Przejdź do treści

O monitoringu pacjenckim z Anną Krawczak

Anna Krawczak o innowacyjnym projekcie Stowarzyszenia Nasz Bocian

Monitoring pacjencki – co jest jego ideą?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Odpowiedź na pytania: Jak wygląda leczenie niepłodności w Polsce 27 lat po urodzeniu pierwszego dziecka poczętego metodą in vitro? Z czym spotykają się pacjenci? Jaka jest infrastruktura ośrodków  ijak funkcjonują  one w sytuacji braku ogólnego prawa, którego państwo nadal nie zapewniło? A także,  jak sobie z tym radzą i  jakie też z tego wynikają konsekwencje dla pacjentów, czy w ogóle jakieś wynikają?

Jakie mają Państwo założenia?

Podchodzimy do monitoringu bez założeń i hipotez, otwarci na to, co zobaczymy i co wyniknie z naszych rozmów z lekarzami i  pacjentami. Cały monitoring jest skonstruowany w sposób krzyżowy, to znaczy słuchamy wszystkich stron – zarówno samych ośrodków, jak i pacjentów. W pierwszym wypadku, wysłaliśmy ankiety, w których ośrodki powiedziały  nam, jaka jest ich oferta, czym się zajmują i gdzie deklarują przestrzeganie pacjenckich standardów leczenia niepłodności. Aktualnie jesteśmy na etapie odwiedzania ich – badamy jak pracują i co się w nich dzieje. Rozmawiamy z osobą zarządzającą ośrodkiem, lekarzami,  położną  / pielęgniarką czy przedstawicielką zespołu położniczego i z samymi pacjentami. Pacjentami, czyli osobami, które mają bezpośrednie doświadczenie z danym ośrodkiem, nie oparte na wspomnieniach i jest ich zwykle trzech, maksymalnie pięciu.

Czy przy wprowadzaniu pomysłu w życie były brane pod uwagę rozwiązania z zewnątrz?

Monitoring ośrodków leczenia niepłodności jest oczywiście nowum, ale działania monitoringowe organizacji strażniczych na terenie Polski i całym świecie przeprowadzane są regularnie od wielu lat. My korzystamy z merytorycznego wsparcia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która ma chyba w tym największe doświadczenie. A więc sama konstrukcja i metodologia monitoringu jest oparta na innych. Co mam na myśli, mówiąc metodologia? To, że założyliśmy, iż każdy monitoring będzie przeprowadzać jedna osoba i każda będzie pacjentem. Na etapie przygotowań pokazano nam jednak, że monitoring zawsze powinny przeprowadzać dwie osoby, dlatego, że ta, która ma doświadczenie pacjenckie zwróci uwagę na trochę inne rzeczy niż ta, która takiego doświadczenia nie ma. Dlatego skonstruowaliśmy dwuosobowe zespoły, składające się z jednej pacjentki i jednej nie-pacjentki. Właśnie po to, by zobaczyć, co się dzieje w ośrodku oczami monitorek, których pozycja wyjściowa jest zupełnie inna. Tak więc planując działania i przygotowując narzędzia braliśmy pod uwagę doświadczenia innych organizacji, ale też przyglądaliśmy się, w jaki sposób opieka nad pacjentem realizowana jest w innych krajach i ku czemu powinniśmy dążyć w tym zakresie w Polsce.

Powiedziała Pani, że monitoring to próba porządkowania bałaganu wokół leczenia niepłodności – jak to wygląda?

Z każdego monitoringu spisywany jest raport, który później otrzyma klinika, ta będzie mogła się z nim zapoznać oraz do niego odnieść. Na podstawie wszystkich raportów cząstkowych powstanie raport centralny, w którym pokażemy najważniejsze ustalenia i zjawiska. Nie na poziomie szczegółowości, ale na poziomie zjawisk ogólnokrajowych. Raport będzie następnie – mam nadzieję-  przedstawiony w Sejmie podczas wysłuchania obywatelskiego i wtedy też zorganizujemy konferencję prasową. Równocześnie z publikacją raportu centralnego, na naszej stronie nasz-bocian.pl pojawią się wszystkie raporty cząstkowe.  Pojawią się po to, aby każdy pacjent rozważający leczenie lub leczący się w ośrodku, mógł poznać wynik monitoringu.

 Jak kliniki zareagowały na tę inicjatywę?

Niektóre z dużymi wątpliwościami. Myślę, że było spowodowane to ostatnim rankingiem klinik Gazety Wyborczej, który opierał się na pytaniach kwestionariuszowych, ale nie pogłębionych. Ranking miał dużą moc oddziaływania dzięki zasięgowi samej Gazety.  Swoją formułą sugerował pacjentom zebranie w jedną całość kompleksowej i obiektywnej oceny polskich ośrodków. W rzeczywistości dokonanie kompleksowej, a tym bardziej obiektywnej oceny pracy ośrodka nie jest realne. Pracujemy w tym środowisku od 13 lat i stwierdzam powyższe z całą odpowiedzialnością. Po pierwsze – nie można dokonać kompleksowej oceny, jeśli nie ma się do tego kompetencji ani narzędzi: ani ja, ani żadna z monitorek, ani tym bardziej Gazeta Wyborcza nie zweryfikujemy skuteczności ośrodka. Możemy jedynie powiedzieć pacjentom, jaką skuteczność ten ośrodek d e k l a r u j e. A deklaracja to nie jest żadna zweryfikowana, ani tym bardziej obiektywna informacja, więc opieranie o nią pozycji w rankingu – a tak się stało – służy tylko dezinformowaniu pacjentów. Dopóki nie będziemy mieć centralnego rejestru  przebiegu i skuteczności wszystkich procedur, dopóty rankingowanie skuteczności jest mydleniem oczu opinii publicznej. Ja na przykład mogę zadeklarować przeczytanie wszystkich dzieł zebranych Szekspira i jak długo nikt mnie z Szekspira nie przepyta i tego nie potwierdzi, tak długo moja deklaracja nic nie znaczy. Cała koncepcja tego rankingu opierała się właśnie o deklaracje właścicieli ośrodków. Po drugie – wiele kwestii jest zwyczajnie niemierzalnych, na przykład „liczba urodzeń z in vitro” w danym ośrodku. W Polsce nie prowadzimy rejestrów narodzin dzieci z IVF, więc żaden rodzic nie ma obowiązku skontaktowania się z ośrodkiem i poinformowania go, czy procedura zakończyła się ciążą czy nie. Tym samym twierdzenie, że w danym ośrodku urodziło się 300 dzieci, a w innym 600 oznacza dokładnie to samo, co moja szekspirowska deklaracja. Wreszcie sprawa, do której mam dość emocjonalny stosunek, ponieważ od lat działamy w Stowarzyszeniu na rzecz zwiększania roli psychologa w procesie leczenia niepłodności: umieszczenie w rankingu informacji o tym, który ośrodek zatrudnia psychologa. Z doskonałymi efektami, bo okazało się, że niemal każdy. Jak powiedziałam, działamy i monitorujemy rynek niepłodnościowy od 13 lat, stąd doskonale wiemy, które ośrodki współpracują z psychologami, a które nie, i konstatacja, że ranking oparto o fantazję niektórych ośrodków, a redakcja w ogóle tego nie zweryfikowała, była zwyczajnie porażająca.   Wiem, że niektóre ośrodki miały o ten ranking dużo żalu. Nie dziwię się temu, bo jako pacjentka też mam olbrzymi żal do jego twórców. Ta sprawa wracała przy dyskusjach z ośrodkami na temat naszego monitoringu:  po pierwsze bardzo ważne dla Ośrodków było to, że nie  będą przez nikogo oceniane i nie zostaną ustawione przez nas w szeregu. Po drugie ważne było pokazanie ośrodkom koncepcji monitoringu i wyjaśnienie, co i na którym etapie się wydarzy, co się będzie działo z tym dalej, kim będą monitorki, w jaki sposób będziemy pracować. Przyjęliśmy zasadę „życzliwych obserwatorów” i konsekwentnie się jej trzymamy. Można więc powiedzieć, że to, co ostatecznie przekonało ośrodki, to pokazanie im przejrzystości  działań oraz postawienie na ideę „dostarczamy informacji i opisu,  decyzję podejmuje pacjent”

Z 43 klinik, 6 nie potwierdziło chęci udziału. Jak Pani myśli, dlaczego?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, zależało nam na tym, aby jak najwięcej wzięło udział w monitoringu – po prostu dlatego, ze ta inicjatywa jest ważna i służy pacjentom. Im więcej będą wiedzieć, tym dla nich lepiej. Ośrodki miały wiele obaw, od oceniania po fakt, że wejdą do nich monitorzy, którzy sami są pacjentami. Część ośrodków miała też przekonanie, że oczekujemy na przykład natychmiastowego wdrożenia standardów pacjenckich i rzeczywiście, w jakimś sensie oczekujemy, ale wiemy, że są to sprawy wieloletnie. Tak naprawdę docelowo i pacjencko zależy nam na stopniowym przechodzeniu z paradygmatu leczniczego w paradygmat humanistyczny, bo niepłodność dotyczy całego życia człowieka i odbija się w różnych jego aspektach. Ale to działanie nie dotyczy tylko samego monitoringu, ale w ogóle działań Naszego Bociana, które konsekwentnie idą w tym kierunku.

Myślę, że monitoring jest kolejnym krokiem ku temu.  Chcemy aktywizować pacjentów, również na poziomie obywatelskim ,aby oni sami poczuwali się do przejęcia kontroli nad własnym leczeniem,  ale i szerzej, nad własnym życiem.

 Czy poza tym, że Ośrodki udostępniają wzory swoich dokumentów podpisywanych z pacjentami robią coś jeszcze?

My prosimy tylko o to, by wybranego dnia otworzyły nam swoje drzwi. Nie ukrywam jednak, że podejście ośrodków jest różne – są takie, które np. zamykają się tego dnia specjalnie dla potrzeb monitoringu, bo chcą jak najbardziej ułatwić pracę naszym zespołom. To akurat zupełnie nie jest konieczne, prawdę mówiąc interesuje nas właśnie codzienna praca ośrodka z całą jej dynamiką, więc wolelibyśmy, aby nikt się specjalnie dla nas nie zamykał (śmiech). Co poza tym? Prosimy ośrodek o  udostępnienie swoich pomieszczeń, przy tym też rozmawiamy i zadajemy pytania na podstawie przesłanej wcześniej dokumentacji. Co jest istotne, nie zbieramy żadnych danych poufnych, nie prosimy o nie ani nie mamy do nich dostępu. Jeśli pracujemy na dokumentach to są to wzory.

Co was najbardziej interesuje?

Interesuje nas to, z czym spotyka się pacjent – od poziomu bazowego (np. czy może napić się wody czekając na wizytę) poprzez sprawy proceduralne (pisemne potwierdzenie ustaleń, wydrukowane dawkowanie leków), skończywszy na rzeczach bardziej ogólnych (np. czy w ośrodku jest psycholog i jakie ma uprawnienia, czy przeprowadza szkolenia). Pytania są skonstruowane w taki sposób, że nie można odpowiedzieć na nie w sposób ogólnikowy.

Skąd wzięły się obserwatorki?

Rekrutację przeprowadziliśmy przez nasze strony, zgłosiły się do nas pacjentki i nie-pacjentki. Prosiliśmy o pomoc też inne organizacje pozarządowe, z którymi się lubimy i staramy się sobie pomagać. Grupa jest więc bardzo zróżnicowana. Należą do niej osoby, które skończyły szkołę praw człowieka jak również osoby, które zajmują się prawami pacjentów lub pracowały wcześniej przy monitoringach z innego zakresu.

Jak wyglądały szkolenia?

Były to trzy szkolenia dwudniowe z trzema modułami. Najpierw był moduł merytoryczny – a więc wprowadzenie do zagadnień związanych z leczeniem niepłodności i stosowanymi obecnie metodami leczenia oraz wykłady o tym, w jaki sposób wylicza się statystyki,  jakie przepisy obowiązują w ośrodkach i jakie prawo obowiązuje w tym zakresie w Polsce. Następnym szkoleniem było szkolenie prawne, podczas którego analizowaliśmy orzecznictwo Trybunału w Strasburgu w odniesieniu do leczenia niepłodności i orzeczeń rodzinnych. Na koniec mieliśmy szkolenie merytoryczne, dotyczące prowadzenia monitoringu i etyki. Monitoring jest bowiem mocno osadzony w polskich przepisach prawnych, ale też w tym, co się dzieje za granicą.  Opieraliśmy się na wytycznych i rekomendacjach ESHRE, HFEA i ASRM, przede wszystkim w odniesieniu do pracy psychologa w ośrodkach leczenia niepłodności i do zasad wykonywania procedur z użyciem gamet dawców.

Kto zajmie się analizą zebranych informacji i danych?

Zajmujemy się nią my w stowarzyszeniu, chociaż wiem już, że nie podejmiemy się  analizy prawnej. Dane są na tyle obfite, umowy zawierają takie sformułowania, których skutki mogą być potężne, że  zdamy się na pomoc naszych ekspertek.

Jak będzie wyglądać przyszła platforma?

 Zacznę od tego, że powstanie kompletne narzędzie,  ogólnie dostępne, z którego każdy będzie mógł skorzystać. Każdy ośrodek będzie miał swoją własną wizytówkę ze zdjęciem oraz danymi – zaczynając od tego, czy bierze udział w monitoringu czy nie i przestrzega standardów, kończąc na tym, jakie badania oraz zabiegi wykonuje. Każdy pacjent, który leczył się w ośrodku może wypełnić ankietę. Ta weryfikuje najpierw standardy pacjenckie – a więc zadaje pytania, jak przebiega rejestracja wizyt, włącznie z tym, czy personel był dyskretny,  jak przebiegała wizyta, czy ośrodek daje dostęp do informacji etc. To pierwsza część,  kolejna dotyczy umów cywilno –  prawnych. Chcemy zobaczyć, w jaki sposób ośrodki regulują z pacjentami wzajemne zobowiązania w sytuacji, gdy nie prawa ogólnego. Istnieje też część  o dawstwie gamet i zarodków, następną dedykujemy dawczyniom, ostatnią zaś opiece psychologicznej w ośrodku. Dane z ankiet będzie można później zobaczyć w postaci grafów.

Czy klinika z Pomorza, o której ostatnio jest głośno, miała brać udział w monitoringu?

Ośrodek jest w naszym monitoringu, jeszcze przez nas nieodwiedzony – również z tego względu, że nie chcemy tam teraz wchodzić, bo zrobiła się wokół tego duża medialna burza. Zależy nam, by pojawić się w ośrodku, kiedy sytuacja będzie stabilna. Robimy tak zresztą nie tylko w takiej sytuacji – interesuje nas to, co dzieje się teraz, nie co było lub co będzie. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Milion euro na badania nad płodnością. Innowacyjne projekty czekają na realizację

In vitro ICSi - zbliżenie /Ilustracja do tekstu: Granty na badania nad płodnością

Firma Gedeon Richter ogłosiła sześciu zwycięzców w tegorocznej edycji programu FORWARD, który oferuje wsparcie innowacyjnych badań nad płodnością i rozrodczością. Nagrodzeni otrzymają granty w łącznej wysokości 1 mln euro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Komitet Naukowy inicjatywy FORWARD, w którego skład wchodzą eksperci PregLem i Gedeon Richter mający wieloletnie doświadczenie w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu, endokrynologii reprodukcyjnej, embriologii, zarządzania badaniami klinicznymi i kwestiami regulacyjnymi, dokonał przeglądu wszystkich otrzymanych zgłoszeń. W tym roku nadesłano ich aż 65, a ich autorzy pochodzą z 16 krajów europejskich.

Jak zapewnili przedstawiciele Komitetu, zgłoszenia cechowały się bardzo wysokim poziomem akademickim. Rozpiętość tematów, którymi zajęli się naukowcy, była bardzo szeroka: od zdolności gamet do przeżycia, przez receptywność endometrium, po przewidywanie wyników leczenia z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w celu poprawy obowiązujących protokołów leczenia niepłodności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

FORWARD 2018. Granty na badania nad płodnością dla sześciu osób

Ostateczna lista osób, którym przyznano granty, prezentuje się następująco:

  • dr Maria Elisa Varela Sanz i dr Juan Garcia-Velasco z Hiszpanii – badania nad zastosowaniem steroidów płciowych w celu reaktywacji telomerazy w komórkach ziarnistych u kobiet z zaburzoną rezerwą jajnikową – w celu poprawy wyników procedury in vitro,
  • Samir Hamamah z Francji – badania nad zastosowaniem krążącego miRNA jako nieinwazyjnego parametru prognostycznego żywotności zarodków i potencjału implantacji,
  • dr Christophe Blockeel z Belgii – badania nad stymulacją jajników rekombinowanym ludzkim FSH (Bemfola®) w późnej fazie pęcherzykowej,
  • dr Veronika Grzegorczyk-Martin z Francji – badania nad narzędziem wykorzystującym uczenie maszynowe do prognozowania wyników technik wspomaganej prokreacji (in vitro, ICSI) i transferu zarodków,
  • Anja Pinborg z Danii – badania nad endometrium w modyfikowanych naturalnych zamrożonych i rozmrożonych transferach zarodków,
  • Ermanno Greco z Włoch – za badania nad blastocystami euploidalnymi u kobiet po in vitro i ICSI.

Jak argumentuje komisja, decyzję podjęto, biorąc pod uwagę wykonalność propozycji, innowacyjność i wkład w daną dziedzinę nauki. Ważna była również zgodność proponowanych projektów z zaangażowaniem spółki Gedeon Richter na rzecz wykorzystywania wyników badań w praktyce i poprawie leczenia niepłodności u pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami.

– Inicjatywa FORWARD jest świadectwem ciągłego zaangażowania spółki Gedeon Richter na rzecz wspierania innowacyjnych badań nad płodnością na całym świecie – podkreśla Pablo Arriagada, wiceprezes PregLem ds. medycznych. – W ciągu kolejnych 5 lat te międzynarodowe zespoły klinicystów i naukowców otrzymają w sumie milion euro na prowadzenie swoich innowacyjnych badań. Ich obiecujące i nowoczesne projekty mogą zaowocować trwałymi korzyściami dla pacjentów pragnących zostać rodzicami. Niecierpliwie czekamy na możliwość finansowania tych wizjonerskich badań i wspierania ich sukcesu.

Więcej informacji na temat zwycięzców grantów FORWARD i ich pracy znajduje się na stronie internetowej www.forwardgrant.com.

POLECAMY TAKŻE: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Argumenty zwyciężyły nad ideologią. Radni przyjęli uchwałę o dofinansowaniu in vitro!

Kobieta w ciąży; na brzuchu dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: argumenty zwyciężyły. Będzi dofinansowanie in vitro w Kołobrzegu

Podczas czwartkowej sesji rady miasta Kołobrzegu radni zajęli się projektem uchwały o dofinansowaniu in vitro. Mimo gorącej dyskusji – nie tylko na argumenty – udało się przyjąć rozwiązanie, które wesprze niepłodne pary z tego miasta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Projekt uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Kołobrzegu wzbudził w ostatnich tygodniach wiele emocji. Członkowie lokalnej Akcji Katolickiej usiłowali wpłynąć na radnych, apelując do nich w wystosowanym liście, by opowiedzieli się przeciwko przyjęciu tego rozwiązania. Argumentowali m.in., że większość mieszkańców miasta jest ochrzczona, a Kościół katolicki nie daje przyzwolenia na stosowanie metody in vitro.

W piśmie znalazły się też argumenty pseudomerytoryczne, które nie mają poparcia w badaniach naukowych. Przytoczono je także podczas czwartkowej sesji – uczestniczyły w niej bowiem sygnatariuszki listu.

– Jako lekarz zmam obowiązek troską otoczyć nie tylko małżeństwo, parę cierpiąca z powodu niepłodności, ale również poczęte dzieci. Znając procedurę,w której planowo dopuszcza się ich śmierć, a niekiedy wywołują celowo, muszę powiedzieć, że nie zgadzam się na finansowanie takiej metody z pieniędzy publicznych – mówiła jedna z nich, praktykująca lekarka.

CZYTAJ TEŻ: Dofinansowanie in vitro zagrożone? Kościół straszy wiernych i przedstawia skandaliczne tezy

Troska o interes wszystkich, czyli nikogo

Innego kalibru zarzut wobec projektu uchwały przedstawił radny Marek Młynarczyk z PiS.

– Ja bym chciał się odnieść do argumentacji tej uchwały. (…) To nie jest profilaktyka, tylko sposób leczenia. A skoro tak, to ja zwracam się do Wysokiej Rady, abyśmy uchwalili przeznaczenie po 50 tys. na każdy rodzaj choroby, jaki występuje obecnie w Kołobrzegu, żeby wszyscy, którzy chorują, mieli równy dostęp do leczenia. Nie możemy wybiórczo traktować jednego rodzaju choroby; mamy dbać o interes wszystkich mieszkańców – mówił.

– Nie wiem, czym zasłużyły sobie takie osoby, żeby rada miasta uchwaliła taką uchwałę i przeznaczyła na to 50 tys. zł. Jest wiele osób chorych – dzieci, osób starszych – które potrzebują wsparcia finansowego i nie otrzymują go. Jest to nie w porządku i rada miasta nie powinna tak wybiórczo traktować mieszkańców naszego miasta. Trzeba zadbać o wszystkich mieszkańców, żeby stać ich było na dobrą opiekę zdrowotną, w czym pomaga nam obecny rząd i wspiera leczenie innych chorób – dodał.

Radna Wioletta Dymecka z Porozumienia dla Kołobrzegu zauważyła, że taka krytyka jest nieprzedmiotowa – radzie nie przedstawiono bowiem innych propozycji związanych z leczeniem mieszkańców miasta.

Gdzie jest projekt takiej uchwały? Niech pan to zaproponuje i będziemy głosowali. Proszę coś przygotować, czymś się wykazać. Ja podpisałam się pod tym projektem uchwały […], ponieważ konkretne osoby poprosiły mnie, abym go poparła. Ja sama, gdyby chodziło o mnie czy o moją córkę, moje dzieci, zrobiłabym dokładnie to samo: wsparłabym, pomogłabym, bo jest to sposób leczenia – odpowiedziała radna Dymecka.

Poparła ją radna Aneta Cieślicka z Platformy Obywatelskiej.

– Wiele osób mówi o śmierci, o zabijaniu. To są tak drastyczne określenia, że myślę, że mają one na celu zniechęcenie kogoś do takich działań – zaznaczyła.

Naprotechnologia nie zastąpi dofinansowania in vitro

Radna Cieślicka zwróciła dodatkowo uwagę, że naprotechnologia, określana przez środowiska kościelne i prawicowe jako moralna alternatywa dla in vitro, to w rzeczywistości metoda, którą ginekolog stosuje na pierwszej wizycie lekarskiej.

– Ta szumnie brzmiąca nazwa to przekazywanie informacji o podstawowych sposobach zwiększenia szans na zapłodnienie, czyli: podjęcia edukacji w zakresie tzw. kalendarzyka małżeńskiego, badania śluzu, skierowanie na podstawowe badania, m.in. poziomu hormonów. To są sposoby, z których już wiele par skorzystało – podkreśliła radna Aneta Cieślicka.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Przyjęto projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu

Choć atmosfera podczas sesji rady miasta była napięta, a radni klubów Prawa i Sprawiedliwości oraz Niezależnego Kołobrzegu wyrazili kategoryczny sprzeciw wobec projektu uchwały o dofinansowaniu in vitro, ostatecznie udało się go przyjąć większością głosów. Głosy za oddali radni Platformy Obywatelskiej i Porozumienia dla Kołobrzegu Wioletty Dymeckiej – wnioskodawcy projektu.

Projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu zakłada wsparcie finansowe w wysokości do 5 tys. zł dla par w wieku 19-45 lat, które zmagają się z niepłodnością. Aby można było z niego skorzystać, para musi uzyskać kwalifikację medyczną, a jedno z partnerów musi być zameldowane na terenie miasta Kołobrzegu.

POLECAMY TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Ani złotówki” na in vitro. Kandydat na prezydenta Warszawy ma jasne stanowisko

Patryk Jaki nie chce in vitro
fot. Facebook - Patryk Jaki

Patryk Jaki – kandydat na prezydenta Warszawy przyznaje, że prywatnie nie jest przeciwnikiem in vitro. Polityk zaznacza jednak, że „na sprawy ideologiczne” nie wyda ani złotówki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak stwierdził Patryk Jaki „samorządy są od tego, żeby rozwiązywać problemy wszystkich mieszkańców”. Zdaje się, że takim problemem nie jest dla niego leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. 

Kontrkandydat Jakiego- Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej obiecuje z kolei kontynuację i rozbudowę samorządowego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców Warszawy.

Zdaniem Jakiego wybór Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy będzie zatem wyrazem poparcia dla sporów ideologicznych.

Tymczasem jeszcze w kwietniu tego roku Patryk Jaki deklarował poparcie dla in vitro. – Moja stanowcza deklaracja jest taka: jeżeli chodzi o samo in vitro – to popieram – mówił w programie” Fakty po faktach”.

Dodał jednocześnie, że według niego dofinansowanie in vitro w Warszawie byłoby za jego kadencji możliwe.

Zobacz także: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Patryk Jaki nie chce in vitro

Warto przy tym zauważyć, że program in vitro kosztuje miasto 10 mln rocznie. Pieniądze te nie pozwolą raczej na zrealizowanie innych celów, takich jak budowa kolejnych pasów jezdni czy utworzenie sieci publicznych przedszkoli i żłobków.

Likwidacja programu może natomiast mieć przykre konsekwencje dla mieszkańców Warszawy, którzy z różnych powodów nie mogą począć dzieci drogą naturalną.

Program in vitro będzie realizowany do 2019 roku, jednak jego dalsze losy stoją jednak pod znakiem zapytania. Obecnie zakwalifikowanej do programu parze przysługuje dofinansowanie w wysokości do pięciu tys. zł do każdej procedury i nie więcej niż 80 proc. całej procedury.

Maksymalnie para może skorzystać z trzech zabiegów, o ile w wyniku poprzednich prób nie doszło do urodzenia dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Polityka

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dofinansowanie do in vitro w województwie łódzkim

Dofinansowanie do in vitro w województwie łódzkim
fot. Pixabay

Łódzkie to pierwsze w Polsce województwo, które będzie dofinansowywać in vitro. Kwota, jaka zostanie przeznaczona na ten cel w 2018 roku jest niewielka. Radni mają jednak nadzieję, że w przyszłości na in vitro znajdzie się więcej pieniędzy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rządowy program dofinansowania leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego został wprowadzony w 2013 roku przez PO i PSL. Miał on trwać do 2019 roku, jednak skończył się wraz ze zmianą władzy w państwie, w lipcu 2017 roku.

Od tego czasu część miast postanowiła dofinansowywać zabiegi z własnej kasy. Do tego grona należy m.in. Częstochowa, Sosnowiec, Warszawa czy Gdańsk.

Zobacz także: Dofinansowanie in vitro w Łodzi. Duży sukces miejskiego programu – 62 dzieci i 126 ciąż

Dofinansowanie do in vitro w województwie łódzkim

W województwie łódzkim o dofinansowaniu in vitro zdecydowano w grudniu 2017 roku, kiedy sejmik przyjmował budżet na 2018 rok. Od teraz już nie tylko mieszkańcy stolicy województwa, ale również pary z okolicznych miasteczek i wsi będą mogły ubiegać się o pomoc w dofinansowaniu zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego.

Z programu mogą skorzystać małżeństwa oraz pary będące w nieformalnym związku. Warunkiem jest stwierdzona przyczyna niepłodności lub nieskuteczne leczenie niepłodności w czasie 12 miesięcy. Kobieta musi być w wieku od 20 do 40 lat.

Zobacz także: W Łodzi najwięcej narodzin od dekady. Też dzięki in vitro

Ile pieniędzy przeznaczą na in vitro?

W tegorocznym budżecie zarezerwowano na ten cel jedynie 200 tys. zł, co pozwoli na przeprowadzenie po jednej próbie u 39 par. Radni mają nadzieję, że w przyszłym roku znajdzie się więcej pieniędzy.

– Samorząd musi wziąć na siebie ciężar finansowania tego, z czego rząd PiS się wycofał. Rząd proponuje jakąś bliżej nieznaną naprotechnologię, która nie przynosi efektów, a przynajmniej nikt o jej sukcesach nie informuje. O in vitro wiadomo, że pozwoli wielu parom stać się rodzicami – mówił w rozmowie z OKO.press radny Sejmiku Wojewódzkiego (SLD) Piotr Borys.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: OKO.press

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.