Przejdź do treści

Oto dowód, że warto walczyć – tęczowe in vitro ma moc! [FOTO]

Fot. Screen Facebook PopSugar Moms
Fot. Screen Facebook PopSugar Moms

Droga do rodzicielstwa może być naprawdę skomplikowana i pełna zakrętów. Taką właśnie przebyli Jennie i John. Przeszli razem pięć poronień, gdy okazało się, że kobieta cierpi na rzadką chorobę chromosomów i w związku z tym szanse na kolejną utratę ciąży wynoszą 95 proc.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Trudna walka

Nie poddawali się jednak i skorzystali z pomocy specjalistów. Okazało się, że in vitro wciąż może być dla nich realną opcją. – IVF dało nam dar nadziei, siły i odwagi. Wchodząc w to, wiedzieliśmy, że Bóg ma naszą przyszłość w swoich rękach i to właśnie tam znaleźliśmy spokój podczas całego procesu – słowa Jennie cytuje „Popsugar”.

Para zaczęła pisać o swoich doświadczeniach i dzielić się przeżyciami: – Poprzez nasze własne załamania nauczyłam się, że wiele osób zmaga się z mówieniem o swoich stratach, niektórym wydaje się, że nie mają gdzie się z tym zwrócić. Co więcej, są też ludzie, którzy boją się, że inni spojrzą na nich z góry – dodała Jannie. Ona i jej mąż zdecydowali się mówić głośno o swoim doświadczeniu i usilnie podkreślają, jak „cud nauki może być niesamowity”. Swoim świadectwem chcą dawać innym nadzieję.

Niewątpliwie podobną funkcję pełni też umieszczone przez nich w sieci zdjęcie. Para zachowała większość igieł wykorzystanych podczas procesu in vitro. Kiedy okazało się, że oczekują małej Harper Grace na świecie, postanowili wykorzystać je do ogłoszenia radosnej nowiny.

Tęczowe dziecko jest symbolem tęczy, która przychodzi po burzy. Po wszystkich stratach i załamaniach nasza tęcza w końcu wzeszła! Niektóre rzeczy są warte czekania (i pracy nad nimi) – podsumowała Jannie.

Jest nadzieja!

Tak wzruszające i mocne w swoim przekazie zdjęcia coraz częściej pojawiają się sieci. Niewątpliwie rzucają nowe światło na doświadczenie walki z niepłodnością i in vitro. Prezentowaliśmy niedawno w naszym portalu fotografie dwóch śpioszków w otoczeniu kilkuset igieł. Przyszli rodzice oczekują dziś bliźniaków, ale wysłanym w świat zdjęciem dali sygnał, jak długą drogę do tego momentu musieli przejść: „452 igły, tysiące wylanych łez, operację, próby leczenia hormonalnego, dwa cykle in vitro, trzy nieudane transfery” [Zobacz: TUTAJ].

Fot. mommyish.com

Fot. mommyish.com

Źródło: „Popsugar”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

PiS zwalnia prezesa AOTMiT. Czy to krok ku całkowitemu zablokowaniu in vitro w Polsce?

PiS zwalnia prezesa AOTMiT
Jedną z pierwszych decyzji ministra zdrowia było wygaszenie rządowego programu in vitro / fot. Twitter - Ministerstwo Zdrowia

Najpierw minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zdecydował o zakończeniu rządowego programu in vitro, później rząd Prawa i Sprawiedliwości przeforsował nowe prawo utrudniające samorządom dofinansowanie do in vitro. Teraz PiS postanowił dodatkowo wymienić prezesa AOTMiT, czyli agencji, która daje samorządom pozwolenie na działanie lokalnych programu in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według najnowszych zmian w prawie, zgoda Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji jest niezbędna do rozpoczęcia samorządowych programów leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Uruchomienie programu bez pozytywnej opinii AOTMiT poskutkuje karami pieniężnymi. Teraz okazało się, że PiS zwolnił prezesa tejże Agencji.

PiS zwalnia prezesa AOTMiT

Na stronie Ministerstwa Zdrowia pojawiło się ogłoszenie o pracę, MZ poszukuje osoby na miejsce prezesa AOTMiT. Do tej pory tę funkcję pełnił Wojciech Matusiewicz, dr n. med., specjalista od chorób wewnętrznych i farmakologii klinicznej.

Praca w AOTMiT

Nabór na prezesa AOTMiT / fot. www.aotm.gov.pl

Już wcześniej pojawiały się głosy, że PiS dąży do całkowitego zablokowania in vitro w Polsce. Takie zdanie ma m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska i Ewy Kopacz.

Mówiłem? Mówiłem. Najpierw zmiana ustawy, że samorządy muszą pytać czy mogą robić in vitro a teraz zmiana prezesa AOTM – napisał na Twitterze Arłukowicz.

Twitter - Bartosz Arłukowicz

Twitter – Bartosz Arłukowicz

Bartosz Arłukowicz od początku bojkotował pomysł wprowadzenia w życie nowego prawa.  – Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ta ustawa jest skandaliczna, dlatego złożyliśmy wniosek o jej odrzucenie. To jest kolejny etap waszej walki, po pierwsze z samorządami, a po drugie z kobietami – mówił 29 września podczas sejmowej debaty.

– Dzisiaj wprowadzacie ustawę, która będzie stwarzała możliwość ukarania samorządów, który postępują inaczej niż myślicie – dodał.

Zobacz także:

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

Kontrowersyjna ustawa przegłosowana. Czy to koniec lokalnych programów in vitro?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Na Temat

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda? Wyjaśnia embriolog

Kriobank-45-embriolodzy

Zabieg in vitro może być przeprowadzony różnymi technikami. Technika dobierana jest w zależności od jakości nasienia i wskazań lekarza. Zobacz na czym polegają różne rodzaje zapłodnienia in vitro i jak wygląda ocena zarodka?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Klasyczne zapłodnienie in vitro, czyli co?

W klasycznym zapłodnieniu komórki jajowe i liczne plemniki o prawidłowym ruchu znajdują się na jednej płytce, zaś zapłodnienie następuje samoistnie. Po następnych 18-20 godzinach, czyli praktycznie następnego dnia rano, komórki jajowe wypłukuje się z zawiesiny plemników i oddziela od warstwy komórek ziarnistych, a następnie sprawdza, czy doszło do zapłodnienia.

Na czym polega zapłodnienie ICSI?

Bardziej zaawansowaną techniką jest zapłodnienie ICSI (docytoplazmatyczna inekcja plemnika). Najczęściej wykonywana jest w sytuacji, gdy plemniki są mało ruchliwe, mają nieprawidłową budowę lub liczbę. Zabieg polega na wprowadzeniu wyodrębnionego plemnika do wnętrza dojrzałej komórki jajowej przy użyciu bardzo cienkiej igły mikromanipulacyjnej pod mikroskopem. Technika ta rozwiązuje problem przeniknięcia plemnika do komórki jajowej. Zalecana w przypadku męskiego czynnika niepłodności, konfliktu immunologicznego oraz po wcześniejszych niepowodzeniach leczenia niepłodności. Metoda ICSI zapewnia wyższy procent zapłodnienia komórek jajowych oraz wyższą jakość zarodków. Aby wykonać zapłodnienie ICSI młody embriolog musi przejść specjalistyczne szkolenie trwające niekiedy nawet rok intensywnej pracy.

In vitro krok po kroku – jak wygląda ocena zarodka?

Bezpośrednio po zapłodnieniu komórki jajowe są umieszczane w inkubatorach, w których przebywają do czasu transferu. W tym czasie poddawane są codziennej obserwacji, dzięki której możemy prześledzić te etapy rozwoju zarodka, które naturalnie odbywają się w organizmie matki.

Standardowo raz dziennie zarodki są oceniane pod mikroskopem. Takich ocen z reguły nie wykonuje się częściej, ponieważ należy unikać narażania zarodków na zmianę warunków środowiska, w których się rozwijają. Oprócz tej tradycyjnej techniki możliwa jest również stała, nieinwazyjna kontrola rozwoju zarodków. Dzięki zastosowaniu aparatu zwanego embrioskopem można stale obserwować rozwój zarodka – od chwili zapłodnienia, przez wszystkie stadia jego rozwoju, aż do transferu, bez konieczności wyjmowania go z inkubatora i narażania na zmiany temperatury i pH.

Kamera umieszczona jest wewnątrz inkubatora i w zadanym czasie np.: co 20 min wykonuje pojedyncze zdjęcia zarodków. Fotografie są przetwarzane w komputerze i na ich podstawie powstaje film dokumentujący rozwój poszczególnych zarodków, obejmujący cały okres jego hodowli. Analiza filmu pozwala wybrać do pierwszego transferu najlepiej rokujące embriony.

Czytaj też: Pobranie żeńskich i męskich komórek rozrodczych – przed in vitro – radzi embriolog

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż powodzenie całej procedury in vitro w znacznym stopniu zależy od tego, czy powstałe zarodki mają odpowiedni potencjał rozwojowy, tzn. czy są zdolne do prawidłowych podziałów, zagnieżdżenia się w macicy i zapoczątkowania zdrowej ciąży. Tylko prawidłowo dzielący się i rozwijający zarodek ma szansę zapoczątkować ciążę. Właściwa ocena zarodków przed transferem wpływa na sukces w leczeniu metodą in vitro. Dodatkowo stanowi ona pomoc w wyborze zarodków o najwyższym potencjale rozwojowym a tym samym pozwala transferować mniejszą ich liczbę, przy jednoczesnym utrzymaniu wskaźników urodzeń.

Oceny,  którym poddawane są zarodki, mają na celu określenie ich potencjału rozwojowego. Embriolog obserwuje: tempo i sekwencję podziału komórek, ich wielkość i wygląd oraz stopień fragmentacji.

Embriolodzy na co dzień stają przed dylematem: ile zarodków i które zarodki transferować, a które zarodki zamrozić? Aby móc dokonać prawidłowego wyboru, każdy ośrodek medycznie wspomaganej prokreacji powinien opracować własny algorytm postępowania biorąc pod uwagę: stosowane przez laboratorium metody hodowli oraz sposób postępowania w czasie hodowli. Dodatkowo istotnym jest czy korzysta się z gotowych systemów oceny zarodków, czy z własnych systemów wypracowanych z kilku metod.

W literaturze spotkać możemy wiele systemów oceny zarodków, które różnią się między sobą sposobem punktacji poszczególnych cech z kolejnych etapów rozwoju zarodka

  • Cumulative Embryo Score (CES) Steer C. V. et al. Hum Reprod. 1992, 117-119. W którym na 2 dobę zarodki klasyfikuje się w 5 stopniowej skali ze względu na ilość i wielkość blastomerów oraz stopień fragmentacji. Następnie punktację morfologiczną każdego zarodka mnoży się przez liczbę blastomerów otrzymując wskaźnik jakościowy każdego zarodka CES.
  • Embryo Development Rating ( EDR) Cummins J. M. et al. .J In Vitro Fert Embryo Transf. 1986, 3(5):284-295. Jest to ocena rozwoju zarodka w stosunku do czasu po zapłodnieniu, w którym można się spodziewać „idealnego” tempa wzrostu. Długość cyklu to 11,9 godziny.
  • Graduated Embryo Scoring (GES) Fisch J. D. et al. Hum Reprod. 2001, 16(9):1970-1975. Ocena zarodków oparta na cechach z wczesnych etapów rozwoju zarodka tj . ułożeniu organizatorów jąderek, na ilości blastomerów oraz stopnia fragmentacji w pierwszym podziale komórkowym jak również ilości komórek i morfologii w 3 dniu.
  • Combined scoring system (CSS) Qian Y. et al. J. Zhejiang Univ Sci B. 2008, 9(8):649-655. Jest to modyfikacja powyższych ocen zarodków  poprzez połączenie oceny rozwoju wczesnych etapów rozwoju zarodka z oceną morfologiczną zarodków po 25 – 27 godzinach od zapłodnienia oraz z oceną w 3 dniu hodowli, a następnie ocenieniu w skali 0-100. Zarodki o najwyższym wyniku CSS wg tej metody powinny zostać wybrane do transferu.
  • Embryo Quality (EQ) Ten J. et al. Reprod Biomed Online. 2007, 14(1):40-48. Obecnie jest to najczęściej stosowany system oceny zarodków oparty na cechach morfologicznych w stosunku do czasu po zapłodnieniu.

W kumulatywnej ocenie jakości zarodków już po 16-18 godzinach od zapłodnienia obserwować można obecność dwóch przedjądrzy oraz dwóch ciałek kierunkowych. Przedjądrza powinny być umiejscowione centralnie, symetrycznie z taką samą ilością organizatorów jąderek NPB (Nucleolar precursor bodies) powyżej 3 a najlepiej od 5 do 7.  Przedjądrza powinny być gładkie, bez fragmentacji i ulokowane obok siebie wzdłuż lub prostopadle do ciałek kierunkowych.

W codziennej pracy można zauważyć, że pojedyncza ocena Z Score  nie zawsze pokrywa się z morfologią blastocyst. Może być to spowodowane tym, że liczba i ułożenie organizatorów jąderek może ulegać zmianom w czasie, co stwierdza się w obserwacji poklatkowej. Różne momenty obserwacji mogą dawać różną ocenę Z score. Jedynie użycie Embrioscopu pozwala więc na rzetelną obserwację i ocenę organizatorów jąderek.

Podobnie, jeśli chodzi o ilość przedjądrzy. O nieprawidłowym zapłodnieniu świadczyć może 1pn lub 3 i więcej przedjądrzy. Tylko stała obserwacja embryoscopowa pozwala na uchwycenie najważniejszych cech w rozwoju zarodka.

Inną opisywaną cechą  zygoty jest halo – przejaśnienie cytoplazmatyczne, którego obecność może świadczyć o dobrej jakości rozwoju zarodka na 3 i 5 dobę. Wg Senna i in. przejaśnienie cytoplazmatyczne jest jednym z najważniejszych czynników predykcyjnych dla implantacji (Senn at al. Hum Reprod. 2006,21(1):234-239). Inni autorzy wykazali, że halo może wpływać na wyższy odsetek urodzeń dzieci u pacjentek starszych, zaś u pacjentek dobrze prognozujących – nie odgrywa roli.

Wykazano korelację pomiędzy czasem pierwszego podziału a wskaźnikiem implantacji. Przy ocenie zarodków ważny jest czas podziału między zarodkiem 2 blastomerowym a 3 (wynoszący około 14h) i między 3, a 4 wynoszącym (1h)

Na morfologiczną ocenę zarodka w 2 i 3 dobie składają się trzy charakterystyczne cechy determinujące jego kumulatywną ocenę. Należą do nich: liczba blastomerów i ich symetria oraz stopień fragmentacji .

Czterokomórkowe zarodki w drugiej dobie mają największą zdolność implantacji a wskaźnik ciąż jest zredukowany po transferze zarodków z nieparzystą liczbą blastomerów (Hardarson T. et al. Hum Reprod. 2001, 16(2):313-318).

Autor: dr n. biol. Piotr Sieczyński,  Centrum Leczenie Niepłodności Kriobank.

POLECAMY:

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nich nie wiesz

 

dr n. biol. Piotr Sieczyński

embriolog, diagnosta laboratoryjny w Klinice Kriobank w Białymstoku.

In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

In vitro
In vitro

Irytuje mnie, gdy słyszę wypowiedzi niektórych osób, które przekonują, że in vitro to nie jest  żadną terapią, bowiem nie rozwiązuje problemu jakim jest niepłodność. O dyskryminacji osób korzystających z in vitro w naprawdę mocnych słowach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przecież nie jest to jedyna procedura medyczna, która działa właśnie na takiej zasadzie, czyli osiąga efekt terapeutyczny, ale nie likwiduje pierwotnego problemu. Nie trzeba szukać daleko aby przytoczyć inne przykłady powszechnie uznawanych procedur medycznych, które działają dokładnie tak samo, jak in vitro.

Na przykład zastrzyki z insuliny stosowane w leczeniu cukrzycy nie wyleczą przecież trzustki, ale wyręczą ją w wypełnianiu zadań, a co za tym idzie efekt terapeutyczny zostanie osiągnięty. Podobnie proteza nogi nie sprawi, że utracona noga nagle odrośnie, ale umożliwi w miarę normalne funkcjonowanie i poprawi komfort życia. Jakoś nie słychać głosów, że należy zaprzestać stosowania protez czy insuliny gdyż są przeciwko naturze.  Uznawanie jedynie procedury in vitro jako jedynej będącej przeciw naturze jest niesprawiedliwe i krzywdzące.

In vitro: procedura medyczna lecząca niepłodność

In vitro to przecież nic innego jak jednak z procedur medycznych, której celem jest osiąganie efektu terapeutycznego głównie w stosunku do osób borykającą się z problemem niepłodności. A niepłodność jest oczywiście chorobą, która jak każda inna znalazła swoje miejsce w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Jako N97 oznaczona jest niepłodność kobiet a jako N46 mężczyzn. Dla odmiany cukrzyca insulinozależna to E11. Dlaczego zatem twierdzić, że leczenie jednej z chorób jest właściwe i zgodne z naturą i godnością człowieka, a innej już nie? Kto i dlaczego ma prawo podejmować takie decyzje?!

Czytaj też: Ostatnia szansa na vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia? 

In vitro: kto płaci za tę chorobę?

Moim zdaniem kluczowe jest, aby zacząć patrzeć na in vitro jako na metodę terapeutyczną, a  niepłodność zacząć postrzegać jak jedną z wielu chorób. Wystarczy już, że zapłodnienie in vitro nie jest refinansowane ze środków publicznych.

Przecież osoby borykające się z problemem niepłodności płacą normalne składki na NFZ, a jednak za leczenie swojej przypadłości muszą dodatkowo płacić ogromne pieniądze. Być może osoby takie wolałby aby NFZ przestał refundować operacje bariatryczne (odchudzające) a zaczął refundować kosztowne leczenie niepłodności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że problem niepłodności pomijając oczywistą konsekwencję niemożliwości posiadania potomstwa, wiąże się z szeregiem problemów natury psychicznej jak depresja oraz może utrudniać normalną egzystencje w społeczeństwie. Dokładnie tak, jak paraliż nóg utrudnia egzystencję w społeczeństwie osobie bez wózka inwalidzkiego. Nikt jednak nie krzyknie, że wózek inwalidzki jest wbrew naturze!

In vitro a protesty obrońców życia

O społecznej ignorancji dla problemu in vitro świadczą niewątpliwie protesty tak zwanych obrońców prawa do życia, którzy demonstrują z plakatami zamrożonych kilku miesięcznych płodów. Przecież zarodek jaki bierze udział w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wygląda diametralnie inaczej.

To tylko kilka komórek, z której może lecz nie musi niestety powstać nowe życie. Osoby leczące się w klinikach in vitro byłby wielokrotnie bardziej szczęśliwe, gdyby transferowane zarodki wyglądały tak jak na plakatach przeciwników in vitro bowiem zapewne szansa  na ciąże z takich zarodków byłaby zdecydowanie większa. Tak jednak nie jest, a podany zarodek wcale nie musi zagnieździć się w macicy przyszłej matki… Dokładnie jak przeszczep narządu może, ale nie musi się przyjąć…

Złote rady o adopcji zamiast in vitro

Fatalnym jest gdy osoby borykające się z problemem niepłodności słyszą od innych osób „złote rady” , że mogą adoptować sobie dziecko.  Szkoda tylko, że osoby dające takie rady same nie adoptują dziecka. Domy dziecka wtedy nie byłyby tak przepełnione, bowiem wiele jest osób dających takie wspaniałe rady. Przecież adopcja to bardzo skomplikowana sprawa, o wiele bardziej złożona w porównaniu z posiadaniem biologicznego dziecka. Po pierwsze nie każdy jest gotowy aby zdecydować się na adopcje. Po drugie dzieci adoptowane często mają różne problemy zdrowotne, a nie każdy jest gotów wziąć na wychowanie chore dziecko. Decyzja o ewentualnej adopcji jest sprawą indywidualną każdego człowieka, i na pewno nie należy dawać rad tego typu osobom mającym problemy z płodnością. Dokładnie tak samo jak obrońcy życia walczą o zakaz aborcji chorych płodów, ale jednak sami nie ustawiają się w kolejce, aby adoptować chore dzieci. Najłatwiej zawsze decyduje się za innych czy ocenia postępowanie innych osób…

Czytaj też: Adopcja a niepłodność

In vitro: dyskryminowane społecznie

Jak już wcześniej pisałem in vitro wiąże się z ogromnymi kosztami, a nie jest refundowane przez Państwo. W związku z powyższym nie każdego stać na taką droga terapię. Niektórzy decydują się spróbować zebrać środki w internecie w ramach finansowania społecznościowego, które tak doskonale sprawdza się w przypadku innych chorób. Niestety, przeważnie napotykają na ogromne niezrozumienie i wiele negatywnych uwag. Często słyszy się, że skoro nie stać ich na in vitro to jak ma być ich stać na utrzymanie dziecka i że w związku z tym nie powinni go mieć. Czy na pewno tak jest, że utrzymanie dziecka kosztuje 60 tys rocznie czyli 5 tysięcy miesięcznie? Skąd taka kwota? Tyle bowiem potrafią kosztować dwa cykle terapii in vitro połączone z zaawansowaną diagnostyką. Takie dwie terapie z powodzeniem można odbyć w ciągu jednego roku. Czy zatem na pewno porównanie kosztów terapii in vitro do utrzymania dziecka jest zasadne? Poza tym niezrozumiałym wydaje się być, że finansowanie społecznościowe sprawdza się do zbierania środków na chore dzieci, a nie sprawdza się gdy ktoś chce zebrać środki na to aby mieć zdrowe dziecko dzięki in vitro, a co za tym idzie nie musieć zbierać pieniędzy na jego leczenie.. Czy na pewno nie lepiej zapobiegać niż leczyć ? Nie ma też niestety żadnych fundacji które umożliwiłyby zbieranie 1% podatku na leczenie niepłodności. Dlaczego tak choroba jest tak bardzo dyskryminowana społecznie?

In vitro: nie tylko na niepłodność

Kończąc należy podkreślić, że in vitro nie jest tylko i wyłącznie dedykowane osobom borykającą się z problemem niepłodności rozumianej jako niemożliwość zajścia w ciążę. In vitro umożliwia badanie genetyczne już na etapie blastocysty umożliwia wczesne wykrycie chorób przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu można sprawić, że dziecko narodzone będzie pozbawione ciężkiej choroby a co za tym idzie cierpienia, bólu czy nawet  przedwczesnej śmierci. Przecież żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko cierpiało czy spędzało życie w szpitalu zamiast na placu zabaw. Dlaczego zatem nie miałby uchronić go od tego dzięki analizie genetycznej w stadium blastocysty? Obrońcy życia pewnie stwierdzą, że efektem takiej analizy jest to, że chore zarodki pozostają zamrożone w klinikach leczenia niepłodności co jest nieludzkie. Żaden problem, mogą przecież zgłosić się sami do takiej kliniki i adoptować taki zamrożony zarodek, a potem patrzyć jak cierpi po narodzeniu. Ale nie.. przecież osoby podnoszące takie argumenty mają przeważnie swoje cudowne bezproblemowe życie i gromadkę zdrowych dzieci. Dzięki temu mają czas aby oceniać pod względem moralno-etycznym postępowania innych…  Przecież gdyby siedzieli 24 godziny na dobę w szpitalu z chorym dzieckiem nawet przez głowę by im nie przyszło, że mogą stanąć na ulicy z absurdalnym transparentem pokazującym zamrożone kilkumiesięczne dzieci… Ale zdecydowanie prościej ocenia się innych, gdy samemu nie ma się pojęcia o tym co to znaczy mieć chore dziecko czy wyprawić swojemu dzieciątku pogrzeb zamiast imprezę na pierwsze urodziny…

In vitro pozwala uniknąć cierpienia zarówno dziecka jak i rodzica, cierpienia zarówno psychicznego oraz fizycznego i tak należy na nie patrzyć. Nie można też zastąpić go naprotechnologią, bowiem problemy które może rozwiązać zapłodnienie pozaustrojowe są zupełnie innego kalibru, niż te na które może pomóc obserwacja ciała kobiety….

Mam nadzieję, że społeczne postrzeganie in vitro w końcu się zmieni a osoby skazane na tą terapię dostaną należne społeczne wsparcie a nie potępienie..

Autor: Kacper K. bloger, który pisze o staraniach właśnie z in vitro z PGD po stracie dwóch córek http://facet-o-invitro.pl/

POLECAMY:

Rokowania w leczeniu niepłodności – najnowsze badania ESHRE

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nie sądziłam, że to zadziała, ale cieszę się, że tak się stało. Nasza córeczka jest wszystkim, czego chcieliśmy

Źródło: Mirror
Źródło: Mirror

Para, która zmagała się z niepłodnością 7 lat, przeszła kilka niepowodzeń in vitro. W końcu ma dziecko – dzięki dość nietypowemu zabiegowi lekarzy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność na drodze do szczęścia

Nikola i Andrew Stone bardzo chcieli mieć dziecko. Niestety na drodze do zajścia w ciążę stałe złe wyniki badań obojga partnerów.
Test wykazał, że liczebność plemników Andrew była rozpaczliwie niska a mi powiedziano, że moje BMI jest za wysokie” – opowiadała Nicola.

34-letniej Nicoli na drodze do macierzyństwa stała otyłość, dlatego lekarze po latach bezowocnych starań zalecili zrzucenie kilogramów. Natomiast słabe parametry nasienia Andrew były przyczyną jego problemów z płodnością. Zalecono mu spożywanie suplementów, witamin i minerałów, które miały zwiększyć liczbę plemników.
Po konsultacji w szpitalu Royal Derby, Nicola natychmiast rozpoczęła dietę a Andrew kupił witaminy.

Nieudane próby in vitro = złamane serce

Para wykonała zalecenia lekarzy. Jednak pomimo wszelkich starań nadal nie udawało się zajść w ciążę. Przyszedł czas na zapłodnienie pozaustrojowe. Po tym, jak pierwszy wysiłek zapłodnienia metodą in vitro nie powiódł się, parze niemal pękło serce. Po drugiej nieudanej próbie Nicola znalazła się na krawędzi załamania.

Część mnie chciała zrezygnować i zapomnieć, ale jednocześnie to była dla nas zbyt ważna sprawa” – powiedziała Nicola. – Wiedziałem, że musimy iść dalej, ale zabrakło mi nadziei.”

Para zgodziła się na bardziej inwazyjne testy, ujawniając, że Nicola miała obniżony poziom białka C, co powodowało, że miała większe ryzyko zakrzepów krwi.

– Zdecydowaliśmy się na ostatnią próbę IVF. Na tym etapie zrobiliśmy wszystko, aby mieć zdrowe dziecko – dodaje bohaterka tekstu.

Podczas wykonania in vitro zastosowano najnowszą technikę monitorowania embrionów, a Nicolę poddano nowatorskiej metodzie, dzięki której, za pomocą kleju, przyłączono embrion do ściany łożyska jej mamy.

Nietypowa metoda przyniosła rezultaty

Dwa tygodnie po zabiegu Nicola zrobiła test ciążowy. Kiedy okazał się pozytywny radość pary była ogromna.

Krzyknąłem i płakałem – powiedziała. – Wszyscy cieszyli się razem z nami, bo wiedzieli, przez co przechodziliśmy. Uśmiech nie schodził nam z twarzy.

Po latach starań, w końcu stali się dumnymi rodzicami dziecka, któremu nadali imię Sophia Elsie-May.

– To nasz mały cud. Jesteśmy tak szczęśliwi, że czujemy się jak we śnie – powiedziała Nicola. – Po wszystkich niepowodzeniach, nie sądziłem, że to zadziała, ale cieszę się, że tak się stało. Sophia jest wszystkim, czego chcieliśmy”.

Źródło: Mirror

POLECAMY:

Pracuję z dziećmi a sama ich mieć nie mogę to trudne

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.