Przejdź do treści

„O co tyle krzyku?” – komentarz prawniczki

Tekst Magdy Dubrawskiej „O co tyle krzyku?” wywołał spory odzew. Opublikowaliśmy już tekst adw. Marceliny Sosnowskiej-Rudnik, a dziś komentuje i tekst i sprawę zasiłków doktorantka PAN – Anna Żmijewska

Przyznam, ze z dużym zaskoczeniem przeczytałam artykuł Magdaleny Dubrawskiej „O co tyle krzyku?”. Autorska wskazuje, że w kontekście zasiłku macierzyńskiego „zmieni się jedynie sposób wyliczenia składek”

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy tak jest faktycznie?
Nic bardziej mylnego. Zmianie ulegnie sposób obliczenia zasiłku macierzyńskiego, a nie składek.
Według nowych zasad wymiar zasiłku macierzyńskiego będzie się obliczać w następujący sposób:

W przypadku opłacania składek przez co najmniej 12 miesięcy poprzedzających datę porodu – podstawę wymiaru zasiłku chorobowego będzie stanowić przeciętny miesięczny przychód za okres 12 miesięcy kalendarzowych, poprzedzających miesiąc, w którym powstała niezdolność do pracy – data porodu.

W przypadku odprowadzania dobrowolnych składek z tytułu ubezpieczenia chorobowego przez okres krótszy niż 12 miesięcy podstawę wymiaru stanowić będzie suma:

– przeciętnej miesięcznej najniższej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, po odliczeniu kwoty odpowiadającej 13,7% podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie chorobowe, z których przychód podlega uwzględnieniu do podstawy wymiaru zasiłku 

oraz

– kwoty stanowiącej iloczyn 1/12 przeciętnej kwoty zadeklamowanej, jako podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, w części przewyższającej najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, po odliczeniu kwoty odpowiadającej 13,7% podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie chorobowe, za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, z których przychód podlega uwzględnieniu w podstawie wymiaru zasiłku, oraz liczby tych miesięcy.

Co to oznacza w praktyce?
W praktyce oznacza to, że aby otrzymać pełny maksymalny zasiłek macierzyński po nowelizacji nie wystarczy opłacić jednej maksymalnej składki, ale konieczne będzie zapłacenie 12 maksymalnych składek tak jak faktycznie wskazała autorka artykułu „O co tyle krzyku?”.
Natomiast w sytuacji, gdy przyszła mama nie zdąży przed porodem opłacić 12 maksymalnych składek jej zasiłek macierzyński będzie obliczany według poniższego wzoru:

2375,40 – 325,4298 (13,7% z 2375,40) = 2049,9702 razy ilość miesięcy z maksymalnymi składkami plus 1/12 razy (9897,50 – 2375,40 ) – (13.7 z 7522,1) razy ilość miesięcy opłacania maksymalnych składek.
Powyższe uderzy przede wszystkim w kobiety, które po opłaceniu kilku maksymalnych składek pójdą na zwolnienie lekarskie np. z tytułu zagrożonej ciąży. A takich przecież jest coraz więcej.

Przedstawiony przykład zakłada, że przyszła mama przed zadeklarowaniem maksymalnych składek nie miała ubezpieczenia chorobowego lub przerwa między jej dotychczasowym ubezpieczeniem chorobowym w czasie którego opłacała niższe składki, a nowym była dłuższa niż 30 dni.
Po nowelizacji zmieni się bowiem jeszcze jedna rzecz. Jeżeli przerwa między poprzednim a nowym ubezpieczeniem chorobowym będzie krótsza niż 30 dni między, a maksymalne składki będą opłacane krócej niż 12 miesięcy np. 9, do wyliczenia wysokości zasiłku zostaną dodane z poprzedniego okresu ubezpieczenia „brakujące” miesiące – w tym wypadku 3.
Należy też dodać, że nowelizacja nie dotyczy wyłącznie zasiłków w maksymalnej wysokości, ale wszystkich wyższych niż przysługujące na podstawie najniższej podstawy wymiaru składek.

A 17 zł zasiłku macierzyńskiego?
Nie jest ono wynikiem nowelizacji ustawy. Już w chwili obecnej przyszłe mamy korzystające z preferencyjnych składek, jeśli nie podwyższą ich wysokości przed porodem otrzymają 300 zł zasiłku macierzyńskiego. Po opłaceniu składki na ubezpieczenie zdrowotne, która w okresie pobierania zasiłku macierzyńskiego jest obowiązkowa zostaje faktycznie około 17 zł.

Po nowelizacji, aby otrzymać  zasiłek pełny maksymalny zasiłek macierzyński mamy opłacające zus na preferencyjnych zasadach będą musiały opłacać wyższe składki przez 12 miesięcy tak jak inne mamy, które będą chciały otrzymać wyższy zasiłek macierzyński.

Czy zmiana jest zatem rewolucyjna?
Zdecydowanie tak.  Może niekonieczne w sytuacji kiedy kobieta może zaplanować ciążę lub jej ciąża przebiega bezproblemowo. Gorzej jeśli pojawiają się problemy.. Wówczas 17 złotych zasiłku macierzyńskiego stanie się zdecydowanie bardziej realne niż jest dziś.

————-
Anna Żmijewska
prawniczka, doktorantka Instytutu Nauk Prawnych Państwowej Akademii Nauk, specjalizujaca sie w prawie własności intelektualnej, prawie umów, e-commerce, prawie mody, prawie reklamy, prawie handlowym i danych osobowych.

Tekst Marceliny Sosnowskiej Rudnik: Jak wylać dziecko z kąpielą
Teksty Magdy Dubrawskiej: O co tyle krzyku?

Anna Żmijewska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Bez urzędów, bez kolejek. Nowoczesna rejestracja narodzin dziecka już działa

Zbliżenie na mamę przytulającą noworodka /Ilustracja do tekstu: Rejestracja narodzin dziecka przez internet już działa

Właśnie powitaliście na świecie nowego potomka lub dzieli was od tego momentu zaledwie kilka dni? Ministerstwo Cyfryzacji ma dobrą  informację: nie musicie spieszyć się do urzędu, by zarejestrować narodziny dziecka. Wystarczy do tego tzw. Profil Zaufany i kilka minut wolnego czasu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przepisy polskiego prawa nakładają na świeżo upieczonego rodzica obowiązek rejestracji narodzin dziecka. Mamy na to 21 dni; po tym czasie urzędnik może sam dokonać rejestracji, a przy tym… samodzielnie wybrać dziecku imię.

Tymczasem zmieniająca się sytuacja życiowa rodziców sprawia, że wielu z nich trudno jest połączyć obowiązki rodzinne z urzędniczą rzeczywistością. Ta zaś nieodłącznie wiąże się kolejkami, które ciągną się w nieskończoność i zabierają cenny czas. Aby wyjść rodzicom naprzeciw, 1 czerwca br. Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło nowa usługę, która pozwoli dokonać rejestracji narodzin dziecka przez internet – bez konieczności wychodzenia z domu.

CZYTAJ TEŻ: Przerwane objęcia. Gdy macierzyństwo wyliczane jest w symbolicznych dawkach

Rejestracja dziecka przez internet – krok po kroku

Aby zarejestrować narodziny dziecka przez internet, należy wejść na stronę www.obywatel.gov.pl, wybrać usługę „Dzieci”, a następnie „Zgłoś urodzenie dziecka”. Gdy się zalogujemy, system poprosi nas o potwierdzenie, że jesteśmy rodzicami dziecka, a następnie zweryfikuje, czy podane dane są prawidłowe.

W kolejnym kroku zyskamy możliwość zarejestrowania nowo narodzonego potomka. Potrzebne będą do tego:

  • dane szpitala, w którym dziecko przyszło na świat,
  • ustalone przez parę imię dziecka,
  • dane pierwszego i drugiego rodzica.

Przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji zalecają też, by ustalić numer aktu małżeństwa lub urodzenia (jeśli nie pozostajemy w związku małżeńskim). Dzięki temu nasze dane będzie znacznie łatwiej zweryfikować w miejscowym urzędzie stanu cywilnego.

Następnie należy wybrać adres, pod którym chcemy zameldować dziecko, oraz sposób odbioru dokumentów. Do wyboru mamy:

  • skrzynkę na ePUAP,
  • odbiór osobisty,
  • przesyłkę pocztą tradycyjną.

Ostatni krok to podgląd wniosku i złożenie podpisu, posługując się Profilem Zaufanym. I… gotowe!

Uwaga: Jeśli nie mamy jeszcze Profilu Zaufanego, informacje niezbędne do jego założenia możemy znaleźć na tej stronie.

Zdążysz w trakcie dziecięcej drzemki

Do tej pory zarejestrowanych przez internet zostało już 300 dzieci. Jak zapewniają przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji, cała procedura jest krótsza niż poobiednia drzemka malucha.

A ile czasu wy spędziliście na rejestracji? Czekamy na wasze komentarze!

Źródło: gov.pl/cyfryzacja

POLECAMY RÓWNIEŻ: Premie za szybkie urodzenie dziecka i emerytura za czwórkę dzieci. To założenia programu „Mama+”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością [PODCAST]

Mieć wszystko pod kontrolą. Każdy swój krok, każe zadanie wypełniać na 101 procent. Nawet starania o dziecko muszą przebiegać tak, jak zakłada idealny plan. Perfekcjonizm – w zderzeniu z rzeczywistością boli. W zderzeniu z niepłodnością, potrafi być nie do uniesienia. Czy dostrzegasz w sobie taką cechę?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się, że chęć perfekcyjnego realizowania każdego celu jest czymś dobrym. Skąd zatem tak wiele trudnych emocji, frustracja i zmęczenie, w momencie, gdy okazuje się, że świat nie do końca chce z nami i naszym planem „współpracować”? Perfekcjonistyczne schematy mogą uruchamiać się także w walce z niepłodnością. Co się z nimi wiąże? Jak mogą wpłynąć na twoje życie? Jak sobie z nimi radzić?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo nie musisz konfrontować się z trudnymi tematami w samotności.

 

Zobacz też:

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co wpływa na twoje hormony? Te przedmioty stosujesz na co dzień!

Współczesny świat składa się z coraz większej ilości substancji, które mogą w szkodliwy sposób oddziaływać na nasze zdrowie. O ile jesteśmy już w miarę świadomi wpływu słynnych „E” w jedzeniu, to wciąż mało kto zwraca uwagę np. na otaczające nas przedmioty codziennego użytku. Oto kilka z nich, które mogą niszczyć nasz układ hormonalny – wiedziałaś?!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego jest się czym martwić?

Toksyczne chemikalia w naszym codziennym życiu zwane „ksenoestrogenami”, znajdujące się m.in. w tworzywach sztucznych, kosmetykach, podpaskach, a nawet wodzie, mogą naśladować estrogeny. Wykazują one bowiem zdolność do wchodzenia w interakcje z układem hormonalnym i wpływ na jego funkcjonowanie. Może powodować to np. problem z płodnością, trudności w koncentracji, czy nawet zwiększone ryzyko nowotworów.

Największe ryzyko wiąże się z Bisfenolem-A (BPA), który znajduje się w składzie m.in. plastikowych pojemników, butelek wody, czy puszek. Jest też składnikiem niektórych kosmetyków lub sprzętów codziennego użytku, takich jak szczoteczki do zębów. Jedne z badań przeprowadzonych w USA wykazało, iż ponad 90 proc. populacji ma w sobie mierzalne ilości właśnie BPA!

Jeśli weźmiemy więc pod uwagę, iż BPA ma budowę zbliżoną do estrogenów, to nic dziwnego, że oddziaływać może np. na mniejszą aktywność jajników, czy na gorszą jakość spermy i obniżoną aktywność seksualną u mężczyzn. Eksperci wskazują też na korelację BPA z takimi problemami, jak przyrost wagi, endometrioza, czy też rak piersi.

Niewiele wiemy na temat chemikaliów modyfikujących hormony, ale nasza rosnąca ekspozycja na nie stanowi powód do niepokoju” – słowa dr Channa Jayasena, wykładowczyni i konsultantki endokrynologii reprodukcyjnej w Imperial College London, cytuje „Daily Mail”

1.Woda w plastikowych butelkach

Badania dowiodły, że ten jakże wygodny codzienny wybór, trzeba dobrze przemyśleć. Okazuje się bowiem, że nawet „90 proc. najpopularniejszych na świecie marek wody w butelkach, zawiera kawałki mikroplastiku, które są na tyle małe, iż mogą być przyswojone i wchłonięte przez ludzki organizm” – opisuje najnowsze doniesienia „Daily Mail”.

Testy, na prośbę jednej z organizacji dziennikarskich, przeprowadzili naukowcy ze State University of New York in Fredonia. Stwierdzili oni, iż wyniki stężenia sięgają nawet 10 000 kawałków plastiku na każdy litr wody!

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła niedawno, że przeprowadzi przegląd potencjalnego ryzyka związanego z tworzywami sztucznymi w wodzie pitnej i chociaż skontaktowano się z firmami produkującymi butelki z wodą, utrzymują one, iż stoją na straży wysokiej jakości i bezpieczeństwa swoich produktów” – czytamy.

Jak z tym walczyć?

Jeśli weźmiemy pod uwagę plastikowe pojemniki na żywność, należy zwrócić uwagę, czy znajduje się na nich napis „wolne od BPA”. Należy także unikać umieszczania w plastikowych pojemnikach gorących potraw, podgrzewania ich w mikrofalówce, mycia w zmywarce, czy też pozostawiania plastikowych butelek na słońcu. Wszystko to może uwalniać szkodliwe chemikalia. Zamiast tego, jeśli tylko mamy okazję, używajmy szklanych butelek, a gotujmy oraz przechowujmy pożywienie w szklanych, ceramicznych, lub wykonanych ze stali nierdzewnej, pojemnikach.

2. „Plastikowy” papier

Lśniąca powłoka na paragonach, produkty sanitarne, takie jak wkładki higieniczne, czy podpaski, a nawet serwetki… to wszystko może dostarczać nam kolejnych dawek BPA. Tym bardziej, że skóra bardzo skutecznie pochłania chemikalia, co tylko zwiększa obciążenie naszego organizmu toksynami.

Co może pomóc?

Należy wybierać produkty organiczne i takie, które oznaczone są, jako niezawierające dioksyn – dotyczy to np. podpasek, które nie są ani wybielone, ani zafarbowane. Jeśli zaś chodzi o serwetki, może warto postawić na te wykonane z naturalnych materiałów? Dodatkowo są wielorazowego użytku, za co przy okazji podziękuje nam środowisko.

3. Wypełnienia dentystyczne

Okazuje się, że możemy mieć BPA nawet w… zębach! Jedne z badań wskazują, iż substancja ta może wpływać m.in. na problemy behawioralne wśród dzieci. Te, które posiadały wypełnienia wykonane właśnie z substancji zawierającej BPA, wykazywały większe problemy w porównaniu do swoich rówieśników, które takich wypełnień nie miały. Na szczęście jednak coraz więcej stomatologów stawia na środki, które są „BPA free” (wolne od BPA).

Co robić?

Przy kolejnym leczeniu, zapytaj dentystę o to, jakie wypełnienia stosuje. Świadome podejście jest podstawą!

4. Kosmetyki

Często pojawiającymi się w kontekście kosmetyków substancjami są parabeny. Już w latach 90-tych zostały one zidentyfikowane właśnie jako ksenoestrogeny, a „w 2004 roku brytyjska badaczka znalazła je w komórkach raka piersi” – podaje „Daily Mail”. Gdzie możemy je znaleźć? Są to np. kremy, balsamy do ciała, pomadki, czy szampony do włosów.

Nie jest to jednak jedyna substancja wykorzystywana w kosmetykach, która ma działanie estrogenopodobne. Jest to także np. laurylosiarczan sodu (SDS, SLS), który powoduje spienianie produktów, takich jak żele pod prysznic, mydła, czy szampony właśnie. Używanie tego typu kosmetyków może powodować nie tylko zaburzenia hormonalne, ale też podrażnienia skóry, oczu, czy generalnie zwiększenie poziomu toksyn w organizmie.

Ftalany i parabeny działają też niekorzystnie na produkcję testosteronu, który jest niezbędny do wykształcenia się męskich cech płciowych. Parabeny wpływają także na zmniejszoną ruchliwość plemników oraz podwyższony testosteron. Ftalany również niekorzystanie wpływają na ruchliwość plemników, ale także potwierdzono ich skutek antyandrogenny. Naruszają równowagę hormonalną kobiety i niszczą DNA w nasieniu” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Jak sobie z tym radzić?

Trzeba sprawdzać na etykietach, czy produkty są „wolne od parabenów” lub „wolne od siarczanów”. Jest ich coraz więcej na rynku i tylko od naszej świadomości oraz nieco większego wysiłku – przeczytanie etykiety! – zależy, czy będziemy z nich korzystać.

 

Pomocne wskazówki:

Jedzmy brokuły – warzywa kapustne, takie jak kalafior, czy właśnie brokuły, pomagają w detoksykacji estrogenopodobnych substancji z wątroby.

Siemię lniane – dołączmy je do naszej diety! Pomoże ono w walce z zaparciami, które mogą zaburzać równowagę hormonalną. Spowolniona jest bowiem praca jelit, a tym samym także wydalanie hormonów pochodzących z pożywienia.

Źródło: „Daily Mail”

 

Zobacz też:

Używasz kosmetyków z drogerii? Uważaj, to może szkodzić płodności!

Jedzenie a zaburzenia gospodarki hormonalnej

Woda dla chorych na Hashimoto? Sprzedają ją w Polsce!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Masz nadwagę lub palisz? Sprawdź, jaki ma to związek z PCOS u twojej córki!

Szczęśliwa kobieta w ciąży stoi przy altance ogrodowej i trzyma się za brzuch /Ilustracja do tekstu: PCOS a nadwaga i palenie w czasie ciąży
Fot.: Omar Lopez /Unsplash.com

PCOS, czyli zespół policystycznych jajników, to zaburzenie gospodarki hormonalnej, które występuje już u co 10 kobiety i w większości przypadków prowadzi do upośledzenia płodności. Choć wcześniej podejrzewano, że schorzenie ma podłoże genetyczne, naukowcy odkryli, że w rzeczywistości może być skorelowane ze stanem zdrowia matki podczas ciąży.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Coraz więcej badań wskazuje na to, że przyczyn PCOS u kobiet należy doszukiwać się już na etapie życia płodowego, a ściślej – w czynnikach środowiskowych wpływających na jej matkę w czasie, gdy była ona w ciąży. Te wnioski potwierdzają najnowsze analizy przeprowadzone przez szwedzkich naukowców z Uniwersytetu w Uppsali, które w czerwcu opublikowano w „British Journal of Obstetrics and Gynaecology”.

ZOBACZ TAKŻE: Myo-inozytol – sprzymierzeniec w walce z PCOS

PCOS a nadwaga matki – istnieje istotny związek

Zespół pod kierownictwem dr Heiddis Valgeirsdottir przestudiował dane dotyczące ciąż wszystkich kobiet, które w latach 1982-1995 urodziły córki w Szwecji. Następnie prześledzono historię medyczną córek, z których najstarsze mają aktualnie powyżej 30 lat.

Na podstawie pozyskanych danych naukowcy odkryli, że córki kobiet, które w okresie ciąży miały nadwagę, były o 1,5-2 razy bardziej podatne na zdiagnozowanie PCOS niż te, których matki zachowały w tym czasie prawidłową wagę.

Jak wyjaśniają badacze, nadwaga i otyłość wiążą się ze zwiększoną produkcją insuliny; to zaś wpływa na zwiększenie poziomu innych hormonów, m.in. testosteronu.

CZYTAJ TEŻ: 5 wskazówek, jak schudnąć przy PCOS

PCOS a palenie w czasie ciąży

Szwedzi wykazali też, że ryzyko PCOS u dziewcząt dodatkowo zwiększa się, gdy matki paliły w czasie ciąży. Córki kobiet, które w czasie ciąży wypalały 1-9 papierosów dziennie, były 1,3 razy bardziej podatne na rozpoznanie zespołu policystycznych jajników niż dziewczęta, których mamy unikały palenia w ciąży.

Kierująca badaniami dr Heiddis Valgeirsdottir uważa, że dym papierosowy może wywoływać uszkodzenia jajników u rozwijającego się płodu.

– Nasze badanie pokazuje jedynie związek [pomiędzy PCOS a nadwagą i paleniem w czasie ciąży – przyp. red.]; nie można na jego podstawie opracować jeszcze ostatecznych wniosków dotyczących przyczyn i skutków. Doradzamy jednak ciężarnym, aby rzuciły palenie i zadbały o wagę, by zmniejszyć ryzyko wystąpienia PCOS u córek – podkreśla dr Valgeirsdottir.

Źródło: ncbi.nlm.nih.gov, rcog.org.uk, PAP

POLECAMY RÓWNIEŻ: PCOS a starania o dziecko. Kiedy zgłosić się do lekarza?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.