Przejdź do treści

O czym dzisiaj marzy Polka?

W tym roku Polki chciałyby przede wszystkim schudnąć i uprawiać więcej sportu. A jak już mają oszczędzać, to na konkretny cel. Ich najlepsze wakacje to zorganizowany pobyt all inclusive w 5-gwiazdkowym hotelu, a gdyby miały do dyspozycji 15 000 zł na zabieg kosmetyczny, najchętniej udałyby się na odsysanie tłuszczu. Aviva Investors TFI zbadało potrzeby i cele współczesnych Polek.

Pierwsze miesiące roku to czas, kiedy robi się różne postanowienia i weryfikuje swoje marzenia. Dom Badawczy Maison przeprowadził badania dla Aviva Investors TFI, w których zapytał Polki, jakie są ich pragnienia. Większość z tego, co panie w najbliższym czasie chciałyby osiągnąć wiąże się z poprawą własnego wyglądu. Niemal połowa ankietowanych (44%) odpowiedziała, że najważniejsze jest dla nich zrzucenie wagi. Duża część badanych twierdzi, że będzie więcej ćwiczyć i uprawiać więcej sportu (36%) oraz zdrowiej się odżywiać (33%). Prawie 23% badanych kobiet chciałoby się skupić na swojej aparycji, pójść do fryzjera bądź kosmetyczki.  Okazuje się również, że bardzo wiele postanowień polskich kobiet wiąże się z finansami. Co czwarta Polka chciałaby zaoszczędzić pieniądze na wymarzony cel.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W sprawie finansów Polki są bardzo rozsądne i twardo stąpają po ziemi. Dobrze zarządzają budżetem domowym, wierzą, że trzeba mieć zawsze odłożone pieniądze niezależnie od dochodów i większość ma jakieś odłożone pieniądze na czarną godzinę. Także ich marzenia wokół finansów są bardzo realistyczne, najczęściej oszczędzają na cele związane z bliskimi: remont mieszkania, wspólne podróże, wyposażenie domu – komentuje prof. Dominika Maison, założycielka Domu Badawczego Maison, który zrealizował badanie na zlecenie Aviva Investors TFI.

Butów i torebek nigdy dość! Panie chciałyby kupić coś, o czym od dawna marzyły (11%). Niektóre marzenia związane są z rozwojem osobistym. Wiele pań twierdzi, że ich celem jest stawianie na siebie i własne potrzeby (17%). Inne chciałyby być lepszym człowiekiem. Są też pragnienia dotyczące zmiany pracy (13%). Marzenia Polek wiążą się także z najbliższymi. Panie postanawiają, że będą spędzać więcej czasu z rodziną (14%) i dziećmi (11%). Kolejna grupa pragnień jest związana ze sprawianiem sobie przyjemności – podróżowaniem (17%) lub czytaniem większej liczby książek (co piąta ankietowana).

aviva 1.PNG

*Badanie przeprowadzone dla Aviva Investors TFI przez Dom Badawczy Maison w dniach 15-24.01.2015 na ogólnopolskiej grupie 1032 kobiet

Jak oszczędzać, to na konkretny cel!

Głównym celem odkładania pieniędzy jest remont mieszkania czy domu oraz podróże. Wiele Polek oszczędza również na dobra trwałe, takie jak meble lub sprzęt RTV i AGD. 14%  badanych chce zbierać na edukację dzieci. Jak widać, panie na pierwszym miejscu stawiają dobro dzieci 
i rodzinnego gniazda, oszczędzają, by mieć fundusze na urządzenie i wyposażenie domu oraz zapewnienie wakacyjnych wyjazdów całej rodzinie. Na dalszych pozycjach na liście priorytetów znajduje się kupno dóbr luksusowych, czyli torebek, butów bądź ubrań od znanych projektantów. Także operacje plastyczne i inne zabiegi poprawiające urodę nie stoją wysoko w hierarchii celów oszczędzania współczesnych Polek. Może to oznaczać, że Polki boją się otwarcie mówić o swoich kompleksach lub że prawie w ogóle ich nie mają.

Polki są oszczędne. Większość stara się mieć jakieś zaoszczędzone pieniądze (63%). Nie każda jednak potrafi równie skutecznie oszczędzać. Oszczędności częściej mają kobiety młodsze (25-34 lata), niż starsze. Może to wynikać z tego, że jest im łatwiej zaoszczędzić, gdyż często jeszcze nie mają rodziny i dzieci, na które musiały by lub chciały wydawać pieniądze. Potwierdza to obserwacja, że wśród kobiet posiadających dzieci 60% ma oszczędności, a wśród bezdzietnych 72%. Może to również wynikać z różnic w poziomie edukacji finansowej – wśród kobiet z wykształceniem wyższym 73% ma oszczędności, a z zawodowym zaledwie 45%. Warto jednak podkreślić, że mimo iż cechy demograficzne mają pewien wpływ na posiadanie oszczędności, to zdecydowanie większe znaczenie  mają cechy charakteru, zapobiegliwość, gospodarność czy umiejętność planowania swoich wydatków – mówi Dominika Maison.

aviva 2.PNG

*Badanie przeprowadzone dla Aviva Investors TFI przez Dom Badawczy Maison w dniach 15-24.01.2015 na ogólnopolskiej grupie 1032 kobiet

Gdybym była bogata…

W badaniu dla Aviva Investors TFI zapytano Polki o marzenia, które chciałyby zrealizować, myśląc wyłącznie o sobie. Aż 41% ankietowanych kobiet odpowiedziało, że gdyby miało do dyspozycji 10 000 zł tylko na własne przyjemności, to najchętniej wydałoby je na wyjazd. Najwięcej pań marzy o wyjazdach typu „all inclusive” – zorganizowanych pobytach w egzotycznym miejscu w 5-gwiazdkowym hotelu. Popularne są też wycieczki objazdowe ze zwiedzaniem jakiegoś kraju, np. Francji lub Hiszpanii. Poza tym taką nagrodę badane przeznaczyłyby na remont pomieszczenia w domu (11%) albo kupno i przegląd samochodu (8%). Jak inaczej kobiety wydałyby taką kwotę? Na poprawę urody, czyli na pobyt w spa lub odnowę biologiczną (8%), zabieg estetyczny (7%), operację plastyczną (2%), kurację dchudzającą lub pakiet na siłownię (2%).

aviva 3.PNG

*Badanie przeprowadzone dla Aviva Investors TFI przez Dom Badawczy Maison w dniach 15-24.01.2015 na ogólnopolskiej grupie 1032 kobiet

Ponad połowa Polek zdecydowałaby się na zabieg kosmetologiczny lub operację plastyczną, gdyby miała do dyspozycji ekstra 15 000 zł. Najwięcej pań chciałoby poddać się zabiegowi odsysania tłuszczu (24%). Oprócz tego przeszłyby się do gabinetu na likwidację zmarszczek przy użyciu lasera lub botoksu (9%), lifting twarzy (5%) bądź inny zabieg upiększający (8%). Zgodziłyby się też na ingerencję chirurga plastycznego. Nieliczne Polki byłyby chętne poddać się zabiegom powiększenia biustu (5%), korekcji nosa i powiek (po 3%). Poprawienie ust oraz korekcja uszu są najmniej popularne (po 1%).

*Badanie Domu Badawczego Maison dla Aviva Investors TFI zrealizowano w dniach 15-24.01.2015 metodą wywiadów on-line na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna (CAWI) na ogólnopolskiej grupie 1032 kobiet w wieku 25 lat i więcej, reprezentatywnej ze względu na wiek i miejsce zamieszkania, o dochodzie miesięcznym na osobę w gospodarstwie domowym wynoszącym min. 1500 zł.

Informacja prasowa / InfoWire

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Lekarz czy lekarka?

lekarz czy lekarka
fot. Fotolia

Kilka lat temu na kongresie ginekologii estetycznej jeden z prelegentów bardzo kwieciście zachwalał zalety implantów piersi, a jednym z argumentów było, że jest to operacja przyjemna dla chirurga, po czym nastąpił lubieżny uśmieszek i lekarz narysował w powietrzu olbrzymi biust.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spowodowało to wzburzenie żeńskiej części słuchaczek, jednak jedna ze starszych koleżanek próbowała nas uciszyć, tłumacząc, że to tylko facet. Nie! Płeć nie jest przyzwoleniem na przedmiotowe traktowanie kobiet, a szczególnie pacjentek.

Cała ta sytuacja bardzo mnie rozdrażniła, a wszystkie wspomnienia z czasów studiów oraz historie zasłyszane na grupach niepłodnościowych powróciły na nowo. Czy to jest właśnie sedno paternalizmu w ginekologii i klucz do walki z upokarzaniem kobiet w szpitalach i przychodniach? Czy płeć osoby, która nas leczy, faktycznie ma znaczenie?

Zobacz także: Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

Kobiety górą!

Większość pacjentek wybiera i preferuje ginekologa-kobietę. Wcale nie wynika to tylko ze wspólnych biologicznych doświadczeń, ale najczęściej z faktu, że kobiety są lepsze w komunikacji i świadczą opiekę bardziej skoncentrowaną na potrzebach pacjentki.

Nie wiemy jednak, czy płeć ma wpływ na wyniki leczenia w ginekologii, gdyż w przeciwieństwie do np. chirurgii, nie zostało to jeszcze zbadane. W licznych badaniach udowodniono, że lekarki leczą lepiej niż lekarze.

W 2016 roku na łamach JAMA ukazał się artykuł, w którym wykazano, że starsi pacjenci lekarek-internistek rzadziej wymagali ponownej hospitalizacji, zanotowano również mniej zgonów niż pośród osób leczonych przez lekarzy-mężczyzn.

Zobacz także: Czy twój lekarz od niepłodności to Anioł? Kiedy warto zmienić ginekologa?

Płeć ma znaczenie

W warunkach szpitalnych ginekologia jednak bardziej przypomina chirurgię. Kanadyjscy badacze udowodnili w dużym badaniu populacyjnym, że bycie operowanym przez kobietę-chirurga daje istotną statystycznie większą szansę na przeżycie. Badania te jasno pokazują, że płeć ma znaczenie dla powodzenia leczenia.

Różnica ta jest jeszcze bardziej widoczna pośród studentów i studentek medycyny. Amerykańscy naukowcy w dwóch niezależnych od siebie badaniach przeanalizowali wyniki nauczania ginekologii i położnictwa. Dziewczyny uzyskały znacznie lepsze wyniki, szczególnie w zakresie umiejętności klinicznych.

Jeszcze bardziej niepokojący jest trend częstszego korzystania z klauzuli sumienia przez mężczyzn-lekarzy. Tylko co piąta kobieta-ginekolog i co dziesiąty mężczyzna dokonują terminacji ciąży. Jeżeli planujesz skorzystać z usług kliniki leczenia niepłodności, a jesteś singielką, lesbijką bądź w związku nieformalnym, to lepiej wystrzegaj się religijnych facetów-ginekologów, gdyż z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będą chcieli cię leczyć (ale upokorzyć już pewnie tak!).

Zobacz także: Czy twój lekarz powołuje się na klauzulę sumienia? Teraz możesz to sprawdzić w aplikacji Medicover

Lekarz czy lekarka?

Wszystkie dostępne badania dotyczą niestety tylko lekarek i lekarzy z USA, nie ma jednak przesłanek, by domniemywać, że w Europie jest inaczej. Z moich osobistych obserwacji wynika, że to właśnie mężczyźni-ginekolodzy częściej odbierają pacjentkom prawo do decydowania o własnym rozrodzie niż ich koleżanki ginekolożki.

Czy warto więc kierować się płcią przy wyborze lekarki bądź lekarza? Tak, ale… Najważniejsze są kompetencje i podmiotowe traktowanie pacjentki, a także trudne do zdefiniowania „to coś”: szacunek, zaufanie i zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Przemoc rodzi przemoc. Ale czy endometriozę też?

Smutna kobieta opiera dłoń o szybę, po której spływają krople deszczu /Ilustracja do tekstu: Endometrioza a przemoc w dzieciństwie
Fot.: Milada Vigerova /Unsplash.com

Nie od dziś wiadomo, że endometrioza jest chorobą o wielu twarzach. Naukowcy nieustannie sprzeczają się, dlaczego i jak powstaje oraz jak ją leczyć. Tyle teorii, co badaczy. Jednak szwajcarscy lekarze wysnuli i udowodnili wyjątkowo nietypowy związek pomiędzy byciem ofiarą przemocy w dzieciństwie a zachorowaniem na endometriozę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W najnowszym numerze „Human Reproduction” grupa naukowców z Niemiec, Austrii i Szwajcarii opublikowała szokujące wyniki badań nad częstotliwością doświadczenia przemocy w dzieciństwie a występowaniem endometriozy w dorosłym życiu. Choć to najczęstsza choroba żeńskiego układu rozrodczego (występuje nawet u 6% kobiet), nikt nadal nie wie, jak i dlaczego powstaje.

CZYTAJ TEŻ: Zmęczenie to częsty objaw endometriozy. Zobacz dlaczego

Nowe spojrzenie na przyczyny endometriozy

Dotychczas badania nad przyczynami endometriozy skupiały się na predyspozycjach genetycznych oraz wpływie substancji toksycznych na organizm – od okresu płodowego do dorosłości. Tymczasem okazuje się, że doświadczenie przemocy w dzieciństwie wiąże się z wieloma chorobami, które (teoretycznie) nie powinny mieć z nim związku. Wynika to najprawdopodobniej z przewlekłych zmian hormonalnych i immunologicznych związanych z długotrwałym stresem.

W wieloośrodkowym retrospektywnym badaniu typu „case-control” poddano analizie jakość życia oraz doświadczenie przemocy w dzieciństwie (Childhood Trauma Questionnaire, CTQ) u 421 pacjentek z endometriozą oraz u takiej samej liczby zdrowych kobiet (stanowiły one grupę kontrolną). Po dokonaniu skomplikowanych analiz statystycznych wykryto, że kobiety z endometriozą znacznie częściej doświadczyły w dzieciństwie nadużyć seksualnych, przemocy i zaniedbania emocjonalnego, jak również nierównego traktowania.

ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda pop po raz pierwszy tak szczerze o poronieniu i endometriozie

Endometrioza a przemoc w dzieciństwie: potrzebne wnikliwe badania

Badaczom nie udało się udowodnić, dlaczego tak jest ani jaki dokładnie mechanizm sprawia, że np. molestowanie seksualne zwiększa ryzyko zachorowania na endometriozę w późniejszym okresie życia.

Wymagane są dalsze badania, szczególnie nad wyjaśnieniem związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy przemocą doznaną w dzieciństwie a zachorowaniem na endometriozę. Naukowcy sugerują, że jest to wynik długofalowego oddziaływania hormonów wydzielanych w trakcie stresu na układ immunologiczny, prowadzącego do jego dysfunkcji. Zalecają screening pacjentek w kierunku traumatycznych doświadczeń i zapewnienie opieki psychologicznej dla wszystkich potrzebujących tego kobiet.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Aktualizacja tekstu:

W związku z licznymi zapytaniami o źródło tekstu zwracamy uwagę, że na początku artykułu jest wskazane, że jest to publikacja na podstawie najnowszego, lipcowego Human Reproduction, międzynarodowego pisma naukowego o wysokim tzw. impact factor.

Podajemy również bezpośrednie odsyłacze:

do badań: https://academic.oup.com/humrep/advance-article-abstract/doi/10.1093/humrep/dey248/5055017?redirectedFrom=fulltext

oraz ich omówienia: https://www.sciencedaily.com/releases/2018/07/180717125826.htm

Chętnie usłyszymy Wasze opinie w tej sprawie. Piszcie na redakcja@chbr.pl lub na FB w prywatnej wiadomości.

Redakcja Chcemy Być Rodzicami

30 lipca 2018

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Sięgnij po termometr. To działa lepiej, niż myślisz!

Smutna kobieta spogląda na test ciążowy /Ilustracja do: Zwykły termometr do obserwacji cyklu? To działa
fot. Fotolia

Starania o dziecko można przyspieszyć, sięgając po termometr. Zdziwiona? Ta metoda to jedna z najprostszych i sprawdzonych domowych metod przy próbach zajścia w ciążę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z niecierpliwością czekasz na dwie kreski, ale wciąż ich nie widzisz. Może to dobry moment, by przyjrzeć się swojemu ciału? Wystarczy, że zaopatrzysz się w zwykły termometr, a kto wie – może oczekiwanie będzie krótsze. Śledząc swoją temperaturę, dowiesz się, kiedy będziesz jajeczkować, a dzięki temu określisz najlepsze dni na seks lub inseminację.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Cykl miesiączkowy – zobacz, jak przebiega krok po kroku

Termometr do obserwacji cyklu. Raz dziennie codziennie

Chodzi o twoją podstawową temperaturę ciała – najniższą w ciągu 24 godzin. Będziesz musiała mierzyć ją codziennie przez kilka miesięcy, aby sprawdzić, czy istnieje możliwy do prze widzenia wzór cyklu, który pozwoli ci oszacować czas owulacji (jajeczkowania).

Aby uzyskać dokładny odczyt, użyj zwykłego termometru, który jest wystarczająco czuły, by zmierzyć niewielkie zmiany temperatury ciała. Eksperci wskazują też na specjalny termometr owulacyjny – mierzenie nim trwa krócej, ale wynik nie zawsze jest pewny.

Kiedy już wybierzesz odpowiedni termometr do obserwacji cyklu, trzymaj go przy łóżku. To ważne, by mierzyć temperaturę ciała rano, zaraz po przebudzeniu – zanim coś zjesz, wypijesz, będziesz uprawiać seks, a nawet usiądziesz. Pomiaru należy dokonywać w jamie ustnej, pochwie lub odbytnicy (zawsze w tym samym miejscu), gdyż istotna jest temperatura wewnątrz organizmu. Po zmierzeniu zapisz wynik w kalendarzu owulacji – najprostsze znajdziesz w internecie. Staraj się robić to o tej samej porze każdego ranka. Jeśli temperatura nie zostanie zmierzona natychmiast po przebudzeniu, odczyt nie będzie dokładny.

CZYTAJ TEŻ: Monitoring owulacji. Jak wygląda to badanie i kto powinien je wykonać?

Poznaj wzór na swój cykl

Przed owulacją podstawowa temperatura może wynosić od ok. 36,2 do 36,5 stopni. Ale dzień po owulacji zobaczysz wzrost od 0,5 do 1 stopnia, który powinien trwać do następnego okresu. Możesz zauważyć, że twoja temperatura od czasu do czasu rośnie; jeśli ani drgnie, prawdopodobnie jeszcze nie owulujesz. Gdy zajdziesz w ciążę, twoja temperatura będzie podwyższona przez cały jej okres.

Po kilku miesiącach, patrząc na kalendarz owulacji, będziesz mogła zobaczyć, czy istnieje wzór dla twojego cyklu. Jeśli tak, być możesz uda ci się oszacować, kiedy wystąpi następna owulacja. Kalendarz może również pomóc lekarzowi w ustaleniu przyczyn twoich problemów z płodnością. Pamiętaj, że każdy reaguje inaczej: u części kobiet temperatury rosną nagle, u innych – stopniowo.

Kiedy dojdzie do owulacji, twoja podstawowa temperatura ciała wzrośnie powyżej temperatur zarejestrowanych w ciągu ostatnich sześciu dni cyklu i pozostanie na tym poziomie (lub wzrośnie) przez co najmniej kolejne trzy dni. Ogólnie zakres temperatur po owulacji wynosi od 36,1 do 37,2 stopni.

Jeśli wystąpi któryś z poniższych czynników, należy go odnotować. Pamiętaj, że zanim obliczysz czas owulacji, może upłynąć kilka cykli. Najlepiej używać podstawowej metody pomiaru temperatury ciała w połączeniu z monitorowaniem śluzu szyjkowego i innych fizycznych oznak owulacji oraz z zestawem do przewidywania owulacji (dostępnym w większości aptek).

PRZECZYTAJ TAKŻE: 4 zasady jak polepszyć jakość śluzu szyjki macicy


O tym pamiętaj!

Istnieją czynniki, które mogą spowodować wzrost temperatury i wprowadzać w błąd:

  • brak snu lub zakłócony sen;
  • choroba lub wyczerpanie;
  • problemy emocjonalne i stres;
  • palenie;
  • spożycie alkoholu;
  • zmiana termometru.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl