Przejdź do treści

O monitoringu pacjenckim z Anną Krawczak

731.jpg

Anna Krawczak o innowacyjnym projekcie Stowarzyszenia Nasz Bocian

Monitoring pacjencki – co jest jego ideą?

Odpowiedź na pytania: Jak wygląda leczenie niepłodności w Polsce 27 lat po urodzeniu pierwszego dziecka poczętego metodą in vitro? Z czym spotykają się pacjenci? Jaka jest infrastruktura ośrodków  ijak funkcjonują  one w sytuacji braku ogólnego prawa, którego państwo nadal nie zapewniło? A także,  jak sobie z tym radzą i  jakie też z tego wynikają konsekwencje dla pacjentów, czy w ogóle jakieś wynikają?

Jakie mają Państwo założenia?

Podchodzimy do monitoringu bez założeń i hipotez, otwarci na to, co zobaczymy i co wyniknie z naszych rozmów z lekarzami i  pacjentami. Cały monitoring jest skonstruowany w sposób krzyżowy, to znaczy słuchamy wszystkich stron – zarówno samych ośrodków, jak i pacjentów. W pierwszym wypadku, wysłaliśmy ankiety, w których ośrodki powiedziały  nam, jaka jest ich oferta, czym się zajmują i gdzie deklarują przestrzeganie pacjenckich standardów leczenia niepłodności. Aktualnie jesteśmy na etapie odwiedzania ich – badamy jak pracują i co się w nich dzieje. Rozmawiamy z osobą zarządzającą ośrodkiem, lekarzami,  położną  / pielęgniarką czy przedstawicielką zespołu położniczego i z samymi pacjentami. Pacjentami, czyli osobami, które mają bezpośrednie doświadczenie z danym ośrodkiem, nie oparte na wspomnieniach i jest ich zwykle trzech, maksymalnie pięciu.

Czy przy wprowadzaniu pomysłu w życie były brane pod uwagę rozwiązania z zewnątrz?

Monitoring ośrodków leczenia niepłodności jest oczywiście nowum, ale działania monitoringowe organizacji strażniczych na terenie Polski i całym świecie przeprowadzane są regularnie od wielu lat. My korzystamy z merytorycznego wsparcia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która ma chyba w tym największe doświadczenie. A więc sama konstrukcja i metodologia monitoringu jest oparta na innych. Co mam na myśli, mówiąc metodologia? To, że założyliśmy, iż każdy monitoring będzie przeprowadzać jedna osoba i każda będzie pacjentem. Na etapie przygotowań pokazano nam jednak, że monitoring zawsze powinny przeprowadzać dwie osoby, dlatego, że ta, która ma doświadczenie pacjenckie zwróci uwagę na trochę inne rzeczy niż ta, która takiego doświadczenia nie ma. Dlatego skonstruowaliśmy dwuosobowe zespoły, składające się z jednej pacjentki i jednej nie-pacjentki. Właśnie po to, by zobaczyć, co się dzieje w ośrodku oczami monitorek, których pozycja wyjściowa jest zupełnie inna. Tak więc planując działania i przygotowując narzędzia braliśmy pod uwagę doświadczenia innych organizacji, ale też przyglądaliśmy się, w jaki sposób opieka nad pacjentem realizowana jest w innych krajach i ku czemu powinniśmy dążyć w tym zakresie w Polsce.

Powiedziała Pani, że monitoring to próba porządkowania bałaganu wokół leczenia niepłodności – jak to wygląda?

Z każdego monitoringu spisywany jest raport, który później otrzyma klinika, ta będzie mogła się z nim zapoznać oraz do niego odnieść. Na podstawie wszystkich raportów cząstkowych powstanie raport centralny, w którym pokażemy najważniejsze ustalenia i zjawiska. Nie na poziomie szczegółowości, ale na poziomie zjawisk ogólnokrajowych. Raport będzie następnie – mam nadzieję-  przedstawiony w Sejmie podczas wysłuchania obywatelskiego i wtedy też zorganizujemy konferencję prasową. Równocześnie z publikacją raportu centralnego, na naszej stronie nasz-bocian.pl pojawią się wszystkie raporty cząstkowe.  Pojawią się po to, aby każdy pacjent rozważający leczenie lub leczący się w ośrodku, mógł poznać wynik monitoringu.

