Przejdź do treści

Nie ochrzczę swojego dziecka. To fanaberia czy coraz częstsza decyzja? Prawdziwa historia

chrzest dziecka z in vitro

Chrzest dziecka to w Polsce niemal obowiązek. Czy powiedzieć księdzu, że nie zostało poczęte drogą naturalną? Rozmawiamy z Anetą, mamą Alana – dziecka urodzonego dzięki metodzie in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powiedziałaś mi jakiś czas temu, że nie ochrzcisz Alana. Czy pozostajesz przy tej decyzji?

Tak, Alan nie będzie ochrzczony. Często słyszę od znajomych: „przecież nie musisz mówić, że twoje dziecko jest z in vitro”. Ale dlaczego mam to ukrywać? Nie zrobiliśmy nic złego. Czy in vitro to jakaś dżuma, powód do wstydu? W trakcie procedury dużo czasu spędzałam na forach i czytałam wypowiedzi wielu praktykujących katoliczek, które jak my zdecydowały się na tę metodę, bo pragnęły dziecka, bo mają do niego pełne prawo. To metoda leczenia niepłodności, która moim zdaniem jest etapem w rozwoju ludzkości i jak inne, na przykład przeszczepy serca, daje nam szansę na szczęśliwe życie. Czy niedowidzący ma zrezygnować z okularów, bo działa wbrew woli Boga?

Pewnie znalazłby się ksiądz, który ochrzciłby wasze dziecko bez zadawania pytań

Zacznę może od tego, że czuję się bardzo skrzywdzona tymi komentarzami i opiniami, że decydując się na in vitro zabijam nienarodzone dzieci. To mnie odpycha od kościoła.

Nie chcę łaskawej zgody. Nie chcę usłyszeć, że ktoś w drodze wyjątku ochrzci moje dziecko, bo to przecież nie jego wina, ale tych bezbożników, którzy sprowadzili je na świat. Kiedyś usłyszałam, że zadziałaliśmy wbrew woli Boga, być może w jego zamyśle mieliśmy nie mieć dzieci. A już zupełnie powaliło mnie stwierdzenie, że Alan jest dzieckiem szatana.

A metoda in vitro jest coraz częściej ostatnią szansą na rodzicielstwo.

Tak, my mamy wielu znajomych, którym nie udało się począć dziecka w sposób naturalny. Czy kościół będzie mógł sobie pozwolić na odrzucenie tylu potencjalnych wiernych? Mam nadzieję, że atmosfera wokół in vitro zmieni się. Może nie za rok czy dwa, jestem realistką, ale jednak w najbliższych latach. Zaczniemy postrzegać metodę przez pryzmat medycyny, a nie religii. Uważam, że podjęliśmy słuszną decyzję. Każde dziecko, którego się pragnie, jest darem od Boga dla katolików i darem od losu dla pozostałych.

Cofnijmy się o kilka lat. Dlaczego zdecydowaliście się in vitro?

Bardzo chcieliśmy mieć dziecko,  niestety mimo prób nie udawało się. Jak wiele par trafiliśmy do lekarza. Moje badanie USG wyszło dobrze. Zasugerowano nam, że najrozsądniej będzie rozpocząć diagnostykę od Michała. Okazało się, że ma zbyt mało plemników zdolnych do zapłodnienia. Stanęliśmy przed dylematem – albo decydujemy się na leczenie, które może potrwać nawet dwa lata, albo rozpoczynamy procedurę in vitro. Wybraliśmy drugie rozwiązanie. Udało się dopiero za czwartym razem. Wykorzystaliśmy wszystkie zarodki. Każda kolejna próba była dla mnie wielkim przeżyciem. Te trzy straty mogłabym porównać do poronień, myślę, że to takie uczucie,  jak po stracie dziecka.

Rozumiem, że gdybyś mogła cofnąć czas, nie zmieniłabyś decyzji?

W żadnym wypadku.

Czy zdecydowałabyś się na przekazanie zarodków do adopcji?

Ależ oczywiście. Gdyby sukcesem zakończyła się któraś z wcześniejszych prób, jak najbardziej. Jest tylu ludzi, którzy marzą o dziecku. Wiem, jakie to uczucie. Zrobiłabym to bez wahania. Może dlatego tak bardzo denerwuje mnie, kiedy słyszę słowa księży i niektórych polityków o mordowaniu dzieci. Przeraża mnie ta obłuda lub niewiedza – nie wiem, co gorsze.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

fot. materiały prasowe

Wciąż niewiele kobiet zdaje sobie sprawę z tego, że aktualnie ciążę fizjologiczną (to jest taką, która przebiega bez komplikacji) od początku do końca prowadzić może także położna. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W Polsce co roku na świat przychodzi ok. 400 tys. dzieci. W czasie ciąży tysiące przyszłych mam potrzebuje szczególnej opieki i kontroli nad zdrowiem swoim i maleństwa.

