Przejdź do treści

O adopcji z Magdą Modlibowską

Magda Modlibowska, autorka książki „Odczarować adopcję” i redakcyjna koleżanka, odpowiada na nasze pytania.

Jakby opisała pani adopcję osobie, która nie ma o niej żadnego pojęcia, nie wie czym jest?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja to przyjęcie dziecka do rodziny, tyle tylko, że urodziło się ono w innej rodzinie biologicznej. Tak należy to rozumieć. Dla osób starających się może być to  jedna z opcji zostania rodzicami. Oczywiście nie dla każdego, tylko tych, którzy są zdolni przyjąć dziecko z jego historią. To jest po prostu wejście w rodzicielstwo.

Czy warto mówić o adopcji, szczególnie w debacie publicznej?Co to zmienia dla dzieci i rodziców adopcyjnych?

Zawsze warto mówić o czymś, co jest dobre, pożądane, a mało znane. Natomiast, trzeba osobiście rozsądzić, jaką cenę się płaci. Jeśli patrzymy globalnie na to jak niewiele mówi się o adopcji, na wypowiedzi laików, którzy chętnie mówią, ale tak naprawdę mało wiedzą, to oczywiście warto. Wtedy będzie łatwiej przede wszystkim, tym rodzinom, które  – tak jak moja – są na całe życie związane przymiotnikiem: adopcyjna. Będę miała lepszy odbiór społeczny, będę czuć się lepiej w środowisku, które wie, co to adopcja, niż w tym, które nie wie.

W mediach mainstreamowych pokazuje się jednak adopcję trochę inaczej, np. w ostatniej edycji Top Model brał udział chłopak, który otwarcie powiedział, że jest adoptowany. Jurorzy zareagowali pozytywnie, wzruszyli się. Komentarze widzów były też bardzo empatyczne.

Na pewno odbiór adopcji jest inny, ale obraz – nie wiem. To, że jest coraz więcej mowy na ten temat w mediach czy w ogóle,  na pewno jest bardzo dobre. Zwróćmy jednak uwagę, w jakich kontekstach on pada. Prawidłowe postrzeganie adopcji to zobaczenie w niej rodzicielstwa. Rodzicielstwa, które jest pełne wyzwań, radości, ale rodzicielstwa – a nie bohaterstwa, szczególnej odwagi wzięcia obcego dziecka, wychowania go. To „obce dziecko” bardzo często się pojawia. Jeżeli ludzie będą dobrze wiedzieli, jak definiować adopcję, będą wtedy takie wyznania, o których wspomniałaś, odbierać naturalnie, a nie przez obraz heroicznego altruizmu albo obowiązkowej wdzięczności dziecka wobec adopcyjnych rodziców. Na razie brakuje rzetelnego mówienia o adopcji przez ekspertów i specjalistów. Kobieta planująca zajść w ciążę, ma podręczniki i ulotki, cały sztab marketingowy stoi już gotowy, by jej pomóc. Tego nie ma w przypadku adopcji, zostaje dzwonienie do ośrodka, idzie się na spotkanie i sprawa się kończy.

Zanim podjęła pani decyzję, co pani wiedziała?

Mniej więcej tyle, co wszyscy inni, czyli niewiele więcej (śmiech). Aczkolwiek ja chwilę wcześniej zastanawiałam się nad tym, że w ogóle fajnie by było adoptować dziecko. Wynikało to z chęci posiadania dużej rodziny i myślenia, że nie wszystkie dzieci muszę urodzić. Gdzieś to było, ale nigdy nie wchodziłam w szczegóły, czym adopcja dokładnie jest.

Kiedy pojawiła się myśl „Chcę adoptować dziecko?”

Luźno z mężem rozmawialiśmy na samym początku, że chcemy mieć dużo dzieci. Byliśmy natomiast małżeństwem z dość pokaźnym stażem, całkiem dobrym wyposażeniem, konta i kariery pozaliczane. Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie to główne marzenie. Przeszliśmy wszystkie możliwe badania, ponieważ natura nie dawała odpowiedzi. Wtedy wróciła myśl o adopcji.

Szybko podjęła pani kolejne kroki – ale chyba nie wszyscy tak robią.

Po prostu zaczęłam działać. Tylko to nie jest też dobre dla każdego. Ośrodki adopcyjne dają dużą swobodę, jakieś ramy czasowe i terminy na spotkania, szkolenia, ale jeśli rodzice potrzebują więcej czasu , to  go dostają.

Dlaczego nie brała pani pod uwagę innych możliwości, by zostać mamą – np. in vitro ?

In vitro wydawało mi się za dużą ingerencją w organizm. Jestem umiarkowaną naturalistką i jeśli mój organizm mówi, że on czegoś  nie chce, to robi to  z jakiegoś powodu. Uderzyło mnie jednak, że lekarze gratulowali mi wspaniałego stanu zdrowia, płodności – wszystko miałam idealne. Mój mąż także. Byliśmy tacy idealni. Tak sobie pomyślałam „Ok, teraz, żeby zajść w ciążę, jeśli rozpatrywalibyśmy in vitro, musiałabym zburzyć ten idealny porządek”. Prawdę mówiąc, było mi tego szkoda. Poza tym myślę, że znaczenie ma to, że wcześniej były rozmowy o adopcji – blade, niewyraźne, przy spacerze z psem, ale były zakotwiczone.

Czy konsultowała się pani z rodziną, przyjaciółmi?

Nie w momencie, kiedy podejmowaliśmy decyzję. Moja przyjaciółka, u której zresztą wykonywaliśmy telefony, była jedyną osobą, która wiedziała, że naprawdę zaczynamy działać. Później, kiedy proces był już na zaawansowanym etapie, zorganizowaliśmy kolację dla rodziny i ogłosiliśmy informację o ciąży adopcyjnej.

Fajne określenie!

Adopcja nie jest tym samym, co biologiczne macierzyństwo, ale ma tę samą moc i wartość. Trzeba to podkreślać, że daje szczęście i  również potrzebuje wsparcia.

Jak otoczenie zareagowało na pani decyzję?

Moja mama się popłakała, teściowa zaczęła bić brawo. Pierwsze wrażenie było więc bardzo przyjemne. Potraktowaliśmy to jako ogłoszenie ciąży i myślę, że tak zostało ono odebrane. Nikt poza rodziną nie wiedział o adopcji.

Zastanawiałam się nad kwestią momentu w ośrodku, kiedy określa się swoje preferencje, które trochę kojarzą mi się z zakupem towaru.

To wygląda tak, jakby rodzice szli i mówili: To my poprosimy dziecko takie i takie. Spotkanie mówiące o oczekiwaniach  jest dużo szersze, pozwala sobie uświadomić, czy faktycznie jesteśmy gotowi na przyjęcie jakiegoś dziecka i co musiałoby się zadziać, że je przyjmiemy. Jeśli całe życie marzyliśmy o dziewczynce, to nie mówmy, że wszystko nam jedno. Określenie jest bardzo ważne – ośrodek daje na to dwie szanse. Pierwsze spotkanie , na początku procedury dotyczy preferencji, później po zakończeniu szkolenia rodzice rozszerzają często swoje oczekiwania wobec dziecka.

Jaki jest cel ośrodka?

Przede wszystkim znaleźć rodzinę dla DZIECKA, nigdy odwrotnie.To, że coś mówimy, nie oznacza, że pracownik ośrodka wyjmie katalog, z którego wybierzemy idealne dziecko. Użyłabym prostego przykładu, który może to dobrze uzmysłowić: Jeżeli widzę, że malec intelektualnie nie będzie orłem, to dawanie mu rodziców stawiających na karierę, z oczekiwaniami, że ich dziecko skończy Harvard, będzie krzywdą dla tego dziecka. Natomiast dając mu rodziców, którzy mówią: Nam jest wszystko jedno, byle było szczęśliwe i zdrowe, wtedy zmienia to postać rzeczy. Dziecko musi pasować do obrazka w głowie rodziców. Pracownicy ośrodka powinni jak najlepiej poznać ten obrazek, żeby potem go dobrze dopasować do potrzeb i możliwości dziecka.

Wydaje mi się, że przyszli rodzice próbują jak najlepiej wypaść podczas rozmowy – czy to dobrze?

Najważniejsze jest, by być autentycznym. Jeśli mam naturę osoby dynamicznej, to nie będę udawać flegmatyka, bo taka po prostu jestem. Nie ukrywam, że warto mieć zaufanie do procesu adopcyjnego. W ośrodkach pracują eksperci, którzy wiedzą, jak rozmawiać, żeby wydobyć tę autentyczność. Nie ma szansy, żeby po przejściu przez proces, rodzice byli kompletnie niezidentyfikowani.

A czy kandydaci powinni się bać podejrzliwości, niechęci ze strony pracowników ośrodka?

Ludzie są różni. Nie mogę zagwarantować, że wszyscy są mili i sympatyczni. Komuś będzie odpowiadała pani Ania, a innej osobie pani Kasia. Myślę, że ważne jest, by popatrzeć na to tak, że po prostu chcemy się dogadać i czuć się bezpieczni. Ważne jest też pozytywne nastawienie kandydatów, poszukanie w drugiej osobie partnera do rozmowy. Pamiętajmy, że nie jesteśmy oceniani pod kątem: dobry / zły, ale JAKI.

Poznała pani przeszłość swoich dzieci – nie przerażała pani?

W moją rodzinę jest wpisana jeszcze jedna para rodziców, koniec kropka. Oczywiście, byłam przerażona, ale przyjęłam dzieci z dobrodziejstwem inwentarza. To kwestia bezwarunkowej miłości wobec dziecka. Tylko kiedy jestem w ciąży, kocham je już od iskierki, którą sama wzbudziłam.  A w adopcji  muszę pokochać bezwarunkowo ze wszystkim tym, co było wcześniej. Rozszerzam uczucie na historię dziecka. Jeżeli jesteśmy gotowi to zrobić, wtedy są większe szanse, że adopcja będzie szczęśliwa.

fot. Monika Motor

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Adopcja płodu przez telefon? Aplikacja „Adoptuj Życie” nowością w kręgach pro-life

Aplikacja Adoptuj Życie
fot. adoptujzycie.pl

Duchowa adopcja płodu i modlitwa przez dziewięć miesięcy – to propozycja Fundacji Małych Stópek, która wypuściła właśnie na rynek aplikację na smartfony o nazwie Adoptuj Życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aplikacja dostępna jest w dwóch wersjach językowych, korzystać z niej mogą użytkownicy telefonów z systemem Android oraz iOS.

Duchowa Adopcja Dziecka polega na indywidualnej lub publicznej modlitwie wstawienniczej. Przez 9 miesięcy użytkownik aplikacji bierze pod opiekę nieznane, poczęte dziecko, „którego życie jest zagrożone aborcją” – czytamy w opisie.

Osoba podejmująca się takiego zobowiązania przez dziewięć miesięcy odmawia jedną dziesiątkę różańca i modlitwę w intencji duchowo adoptowanego dziecka.

Zobacz także: Modlitwa o dziecko. Czy modlitwa dla starających się o dziecko może pomóc?

Aplikacja Adoptuj Życie – co w niej znajdziemy?

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonie ukazuje się następujący komunikat:

Oto Twój mobilny asystent podjętej przez Ciebie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Będzie Ci towarzyszyć przez 9 miesięcy trwania modlitwy pomagając wywiązać się z Twojego modlitewnego zobowiązania. Za pomocą grafik przedstawiliśmy każdy z 40 tygodni rozwoju prenatalnego dziecka. Dodatkowo zamieściliśmy oryginalne zdjęcia USG oraz echo serca z kolejnych etapów rozwoju. Dzięki temu możesz śledzić wzrost dziecka przez cały czas trwania Duchowej Adopcji i edukować swoje środowisko, jak wygląda człowiek w rozwoju prenatalnym.

Oprócz tych informacji twórcy aplikacji przygotowali również rozważania różańcowe na każdy dzień. Użytkownicy codziennie będą również mogli przeczytać krótki komunikat – myśli dziecka „adekwatne do danego momentu rozwojowego”. Twórcy aplikacji twierdzą, że tego typu komunikaty pomogą uwrażliwić ludzi na poczęte życie.

Zobacz także: Patron niepłodnych. Do których świętych modlić się o ciążę?

Módl się i płać

Oprócz codziennej modlitwy i rozważań różańcowych znajdziemy jeszcze dwie inne zakładki. Jedną z nich jest „Przyrzeczenie”. Użytkownik zobowiązuje się w tym miejscu do codziennej modlitwy o uratowanie życia nienarodzonego dziecka oraz sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

W kolejnej zakładce „Twój Dobry Uczynek” również zobowiązujemy się do codziennej modlitwy, do której dołączyć można dobrowolne postanowienie, np. post, wyrzeczenie, czy uczynek miłosierdzia. Jeżeli użytkownik nie ma pomysłu na dobry uczynek, z pomocą przychodzą twórcy aplikacji.

Na dole strony pogrubionymi literami możemy przeczytać komunikat: „Wystarczy, że wpłacisz 10 zł na konto Fundacji, a za nie zakupione zostanie 20 pieluch jednorazowych i przekazanych dzieciom uratowanym od aborcji”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dlazycia.info/premiera-aplikacji-adoptuj-zycie/

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

oszustwo adopcyjne
fot. Pixabay

Para była niezwykle szczęśliwa, kiedy dziewczynka z Ugandy zamieszkała z nimi. Gdy po sześciu miesiącach małżeństwo poznało historię dziecka, było w szoku. Zdecydowali się odesłać dziewczynkę do jej ojczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jessica i Adam Davis z amerykańskiego stanu Ohio mieli czworo dzieci. Pragnęli jednak przyjąć do swojego domu jeszcze jedno dziecko.

Rozpoczęli procedurę adopcyjną za pośrednictwem instytucji European Adoption  Consultants (EAC), starając się o przysposobienie dziewczynki z małej wioski w Ugandzie. Za usługę zapłacili EAC 15 tys. dolarów.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Pierwsze spotkanie i podróż do Ameryki

Organizacja poinformowała małżeństwo, że ojciec dziecka zmarł, a matka zaniedbywała swoje rodzicielskie obowiązki. Nic nie stało zatem na przeszkodzie do adopcji.

W kwietniu 2015 roku para przyleciała do Ugandy, aby spotkać się z 5-letnią Matą. – Przebywała w sierocińcu, nie było tam żadnych zabawek, a w oknach zamontowane były kraty – wspomina Jessica. Po spotkaniu dziewczynka wyruszyła z Davisami do nowego domu w Stanach Zjednoczonych.

Mata rozpoczęła naukę języka angielskiego i po sześciu miesiącach była już w stanie opowiedzieć rodzicom swoją historię. Nie mogli uwierzyć w to, co usłyszeli.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Oszustwo adopcyjne

Zgodnie ze słowami Maty, wszystkie informacje podane przez EAC były fałszywe. Dziewczynka zapewniała, że w ojczystym kraju miała troskliwą matkę i nigdy nie była maltretowana.

Jessica i Adam prześledzili historię Maty i zdali sobie sprawę, że padli ofiarą adopcyjnego oszustwa. Choć ta decyzja nie była łatwa, Davisowie postanowili odwieźć dziewczynkę do biologicznej mamy.

Na miejscu Jessica i Adam dowiedzieli się, że matka dziewczynki również została oszukana. Ośrodek poinformował kobietę, że jej dziecko wyjeżdża tylko na kilka lat do Ameryki, gdzie Davisowie będą sponsorować jej edukację. Matka Maty nie zdawała sobie sprawy, że podpisując dokumenty, zrzeka się praw rodzicielskich.

Historia Maty to nie jedyny przypadek oszustwa adopcyjnego. Co roku wiele rodzin pada ofiarą tego typu oszustw, a dzieci odbierane są niczego nieświadomym rodzicom.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.ntd.tv

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.