 Jak kliniki zareagowały na tę inicjatywę?

Niektóre z dużymi wątpliwościami. Myślę, że było spowodowane to ostatnim rankingiem klinik Gazety Wyborczej, który opierał się na pytaniach kwestionariuszowych, ale nie pogłębionych. Ranking miał dużą moc oddziaływania dzięki zasięgowi samej Gazety.  Swoją formułą sugerował pacjentom zebranie w jedną całość kompleksowej i obiektywnej oceny polskich ośrodków. W rzeczywistości dokonanie kompleksowej, a tym bardziej obiektywnej oceny pracy ośrodka nie jest realne. Pracujemy w tym środowisku od 13 lat i stwierdzam powyższe z całą odpowiedzialnością. Po pierwsze – nie można dokonać kompleksowej oceny, jeśli nie ma się do tego kompetencji ani narzędzi: ani ja, ani żadna z monitorek, ani tym bardziej Gazeta Wyborcza nie zweryfikujemy skuteczności ośrodka. Możemy jedynie powiedzieć pacjentom, jaką skuteczność ten ośrodek d e k l a r u j e. A deklaracja to nie jest żadna zweryfikowana, ani tym bardziej obiektywna informacja, więc opieranie o nią pozycji w rankingu – a tak się stało – służy tylko dezinformowaniu pacjentów. Dopóki nie będziemy mieć centralnego rejestru  przebiegu i skuteczności wszystkich procedur, dopóty rankingowanie skuteczności jest mydleniem oczu opinii publicznej. Ja na przykład mogę zadeklarować przeczytanie wszystkich dzieł zebranych Szekspira i jak długo nikt mnie z Szekspira nie przepyta i tego nie potwierdzi, tak długo moja deklaracja nic nie znaczy. Cała koncepcja tego rankingu opierała się właśnie o deklaracje właścicieli ośrodków. Po drugie – wiele kwestii jest zwyczajnie niemierzalnych, na przykład „liczba urodzeń z in vitro” w danym ośrodku. W Polsce nie prowadzimy rejestrów narodzin dzieci z IVF, więc żaden rodzic nie ma obowiązku skontaktowania się z ośrodkiem i poinformowania go, czy procedura zakończyła się ciążą czy nie. Tym samym twierdzenie, że w danym ośrodku urodziło się 300 dzieci, a w innym 600 oznacza dokładnie to samo, co moja szekspirowska deklaracja. Wreszcie sprawa, do której mam dość emocjonalny stosunek, ponieważ od lat działamy w Stowarzyszeniu na rzecz zwiększania roli psychologa w procesie leczenia niepłodności: umieszczenie w rankingu informacji o tym, który ośrodek zatrudnia psychologa. Z doskonałymi efektami, bo okazało się, że niemal każdy. Jak powiedziałam, działamy i monitorujemy rynek niepłodnościowy od 13 lat, stąd doskonale wiemy, które ośrodki współpracują z psychologami, a które nie, i konstatacja, że ranking oparto o fantazję niektórych ośrodków, a redakcja w ogóle tego nie zweryfikowała, była zwyczajnie porażająca.   Wiem, że niektóre ośrodki miały o ten ranking dużo żalu. Nie dziwię się temu, bo jako pacjentka też mam olbrzymi żal do jego twórców. Ta sprawa wracała przy dyskusjach z ośrodkami na temat naszego monitoringu:  po pierwsze bardzo ważne dla Ośrodków było to, że nie  będą przez nikogo oceniane i nie zostaną ustawione przez nas w szeregu. Po drugie ważne było pokazanie ośrodkom koncepcji monitoringu i wyjaśnienie, co i na którym etapie się wydarzy, co się będzie działo z tym dalej, kim będą monitorki, w jaki sposób będziemy pracować. Przyjęliśmy zasadę „życzliwych obserwatorów” i konsekwentnie się jej trzymamy. Można więc powiedzieć, że to, co ostatecznie przekonało ośrodki, to pokazanie im przejrzystości  działań oraz postawienie na ideę „dostarczamy informacji i opisu,  decyzję podejmuje pacjent”