W tym celu ciężarne zazwyczaj zwracają się do ginekologa. Tymczasem ciężarna pacjentka zarówno z lekarzem ginekologiem, jak i położną może ustalić i wdrożyć pełen plan opieki okołoporodowej.

Zobacz także: Tak wygląda cud narodzin. Najpiękniejsze zdjęcia z porodów z 2018 roku [GALERIA]

Zakres pracy położnej

Położna jest samodzielnym specjalistą w zakresie opieki nad kobietą w każdym momencie jej życia. Zajmuje się m.in. edukacją prozdrowotną kobiety, przygotowaniem do porodu, poradnictwem w zakresie pielęgnacji i żywienia noworodka, profilaktyką chorób ginekologicznych i patologii położniczych, a także chorób wieku rozwojowego.

Od początku 2017 r. obok ginekologa także położna posiadająca odpowiednie kwalifikacje może w Polsce w ramach NFZ bezpłatnie prowadzić fizjologiczną ciążę. Wcześniej było to możliwe jedynie odpłatnie, a położna nie mogła kierować na badania diagnostyczne, takie jak badanie krwi czy moczu.

Aktualnie przyszła mama może otrzymać od położnej wszystkie świadczenia związane z monitorowaniem zdrowia swojego i dziecka. Położna, tak samo jak ginekolog, rozpozna ciążę, założy kartę ciąży, pobierze materiał do badań, przeprowadzi badanie fizykalne czy KTG.

W zakresie jej uprawnień leży także analiza badań laboratoryjnych, przygotowanie planu porodu oraz przyjęcie porodu w ciąży fizjologicznej. Jedynie na badanie USG musi skierować przyszłą mamę do lekarza.
– Każdej kobiecie przysługuje prawo do skorzystania z bezpłatnej opieki położnej środowiskowej. Pierwszy kontakt z położną można mieć już podczas spotkań przedkoncepcyjnych (przed zajściem w ciążę), a następnie w czasie przygotowań do porodu i rodzicielstwa, edukacyjnych wizyt w trakcie ciąży oraz patronażowych już po narodzeniu dziecka. Samo prowadzenie ciąży wygląda tak samo jak w przypadku lekarza ginekologa, nie zmienia się liczba wizyt ani rodzaj przeprowadzanych badań – tłumaczy położna Ewa Mazurkiewicz, ekspert marki Pregnabit.

Zobacz także: Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

Współpraca ginekologa i położnej

Zgodnie ze standardem opieki okołoporodowej, prowadzący ciążę ginekolog powinien skierować kobietę do położnej POZ (podstawowej opieki zdrowotnej), aby ta objęła opieką oczekującą mamę między 21. a 26. tygodniem ciąży.

Natomiast jeśli ciążę prowadzi położna, ma ona obowiązek skierować przyszłą mamę do ginekologa na konsultacje, a gdy są wymagane badania ultrasonograficzne (USG), musi zagwarantować możliwość konsultacji z ginekologiem, który ma podpisany kontrakt z NFZ.

– Zawód położnej jest chronioną ustawą samodzielną specjalizacją. To znaczy, że osoby, które ukończyły studia w tym kierunku i uzyskały prawo wykonywania zawodu, są przygotowane do indywidualnej pracy z kobietami w każdym wieku – wyjaśnia położna Ewa Mazurkiewicz

– Jeśli chodzi o prowadzenie ciąży, USG to jedyne badanie, które musi wykonać ginekolog. Kardiotokografią bez problemu może zająć się położna, zarówno w szpitalu, jak i w domu pacjentki – służy do tego przenośny aparat teleKTG. Pacjentka może także wypożyczyć taki sprzęt do domu i wykonać KTG samodzielnie, jednak zawsze zgodnie z zaleceniem specjalisty. To znaczne ułatwienie w codziennej praktyce położnej – wyjaśnia Ewa Mazurkiewicz, która w swojej pracy wykorzystuje certyfikowany sprzęt medyczny teleKTG Pregnabit, opracowany przez telemedyczną spółkę Nestmedic.

Zobacz także: Starasz się o dziecko? Poznaj prawa, które przysługują kobietom w ciąży!

Prowadzenie ciąży

Warto wiedzieć, że mimo prowadzenia ciąży przez ginekologa przyszła mama wcześniej czy później i tak znajdzie się pod opieką położnej. Z raportu Fundacji Rodzić Po Ludzku wynika, że w 61 proc. placówek medycznych opiekę nad kobietami przez większą część porodu sprawuje położna, a lekarz pojawia się w sali porodowej tylko co jakiś czas.

Również badanie KTG w izbie przyjęć wykonuje zazwyczaj położna (w 92 proc. przypadków). Z kolei lekarze częściej przeprowadzają ocenę dziecka w skali Apgar po porodzie drogami natury – w 67 proc. szpitali zajmuje się tym lekarz neonatolog, położna tylko w 31 proc.. przypadków.

Niektóre kobiety spotykają położne jeszcze przed rozwiązaniem – w szkole rodzenia, a większość ciężarnych po porodzie przyjmuje je w domu w czasie wizyt patronażowych.

Zobacz także: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Ginekolog czy położna?

Mając do wyboru dwóch specjalistów, którzy są uprawnieni do prowadzenia ciąży, kobiety mogą mieć problem z dokonaniem wyboru. Najważniejszym kryterium będzie na pewno informacja, czy ciąża rozwija się prawidłowo – w przeciwnym razie osobą odpowiedzialną za kobietę musi zostać ginekolog.

– O ciąży powikłanej czy też niefizjologicznej mówi się w przypadku każdego odstępstwa od naturalnie i prawidłowo przebiegającej ciąży – może to być nadciśnienie tętnicze w ciąży, ryzyko przedwczesnego porodu czy zagrożenie niedotlenieniem dziecka.

Problemy te mogą mieć różny przebieg i skutki, dlatego kobieta musi zostać otoczona szczególną opieką specjalisty ginekologa – tłumaczy dr n. med. Robert Woytoń, dyrektor ds. medycznych marki Pregnabit.

Zobacz także: „Ten zawód pozwala mi czynić coś dobrego” – poznaj kobiety, które SĄ dla innych kobiet! Oto „Położne na medal”

Kiedy wybrać położną?

Częściej jednak mamy do czynienia z ciążą fizjologiczną, a taką zgodnie z nowymi zasadami może prowadzić położna. Warto pamiętać, że oprócz niezbędnego przygotowania medycznego dysponuje ona również ogromną wiedzą na temat wszystkich aspektów ciąży – nie tylko fizjologicznych, ale i pielęgnacyjnych.

Można z nią omówić kwestie dotyczące ciąży, porodu i połogu, choćby związane z dolegliwościami ciążowymi, żywieniem i rozwojem dziecka czy zmianami w ciele kobiety po porodzie.

Wybór położnej jako specjalistki odpowiedzialnej za prowadzenie ciąży może być szczególnie istotny dla kobiet, które chcą mieć pewność, że jedna osoba będzie im towarzyszyła przez dłuższy czas. Wybrana położna może bowiem sprawować opiekę nad kobietą i jej dzieckiem również po porodzie.

W ciągu pierwszych dwóch miesięcy od narodzin maluszka każda kobieta ma prawo do co najmniej czterech wizyt patronażowych wybranej położnej. Spotkania są bezpłatne (finansowane przez NFZ), a wiedza doświadczonej specjalistki może się okazać bezcenna, zwłaszcza przy pierwszym dziecku.

Jak uważasz?

Kogo wybrałabyś do prowadzenia swojej ciąży?

Lekarza ginekologa
Położną
Nie ma to dla mnie znaczenia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Chcesz poprawić jakość nasienia? Pamiętaj o antyoksydantach i witaminach!

Pokroje warzywa i owoce na tacy /Ilustracja: Stres okscydacyjny. Jak poprawić jakość nasienia
Fot.: Pixabay.com

Powszechnie wiadomo, że liczba i jakość plemników mają wpływ na łatwość zajścia w ciążę. Jak poprawić te parametry? Przede wszystkim: walczyć ze stresem, zwłaszcza oksydacyjnym!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wśród przyczyn męskiej niepłodności można wymienić nieprawidłowości anatomiczne (np. żylaki powrózka nasiennego) lub zaburzenia neurologiczne ejakulacji. Ale najwięcej przypadków stanowią zaburzenia procesu spermatogenezy i czynności plemników. Płodność obniża także palenie papierosów, nadużywanie alkoholu czy otyłość. Wszystkie te czynniki powodują stres oksydacyjny.

Stres oksydacyjny – co to takiego?

Stres oksydacyjny to sytuacja, w której nasz organizm nie nadąża z usuwaniem wolnych rodników, a ich nadwyżka kumuluje się w organizmie. To zaburza równowagę między produkcją tzw. reaktywnych form tlenu (RFT) a działaniem prewencyjnym systemu oksydacyjnego. Nadmiar RFT uszkadza tkanki i komórki, także te płciowe. Plemniki są szczególnie narażone na szkodliwe działanie RFT, gdyż ich błona zawiera dużo kwasów tłuszczowych ulegających procesowi utleniania, a w cytoplazmie występuje niewiele enzymów usuwających produkty tych procesów. Reaktywne formy tlenu powodują zmniejszenie liczebności plemników, zaburzenie ich czynności oraz ruchliwości, a także niewłaściwą morfologię.

Jak walczyć ze stresem oksydacyjnym?

Nasz organizm broni się przed stresem oksydacyjnym zarówno za pomocą czynników enzymatycznych, jak i nieenzymatycznych. Podstawowe działanie sprawuje tzw. triada enzymatyczna, na którą składają się dysmutazy ponadtlenkowe, katalaza i peroksydazy glutationowe. Ważną rolę w budowie tych enzymów odgrywają takie mikroelementy, jak cynk, miedź, mangan i selen, dlatego ich suplementacja może poprawić jakość nasienia.

Spośród nieenzymatycznych antyoksydantów najważniejszą rolę odgrywają glutation, kwas pantotenowy, witaminy A, E, C i z grupy B. Niebagatelne znaczenie mają także karotenoidy – związki chemiczne obecne w żółtych, czerwonych, pomarańczowych i różowych barwnikach roślinnych – które są prekursorami witaminy A. Powstaje z nich retinal przekształcany do retinolu, głównego składnika witaminy A.

Świetnym suplementem diety dla mężczyzn walczących ze stresem oksydacyjnym jest FertilMan Plus. Jest to najmocniejszy preparat wspomagający plemniki dostępny na rynku. Eksperci zalecają przyjmowanie preparatu jeszcze przed rozpoczęciem starań o dziecko. FertilMan Plus jest bogaty w L-karnitynę, L-argininę, cynk, selen, witaminę A, witaminy z grupy B, witaminę E, glutation, koenzym Q10 oraz kwas foliowy, które korzystnie wpływają na męską płodność. Preparat ten jest polecany także dla osób stosujących dietę wegetariańską. W opakowaniu znajduje się 120 tabletek, które w dubletach powinno się zażywać dwa razy dziennie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak szybko zajść w ciążę po trzydziestce? 10 wskazówek od ekspertów

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Mikroelementy – makrodziałanie!

Mikroelementy – makrodziałanie
fot. Unsplash - rawpixel

Nieraz dopiero starania o dziecko stają się motorem napędowym do lepszego zadbania o swoje zdrowie. Wtedy też spotykamy się z makro- czy mikroelementami. Czym są i jak dzięki nim można wspomóc swój organizm?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Makroelementy, inaczej zwane makroskładnikami, to pierwiastki, na których zapotrzebowanie w diecie przekracza u ludzi 100 mg na dobę. Z drugiej strony są zaś mikroelementy, których potrzebujemy w ilościach mniejszych niż wspomniane 100 mg.

Mówi się o nich także „pierwiastki śladowe”, a znajdują się wśród nich: jod, żelazo, fluor, bor, kobalt, miedź, chrom, cynk, mangan, molibden, selen. Co ważne, duża część z nich ma istotne znaczenie dla płodności – zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Zobacz także: 5 faktów o plemnikach

Z czym może wiązać się niedobór danego składnika?

Mogą być to zaburzenia fizjologiczne, które odbiją się m.in. na przebiegu procesów budulcowych czy też na regulacji pracy narządów. Każdy z mikroelementów ma swoje określone działania.

Przykładowo niedobór żelaza wpływa na ogólne poczucie osłabienia. Cynk odpowiada m.in. za ochronę przed wolnymi rodnikami. Jod zaś to mikroelement, którego głównym zadaniem jest regulowanie hormonów tarczycy. Są one szalenie ważne właśnie dla płodności – podobnie jak mangan, który znajdziemy np. w płatkach owsianych czy brązowym ryżu.

Bardzo ważny jest również selen (warto pamiętać, iż działa on bezpośrednio z witaminą E). Pomaga zwalczać wolne rodniki oraz bierze udział w procesach związanych z pracą tarczycy. U mężczyzn wpływa także na jakość nasienia, produkcję testosteronu oraz poziom libido.

Panowie zdecydowanie powinni włączyć go do diety, czyli jeść m.in. orzechy brazylijskie, które wśród roślin są najlepszym źródłem selenu. Warto postawić też na suplementację. Zarówno opisywany tu selen, witaminę E, jak i cynk zawiera Profertil, stworzony przez ekspertów specjalnie z myślą o panach chcących wzmocnić swoją płodność.

Zobacz także: Aktywnością w męską niepłodność!

Dlaczego mikroskładniki są tak ważne dla mężczyzn?

Są one niezbędne na każdym etapie rozwoju plemników, podobnie jak i inne składniki odżywcze, takie jak witaminy czy aminokwasy. To one zapewniają najlepsze warunki do produkcji zdrowego nasienia.

Tym bardziej, że narażeni jesteśmy na ogrom szkodliwych czynników zewnętrznych, np. zanieczyszczone środowisko, infekcje czy promienie rentgenowskie. Mikro ma w tym wypadku zdecydowanie makrosiłę!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Antykoncepcja powoduje raka, a naprotechnologia powinna zastąpić in vitro. Tego będą uczyć się licealiści

Plansza przedstawiająca program W stronę dojrzałości

Antykoncepcja hormonalna jest przyczyną raka, depresji i rozwodów, zapłodniona komórka ma zdolność komunikacji z matką, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową najlepiej chroni suplementacja witaminami. Choć brzmi to jak scenariusz lekcji religii, tak już wkrótce ma wyglądać zlecony przed Ministerstwo Zdrowia program edukacji seksualnej dla licealistów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program „W stronę dojrzałości”, bo o nim mowa, został zlecony i sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia. W jego ramach uczniowie polskich szkół średnich mają m.in. nabyć „umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

W stronę dojrzałości, ale bez wiedzy

Zgodnie z założeniami, nauka odbędzie się w nowoczesnej formie webinariów, czyli wykładów przez internet. 40-godzinny program edukacji z zakresu „zdrowia prokreacyjnego i profilaktyki zachowań ryzykownych” z nowoczesnością (czy – ściślej – z obecnym stanem wiedzy) ma jednak niewiele wspólnego. „W stronę dojrzałości” będzie zachęcać nastolatków do późnej inicjacji, a jednocześnie – do wczesnego macierzyństwa. Zniechęci zaś do antykoncepcji, związków nieformalnych oraz  in vitro.

CZYTAJ TEŻ: „Botoks” na teście z religii. Licealiści uczą się, że in vitro to „głęboka niegodziwość”

„Sieroctwo prenatalne” i głosy zapłodnionej komórki

„Wyszkoleni tutorzy” mają m.in. uczyć młodzież, że toksyczne substancje w prezerwatywach mogą prowadzić do nowotworów, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową chroni suplementacja witaminami C i D.  Tabletki antykoncepcyjne – zgodnie z programem „W stronę dojrzałości” –służą do tego, by „pozbyć się człowieka”, a dodatkowo mogą wywołać choroby wątroby i depresję.  Nastolatkowie dowiedzą się też, że zapłodniona komórka ma zdolność komunikowania się z kobietą: prosi, by przyjąć ją do siebie i „przyszykować dla niej swoją podusię”. Kontrowersje wywołuje też inna teza, zgodnie z którą mówienie o ciąży, a nie o dziecku może powodować… „sieroctwo prenatalne”.

Realizatorem tego kontrowersyjnego programu jest spółka Lechaa Consulting z Lublina. Na działania w jego ramach otrzymała od Ministerstwa Zdrowia niebagatelną kwotę w wysokości 9,65 mln zł. Partnerami projektu zostały m.in. katolicka Fundacja „Czyste serca” oraz specjalizująca się w naprotechnologii fundacja sióstr Boromeuszek.

Źródło: wstronedoroslosci.pl, newsweek.pl, wysokieobcasy.pl, termedia.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dudziak: Antykoncepcja to niegodziwość, czyli czego Jaś się na WDŻ nie nauczy. Czy naprawdę musi tak być?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.