Przejdź do treści

Obywatelki 2. kategorii?

Czarny Piątek okazał się dużym sukcesem organizatorek i społeczeństwa obywatelskiego jako ogółu. Ponad 100 000 osób wyszło na ulice Warszawy i innych miast, by zaprotestować przeciwko łamaniu przez władze RP praw reprodukcyjnych. Choć organizatorki zapewniały o inkluzywności, odniosłam wrażenie, że jedynie kobiety z prawidłowymi narządami rozrodczymi mają moralne prawo protestować, oczywiście tylko przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji. A jak poczuły się kobiety walczące z niepłodnością?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Używanie nazw narządów płciowych/rozrodczych jako synonimów słowa „kobieta”, tudzież domniemywanie, że każda kobieta (i tylko kobieta!) ma pochwę, macicę i jajniki jest z medycznego punktu widzenia kłamstwem. Tak, kłamstwem. Kobiety, które urodziły się bez macicy i pochwy (zespół MRKH), bez jajników (dysgenezja gonad), z zespołem niewrażliwości na androgeny (kobiety z żeńskmi narządami płciowymi, jądrami zamiast jajników, bez pochwy i macicy), czy – co zdarza się najczęściej – po chirurgicznym usunięciu macicy (histerektomii), są takimi samymi kobietami i mającymi takie same prawa co posiadczki macicy! Przypomnijmy więc definicję praw reprodukcyjnych (za Światową Organizacją Zdrowia i Komitetem CEDAW):

Podstawą praw reprodukcyjnych jest uznanie podstawowego prawa wszystkich par i jednostek do decydowania swobodnie i odpowiedzialnie o liczbie, odstępach czasowych i momencie sprowadzenia na świat dzieci, prawa do informacji, dostępu do środków które to zapewniają, a także prawa do utrzymania najwyższego standardu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Te prawa implikują również prawo wszystkich do podejmowania decyzji dotyczących ich reprodukcji w sposób wolny od dyskryminacji, przymusu i przemocy.

To właśnie pacjentki z wymienionymi chorobami oraz niepłodnością są w największej potrzebie pełnej realizacji praw reprodukcyjnych i seksualnych (SRHR). W jaki sposób? Wymagają one skomplikowanego leczenia o którym powinny móc same decydować w sposób świadomy i odpowiedzialny, bez narzuconych przez władze, firmę ubezpieczeniową czy presję społeczną ograniczeń, w szczególności są to procedury rozrodu wspomaganego (IVF, często z komórkami dawczyni), operacje korygujące zewnętrzne narządy płciowe czy mające na celu wytworzenie pochwy, a od niedawna możliwy jest również przeszczep macicy.

W podobnej sytuacji znajdują się osoby niebinarne, tj. takie, które identyfikują się z płcią inna niż biologiczna lub z żadną. Jest to niebagatelnie delikatny i złożony temat, który przekracza możliwości tego artykułu, jednak należy podkreślić, że istnieją sytuacje, kiedy osoba identyfikująca się jako kobieta, biologicznie nią nie jest i nie jest to spowodowane chorobą.

Choć jestem za pełną liberalizacją dostępu do opieki w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, w tym do legalnej, bezpłatnej aborcji na żądanie do 18. t.c., robi mi się niedobrze, kiedy temat ograniczania praw reprodukcyjnych jest spłycany do aborcji, ostatnio tylko do aborcji ze wskazań medycznych. Identyczne obrzydzenie nachodzi mnie, kiedy nawet podobno liberalni dziennikarze czy politycy mówią o „aborcji eugenicznej” (Serio?! Tutaj odsyłam do Wikipedii jeśli nie pamiętacie ze szkoły co to jest „eugenika”…) czy „traumie po aborcji”. Badania naukowe jasno wykazały, że nie ma czegoś takiego syndrom post-aborcyjny, kiedy terminacja ciąży nastąpiła z przyczyn społecznych, a w przypadku terminacji ciąży ze względów medycznych, to choroba ciężarnej czy wada płodu (oraz presja społeczna i słaba opieka medyczna) są przyczynami stresu pourazowego.

Co 5. kobieta ma problem z zajściem w ciążę i jej donoszeniem, jak również podobny odsetek przejdzie w swoim życiu przynajmniej 1 aborcję. Z metod rozrodu wspomaganego korzystają (nie w Polsce, oczywiście) też singielki i lesbijki, jak również wiele kobiet poddaje się „zachowaniu płodności” z przyczyn zdrowotnych (przed chemio- czy radioterapią w nowotworach, w przedwczesnym wygasaniu czynności jajników i wielu innych sytuacjach klinicznych) bądź osobistych, kiedy odkładają macierzyństwo na późniejszy czas. Niezależnie czy desperacko chcesz mieć dziecko czy poddać się aborcji, jedynie Ty powinnaś o tym decydować!

Prawie każda rodząca w Polsce spotyka się ze zjawiskiem „przemocy położniczej” (ang. obstetric violence) polegającym na okrutnym, odhumanizowanym traktowaniu pacjentki oraz wykonywaniu zabiegów bez jej zgody, często bez wskazań medycznych i bez zastosowania odpowiedniego znieczulenia, w warunkach urągających godności człowieka. Chorobowość oraz śmiertelność matek i noworodków mówią same za siebie: Polsce bliżej do Białorusi czy Kazachstanu niż do Szwecji czy Danii.

Oczywiście wachlarz praw reprodukcyjnych jest znacznie szerszy i chyba nie ma pośród nich takiego, który byłby w Polsce dobrze realizowany… Niestety w Polsce temat został sprowadzony do jednego, choć ważnego, tematu terminacji ciąży ze względu na ciężkie i nieuleczalne wady płodu. Co z tego, że statystycznie masz większą szansę na bycie niepłodną, zachorować na raka szyjki macicy czy doświadczyć przemocy położniczej? #WładcyMacic przecież wiedzą lepiej, co Ci trzeba :-/

Od wejścia w życie ustawy o leczeniu niepłodności, poprzez Czarny Protest w 2016 roku, a skończywszy na niedawnym Czarnym Piątku, czuję się jakoś dziwnie z tym, że wszyscy krzyczą wyłącznie o prawie do aborcji, jakby problem dostępu do leczenia niepłodności był taki nieważny, marginalny, nie warty uwagi… Opozycja walcząc z arogancją władzy wykazuje się nie mniejszą arogancją i ignorancją osób borykających się z niepłodnościa.

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Dla swoich nienarodzonych dzieci pokonała raka. Dzień po porodzie stało się coś nieoczekiwanego

ciąża i rak
fot. Fotolia

Nie miała jednego jajnika, chorowała na nowotwór, a mimo to udało jej się zajść w bliźniaczą ciążę. Dzieci przyszły na świat w 33 tygodniu ciąży. Ciąża i rak – poznaj historię niesamowicie dzielnej kobiety.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

30-letnia Jamie Snider z Kalifornii wraz z partnerem wychowywała dwie córki- Aubrey i Maddy. Rodzinne szczęście przerwała jednak wiadomość o chorobie kobiety. U Jamie zdiagnozowano nowotwór, przez co straciła jajnik.

Zobacz także: Rak a ciąża. Boskie Matki nie muszą już dokonywać trudnych wyborów: ja, czy dziecko!

Ciąża i rak – trudna walka i wielka nadzieja

Jakież było zaskoczenie pary, kiedy po pewnym czasie dowiedzieli się…że Jamie jest w ciąży! I to z bliźniętami. W tym okresie kobieta znów musiała stawić czoło chorobie- młoda matka miała agresywną postać raka szyjki macicy. Dzięki terapii i woli walki doszło do remisji choroby, a dzieci w łonie matki rozwijały się prawidłowo.

Tuż przed rozwiązaniem Jamie opublikowała na Facebooku swoje zdjęcie opatrzone optymistycznym komentarzem:

Jutro wielki dzień. Bóg cały czas nade mną czuwał. Wszystkie wasze modlitwy i miłość utrzymywały mnie w dobrym stanie. Życzcie mi szczęścia. O godzinie 7. będę miała cesarskie cięcie, a zaraz potem histerektomię. Będzie dobrze. Dziękuję ci Boże, że w tym trudnym okresie pomagasz mi w zachowaniu pozytywnych myśli.

Zobacz także: Walczył z nowotworem, aby poznać najmłodszą siostrę

Smutny finał historii Jamie

Choć wszystko sugerowało, że ta historia skończy się dobrze, był to ostatni post Jamie. Kobieta zmarła 17 marca, czyli dzień po cesarskim cięciu. Serce, które nie wytrzymało operacji, przestało bić.

Bliźnięta Camila i Nico, choć przyszły na świat w 33. tygodniu ciąży, są zdrowe i silne. Opiekę nad maluchami będzie sprawował partner Jamie i ojciec dzieci, Heath Coigny.

– To, co mnie pociesza, to fakt, że przed śmiercią zobaczyła i trzymała w ramionach swoje dzieci – powiedziała przyjaciółka zmarłej, Larina Campanile.

Po śmierci Jamie jej rodzina zorganizowała zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów pogrzebu i pomoc w wychowaniu dzieci.

ciąża i rak

Camila i Nico przyszli na świat w 33. tygodniu ciąży // fot. www.gofoundme.com

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Go Found Me

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Gwiazda pop po raz pierwszy tak szczerze o poronieniu i endometriozie

Haley; zdjęcie promujące singiel Alone /Ilustracja do tekstu: Halsey o endometriozie i poronieniu /Ilustracja
Fot.: mat. prasowe

Jest zdolna, bystra, wrażliwa i mimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele muzycznych sukcesów. Podbiła światowe listy przebojów i serca tysięcy słuchaczy, zdobyła nagrodę Grammy, a do tego zaliczyła duet z bożyszczem nastolatek – Justinem Bieberem. Już samo to wystarczyłoby na scenariusz kasowego filmu biograficznego. Ale historia Halsey jest też pełna dramatycznych zwrotów akcji…

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ashley Frangipane, która kryje się pod pseudonimem Halsey, to utalentowana 23-letnia gwiazda amerykańskiego pop-rocka. Choć niemal od początku kariery muzycznej żyje w blasku sławy, w jej życiu nie brakowało i cieni. Podczas szczerego występu telewizyjnego opowiedziała niedawno o trudach życia z endometriozą i traumatycznym doświadczeniu, którego przed trzema laty doznała tuż przed występem w Chicago.

Halsey o poronieniu na scenie

– Byłam w trakcie trasy koncertowej, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Zanim zdążyłam się zastanowić, co to znaczy dla mnie, mojej przyszłości i mojego związku, tuż przed rozpoczęciem show doświadczyłam poronienia – wyznała artystka w kwietniowym odcinku popularnego talk-show „The Doctors”, emitowanego przez stację CBS.

Z uwagi na duże nadzieje, które łączono z planowanym koncertem, menedżerowie 20-letniej wówczas wokalistki odradzili jej odwołanie występu. Ashley Frangipane poprosiła asystentkę o zakup jednorazowej bielizny i środków przeciwbólowych i – mimo gwałtownych uczuć, które nią targały – zdecydowała się wyjść na scenę.

– To był występ pełen gniewu. Najbardziej gniewny w moim życiu. Pomyślałam wtedy, że nie czuję się człowiekiem. (…) Zeszłam ze sceny, poszłam na parking i zaczęłam wymiotować – wyznała w innym wywiadzie.

ZOBACZ TEŻ: Młoda artystka o poronieniu. 22-letnia Halsey: Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop

Młoda gwiazda uważa, że za utratą ciąży stały wówczas dwie ważne przyczyny: przepracowanie i endometrioza.

– [To bardzo trudne], gdy widzisz przed sobą setki nastolatków i wiesz, że właśnie wykrwawiasz się w bieliznę, a mimo to nie możesz przerwać występu… Nie chciałam więcej musieć decydować, czy dalej robić to, co kocham, czy zrezygnować z powodu choroby. Postanowiłam postawić na swoim i rozpoczęłam poszukiwania skutecznej terapii. Przed rokiem przeszłam operację; teraz czuję się znacznie lepiej – podkreśliła w „The Doctors”.

Halsey o endometriozie: to rozdzierająco bolesne doświadczenie

Halsey po raz pierwszy o endometriozie opowiedziała publicznie w styczniu 2016 r. We wpisie zamieszczonym w serwisie Twitter przyznała wówczas, że zmaga się z „rozdzierająco bolesnymi” dolegliwościami. – Niedawno, po latach cierpień i uginania się z bólu w samym środku swoich występów, zostałam w końcu zdiagnozowana – napisała wtedy fanom.

– Problem z endometriozą jest taki, że lekarze często umniejszają kobiece doświadczenie. Przez całe  życie matka powtarzała mi: „W naszej rodzinie kobiety po prostu mają bardzo bolesne miesiączki”. Była przekonana, że jest to coś, z czym musi się mierzyć i z czym muszę mierzyć się i ja – wyjaśniła z kolei w talk-show „The Doctors”.

Autorka hitu „Bad at love” przyznała, że z tym problemem boryka się od wejścia w okres dojrzałości. Gdy zaczęła koncertować, jej dolegliwości jeszcze się nasiliły.

– Cały czas mdlałam. Jako przyczynę mylnie wskazywano chroniczne zmęczenie i nerwicę – mówiła w programie.

Gdy w końcu udało jej się trafić do ginekolożki, która prawidłowo rozpoznała przyczynę jej problemów zdrowotnych, diagnoza ta była dla niej zarówno ulgą, jak i przekleństwem. Dała gwieździe niezbity dowód na to, że jej dolegliwości są realne, nie wynikają z nadwrażliwości i że to wszystko nie dzieje się w jej głowie. – Ale uświadomienie sobie, że będę z tym żyć już zawsze, było naprawdę trudne – wyjawiła.

Młoda wokalistka w rozmowie z prowadzącymi talk-show „The Doctors” dodała, że endometrioza wpłynęła nie tylko na jej zdrowie reprodukcyjne, ale również psychiczne.

– [Choroba ta] sprawia, że czujesz się mniej kobietą. Są dni, gdy możesz tylko siedzieć w domu z okropnym samopoczuciem. Czujesz się chora, nieatrakcyjna, nie masz poczucia nadziei – przyznała, nawiązując do swoich doświadczeń.

CZYTAJ TEŻ: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Halsey nakręci film. Ma być jak „8 mila”

Dziś, gdy po wielu traumach wychodzi na prostą, chce spróbować swoich sił w nowej roli – w świecie filmu. Prawa do produkcji luźno inspirowanej biografią Halsey wykupiła już wytwórnia Sony Pictures.

Jak donosi portal Deadline, film ma nadać rozpędu karierze 23-latki – tak, jak niegdyś „8 mila” przyczyniła się do sukcesu rapera Eminema.

Przypomnijmy, że Halsey wydała dotąd dwa albumy: „Badlands” i „Hopeless Fountain Kingdom”. Oba znalazły się w zestawieniu 20 najgorętszych płyt w Wielkiej Brytanii i zostały pozytywnie przyjęte przez krytykę. Wokalistka ma na swoim koncie liczne nagrody (w tym Grammy). Angażuje się też w działalność społeczną – na rzecz praw społeczności LGBT, praw reprodukcyjnych kobiet i zwiększenia świadomości na temat chorób i zaburzeń zdrowia psychicznego.

Źródło: independent.co.uk, nme.com, pinknews.com, mtv.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków? Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Choć była niepłodna, urodziła siedmioraczki. Historia tej rodziny przypomina filmowy scenariusz

siedmioraczki
fot. Pixabay

Nauczycielka angielskiego marzyła z mężem o dużej rodzinie. Kiedy okazało się, że jest niepłodna, postanowiła rozpocząć leczenie. Efekty pojawiły się szybko i niedługo potem kobieta urodziła… siedmioraczki! O tym wydarzeniu mówili wszyscy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Patricia Frustaci w 1985 roku jako pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych urodziła żywe siedmioraczki.

Patricia i jej mąż Sam od lat walczyli z niepłodnością. W marcu 1984 roku, dzięki kuracji lekiem o nazwie Pergonal, kobieta urodziła chłopca Josepha. Małżeństwo pragnęło powiększyć rodzinę, więc kobieta kontynuowała leczenie i w grudniu tego samego roku zaszła w ciążę ponownie.

Zobacz także: Rok po poronieniu urodziła sześcioraczki

Leczenie niepłodności i siedmioraczki

Podczas badania USG okazało się, że kobieta spodziewa się siedmioraczków. Ginekolog zaproponował Patricii kilka rozwiązań, w tym aborcję. Rodzina Frustaci należała jednak do grona wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którzy sprzeciwiają się usuwaniu ciąży. Wyznawców tego ruchu potocznie nazywa się mormonami.

– Zgodnie z zasadami naszej religii i ze względu na walkę o posiadanie dzieci, ta opcja nie wchodziła po prostu w grę – mówiła w 1985 roku Patricia w wywiadzie z „New York Times”.

21 maja 1985, 12 tygodni przed czasem, na świat przyszło siedmioro dzieci państwa Frustaci- czterech chłopców i trzy dziewczynki. Niestety siódma córeczka mieniem Christina urodziła się martwa.

Pozostała szóstka dzieci miała problemy z sercem, żółtaczkę i cierpiała na zespół zaburzeń oddychania noworodka. Dzieci zostały przewiezione na intensywną terapię, gdzie zespół lekarzy walczył o ich życie. Niestety pomimo wysiłku neonatologów, jedno z dzieci zmarło.

W ciągu krótkiego czasu przy życiu pozostała tylko trójka dzieci – Stephen, Richard i Patricia. Córka Bonnie i synek James zmarli. Maluchy, ze względu na ciężki stan zdrowia, wymagały niemal bezustannej opieki.

Zobacz także: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Rodzina pozywa klinikę leczenia niepłodności

W październiku 1985 roku małżeństwo pozwało klinikę leczenia niepłodności Tyler Medical Clinic w Los Angeles, w której leczyła się Frustaci oraz dr Jaroslava Marika, którego oskarża się o popełnienie błędu lekarskiego.

Rodzina zarzuca, że Frustaci nie była odpowiednio monitorowana we wczesnym etapie ciąży i że dawka Pergonalu, którą otrzymała, była za wysoka.

Sprawa została rozstrzygnięta w 1990 roku. Każde z ocalałych siedmioraczków otrzymało jednorazowo 450 tys. dolarów oraz comiesięczną zapomogę na leczenie.

Problemy nie zniechęciły jednak pary do dalszego powiększania rodziny. W 1990 za sprawą kolejnych terapii Patricia urodziła zdrowe bliźnięta Jordana i Jaclyn.

Po urodzeniu siedmioraczków niektóre media krytycznie wypowiadały się o rodzinie Frustaci.

Jeżeli jest jedno dziecko, to świetnie. Bliźnięta są akceptowalne. Więcej dzieci to już zła medycyna – mówił w 1985 roku na łamach „The Miami Herald” dr Heather Irwin.

Zobacz także: Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach. Poznaj niezwykłą historię braci

Co teraz dzieje się z rodziną Frustaci?

W połowie lat 90. Patricia i Sam rozwiedli się. Mężczyzna cierpiał na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Troje z ocalałych siedmioraczków żyje do dziś i ma się dobrze. Patti wyszła za mąż i ma dwoje dzieci.

10 lutego 2018 roku świat obiegła wiadomość o śmierci matki siedmioraczków. Patricia Frustaci zmarła w wieku 63 lat. Przyczyną zgonu były powikłania związane ze zwłóknieniem płuc.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: New York Times

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pomaga przywrócić miesiączkę, łagodzi ból i uspokaja. Melisa a starania o dziecko

fot. Fotolia

Koi nerwy, łagodzi bóle miesiączkowe i jest świetnym środkiem do pielęgnacji przetłuszczających się włosów. To nie wszystkie jej właściwości! Melisa a starania o dziecko. Zobacz, jak działa. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Melisa lekarska (Melissa officinalis L.), czyli inaczej rojownik, pszczelnik, matecznik, czy cytrynowe ziele, to gatunek byliny rosnącej dziko w Afryce Północnej, Europie Południowej i w Azji. które pomogą ci zajść w ciążę. Które z nich stosujesz?

Trochę historii

Melisa to ziele znane ludzkości od czasów starożytności. W mitologii greckiej jedna z nimf nosiła właśnie imię Melisa. Legendy mówią, że darzyła gorącym uczuciem Zeusa, niestety bez wzajemności. Zniecierpliwiony bóg zamienił ją w pszczołę. Gdy zmarła, z jej pszczelego ciała wyrosła roślina o pięknym zapachu.

Melisa znalazła zastosowanie w greckiej medycynie już dwa tys. lat temu. Nazywano ją potocznie „radością dla serca”. Popularne były kąpiele z naparów z melisy, które nadawały ciału przyjemni zapach. Liśćmi tej rośliny aromatyzowano też wino i pocierano miejsca ukąszone przez pszczoły i osy.

XV-wieczny lekarz i przyrodnik Paracelsus nazywał melisę „eliksirem życia” i wierzył, że może ona całkowicie przywrócić człowiekowi siły.

W XVII wieku niezwykle popularna stała się tzw. „karmelitańska dusza”, czyli korzenna wódka z melisy. Uważano, że pomaga na wszelkie schorzenia: od migren, katarów, bólów brzucha, histerii i krzywicy, aż po przywracanie młodości i odwracanie złych uroków.

Zobacz także: Przywrotnik na płodność. „Ziele Matki Boskiej”, które pomoże ci zajść w ciążę

Co ma w sobie melisa?

Dziś melisa to zioło powszechnie używane na całym świecie. Do celów leczniczych wykorzystywane są głównie liście. – Melisa zawiera duże ilości witaminy C oraz prowitaminy A oraz wiele innych składników sprzyjających naszemu zdrowiu. Zawiera min. olejki eteryczne, które mają działanie uspokajające – wymienia mistrz naturopata i znawczyni ziół Violetta Gdańska.

Inne składniki aktywne obecne w tej roślinie to m.in. garbniki, gorycze, flawonoidy, kwasy fenolowe, chlorofil i karotenoidy, związki triterpenowe. Obecne są również składniki mineralne: miedź, mangan, cynk i żelazo.

Ponadto substancje zawarte w olejku eterycznym (aldehydy i ketony monoterpenowe i węglowodory seskwiterpenowe) mają działanie przeciwustrojowe. To również środek antyseptyczny przydatny w ochronie żywności.

Zobacz także: Rozmaryn na płodność. Jak go stosować, by zwiększyć szanse na ciążę?

Melisa a starania o dziecko

– Najczęściej melisa stosowana jest w sytuacjach dużego obciążenia stresem, przy bezsenności czy braku witalności – wyjaśnia Violetta Gdańska. – Melisa obniża ciśnienie krwi i łagodzi stany nadmiernego pobudzenia nerwowego – dodaje ekspertka. Za działanie uspokajające w melisie odpowiadają aldehydy terpenowe.

Ponadto herbatka ziołowa łagodzi dolegliwości związane z zaburzeniami przewodu pokarmowego na tle psychicznym.

Jest też wykorzystywana przy bólach głowy, zespole przewlekłego zmęczenia i bólach menstruacyjnych. Co ważne, jest stosowana przy nieregularnych cyklach, ponieważ pomaga przywrócić miesiączkę.

Starając się o dziecko i będąc już w ciąży bez obaw możesz pić herbatę z melisy. Roślina ta nie wykazuje żadnych poważnych skutków ubocznych. W niektórych przypadkach może pojawić się senność i osłabienie koncentracji.

Przeciwwskazaniem do stosowania tej rośliny są wrzody żołądka i marskość wątroby. Należy zachować ostrożność w przypadku prowadzenia samochodu i wykonywania prac na wysokościach.

Zobacz także: Aletra lecznicza na płodność. Będziesz zaskoczona, co potrafi ta roślina!

Jak stosować?

Melisę najczęściej spożywa się w postaci naparu z liści. Popularne są również inhalacje, stosowane zwłaszcza w celu łagodzenia stanów lękowych, czy bezsenności.

Można ją również stosować zewnętrznie na trudno gojące się rany oraz do płukania jamy ustnej i gardła.

Należy pamiętać, że bardzo ważna jest regularność w stosowaniu rośliny.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Poradnik Zdrowie, Dieta.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.