Przejdź do treści

Wygląda jak ciąża, ale to nowotwór. Wycięty guz ważył aż 60 kg!

nowotwór jajnika
fot. Fotolia

38-latka wyglądała jakby była w ciąży z wieloraczkami. W rzeczywistości kobieta miała jednak nowotwór jajnika, który ważył niemal 60 kg i miał średnicę blisko jednego metra. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

U 38-letniej nauczycielki z Connecticut w listopadzie 2017 roku zdiagnozowano nowotwór jajnika, który zaczął powiększać się w zastraszającym tempie ok. 4,5 kg tygodniowo.

Zobacz także: Rak jajnika – jakie badania laboratoryjne należy wykonać?

Nowotwór jajnika uciskał naczynia krwionośne

Chociaż nowotwór okazał się łagodny i nie rozprzestrzenił się poza jajnik, uciskał naczynia krwionośne, co zagrażało życiu kobiety.

W pewnym momencie chora nie była już w stanie chodzić i jeść. Guz zmniejszał pojemność żołądka i utrudniał pracę układu trawiennego.

14 lutego 2018 roku w Danbury Hospital w Connecticut lekarze przeprowadzili pięciogodzinną operację, podczas której udało im się usunąć guza.

Zespół złożony z 12 chirurgów musiał również wyciąć lewy jajnik i jajowód. Macica i drugi jajnik zostały nienaruszone, dzięki czemu kobieta ma jeszcze szansę na zajście w ciążę.

Zobacz także: „Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

To nie najcięższy nowotwór usunięty z ciała człowieka

Choć operację przeprowadzono na początku tego roku, informację podano do mediów dopiero teraz. Lekarze chcieli mieć pewność, że cała procedura zakończyła się pełnym sukcesem.

I rzeczywiście, można tu mówić o sukcesie, ponieważ 38-letnia nauczycielka wróciła niedawno do pracy.

Masa guza wciętego z ciała Amerykanki robi wrażenie, nie jest jednak rekordowa. W 1991 roku w szpitalu Stanford lekarze usunęli nowotwór jajnika o masie ponad 137 kg!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: CNN, medexpress.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Test prenatalny Panorama. Szacuje ryzyko wystąpienia wad i określa płeć dziecka już od 9. tygodnia ciąży

Każda przyszła mama chciałaby znać prawdopodobieństwo wystąpienia ewentualnych wad u swojego dziecka. Większość ciężarnych pragnie również jak najszybciej poznać płeć maluszka. Dzięki temu nieinwazyjnemu testowi jest to możliwe.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Panorama to nieinwazyjny test DNA dostarczający ważnych informacji na temat ciąży już w jej dziewiątym tygodniu.

– Powala on na oszacowanie ryzyka wystąpienia trisomii płodu w chromosomach 21., 18. i 13. – wyjaśnia Marcin Kalęba, Product Manager Synevo. – Pozwala też na określenie płci dziecka oraz występowanie popularnych mikrodelecji, w tym zespołu Di George’a, zespołu Angelmana, zespołu Cri du Chat – dodaje.

Wykonanie nieinwazyjnego testu DNA Panorama polega na pobraniu krwi matki.  – Na podstawie wolnokrążącego DNA dziecka, znajdującego się w krwi matki, jesteśmy w stanie ocenić ryzyko występowania wad trisomii, mikrodelecji lub też stwierdzić płeć dziecka –  mówi Marcin Kalęba.

Zobacz także: Cytologia i HPV przed ciążą – czemu służą te badania?

Jak sprawdzić płeć dziecka? Wypróbuj test prenatalny Panorama

Badanie to można wykonać od 9. tygodnia ciąży. – Najczęściej wykonywane ona jest pomiędzy 9. a 14. tygodniem ciąży – zaznacza ekspert Synevo.

Od tego momentu można również za pomocą testu Panorama poznać płeć dziecka. Co ciekawsze, test ten daje możliwość poznania płci dzieci pochodzących z ciąży bliźniaczej.

Test Panorama to również jedyny test prenatalny na rynku, który pozwala określić, czy ciąża jest monozygotyczna (jednojajowa) czy dizygotyczna (dwujajowa).

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Logo Synevo

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Książka „Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei”

Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością
fot. www.empik.com

Co dzieje się z psychiką kobiety walczącej z niepłodnością? Jaką rolę w tej walce może odegrać psycholog? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w książce „Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei” autorstwa Aleksandry Dembińskiej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W Polsce jest około 9 milionów kobiet w wieku rozrodczym, z czego szacuje się, że kłopoty z poczęciem może mieć do 25 proc. par. Książka „Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei” skupia się na psychologicznych problemach związanych z doświadczaniem niepłodności.

Uwzględnia przy tym wszystkie możliwe sposoby radzenia sobie z problemem – zarówno leczenie, jak i decyzję o pozostaniu bezdzietnym oraz adopcję. To lektura dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć, za jaką cenę kobiety podejmują oraz kontynuują terapie medyczne, a czasem zaprzestają ich na rzecz alternatywnych wyborów.

Zobacz także: Jak się wspierać podczas starań o dziecko? Co radzi psycholog

„Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei”

Ta książka to również pozycja przydatna dla osób zawodowo wspierających pary w staraniach o dziecko: dla personelu medycznego (lekarzy, embriologów, położnych, pielęgniarek), pracowników ośrodków adopcyjnych, psychologów i psychoterapeutów, socjologów, pracowników socjalnych, duchownych i innych.

W książce tej znajdziemy:

  • Wyniki badań wyjaśniające mechanizmy radzenia sobie z niepłodnością
  • Wskazówki terapeutyczne dla praktyków
  • Autorskie narzędzia diagnostyczne, które posłużą w procesie konsultacyjnym na wszystkich etapach doświadczenia niepłodności

Autorką książki „Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei” jest Aleksandra Dembińska – doktor psychologii, bioetyk, wykładowca akademicki i praktyk. Swoje zainteresowania naukowe skupia w obszarze psychologii zdrowia, szczególnie wokół granicznych momentów życia: prokreacji i śmierci. Specjalnie dla portalu Chcemy Być Rodzicami, autorka opowiedziała o kulisach powstania książki.

Zobacz także: Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Skąd  zrodziła się inspiracja do napisania książki o tej tematyce?

A.D.:  Z napisaniem tej książki nosiłam się od wielu lat… jednak nigdy nie było czasu, nigdy nie było okazji, zawsze było coś ważniejszego. Iskrą zapalną stał się list od Pani Weroniki Skarżyńskiej (później Redaktorki Prowadzącej mojej książki) z Wydawnictwa Difin, zachęcający do rozpoczęcia intensywnych prac.

Materiał zgromadzony w książce, jest podsumowaniem mojej kilkunastoletniej pracy naukowej w obszarze niepłodności i kilkuletniej pracy jako psychologa praktyka. Wcześniej były to psychologiczne i medyczne konferencje naukowe w kraju i za granicą, na których przedstawiałam doniesienia z moich badań, na polskim gruncie.

Do 2018 roku opublikowałam kilkanaście artykułów naukowych, w tym kilka w bardzo prestiżowych redakcjach, byłam też autorem rozdziałów do książek  poświęconych psychologicznym zagadnieniom naszego życia.

W Polsce niewiele jest książek traktujących naukowo o psychologicznych problemach niepłodności, spośród nich niewiele jest tych, które kompleksowo i od strony psychologicznej zajmują się samymi kobietami, a jeszcze mniej odnosi się do polskich badań. Temat niepłodności, z powodów politycznych czy ideologicznych regularnie powraca w opinii publicznej. Wciąż budzi wiele emocji…

Skąd temat niepłodności? Studia psychologiczne i filozoficzne kończyłam tematyką śmierci i opieką hospicyjną, sporo poświęciłam umieraniu. Wtedy… 14 lat temu myśląc o tym, czym chciałabym dalej zajmować się w życiu zawodowym, i wiedząc, że będzie to ścieżka naukowa…, uznałam , że dla równowagi, mogę przyjrzeć się drugiemu granicznemu wydarzeniu w naszym życiu – narodzinom i poczęciu.

Wiedziałam, że tam emocji i problemów psychologicznych będzie wiele. Teraz z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że przerosło to moje przypuszczenia… Eksplorując temat, prowadząc wiele rozmów z kobietami, pacjentkami, odkrywałam coraz to szerszą przestrzeń zależności, wpływów, dramatów i radości , problemów i sposobów radzenia sobie z nimi.

Przez lata badań, zgłębiania tematyki, kontaktów zarówno z kobietami starającymi się, jak i tymi, które podjęły już decyzję o bezdzietności, z tymi które zostały mami, po wielogodzinnych rozmowach z personelem medycznym, podjęłam decyzję, że najwyższy czas skondensować wiedzę w jednym miejscu i podzielić się z czytelnikami.

Zobacz także: 6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

O czym jest i dla kogo jest Pani książka?

A.D. : Książka jest dla wszystkich…, którym nie jest obojętna tematyka niepłodności. Starałam w niej zawrzeć najważniejsze tezy poparte moim, autorskimi badaniami, aby każdy mógł skorzystać, od studenta psychologii, medycyny, socjologii i pokrewnych, poprzez zmagających się z niepłodnością, ale też poprzez tych którzy z niepłodnością zmagać się już nie muszą.

Starałam się poprzez lata pracy z otwartością i tolerancją podchodzić do poruszanych w niej zagadnień bez ideologii, bez uprzedzeń i moich osobistych poglądów. Mam nadzieje, że czytelnik oceni, że mi się to udało.

Choć muszę przyznać, że jeszcze przed samym drukiem książka wzbudziła małe poruszenie. Proszę zwrócić uwagę na tytuł „Psychologiczne aspekty zmagania się kobiet z niepłodnością. Wahadło nadziei” – został celowo tak rozbudowany, aby był jednoznaczny, aby wskazywał o czym jest ta monografia. Nie o mężczyznach, nie o parach małżeńskich, nie o niepłodności partnerskiej, nie o dualnej analizie, a o samych kobietach podczas tych niełatwych zmagań.

Badania w większości były sfokusowane na konkretną grupę badawczą – kobiety. Dlaczego Wahadło nadziei? To doskonała metafora, na której nazwę  wpadłam w prozaicznych okolicznościach – czynnościach domowych.  Metafora Wahadło nadziei pojawiła się już w mojej pracy doktorskiej, później ideę wahadła wygłosiłam publicznie w 2012 roku jako „Pendulum of hope” na Międzynarodowej Konferencji EHPS w Pradze, a w 2013 na łamach „Sztuki leczenia” pojawił się mój artykuł „Rola nadziei w pomocy psychologicznej kobietom leczącym niepłodność’, w którym wspominałam o wynikach badań hermeneutycznych, których stan labilności emocjonalnej był porównywany do wahadła nadziei.

Zobacz także: Jak zachować równowagę emocjonalną w czasie starań? Czy i jak o tym rozmawiać? Porady psycholog

A skąd pomysł na okładkę?

A.D.:  Okładka też ma swoją historię i nie jest przypadkowa. Na okładkę wykorzystany został fragment obrazu pana Leszka Kostuja, wyjątkowego artysty z Pleszewa, na którego twórczość natknęłam się przypadkowo w 2009 roku i od razu mnie urzekł.

Już wtedy pomyślałam sobie, że jeśli  kiedyś napiszę książkę to pan Leszek będzie miał w niej swój udział, nawet wtedy mu to napisałam… i po wielu latach tak też się stało. Za jego zgodą wykorzystałam jego obraz p.t. „Błękitna łza”, który w całości prezentuje się jeszcze lepiej…

Na okładce z uwagi na ilość dostępnego miejsca i konwencję serii Wydawcy, zdecydowałam się na tę wersję projektu okładki, która w mojej ocenie dobitnie odzwierciedla zawartość. Spotkałam się już z opiniami, że okładka jest mocna, zbyt wyrazista, ale dosadna. Taka jest, bo i doświadczenia kobiet zmagających się z niepłodnością są silne, niekiedy dramatyczne…

Red.: Czy kobiety i mężczyźni przeżywają niepłodność w ten sam sposób?

A.D.:  Na pewno nie, choć badania naukowe w tym względzie nie są jednoznaczne. Moja książka jest jednak o kobietach, jak one sobie radzą z niepłodnością, choć proporcje przyczyn niepłodności leżących po stronie kobiet i mężczyzn są podobne. Chciałam w swych analizach jak najgłębiej zanalizować jedną ze stron- kobiety.

Ponadto warto zwrócić uwagę, iż nawet jeśli przyczyna niepłodności leży po stronie mężczyzny- co zwykle stanowi wskazanie do metod in vitro- kobieta będąc zdrową przechodzi pełne procedury medyczne i z racji swej biologii ponosi większe koszty psychologiczne leczenia.

Zobacz także: Jak zachować optymizm w staraniach o dziecko? Radzą blogerki piszące o niepłodności

Red.: W jakim stopniu psycholog może pomóc parze zmagającej się z niepłodnością?

A.D.: Rola psychologa czy psychoterapeuty w medycynie szczególnie w realiach polskich to temat rzeka. Jest to szerszy problem. Odpowiedzieć trzeba na pytanie, w jakim stopniu psycholog może pomóc w przebiegu leczenia, czy jest dla niego miejsce… bo bezdyskusyjnie potrzeba jest.

Należy mieć na uwadze, że psycholog w medycynie nie tylko wspiera pacjentów, ale też lekarzy. Lekarze towarzysząc pacjentkom często w wieloletniej walce o wymarzone dziecko także doświadczają ogromnego obciążenia psychologicznego. Odhumanizowanie służby zdrowia, przekonanie, że lekarz nie musi posiadać umiejętności nawiązywania i podtrzymywania relacji interpersonalnych, jest w obecnych czasach nieporozumieniem.

Takie kompetencje interpersonalne, elementarz umiejętności stosowanych w interwencji kryzysowej jest dla personelu medycznego tym, co może chronić ich przed nadmiernym obciążeniem pracą i wypaleniem zawodowym.

Z drugiej strony kobiety, pacjenci, nie otrzymujący instytucjonalnego wsparcia na każdym etapie leczenia, znacznie gorzej sobie radzą. Staram się propagować bardziej przyjazny dla obu stron model współpracy w relacjach pacjent-lekarz, na co wyczulam tez moich studentów, omawiając z nimi przykłady różnych przypadków i okazując im problemy z różnych perspektyw.

Uważam, że wobec dylematów i problemów jakie niesie współczesna medycyna, także medycyna rozrodu, dla psychologa praktyka kluczowa staje się świadomość i neutralność bioetyczna. W tym obszarze, my psycholodzy, jesteśmy po to, by wesprzeć pacjentów, niezależnie od dokonywanych wyborów (naprotechnologia vs. in vitro, bezdzietność vs. adopcja) niezależnie od ocen światopoglądowych czy religijnych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

To urządzenie blokuje bóle menstruacyjne! Bez tabletek i skutków ubocznych

urządzenie na bóle menstruacyjne
fot. www.indiegogo.com

Czy miesiączka bez bólu jest możliwa? Tak i to bez zażywania środków przeciwbólowych! Przeczytajcie o urządzeniu Livia, czyli „wyłączniku bóli menstruacyjnych”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ponad 50 proc. kobiet cierpi na bóle menstruacyjne, przez które zażywa duże ilości środków przeciwbólowych. Dzięki temu gadżetowi faszerowanie się medykamentami stanie się przeszłością.