Z 43 klinik, 6 nie potwierdziło chęci udziału. Jak Pani myśli, dlaczego?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, zależało nam na tym, aby jak najwięcej wzięło udział w monitoringu – po prostu dlatego, ze ta inicjatywa jest ważna i służy pacjentom. Im więcej będą wiedzieć, tym dla nich lepiej. Ośrodki miały wiele obaw, od oceniania po fakt, że wejdą do nich monitorzy, którzy sami są pacjentami. Część ośrodków miała też przekonanie, że oczekujemy na przykład natychmiastowego wdrożenia standardów pacjenckich i rzeczywiście, w jakimś sensie oczekujemy, ale wiemy, że są to sprawy wieloletnie. Tak naprawdę docelowo i pacjencko zależy nam na stopniowym przechodzeniu z paradygmatu leczniczego w paradygmat humanistyczny, bo niepłodność dotyczy całego życia człowieka i odbija się w różnych jego aspektach. Ale to działanie nie dotyczy tylko samego monitoringu, ale w ogóle działań Naszego Bociana, które konsekwentnie idą w tym kierunku.

Myślę, że monitoring jest kolejnym krokiem ku temu.  Chcemy aktywizować pacjentów, również na poziomie obywatelskim ,aby oni sami poczuwali się do przejęcia kontroli nad własnym leczeniem,  ale i szerzej, nad własnym życiem.

 Czy poza tym, że Ośrodki udostępniają wzory swoich dokumentów podpisywanych z pacjentami robią coś jeszcze?

My prosimy tylko o to, by wybranego dnia otworzyły nam swoje drzwi. Nie ukrywam jednak, że podejście ośrodków jest różne – są takie, które np. zamykają się tego dnia specjalnie dla potrzeb monitoringu, bo chcą jak najbardziej ułatwić pracę naszym zespołom. To akurat zupełnie nie jest konieczne, prawdę mówiąc interesuje nas właśnie codzienna praca ośrodka z całą jej dynamiką, więc wolelibyśmy, aby nikt się specjalnie dla nas nie zamykał (śmiech). Co poza tym? Prosimy ośrodek o  udostępnienie swoich pomieszczeń, przy tym też rozmawiamy i zadajemy pytania na podstawie przesłanej wcześniej dokumentacji. Co jest istotne, nie zbieramy żadnych danych poufnych, nie prosimy o nie ani nie mamy do nich dostępu. Jeśli pracujemy na dokumentach to są to wzory.

Co was najbardziej interesuje?

Interesuje nas to, z czym spotyka się pacjent – od poziomu bazowego (np. czy może napić się wody czekając na wizytę) poprzez sprawy proceduralne (pisemne potwierdzenie ustaleń, wydrukowane dawkowanie leków), skończywszy na rzeczach bardziej ogólnych (np. czy w ośrodku jest psycholog i jakie ma uprawnienia, czy przeprowadza szkolenia). Pytania są skonstruowane w taki sposób, że nie można odpowiedzieć na nie w sposób ogólnikowy.

Skąd wzięły się obserwatorki?

Rekrutację przeprowadziliśmy przez nasze strony, zgłosiły się do nas pacjentki i nie-pacjentki. Prosiliśmy o pomoc też inne organizacje pozarządowe, z którymi się lubimy i staramy się sobie pomagać. Grupa jest więc bardzo zróżnicowana. Należą do niej osoby, które skończyły szkołę praw człowieka jak również osoby, które zajmują się prawami pacjentów lub pracowały wcześniej przy monitoringach z innego zakresu.

Jak wyglądały szkolenia?

Były to trzy szkolenia dwudniowe z trzema modułami. Najpierw był moduł merytoryczny – a więc wprowadzenie do zagadnień związanych z leczeniem niepłodności i stosowanymi obecnie metodami leczenia oraz wykłady o tym, w jaki sposób wylicza się statystyki,  jakie przepisy obowiązują w ośrodkach i jakie prawo obowiązuje w tym zakresie w Polsce. Następnym szkoleniem było szkolenie prawne, podczas którego analizowaliśmy orzecznictwo Trybunału w Strasburgu w odniesieniu do leczenia niepłodności i orzeczeń rodzinnych. Na koniec mieliśmy szkolenie merytoryczne, dotyczące prowadzenia monitoringu i etyki. Monitoring jest bowiem mocno osadzony w polskich przepisach prawnych, ale też w tym, co się dzieje za granicą.  Opieraliśmy się na wytycznych i rekomendacjach ESHRE, HFEA i ASRM, przede wszystkim w odniesieniu do pracy psychologa w ośrodkach leczenia niepłodności i do zasad wykonywania procedur z użyciem gamet dawców.

Kto zajmie się analizą zebranych informacji i danych?

Zajmujemy się nią my w stowarzyszeniu, chociaż wiem już, że nie podejmiemy się  analizy prawnej. Dane są na tyle obfite, umowy zawierają takie sformułowania, których skutki mogą być potężne, że  zdamy się na pomoc naszych ekspertek.

Jak będzie wyglądać przyszła platforma?

 Zacznę od tego, że powstanie kompletne narzędzie,  ogólnie dostępne, z którego każdy będzie mógł skorzystać. Każdy ośrodek będzie miał swoją własną wizytówkę ze zdjęciem oraz danymi – zaczynając od tego, czy bierze udział w monitoringu czy nie i przestrzega standardów, kończąc na tym, jakie badania oraz zabiegi wykonuje. Każdy pacjent, który leczył się w ośrodku może wypełnić ankietę. Ta weryfikuje najpierw standardy pacjenckie – a więc zadaje pytania, jak przebiega rejestracja wizyt, włącznie z tym, czy personel był dyskretny,  jak przebiegała wizyta, czy ośrodek daje dostęp do informacji etc. To pierwsza część,  kolejna dotyczy umów cywilno –  prawnych. Chcemy zobaczyć, w jaki sposób ośrodki regulują z pacjentami wzajemne zobowiązania w sytuacji, gdy nie prawa ogólnego. Istnieje też część  o dawstwie gamet i zarodków, następną dedykujemy dawczyniom, ostatnią zaś opiece psychologicznej w ośrodku. Dane z ankiet będzie można później zobaczyć w postaci grafów.

Czy klinika z Pomorza, o której ostatnio jest głośno, miała brać udział w monitoringu?

Ośrodek jest w naszym monitoringu, jeszcze przez nas nieodwiedzony – również z tego względu, że nie chcemy tam teraz wchodzić, bo zrobiła się wokół tego duża medialna burza. Zależy nam, by pojawić się w ośrodku, kiedy sytuacja będzie stabilna. Robimy tak zresztą nie tylko w takiej sytuacji – interesuje nas to, co dzieje się teraz, nie co było lub co będzie. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Mężczyzna też czuje! Jak wesprzeć swojego partnera podczas starań?

wsparcie mężczyzny

W czasie starań o dziecko wciąż znacznie częściej pojawia się perspektywa kobiety. Biorąc pod uwagę panujące w naszym społeczeństwie przekonania dotyczące kobiecości i macierzyństwa, nie można się temu dziwić. Kwestie emocji i opieki nad tzw. „domowym ogniskiem” wciąż zdają się być domeną pań. Warto jednak poszerzać tę perspektywę – tak, mężczyźni też czują. Tak, ich emocje są równie ważne. Tak, mogą płakać i mówić o cierpieniu. Jak można ich w tym wesprzeć?

1. Co jest siłą?

Często w kontekście męskości pojawia się wizja silnego faceta, którego nie poruszają żadne problemy. Ze wszystkim świetnie sobie radzi i nie ma w nim praktycznie żadnych emocji. Pytanie tylko, czy to właśnie tego typu zachowania świadczą o prawdziwej sile i czym owa siła w ogóle jest?

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że do zbudowania relacji i bliskości potrzebne jest swego rodzaju „odsłonięcie się”, opowiedzenie o tym, co się czuje, przyznanie się do wewnętrznych lęków, słabości, być może strat, nijak ma się to do opisanej wyżej postawy. Co więcej, stereotypy wciąż wtłaczają w nią mężczyzn, którzy mogą mieć obawy o przyznaniu się do tego, że zdarza im się najzwyczajniej w świecie z czymś sobie nie radzić. Jak możemy pomóc? Zaakceptować trudne emocje w partnerze, docenić je, podkreślić ich wagę, a nie oceniać go za nie – to w porządku, że je odczuwa. Pamiętajmy, że stereotypy ułatwiają życie tylko z pozoru. Szybko może okazać się, że prawdziwa siła jest od nich bardzo od odległa.

2. Nie wywierajmy presji

Czas przedłużających się starań o dziecko jest prawdziwym wyzwaniem – dla kobiety, dla mężczyzny, ale i dla związku. Presja może pojawić się w tym czasie nie tylko w zewnątrz, ale także mogą ją w siebie wtłaczać partnerzy. Nie chodzi tu tylko o temat dziecka, ponieważ pojawiająca się w tym czasie frustracja może też przenieść się na inne sfery życia.

Presję można wywierać na mężczyźnie m.in. w temacie pracy – czy oby na pewno nie zarabia za mało? Czy nie ma „za słabego” zawodu? Czy będzie nas stać na leczenie i wszystkie badania? „Kochanie, może weźmiesz jeszcze to dodatkowe zlecenie?” – rzeczywiście może wymagać tego sytuacja i to w porządku jeśli obie strony się z tym godzą. Pytanie tylko, czy oby na pewno nie jest to sposób na zapełnienie luki innych, niezaspokojonych w tym momencie potrzeb. Zbędna presja często wiąże się z poczuciem winy i poczuciem bycia nieustannie „niewystarczającym” – bo jeśli pracują, a i tak jest wciąż za mało, to coś musi być ze mną nie tak?!

Nie róbmy tego sobie, ani naszym bliskim. Zdecydowanie poniesiemy przy tym za dużo kosztów, a zyskamy niewiele.

3. Zrozumienie

Warto spojrzeć też na aspekt leczenia somatycznego, bo soma i psyche są ze sobą nierozerwalnie połączone. W leczeniu niepłodności często to kobieta przechodzi przez większość trudnych zabiegów i badań, ale pamiętajmy, że mężczyźni także poddawani są bardzo intymnym badaniom. Tutaj ponownie pojawia się odniesienie do stereotypów – „Co to za facet, jeśli nie potrafi spłodzić syna?! I jeszcze ma o tym mówić obcym ludziom?! Ma robić badania nasienia?!”. Wszystkie te procedury, a nawet rozmowy o nich mogą powodować skrępowanie i wstyd, które są jak najbardziej naturalne. Warto wtedy docenić fakt, że pomimo tego mężczyźni potrafią przekraczać granice swojego komfortu i podczas leczenia oni też muszą „swoje przejść”.

Jest to tylko kilka tematów, które mogą rozpocząć całą rzekę dyskusji. Coś, co jednak wydaje się być podstawą, to przyzwolenie na przeżywanie trudności. Każdy z nas ma prawo do załamań, spadków formy, płaczu, cierpienia, lęku. Myślenie, że mężczyźni są pod tym względem inni i w jakimś sensie bardziej „odporni”, jest zgubne dla obu stron. W staraniach warto walczyć o wspólne szczęście ramię w ramię. Razem – w tym jest moc.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czy zmiana diety pomoże mi radzić sobie z PCOS?

PCOS dieta

PCOS (zespół policystycznych jajników) jest zespołem metabolicznym, który według niektórych danych dotyka od 5 do 7,5 proc. wszystkich kobiet i jest jedną z głównych przyczyn niepłodności. Nieregularne miesiączki, niechciane owłosienie, trądzik, otyłość – są to niektóre z symptomów PCOS. Czy odpowiednia dieta może pomóc w walce z tymi właśnie dolegliwościami?

Początkowo nie zauważano w diecie istotnego czynnika łagodzącego PCOS. Biorąc jednak pod uwagę liczne badania, które wskazywały na powiązania tego stanu z opornością na insulinę, zaczęto podkreślać wagę sposobu odżywiania się kobiet cierpiących właśnie na zespół policystycznych jajników.

Insulina pobudza gromadzenie się tkanki tłuszczowej, w związku z tym niektóre kobiety z PCOS walczą z nadwagą. Nawet jeśli nie jest to objaw dotyczący ciebie, wciąż warto postawić na dietę, która pomoże utrzymać poziom insuliny w normie.

Co mówią eksperci?

– Ważne jest umiarkowane, nie nadmierne spożycie węglowodanów. Powinno być to nie więcej niż 50 proc. dziennego spożycia kalorii. Istotny jest przy tym nacisk na węglowodany złożone, które znajdują się między innymi w pełnoziarnistym pieczywie, kaszach, pełnoziarnistych makaronach. Nie są to na pewno przetwory z białej mąki, takie jak biały chleb, ciastka, czy bułki.

– By zminimalizować poziom uwalnianej insuliny należy pamiętać o podawaniu węglowodanów zawsze z produktem białkowym lub tłuszczowym. Może być to chude mięso, takie jak indyk, czy różnego rodzaju ryby. Na przykład łosoś jest dodatkowo znakomitym źródłem kwasów omega-3 i omega-6. Spożycie białka i tłuszczów pomaga obniżyć indeks glikemiczny potraw.

– Warto też postawić na odpowiednią suplementację. Magnez, cynk, czy też naturalne produkty ziołowe, które mogą pomóc w regulacji kobiecych hormonów.

Magnez wspomaga metabolizm i jest jednym z najważniejszych elektrolitów w naszym ciele. Jest niezbędny do wykonywania ponad 300 reakcji ciała i funkcji – sprawdź co jeszcze pisaliśmy o magnezie i walce z PCOS >>KLIK<<

– Ważna jest też odpowiednia ilość wypijanych płynów. Eksperci polecają przynajmniej osiem szklanek bezkofeinowych napojów dziennie, ponieważ dieta niskowęglowodanowa może powodować niższy poziom wody w organizmie.

Co jeszcze warto wiedzieć o diecie i PCOS?

Mleko sojowe pomocne w PCOS – sprawdź, co mówią eksperci

Kieliszek czerwonego wina pomoże w PCOS? Sprawdź, co mówią badania!

Węglowodany a PCOS

 

Źródło: “Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Życie od bólu do bólu” – coraz więcej mówi się o endometriozie. Oto kolejny ważny głos

endometrioza

Coraz więcej i coraz częściej mówi się głośno o endometriozie. To niezwykle ważne, bowiem endometrioza dotyka nawet milion polek i jest jedną z głównych przyczyn niepłodności.

Ból nie do zniesienia

W ostatnich dniach pojawił się materiał, którego bohaterką była Katarzyna. Diagnostyka jej problemu trwała ponad trzy lata. W tym czasie ból stał się nieodłącznym elementem życia kobiety i co miesiąc alienował ją od świata. „Życie od bólu do bólu” – jak określił to jej mąż. Dopiero specjalistyczny zabieg przyniósł Katarzynie ulgę i co ważne, pozwolił jej zostać mamą. Teraz jest już w drugiej ciąży.

Gościem programu „Dzień Dobry TVN” był w związku z tematem dr nauk med. Mikołaj Karmowski, specjalista ginekolog, ekspert w dziedzinie leczenia endometriozy. „Endometrioza histopatologicznie rozpoznawana jest jako zmiana łagodna, ale klinicznie jest zmianą złośliwą, bo jej cechy kliniczne w postaci niszczenia struktur obocznych tkanek, takich jak jelita, moczowody, pęcherz moczowy, jajniki, jajowody, może też być w wątrobie, w płucach (…) [endometrium – przyp. red.] niszczy te struktury, unieruchamia, powoduje ich immobilizację i dysfunkcje” – mówił.

Program po raz kolejny podkreślił, jak groźne jest to schorzenie. Tkanka, która wyścieła jamę macicy i to właśnie tam znajduje się jej naturalne lokum, może przedostać się do innych części kobiecego organizmu. „Endometrium zaczyna się wszczepiać i podlega takim samym cyklom, jak w jamie macicy tworząc guzy, zrosty, naciekania i niszczenie struktur”.

Niektóre objawy: ból (tam, gdzie znajduje się endometrium), ból przy stosunku, jedna z częstszych przyczyn niepłodności.

Jak skutecznie walczyć? Laparoskopia – usunięcia guzów z organów przywracając ich funkcje

Co ważne, ekspert podkreślał, że endometrioza często jest bardzo późno diagnozowana, co utrudnia jej skuteczne leczenie. Warto przy tym zwrócić uwagę, że przyczyną nie muszę być tylko czynniki immunologiczne, ale istotną rolę może odgrywać też kwestia dziedziczenia (czynnik genetyczny). Jeśli matka lub siostra chorują – warto się zbadać. Skutki mogą być bardzo poważne, nawet zagrażające życiu.

Co warto wiedzieć o endometriozie? SPRAWDŹ:

Moje życie z endometriozą. Kobiety z całego świata mówią jak jest

On, ona i endometrioza. 3 rady, żeby przetrwać

15 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o ENDOMETRIOZIE

 

Źródło: „Dzień dobry TVN”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rola położnej środowiskowej – gdzie jej szukać i na co zwrócić uwagę przy jej wyborze?

materiał PR
materiał PR

Przyszłe mamy same mogą decydować o wyborze położnej i miejsca przygotowania się do porodu. Położna Anna Sapiejewska, ambasadorka kampanii „Położna na Medal” radzi jak wybrać dobrą położną środowiskową i na jakie kryteria zwrócić szczególną uwagę.

Kim jest położna środowiskowa?

Zawód położnej jest uznawany za jeden z najstarszych, a jego korzenie sięgają początków cywilizacji. Jest zawodem samodzielnym i chronionym ustawą z 2011 roku określającą zasady wykonywania zawodu położniczego. Do kompetencji położnej środowiskowej należy sprawowanie kompleksowej, pielęgnacyjnej opieki położniczej i ginekologicznej nad kobietami na każdym etapie ciąży oraz nad noworodkami do drugiego miesiąca życia. Oznacza to, że do położnej środowiskowej mogą zgłaszać się kobiety w różnym wieku z prośbą o poradę z zakresu edukacji okołoporodowej, planowania rodziny, opieki w czasie ciąży, połogu i porodu, opieki nad noworodkiem, a także pomoc w przypadku schorzeń ginekologicznych i onkologicznych.

Aby zostać położną środowiskową, należy ukończyć odpowiedni kurs kwalifikacyjny, który pozwala uzyskać położnej specjalistyczne kwalifikacje do udzielania opieki zdrowotnej. Sam kurs składa się z części teoretycznej i praktycznej, i zakończony jest egzaminem oraz wydaniem zaświadczenia, uprawniającego do pełnienia obowiązków położnej środowiskowej.

Wykonując swoją pracę, położna współpracuje z zespołem medycznym, zajmującym się wykonywaniem zadań z zakresu świadczeń pielęgnacyjnych, rehabilitacyjnych, promocji zdrowia, profilaktyki chorób, świadczeń diagnostycznych i zleconych przez lekarza.

Jak wybrać?

Położną środowiskową można wybrać zarówno z przychodni, do której się należy jak również z każdej innej przychodni, w której pracuje wybrana przez nas położna. Można również dokonać wyboru położnej, która prowadzi własną działalność gospodarczą z podpisanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia kontraktem o udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej.

Wyboru można dokonać bezpłatnie. Co ważne, nie częściej niż trzy razy w roku kalendarzowym. W tym celu należy złożyć deklarację wyboru położnej podstawowej opieki zdrowotnej. Usługi świadczone przez położne w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia realizowane są od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 18:00.

Przed dokonaniem wyboru położnej środowiskowej warto spotkać się z położną osobiście.

materiał PR

materiał PR

Rola położnej środowiskowej

Położna środowiskowa sprawuje opiekę pielęgnacyjną nad kobietami po operacji ginekologicznej lub onkologiczno-ginekologicznej w formie wizyt domowych. Wizyty realizowane są na podstawie skierowania od specjalisty i obejmują okres od momentu wyjścia ze szpitala do całkowitego zagojenia się rany pooperacyjnej.

W ramach opieki nad kobietami w ciąży, położna prowadzi spotkania edukacyjne przygotowujące do porodu i rodzicielstwa, finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Spotkania odbywają się od 21 tygodnia ciąży do porodu z częstotliwością:

– 1 raz w tygodniu w okresie od 21 do 31 tygodnia ciąży,

– 2 razy w tygodniu w okresie od 32 tygodnia ciąży do terminu rozwiązania.

Udział w spotkaniach edukacyjnych z położną jest dobrowolny i nikt nie nakłada na kobiety w ciąży obowiązku uczestnictwa w nich. Miejsca spotkań ustalane są indywidualnie –
w miejscu pracy położnej lub w domu podopiecznej. Zazwyczaj trwają około godziny. Podczas spotkania położna przygotowuje ciężarną do porodu i karmienia naturalnego piersią oraz rozwiewa wszelkie wątpliwości i zapewnia wsparcie emocjonalne.

Co dalej?

Po porodzie położna środowiskowa sprawuje opiekę nad matką i noworodkiem, realizując od czterech do sześciu wizyt patronażowych. Zgodnie z prawem, do końca szóstego tygodnia powinny odbyć się cztery takie wizyty. A pozostałe powinny być zrealizowane przed ukończeniem drugiego miesiąca życia dziecka.

Podczas takich spotkań położna sprawdza w jakiej kondycji jest matka i jej dziecko. Ocenia, czy potrzebna jest pomoc lekarska, ale także odpowiada na czasem bardzo specyficzne pytania i potrzeby matki. Jeśli zajdzie taka konieczność, pokazuje, jak pielęgnować dziecko oraz jak przystawiać do piersi podczas karmienia. W razie potrzeby służy również pomocą przy pierwszej kąpieli noworodka.

Kontakt z położną środowiskową w tym czasie jest bardzo ważny, w szczególności dla mam, które urodziły swoje pierwsze dziecko. Dlatego warto wybrać położną, której wiedzy i kompetencji jesteśmy pewni i będziemy mogli oczekiwać, że nauczy nas istotnych w danym momencie kwestii. Najważniejsze, to wybrać położną do której mamy pełne zaufanie i nie krępujemy się zadawać pytań, których odpowiedzi pomogą w mądrym wychowywaniu dziecka w przyszłości.

materiał PR

materiał PR

* Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.