Przejdź do treści

Państwo uprawia potworną hipokryzję!

O tym, dlaczego Państwo nie powinno odbierać zarodków singielkom, a także o granicach wieku dla in vitro z prof. Moniką Płatek, prawniczką zaangażowaną w obronę praw kobiet, feministką rozmawia Magda Dubrawska.

Czy po wejściu w życiu ustawy o in vitro samotnym kobietom zostaną odebrane ich zarodki?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Monika Płatek: Bardzo ciekawe pytanie, prawdopodobnie w ostateczności odpowie na nie Trybunał Konstytucyjny. W tej sprawie mamy do czynienia z problemem, którym jest brak przepisów intertemporalnych czyli działających pomiędzy jedną, a drugą ustawą. Na ten zarzut ustawodawca mógłby odpowiedzieć „nieprawda, przecież są dwa miesiące”.  Nawet jeśli chcielibyśmy wprowadzić taki obowiązek to dwumiesięczne vacatio legis jest zdecydowanie zbyt krótkim czasem. Do wprowadzenia takiej polityki potrzebne są uzasadnione argumenty i odpowiednio długi czas przejściowy. Zaś w tym przypadku nie ma dobrych racji poza dyscypliną i wykorzystaniem kobiety jako kontenera, o którym co i kiedy będzie nosił zdecyduje władza.

Nie wiem, czy nie należałoby podpowiedzieć samotnym kobietom, które mają swoje zarodki, aby je odebrały. Pytanie jednak, co dalej powinny z nimi zrobić? Nie będą ich przecież trzymały w lodówkach, a więc musiałyby je przekazać do firmy, która gwarantowałabym im skorzystanie z nich według własnej woli.

Mamy orzecznictwo w podobnej sprawie. Pewne małżeństwo zamroziło swoje zarodki. Kobieta była chora na raka, jednak przed leczeniem, w celu zabezpieczenia swojej płodności, zgodziła się na pobranie materiału genetycznego od niej i jej męża. Z rakiem szczęśliwie wygrała, ale małżeństwo nie przetrwało. Gdy już jako zdrowa kobieta chciała skorzystać ze swoich zarodków, jej mąż nie wyraził na to zgody. Trybunał przyznał mu rację uznając, że bez zgody męża kobieta nie może tego zrobić.

Teraz mamy do czynienia z nieco inną sytuacją  – mówimy o materiale genetycznym czy zarodkach czysto kobiecych. Działając przez analogię – kobiecie nie można odebrać jej zarodków. Jednak wyobrażam sobie tłumaczenie – skoro państwo może pozbawiać rodziców prawa do dziecka, jeśli ci się nie wywiązują, to tak samo może postąpić z zarodkami. Byłoby to podwójnie nieuczciwe! Stosując taką politykę państwo uprawia potworną hipokryzję. Po pierwsze należy zaznaczyć, że dziecko nie gwarantuje stałości związku. Jest cała masa dzieci, które wychowują się w związkach jednopłciowych, gdzie np. jest tylko babcia, matka, córka. Co więcej rocznie notuje się ok.180 tysięcy nowych małżeństw i 64 tysiące rozwodów, a więc jedna trzecia małżeństw kończy się rozpadem. Do tego wiele małżeństw, które się nie rozwodzą kończy się separacją, a jeszcze inne odejściem mężczyzny. Kolejna sprawa – co czwarte dziecko rodzi się poza małżeństwem.

A więc pod pretekstem dbania o trwałość rodziny zachodzi kilkukrotna, patriarchalna tendencja do traktowania i dyscyplinowania kobiet, sprawowania nad nimi nadzoru i wyraźnie podyktowanie, że to nie kobieta będzie decydować o swojej prokreacji, a władza.

Założenie, że w tradycyjnym małżeństwie związek będzie trwalszy niż np. w związku partnerskim (homo czy heteroseksualnym) jest nieuprawione. Również postawienie warunku, że do rodziny potrzebny jest mężczyzna jest patriarchalne, protekcjonalne, nieuzasadnione praktyką i rzeczywistością. Odbieranie zarodków jest także przejawem dyskryminacji kobiet, które mają trudności z zajściem w ciążę. Czy podobnie będziemy postępować i obowiązkowo żądać np. usunięcia ciąży w sytuacji, gdy kobieta zostanie zgwałcona? Jak widać najważniejsze nie jest dobro rodziny. Państwo chce się zabezpieczyć finansowo, aby nie miało obowiązku płacić za takie dzieci. Jednak lekceważenie i przyzwolenie na niepłacenie alimentów, nawet tych orzeczonych również ukazuje hipokryzje i poczucie, ze tylko kobiecie można narzucać pewne wzorce.

Czyli ustawa o in vitro w obecnym kształcie nie jest dobra?

Tak nie można powiedzieć. Rozwiązanie zastosowane w kwestii zarodków samotnych kobiet jest wybitnie protekcjonalne, daje do zrozumienia, że kobiety w Polsce traktuje się przedmiotowo. Jest to zapis niezgodny z art. 33 Konstytucji RP ponieważ nie uwzględnia w równym stopniu interesów, potrzeb i doświadczeń zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zgodnie z nim, aby w ogóle można było mówić o reprodukcji i płodności potrzebny jest do tego mężczyzna i to nie byle jaki, bo tylko mężczyzna zarejestrowany. Przeczy to codziennym obserwacjom. To również zmuszanie ludzi do obchodzenia prawa. Jestem przekonana, że bez trudu znalazłabym kilku kandydatów, którzy za prośbą lub zapłatą podjęliby się zawiązać związek małżeński. Szczególnie, że zobowiązania alimentacyjne, jak pokazuje rzeczywistość, są bzdurą – jeżeli kobieta nie wystąpi o alimenty to nikt się do niej nie zgłosi, a nawet, jeśli wystąpi to często tych pieniędzy nie dostaje.

Polska jako jeden z nielicznych europejskich krajów nie reguluje limitów wiekowych dla kobiet korzystających z in vitro. To dobrze?

Mój brat swoje kolejne dziecko spłodził w wieku 62 lat. Dziś już nie żyje. Czy ktokolwiek powiedział mu, że nie może płodzić dzieci, bo nie będzie w stanie ich wychować? Czy kiedykolwiek przyszłoby nam do głowy, żeby dyskutować o wieku mężczyzn, którzy wchodzą w wiek prokreacji? Jakie ma to znaczenie? Jest wielu młodych ojców, którzy się rozpijają i odchodzą od rodzin. Bywają również sytuacje, gdy ojcowie ulegają nieszczęśliwym wypadkom, są też młodzi rodzice, którzy w skutek doznanych chorób umierają.

Warto, aby była kampania społeczna, mówiąca o tym, jak fajnie jest być rodzicem, a nie tylko matką. Tymczasem mamy ohydną i wstrętną akcję społeczną, która skierowana jest wyłącznie do kobiet. O 62- letniej kobiecie, która została matką mówimy tylko dlatego, że urodziła w tak późnym wieku. Czy jest to zwyczajne? Nie wiem.

Spójrzmy wstecz – ile miała biblijna Sara, żona Abrahama, kiedy została matką? Być może jest to pewne przesłanie, że nie wiek jest ważny, ale coś innego.

Być może regulacja odpowiednie wykorzystanie publicznych pieniędzy – płacimy na coś, co nie ma szans i w związku z tym musimy ważyć racje. Jednak właśnie ta kobieta, która urodziła w 62 roku życia dowodzi, że te racje są nieuzasadnione, bo okazuje się, że można.

Zatem nie powinno być ograniczeń wiekowych ani dla kobiet ani dla mężczyzn korzystających z in vitro?

Na pewno nie powinna być to kwestia dyskusyjna, która dotyczy tylko i wyłącznie kobiet. Obowiązujący od 2012 roku ministerialny program bardzo wyraźnie określa granice wiekowe.

Ustawa będzie obowiązywała zamiast programu…

Tak i mam nadzieję, że nie będzie tam regulacji dotyczących wieku.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Antykoncepcja powoduje raka, a naprotechnologia powinna zastąpić in vitro. Tego będą uczyć się licealiści

Plansza przedstawiająca program W stronę dojrzałości

Antykoncepcja hormonalna jest przyczyną raka, depresji i rozwodów, zapłodniona komórka ma zdolność komunikacji z matką, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową najlepiej chroni suplementacja witaminami. Choć brzmi to jak scenariusz lekcji religii, tak już wkrótce ma wyglądać zlecony przed Ministerstwo Zdrowia program edukacji seksualnej dla licealistów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program „W stronę dojrzałości”, bo o nim mowa, został zlecony i sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia. W jego ramach uczniowie polskich szkół średnich mają m.in. nabyć „umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

W stronę dojrzałości, ale bez wiedzy

Zgodnie z założeniami, nauka odbędzie się w nowoczesnej formie webinariów, czyli wykładów przez internet. 40-godzinny program edukacji z zakresu „zdrowia prokreacyjnego i profilaktyki zachowań ryzykownych” z nowoczesnością (czy – ściślej – z obecnym stanem wiedzy) ma jednak niewiele wspólnego. „W stronę dojrzałości” będzie zachęcać nastolatków do późnej inicjacji, a jednocześnie – do wczesnego macierzyństwa. Zniechęci zaś do antykoncepcji, związków nieformalnych oraz  in vitro.

CZYTAJ TEŻ: „Botoks” na teście z religii. Licealiści uczą się, że in vitro to „głęboka niegodziwość”

„Sieroctwo prenatalne” i głosy zapłodnionej komórki

„Wyszkoleni tutorzy” mają m.in. uczyć młodzież, że toksyczne substancje w prezerwatywach mogą prowadzić do nowotworów, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową chroni suplementacja witaminami C i D.  Tabletki antykoncepcyjne – zgodnie z programem „W stronę dojrzałości” –służą do tego, by „pozbyć się człowieka”, a dodatkowo mogą wywołać choroby wątroby i depresję.  Nastolatkowie dowiedzą się też, że zapłodniona komórka ma zdolność komunikowania się z kobietą: prosi, by przyjąć ją do siebie i „przyszykować dla niej swoją podusię”. Kontrowersje wywołuje też inna teza, zgodnie z którą mówienie o ciąży, a nie o dziecku może powodować… „sieroctwo prenatalne”.

Realizatorem tego kontrowersyjnego programu jest spółka Lechaa Consulting z Lublina. Na działania w jego ramach otrzymała od Ministerstwa Zdrowia niebagatelną kwotę w wysokości 9,65 mln zł. Partnerami projektu zostały m.in. katolicka Fundacja „Czyste serca” oraz specjalizująca się w naprotechnologii fundacja sióstr Boromeuszek.

Źródło: wstronedoroslosci.pl, newsweek.pl, wysokieobcasy.pl, termedia.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dudziak: Antykoncepcja to niegodziwość, czyli czego Jaś się na WDŻ nie nauczy. Czy naprawdę musi tak być?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków?” Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

Małgorzata Rozenek o in vitro
fot. Instagram - Małgorzata Rozenek

Małgorzata Rozenek w dobitnych słowach opowiedziała co sądzi o in vitro, aborcji i tolerancji. „Jestem w***na”- skomentowała stereotypy powielane na temat zapłodnienia pozaustrojowego.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wywiad z Małgorzatą Rozenek ukazał się na łamach ostatniego numeru tygodnika „Wprost”. Gwiazda TVN ma dwoje synów i nigdy nie ukrywała, że w ciążę udało jej się zajść dzięki in vitro.

Zobacz także: Małgorzata Rozenek: Likwidacja programów jest ciosem poniżej pasa

Małgorzata Rozenek o in vitro

W wywiadzie Rozenek zauważyła, że od kilku lat ostracyzm i ignorancja polityków w sprawie in vitro znacząco się pogłębiły. Klinika, w której prezenterka korzystała z zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego zorganizowała ostatnio dzień otwarty dla polityków.

Celem przedsięwzięcia było podnoszenie świadomość rządzących w temacie technik wspomaganego rozrodu. Jak zauważyła oburzona gwiazda, na tym spotkaniu pojawiła się tylko jedna posłanka.

Zobacz także: Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

Zarodki wylewane do zlewu

Gwiazda skomentowała również słowa księdza Franciszka Longchamps de Bériera, który stwierdził w 2013 roku, że dzieci z in vitro mają bruzdy na twarzy.

Jestem wku****ona. Tym bardziej, że autorem tych słów był ksiądz, którego przez lata wielbiłam i szanowałam. (…) Gdy usłyszałam jego wypowiedź o in vitro, oniemiałam. Zatkało mnie – powiedziała Rozenek.

– Myślę a przynajmniej mam nadzieję, że takie uprzedzenia są wynikiem niewiedzy. No bo jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków albo wywożeniu i sprzedawaniu zarodków do Niemiec, gdzie kupują je homoseksualne pary? – zastanawiała się gwiazda.

Zobacz także: Manuela Gretkowska o okładce „Wysokich Obcasów”: Aborcja stała się elementem religijnym

Aborcja a sumienie

Podczas rozmowy z dziennikarką „Wprost” Małgosia przyznała, że w sprawie aborcji każda kobieta powinna mieć wolny wybór.

– Wybór jest istotą człowieczeństwa. To obywatel powinien podejmować decyzję, a nie państwo za obywatela. Decyzja o aborcji jest sprawą sumienia każdej z nas – podkreśliła.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gwiazdy – Wirtualna Polska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

ICSI – co to jest? Jak wspiera in vitro?

Dla wielu par in vitro jest jedyną metodą pozwalającą spełnić marzenia o rodzicielstwie. Dla innych jest to metoda, co do której decyzja zapada po wielu latach korzystania z innych szans. Zdarza się jednak, że oprócz klasycznego IVF przyszli rodzice poddają się także innym, wspomagającym zabiegom. Jednym z nich może być ICSI – co to jest?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

ICSI to inaczej mikroiniekcja plemnika do komórki jajowej, ang. Intracytoplasmic Sperm Injection. Jest to zabieg polegający na bezpośrednim wstrzyknięciu pojedynczego plemnika do wnętrza komórki jajowej. Metoda ta stosowana jest od 1992 roku.

Dla kogo ICSI jest polecane?

– parom, które doświadczyły już nieudanych prób zapłodnienia pozaustrojowego;

– pary, które leczą się z powodu niepłodności idiopatycznej (nie wiadomo co jest wtedy przyczyną niemożności zajścia w ciążę);

– jeśli u mężczyzny stwierdza się w nasieniu zbyt mają liczbę plemników, lub gdy ich ruchliwość jest zaburzona;

– gdy partner ma problemy z erekcją i wytryskiem, które są efektem np. cukrzycy;

– jeśli w trakcie punkcji pobrano od kobiety mniej niż 5 komórek jajowych;

– gdy kobieta choruje na endometriozę.

Jak przebiega ICSI?

Cały plemnik – unieruchomiony pipetą, a przez to też aktywowany – jest wprowadzany do wnętrza komórki jajowej. Podaje się go za pomocą cienkiej pipety mikroiniekcyjnej. Żeby ulokować plemnik we właściwym miejscu – w cytoplazmie komórki jajowej – trzeba przerwać ciągłość osłonki przejrzystej oraz błonę komórkową oocytu. Są to struktury niesłychanie plastyczne – po wprowadzeniu plemnika i usunięciu pipety ulegają natychmiastowemu zasklepieniu” – wyjaśniała w rozmowie z nami dr Marta Sikora-Polaczek z Centrum Medycznego Macierzyństwo >>KLIK<<.

Co istotne, pozostałe etapy leczenie, które odbywają się po zapłodnieniu komórek przy pomocy metody ICSI, przebiegają identycznie z klasycznym in vitro. Dodatkowo niektóre kliniki wskazują, iż ICSI jest wykonywane nawet w 95 proc. leczenia niepłodności metodą IVF.

ICSI – co warto wiedzieć?

Należy pamiętać, że dodatkowe procedury to także dodatkowy koszt. Przy tym nie zawsze jednak okazują się one zwiększać skuteczność leczenia. Niektóre badania wskazują, iż ICSI wcale nie musi skutkować lepszymi wynikami, niż tradycyjne in vitro, o czym pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<< W przytaczanych tu danych badacze wskazywali także na większe ryzyko przekazania zaburzeń genetycznych, czy też wad wrodzonych podczas stosowania ICSI. Inne dane nie potwierdzaj zaś tych doniesień.

Co ciekawe, gdy weźmiemy pod uwagę 1996 i 2012 rok, korzystanie z tej właśnie metody wzrosło w USA ponad dwukrotnie (z 36,4 proc. do 76,2 proc.).

Męska strona niepłodności

Gdy źródłem niepłodności pary jest rzadkie zaburzenie – syndrom ASS, to właśnie ICSI okazuje się być dla nich efektywną deską ratunku. Opisywany tu syndrom wiąże się z wykształcaniem się męskich komórek rozrodczych w nieprawidłowej strukturze. Plemniki mają wtedy często defekty w budowie główki, czy też odciętą wić.

