Przejdź do treści

Orzechy włoskie a jakość nasienia

125.jpg

Codzienne spożywanie orzechów włoskich może wpływać korzystnie na męskie nasienie – wynika z badań opublikowanych w „Biology of Reproduction”.

Naukowcy z University of California w Los Angeles (UCLA) przebadali 117 mężczyzn w wieku 21-35 lat, stosujących tradycyjną dietę zachodnioeuropejską. Części z nich (59 uczestnikom) podawali dodatkowo 75 g orzechów dziennie. Wszystkim zbadali krew i nasienie na początku eksperymentu i po trzech miesiącach. Okazało się, że ci, którzy jedli orzechy, mieli lepszą morfologię w stosunku do grupy kontrolnej, a także witalność i ruchliwość plemników. W ich plemnikach stwierdzono mniej nieprawidłowości chromosomów niż na początku badania. Zdaniem naukowców to zasługa zawartych w orzechach wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, kwasu foliowego oraz antyoksydantów. 

W związku z tym, że w badaniu brali udział wyłącznie zdrowi mężczyźni nie wiadomo czy dieta bogata w orzechy jest równie skuteczna w przypadku panów z zaburzeniami płodności.

Joanna Rawik

Przeszłaś usunięcie tarczycy i borykasz się z wagą? Oto 4 wskazówki, jak schudnąć

usunięcie tarczycy

Tyreoidektomia to operacja całościowego usunięcia tarczycy. Okazuje się, że waga znaczącej liczby pacjentek po takich przejściach wzrasta. Wielu specjalistów mówi, że to „normalne”. Nie zmienia to jednak faktu, że może skutecznie obniżać samopoczucie i utrudniać akceptację własnego ciała. Poznaj wskazówki, które pomogą Ci kontrolować wagę.

Coś o czym warto w takim wypadku pamiętać – wzrost wagi nie wynika z nadmiaru kalorii i niewystarczających ćwiczeń. Problemy stwarza brak równowagi hormonalnej. Jako, że to one są przyczyną wahań wagi, to właśnie w nich powinniśmy szukać też rozwiązania. Nic na dłuższą metę nie dadzą głodówki i wielogodzinne treningi (chociaż efekt może być zauważalny), jeśli nie zadbamy o prawidłowy poziom hormonów. Nie bójmy się więc o problemach z wagą rozmawiać z lekarzami.

Dostarczanie mniejszej ilości kalorii może wręcz wiązać się ze spowolnieniem pracy metabolizmu i co gorsza – jeszcze większym rozregulowaniem hormonów. Owszem, wciąż ma znaczenie co i jak jemy. Nie chodzi jednak o restrykcyjnie określoną liczbę kalorii, ale przede wszystkim o zdrowe odżywianie i dostarczanie organizmowi niezbędnych składników odżywczych.

1. Znajdź odpowiednie dla siebie leki

Jeśli masz poczucie, że nie czujesz się dobrze przyjmując przypisane przez specjalistę farmaceutyki, porozmawiaj z nim o tym. Być może zmienisz typ leków, być może potrzebna będzie inna dawka. W kontekście wagi może mieć to istotne znaczenie.

Pamiętaj jednak, że do podjęcia takiej decyzji niezbędna jest konsultacja, odpowiednie badania i stała opieka lekarza.

2. Zrównoważ poziom wszystkich hormonów

W naszym organizmie istotną rolę odgrywają nie tylko hormony tarczycy – są one jednym z elementów układanki. Warto pamiętać, że przeróżne hormony zachodzę ze sobą w interakcje. Przykładowo, hormon tarczycy oddziałuje na poziom progesteronu, kortyzolu, czy też insuliny.

Co ciekawe, wysoki poziom estrogenów i niski progesteronu wpływa na przyrost masy w dolnych partiach ciała – biodrach, pośladkach, udach. Zaś wysoki poziom insuliny może wpływać na tycie w okolicach brzucha.

4 fakty o ESTROGENACH – każda kobieta powinna to wiedzieć >>KLIK<<

3. Zapomnij o restrykcyjnych dietach

Silne ograniczenia wpłyną niekorzystnie nie tylko na twoje zdrowie psychiczne, ale też na ciało. Dbając o dietę postaw raczej na:

– zdrowe tłuszcze

– wiele warzyw

– unikaj żywności przetworzonej

– unikaj cukru i słodzików

4. Ćwicz dla zdrowia

Sport powinien być elementem życia nie ze względu na “spalanie kalorii”, ale przede wszystkim na zdrowie. W pełni zrozumiały jest brak ochoty na ćwiczenia, gdy zmęczenie, często pojawiające się przy dolegliwościach związanych z nieprawidłową pracą tarczycy, jest wszechogarniające. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że wysiłek fizyczny również wpływa na regulację hormonów. Uwalnia endorfiny, co korzystnie wpływa także na samopoczucie. Nawet jeśli poziom twojej energii jest bardzo niski, postaraj się wykonać jakikolwiek ruch. Może to być półgodzinny spacer – daj swojemu ciału nowy impuls!

Źródło: „restartmed.com”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak to jest wiedzieć, że nie mogę mieć dzieci? [FILM]

Fot. Screen BuzzFeedYellow Youtube
Fot. Screen BuzzFeedYellow Youtube

Wiadomość o niepłodności często spada na kobietę jak grom z jasnego nieba. Emocje, które wywołuje, mogą być niezwykle trudne i bolesne. Oto trzy kobiety otwarcie mówiące o swoim doświadczeniu.

Zakręty, wyboje, koleiny

Ich historie niewątpliwie dają siłę i nadzieję. Pokazują, że nawet sytuacje będące z pozoru bez wyjścia, mogą zakończyć się spokojem i pogodzeniem. „Nigdy nie było nawet znaku zapytania. Zawsze wiedziałam, że pewnego dnia będę mamą” – mówi na wstępie jedna z bohaterek. Jak bardzo trzeba nieraz przewartościować swoje życie… Jej niepłodność nie ma wyjaśnienia. Teoretycznie wszystko jest w porządku, ale nie udało jej się dotąd zajść w ciążę. Dziś ma 38 lat i głośno mówi: „Nie chcę mieć dzieci”. Sama przy tym podkreśla, jak jest to dla niej niesamowite, że może takie słowa w ogóle wypowiedzieć, biorąc pod uwagę fakt, jaką osobą była i jak ważne było dla niej dotąd macierzyństwo. Życie stawia nas jednak czasami przed wyzwaniami, nad którymi nie mamy kontroli, o czym mówi kolejna z kobiet.

W 2012 roku została u niej zdiagnozowana endometrioza, co jest główną przyczyną jej niepłodności. „Czułam się naprawdę zagubiona i czułam, że nie mogę zaoferować tego, co powinnam móc zaoferować komuś, z kim chcę być w długoterminowym związku” – mówi. Bardzo trudne było dla niej pogodzenie się z faktem, że być może nigdy nie urodzi dziecka. Obciążające były też rozmowy z innymi ludźmi, którzy nieraz nie wiedzieli, jak reagować, o co ją pytać, czy oby jej nie urażają.

Droga do zrozumienia

Przez dłuższy czas o swoich problemach milczała trzecia z bohaterek filmiku. Cierpi na niedoczynność tarczycy, Hashimoto i PCOS. „W mojej głowie od zawsze była wizja: dorastasz, poznajesz kogoś, pobieracie się i macie dzieci” – mówi. Niestety w rzeczywistości nie zawsze się to układa. Pomimo problemów, po ślubie z ukochanym mężczyzną, udało się kobiecie zajść w ciążę. Myślała, że zdarzył się cud. Niestety w trzecim miesiącu poroniła. Dziś jest już w stanie odpuścić. Zrozumiała, że jest wiele dróg do spełnienia swoich potrzeb macierzyńskich: „Nie musisz urodzić, by być dla kogoś matką”.

Opowiedziane w filmiku historie są niezwykle mocnym świadectwem zmagań, z jakimi borykają się kobiety walczące z niepłodnością. Trudne decyzje i przede wszystkim praca nad swoją psychiką. Warto jednak posłuchać ich doświadczeń, by zobaczyć, że można szczęśliwie „ułożyć” się z życiem. Nawet jeśli zaskakuje nas w najtrudniejszy dla nas sposób.

12 sekretów niepłodnych kobiet >>> PRZECZYTAJ

 

Źródło: „Buzzfeed”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rezerwa jajnikowa (II) Dojrzewanie płciowe

rezerwa jajnikowa

W pierwszym artykule z serii „Rezerwa jajnikowa” omówiliśmy jak powstają jajniki w okresie życia płodowego. Tym razem opowiemy o tym co dzieje się pomiędzy narodzinami, a osiągnięciem wieku rozrodczego, czyli końcem okresu dojrzewania.

Rodzi się dziewczynka, a w jej jajnikach znajduje się kilka milionów pęcherzyków pierwotnych, tj. oocytów I rzędu, których liczba sukcesywnie się zmniejsza niezależnie od braku cyklu miesiączkowego, gdyż obumierają one na drodze programowanej śmierci komórki (apoptozy). W okresie noworodkowym widoczny jest jeszcze wpływ matczynych hormonów płciowych, co może objawiać się trądzikiem noworodkowym i tzw. wyciekiem noworodkowym, czyli nieznacznym krwawieniem z pochwy będącym w istocie krwawieniem z odstawienia, tj. endometrium pozbawione matczynych estrogenów złuszcza się. Przez kolejne kilka lat nie dzieje się nic, organizm dziewczynki pozbawiony jest wpływu hormonów płciowych.

Figure-1-Theoretical-model-of-sexual-development-The-model-above-distinguishes

Aby możliwe było uzyskanie przez dziewczynkę pełnej dojrzałości płciowej, a co za tym idzie nabycie zdolności reprodukcyjnych, konieczny jest rozwój trzech osi gruczołów hormonalnych: zależnej od nadnerczy, od przysadki i hormonu wzrostu, oraz przysadki i jajników.

Około 7. r.ż. kora nadnerczy rozpoczyna wzmożoną produkcję androgenów nadnerczowych: dehydroepiandrosteronu (DHEA), siarczanu dehydroepiandrosterostronu (DHEA-S) i androstendionu (AND). Proces ten nazywa się adrenarche i trwa przez cały okres dojrzewania. Działanie androgenów manifestuje się głównie pojawieniem się owłosienia łonowego (pubarche) oraz pachowego, zmianami skórnymi jak trądzik młodzieńczy oraz nadmierną potliwością. Wzmożone wydzielanie androgenów przez nadnercza poprzedza wzrost stężenia gonadotropin i późniejszą aktywację osi podwzgórze-przysadka-jajniki, jednakże oba mechanizmy nie są ze sobą bezpośrednio związane i mogą odbywać się równolegle.

Jednocześnie lub w trakcie adrenarche pojawia się tzw. skok wzrostowy (somatarche), zależny od hormonu wzrostu (GH) i insulinopodobnego czynnika wzrostu (IGF-1), którego najłatwiej dostrzegalnym symptomem jest bardzo gwałtowne wyrastanie z butów (kości stóp są bardziej wrażliwe na działanie GH niż kości długie). Układ hormonu wzrostu jest zależny i zintegrowany z osią podwzgórze-przysadka-jajniki (HPO). Wzrost poziomu estrogenów powoduje zwiększone wydzielanie GH, co jest bezpośrednią przyczyną tzw. pokwitaniowego skoku wzrostowego.

Najważniejszy gracz, oś podwzgórze-przysadka-jajniki rozpoczyna swoje działania na ok. 2 lata przed pojawieniem się pierwszych symptomów pokwitania. Podwzgórze pulsacyjnie wydziela gonadoliberynę (GnRh), która łączy się z receptorami w przednim płacie przysadki syntetyzującym i gromadzącym gonadotropiny: hormon luteinizujący (LH) i folikulostymulujący (FSH). Początkowo proces ten ma miejsce tylko w czasie snu, później również w dzień, by po kilku latach pulsacyjne wydzielanie GnRh, a co za tym idzie gonadotropin osiągnęło częstotliwość i amplitudę jak u dorosłej kobiety w wieku reprodukcyjnym.

FSH jest odpowiedzialne za stymulację rozwoju pęcherzyków jajnikowych począwszy od rozpoczęcia okresu pokwitania. Stymulacja i wydzielanie FSH prowadzi do przekształcenia androgenów w estrogeny dzięki aktywności aromatazy w jajnikach. Wydzielanie progesteronu wzmaga się wraz z postępem procesu pokwitania i prowadzi do podziałów komórkowych oraz dojrzewania pęcherzyków. Podziały mitotyczne prowadzą do powiększenia warstwy komórek ziarnistych, a także zwiększenia objętości płynu międzykomórkowego bogatego w inhibinę B oraz FSH. Liczba receptorów LH zwiększa się proporcjonalnie do liczby komórek oraz podatności jajników na stymulację przez LH, co z kolei powoduje wzmożoną produkcję progesteronu i androgenów. Zwiększający się poziom estrogenów moduluje pracę podwzgórza zwiększając pulsacyjne wydzielanie GnRh, co prowadzi do szybkiego wzrostu poziomu gonadotropin (szczególnie LH) w mechanizmie sprzężenia zwrotnego. Kiedy estrogeny wzmacniają wydzielanie LH, inhibina hamuje wydzielanie FSH. Od połowy do końca okresu dojrzewania stężenie LH osiąga najwyższy poziom, co powoduje skokowy wzrost estradiolu prowadzący do pierwszej miesiączki. Cykle początkowo są bezowulacyjne, a owulacja pojawia się po ustabilizowaniu osi dodatniego sprzężenia zwrotnego kiedy wzrastający poziom estrogenów powoduje pik LH w połowie cyklu. Cykle owulacyjne powinny pojawić się po ok. 2 latach od pierwszej miesiączki, jednakże zmienność osobnicza jest w tej kwestii duża.

Klinicznymi symptomami rozwoju płciowego zależnego od osi HPO są głównie cechy zależne od estrogenów. Najwcześniej pojawia się typowo kobieca budowa ciała z tkanką tłuszczową w okolicach bioder, ud i piersi oraz zmiany dotyczące układu rozrodczego: rozwój zewnętrznych narządów płciowych, pojawienie się mlecznej wydzieliny i śluzu z pochwy, jak również estrogenizacja endometrium umożliwiająca jego złuszczenie się podczas miesiączki.

W kolejnej, 3. już części tej serii omówimy fizjologię cyklu miesiączkowego.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Bezdzietność po leczeniu niepłodności: „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

bezdzietność

Jakiś czas temu rozmawiałam z bezdzietną kobietą, która przeszła długie leczenie niepłodności. Dziś ma sporo ponad 40 lat. Teoretycznie temat mógłby być dla niej ciągle otwarty, przecież nawet starsze kobiety zostają matkami. Jednak ona zdecydowała, że jej droga rodzicielstwa kończy się w tym momencie. Zastanawia się, co się teraz będzie z nią działo, co będzie czuła w nadchodzących latach, które z uczuć będą „normalne”.

Szybki przegląd literatury – szybki również dlatego, że bardzo niewiele jest badań – pokazuje, że najpierw jest proces żałoby. Trzeba opłakać dzieci, które się nie urodziły, własne zdrowie, plany, które się nie ziściły. Ostatecznie jednak większość kobiet godzi się ze swoją sytuacją, zwłaszcza jeśli udało się im umieścić życiowe cele również w innych obszarach, na przykład zawodowym. Szczególnie pomocna okazuje się umiejętność aktywnego szukania pomocy i wsparcia u innych, bezpośrednio, w grupach wsparcia lub online. Wartością jest przebywanie wśród ludzi, którzy mają podobne doświadczenia lub też są wystarczająco empatyczni. Pomocna jest też umiejętność adaptowania się do zmieniających się warunków życia, niecodziennych sytuacji i szukania nowych możliwości.

Tyle statystyka i badania. Jak jest w rzeczywistości, to już inna sprawa, tak jak inna jest każda kobieta, która doświadcza traumy niepłodności. Jak więc wygląda godzenie się z niepłodnością z bliska, opowiedziane przez kobietę, która zdecydowała się na bezdzietność po latach starań?

Jak to się zaczęło?

Pierwszego męża poznałam na studiach. Nie zabezpieczaliśmy się, nie zachodziłam w ciążę, ale nieszczególnie się tym martwiliśmy. Byliśmy młodzi. Chcieliśmy się rozwijać zawodowo. Brak dzieci uznałam za szczęście, kiedy rozpadło się tamto małżeństwo. Naturalną konsekwencję nieudanego związku, również zrządzenie losu, ponieważ mogłam zrobić specjalizację. Drugi raz za mąż wyszłam mając 36 lat. O dziecko zaczęliśmy starać się od razu. Przez rok bez większego ciśnienia, ale ponieważ jestem lekarzem, wiedziałam że nie mam zbyt wiele czasu. Potem potoczyło się szybko – klinika, diagnoza, iui, trzy ivf, stymulacje. Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz.

Co jest najtrudniejsze w niepłodności?

Nie wiem, czy jest jedna odpowiedź. Dla mnie najtrudniejsza była świadomość, że jestem inna, nie taka jak inne kobiety, nawet nie taka jak moja matka. A druga sprawa to żal zmarnowanego czasu. Może gdybym poddała się diagnostyce mając dwadzieścia kilka lat, dziś byłabym matką?

Co powoduje, że w pewnym momencie przestajemy się starać o dziecko?

Wiedza i ograniczenia finansowe. Przede wszystkim świadomość, że wraz z wiekiem matki rośnie ryzyko wady wrodzonej płodu. Ale też to, że starsza matka ma swoje ograniczenia, że sama jest narażona na choroby pojawiające się z wiekiem. Na leczenie wydaliśmy kilkadziesiąt tysięcy. Mieliśmy szczęście, bo było nas stać, ale w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno o to chodzi. Czy może są w życiu inne cele, na które można by przeznaczyć środki. Uznaliśmy, że są.

Jak przebiega proces godzenia się z bezdzietnością?

Trudno to opisać, ponieważ nie wiadomo, kiedy on się właściwie kończy. Czy wówczas, kiedy  już nie płaczesz z bezsilności i żalu, czy może kiedy wiesz, że biologicznie macierzyństwo jest już absolutnie niemożliwe. Wyobrażam sobie, że nawet na starość będę do tego wracała, wyobrażała sobie, jak moje życie mogło wyglądać, gdybym podjęła inne decyzje. Teraz mogę powiedzieć, ze czuję się pogodzona. Ale na początku, kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec, była rozpacz, depresja chyba nawet, żal do wszystkich i do siebie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co zrobię ze swoim życiem. Co zyskam, nie zostając matką. To tez pomogło.

Czy decyzja o przerwaniu leczenia i bezdzietności ma wpływ na związek?

Na mój miała. Ja bardziej walczyłam, dłużej. Mój mąż szybciej zorientował się, że to się może nie udać. Jest też starszy i nie zawsze był przekonany, że chce mieć dzieci. Ani niepłodność, ani decyzja o zakończeniu leczenia nie wpłynęła jednak na nas destruktywnie. Być może znaczenie miał fakt, że spotkaliśmy się, kiedy obydwoje w jakiś sposób byliśmy już spełnieni?

Czy perspektywa czasowa pomaga zobaczyć, co można było zmienić w staraniach o dziecko?

Żałuję jedynie tego, że nie zaczęłam się leczyć wcześniej, że lekceważyłam objawy, nie chciałam ich widzieć. Oczywiście, efekt mógłby być ten sam.  Ale przynajmniej wiedziałabym, że to nie mój wiek lub nie tylko mój wiek przyczynił się do niepowodzenia.

Co ludzie powinni wiedzieć o osobach bezdzietnych?

Bezdzietność to nie lenistwo, droga na skróty, wybór kariery ponad życie rodzinne. Bezdzietność to nie kariera robiona kosztem rodziny. To również nie kara. Bezdzietność to często złożona i bolesna historia. Wybory, poświęcenie, koszty, których nikt nie widzi. I w jakimś sensie boli zawsze, nawet jeśli jest się z nią pogodzonym. Być może mogę dłużej pracować, brać zmiany w Święta, jestem w pracy regularnie, ponieważ nie musze zostać z chorym dzieckiem w domu. Czasami to ludzi złości. Ale nie wiedzą, że w mgnieniu oka zamieniłabym moją wygodę na wszystkie trudności związane z zajmowaniem się i wychowaniem dziecka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami