Przejdź do treści

„Pamięć jest ulotna”

Już za kilka tygodni odbędzie się premiera Księgi Adoptowanego Dziecka autorstwa Magdaleny Modlibowskiej. Tymczasem my już teraz zapraszamy na wywiad z autorką. Szczera rozmowa na temat wyczekiwania dziecka i potrzeby spisywania tych cennych wspomnień.

Skąd pomysł na wydanie Księgi Adopcyjnej?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magdalena Modlibowska: Z życia. Przechodząc przez proces adopcyjny doświadczałam wielu rzeczy, niektóre z nich później okazały się niesłychanie istotne dla moich dzieci. Razem z dorastającą córką rozmawiałam o tym jak dowiedzieliśmy się o niej, kto zadzwonił, co powiedział, co myśleliśmy i czuliśmy w tamtym momencie. Zobaczyłam jak ważne są te informacje dla niej. Cieszyła się nawet ze zwykłej kartki, na której szybko notowałam podstawowe informacje, jakie przekazywano nam w ośrodku adopcyjnym. Szacunek z jakim odnosiła się do tego karteluszka zapadł mi bardzo w serce i tam zrodził się pomysł napisania Księgi.

Czemu ma służyć Księga?

Najpierw trzeba sobie uświadomić komu ona ma służyć. Księga jest przede wszystkim dla adoptowanego dziecka, potem dla jego adopcyjnych rodziców, ale także dla pracowników ośrodka adopcyjnego. Każdemu z nich będzie służyć inaczej. Teraz można zastanowić się czemu ma służyć. Najkrócej mówiąc to rodzaj pamiętnika, który rodzice tworzą w trakcie procedury adopcyjnej, albo też później, tak żeby dziecko w czasie gdy zacznie interesować się jak pojawiło się w tej rodzinie mogło wrócić z rodzicami adopcyjnymi do tego czasu i jak najpełniej zobaczyć ten czas.

Księga pomaga robić zapiski, dokumentować jak rodziło się adopcyjne dziecko w tej konkretnej rodzinie. Jest takim pomostem łączącym historię dziecka z historią rodziców.

Co ją wyróżnia?

Przede wszystkim to, że jest pierwszą i jedyną taką pozycją na rynku polskim. Do tej pory rodzice adopcyjni nie mieli ułatwienia w przekazywaniu dziecku swoich przeżyć z jego adopcyjnych narodzin. W niektórych ośrodkach proponuje się rodzicom pisanie listu czy pamiętnika do swojego przyszłego dziecka, niektórzy rodzice to robią. Ale co jeśli nie mają takich zdolności? Księgę może wziąć do ręki każdy rodzic, jest tam miejsce dla mamy, dla taty. Każdy może w prosty a jednocześnie atrakcyjny sposób, udokumentować to co jest dla niego najistotniejsze na danym etapie procedury. Jest dużo podpowiedzi, wskazówek, ale jednocześnie pozostawiona swoboda wpisywania.

Myślę, że to co wyróżnia Księgę to również bardzo dobry feedback ośrodków adopcyjnych. Cieszę się, że zobaczyli w tym pomocne narzędzie. Wierzę, że dzięki współpracy i przetestowaniu Księgi przez ośrodki i ich kandydatów, będę mogła uzupełniać ją w kolejnych wydaniach jeśli okaże się to konieczne.

Dlaczego rodzice adopcyjni powinni taką księgę mieć?

Pamięć bywa ulotna i szczegóły nawet najważniejszych wydarzeń zacierają się. Emocje pojawiają się w jednej chwili, a w kolejnej już są inne. Osobiste przemyślenia towarzyszą danej sytuacji, i po latach zwyczajnie nie pamiętamy skąd się pojawiły. Dla dziecka te szczegóły są ogromnie ważne. To dowód, że było wyczekane i upragnione, że rodzice adopcyjni, bardzo starali się zanim je poznali, żeby ono mogło do nich dołączyć. Tym samym jest to wsparcie poczucia wartości dziecka, które doświadczyło opuszczenia przez rodziców biologicznych, które niesie ze sobą to doświadczenie bez względu na wiek.

Można sobie wyobrazić jak będziemy w przyszłości rozmawiać ze swoim dzieckiem o jego adopcyjnych narodzinach. Czy pokazując dziecku dokumenty z sądu, bezduszne formularze, albo luźne kartki z notatkami? A może oglądając pięknie wydaną Księgę z wesołymi obrazkami, uśmiechniętymi buźkami misiowej rodziny i odręcznymi wpisami swoich rodziców? Każdy rodzic może sam zdecydować, która wersja będzie przyjemniejsza dla niego i jego dziecka. Ja doświadczyłam obydwu wersji i wiem, że druki z sądów są kiepską opcją.

Jak wykorzystać księgę adopcyjną podczas procedury adopcyjnej?

Księga jest ułatwieniem dokumentowania tego co dzieje się w trakcie procesu adopcyjnego. Rodzice mogą opisywać sprawy formalne, daty, ale przede wszystkim swoje emocje, odczucia, to co dzieje się w ich głowach w trakcie tego procesu. Księga jest ogromną pomocą na czas oczekiwania. To szczególny moment w stawaniu się rodzicem adopcyjnym, z jednej strony rodzice są najmniej aktywni i rośnie w nich poczucie bezradności, zawieszenia. Z drugiej strony w tym momencie w ich głowach i sercach tworzy się coraz więcej miejsca dla dziecka, na które czekają. Księga z jednej strony pomoże przejść przez ten etap procedury, a z drugiej zostawi ślad z tego etapu dla dziecka.

Z doświadczenia wiem, jak wielkie to miało znaczenie dla moich adoptowanych dzieci, gdy dowiedziały się, jak przeżywałam czas czekania na nie.

Rodzice mogą wykorzystać księgę także po zakończeniu procesu, wtedy gdy są już rodzicami i mają swoje dziecko ze sobą. Wystarczy odszukać w dokumentach kilka ważnych dat, w sercu odkopać wspomnienia i przygotować dziecku jego Księgę. To może być świetny prezent na urodziny lub rocznicę pierwszego dnia w domu.

Czy to nie jest pamiątka po równie szczęśliwym, jak i ciężkim przeżyciu? Przejście przez wszystkie procedury, bariery biurokracyjne itd. niekoniecznie są miłą pamiątką.

Rodzice czekają na dziecko, starają się o nie, robią co w ich mocy, żeby mogli stać się jego rodzicami. Trudno mi sobie wyobrazić, że cokolwiek w takich przeżyciach może być niemiłą pamiątką. To rodzice decydują co wpisują do Księgi, podpowiedzi są po to, żeby pomóc ale nie trzeba być im wiernym. Jeśli w którymś momencie procedury poczułam się źle albo coś mnie zdenerwowało, to mogę tego nie zapisywać. Ale co ważniejsze mogę napisać jeśli chcę pokazać dziecku swoją autentyczność i realny obraz tego jak rodziła się rodzina, którą teraz ono współtworzy. Nie wiem co będzie ważniejsze dla danej pary rodziców. Wiem natomiast jak często córka pytała: „naprawdę płakałaś wtedy mamo? Dlaczego to było dla ciebie trudne?” Szczere odpowiedzi, w których znajdowała siłę moich emocji jakie towarzyszyły staraniom o bycie jej matką, cementowały naszą relację.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Jest odpowiedź na okładkę „Wysokich Obcasów”. Akcja #AdopcjaJestOk

#AdopcjaJestOk
fot. Facebook - Drużyna B

W odpowiedzi na kontrowersyjną okładkę „Wysokich Obcasów” z hasłem „Aborcja jest ok”, internauci stworzyli akcję o nazwie #AdopcjaJestOk.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od kilku dni niecodzienna okładka magazynu „Wysokie Obcasy” jest obiektem ożywionych dyskusji internautów, gwiazd i polityków.

„Wysokie Obcasy” to weekendowy dodatek „Gazety Wyborczej”. W najnowszym numerze na różowym tle okładki widzimy trzy uśmiechnięte kobiety pozujące w koszulkach z napisem „Aborcja Jest Ok”.  W tytułowym materiale tzw. Aborcyjny Dream Team przekonuje, że „aborcja jest normalna” i „każdy kocha kogoś, kto miał aborcję”.

Ostre reakcje pro-life’owych i konserwatywnych środowisk były do przewidzenia. Redakcja WO nie spodziewała się chyba jednak aż tak dużej fali krytyki ze strony gwiazd i liberalnych dziennikarzy.

Zobacz także: Skandal z bilbordem o dzieciach z in vitro z finałem w sądzie. Uwaga! Drastyczne zdjęcia!

Fala krytyki

Agnieszka Gozdyra z Polsat News zarzuciła Aborcyjnemu Dream Team’owi infantylizację poważnej sprawy.

Kiedy chce się występować w imieniu większości, nie wolno używać języka skrajności. O tej zasadzie zapomniały @WysokieObcasypl występując z hasłem »aborcja jest ok«. Są kobiety, dla których jest. Dla większości ok jest wybór, nie sama aborcja – napisała dziennikarka.

Również Marta Gordziewicz z TVN24 nie szczędziła słów krytyki w stronę organizatorek akcji. „Zatrzęsło mną, gdy zobaczyłam tę okładkę z »aborcja jest ok«. A szlag mnie trafił, gdy wysłuchałam w Toku jednej z zaangażowanych w ten projekt. Pani twierdziła, że chodzi o kobiety. Otóż nie, akurat kobiety to ta pani ma gdzieś”.

Negatywne komentarze posypały się również ze strony „Gazety Wyborczej„.

„Ta okładka i tytuł jest głupi” – ocenił Paweł Wroński, dziennikarz działu krajowego. „Aborcja to nie temat na bluzkę. Nie da się jej sprowadzić do prostego hasła jak »papierosy są do dupy” – skomentowała sprawę Aleksandra Klich, zastępczyni redaktora naczelnego Wyborczej.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Internauci odpowiadają: #AdopcjaJestOk

W odpowiedzi na kontrowersyjną okładkę WO m.in. na stronie blogerów z Drużyny B pojawiła się informacja o akcji #AdopcjaJestOk. Na ich profilu można zobaczyć fotografię inspirowaną okładką WO. Na zdjęciu uśmiechnięta kobieta pozuje w koszulce z napisem „Adopcja jest OK”. Napis na różowym tle głosi: Oddając swoje dziecko do adopcji dajesz mu życie po raz drugi! Pro-woman, pro-life, pro-love”.

„Drużyna B wspiera kobiety. Również te nienarodzone! Kochamy życie po obu stronach brzucha” możemy przeczytać na facebookowym profilu blogerów.

Do akcji odniósł się Aborcyjny Dream Team. „Słówko komentarza od nas: adopcja jest ok! Tak samo jak aborcja:) jeśli jest to Twoja samodzielna decyzja i nikt Cię do niej nie przymusza, ani Ci jej nie zakazuje, to adopcja, zarówna jak aborcja są totalnie ok” – piszą

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Newsweek, Facebook: Drużyna B, Aborcyjny Dream Team

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

otwarta adopcja historia
fot. Pixabay

Kiedy miała 18 lat niespodziewanie zaszła w ciążę. Dwa miesiące później jej partner i ojciec nienarodzonego dziecka zmarł. Młoda kobieta stanęła przed ogromnym dylematem: co zrobić, by zapewnić dziecku godną przyszłość?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hannah Mongie z Utah w Stanach Zjednoczonych była zwykłą nastolatką. Kiedy miała 18 lat poznała misjonarza Kadena Whitneya, z którym postanowiła dzielić przyszłość.

Po 8 tygodniach związku Hannah odkryła, że jest w ciąży. Po szczerej rozmowie przyszli rodzice stwierdzili, że nie będą w stanie zapewnić dziecku godnej przyszłości i zdecydowali, że ich synek trafi do rodziny adopcyjnej.

Niestety, dwa miesiące po tej rozmowie wydarzyła się tragedia. Partner nastolatki zmarł we śnie. Dziewczyna została sama i choć śmierć partnera totalnie ją załamała, musiała przetrwać ten trudny czas dla synka, który niebawem miał przyjść na świat.

Zobacz także: Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko

Aby złagodzić ból po śmierci ukochanego, postanowiła nagrać filmik z dedykacją dla swojego dziecka Nagranie w przyszłości miało trafić do chłopca.

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko – mówiła do synka na nagraniu.

Po porodzie Hannah miała 48 godzin na spędzenie czasu ze swoim synkiem Taggartem. Wykorzystała ten czas na nakręcenie kolejnego emocjonalnego nagrania, w którym tłumaczyła powód swojej decyzji.

W 9-minutowym filmiku Hanna wyjaśnia z płaczem:

Jeśli bym cię nie kochała, nie poznałbyś tej wspaniałej rodziny. Dam ci tyle całusów ile zdołam przed przekazaniem cię Bradowi i Emily. Kocham cię Taggarcie Cayden Marsh. Mój mały chłopczyku. Mój synku. Tak bardzo cię kocham.

Następnie kobieta przekazała noworodka rodzicom adopcyjnym – Emily i Bradowi.

Zobacz także: „Otwarta adopcja” – czyli co? 

Moment, w którym Hannah przekazuje synka nowej rodzinie // fot. Instagram Hannah Mongie

Otwarta adopcja

Hannah nie straciła jednak kontaktu ze swoim dzieckiem. Rodziny zgodziły się bowiem na otwartą adopcję. Dzięki temu kobieta regularnie widuje się i zajmuje chłopczykiem.

– Zawsze chciałam być mamą, jednak stało się to w bardzo nieodpowiednim czasie – tłumaczy Hannah.

Taggart ma już niemal dwa lata i jest wesołym, rezolutnym maluchem. Hannah często spędza czas z synkiem i jego dwoma adopcyjnymi braćmi Carterem Lucasem.

Hanna z synkiem Taggartem // fot. Instagram Hannah Mongie

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Maily Dail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko. Co stanęło jej na przeszkodzie?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko
fot. Instagram @joannaracewicz

Joanna Racewicz pojawiła się w ostatni weekend na Noworocznym Obiedzie z Gwiazdami, zorganizowanym dla podopiecznych domów dziecka. Podczas spotkania z dziennikarzami Racewicz wyznała, że kilka lat temu planowała adoptować dziecko.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W sobotę 3 lutego w restauracji JEFF’S  odbyła się 13. edycja Noworocznego Obiadu z Gwiazdami. Na wydarzenie właścicielka lokalu i pomysłodawczyni akcji Verena Jarczyńska zaprosiła 300 dzieci z domów dziecka.

Wydarzenie swoją obecnością uświetniły gwiazdy. Wśród tego grona znalazła się również Joanna Racewicz – znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna, a prywatnie mama 9-letniego Igora.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko

W rozmowie z dziennikarzami Plejady gwiazda wyznała, że kiedyś chciała adoptować dziecko. Kiedy Racewicz przygotowywała materiał reporterski o domach małego dziecka spotkała wyjątkowego chłopczyka.

– Maleństwo 2,5, może niespełna 3-letnie, chłopczyk, nie zapomnę go nigdy. Siedział mi na kolanach i nie pozwolił swojej opiekunce zabrać się po tym – cytuje słowa dziennikarki portal Plejada.

Niestety do adopcji nie doszło, ponieważ dziecko nie miało unormowanej sytuacji prawnej.

– Pamiętałam tę twarz bardzo długo. Chodziła mi po głowie adopcja, ale okazało się, że to dziecko nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. Ani mama, ani tata nie zrzekli się praw rodzicielskich – ujawniła Racewicz.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Plejada

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami