojennych gruzów.

 

Źródło:The New York Times

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Warto być przyzwoitym” prof. Władysław Bartoszewski. Ile trzeba zapłacić za sumienie?

Stockholm (2)

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak zmierzyć lub wycenić własne bądź cudze sumienie? Nie stworzono jeszcze żadnej skali do oceny sumienia, więc pozostaje nam mierzyć je czynami, tj. zgodnością głoszonych poglądów z postępowaniem danej osoby.

Politycy i działacze ruchów antyaborcyjnych wypadają dość blado. Weźmy na przykład prof. Bogdana Chazana, który zgodnie z doniesieniami medialnymi wykonał tysiące aborcji, a teraz pretenduje do bycia pierwszym obrońcą „życia poczętego”. Cena jego sumienia była niewielka, jednakże po dorobieniu się pokaźnego majątku postanowił zbić fortunę na dochodowym biznesie szumnie zwanym „ruchem pro-life”.

Ostatnio pojęcia takie jak „sumienie” i „klauzula sumienia” zostały zawłaszczone przez ekspansywne i agresywne ruchy przeciwników zdrowia reprodukcyjnego oraz prawą stronę sceny politycznej. Oczywiście większość z nich nie stosuje swojego światopoglądu do samych siebie, co prof. Romuald Dębski podkreślił w wywiadzie-rzece udzielonym Magdalenie Rigamonti, który ukazał się pod tytułem „Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek”.

Skoro polski system prawny zezwala lekarzom odmówić wykonywania obowiązków, to dlaczego nie wolno powołać się na klauzulę sumienia wobec złego rządu i zaprzestać płacenia podatków?

 

Wspieranie finansowe rządu upodlającego kobiety było, jest i będzie wbrew mojemu światopoglądowi, dlatego w rok po ukonstytuowaniu się „dobrej zmiany” podziękowałam nadwiślańskim „władcom macic” za współpracę i wyemigrowałam za morze. Choć podatki są wyższe i klimat surowszy, normalność życia codziennego i systemu opieki zdrowotnej w Szwecji bije po oczach, a w kwestiach dostępu do realizacji praw do zdrowia reprodukcyjnego nawet nie ma porównania… To przecież ojczyzna przeszczepów macicy, bezpłatnego IUI i IVF dla singielek i par homoseksualnych oraz najbardziej przyjazny rodzicielstwu kraj na świecie.

Niestety moje sumienie jako opór i niezgoda na łamanie praw człowieka zostało ostatnio wystawione na ciężką próbę. Kusząca propozycja pracy w Warszawie, ze służbowym mieszkaniem i samochodem, pakietem obejmującym opiekę medyczną VIP (z leczeniem niepłodności i porodem, a to rzadkość!), prywatną szkołą dla potencjalnych dzieci itp. w normalnym kraju byłaby propozycją nie do odrzucenia, jednakże moje sumienie pukało do mojego rozumu, głośno krzycząc i cytując prof. Bartoszewskiego: „Warto być przyzwoitym!”. A więc zamiast „fury, skóry i komóry” w ramach warszawskiego high-life’u nadal pozostaje mi szara, sztokholmska rzeczywistość, ale w poczuciu zgodności z własnym sumieniem i światopoglądem.
Nie ma mojego przyzwolenia na publiczne poniżanie połowy społeczeństwa. Nie z moich podatków. Bez mojego udziału w hucpie straszenia zakazem antykoncepcji i leczenia niepłodności. Na razie czas na życie na wygnaniu, ale w normalności…

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Czy będziemy świadkami przełomu w diagnozowaniu in vitro? Polscy naukowcy stworzyli przenośne laboratorium diagnostyczne

genomtec

Szybkie i trafne diagnozowanie może nierzadko uratować komuś życie! Ale nie tylko. Możemy także liczyć na przełom w diagnostyce in vitro. Naukowcy z Polski opracowali przenośne laboratorium oparte na biologii molekularnej – Genomtec ID, które zmieści się w kieszeni. Jak to działa?

– Obecnie, aby przeprowadzić badanie z wykorzystaniem metod biologii molekularnej, konieczne jest posiadanie wyspecjalizowanego laboratorium i sprzętu. Termocyklery, które służą do diagnostyki in vitro, w tej chwili kosztują setki tysięcy złotych, do tego trzeba doliczyć odczynniki niezbędne do przeprowadzenia badania oraz dodatkowo zużywane materiały – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Miron Tokarski z Zakładu Technik Molekularnych, współzałożyciel Genomtec.

Urządzenie doskonale sprawdzi się także w przypadku błyskawicznie rozwijających się chorób zakaźnych, jak chociażby sepsa, kiedy liczy się każda godzina a czasem minuty. Dzięki zastosowaniu Genomtec ID będzie można rozpoznać rodzaj bakterii i wirusów, a dzięki temu właściwie dobrać antybiotyk lub inne lekarstwo.

– Genomtec ID wykorzystuje unikalną technologię amplifikacji kwasów nukleinowych, która pozwala na określenie obecności DNA patogenów w dowolnej próbce materiału biologicznego z dokładnością nawet do jednej kopii, co umożliwia lekarzom postawienie dokładniejszych i szybszych diagnoz – mówi Miron Tokarski. – Genomtec ID opiera się na autorskiej metodzie, która pozwala na przeprowadzenie całego procesu od nałożenia próbki do uzyskania wyniku na karcie reakcji, zamkniętej wewnątrz urządzenia. To rozwiązanie unikatowe na skalę zarówno polską, jak i światową, w tej chwili przebiega proces zgłoszenia patentowego, na którego rezultaty czekamy – dodaje.

Warto zwrócić także uwagę na koszt urządzenia. Twórcy szacują, że przenośne laboratorium diagnostyczne będzie można je nabyć już za około 1600 zł, a koszt jednego badania to około 50 zł. Dodatkowo, jak przekonują, możemy liczyć na niemal stuprocentową skuteczność w wykrywaniu każdego wcześniej zdefiniowanego wirusa.

 

przenośne laboratorium diagnostyczne

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego