Przejdź do treści

„Ośrodki Adopcyjne są potrzebne” – poseł Barbara Chrobak (Kukiz’15) dla CHBR

Przyglądając się funkcjonowaniu ośrodków adopcyjnych postanowiliśmy zapytać polityków o ich zdanie w tej kwestii. – W mojej opinii taka instytucja jest potrzebna – mówi w rozmowie z nami poseł Barbara Chrobak, Kukiz’15.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dyskusja

Jak politycy widzą działanie ośrodków, skoro z różnych stron słychać głosy, że fundusze przeznaczane na ich funkcjonowanie są niewystarczające? A może mają inny pomysł na przeprowadzanie adopcji? Te i inne pytania pojawiają się w naszych rozmowach z ludźmi związanymi z różnymi stronami sceny politycznej.

Rozłożenie tematu na czynniki pierwsze i poznanie jak największej ilości opinii, wydaje się być niezwykle ważne w kontekście ostatnich dyskusji, o których pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Pojawiły się bowiem głosy, że w województwie zachodniopomorskim nie będzie odpowiedniej ilości środków na przyszły rok, potrzebnych do prowadzenia ośrodków adopcyjnych, co mogłoby skutkować ich zamknięciem.

Głos polityków

Dostaliśmy już odpowiedź z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, że przyszłoroczne fundusze na ten cel są zabezpieczone i nie będą niższe, niż w roku obecnym. Jest to ważna i w dużej mierze uspokajająca informacja. Z drugiej jednak strony, jak wynika z rozmów z pracownikami ośrodków, pieniądze są i tak za małe, aby mogły one funkcjonować na najwyższym poziomie.

– Nie ukrywam, że ten brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji powoduje, że mało osób z naprawdę dobrym wykształceniem, doświadczonych, chce w ogóle w takich warunkach pracować – powiedziała nam Joanna Kawałko, dyrektor ośrodka w Szczecinie i prezes Fundacji „Mam Dom”.

Prezentujemy także głosy polityków w tej sprawie. O opinię zapytaliśmy Barbarą Chrobak (Kukiz’15), należącą między innymi do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Pani poseł jest również przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu „Dobro dziecka jako cel najwyższy”. Jak pani poseł odnosi się do sytuacji ośrodków i czy warto o nie walczyć?

bez-tytulukk

 

Dotacje na ośrodki adopcyjne znacznie się zmniejszają. Może się to wiązać z tym, że duża część  – jeżeli nie większość – nie będzie w stanie przetrwać. Są bowiem głosy zachęty do adopcji, ale jak ma ona wyglądać, jeżeli takich ośrodków nie będzie?
Poseł Barbara Chrobak: Trzeba by było zadać sobie pytanie, czy ośrodki adopcyjne są potrzebne, czy nie. A jeżeli nie, to co w zamian? W mojej opinii taka instytucja jest potrzebna. Dzieci potrzebują domów, rodzin.
Zastanawiam się jednak, czy dobrym rozwiązaniem nie byłoby tworzenie takich ośrodków przy domach dziecka, ewentualnie bardzo blisko nich – chociaż jest to tylko moje przemyślenie. Odwiedzałam domy dziecka, by bardziej zgłębić wiedzę, gdyż jestem przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu „Dobro dziecka jako cel najwyższy” i jak sama nazwa wskazuje, to dobro dziecka jest dla mnie najważniejsze. Spotkałam się jednak z opiniami, że pracownicy ośrodków adopcyjnych nie towarzyszą dzieciom w całej procedurze adopcyjnej. Opierają się tylko na formularzach.
Nie generalizuję, ale jestem zwolennikiem, by urzędnicy tam pracujący, mieli bezpośredni kontakt z dzieckiem. Żeby widzieli, jak dziecko zachowuje się po spotkaniu z rodzicami, bo decyzja, którą podejmują jest bardzo ważna dla dziecka i jest to decyzja na całe życie. Niejednokrotnie są to tzw. trudne adopcje, a życie pisze różne scenariusze. Powinno być jednak tak, że osoby wydające opinię, co do adopcji, śledzą całą drogę adopcyjną.
Otrzymywałam też takie informacje, że w jednym z ośrodków psychologiem jest osoba, która ma odebrane prawa rodzicielskie. Jest to dla mnie niedopuszczalne, gdyż jest to osoba która wydaje bardzo ważne decyzje dotyczące dzieci.
Zakładam jednak, że są to wyjątki.
Jak najbardziej, nie generalizuję. Są też urzędnicy, którzy podchodzą z sercem do swojej pracy i takich bym tu widziała. W ośrodkach adopcyjnych są bowiem potrzebne osoby, które mają w sobie życiową mądrość.
Odnosząc się jednak do budżetów i dotacji na przyszły rok. Pewne decyzje już zapadają.
Tak i w mojej opinii kuriozalny jest między innymi zapis mówiący o tym, że musi być przeprowadzonych minimum 20 adopcji w ciągu roku, żeby ośrodek otrzymał subwencje i nie podlegał likwidacji. Co to jest? Czy to jest ranking, czy to jest wyścig szczurów ośrodków adopcyjnych? Uważam, że ten zapis powinien być usunięty, bo to jakieś kuriozum. Będąc pracownikiem takiego właśnie ośrodka musiałabym teraz na siłę przeprowadzać adopcję, żeby się utrzymać. A co będzie jeśli będę miała tylko 5?
To wówczas nie otrzymam subwencji i ośrodek ulega likwidacji. *
To jest niedopuszczalne, dzieci nie mogą być traktowane w tym wszystkim przedmiotowo. Bo czym więcej adopcji dzieci dokonamy, to tym większe będą dotacje i stabilność tego ośrodka. Nie możemy z jednej strony wprowadzać 500+, aby zwiększyć dzietność, a z drugiej utrzymywać absurdalny zapis mówiący o ilości adopcji. I tu pojawia się pytanie ile jest adopcji zagranicznych ?
Czy jest szansa, że ten temat wyjdzie na pierwszy plan? W skali kraju liczba ludzi, do których to trafia, może wydawać się ograniczona. Z drugiej strony, tak naprawdę dotyczy to nas wszystkich.
Oczywiście, że tak. Myślę, że trzeba nagłośnić tę sprawę. Wiadomo, że nie każdy z nas zna się na wszystkich tematach, ale należy czytać, dowiadywać się i przekazywać wiedzę szerszej grupie odbiorców.
Trzeba mówić o tym, że takie ośrodki są potrzebne – pomagają rodzicom, pomagają też dzieciom. A czy one będą działały oddzielnie, czy w bezpośrednim kontakcie z domami dziecka, to jest to kolejna kwestia, którą warto poruszyć. Na pewno należy dokonać niektórych zmian w przepisach.

bez-tytulukk

 

* Kwestię dotyczącą zapisów, mówiących o „limicie” 20 adopcji rocznie, rozjaśniła w rozmowie z nami Joanna Kawałko: – Nie jest to już aktualne. Faktycznie było tak przed 2012 i kilka ośrodków, z powodu niewyrobienia „limitu”, zostało w Polsce zamkniętych – wyjaśnia.

Poseł Barbara Chrobak / Fot. Screen Youtube Ane Mir

Poseł Barbara Chrobak / Fot. Screen Youtube Ane Mir

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Danuta Ulidowicz najdłużej pracująca mama SOS Wioski Dziecięce na świecie – po 34 latach przechodzi na emeryturę. W tym czasie wychowała 19 dzieci. Kobieta z mianem „mistrzyni świata”: zastąpiła niezastąpionych… dzieciom rodziców.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym i osieroconym. Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w których mieszkają rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz 6 – 8 powierzonych ich opiece dzieci, którymi nie mogli opiekować się rodzice biologiczni.

– Początkowo przepisy były dość restrykcyjne i często rodzicem SOS były samotne osoby, które nie mogły mieć albo po prostu nie miały swoich dzieci – Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy  Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – Teraz to się bardzo zmieniło i rodzicami też są pary, które  tworzą wspólnie rodziny.

W Polsce funkcjonują cztery takie wioski w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie.

Jak została mamą dla gromadki „nieswoich dzieci”

Danuta Ulidowicz do stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce trafiła jako młoda dwudziestoparoletnia osoba. I jak sama mówi znalazła tu wszystko…

– Z chwilą, kiedy tu się zatrzymałam, okazało się, że to jest to… wszystko, czego w życiu szukałam – mówi Danuta Ulidowicz, najdłużej pracująca Mama SOS na świecie. 

Oczywiście nie obyło się na początku bez lęku i wątpliwości…

– Zastanawiałam się, jaka odpowiedzialność na mnie spada. Czy będę umiała zastąpić dzieciom matkę, sprawić, by czuły się bezpieczne, kochane. Czy ja sobie poradzę? – mówiła Danuta Ulidowicz wspominając początki swojej pracy w roli Mamy SOS.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, co ją czeka. Ale wielkie serce, wrażliwość na drugiego człowieka i pogoda ducha sprawiły, że w ciągu 34 lat pracy jako Mama SOS wychowała 19 dzieci.

– Pamiętam, kiedy przyszło do mnie pierwsze dziecko. Chłopczyk 2,5 roku. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, jak to będzie – opowiada pani Danuta. –  A poszło zupełnie spontanicznie. Po prostu otworzyłam ręce do niego, powiedziałam „chodź do mamy” i on przyszedł, przytulił się i tak się zaczęło moje matkowanie.

Każdy z jej podopiecznych to osobna historia. Każdy z nich w momencie przyjścia do domu w Wiosce SOS w Biłgoraju miał za sobą traumatyczne przejścia, został zraniony przez najważniejsze osoby w życiu, które powinny dbać o nie, kochać i wychowywać. Teraz, już jako dorośli ludzie, mają swoje rodziny, dobrze radzą sobie w życiu (najstarszy podopieczny pani Danusi ma dziś ponad 40 lat, najmłodszy 14). Jak sami przyznają – to zasługa Pani Danusi, która zastąpiła im tych, których zastąpić się nie da – rodziców.

– To, jakim jestem człowiekiem, to jej zasługa. Pokazała mi wartości, jakie są w życiu ważne: rodzina i miłość. Nauczyła, że w życiu nie można się poddawać. – mówi Mateusz Pobrotyn, jeden z podopiecznych pani Danusi.

Mistrzyni świata, jest dla wielu wzorem

Tę samą naukę Danuta Ulidowicz przekazuje także nowym Rodzicom SOS, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Uczy, że po trudnych chwilach zawsze wychodzi słońce i na te momenty warto czekać, niezależnie od tego, ile czasu minie, nim nadejdą.
– Pani Danusia jest naszą bohaterką, naszą Mistrzynią Świata i inspiracją do działania. Jej historia pokazuje, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić się dla potrzebujących dzieci. To piękna historia, którą należy się dzielić – mówi Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Właśnie dlatego powstał krótki reportaż zatytułowany „Mistrzyni Świata” opowiadający o pracy i misji pani Danusi w roli Mamy SOS. 17 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się jego prapremiera połączona z pożegnaniem odchodzącej na emeryturę Pani Danusi.

– Mamy nadzieję, że tak jak inspirowała nas, tak zainspiruje kogoś, kto obejrzy jej historię. Może ktoś dzięki niej pomyśli, że też może stworzyć dom dla zranionych dzieci – podkreśla Barbara Rajkowska.

Podczas spotkania wzruszeniom, łzom i wspomnieniom nie było końca. Danuta Ulidowicz zapytana o to, co teraz będzie robić na emeryturze odpowiada:

Matką nie przestaje się być nigdy. Mam 19 dzieci a teraz mam jeszcze wnuki – mówi z uśmiechem na ustach i spokojem Mama SOS. – Ale też zamierzam mieć czas dla siebie. Może wybiorę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i na pewno będę podróżować.
Pani Danuta w pierwsza podróż wybierze się szybciej niż myślała. Wycieczkę ufundował jej partner strategiczny SOS Wiosek Dziecięcych –  firma Kaufland.

 

Jak zostać Rodzicem SOS?

Jeżeli pomoc dzieciom pozbawionym opieki i ciepła rodzinnego jest Twoim życiowym powołaniem, podejmij pracę jako wychowawca pełniący rolę rodzica w SOS Wioskach Dziecięcych. Możesz zapewnić gromadce osieroconych dzieci ciepły i bezpieczny Dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Napisz do nas lub zadzwoń i dowiedz się więcej.Telefon: 22 460 92 51. Email: rodzice@sos-wd.org

Stowarzyszenie prowadzi już trzecią edycję kampanii rekrutacyjnej „Szukamy Rodziców SOS”, tym razem pod hasłem „Zastępujemy Niezastąpionych”. Więcej informacji o kampanii na stronie: www.rodzicesos.org

Jak wesprzeć działanie Stowarzyszenia Wioski SOS

Pozostanie rodziną zastępczą, to nie jedyny sposób, by wesprzeć działalność SOS Wiosek Dziecięcych, zwłaszcza teraz, w okresie rozliczania się z podatku dochodowego. Wystarczy przekazać 1%, by pomóc tworzyć dom dla potrzebujących dzieci. Więcej informacji na stronie: www.dziecisos.org

KRS 0000 056 901

CIEKAWOSTKA:

Powojenna historia powstania wiosek dla osieroconych dzieci

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat.

Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie.

Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.