Przejdź do treści

O monitoringu pacjenckim z Anną Krawczak

Anna Krawczak o innowacyjnym projekcie Stowarzyszenia Nasz Bocian

Monitoring pacjencki – co jest jego ideą?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Odpowiedź na pytania: Jak wygląda leczenie niepłodności w Polsce 27 lat po urodzeniu pierwszego dziecka poczętego metodą in vitro? Z czym spotykają się pacjenci? Jaka jest infrastruktura ośrodków  ijak funkcjonują  one w sytuacji braku ogólnego prawa, którego państwo nadal nie zapewniło? A także,  jak sobie z tym radzą i  jakie też z tego wynikają konsekwencje dla pacjentów, czy w ogóle jakieś wynikają?

Jakie mają Państwo założenia?

Podchodzimy do monitoringu bez założeń i hipotez, otwarci na to, co zobaczymy i co wyniknie z naszych rozmów z lekarzami i  pacjentami. Cały monitoring jest skonstruowany w sposób krzyżowy, to znaczy słuchamy wszystkich stron – zarówno samych ośrodków, jak i pacjentów. W pierwszym wypadku, wysłaliśmy ankiety, w których ośrodki powiedziały  nam, jaka jest ich oferta, czym się zajmują i gdzie deklarują przestrzeganie pacjenckich standardów leczenia niepłodności. Aktualnie jesteśmy na etapie odwiedzania ich – badamy jak pracują i co się w nich dzieje. Rozmawiamy z osobą zarządzającą ośrodkiem, lekarzami,  położną  / pielęgniarką czy przedstawicielką zespołu położniczego i z samymi pacjentami. Pacjentami, czyli osobami, które mają bezpośrednie doświadczenie z danym ośrodkiem, nie oparte na wspomnieniach i jest ich zwykle trzech, maksymalnie pięciu.

Czy przy wprowadzaniu pomysłu w życie były brane pod uwagę rozwiązania z zewnątrz?

Monitoring ośrodków leczenia niepłodności jest oczywiście nowum, ale działania monitoringowe organizacji strażniczych na terenie Polski i całym świecie przeprowadzane są regularnie od wielu lat. My korzystamy z merytorycznego wsparcia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która ma chyba w tym największe doświadczenie. A więc sama konstrukcja i metodologia monitoringu jest oparta na innych. Co mam na myśli, mówiąc metodologia? To, że założyliśmy, iż każdy monitoring będzie przeprowadzać jedna osoba i każda będzie pacjentem. Na etapie przygotowań pokazano nam jednak, że monitoring zawsze powinny przeprowadzać dwie osoby, dlatego, że ta, która ma doświadczenie pacjenckie zwróci uwagę na trochę inne rzeczy niż ta, która takiego doświadczenia nie ma. Dlatego skonstruowaliśmy dwuosobowe zespoły, składające się z jednej pacjentki i jednej nie-pacjentki. Właśnie po to, by zobaczyć, co się dzieje w ośrodku oczami monitorek, których pozycja wyjściowa jest zupełnie inna. Tak więc planując działania i przygotowując narzędzia braliśmy pod uwagę doświadczenia innych organizacji, ale też przyglądaliśmy się, w jaki sposób opieka nad pacjentem realizowana jest w innych krajach i ku czemu powinniśmy dążyć w tym zakresie w Polsce.

Powiedziała Pani, że monitoring to próba porządkowania bałaganu wokół leczenia niepłodności – jak to wygląda?

Z każdego monitoringu spisywany jest raport, który później otrzyma klinika, ta będzie mogła się z nim zapoznać oraz do niego odnieść. Na podstawie wszystkich raportów cząstkowych powstanie raport centralny, w którym pokażemy najważniejsze ustalenia i zjawiska. Nie na poziomie szczegółowości, ale na poziomie zjawisk ogólnokrajowych. Raport będzie następnie – mam nadzieję-  przedstawiony w Sejmie podczas wysłuchania obywatelskiego i wtedy też zorganizujemy konferencję prasową. Równocześnie z publikacją raportu centralnego, na naszej stronie nasz-bocian.pl pojawią się wszystkie raporty cząstkowe.  Pojawią się po to, aby każdy pacjent rozważający leczenie lub leczący się w ośrodku, mógł poznać wynik monitoringu.

 Jak kliniki zareagowały na tę inicjatywę?

Niektóre z dużymi wątpliwościami. Myślę, że było spowodowane to ostatnim rankingiem klinik Gazety Wyborczej, który opierał się na pytaniach kwestionariuszowych, ale nie pogłębionych. Ranking miał dużą moc oddziaływania dzięki zasięgowi samej Gazety.  Swoją formułą sugerował pacjentom zebranie w jedną całość kompleksowej i obiektywnej oceny polskich ośrodków. W rzeczywistości dokonanie kompleksowej, a tym bardziej obiektywnej oceny pracy ośrodka nie jest realne. Pracujemy w tym środowisku od 13 lat i stwierdzam powyższe z całą odpowiedzialnością. Po pierwsze – nie można dokonać kompleksowej oceny, jeśli nie ma się do tego kompetencji ani narzędzi: ani ja, ani żadna z monitorek, ani tym bardziej Gazeta Wyborcza nie zweryfikujemy skuteczności ośrodka. Możemy jedynie powiedzieć pacjentom, jaką skuteczność ten ośrodek d e k l a r u j e. A deklaracja to nie jest żadna zweryfikowana, ani tym bardziej obiektywna informacja, więc opieranie o nią pozycji w rankingu – a tak się stało – służy tylko dezinformowaniu pacjentów. Dopóki nie będziemy mieć centralnego rejestru  przebiegu i skuteczności wszystkich procedur, dopóty rankingowanie skuteczności jest mydleniem oczu opinii publicznej. Ja na przykład mogę zadeklarować przeczytanie wszystkich dzieł zebranych Szekspira i jak długo nikt mnie z Szekspira nie przepyta i tego nie potwierdzi, tak długo moja deklaracja nic nie znaczy. Cała koncepcja tego rankingu opierała się właśnie o deklaracje właścicieli ośrodków. Po drugie – wiele kwestii jest zwyczajnie niemierzalnych, na przykład „liczba urodzeń z in vitro” w danym ośrodku. W Polsce nie prowadzimy rejestrów narodzin dzieci z IVF, więc żaden rodzic nie ma obowiązku skontaktowania się z ośrodkiem i poinformowania go, czy procedura zakończyła się ciążą czy nie. Tym samym twierdzenie, że w danym ośrodku urodziło się 300 dzieci, a w innym 600 oznacza dokładnie to samo, co moja szekspirowska deklaracja. Wreszcie sprawa, do której mam dość emocjonalny stosunek, ponieważ od lat działamy w Stowarzyszeniu na rzecz zwiększania roli psychologa w procesie leczenia niepłodności: umieszczenie w rankingu informacji o tym, który ośrodek zatrudnia psychologa. Z doskonałymi efektami, bo okazało się, że niemal każdy. Jak powiedziałam, działamy i monitorujemy rynek niepłodnościowy od 13 lat, stąd doskonale wiemy, które ośrodki współpracują z psychologami, a które nie, i konstatacja, że ranking oparto o fantazję niektórych ośrodków, a redakcja w ogóle tego nie zweryfikowała, była zwyczajnie porażająca.   Wiem, że niektóre ośrodki miały o ten ranking dużo żalu. Nie dziwię się temu, bo jako pacjentka też mam olbrzymi żal do jego twórców. Ta sprawa wracała przy dyskusjach z ośrodkami na temat naszego monitoringu:  po pierwsze bardzo ważne dla Ośrodków było to, że nie  będą przez nikogo oceniane i nie zostaną ustawione przez nas w szeregu. Po drugie ważne było pokazanie ośrodkom koncepcji monitoringu i wyjaśnienie, co i na którym etapie się wydarzy, co się będzie działo z tym dalej, kim będą monitorki, w jaki sposób będziemy pracować. Przyjęliśmy zasadę „życzliwych obserwatorów” i konsekwentnie się jej trzymamy. Można więc powiedzieć, że to, co ostatecznie przekonało ośrodki, to pokazanie im przejrzystości  działań oraz postawienie na ideę „dostarczamy informacji i opisu,  decyzję podejmuje pacjent”

Z 43 klinik, 6 nie potwierdziło chęci udziału. Jak Pani myśli, dlaczego?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, zależało nam na tym, aby jak najwięcej wzięło udział w monitoringu – po prostu dlatego, ze ta inicjatywa jest ważna i służy pacjentom. Im więcej będą wiedzieć, tym dla nich lepiej. Ośrodki miały wiele obaw, od oceniania po fakt, że wejdą do nich monitorzy, którzy sami są pacjentami. Część ośrodków miała też przekonanie, że oczekujemy na przykład natychmiastowego wdrożenia standardów pacjenckich i rzeczywiście, w jakimś sensie oczekujemy, ale wiemy, że są to sprawy wieloletnie. Tak naprawdę docelowo i pacjencko zależy nam na stopniowym przechodzeniu z paradygmatu leczniczego w paradygmat humanistyczny, bo niepłodność dotyczy całego życia człowieka i odbija się w różnych jego aspektach. Ale to działanie nie dotyczy tylko samego monitoringu, ale w ogóle działań Naszego Bociana, które konsekwentnie idą w tym kierunku.

Myślę, że monitoring jest kolejnym krokiem ku temu.  Chcemy aktywizować pacjentów, również na poziomie obywatelskim ,aby oni sami poczuwali się do przejęcia kontroli nad własnym leczeniem,  ale i szerzej, nad własnym życiem.

 Czy poza tym, że Ośrodki udostępniają wzory swoich dokumentów podpisywanych z pacjentami robią coś jeszcze?

My prosimy tylko o to, by wybranego dnia otworzyły nam swoje drzwi. Nie ukrywam jednak, że podejście ośrodków jest różne – są takie, które np. zamykają się tego dnia specjalnie dla potrzeb monitoringu, bo chcą jak najbardziej ułatwić pracę naszym zespołom. To akurat zupełnie nie jest konieczne, prawdę mówiąc interesuje nas właśnie codzienna praca ośrodka z całą jej dynamiką, więc wolelibyśmy, aby nikt się specjalnie dla nas nie zamykał (śmiech). Co poza tym? Prosimy ośrodek o  udostępnienie swoich pomieszczeń, przy tym też rozmawiamy i zadajemy pytania na podstawie przesłanej wcześniej dokumentacji. Co jest istotne, nie zbieramy żadnych danych poufnych, nie prosimy o nie ani nie mamy do nich dostępu. Jeśli pracujemy na dokumentach to są to wzory.

Co was najbardziej interesuje?

Interesuje nas to, z czym spotyka się pacjent – od poziomu bazowego (np. czy może napić się wody czekając na wizytę) poprzez sprawy proceduralne (pisemne potwierdzenie ustaleń, wydrukowane dawkowanie leków), skończywszy na rzeczach bardziej ogólnych (np. czy w ośrodku jest psycholog i jakie ma uprawnienia, czy przeprowadza szkolenia). Pytania są skonstruowane w taki sposób, że nie można odpowiedzieć na nie w sposób ogólnikowy.

Skąd wzięły się obserwatorki?

Rekrutację przeprowadziliśmy przez nasze strony, zgłosiły się do nas pacjentki i nie-pacjentki. Prosiliśmy o pomoc też inne organizacje pozarządowe, z którymi się lubimy i staramy się sobie pomagać. Grupa jest więc bardzo zróżnicowana. Należą do niej osoby, które skończyły szkołę praw człowieka jak również osoby, które zajmują się prawami pacjentów lub pracowały wcześniej przy monitoringach z innego zakresu.

Jak wyglądały szkolenia?

Były to trzy szkolenia dwudniowe z trzema modułami. Najpierw był moduł merytoryczny – a więc wprowadzenie do zagadnień związanych z leczeniem niepłodności i stosowanymi obecnie metodami leczenia oraz wykłady o tym, w jaki sposób wylicza się statystyki,  jakie przepisy obowiązują w ośrodkach i jakie prawo obowiązuje w tym zakresie w Polsce. Następnym szkoleniem było szkolenie prawne, podczas którego analizowaliśmy orzecznictwo Trybunału w Strasburgu w odniesieniu do leczenia niepłodności i orzeczeń rodzinnych. Na koniec mieliśmy szkolenie merytoryczne, dotyczące prowadzenia monitoringu i etyki. Monitoring jest bowiem mocno osadzony w polskich przepisach prawnych, ale też w tym, co się dzieje za granicą.  Opieraliśmy się na wytycznych i rekomendacjach ESHRE, HFEA i ASRM, przede wszystkim w odniesieniu do pracy psychologa w ośrodkach leczenia niepłodności i do zasad wykonywania procedur z użyciem gamet dawców.

Kto zajmie się analizą zebranych informacji i danych?

Zajmujemy się nią my w stowarzyszeniu, chociaż wiem już, że nie podejmiemy się  analizy prawnej. Dane są na tyle obfite, umowy zawierają takie sformułowania, których skutki mogą być potężne, że  zdamy się na pomoc naszych ekspertek.

Jak będzie wyglądać przyszła platforma?

 Zacznę od tego, że powstanie kompletne narzędzie,  ogólnie dostępne, z którego każdy będzie mógł skorzystać. Każdy ośrodek będzie miał swoją własną wizytówkę ze zdjęciem oraz danymi – zaczynając od tego, czy bierze udział w monitoringu czy nie i przestrzega standardów, kończąc na tym, jakie badania oraz zabiegi wykonuje. Każdy pacjent, który leczył się w ośrodku może wypełnić ankietę. Ta weryfikuje najpierw standardy pacjenckie – a więc zadaje pytania, jak przebiega rejestracja wizyt, włącznie z tym, czy personel był dyskretny,  jak przebiegała wizyta, czy ośrodek daje dostęp do informacji etc. To pierwsza część,  kolejna dotyczy umów cywilno –  prawnych. Chcemy zobaczyć, w jaki sposób ośrodki regulują z pacjentami wzajemne zobowiązania w sytuacji, gdy nie prawa ogólnego. Istnieje też część  o dawstwie gamet i zarodków, następną dedykujemy dawczyniom, ostatnią zaś opiece psychologicznej w ośrodku. Dane z ankiet będzie można później zobaczyć w postaci grafów.

Czy klinika z Pomorza, o której ostatnio jest głośno, miała brać udział w monitoringu?

Ośrodek jest w naszym monitoringu, jeszcze przez nas nieodwiedzony – również z tego względu, że nie chcemy tam teraz wchodzić, bo zrobiła się wokół tego duża medialna burza. Zależy nam, by pojawić się w ośrodku, kiedy sytuacja będzie stabilna. Robimy tak zresztą nie tylko w takiej sytuacji – interesuje nas to, co dzieje się teraz, nie co było lub co będzie. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

W których miastach jest dofinansowanie do in vitro? Sprawdź listę!

w których miastach jest dofinansowanie do in vitro
fot. Pixabay

Kiedy w czerwcu 2016 roku ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zdecydował o wygaszeniu rządowego programu refundacji zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego, inicjatywę w tej sprawie przejęły samorządy. Zobacz, w których miastach jest dofinansowanie do in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Lokalni działacze działają prężnie – kilka miast oferuje swoim mieszkańcom dofinansowanie do in vitro, a część stara się, aby projekt trafił pod obrady. Oto aktualna lista miast, w których można ubiegać się o refundację.

Warszawa

Zakwalifikowanej parze z Warszawy przysługuje dofinansowanie w wysokości do pięciu tys. zł do każdej procedury. Maksymalnie można skorzystać z trzech zabiegów. Czas trwania programu przewidziano na lata 2017-2019. W roku 2018 i 2019 zarezerwowano na ten cel po 10 mln zł.

Poznań

Na in vitro w tym mieście radni zdecydowali rocznie przeznaczyć 1,8 mln zł, co pozwoli na dofinansowanie procedur 367 parom. Program rozpoczął się w sierpniu 2017 roku i ma obowiązywać do 2020 roku. Jedna para może skorzystać z trzech prób.

Gdańsk

Program w Gdańsku działa od końca 2017 roku i będzie trwał do 2020 roku. Roczny budżet na realizację programu to 1,1 mln zł. Jednej parze przysługują maksymalnie trzy próby po pięć tys. zł.

Częstochowa

Rocznie na refundację zapłodnienia pozaustrojowego w miejskim budżecie zarezerwowano 150 tys. zł, co wystarczy na pomoc 30 parom. Częstochowa to pierwsze miasto, które wprowadziło dopłaty do zabiegów. Początkowo program miał trwać od roku 2012 do roku 2014, ostatecznie przedłużono go jednak do 2020 roku.

Łódź

Łódzcy radni zdecydowali, że rocznie na in vitro przeznaczą 1 mln zł. Zakwalifikowanej parze przysługują maksymalnie trzy próby (do pięciu tys. zł za całość). Program trwa od 2016 roku do roku 2020. Maksymalna wysokość dofinansowania do zabiegu dla pary to pięć tys. zł.

Sosnowiec

Program przewidziano na lata 2017-2020. W tym czasie z pomocy klinik skorzysta 165 par. Łącznie miasto chce przeznaczyć na ten cel 800 tys. zł.

Szczecinek

Program „Dofinansowanie do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Szczecinek w latach 2017-2019” będzie kosztować miasto 100 tys. zł rocznie. Miasto pokryje 80 proc. kosztów procedury, ale nie więcej niż pięć tys. zł na parę. Maksymalnie można skorzystać z trzech prób.

Zobacz także: Nowy minister zdrowia nie planuje finansowania in vitro. „Jest wiele pilniejszych spraw”

—————————————————————————————-

Te miasta planują wprowadzić in vitro: Słupsk

Program ruszy prawdopodobnie w połowie 2018 roku i potrwa do roku 2022. Koszt rocznych wydatków zostanie ustalony po zakończeniu prac nad projektem. Szacuje się, że z inicjatywy skorzysta 178 par.

Ostrów Wielkopolski

Choć radni przyjęli uchwałę w 2017 roku, do dzisiaj (5 lutego 2018 roku) programu nie uruchomiono. W założeniu refundacja in vitro miała trwać od 2017 do 2019 roku. Na zabieg zakwalifikowana para miała otrzyma pięć tys. zł.

Piła

W lutym 2018 roku radni SLD rozpoczęli prace nad projektem dofinansowania in vitro w mieście. Na ten cel chcą przeznaczyć 220 tys. zł rocznie.

Włocławek

Również w tym mieście kluby SLD i Nowoczesna walczą o dofinansowanie zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego. Zgodnie z projektem złożonym w listopadzie ub.r. roczny koszt inicjatywy wyniósłby 390 tys. zł. Dokument został jednak zwrócony do poprawki, a radni zapowiadają dalsze starania w kierunku refundacji zabiegów.

Kraków

Od kwietnia ub.r. pod projektem „In vitro dla krakowian” zbierano podpisy mieszkańców. Zebrano ich aż 4,5 tys., jednak połowa z nich okazała się nieważna, przez co na początku roku uchwałę odrzucono. Na początku tego roku zebrano brakujące podpisy. Jeżeli urzędnicy rozpatrzą je pozytywnie, w ciągu trzech miesięcy uchwała zostanie wprowadzona pod obrady.

Twoje miasto oferuje refundację in vitro, a nie znalazło się na tej liście? Piszcie!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Refundacja in vitro w Pile wkrótce stanie się faktem? Na to liczą radni SLD

in vitro w Pile
fot. Fotolia

Lokalni działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej rozpoczęli właśnie prace nad projektem uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Pile. „Każdy ma prawo do posiadania dzieci i rodzinnego szczęścia” – podkreślają radni.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak zakładają radni, program in vitro w Pile wstępnie obejmowałby dofinansowanie z budżetu miasta trzech zabiegów. Refundacja dotyczyłaby części klinicznej i biotechnologicznej. Wciąż trwają prace nad rozwiązaniem kwestii dofinansowania farmakologii, która częściowa objęta jest refundacją.

Na czele zespołu jest przewodniczący SLD w Pile Krzysztof Maciaszczyk. Jak zaznacza, SLD „uznaje prawo każdego człowieka do równego dostępu do zdobyczy nauki”.

Zobacz także: Dofinansowanie in vitro w Pile – radni za

In vitro w Pile – kto może skorzystać?

Radni chcą na in vitro w Pile przeznaczyć 220 tys. zł rocznie przy założeniu, że koszt pojedynczego cyklu wyniesie osiem tys. zł. Kwota ta pozwoli na przeprowadzenie 25 pełnych cykli i 13 krioprezerwacji.

W opracowaniu projektu radnym pomogli lekarze specjaliści, w tym ginekolodzy, endokrynolodzy, embriolodzy, onkolodzy i psycholodzy. Z programu będą prawdopodobnie mogły skorzystać kobiety w wieku od 20–40 lat.

Na szybszą kwalifikacje mogą liczyć pary ze schorzeniami onkologicznymi, kobiety po nieudanych zabiegach i poronieniach. Projekt zakłada również dofinansowanie mrożenia nasienia i komórek jajowych u pacjentów onkologicznych przed chemio i radioterapią.

Radni SLD mają nadzieję, że temat refundacji in vitro w Pile pojawi się podczas marcowej sesji radnych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przełom w medycynie. Wyhodowano pierwsze ludzkie komórki jajowe

Mężczyzna bada preparat pod mikroskopem / Ilustracja do tekstu: Wyhodowano komórki jajowe poza organizmem kobiety
Fot. Pixabay.com

Naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu zdołali wyhodować komórki jajowe poza organizmem kobiety. To obiecująca informacja dla milionów pacjentek, które zmagają się z niepłodnością, a nawet dla kobiet po menopauzie – donoszą media.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To pierwszy przypadek, gdy proces dojrzewania oocytów udało się przeprowadzić poza organizmem kobiety – w laboratorium. Na czym dokładnie polega rewolucja i jak udało się jej dokonać?

Naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu, na których czele stała prof. Evelyn Telfer, pobrali niedojrzałe oocyty (zamknięte w pęcherzykach jajnikowych) z fragmentu tkanki jajnika zdrowej kobiety. Komórki te, będące w bardzo wczesnej fazie rozwojowej, umieszczono w specjalnych warunkach laboratoryjnych, które symulowały naturalne środowisko ich rozwoju. W ten sposób w zaledwie 22 dni udało się przeprowadzić pozaustrojowe dojrzewanie komórek jajowych – do stadium pozwalającego na ich zapłodnienie. W naturalnych warunkach proces ten trwa 5 miesięcy.

Przeczytaj również: Sztuczna inteligencja oceni szanse na ciążę z in vitro. Opracowano spersonalizowany test

Choć z bardzo wielu pobranych komórek udało się uzyskać jak dotąd tylko dziewięć w pełni rozwiniętych komórek jajowych, jest to ogromny przełom. Podobnych prób dokonywano w ostatnich latach wiele razy. Z uwagi na bardzo wysoką wrażliwość komórek jajowych nie udało się jednak uzyskać pomyślnych rezultatów.

Wyhodowano komórki jajowe – co dalej?

Szkocki eksperyment daje szansę, by lepiej poznać proces rozwoju żeńskich komórek rozrodczych. Gdy naukowcy zgłębią jego tajniki, mogą lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące ludzką płodnością.

Konieczne są dalsze, wieloletnie analizy, które określą, czy komórki jajowe pozyskane w warunkach laboratoryjnych są zdrowe, a po zapłodnieniu mogą rozwinąć się w zarodek zdolny do implantacji. Gdyby wyniki tych badań potwierdziły wstępne założenia, mogłoby to w przyszłości dać szanse na macierzyństwo wielu niepłodnym kobietom.

Zgodnie z przewidywaniami badaczy, metoda ta posłużyłaby m.in. pacjentkom, które maja cykle bezowulacyjne i nie są podatne na hormonalną stymulację owulacji. Być może mogłaby zostać też wykorzystana do zachowania płodności przez dziewczynki, które w wieku dziecięcym przeszły gonadotoksyczne leczenie onkologiczne.

– W tej chwili opcje terapeutyczne dostępne dla tej grupy kobiet są bardzo ograniczone. Istnieje możliwość pobrania i zamrożenia fragmentu jajnika, który następnie – po wyleczeniu pacjentki – ponownie się wszczepia. (…) Wiąże się to jednak z ryzykiem nawrotu choroby. Gdybyśmy mogli wyhodować dojrzałe komórki jajowe ze stadium niedojrzałego i dokonać ich zapłodnienia, to można byłoby przetransferować do macicy jedynie gotowy zarodek. To ogromna szansa dla tych pacjentek – mówiła w telewizji BBC prof. Evelyn Telfer.

Komórki jajowe z laboratorium – szansa na ciążę po menopauzie?

W opinii niektórych naukowców ten medyczny sukces dawałby szanse na ciążę kobietom po menopauzie. Ten scenariusz budzi jednak kontrowersje społeczne. Czy wątpliwości etyczne są w tym przypadku uzasadnione?

Według filozofa i bioetyka prof. Jana Hartmana, wydłużenie okresu płodności dzięki nowym odkryciom medycznym wpisuje się w trwający proces oddzielania prokreacji od naturalnej seksualności.

– Proces ten ma daleko idące reperkusje obyczajowe i kulturowe, dotykając pierwotnych pokładów porządku społecznego. Zwłaszcza przesunięcie granicy wieku prokreacji prowadzi do pewnego dysonansu w przestrzeni wyobraźni społecznej związanej z macierzyństwem. Ciągłość obyczajów nie jest jednak bezwzględną wartością etyczną; obyczaje podlegają ewolucji – zaznacza prof. Hartman.

Jak dodaje bioetyk, choć in vitro i późne macierzyństwo stanowią pewne wyzwanie w sferze kulturowej, w jego opinii nie ma w tym nic nieetycznego.

– Nieetyczne wydaje mi się za to sugerowanie, iż kobieta po menopauzie nie ma prawa do macierzyństwa – podkreśla prof. Jan Hartman.

Prof. Hartman dodaje, że taka sugestia ma charakter dyskryminujący. – Skoro nie zabraniamy mężczyznom w starszym wieku mieć dzieci, nie powinniśmy również zabraniać tego kobietom – konkluduje prof. Hartman.

Źródło: independent.co.uk, bbc.com

Polecamy też: Kolejny lek szkodzi płodności. Dotąd mówiono, że jest bezpieczny

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Sztuczna inteligencja oceni szanse na ciążę z in vitro. Opracowano spersonalizowany test

Kobieta w laboratorium sprawdza próbkę pod mikroskopem
fot. Fotolia

Chociaż zabiegi in vitro mają coraz wyższą skuteczność, żadna z par, które decydują się na procedurę, nie wie, która próba zakończy się sukcesem. Być może – dzięki nowej metodzie prognozowania wyniku in vitro – już niedługo będzie można to precyzyjnie obliczyć.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowoczesna metoda prognozowania wyniku in vitro, którą opracowała amerykańska firma Univfy, opiera się na wykorzystaniu sztucznej inteligencji i automatyce. Analizując dane o 150 tys. cykli in vitro i 50 tys. zarodków, a także indywidualną historię medyczną osób zgłaszających się na leczenie, umożliwia bardziej precyzyjną ocenę skuteczności in vitro (nawet o 1000% w porównaniu do prognoz opartych na samym wieku kobiety). Pozwala także oszacować wiążące się z tym koszty.

Univfy zostało założone w 2009 r. przez dwójkę naukowców: Mylene Yao i Winga Wonga. Badania nad udoskonaleniem swojej metody przeprowadzali na Uniwersytecie Stanford.

– Podczas współpracy z drem Wongiem i jego zespołem zbadaliśmy różnice w skuteczności in vitro, które występowały u poszczególnych par. Ta wiedza posłużyła nam do opracowania metod prognozowania wyniku in vitro, które mogłyby być zastosowane w każdej klinice leczenia niepłodności – dodaje.

Precyzyjne prognozowanie wyniku in vitro: świadoma decyzja i większe szanse na sukces

Projekt ma pomóc parom w zwiększeniu szans na ciążę i oszacowaniu kosztów, które się z tym wiążą. Te zaś są niemałe – zarówno od strony finansowej, jak i psychologicznej.

– Każdy, kto uczestniczył w procedurze in vitro, wie, jak bardzo obciąża ona fizycznie, finansowo i emocjonalnie – wyjaśnia Mylene Yao, założycielka Univfy. – Ponad 50% kobiet, które decydują się na in vitro, poddaje się po pierwszej nieudanej próbie, mimo że mają duże szanse na ciążę po drugim lub trzecim cyklu. Kiedy pacjenci płacą za leczenie, chcą wiedzieć, jakie są ich szanse – podkreśla.

Na rozwój nowej metody prognozowania wyniku in vitro twórcy Univfy otrzymali właśnie 6 milionów dolarów. Umożliwi to parom m.in. wykonanie darmowego badania w wielu klinikach w USA, a także otrzymanie spersonalizowanej oferty refundacji in vitro.

We wprowadzeniu na rynek technologii wspomoże naukowców zespół firmy Rethink Impact.

– Cieszę się, że mogę współpracować z Rethink Impact – ich naukowcy mają świadomość, jak ważna jest nasza praca, i chcą pomóc ludziom, którzy pragną zostać rodzicami – mówiła Yao.

Więcej informacji o Univfy można znaleźć na stronie www.univfy.com.

Źródło: mobihealthnews.com, venturebeat.com, univfy.com

POLECAMY TEŻ: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.