Przejdź do treści

Ostrożny projekt ustawy o in vitro

407.jpg

Niedawno pisaliśmy, że projekt ustawy o leczeniu niepłodności metodą in vitro w lipcu trafił do konsultacji społecznych.

Zdaniem etyka dr hab. Pawła Łukowa z UW, projekt jest bardzo ostrożny, gdyż skupia się niemal jedynie na kwestiach medycznych, co w gruncie rzeczy może być dobrym rozwiązaniem dla naszego społeczeństwa, którego poglądy w tym temacie są bardzo zróżnicowane.

W związku z tym, pewne kwestie, takie jak standardy i procedury dotyczące postępowania z komórkami rozrodczymi oraz zarodkami, a także długości ich przechowywania,  liczba zarodków, które można utworzyć i wszczepić, zostaną uregulowane rozporządzeniami Ministerstwa Zdrowia.

Projekt wyklucza klonowanie, pobieranie wynagrodzenia za dawstwo komórek oraz zakaz diagnostyki preimplantacyjnej w celu wyboru płci dziecka (poza sytuacją, gdy wybór płci pomógłby uniknąć „ciężkiej, nieuleczalnej choroby dziedzicznej”). Ponadto, zgodnie z projektem, dziecko urodzone w wyniku dawstwa (komórek rozrodczych) innego niż partnerskie, nie będzie mogło poznać danych ojca poza jego datą i miejscem urodzenia oraz stanem zdrowia. Należy jednak pamiętać o tym, że wiele ustaleń wymaga doprecyzowania.

Mimo, iż Polska jest ostatnim krajem, należącym do Unii Europejskiej, który nie uregulował jeszcze kwestii in vitro, zdaniem filozofa i etyka prof. Jacka Hołówka z UW, jeżeli społeczeńśtwo nie będzie w stanie się porozumieć w sprawie in vitro, powinniśmy zachować status quo – brak jakichkolwiek uregulowań prawnych – i płacić za to unijne kary.

Zgodnie z projektem, procedura in vitro ma być dostępna nie tylko dla małżeństw, ale i dla osób pozostających ze sobą „we wspólnym pożyciu”, a także jako dawstwo niepartnerskie. Ten rodzaj dawstwa czy bycia biorcą byłby anonimowy i dotyczyłby zarówno komórek rozrodczych (plemników i komórek jajowych), jak i zarodków.


Źródło: http://www.pap.pl

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Jak odzyskać poczucie sprawstwa w swoim życiu w trakcie lub po leczeniu niepłodności, czyli kto tu tak naprawdę rządzi?

utrata kontroli

Poczucie, że utraciło się kontrolę jest jednym z najsilniejszych i najbardziej dotkliwych uczuć związanych z niepłodnością. Nie musi pojawiać się od razu, może dotyczyć pojedynczych obszarów życia lub dawać poczucie, że utrata jest totalna. A czasami może przebiegać niepostrzeżenie i tylko nie wiadomo, skąd kłótnie w parze, dlaczego jedna strona sprawia wrażenie, jakby chciała zawładnąć drugą.

Uczucie utraty kontroli jest bardzo nieprzyjemne. Może się kojarzyć z sytuacją uwięzienia, kiedy ktoś inny podejmuje decyzje (na przykład lekarz), powrotu do dzieciństwa i jego nielubianych aspektów, kiedy rodzice mieli ostateczny głos czy nawet, że decyduje partner.

Utrata poczucia sprawstwa bywa również zaskakująca. Wydawać by się mogło, że decyzja o założeniu rodziny jest zbyt intymna, by mógł w niej uczestniczyć ktokolwiek spoza pary. Narasta więc poczucie frustracji, przygnębienia i desperacji. Sposoby odzyskania poczucia kontroli mogą więc być różne. Osoby, które dotychczas miały wrażenie (słuszne zwykle), że stanowią dla siebie wsparcie, w niepłodności zaczynają się obwiniać lub stawać sobie na drodze do osiągnięcia celu.

Droga do utraty

Jednak kiedy myślimy o poczuciu kontroli utraconym w procesie zbyt długich starań o dziecko pojawia się pytanie, na ile rzeczywiście mamy kontrolę nad własną płodnością. Badania pokazują, że w początkowej fazie, tuż po postawieniu diagnozy niepłodności albo nawet jeszcze przed, kiedy zaledwie przeczuwa się, że coś jest tak, pary zaczynają przyglądać się swojemu życiu seksualnego. Dochodzą do wniosku, że ciąża się nie pojawia, ponieważ nie trafiają w owulację. Że być może ich styl życia lub nawyki są nieodpowiednie, że są zbyt zestresowani, skupieni na karierze. Sądzą więc, że jeśli wprowadzą „odpowiednie” zmiany, dziecko się pojawi. Oni natomiast odzyskają kontrolę.

Żeby uratować się przed utonięciem we własnych uczuciach, ludzie robią różne rzeczy. Weźmy na przykład Janka i Alicję, obydwoje po 35 roku życiu, starają się o ciążę od 3 lat. Przeszli trzy inseminacje i jedną procedurę in vitro. Wszystkie próby były nieudane. Teraz mogą podejść do kolejnej, klinika czeka. Teraz, kiedy stoją przed kolejną próbą, przed kolejnymi nadziejami i ryzykiem porażki i przed kolejną koniecznością sięgnięcia do coraz bardziej pustego konta, sytuacja jest niewesoła.

On jednak pyta, kiedy zadzwonią do kliniki, żeby umówić się na rozpoczęcie procedury. Ona odpowiada, że właśnie złapała wiatr w żagle w pracy, że zaczęła ważny projekt, który chciałaby skończyć. On pyta, ona ciągle mówi to samo: że za chwile, że teraz jest coś innego, co zaprząta jej myśli, a chciałaby całkiem skupić na staraniach. On zaczyna się więc coraz wyraźniej niecierpliwić. W końcu dochodzi do poważnej rozmowy, podczas której okazuje się, że w ona od dawna się waha. Jest zmęczona i przestraszona. Tak naprawdę od dawna myśli o adopcji.

Rzeczywiście, rozmowy tego typu były podejmowane, ale szybko i boleśnie się kończyły. On był zdecydowanie na nie. Kiedy jednak rozmawiają po kilku latach starań i porażek okazuje, że on również inaczej patrzy na sytuację. Tym razem obydwoje zaczynają zastanawiać się, jak chcieliby widzieć swoją przyszłość. Adopcja staje się coraz bardziej realną opcją.

Schowane emocje

Zanim jednak byli w stanie usiąść i szczerze porozmawiać, Janek czuł się zraniony i wściekły. Nie rozumiał tego, co się dzieje. Miał wrażenie, że żona zaczyna go oszukiwać, bo przecież nie tak się umawiali. Ona tymczasem, wraz kolejną nieudaną próbą, wraz z kolejnym zastrzykiem, z kolejną wizytą w klinice, która nie zbliżała ich do upragnionego dziecka czuła, że traci kontrolę nad kolejnymi aspektami swojego życia. Zdrowie już dawno zostało złożone w ręce lekarzy, życie intymne poddane zostało ocenie obcych ludzi. Z czasem doszła ukochana praca, którą trzeba było podporządkowywać zabiegom, a nawet podróże czy niektóre potrawy, bo przecież w każdej chwili mogła być w ciąży.

Bardzo często poczucie utraty kontroli bywa odczuwana na gruncie finansowym. Pieniądze mogą wywoływać niezliczone kłótnie, zwłaszcza jeśli fundusze są ograniczone lub też małżonkowie mają różny stosunek do tego tematu. Koszty leczenia bywają bardzo wysokie i może być tak, że jedna ze stron używa finansów, żeby kontrolować sytuację. Bardzo łatwo wejść w tego typu spory, ponieważ wydają się one bardziej realne. Są czymś, czego można się chwycić, o co czym można porozmawiać albo nawet się pokłócić.

Niepłodność jest serią utrat. A po jej zakończeniu, jakikolwiek miałby to być koniec, procesem mozolnego odbudowywania albo też przebudowywania siebie. To, kim było się przed staraniami o dziecko już nie wróci. Tak dzieje się po każdym życiowym kryzysie lub dużej zmianie. Nie ma w tym nic dziwnego, chociaż nie jest też łatwe. Czasami trzeba rozstać się z iluzją, taką jak choćby to, że nasza płodność jest wyłącznie w naszych rękach.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy adopcja jest dobrą opcją? – rozmowa z dr Agnieszką Regulską

adopcja

Zagadnienie adopcji rodzi szereg pytań. Na wiele z nich odpowiedziała nam Agnieszka Regulska, doktor nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki

Czy adopcja jest dobrą opcją?

Zdecydowanie tak. O rodzicielstwie nie świadczy bowiem jedynie fakt biologicznego poczęcia, ale miłość do dziecka, zaangażowanie w jego wychowanie, traktowanie go podmiotowo, a nie przedmiotowo. To zadanie na wiele lat, czego trzeba być świadomym przed podjęciem decyzji o adopcji. Należy spodziewać się zarówno pozytywnych, jak i negatywnych konsekwencji, które niejednokrotnie mogą nas zaskoczyć. Pamiętajmy chociażby o doświadczeniu przez dziecko negatywnych postaw w środowisku pochodzenia. W momencie adopcji nikt nie „wykasuje” jego wcześniejszych problemów, nikt nie wymaże jego przeżyć. Z tym trzeba będzie się dojrzale zmierzyć. I najważniejsze – adopcja ma być przede wszystkim odpowiedzią na potrzeby dziecka, a dopiero w dalszej kolejności przysposabiających, o czym wielu dorosłych niestety zapomina.

Pomówmy o genach, o osobowości dziecka. Wielu z nas obawia się adopcji właśnie dlatego, że spodziewamy się najgorszego.

Jestem pedagogiem i mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że na osobowość dziecka wpływa bardzo wiele czynników, nie tylko dziedziczenie. Czynniki genetyczne są modyfikowane przez środowisko, w którym człowiek się wychowuje (zarówno to najbliższe – rodzice, rodzeństwo, jak i dalsze – koledzy, nauczyciele). W pedagogice mówimy jeszcze o czynnikach osobowościowych, czyli indywidualnych cechach i predyspozycjach, np. asertywność albo pewność siebie bądź przeciwnie – konformizm, uległość. Wszystkie te czynniki oddziałują na nas przez całe życie. Czynniki genetyczne z pewnością nie są dominujące.

Nie decydujemy się na adopcję w obawie przed reakcjami społecznymi. Zgadza się pani z tym stwierdzeniem?

Nie wydaje mi się, aby tego rodzaju obawy mogły być najważniejszym czynnikiem stawiającym adopcję pod znakiem zapytania. Jeśli w pełni świadomie zdecydowaliśmy się na ten krok, reakcje społeczne nie mogą nas powstrzymywać. Poza tym chcę podkreślić, że adopcja nie ma w społeczeństwie negatywnych konotacji. Raczej podziwiamy osoby, które zdecydowały się na przyjęcie niespokrewnionego dziecka.

Czasem słyszą one jednak od najbliższych: „Nie wiadomo kogo masz w domu, co z niego wyrośnie, a może to będzie alkoholik, narkoman, okradnie cię albo zamorduje”…

Adoptując niemowlę, nie powinniśmy się tego obawiać. Oddziaływania wychowawcze rozpoczynamy „od początku”, zatem to rodzice adopcyjni będą mieli decydujący wpływ na funkcjonowanie społeczne dziecka. Wiele zależy od tego, czy będzie ono kochane, akceptowane, dobrze traktowane. Problemy, o których pani mówi, mogą się pojawić natomiast, jeśli zdecydujemy się na przykład na adopcję nastolatka. Zasadnicze zręby jego osobowości zostały już ukształtowane.

Na niepłodność w Polsce cierpi ok. 1,5 mln par. Dlaczego tak niewiele z nich decyduje się na adopcję?

Jest to splot różnych czynników. Poczynając od tych związanych z niezrozumieniem istoty adopcji, a kończąc na decyzji o życiu bez dzieci, co trzeba uszanować. Brak potomstwa nie przekreśla szans na spełnione życie, na realizację siebie i szczęście.

Czy to prawda, że samotne kobiety często otrzymują bardziej chore, obciążone dzieci?

Nie mam informacji, aby samotne matki z zasady były gorzej traktowane przy adopcji. To pod kątem potrzeb dziecka weryfikuje się aktualnych kandydatów. Wybiera się takich, którzy najpełniej zabezpieczą potrzeby dziecka. Pamiętajmy, dziecko nie może być traktowane przez nowych rodziców jak ich wymarzony „projekt”.

Czy dziecko powinno wiedzieć, że jest adoptowane?

Każdy z nas ma prawo do wiedzy o swoim pochodzeniu, tożsamości. Zatajenie faktu adopcji jest równoznaczne z okłamywaniem dziecka w najbardziej fundamentalnych kwestiach. Również od strony formalno-prawnej dopuszcza się udostępnienie dziecku – kiedy osiągnie pełnoletniość – utajnionego aktu urodzenia, czyli tego, w którym wpisani są rodzice biologiczni – może poznać ich personalia, nawiązać kontakt. Te spotkania często kończą się niestety rozczarowaniem.

Są też względy psychologiczne i pedagogiczne. Już w trakcie przygotowań do adopcji kandydaci uczeni są, kiedy i jak informować dziecko o fakcie adopcji. Dobrym momentem na rozpoczęcie rozmów na ten temat jest już okres wczesnoprzedszkolny. Co bardzo ważne, w żadnym wypadku nie należy przekazywać dziecku negatywnych informacji o rodzicach biologicznych, to dostarczyłoby mu jedynie niepotrzebnych cierpień. Jeśli otoczymy dziecko miłością, damy mu poczucie bezpieczeństwa, łatwiej będzie mu poradzić sobie ze zrozumieniem i akceptacją takiej formy rodzicielstwa.

Czy w pierwszej fazie po adopcji rodzice mogą liczyć na szczególne wsparcie?

Rodzina adopcyjna jest traktowana tak jak każda inna. Ma takie same prawa do wszystkich form poradnictwa rodzinnego, pomocy socjalnej, finansowej jak rodzina naturalna. I na tych samych zasadach rozliczana jest z ewentualnych zaniedbań. Wiele ośrodków adopcyjnych wspiera nowe rodziny w początkowych okresach ich funkcjonowania. Od opieki po adopcji ważniejsze jest właściwe przygotowanie kandydatów.

Jakie dostrzega pani problemy w polskim prawie adopcyjnym?

Adopcja jest procedurą sądową i wiąże się z tym problem zbyt długiego weryfikowania sytuacji prawnej dziecka, wskutek czego postępowania adopcyjne toczą się nieraz latami. To jedno. Kolejna kwestia to przygotowanie kandydatów. Tu oczywiście pewnych rzeczy nie można przyspieszyć. Wyobraźmy sobie takie sytuacje jak zaburzenia psychiczne – czasem zaświadczenia, które przedstawiają kandydaci, nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Ważny jest więc kontakt […]

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Dieta a starania o dziecko – co jeść aby zwiększyć szansę na dziecko. Rozmowa z autorką książki „Dieta dla płodności”

dieta dla płodności

W ostatnim czasie przeprowadzono wiele badań wskazujących, że określone zmiany wprowadzone do diety poprawiają płodność, jakość nasienia, komórek jajowych, zmniejszają ryzyko poronień. Planujesz ciążę, a może już jesteś w trakcie starań? Przeczytaj koniecznie wskazówki Sylwii Leszczyńskiej, autorki książki „Dieta dla płodności”. Śledź także uważnie nasze konto na Instagramie i FB – książkę można wygrać w jednym z konkursów!

Dlaczego dieta ma tak duże znaczenie w staraniach o dziecko?

Składniki, które dostarczasz z dietą, potrzebne są do budowy oraz działania hormonów, w tym hormonów płciowych. Odpowiadają one za pobudzanie dojrzewania pęcherzyków jajnikowych i ich pękanie, czyli owulację. Znaczna część przypadków niepłodności związana jest z zaburzeniami lub brakiem owulacji, co możemy przywrócić dzięki diecie.

To, co jesz dziś, wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników za 90 dni.

System rozrodczy angażuje nie tylko kobiece narządy płciowe (jajniki, jajowody, macicę), ale także twój mózg (podwzgórze, przysadkę mózgową), tarczycę, korę nadnerczy, trzustkę oraz komórki tłuszczowe. Ich funkcje zależą od naszej diety i stanu odżywienia. Przykładowo nadmiar komórek tłuszczowych powoduje większe wydzielanie cytokin prozapalnych, nasilających reakcję zapalną w organizmie i ograniczających płodność. Jest to szczególnie istotne w PCOS, insulinooporności, ma wpływ na jakość nasienia.

Nie każdy z naszych czytelników miał już okazję kupić książkę „Dieta dla płodności”. Czy możemy w kilku słowach opowiedzieć, co trzeba jeść, a co należy z diety bezwzględnie wyeliminować?

Dla kobiet szczególnie ważne jest utrzymanie stabilnego stężenia glukozy we krwi. Dlatego w codziennej diecie niezbędne są produkty z pełnego ziarna, kasze gruboziarniste, polecam szczególnie płatki gryczane i amarantusowe, umieszczone w książce na liście superfoods dla płodności. Obfitują w żelazo, którego właściwe stężenie zmniejsza ryzyko poronienia, i w witaminy z grupy B – korzystnie działające szczególnie w zaburzeniach owulacji. Polecam migdały bogate w witaminę E i orzechy włoskie – 7 sztuk pokryje 100% dziennego zapotrzebowania na kwasy omega-3, poprawiające regularność cykli, ukrwienie macicy, jakość śluzu płodnego. Warto jeść fasole i warzywa strączkowe – większa ilość białka roślinnego zamiast zwierzęcego poprawia płodność kobiet i mężczyzn. Mężczyznom polecam bogate w selen soczewicę oraz orzechy brazylijskie. Selen oraz cynk – garść pestek dyni dostarczy 30% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek – potrzebne są do produkcji nasienia. Takich składników jest więcej, w książce zamieszczam je na liście superfoods oraz w gotowych przepisach w rozdziale „Menu propłodnościowe”.

Tak jak są składniki w diecie, które mogą stymulować płodność, istnieją też produkty, które mogą negatywnie działać na układ rozrodczy. Na pewno zaliczamy do nich kwasy tłuszczowe trans, które znajdziemy w fast-foodach, chipsach, słodkich bułkach wypiekanych na bazie utwardzanych margaryn. Słodzone napoje, alkohol, nadmiar kofeiny również nie działają korzystnie.

Jakie składniki odżywcze są szczególnie potrzebne do wydzielania przez organizm hormonów i ich prawidłowego działania?

W codziennej diecie powinny się znaleźć pomarańczowe i żółte warzywa, owoce bogate w beta-karoten. Pozwoli to zapewnić właściwy poziom witaminy A koniecznej do produkcji żeńskich hormonów płciowych. Tłuszcze w ilości zgodnej z zapotrzebowaniem. Szczególnie ważne są kwasy z grupy omega-3, dostarczają ich m.in. siemię lniane, nasiona chia, ryby. Odpowiednia ilość witaminy B6 (otręby, zarodki pszenne, ciecierzyca) razem z cynkiem niezbędna jest do produkcji żeńskich hormonów płciowych oraz właściwego działania progesteronu i estrogenu. To przykłady. Całą kompozycję składników niezbędnych do działania określonych hormonów i zachowania równowagi hormonalnej zamieszczam w książce.

Jak ważna w staraniach o dziecko jest dieta mężczyzny?

Mówiąc o zaburzeniach płodności w 40% przypadków mamy do czynienia z czynnikiem kobiecym, w 40% z męskim, w 20% problem dotyczy obojga partnerów. U mężczyzn płodność mogą zaburzać nadwaga, kłopoty z erekcją, niska jakość nasienia. Dieta przepełniona prozapalnymi czynnikami ma niekorzystny wpływ na komórki i tkanki rozrodcze, w tym na bardzo wrażliwe komórki, jakimi są plemniki. Z kolei poprawa diety wpływa na budowę i odbudowę hormonów, ochronę komórek, jakość plemników, ich ruchliwość i ilość. Właściwy sposób odżywiania decyduje również o masie ciała. Badania wykazały, że nadwaga i otyłość wiążą się często z występowaniem oligozoospermii lub azoospermii. Udokumentowano również, że spadek masy ciała związany był z poprawą gospodarki hormonalnej, zwiększeniem ilości testosteronu i liczby całkowitej plemników w ejakulacie.

Przeczytałam w pani książce, że dieta powinna być uzależniona od przyczyn niepłodności. Co to oznacza w praktyce?

[…]

okładka_3d_jpg

Sylwia Leszczyńska – dietetyk kliniczny, psychodietetyczka. Specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności oraz chorób dietozależnych. Prowadzi Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita”. Redaktor czasopisma „Współczesna dietetyka”. Autorka książki „Dieta dla płodności”. Mama Poli i Igora.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Cudowne dzieci – „Płodność wciąż jest dla nas tajemnicą”

płodność

Choć nasza wiedza na temat płodności jest coraz większa, ciągle jest to tajemnica. Złożony proces zapłodnienia i przebiegu ciąży powodują, że również niepłodność jest dla nas niejasna. Arbitralnie ustala się, że rok bezskutecznych starań o dziecko kwalifikuje parę do leczenia niepłodności. Zwykle mówi się o roku, czasem o dwóch latach. Granica jest płynna.

Być może jest jednak ona potrzebna, ponieważ ludzie późno zaczynają starać się o dziecko i leczenie zwyczajnie zwiększa ich szanse. Być może chodzi o uświadomienie nie tylko pacjentom, ale nam wszystkim, ze płodność nie jest workiem bez dna i przychodzi moment, kiedy może być rzeczywiście za późno. Być może jest wreszcie odpowiedzią na rosnące rozczarowanie i lęki – zrozumiałe zupełnie –  tych wszystkich kobiet i mężczyzn, którzy tęsknią za rodzicielstwem i z każdym miesiącem coraz mniej wierzą w siebie i swoje możliwości.

Leczenie na plus

Niepłodność powoduje poczucie wewnętrznego rozpadu, braku kontroli. Bycie leczonym w jakimś stopniu poczucie sprawstwa przywraca. Szereg badań pokazuje, że leczenie niepłodności, nawet to nieskuteczne, sprzyja zachodzeniu w ciążę. Badania francuskie pokazały, że na przykład aż 17% kobiet po udanym IVF zachodzi w naturalną ciąże w ciągu 6 lat od zabiegu. Odsetek ten wzrasta jeszcze bardziej (do 24%), jeśli ivf zawiedzie. Inne badania pokazały, że aż 20% par, które podeszły do ICSI, doświadczyło później spontanicznej, naturalnej ciąży. To całkiem nieźle biorąc pod uwagę fakt, że zdrowe i płodne pary mają w każdym cyklu 20 – 25% szans na ciążę.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi jest kilka. Jak zawsze. Wiele przypadków niepłodności kobiecej wynika z endometriozy. Ciąża jest swego rodzaju lekarstwem na tę bezwzględną chorobę. Również zmiany w wadze kobiety mogą wpływać na jej szanse na ciąże, zwłaszcza jeśli jej niedowaga lub nadwaga skutkowały zaburzeniami w owulacji.

Ale jest też wiele przyczyn, których nie potrafimy wyjaśnić, a które powodują, że musimy się zastanowić, czym właściwie jest niepłodność i kto jest niepłodny. Czy rok bezskutecznych starań o dziecko rzeczywiście świadczy o niepłodności? Niektórzy specjaliści są zdania, że jeśli para nie ma bezwzględnych przeszkód na drodze do naturalnej ciąży, takich jak zaburzenia anatomiczne, zablokowane jajowody lub brak spermy, nadal ma szanse na naturalną ciążę. I rzeczywiście, każdego dnia zdarzają się sytuację potwierdzające tę teorię.

Nie bez znaczenia jest wreszcie rosnąca skuteczność leczenia niepłodności oraz jego popularność. Dla niektórych osób czas ma ogromne znaczenie, nie radzą sobie najlepiej z frustracją, zbyt łatwo porównują się z innymi. Łatwiej podejmują więc decyzję o rozpoczęciu leczenia.

Ramię w ramię

Leczenie niepłodności może wreszcie ukryć trudności, jakie pojawiają się w związku. Zwłaszcza jeśli jest to leczenie prywatne, jakość oraz częstotliwość życia seksualnego nie zawsze jest szczegółowo omawiana. Czasami nawet sami pacjenci mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że coś niedobrego się między nimi dzieje i że zwyczajnie, gdyby się temu przyjrzeć, nie mają zbyt wielu okazji, żeby zajść w ciążę.

Jednak leczenie niepłodności nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ani tanie. Moment, w którym przekracza się próg kliniki jest początkiem nowego rozumienia czasu. Wszystko przyspiesza, czas nie jest odmierzany miesiącami czy porami roku, ale dniami cyklu. Kolejne decyzje podejmowane są błyskawicznie, bez szans na zastanowienie. Informacje przekazywane są w telegraficznym skrócie. „Nasienie jest zbyt kiepskiej jakości. Chcą państwo skorzystać z dawcy?”, „Niestety, tym razem ivf się nie powiodło. Zapisujemy państwa na kolejną wizytę za miesiąc?”, „Szanse na naturalną ciążę mają państwo znikome. Kiedy chcielibyście podejść do in vitro?”.

Właściwie nie wiadomo, dlaczego tak. Dlaczego w niepłodności jest ciągły „niedoczas”, dlaczego pacjenci mają poczucie bycia wciągniętymi w wir kolejki górskiej, a samo leczenie porównują do bycia w fabryce. Wszyscy mają swoje ograniczenia, osoby pracujące z pacjentami doświadczającymi niepłodności są pod ogromną presją, doświadczają nieustannego stresu, zmagają się z wielką odpowiedzialnością. Czasami jedynym dostępnym wyjściem jest zamknięcie się emocjonalne na otaczające ich cierpienie po to, by ochronić siebie.

Wielka niewiadoma

A tymczasem pacjenci, którzy latami szukali kolejnych możliwości leczenia, podchodzili do in vitro, podporządkowywali swoje plany na przyszłość leczeniu, nagle zachodzą w ciążę. Tak zwyczajnie. Cud? Błędna lub niedokładna diagnostyka? Czy może emocje i lęki, zwielokrotnione podczas leczenia utrudniały zajście w ciąże. Paradoks leczenia – to, co pomaga, czasami jednocześnie szkodzi. Badania przeprowadzone w 2011 roku i opublikowane w piśmie Fertility and Sterility  pokazały wyraźny związek pomiędzy lękiem i depresją a pozytywnymi efektami leczenia.

Dlatego też, nawet jeśli usłyszymy, że szanse na naturalną ciążę są minimalne, nawet jeśli doświadczymy piekła strat, nawet jeśli mija piąty czy ósmy rok małżeństwa, a dziecka nadal nie ma, nie znaczy, że go nie będzie. I nie trzeba czekać na cud. To się po prostu zdarza, znacznie częściej niż się nam wydaje. Na szczęście jeszcze bardzo mało wiemy na temat płodności.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami