Przejdź do treści

Najczęstsze objawy owulacji. O niektórych mogłaś nie wiedzieć

Fot. fotolia
Fot. fotolia – Kalendarz owulacja

Zajście w ciążę jest ściśle powiązane z owulacją. Dlatego, jeżeli starasz się o dziecko, niezwykle ważne jest zapoznanie się z najważniejszymi faktami na temat jajeczkowania. Poznaj objawy owulacji.

Owulacja jest jednym z elementów cyklu miesiączkowego. W tym czasie dochodzi do pęknięcia pęcherzyka Graafa, uwalniania jest komórka jajowa, następuje też wydzielenie hormonu hamującego następną owulację. U kobiet owulacja występuje średnio co 28 dni i około 13 a 15 dniem przed wystąpieniem krwawienia. To właśnie wtedy komórka jajowa gotowa jest do zapłodnienia.

Owulacja u każdej kobiety może przebiegać inaczej. Możliwe, że u niektórych będzie niezauważalna. Ponadto, czas owulacji u każdej kobiety będzie inny. U niektórych jajeczkowanie będzie następować bardzo regularnie, u innych natomiast w każdy miesiącu przypadać będzie na inny dzień.

Objawy owulacji – zmiana śluzu szyjkowego

Jest on produkowany przez gruczoły szyjki macicy. Śluz przypominający konsystencją kurze białko jest oznaką tego, że zbliża się owulacja. Wydzielina jest wtedy gładka, śliska i rozciągliwa. Warto jednak jeszcze raz zaznaczyć, że u każdej kobiety może to wyglądać inaczej. Do owulacji dochodzi zazwyczaj w dniu, w którym śluzu jest najwięcej.

Objawy owulacji – zmiana temperatury ciała

W większości przypadków przed wystąpieniem jajeczkowania temperatura ciała utrzymuje się na stałym poziomie. Im bliżej owulacji, nieznacznie się podwyższa. Pomiar najlepiej prowadzić codziennie rano po przebudzeniu. Czas pomiaru musi być zawsze taki sam, a wyniki warto notować. Z tak uzyskanego wykresu będziemy mogły się dowiedzieć, w jakiej fazie cyklu się znajdujemy. Niższe temperatury występują tuż po miesiączce.

Objawy owulacji – zmiana ułożenia szyjki macicy

Na klika dni przed wystąpieniem owulacji, szyjka macicy jest usytuowana wyżej, jest też miększa niż zazwyczaj, bardziej otwarta i mokra. Po zakończeniu dni płodnych szyjka będzie się znajdować niżej, będzie też twardsza. Takie badanie można wykonać umieszczając palce głęboko wewnątrz pochwy.

Objawy owulacji – ochota na seks

Niektóre kobiety podczas dni płodnych zauważają u siebie zwiększony popęd seksualny. Wtedy jest najlepszy okres na zajście w ciążę, co nasz organizm sprytnie wykorzystuje.

Objawy owulacji – wrażliwe piersi

Zdarza się, że w trakcie owulacji twoje piersi będą bardziej wrażliwe niż w innych fazach cyklu. Odpowiedzialny za to jest progesteron, którego poziom wzrasta wraz z pojawieniem się dni płodnych.

Objawy owulacji – wzdęcia

Innym objawem jajeczkowania mogą być lekkie wzdęcia. Może to być spowodowane zatrzymaniem wody w organizmie i podwyższeniu poziomu estrogenu.

Objawy owulacji – problemy z cerą

Część kobiet podczas dni płodnych może mieć problem z wypryskami. Wynika to z wahań hormonalnych w okresie owulacji.

Zobacz także:

6 rzeczy, które trzeba wiedzieć o owulacji

6 kroków do poczęcia dziecka

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: parentinghealthybabies.com, thebump.com, americanpregnancy.org

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

dr estera kłosowicz

Poronienie to doświadczenie, o które należy zatroszczyć się holistycznie. Zarówno od strony psychologicznej, jak i medycznej. Jak z punktu widzenia lekarza wygląda opieka nad kobietą, która utraciła ciążę i co pomoże nam w prewencji poronień? Na nasze pytania odpowiedziała dr Estera Kłosowicz, ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Czy z perspektywy lekarza inaczej pracuje się z kobietą, która doświadczyła poronienia, niż z pacjentką, która nie ma takiej historii?

Dr Estera Kłosowicz: Zdecydowanie, chociaż wiele zależy od tego, czy jest to pierwsza utrata ciąży, czy kolejna. Na pewno taka pacjentka wymaga szczególnego podejścia psychologicznego, ponieważ dla kobiety poronienie jest szokującym wydarzeniem. Przygotowuje się ona na przyjęcie nowego życia, a zderza się z nieoczekiwaną, często pozbawioną sensu stratą. Co ważne, pacjentki reagują w bardzo zróżnicowany sposób. Pojawia się szok, złość, gniew, bardzo często poczucie winy. Kobiety szukają, gdzie popełniły błąd lub też czy błąd popełnił lekarz.

Pary, które utraciły ciążę, potrafią przeżywać to w taki sam sposób, jakby straciły dziecko, z którym się już związali, zżyli, z którym wiąże ich więź emocjonalna. Dlatego też aspekt psychologiczny ma czasami początkowo większe znaczenie, niż medyczny. Takiej pacjentce na pewno trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, rozmowy i wsparcia.

Jeśli zaś chodzi o działanie jakie obserwuję, to część pacjentek ze wzmożoną intensywnością chce starać się o kolejną ciążę i nie poddaje się. Inne zaś nie potrafią udźwignąć swoich przeżyć i rezygnują.

A jak wygląda to w takim razie od strony medycznej?

Z medycznego punktu widzenia bardzo ważne jest znalezienie przyczyny utraty ciąży i wytłumaczenie pacjentce, gdzie może znajdować się problem. Jeżeli jest to pojedyncza utrata ciąży należy wytłumaczyć, że najczęstszą przyczyną tego typu poronienia jest czynnik genetyczny – błąd w zarodku, który w naturalny sposób, jako mechanizm doboru naturalnego, jest eliminowany. Inną grupą są pacjentki, u których występują tzw. poronienia nawykowe. Jest to wąska grupa, bowiem dotyczy około 5 proc. par w wieku rozrodczym i wymaga szerokiej diagnostyki. O poronieniach nawykowych mówimy, gdy kobieta doświadcza trzech lub więcej poronień, które występują po sobie. W takim wypadku najczęstszą przyczyną jest czynnik immunologiczny. Stanowi on aż 70 proc przypadków. Należy wtedy zintensyfikować diagnostykę m.in. w kierunku zespołu antyfosfolipidowego.

Co w takim razie z przyczynami, na które zdaje się, że mamy większy wpływ – dieta, styl życia, stres?

W trakcie naszego życia materiał genetyczny ulega zmianom pod wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych takich jak nieprawidłowa dieta, używki czy nadmiar stresu, które prowadzą powstawania i namnażania błędów w materiale genetycznym.

Najważniejszym elementem zdrowego stylu życia jest odpowiednio zbilansowana dieta, która dostarczy składników odżywczych, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

W codziennej praktyce obserwujemy dwie skrajności. Pacjentki, które popadają w nadmierne dbanie o dietę i  często niedowagę, co generuje zaburzenia hormonalne. Z drugiej strony są pacjentki z nadwagą i otyłością, u których występuje szereg zmian w organizmie, mogących prowadzić nie tylko do poronienia, ale także istotnych problemów w przebiegu ciąży. Jest to związane z występującą u otyłych pacjentek insulinoopornością. Pojawiać się u nich może także zwiększona produkcja androgenów. Część kobiet z otyłością to także pacjentki z zespołem policystycznych jajników, czy z zaburzeniami funkcji tarczycy.

W kontekście diety ryzyko poronień mogą zwiększać wszelkiego rodzaju niedobory, np. witaminy B, selenu, czy cynku. Niewątpliwie wiąże się z tym także styl życia. Bardzo istotny jest wpływ używek – takich jak alkohol, papierosy czy kofeina. Zbadano, iż wysokie dzienne spożycie kofeiny (powyżej 300mg), zwiększa prawdopodobieństwo utraty ciąży. Trzeba przy tym pamiętać, że kofeina to nie tylko kawa, ale i inne produkty, na które często pacjentki nie zwracają uwagi jak herbata, cola czy czekolada.

Jeśli zaś chodzi o stres, badania wskazują, iż występujący w pierwszych trzech tygodniach ciąży zwiększa prawdopodobieństwo utraty dziecka aż trzykrotnie. Badacze udowadniają, że jest to skutek nadmiaru kortyzolu, czyli hormonu stresu, który jest sygnałem alarmowym – pokazuje, że warunki są na tyle niekorzystne, iż organizm nie da rady utrzymać ciąży.

Coś, co jest podkreślane przez ekspertów, jako czynnik ryzyka poronień, to także wiek kobiety.

Ryzyko poronienia samoistnego zwiększa się wraz z wiekiem, co związane jest ze zmniejszającą się liczbą i jakością pozostałych w jajnikach komórek jajowych.  Szacuje się, że u pacjentek do 35. roku życia ryzyko poronienia wynosi około 5 proc. Pomiędzy 35., a 39. rokiem życia  co dziesiąta pacjentka może utracić ciążę. Powyżej 40. roku życia już co druga. Należy pamiętać, że czynnikiem ryzyka poronienia jest również zaawansowany wiek ojca – powyżej 40. roku życia. Warto w tym kontekście pamiętać, by decyzji o rodzicielstwie nie odkładać „na później”.

 

Fot. Centrum Leczenie Niepłodności PARENS

Lek. med. Estera Kłosowicz

Absolwentka Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w zakresie medycyny oraz dietetyki.

Ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Warto przeczytać:

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”? Psychoterapeutka: „Nie ma jednego, słusznego przeżywania straty”

Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Fot. Małgorzata Rozenek-Majdan Instagram
Fot. Małgorzata Rozenek-Majdan Instagram

Związek Małgorzaty Rozenek-Majdan i Radosława Majdana od samego początku wzbudza wielkie emocje. Od miesięcy media spekulują o powiększeniu ich rodziny. Oto odpowiedź gwiazdy, która wiele tłumaczy!

Rodzina na pierwszym miejscu

Małgorzata Rozenek-Majdan ma już dwóch synów – obaj urodzili się dzięki metodzie in vitro. „Jestem ogromnie wdzięczna i będę to powtarzać do końca życia, lekarzom, którzy mi pomogli. Mam dwóch wspaniałych synów, którzy bez ich pomocy nie pojawiliby się na świecie. Są miłością mojego życia. Nadają mu sens. Nigdy nie miałam wątpliwości, związanych w tą metodą i nie rozumiem kontrowersji, jakie wzbudza” – powiedziała przed kilkoma miesiącami gwiazda w wywiadzie dla magazynu „Pani”. Co więcej, prowadząca i autorka licznych programów, nieraz odważnie komentowała wszelkie pojawiające się wokół IVF dyskusje >>KLIK<<.

Temat jest o tyle żywy, że co i rusz pojawiają się doniesienia o ewentualnej ciąży gwiazdy z mężem Radosławem Majdanem. „Nasze mamy pytają często, kiedy dziecko. Ja bardzo lubię te pytania. Zawsze odpowiadamy, że my mamy wszystko zaplanowane. Tak jak wesele. Było wiadomo, kiedy. Wiedzieliśmy od dawna. Tak samo teraz. Po raz kolejny udzielamy konkretnej odpowiedzi”mówiła Rozenek pod koniec zeszłego roku. Czy więcej konkretów jest już znanych?

Gwiazda zapytana przez portal „polki.pl”, czy chce w tej jakże intymnej i prywatnej sprawie udzielić komentarza, powiedziała, że nie odczuwa takiej potrzeby. Dodała jednak:

Dzieci są największą radością i taką naturalną konsekwencją szczęśliwego związku i miłości. Gdyby tak się wydarzyło, że mielibyśmy to ogromne szczęście, to byłabym przeszczęśliwa. Jeżeli nie to…

Wydaje się, że Małgorzata Rozenek-Majdan jest otwarta na to, co przyniesie los. I chyba słusznie, bowiem nigdy nie wiemy, co da nam przyszłość. Gwiazda i tak otwarcie mówi o swoich przeżyciach i przemyśleniach odnośnie rodziny oraz dzieci. Spokój i prywatność zdają się więc być ważne w kontekście powiększenia rodziny. Nic więc dziwnego, że jej komentarze są enigmatyczne. Jakie decyzje by nie zapadały, trzymamy kciuki!

Źródło: „polki.pl”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Moje życie po transferze. Historia pewnego obłędu

 

Od trzech tygodni to trwa, od czasu transferu. A przynajmniej od dwóch jestem pewna, że zwariowałam. Aby uzyskać pogłębioną diagnozę, spotykam się Dr. Google’em. Proponuje mi odwiedzenie pewnego forum i po chwili myślę z ulgą: „Jest nas więcej!”. Jak wygląda życie po transferze?

„Festiwal hipnotyzowania wzrokiem własnych gaci” – czytam u jednej z forumowiczek i zastanawiam się, czy to już ten etap, w którym i ja powinnam wziąć udział w tej imprezie, i czy otrzymam na niej jakąś nagrodę. Czytam dalej i już wiem. Byłabym w pierwszej trójce. Zwłaszcza że zestaw objawów wskazujących na ciążę w moim przypadku rozrósł się nieco ponad normę. Swędzenie skóry, ucisk w klatce piersiowej, spuchnięte stopy, żyłki na piersiach – jak na pierwsze dwa tygodnie objawów miałam bardzo dużo. I – o zgrozo – o każdym z nich znalazłam jakąś informacje w internecie. Może nie na najpopularniejszych stronach, ale jednak! To tylko potwierdzało moje teorie, co do których niekoniecznie chciałam przyznawać się publicznie.

„To przerażające jednak. Muszę nad tym zapanować” – dotarło do mnie, kiedy mój rozum na chwilę przejął nade mną kontrolę. „Jak dojrzała kobieta, starająca się o to, by zostać matką, może ulegać takim obsesjom i paranojom?” – zastanawiam się i podejmuję jedyną słuszną decyzję. „Koniec!”. Z rozważań wyrywa mnie nagłe kłucie w brzuchu. Przerywam czytanie, myślenie zresztą też. „Tak, to na pewno było TO”. Ostrożnie badam powierzchnię brzucha, wsłuchuję się w odgłosy ciała, a następnie podnoszę się z krzesła pomału i ostrożnie. Jestem absolutnie przekonana, że jak będę wykonywać zbyt gwałtowne ruchy, będę zbyt dużo chodziła, zarodek się oderwie. Sunę więc powoli (żeby nic nie uszkodzić), acz wytrwale do łazienki, zastanawiając się jednocześnie, czy nie wykręcać już numeru do lekarza. Telefon zresztą sunie do łazienki razem ze mną, by pospiesznie napisać SMS-a do M. On też musi wiedzieć, że TO się wydarzyło.

Od czasu implantacji nie zdarzyło mi się ani razu normalnie skorzystać z toalety. Wyrzucić ot tak prostu papier toaletowy. Najpierw zostaje on poddany dokładnym oględzinom. Zresztą to, że będą oględziny, jest planowane już na etapie zakupów. Wiadomo, że na innym niż biały można jednak TO przeoczyć. Oględziny nic nie dały. Umawiam się do lekarza tak na wszelki wypadek. No, w końcu TO się wydarzyło. Wizyta dopiero po południu. Rzucam się więc w czeluści internetu i sprawdzam wszystko. Tam nic nie ma, ale przecież mogłam coś przeoczyć.

Szykuję się. Sunę pod prysznic. Niezbyt gorący, żeby nie ugotować zarodka. Starannie omijam okolice brzucha. Nie mogę bowiem pozbyć się dręczących myśli, że gdybym była w ciąży, to gorąc mógłby bardzo zaszkodzić.

I od pewnego czasu zaczynam zwracać uwagę na znaki. Jestem przekonana, że nasza szczęśliwa piosenka, którą puścili wczoraj w radiu, to znak, że już jestem w ciąży. A jeszcze to, że w kuchni znowu zakwitł kwiatek, i to ten, który już prawie nam zwiądł! To daje mi już absolutną pewność. Oprócz tego sama szukam znaków. Poranny pasjans to rzecz obowiązkowa. Jak śniadanko. Robię tak długo, aż wyjdzie. Tylko taki wynik jest dla mnie wiarygodny.

Podobno kobiety w ciąży miewają barwne sny. I ja od kilku dni takie mam! Co prawda trudno mi za każdym razem je zapamiętać. Rano, po przebudzeniu, walczę sama z sobą choć o skrawek pamięci snu. Nie wychodzi. Muszę pamiętać, żeby nie patrzeć w okno, może wtedy się uda. Choć i tak przekonanie, że sen był barwny, mam pełne.

Spiesząc się ostrożnie i powoli (w moim obłędzie myśl o uszkodzeniu zarodka nadal jest bardzo realna), ubieram się, zachowując przy tym odpowiedni rytuał. Bolą czy nie bolą – oto jest codzienne, wielokrotne o różnych porach dnia i w różnych miejscach pytanie. Badałam już piersi wszędzie. W restauracji potrafię specjalnie wyjść do łazienki, by sprawdzić stan faktyczny. Zresztą jak wychodzę w miejsce ustronne, to dobry objaw. Znak, że się jeszcze kontroluję. Niestety, kilka razy zdarzyło mi się już o tym zapomnieć i badanie fizykalne przeprowadziłam w kiosku, w sklepie, u fryzjera też.

„A więc bolą” – stwierdzam po chwili z dużą z ulgą. To dobry objaw. „U kobiet w ciąży co chwilę przecież bolą” – tłumaczę swoją obsesję sama przed sobą, by tylko odpędzić od siebie myśl, że jestem szalona. Wkładam buty. Niesznurowane, by nie musieć co chwilę się schylać. Nie dopinając u spodni ostatniego guzika, wychodzę z domu. Wsiadam do samochodu.

To straszne, jak dziurawe są polskie drogi. Na każdym kroku czyha na mnie i mój zarodek niebezpieczeństwo. Przy byle dziurze, podskoku zaciskam mocno uda. Na kolejnych światłach nie wytrzymuję i sprawdzam, czy nie ma krwawienia. W zaglądaniu w gacie króluję i nie ograniczam się tylko do WC. Stanie na czerwonym jest wystarczającą okazją, czasem i miejscem, by to zrobić.

Gdy szczęśliwie dojeżdżam do kliniki, nie jestem już pewna, czy umówiłam się do właściwego lekarza i czy w tym obłędzie nie powinnam poprosić o pomoc kogoś innego. Szybko jednak sobie uświadamiam, że TO się wydarzyło. Po wizycie w gabinecie niestety pozostaję bez złudzeń. Po litościwym spojrzeniu lekarza jadę do domu i włączam komputer.

Na forum dziewczyny opisują kolejne obsesje po inseminacji lub transferze. Czy ja też tak mam? Czytam i wydaje mi się, że jakby ktoś opisywał moje najskrytsze tajemnice. Każda z nas ma coś za skórą. I choć nie wiem, czy to duże pocieszenie, okazuje się, że w tym obłędzie jesteśmy naprawdę podobne.

„Rozbiłam termometr rtęciowy” – czytam. „Nie istnieje w necie strona o wpływie rtęci na płód, której nie znam. Mimo wszelkich możliwych środków ostrożności, które mogłam zastosować, wykonałam dwa telefony do dwóch lekarzy” – z autoironią pisze jedna.

„Jak się uda, to nie dźwigam nic, nie podnoszę rąk do góry. No bo przecież wszystko może zaszkodzić” – czytam następny wpis.

„Jak to kicha bez napinania mięśni?” – zastanawiam się, gdy jedna z nich pisze, że opanowała taką sztukę. Ja po każdym kichnięciu lecę sprawdzić, czy mi krew nie leci, bo to jednak intensywny skurcz jest. Zazdroszczę jej i gotowa jestem pisać do niej prywatną wiadomość z prośbą o radę, jak bezpiecznie kichać.

„Gdyby gdzieś na świecie odbywał się festiwal hipnotyzowania wzrokiem własnych gaci, miałybyśmy dożywotnio stanowiska jurorek honorowych” – pisze kolejna.

Gdyby nie mdłości, pewnie bym czytała dalej. Głęboko się zastanawiam, czy są duże, małe, czy średnie. I co to oznacza, bo że oznacza, to wiem na pewno. Po chwili się okazuje, że to grubsza sprawa. Zastanawiam się, czy to już czas iść do łazienki, czy jeszcze trochę nie poczekać, tak żeby nie trzeba było przeć. Tak! Przeć! W ramach oczekiwania wyglądam przez okno, sprawdzając, czy nie biegną po mnie z kaftanem bezpieczeństwa. Na szczęście mój M. o wielu rzeczach nie wie. Inaczej pewnie sam wezwałby kogo trzeba.

Kładę się więc ostrożnie do łóżka. M. już tam jest. Według opinii staraczek – i mojej własnej zresztą też – seks jest absolutnie szkodliwy na tym etapie. Nie chcę zaszkodzić zarodkowi i M. o tym wie. Nie wiem, co o tym myśli, ale wie. Odwracam się więc ostrożnie, układając się na lewym boku, nogi zginając pod jedynie słusznym katem 45 stopni. I czekam… Gdy słyszę, że M. już śpi, dyskretnie biorę do ręki komórkę. Ostatnia kontrola. Bez tego nie zasnę. Wystarczy lekko oświetlić chusteczkę. Ewentualnie same majtki. Dobranoc. Kolorowych snów.

Autor: Katarzyna Koy

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kontrast do rentgena przywraca płodność! Naukowcy są w szoku!

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Prosta technika może przywrócić płodność niektórym kobietom – wyniki zaskoczyły naukowców z Australii. Choć nie wiedzą, jak to działa, to okazuje się skuteczne.

Badacze z University of Adelaide przetestowali element histerosalpingografii – procedury, która już od początku XX w. stosowana jest w diagnostyce budowy macicy i jajowodów. Polega ona na wprowadzeniu do nich specjalnego roztworu, który działa jak kontrast dla wykonywanych później zdjęć rentgenowskich.

 

Szanse na dziecko dzięki stuletniej metodzie

Wcześniej istniały podejrzenia, że metoda ta może pomagać przy niepłodności.

Według pewnych doniesień w ubiegłym wieku częstość ciąż wśród niepłodnych kobiet wzrastała po przemyciu ich jajowodów opartym na wodzie lub oleju kontrastem dla badań RTG. Do teraz nie było wiadomo, czy to rodzaj roztworu wpływał na zmianę płodności – tłumaczy kierujący projektem prof. Ben Mol.

Badacze sprawdzili dwa tego rodzaju środki – jeden oparty na oleju z maku lekarskiego, o nazwie Lipiodol Ultra-Fluid oraz kontrast wodny (Telebrix Hystero). W eksperymencie wzięło udział ponad tysiąc niepłodnych ochotniczek z normalnym cyklem miesięcznym, drożnymi jajowodami, bez zaburzeń hormonalnych, wysokiego ryzyka chorób jajowodów, endometriozy, ani przebytej infekcji bakteriami z rodzaju chlamydia czy zapalenia narządów miednicy mniejszej.

 

Kontrast do RTG na płodność: wyniki zaskoczyły naukowców

Wyniki zaskoczyły autorów doświadczenia – prawie 40 proc. niepłodnych kobiet zaszła w ciążę po zastosowaniu roztworu olejowego i 29 proc. po terapii roztworem wodnym.

Rezultaty okazały się bardziej ekscytujące, niż mogliśmy przypuszczać, co pomogło w potwierdzeniu, że licząca już cały wiek metoda ma nadal swoje miejsce w nowoczesnej medycynie – mówi prof. Mol.

Jak dotąd nie wiadomo jednak, dlaczego metoda działa. Naukowcy na razie spekulują, że wprowadzany płyn usuwa zanieczyszczenia utrudniające zapłodnienie.

Potrzebne będą dalsze badania, aby wyjaśnić mechanizm stojący za tym, co zobaczyliśmy. Na chwilę obecną – biorąc pod uwagę, że technika ta była wykorzystywana przez sto lat bez żadnych znanych skutków ubocznych – sądzimy, że jest ona warta stosowania w leczeniu niepłodności przed wykorzystaniem przez pary zapłodnienia pozaustrojowego – twierdzi ekspert.

CIEKAWOSTKA: Prof. Mol być może sam przyszedł na świat dzięki badanej przez niego metodzie. Po rozpoczęciu eksperymentu dowiedział się bowiem, że jego uznawana za niepłodną matka była poddana diagnostyce z użyciem Lipiodolu.

Jest bardzo prawdopodobne, że mój brat i ja, urodziliśmy się dzięki odzyskaniu przez naszą matkę płodności z pomocą tej metody – opowiada australijski badacz.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

POLECAMY:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności

5 rzeczy o niepłodności, których nikt ci nie powie 

Tu znajdziesz najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.