Firma Indiegogo stworzyła oryginalne urządzenie, które bez pomocy leków i bez żadnych skutków ubocznych pomoże zredukować miesięczny ból.

Zobacz także: Bolesne miesiączki zmorą wielu kobiet. To ból porównywalny do zawału serca!

Urządzenie na bóle menstruacyjne

– Livia łagodzi ból bez konieczności zażywania pigułek. Chodzi o to, by zamknąć tzw. „bramy bólu”. Urządzenie stymuluje nerwy, blokując ból – wyjaśnia prof. Bari Kaplan z Women’s Hospital Beilinson.

– Skuteczność Livii potwierdzono w kilku badaniach klinicznych i zdecydowanie polecam stosowanie urządzenia w celu złagodzenia bólów miesięcznych w dowolnym momencie – dodaje ekspert.

Zobacz także: Piekarnia, która robi słodycze na miesiączkowe bóle. Łakocie dostarczą do twoich drzwi

Jak to działa?

Livia to niewielkich rozmiarów urządzenie stymulujące mięśnie. Wyglądem przypomina nieco odtwarzacz MP3. Ma specjalny uchwyt, który można przymocować do spodni. Pozostaje niemal niewidoczne pod ubraniem.

Aby skorzystać z gadżetu należy przykleić na brzuchu dwa plasterki, połączone z urządzeniem kabelkiem. Obsługa Livii jest dziecinnie prosta. Aby ją uruchomić należy wcisnąć środkowy guzik, a następnie za pomocą bocznych przycisków kontrolować pulsowanie urządzenia, w zależności od skali bólu.

Livia przekazuje ciału impuls, który sprawia, że nerwy są „zajęte”. Oznacza to, że brama nerwu jest zamknięta i sygnał bólu nie może się do niego przedostać. W ten sposób nasz mózg jest oszukiwany i nie odczuwamy bólu.

Producent zapewnia, że stosowanie Livii jest bezpieczne i nie pozostawia żadnych skutków ubocznych.

Podoba wam się pomysł firmy Indiegogo?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: mylivia.com, tabliczni.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Czarni białe zdjęcie z sali porodowej: lekarze i noworodek w chwili narodzin /Ilustracja do tekstu: Przemoc, wyzwiska. Szokujący raport z oddziałów położniczych
Fot.: Patricia Prudente /Unsplash.com

„Nie drzyj się jak zwierzę”, „zamknij się”, „zrobić to miał kto, ale urodzić tez trzeba” – to tylko nieliczne komentarze, jakie można usłyszeć za zamkniętymi drzwiami polskich porodówek. Wyniki raportu przygotowanego przez Fundację Rodzić po Ludzku pokazują skandalicznie szeroki zakres nadużyć w opiece okołoporodowej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedstawiciele Fundacji Rodzić po Ludzku, autorzy raportu z monitoringu oddziałów położniczych, zapytali 10 tys. kobiet o ich opinie na temat opieki okołoporodowej, którą otrzymały w Polsce. Eksperci organizacji skupili się przede wszystkim na relacji personel medyczny – kobieta. Diagnoza, postanowiona na podstawie uzyskanych głosów, nie pozostawia złudzeń: na polskich oddziałach szpitalnych zdarzają się sytuacje niezgodne z obowiązującymi przepisami, nadużycia, a nawet przemoc: fizyczna, psychiczna i słowna.

Prawo do intymności – nie dla każdego

Jednym z podstawowych praw pacjentki, która korzysta z opieki okołoporodowej, jest prawo do szacunku, godnego traktowania i intymności. Tymczasem blisko 20% respondentek wskazało, że wiele czynności szpitalnych wykonywano bez dbałości o prywatność czy intymność badanych. Ponad 70% z tych kobiet przyznała, że rozmowy z lekarzem czy badania były wykonywane w obecności innych kobiet w sali. Czasem zdarzało się to w obecności odwiedzających (12% przypadków).

Standardy opieki okołoporodowej w Polsce wymagają również, by personel szpitala każdorazowo pytał pacjentkę o zgodę na wszelkie planowane zabiegi i badania. Okazuje się, że wymóg ten nie zawsze jest realizowany. Spośród kobiet, które miały w szpitalu założone wkłucie do żyły obwodowej, tylko 58% zostało poproszonych o zgodę na wykonanie tej czynności. Aż 41% takiego pytania nie usłyszało.

Z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika też, że u 16% kobiet, które objęto analizą, na sali porodowej obecni byli studenci medycyny lub położnictwa. Blisko połowa z tych pacjentek (46%) nie została zapytana przez personel, czy wyraża na to zgodę.

„Leżałam na stole operacyjnym, byłam przyszykowywana do cięcia cesarskiego. Przed położeniem się kazano mi się rozebrać do naga w obecności około 10 osób, w tym mężczyzn, studentów. Widziałam, jak po cichu mnie obgadują i naśmiewają się. Było to bardzo poniżające” – pisała jedna z respondentek.

Wśród badanych znalazły się także osoby (3,6% ankietowanych), które deklarowały, że już na izbie przyjęć miała miejsce sytuacja, na którą nie wyraziły zgody lub która naruszyła ich poczucie bezpieczeństwa. Wynikało to ze sposobu, w jaki pacjentki były traktowane przez lekarzy, stosowanej formy komunikacji bądź niedopełnienia procedur.

CZYTAJ TEŻ: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Brak wyczucia, dyskryminacja, nadużycia – patologie za zamkniętymi drzwiami porodówek

Rodzące zwracały również uwagę na to, że nie zawsze traktowano je z dostateczną empatią. Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu (31%) skarżyła się na niewystarczającą delikatność personelu. Najwięcej pań z tej grupy deklarowało, że brak wyczucia przydarzył się podczas badania wewnętrznego (72% przypadków) oraz szycia krocza (ok. 25%). Niewiele mniej (20%) wskazywało na sytuację przystawiania dziecka do piersi.

Co szczególnie alarmujące, w badanej próbie znalazły się kobiety, które zwróciły uwagę na przemoc fizyczną w szpitalu. 3% respondentek twierdziło, że w drugim okresie porodu personel medyczny na siłę rozkładał im nogi, a u 66 badanych zdecydowano się na przywiązanie nóg do łóżka porodowego. Część pacjentek była też poszturchiwana.

To jednak nie wszystkie nieprawidłowości, które wykryto na polskich porodówkach. Część ankietowanych spotkała się też z dyskryminacją. Gorsze traktowane miało wynikać z powodu wieku i stanu zdrowia (18% przypadków) lub masy ciała (14%):

„Ile pani przytyła podczas ciąży? 17 kg? A wygląda jak 27”.

„Pani nie jest opuchnięta, tylko gruba”.

W tym wieku nie urodzisz normalnie”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Przemoc, która zaczyna się w języku

Nierzadką praktyką jest również poufałe bądź infantylne zwracanie się do kobiet oraz stosowanie zwrotów w trzeciej osobie lub w formie bezokolicznikowej. Pacjentki zwracały uwagę, że w stosunku do nich używano takich określeń, jak: „kochaniutka”, „dziewczyno”, „słoneczko”, a nawet „lalko”.

Zdarzały się jednak znacznie mniej delikatne określenia, a nawet jawne nadużycia i przemoc słowna:

„Podczas pierwszej fazy przyszła doktor sprawdzić rozwarcie i zrobić mi masaż szyjki, który robiła na siłę i bez mojej zgody. Gdy krzyczałam z bólu, to usłyszałam, żebym się nie darła, bo nie jestem  bydłem/zwierzęciem… I dopóki nie przestanę krzyczeć, to mnie nie zbada. Gdyby nie mój mąż, nie  miałabym się jak obronić, bo tylko płakałam z bólu” – opisywała jedna z badanych.

Jak wskazywały respondentki, personel szpitala, wbrew standardom opieki okołoporodowej, niejednokrotnie nie stosował się też do założeń planu porodu lub wręcz lekceważył życzenia pacjentki. Respondentki słyszały m.in. takie niewybredne uwagi:

„A Ty, dziecino, w ogóle czytałaś to, co nam przyniosłaś?”.

„Nie wyraziła zgody na poród siłami natury? A co to za powód: brak zgody? Gówno, nie powód”.

Inna pacjentka wspomniała, że w planie porodu zapisała brak zgody na nacięcie krocza. Gdy usłyszał o tym ordynator, powiedział pacjentce, że to nie ona o tym decyduje.

„Zaczął się naśmiewać z mojej „wiedzy z internetu” i powiedział, że mam usunąć ten zapis z planu porodu albo szukać sobie innego szpitala – napisała jedna z respondentek.

POLECAMY TEŻ: Kampania „Za zamkniętymi drzwiami”. Razem przeciw przemocy

Łagodzenie bólu  i pozycja podczas porodu – nie zawsze zgodnie z wytycznymi

W raporcie skupiono się także na kwestii łagodzenia bólu porodowego. Z odpowiedzi respondentek wynika, że znieczulenie zewnątrzoponowe podano 24% badanych, które rodziły naturalnie lub miały nieplanowane cesarskie cięcie. Ale 13% kobiet, które zadeklarowały chęć skorzystania z niego, nie miało w swoim szpitalu takiej możliwości.

W czasie drugiego okresu porodu 65% respondentek rodziła w pozycji półsiedzącej, a 36% kobiet – płasko na plecach. Co trzecia badana (37%) nie mogła wybrać pozycji, w jakiej urodzi dziecko – zadecydował o tym personel w sali porodowej. Samodzielną decyzję w tej kwestii mogło podjąć tylko 9,3% kobiet (większość współdecydowała o tym w porozumieniu z lekarzem lub położną).

Parcie ściśle według wskazań. Standardy sobie, a życie sobie

Mimo zawartego w standardach opieki okołoporodowej obowiązku, by zachęcać kobietę do kierowania się własną potrzebą parcia, ponad połowa respondentek deklarowała, że personel kazał im nabrać powietrza, zatrzymać je na dłużej i mocno przeć (64%), przyginać głowę do klatki piersiowej (55%) lub przyginać nogi do brzucha (41%). W praktyce do kierowania się własną potrzebą parcia zachęcano niespełna połowę badanych (42%).

Raport wykazał, że u części kobiet mógł zostać zastosowany tzw. chwyt Kristellera. 15,5% badanych deklarowało, że w czasie porodu personel naciskał na ich brzuch, a aż 90% pań z tej grupy wskazało, że ugniatanie brzucha odbywało się w drugim okresie porodu. Na brzuch naciskano najczęściej dłonią (58%) lub łokciem (39%). U 18% kobiet z tej grupy osoba z personelu szpitalnego napierała na brzuch całym ciałem.

Prawie uduszono mnie i dziecko podczas bardzo brutalnego chwytu Kristellera w drugiej fazie porodu. Położne i lekarz nie dowierzały mi, że nie mam już siły przeć. Lekarz prawie leżał na mnie i wyciskał dziecko, które urodziło się sine. Potem dziecko zabrano ode mnie, a ja zostałam sama w brei poporodowej, której nie miał kto wytrzeć. Żałowałam, że nie umarłam” – pisała jedna z ankietowanych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

Nacięcie krocza wciąż powszechne, ale rzadsze niż przed laty

Ponad połowa badanych (55%), które rodziły siłami natury, wskazała, że w czasie porodu wykonano im nacięcie krocza.

Odsetek ten, choć wciąż wysoki, zmniejszył się na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze 12 lat temu tę interwencję medyczną wykonywano w 80% przypadków.

Opieka nad noworodkiem – jest lepiej, ale wciąż potrzebne poprawki

Nieco lepiej przedstawia się obraz opieki poporodowej. Kontakt „skóra do skóry” miało po narodzinach dziecka 93% respondentek. Ten jednak rzadko trwał tyle, ile wymagają standardy opieki okołoporodowej. Tylko 38,5% badanych, które miały zapewniony taki kontakt, deklarowało, że spędziło z dzieckiem rekomendowane dwie godziny. Najczęściej dzieci zabierano wcześniej, powołując się na konieczność ich zmierzenia i zważenia.

Na oddziale położniczym prawie wszystkie kobiety (93,5%) mogły przebywać razem z dzieckiem bez ograniczeń. Nie wszystkie mamy mogły jednak w wystarczająco często pielęgnować swoje dzieci. Prawie połowa badanych (47%) twierdziła, że wszystkie te czynności wykonywane były przez personel, a co trzecia respondentka w nich nawet nie uczestniczyła.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Wsparcie w karmieniu piersią. Raport z monitoringu oddziałów położniczych wykrył rażące nadużycia

Ogólna ocena wsparcia w karmieniu piersią w szpitalach jest nie jest satysfakcjonująca. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie, 66,5% kobiet, które rodziły siłami natury, uzyskała pomoc personelu w pierwszym przystawieniu dziecka do piersi w sali porodowej. Spośród pacjentek, które potrzebowały w tym zakresie pomocy, 44% zadeklarowało, że personel pomagał im z własnej inicjatywy, a 40% musiało o to poprosić. Blisko 18% kobiet nie otrzymało takiego wsparcia mimo zaistnienia takiej potrzeby.

Co więcej, część z nich spotkała się z niewybrednymi komentarzami.

„Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu! Wszystkie matki mają wystarczająca ilość pokarmu, a pani pewnie odciągać się nie chce” – relacjonowała jedna z respondentek.

„Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Przecież każda matka to wie. To nie jest nic skomplikowanego! Każdy ssak to potrafi” – napisała inna.

„Jedna z pań bez zgody ścisnęła mi piersi i z wyrzutem się zapytała, czym chce karmić, skoro tu nic nie ma” – wyznała kolejna kobieta.

Wsparcie doradcy laktacyjnego było z kolei zależne od szpitala. Średnio co trzecia badana nie miała w swoim ośrodku możliwości skorzystania z takich usług.

„Położna mająca dyżur na oddziale położnictwa wyśmiała mnie za używanie laktatora. Powiedziała, że zamiast używać laktatora, powinnam 24 godziny na dobę leżeć z dzieckiem na cycku” – opowiedziała jedna z badanych.

Raport Fundacji Rodzić po Ludzku pokazuje, jak wiele jest jeszcze do poprawy w opiece okołoporodowej – przede wszystkim na polu zwykłej empatii i respektowania podstawowych praw człowieka. Każda kobieta ma bowiem prawo do jak najlepszej troski o swój stan zdrowia. Dotyczy to „zarówno godnej, pełnej szacunku opieki zdrowotnej podczas całej ciąży i porodu, jak i prawa do bycia wolnym od przemocy i dyskryminacji” – czytamy w podsumowaniu raportu z monitoringu oddziałów położniczych.

Pełny raport można pobrać pod tym adresem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowe stowarzyszenie zawalczy o politykę zdrowotną opartą na nauce.  Chce zacząć od odwołania prof. Chazana

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.