W 2003 r. dwie procedury ICSI właśnie u par, u których to pojawiały się nieprawidłowości morfologiczne plemników, zakończyły się sukcesem i narodzinami zdrowych dzieci. W ostatnim roku pojawiły się kolejne potwierdzenia skuteczności tej właśnie metody w przypadku niepłodności związanej z syndromem ASS. Więcej tutaj: >>KLIK<<

Bezpieczeństwo

Ważną informacją jest to, iż przebieg procedury nie wpływa negatywnie na wyselekcjonowany plemnik. Tyczy się to zarówno jego potencjału do zapłodnienia, jak i dalszy rozwój.

Zobacz też:

Na czym polega proces wyboru plemnika do in vitro? Wyjaśnia ekspertka

Jak wybrać laboratorium diagnostyczne?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bydgoszcz ponownie zawalczy o in vitro. Wszystko w rękach prezydenta

Kobieta z brzuchem ciążowym
fot. Pixabay

18 bydgoskich radnych PO i SLD postanowiło ponownie zawalczyć o wprowadzenie uchwały o dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta. Złożyli już do prezydenta Rafała Bruskiego wniosek z prośbą, by zlecił on prace nad nowym projektem w tej sprawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że Bydgoszcz stara się o wprowadzenie miejskiego programu dofinansowania in vitro już od dwóch lat. Projekt refundacji procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta powstał w 2016 r. z inicjatywy posłów Nowoczesnej. Zbiórką podpisów pod nim oraz koordynacją dalszych działań zajmował się Michał Stasiński (wówczas poseł Nowoczesnej, obecnie PO).

Wymaganą liczbę podpisów udało się zebrać, a projekt – po burzliwych obradach – został przyjęty przez radę miasta. Wkrótce uchylił go jednak wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bodganowicz (PiS), wskazując na błędy proceduralne. Do jego opinii przychylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Szansę na dofinansowanie in vitro straciło wówczas ok. 50 par z Bydgoszczy.

Potrzebny nowy projekt ws. dofinansowania

Choć benedyktyńska praca radnych poszła na marne, nie dają za wygraną. Z dalszymi działaniami wstrzymywali się jednak kilka miesięcy – w tym czasie sprawdzali wszystkie dostępne rozwiązania.

– Chcieliśmy się wspomóc wcześniejszym projektem autorstwa fundacji „Nasz Bocian”. Okazało się jednak, że ta nie może nam przekazać do niego praw. Trzeba więc przygotować zupełnie nowy projekt, a jedyną możliwością, by to zrobić, jest skorzystanie ze wsparcia prezydenta Bruskiego – mówiła Expressowi Bydgoskiemu radna Monika Matowska (PO).

In vitro w Bydgoszczy, czyli kość niezgody

Działacze SLD i PO nie tracą nadziei, że projekt dofinansowania in vitro w Bydgoszczy uda się tym razem wprowadzić. Mają jednak obawy, że na drodze do wprowadzenia programu może znów stanąć wojewoda. Warto przypomnieć, że niedawno stwierdził on nieważność uchwały grudziądzkiej rady miasta w sprawie realizacji programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro dla mieszkańców Grudziądza na lata 2018-2019”. Z oferowanego wsparcia miało skorzystać 60 par z tego miasta.

CZYTAJ TEŻ: Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Niechęci dla projektu nie kryją też oponenci polityczni. Zdaniem Bogdana Dzakanowskiego, gorliwego przeciwnika in vitro z Bydgoskiej Bramy Porozumienia, refundacja in vitro w Bydgoszczy nie jest zadaniem własnym gminy. Ma ona – według niego – „ważniejsze sprawy”.

– Na najbliższej sesji rady miasta będę chciał wrócić do petycji przeciwko finansowaniu in vitro z budżetu miasta, którą swego czasu podpisało ponad 2 tysiące bydgoszczan – mówi.

Jego zdaniem, ponowna próba wprowadzenia uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Bydgoszczy jest tylko ruchem politycznym przez zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Ale dla mieszkańców Bydgoszczy ruch ten jest bardzo ważny. Ze wsparcia w ramach dofinansowania in vitro z budżetu miasta mogłoby skorzystać wiele par zmagających się z niepłodnością.

Źródło: Express Bydgoski

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Słupsku rusza od lipca

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.