Przejdź do treści

Za nami I Ogólnopolski Kongres Endometriozy. Eksperci: mamy zbyt małą świadomość społeczną

Eksperci podczas panelu dyskusyjnego, I Ogólnopolski Kongres Endometriozy
Fot.: mat. organizatora

102 lekarzy i 180 pacjentek wzięło udział w I Ogólnopolskim Kongresie Endometriozy, który odbył się w dniach 23-24 marca br. w Warszawie. Podczas pierwszego dnia wydarzenia zaprezentowano aktualny stan wiedzy w zakresie endometriozy, a także nadzieje i wyzwania, które wiążą się z diagnozą i leczeniem tej choroby.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy dzień Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy skierowany był do lekarzy praktyków. Podczas warsztatów, które rozpoczęły wydarzenia, specjaliści w zakresie ginekologii i położnictwa szczegółowo zaprezentowali m.in. zastosowanie noża plazmatycznego w leczeniu endometriozy. Zgromadzonym lekarzom przedstawiono również – krok po kroku – diagnostykę ultrasonograficzną głęboko naciekającej endometriozy, a także wykorzystanie elektrochirurgii w jej leczeniu.

Endometrioza – choroba społeczna

Po bloku warsztatowym goście wydarzenia wzięli udział w wykładach poświęconych m.in. aktualnemu stanowi badań nad endometriozą, mechanizmom jej powstania oraz możliwościom diagnostyki i leczenia. Choć referaty miały zostać wygłoszone w trakcie dwóch dwugodzinnych sesji, konieczność wielowątkowego podejścia do problematyki endometriozy sprawiła, że oba cykle znacznie się wydłużyły. To pokazuje, jak dużym problemem – także społecznym – jest dziś endometrioza.

– Endometrioza jest chorobą postępującą, estrogenozależną (…), która występuje u 5-15% kobiet. Spośród pacjentek, które są niepłodne, co druga jest obarczona podejrzeniem istnienia tej choroby. Jeżeli mamy do czynienia z przewlekłym bólem w miednicy mniejszej, to niemal 80% kobiet będzie obciążona endometriozą – zauważył prof. Stanisław Radowicki, specjalista w zakresie ginekologii i położnictwa oraz były konsultant krajowy w tej dziedzinie.

Mimo wielu lat badań nad mechanizmami powstawania endometriozy, jej etiopatologia nadal jest nieznana. Podczas wykładów podkreślono jednak, że pojawia się coraz więcej głosów, by uznać ją za chorobę dziedziczną opartą na defekcie genetycznym.

Wyzwania w leczeniu endometriozy

Podczas sesji wykładowej eksperci podkreślili, że endometriozę można leczyć zarówno farmakologicznie, jak i za pomocą specjalistycznego leczenia operacyjnego. Od 2010 roku nie pojawił się jednak żaden nowy lek, który znalazłby zastosowanie w leczeniu tej choroby. W dużej mierze wynika to ze specyfiki endometriozy i nierozwiązanego problemu jej patogenezy. Ale odpowiada za to też inny czynnik. Zgodnie z publikacjami naukowymi, od 8 lat nie wprowadzono na rynek żadnego nowego leku, który znalazłby szersze zastosowanie w ginekologii.

Jesteśmy na marginesie, jeśli chodzi o zainteresowanie przemysłu farmaceutycznego, i na to nie mamy większego wpływu – podkreślił prof. Radowicki podczas pierwszego wykładu na Ogólnopolskim Kongresie Endometriozy.

Skuteczne leczenie endometriozy utrudnia również bardzo długa droga do jej diagnozy – licząca nawet 10-11 lat. Specjaliści podkreślili, że problem ten dotyczy pacjentek w wielu krajach i wynika przede wszystkich z nieswoistych i bardzo zróżnicowanych objawów tego schorzenia.

Przeczytaj również: Czy endometrioza uprawnia do renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Podczas wykładów eksperckich wyraźnie zwrócono uwagę na niedostateczne finansowanie tego obszaru badań oraz potrzebę zmian instytucjonalnych. Właściwe, kompleksowe podejście do endometriozy umożliwiłyby m.in. wielospecjalistyczne ośrodki diagnostyki i leczenia endometriozy.

Kończąc pierwszy dzień wydarzenia, prof. Krzysztof Szyłło, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Ginekologii Onkologicznej Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, podkreślił, że konieczne jest podjęcie działań w zakresie zwiększenia świadomości endometriozy – zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów. Wyraził jednocześnie nadzieję, że dzięki takim przedsięwzięciom, jak Ogólnopolski Kongres Endometriozy, znajdzie się więcej osób zainteresowanych tym problemem, a wraz z nim pojawią się kolejni sojusznicy i większe środki na leczenie endometriozy w Polsce.

