Przejdź do treści

Ostrożny projekt ustawy o in vitro

Niedawno pisaliśmy, że projekt ustawy o leczeniu niepłodności metodą in vitro w lipcu trafił do konsultacji społecznych.

Zdaniem etyka dr hab. Pawła Łukowa z UW, projekt jest bardzo ostrożny, gdyż skupia się niemal jedynie na kwestiach medycznych, co w gruncie rzeczy może być dobrym rozwiązaniem dla naszego społeczeństwa, którego poglądy w tym temacie są bardzo zróżnicowane.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W związku z tym, pewne kwestie, takie jak standardy i procedury dotyczące postępowania z komórkami rozrodczymi oraz zarodkami, a także długości ich przechowywania,  liczba zarodków, które można utworzyć i wszczepić, zostaną uregulowane rozporządzeniami Ministerstwa Zdrowia.

Projekt wyklucza klonowanie, pobieranie wynagrodzenia za dawstwo komórek oraz zakaz diagnostyki preimplantacyjnej w celu wyboru płci dziecka (poza sytuacją, gdy wybór płci pomógłby uniknąć „ciężkiej, nieuleczalnej choroby dziedzicznej”). Ponadto, zgodnie z projektem, dziecko urodzone w wyniku dawstwa (komórek rozrodczych) innego niż partnerskie, nie będzie mogło poznać danych ojca poza jego datą i miejscem urodzenia oraz stanem zdrowia. Należy jednak pamiętać o tym, że wiele ustaleń wymaga doprecyzowania.

Mimo, iż Polska jest ostatnim krajem, należącym do Unii Europejskiej, który nie uregulował jeszcze kwestii in vitro, zdaniem filozofa i etyka prof. Jacka Hołówka z UW, jeżeli społeczeńśtwo nie będzie w stanie się porozumieć w sprawie in vitro, powinniśmy zachować status quo – brak jakichkolwiek uregulowań prawnych – i płacić za to unijne kary.

Zgodnie z projektem, procedura in vitro ma być dostępna nie tylko dla małżeństw, ale i dla osób pozostających ze sobą „we wspólnym pożyciu”, a także jako dawstwo niepartnerskie. Ten rodzaj dawstwa czy bycia biorcą byłby anonimowy i dotyczyłby zarówno komórek rozrodczych (plemników i komórek jajowych), jak i zarodków.


Źródło: http://www.pap.pl

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Czy smartfon może być przyczyną niepłodności?

Smartfon w dłoni męzczyzny
Fot. Pixabay.com

Urządzenia mobilne towarzyszą nam w niemal każdej aktywności. Za ich pomocą utrzymujemy kontakt z bliskimi, dokonujemy zakupów i mierzymy puls, a w międzyczasie – nosimy je w kieszeni. Ta ostatnia czynność wzbudza coraz więcej obaw naukowców, którzy dopatrują się w niej przyczyny męskiej niepłodności. Czy smartfon rzeczywiście może być groźny dla przyszłych ojców? Profesor z Georgetown University postanowił to sprawdzić.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obawy, że smartfon powoduje niepłodność, narodziły się w 2014 r. – po publikacji badań przeprowadzonych przez uczonych z Technion University w Hajfie. Wykazały one, że u niemal połowy badanych, którzy w ciągu dnia trzymali telefon w kieszeni spodni, znacznie pogorszyły się parametry nasienia.

Czynnikiem, który wskazywano jako przyczynę obniżenia jakości nasienia, było przegrzanie jąder.

– Sądzimy, że wynika to z przegrzania nasienia, za co odpowiada aktywność elektromagnetyczna telefonu, jak i sama bateria – wyjaśniali wówczas naukowcy.

Smartfon powoduje niepłodność? Nie z powodu promieniowania

Nie wszystkich przekonały te argumenty. Timothy J. Jorgensen z Uniwersytetu Princeton postanowił sprawdzić, czy związek pomiędzy niepłodnością męską a promieniowaniem elektromagnetycznym rzeczywiście istnieje. Przeanalizowawszy badania, które zostały wykonane na potrzeby wojska, okazało się, że… prawdopodobnie takich powiązań nie ma.

Już w czasach II wojny światowej odkryto, że promieniowanie rentgenowskie (będące jednym z rodzajów promieniowania elektromagnetycznego) może uszkadzać komórki i tkanki. Jego fale są jednak niezwykle krótkie (mają zaledwie 1/100000 szerokości ludzkiego włosa) – a im mniejsza długość fal, tym większe ich oddziaływanie na materię.

– Fale radiowe natomiast są długie jak boisko piłkarskie, a przy tym generują bardzo mało energii. Zbyt mało, by móc uszkodzić komórki – wyjaśnia Timothy Jorgensen, autor książki Strange Glow: The Story of Radiation (ang. Dziwny blask: Historia promieniowania).

Męska płodność a pełna kieszeń

Również druga hipoteza nie wydaje się do końca wiarygodna. Smartfon w trybie czuwania zazwyczaj nie nagrzewa się do wysokich temperatur. Jeżeli trzymając komórkę w spodniach, nie pozostawiamy wielu aplikacji działających w tle i nie pobieramy plików, prawdopodobnie nie osiągnie ona temperatury, która mogłaby stanowić zagrożenie dla męskiej płodności.

Skąd w takim razie obniżenie parametrów nasienia, które zaobserwowano w trakcie analiz? Być może powodem jest nieuwzględnienie w badaniu innych czynników wywołujących męską niepłodność – takich, jak dieta, styl życia czy aktywność fizyczna.

Dla pewności lepiej unikać trzymania… jakiegokolwiek przedmiotu w kieszeni spodni. Może to bowiem zaburzać cyrkulację powietrza w tym wrażliwym regionie, a tym samym – podwyższać temperaturę nasienia.

Źródło: pbs.org

Polecamy również: Staracie się o dziecko? Zbadaj geny. One mogą wykryć męską niepłodność

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Razem łatwiej” – zapraszamy na warsztat dla par!

Przytulona para, która trzyma balon w ksztalcie serca
fot. Pixabay

Staracie się o dziecko i przeszliście wiele trudnych etapów tej drogi? Macie za sobą różne fazy: od pewności, że wkrótce zostaniecie rodzicami, przez wzajemne wsparcie po niepowodzeniach, aż po kłótnie i przerzucanie się odpowiedzialnością? Jeśli mimo tych trudności wciąż pragniecie być razem, przyjdźcie na nasz warsztat „Razem łatwiej”, który pomoże wam wrócić na ścieżkę porozumienia.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W trakcie spotkania porozmawiacie ze specjalistami ALAB, którzy z niepłodnością stykają się na co dzień. Będziecie mieli także okazję dowiedzieć się więcej o badaniach, które wykonujecie podczas swoich zmagań z niepłodnością, i poznacie dostępne możliwości diagnostyki.

Warsztat dla par, który uzdrowi waszą relację

W dalszej części spotkania – dzięki wskazówkom terapeutek Doroty Ostrowskiej-Karwat i Marleny Zasadzkiej-Moskwy – nauczycie się, jak ze sobą rozmawiać, by się wspierać i nie ranić.

Podczas warsztatów:

  • porozmawiacie o swoich potrzebach i uczuciach,
  • dowiecie się, jak słuchać, by się wzajemnie usłyszeć,
  • nauczycie się być dla siebie przyjaciółmi w trudnych chwilach.

Warsztat dla par „Razem łatwiej” będzie też okazją, by wymienić doświadczenia z innymi uczestnikami i poznać naszą redakcję. Dodatkowo otrzymacie od nas prezenty: m.in. zestawy kosmetyków i zniżki na badania. Spotkajmy się 10 marca br. na warszawskim Mokotowie!

Planowany czas trwania warsztatów: 4 godz. Więcej informacji i zapisy: redakcja@chbr.pl; tel.: 660 638 639.

Warsztat dla par zostanie zorganizowany w ramach akcji „Niepłodności nie widać”. Partnerem akcji jest ALAB laboratoria.

Informacje o prowadzących:

Dorota Ostrowska-Karwat

Trenerka rekomendowana przez PTP, psychoterapeutka Gestalt z ponad 10-letnim doświadczeniem. Absolwentka Szkoły Psychoterapeutów i Trenerów Grupowych  w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt w Krakowie.

W salach szkoleniowych spędziła kilka tysięcy godzin, prowadząc warsztaty dotyczące rozwoju osobistego: poczucia własnej wartości, bycia sobą i odnajdywania własnej drogi, radzenia sobie ze stresem. W pracy grupowej łączy techniki warsztatowe z coachingiem. W praktyce prywatnej pracuje z ciałem.

Marlena Zasadzka-Moskwa

Psychoterapeutka Gestalt. Prowadzi terapię indywidualną i grupową, konsultacje oraz spotkania poradnicze dla rodziców. Pracuje warsztatowo i wsparciowo z profesjonalistami. Ukończyła szkolenie w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt w Krakowie.

W swojej pracy opiera się na zasadach terapii Gestalt: poszerzaniu świadomości siebie w kontakcie ze światem; doświadczaniu bycia tu i teraz, co bardzo sprzyja poszukiwaniu własnego JA; odkrywaniu i przeżywaniu uczuć, od których się odcinamy, odcinając się tym samym od siebie.

„Wierzę, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana, a świadomość, uczucia i inni ludzie to zaproszenie w podróż, żeby dojść do siebie” – podkreśla.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Mija 51 lat od pierwszego przeszczepu w Polsce. Czy umiemy rozmawiać z bliskimi o dawstwie narządów?

Lekarz
fot. Pixabay

Dokładnie 51 lat temu zespół dwóch klinik Akademii Medycznej w Warszawie po raz pierwszy dokonał w Polsce udanego przeszczepu. Biorczynią nerki pobranej od zmarłego dawcy była 20-letnia uczennica szkoły pielęgniarskiej. Od tego czasu polska transplantologia nabrała znacznego rozpędu, a liczba dawców rośnie. Ale czy wszyscy wiemy, co zrobić, by być dawcą?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

26 stycznia obchodzimy Ogólnopolski Dzień Transplantacji. Święto ma na celu upamiętnienie pierwszego udanego przeszczepu w Polsce, ale także zwiększenie świadomości Polaków w zakresie oddawania narządów do transplantacji. W tej kwestii – wbrew pozorom – jest jeszcze wiele do zrobienia.

Chociaż z badań, które w 2016 r. przeprowadził CBOS, wynika, że aż 80% społeczeństwa deklaruje chęć przekazania swoich narządów i tkanek po śmierci, aż 75% Polaków nigdy nie rozmawiało na ten temat z bliskimi. A to sprawia, że w przypadku śmierci potencjalnego dawcy jego rodzina nie potrafi odpowiedzieć lekarzom na pytanie, czy wyrażał on życzenie oddania swoich narządów.

Domniemana zgoda na dawstwo – w teorii i w praktyce

Warto wiedzieć, że zgodnie z ustawą transplantacyjną, w Polsce obowiązuje tzw. domniemana zgoda na dawstwo komórek, tkanek i narządów. Oznacza ona, że gdy lekarze stwierdzą u danego pacjenta śmierć mózgową, można go uznać za potencjalnego dawcę –jeśli za życia nie wniósł skutecznego sprzeciwu do Centralnego Rejestru Sprzeciwów (prowadzi go Poltransplant).

Mimo sprzyjającej dawstwu sytuacji prawnej, lekarze w Polsce zawsze pytają bliskich, czy zmarły wyrażał za życia zgodę na pobranie narządów. Zdarza się, że rodzina zaprzecza lub kategorycznie nie zgadza się na taki zabieg. Może to wynikać np. z obawy o „bezczeszczenie zwłok” i odebranie zmarłemu należnej godności.

– Wtedy odstępujemy od dalszej procedury, wychodząc z założenia, że choć prawo jest po naszej stronie, to walcząc z rodziną, uczynilibyśmy więcej zła dla idei transplantacji niż pożytku płynącego pobrania za wszelką cenę narządów i ofiarowania ich innej osobie – wyjaśnia dr Cezary Pakulski, anestezjolog ze Szpitala Klinicznego Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, w rozmowie z portalem Przeszczep.pl.

Śmierć bliskiej osoby, szczególnie nagła, jest sytuacją skrajnie trudną – a to często utrudnia podjęcie racjonalnej decyzji. Nawet sama myśl o takiej ewentualności wywołuje w nas skrajne emocje. Zgodnie z danymi CBOS, przeciwnych idei pośmiertnego pobierania narządów jest tylko 11% Polaków. Jednak w sytuacji, gdy miałoby to dotyczyć nie nas, a naszych bliskich, których stanowiska w tej sprawie nie znamy, liczba przeciwników wzrasta do… 69%.

Dlatego tak ważne jest, by swoją decyzję zakomunikować bliskim – odbyć z nimi szczerą rozmowę i podpisać tzw. oświadczenie woli.

Najwięcej dawców od 5 lat

Dzięki wielu akcjom na rzecz zwiększania społecznej świadomości w zakresie transplantologii, liczba przeszczepów od martwych dawców rośnie. W minionym roku przeszczepiono łącznie 1531 organów – najwięcej od 2012 r.

Najczęściej od zmarłych dawców pobierano nerkę. Dalej znalazły się przeszczepy wątroby, jednocześnie nerki i trzustki, a na kolejnym miejscu – płuca.

Kontrowersyjne dawstwo żywe

Dużo trudniej jest w Polsce o dawstwo żywe. Każdego roku stanowi ono jedynie 5% wszystkich przeszczepów. Średnia europejska wynosi 20%; w krajach skandynawskich to nawet 40%.

Dawstwo żywe to pobranie komórek, tkanek lub organów od żyjącego dawcy, który ma pełną zdolność do czynności prawnych. Narząd (np. nerkę lub fragment wątroby) można oddać:

  • najbliższym krewnym w linii prostej,
  • rodzeństwu,
  • osobie przysposobionej,
  • małżonkowi.

W szczególnych przypadkach możliwe jest przekazanie narządu także innej osobie – konieczna jest wówczas zgoda sądu rejonowego. Potencjalny dawca zawsze poddawany jest szczegółowym badaniom i otrzymuje informację o ryzyku zabiegu.

Dawstwo szpiku kostnego – co nas powstrzymuje?

Ponadto każda zdrowa osoba w wieku 18-50 lat może podpisać oświadczenie woli przekazania szpiku kostnego do Centralnego Rejestru Niespokrewnionych Dawców Szpiku i Krwi Pępowinowej. W dalszej kolejności powinna zgłosić się do wskazanego punktu medycznego w celu oznaczenia antygenów HLA. Wynik ten trafi do Banku Dawców Szpiku. Gdy znajdzie się chory, który wymaga szpiku o tym samym antygenie, potencjalny dawca zostanie o tym powiadomiony. Dopiero wtedy podejmuje ostateczną decyzję, czy jest gotowy, by przejść procedurę przekazania szpiku kostnego. Na tym etapie, niestety, wielu chętnych rezygnuje.

– Bardzo wiele osób deklaruje chęć pomocy. Ale bardzo niewiele to robi – mówi dr Mateusz Zatorski, adiunkt w Katedrze Psychologii Klinicznej i Zdrowia SWPS.

Z czego to może wynikać? Okazuje się, że często deklaracja w zakresie żywego dawstwa podejmowana jest pod wpływem chwili, bez głębokiego uświadomienia sobie, z czym taka decyzja się wiąże. Ale nawet, gdy deklaracja jest przemyślana, moment, w którym okazuje się, że wytypowano nas na dawcę, może zweryfikować nasze plany.

– Są dwa powody, dla których ludzie rezygnują z bycia dawcą. Po pierwsze: lęk – gdy dochodzi do sytuacji, że możesz zostać dawcą, człowiek sobie uświadamia, że kosztuje go to więcej niż tylko podpis. Po drugie, to sytuacja życiowa – mówi dr Zatorski.

– To jest kwestia deficytu wiedzy o tym, czym jest dawstwo i jak powinniśmy o nim mówić – dodaje.

Szansa na nowe życie

Tymczasem przeszczepy to dla wielu chorych szansa na powrót do zdrowia i codziennej aktywności. W Polsce aż 90% wszystkich przeszczepów kończy się sukcesem. Zabieg taki pozwala chorym przeżyć średnio jeszcze 20-30 lat.

Szacuje się, że zwiększenie liczby transplantacji w Polsce pozwoliłby uratować ok. 1-1,5 tys. osób rocznie – zarówno dorosłych, jak i dzieci.

Źródło: mz.gov.pl, dawca.pl, poltransplant.org.pl, Fundacja Śląskiego Centrum Chorób Serca, CBOS

Przeczytaj też: Kobieta po przeszczepie macicy urodziła dziecko. Pierwszy taki przypadek w USA

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Została wyrzucona z samolotu, bo miała okres. Linie lotnicze się tłumaczą

Została wyrzucona z samolotu, bo miała okres
fot. Pixabay

Podróż do Dubaju była marzeniem jej życia. Wszystko szło zgodnie z planem, miała już zarezerwowane bilety i z radością oczekiwała na lot. Niestety kobieta została wyrzucona z samolotu, bo miała okres.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

24-letnia Brytyjka Beth Evans i jej partner Joshua Moran za bilety lotnicze do Dubaju zapłacili po 400 funtów. Kilka minut przed odlotem zostali jednak wyproszeni z samolotu.

Jak twierdzi para, wszystko przez nadgorliwą stewardesę, która podsłuchała ich rozmowę. Beth poskarżyła się chłopakowi na bóle brzucha spowodowane miesiączką. Kobieta opisała poziom bólu jako „jeden na dziesięć” i z radością oczekiwała 7-godzinnej podróży.

Zobacz także: Płaczące dziecko w samolocie przez osiem godzin nie mogło się uspokoić. Pasażerowie nagrali wideo

Została wyrzucona z samolotu, bo miała okres

Kiedy załoga Emirates usłyszała o bólach pasażerki, zdecydowała, że para musi opuścić samolot. Na pokładzie nie było bowiem lekarza.

Beth i Joshua musieli wydać kolejne 500 funtów na nowe bilety. – To szaleństwo wyrzucać kogoś z powodu bólów menstruacyjnych – powiedział Joshua. – Beth  płakała i bardzo się zdenerwowała, kiedy stewardesa zaczęła jej zadawać pytania – dodał.

– Tłumaczenie się z bólów menstruacyjnych jest upokarzające, zwłaszcza, kiedy wszyscy naokoło słyszą, o czym mówisz. Nikt jej nawet nie zbadał. Załoga skontaktowała się po prostu z oddziałem w USA i poinformowała, że Beth nie może lecieć – opowiadał Joshua.

Zobacz także: Karmiła piersią w restauracji, kelner zaprotestował. Co na to sąd?

Linie się tłumaczą

Zajście skomentował rzecznik linii Emirates:

Pasażerka zgłosiła załodze, że czuje dyskomfort i bóle, wspomniała też, że nie czuje się najlepiej. Kapitan skonsultował się z pomocą medyczną i podjął decyzję, że pasażerka musi opuścić pokład, by skorzystać z tejże pomocy medycznej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The Sun

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.