Tematy poruszone podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy będziemy rozwijać w kolejnych artykułach.

POLECAMY TEŻ: Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie: Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nowy program TV: w roli głównej pary walczące z niepłodnością

W programie: „Ja, Ty i niepłodność” występuje sześć par starających się o dziecko, borykających się ze skrajnymi emocjami. Bohaterowie są rozdarci między nadzieją a zwątpieniem. Program ukazuje ich determinację, wątpliwości i chwile wzruszeń, ale także rezygnację związaną z wysokimi kosztami leczenia.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Premiera nowego cyklu reportaży o parach starających się o dziecko w telewizji TVN style ruszyła pod koniec maja.

W pierwszym odcinku poznaliśmy trzy pary odwiedzające kliniki leczenia niepłodności

Denice i Mark w ciągu pięciu lat przeszli dziesięć cykli leczenia niepłodności. Mają już Betti, która urodziła się z in vitro, ale pragną by córeczka miała rodzeństwo. W programie mogliśmy zobaczyć, jak wracają do tej samej kliniki i tej samej lekarki z nadzieją na zajście w ciążę. Oboje są bardzo zaangażowani w starania o drugie dziecko. Z jednej strony jest im łatwiej, bo już są rodzicami, ale czasem bywa też trudniej, bo wiedzą z jakimi ogromnymi wyrzeczeniami i ograniczeniami wiąże się procedura in vitro.

Kolejnymi bohaterami są: Karolina (Polka mieszkająca za granicą) i Sean, którzy poznali się na portalu randkowym, szybko zaręczyli i wzięli ślub. Po dwóch latach bezowocnych starań o dziecko postanowili zgłosić się do kliniki leczenia niepłodności. Wyniki obojga są wzorcowe, za to USG ujawnia liczne torbiele na jajnikach Karoliny. Ich powodem prawdopodobnie jest endometrioza. Karolina jest zrozpaczona i zszokowana – musi pojechać do Polski na operację usunięcia zmian, by natychmiast potem w Wielkiej Brytanii skorzystać z programu in vitro.

Z kolei Dindra i Stewart są rodzicami poczętego naturalnie Josha, ale od kilku lat bezskutecznie starają się o drugie dziecko. Dindra wielokrotnie poroniła, obecnie ma 37 lat i wie, że nie może czekać. Tym bardziej, że cierpi na wiele chorób, które – łagodnie mówiąc – nie ułatwiają zajścia w ciążę.

Polecamy: 5 porad – jak wybrać klinikę leczenia niepłodności

W niedzielę w TVN Style widzowie poznali kolejne trzy pary i ich walkę o upragnioną ciążę

Fiona i Eoghan od 3 lat bez powodzenia starają się o dziecko. Niedawno rozpoczęli terapię in vitro a informacja, że wiele par w Irlandii zmaga się z problemem niepłodności – bardzo im pomogła i dodała otuchy. Widząc kolejki w klinice, przekonali się, że nie są sami. Pierwsza seria zastrzyków nie przyniosła pożądanych efektów, pęcherzyki jajowe nie urosły. Czy Fiona, która panicznie boi się zastrzyków, oraz jej mąż, zdecydują się na kontynuacje terapii?

Kolejna para to Robbie i Naoimh, którzy starają się o dziecko od czterech lat. On ma już dwójkę z poprzedniego związku, ona – od dwudziestu lat próbuje zajść w ciążę. Kilkakrotnie się to udało, ale następowały poronienia… Robbie i Naoimh postanowili rozpocząć procedurę in vitro z gametami obcej dawczyni. To zwiększa procent szans na powodzenie z zaledwie 6% aż do 65%! Dawczynią będzie kobieta z Czech, której Robbie i Naoimh bardzo chcieliby kiedyś podziękować…

Czytaj też: Wysoka skuteczność zabiegów in vitro – od czego zależy

Poznamy też Emmę i Biankę, które od kilku lat są w związku i niedawno wzięły legalny ślub. Od początku znajomości rozmawiały o założeniu rodziny i dzieciach. Nie są pacjentkami a bardziej klientkami kliniki – Biankę czeka inseminacja wybranymi z katalogu komórkami dawcy nasienia. Czy zajdzie w ciążę?

PREMIERA trzeciego odcinka „Ja, Ty i niepłodność” miała miejsce w TVN Style w niedzielę 10 czerwca o godz. 16:45. Powtórka programu: Czwartek, 14 czerwca, godz. 00:10.

POLECAMY: Jak się wspierać podczas leczenia niepłodności – radzi psycholog 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Plemniki na wakacjach. O czym mężczyzna powinien pamiętać podczas urlopu?

Szczęśliwy mężczyzna pije kawę w hotelowym łóżku. Przed nim talerz z owocami /Ilustracja do tekstu: Zadbaj o jakość nasienia latem
Fot.: Alex Block /Unsplash.com

Lato wydaje się znakomitym czasem, by dać ponieść się emocjom, wrzucić na „luz” i
oddać się urokom miłości. Niestety, wakacje nie wpływają równie korzystnie na jakość
nasienia. Dlaczego i jak z tym walczyć?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Słońce na horyzoncie

Przede wszystkim warto pamiętać, iż plemniki są zimnolubne, a pory roku znajdują odbicie w
ich liczbie. W miesiącach letnich jest ona najniższa, w zimowych zaś najwyższa. Wysokie
temperatury nie wpływają korzystnie na nasienie, a co za tym idzie, wygrzewanie się na
słońcu nie jest szczególnie polecane panom planującym rodzicielstwo.

Co więcej, z kąpielami słonecznymi wiążą się nieraz kąpiele morskie i niezbędne wtedy stroje
kąpielowe. Często są one wykonane ze sztucznych, mało przewiewnych, zatrzymujących
ciepło materiałów. Definitywnie nie służy to zdrowej pracy jąder!

CZYTAJ TAKŻE: Plemniki: szybkie i wściekłe. Co o nich wiesz? [QUIZ]

Gofry, lody, zimne piwo… Czyli dieta a jakość nasienia latem

Kolejnym mało korzystnym dla plemników aspektem wakacji jest dieta. Często zdarzają się
wtedy wieczory spędzane w knajpianych ogródkach, a podczas upalnego spaceru pojawiają
się lody i zimne piwo. Owszem, warto czasami odpuścić sobie nadmierną kontrolę i dać
odpocząć silnej woli, ale dobrze jest robić to z głową.

Nie powinno zapominać się wtedy o kwasach tłuszczowych omega-3 oraz produktach
bogatych w witaminę E, selen czy też kwas foliowy, które zawiera m.in. stworzony przez
ekspertów Profertil. Wymienione tu składniki są niezwykle ważne dla zdrowia plemników,
dlatego tym bardziej warto – w okresie tak narażonym na „szaleństwa” – postawić na
odpowiednią suplementację.

CZYTAJ TEŻ: Mikroelementy – makrodziałanie!

Imprezowy szał

„Bo wakacje są od tego, aby bawić się na całego!” – jak najbardziej przyłączamy się do takiej
myśli. Należy jednak myśleć przy tym o konsekwencjach. Przykładem jest alkohol i
wspomniane już wyżej „zimne piwo”. Jedno oczywiście nie jest tragedią, ale faktem jest, że
procenty nie wpływają dobrze na męski organizm. Regularne spożywanie alkoholu oddziałuje
negatywnie m.in. na koncentrację plemników i ich ruchliwość.

Innym następstwem imprez jest późne chodzenie spać. Okazuje się, że ma to duży wpływ
także na spermę. Badania wskazują, iż mężczyźni chodzący spać po północy mają niższą
liczbę plemników niż ci, którzy kładą się wcześniej. Znaczenie ma tu również przesypiany
czas. U panów śpiących 6 godzin lub mniej (albo 9 i dłużej) wykazano słabe parametry
nasienia.

A teraz pora na świadome wakacje!

Autor: Agnieszka Mikołajczak

POLECAMY RÓWNIEŻ: Za nami warsztaty z refleksologii rąk i twarzy. Zobacz, jak było!

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przez 20 lat okaleczał pacjentki i usuwał macice bez wskazań medycznych. Dopiero teraz usłyszy zarzuty

Narzędzia medyczne po skończonym zabiegu /Ilustracja do tekstu: Australijski ginekolog okaleczał pacjentki. Usuwał im macice i jajniki
Fot.: Wendy Scofield /Unsplash.com

Przez ponad 20 lat prowadził praktykę ginekologiczną i przyjął w tym czasie setki pacjentek. W ostatnich tygodniach wyszły na jaw przerażające fakty: „leczenie”, które stosował, było nieuzasadnione z medycznego punktu widzenia i doprowadziło do narażenia życia i zdrowia dziesiątek pacjentek – donosi The Guardian. Relacje ofiar są wstrząsające.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Australijski resort zdrowia wszczął postępowanie przeciwko lekarzowi ginekologii, który dopuścił się wielokrotnego, często nieodwracalnego okaleczania swoich pacjentek w klinikach w Nowej Południowej Walii.

Australijski ginekolog okaleczał pacjentki. Są dziesiątki poszkodowanych

Dr Emil Gayed, absolwent Uniwersytetu Ain Shams w Egipcie, od 1994 r. miał przeprowadzić dziesiątki operacji i interwencji medycznych, które zamiast sprzyjać zdrowiu pacjentek, narażały je na utratę płodności, a nawet życia.

Okrutny proceder udało się wykryć dzięki śledztwu przeprowadzonemu przez australijski oddział dziennika The Guardian. Dziennikarze periodyku dotarli początkowo do kilku ofiar, które opowiedziały o swoich doświadczeniach związanych z leczeniem u Gayeda. Szybko okazało się, że poszkodowanych osób jest więcej – a kolejne prawdopodobnie będą się jeszcze zgłaszać.

CZYTAJ TEŻ: Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Okrutne eksperymenty bez zgody pacjentek. Postępowanie trwa

W toku postępowania wykryto, że ginekolog bez odpowiednich wskazań medycznych usuwał kobietom m.in. jajniki i jajowody. Śledczy dotarli również do pacjentki, której dr Gayed wykonał histerektomię (usunięcie macicy), mimo że przy jej dolegliwościach wystarczające mogło okazać się stosowanie środków przeciwbólowych i odpoczynek. Co więcej, kobieta nigdy nie wyraziła zgody na operację w takim zakresie.

Jedną z pacjentek dra Gayeda była też Vicki Cheadle. Przed 10 laty lekarz wykonał u niej zabieg ginekologiczny, po którym podupadła na zdrowiu. Osiem miesięcy później odkryła, że ​​jej macicę wypełnia zakażona krew – Gayed zamknął jej bowiem szyjkę macicy.

Z powodu infekcji, która rozwinęła się na skutek niechcianej procedury, pacjentka wymagała natychmiastowej operacji, a w jej wyniku straciła jeden z jajowodów. Kilka dni po zabiegu udała się na wizytę kontrolną.

– Chirurg powiedział mi wprost, że Emil Gayed spaprał poprzedni zabieg i że gdybym czekała dłużej z operacją, umarłabym – mówiła Cheadle w rozmowie z dziennikiem The Guardian.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie. „Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę”

Niemal całkowicie zszył pacjentce pochwę. „Wciąż czuję się okaleczona”

Christy Smith zaś miała 20 lat, gdy dr Gayed podjął się zszycia pękniętego krocza po porodzie. Kilka miesięcy później poszła do innego ginekologa na rutynową kontrolę. Wspomniała wówczas lekarce, że od porodu nie jest w stanie uprawiać seksu. Gdy ginekolożka przystąpiła do badania, przeraziła się.

– Powiedziała, że ​​dr Gayed niemal całkowicie zszył mi pochwę. Nie mogła nawet zrobić mi cytologii. […] Wciąż czuję się okaleczona – mówiła Smith, która w wyniku tej okrutnej procedury musiała poddać się operacji korekcyjnej.

Uszkodził płód i skierował pacjentkę na aborcję

Innej kobiecie medyk wykonał z kolei zabieg ablacji endometrium (chirurgicznego usunięcia błony śluzowej wyściełającej macicę), który przeprowadza się przeważnie u kobiet w okresie przedmenopauzalnym lub nieplanujących potomstwa. Dopiero w trakcie procedury Gayed zorientował się, że pacjentka jest w ciąży.

Ponieważ zabieg spowodował poważne ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia płodu, lekarz – zamiast zgłosić władzom szpitala ten szokujący błąd w sztuce lekarskiej – zapłacił kobiecie, by wykonała aborcję w 20. tygodniu ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Kontrowersyjne stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej ws. aborcji terapeutycznej. Co oznacza dla pacjentek?

Resort zdrowia poszukuje kolejnych ofiar. Uruchomiono infolinię dla pacjentek

Jak ogłosił Departament Zdrowia Nowej Południowej Walii, w każdym z australijskich szpitali, w których pracował niesławny ginekolog, prowadzone jest obecnie dochodzenie. Za tę rażąco nieetyczną działalność lekarz odpowie przed sądem. W tej chwili obowiązuje go trzyletni zakaz wykonywania zawodu. Służby australijskie badają też, dlaczego medycy, którzy widzieli skutki interwencji medycznych Gayeda, nie zgłosili swoich wątpliwości wyższym organom.

Z myślą o innych pacjentkach dra Gayeda, które również mogły paść ofiarami okrutnych praktyk, uruchomiono specjalną infolinię. Za jej pośrednictwem klinicyści udzielają porad medycznych i zalecają wykonanie dodatkowych badań.

Źródło: theguardian.com

POLECAMY TEŻ: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.