Przejdź do treści

NIK o usamodzielnianiu dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka

Dla dużej części wychowanków z rodzin zastępczych i domów dziecka próby wejścia w dorosłość po 18. roku życia nie kończą się najlepiej: powiększają kolejki bezrobotnych w urzędach pracy i pobierają zapomogi z opieki społecznej. Wielu rezygnuje i wraca z powrotem do pieczy zastępczej, blokując miejsca dla młodszych. Powodem jest przede wszystkim brak mieszkań i pracy oraz mizerne świadczenia finansowe. Samodzielnie mieszkający wychowanek może liczyć na 500 zł za kontynuowanie nauki.

Co roku blisko sześć z prawie 70 tys. wychowanków domów dziecka, rodzin zastępczych i placówek opiekuńczo – wychowawczych osiąga pełnoletność. Część, ucząc się dalej, pozostaje jeszcze przez jakiś czas – do 25 roku życia – w pieczy zastępczej, część decyduje się rozpocząć samodzielne życie, nawet mimo braku wsparcia rodziny naturalnej. Jednak wychowankowie z rodzin zastępczych i domów dziecka, gdy opuszczają pieczę często mają problemy z najprostszymi sprawami: ze zrobieniem zakupów, gospodarowaniem pieniędzmi, gotowaniem. Są też bardziej narażeni na bezdomność, bezrobocie, wejście w konflikt z prawem. Dlatego tak ważna jest skuteczna pomoc państwa w ich usamodzielnianiu, aby znaleźli swoje miejsce w społeczeństwie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wychowankowie o trudnościach:

„Proces usamodzielnienia nie był dokładnie wytłumaczony. Motanie w głowie, tak to nazwę.” (Bielsko Biała)

„Najtrudniejsze było załatwienie mieszkania socjalnego, załatwienie konta w banku, zgłoszenie się do nowej szkoły i załatwienie dokumentów związanych z przyjęciem, wyprowadzka z domu dziecka w sensie fizycznym, czyli transport moich rzeczy, załatwienie zapisania się do nowej przychodni lekarskiej, wyrobienie dowodu osobistego.” (Ząbkowice Śląskie)

Obowiązującą od 1 stycznia 2012 r. ustawą o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej państwo zmieniło zasady wsparcia dla osób usamodzielniających się. Jednak zdaniem NIK nowo wprowadzony system jest nieskuteczny. Duża część wychowanków pieczy zastępczej nie staje się samodzielna, lecz po prostu z jednej formy pomocy przechodzi pod inną: korzysta z pomocy społecznej i zasiłków dla bezrobotnych.

Dyr. Jacek Szczerbiński o wynikach kontroli

 

 

 

Materiały emisyjne dla dziennikarzy >>

Spośród próby blisko tysiąca wychowanków, którzy podjęli próbę usamodzielnienia, 23 proc. korzystało ze świadczeń pomocy społecznej. 31 proc. zarejestrowało się w powiatowych urzędach pracy, 14 proc. przerwało proces usamodzielnienia, a kolejne 14 proc. wróciło do patologicznego środowiska, z którego wcześniej trafiło do pieczy zastępczej.

Finanse

Kontrola NIK wykazała, że całe wsparcie państwa, jakie przysługuje młodemu człowiekowi opuszczającemu placówkę lub rodzinę zastępczą, w praktyce sprowadza się głównie do doraźnej, minimalnej pomocy finansowej. Jest to tym bardziej niepokojące, że uzyskanie świadczeń pieniężnych często traktowane jest przez wychowanków jako cel, a nie element procesu usamodzielniania.

Wychowankowi opuszczającemu dom dziecka czy rodzinę zastępczą przysługują świadczenia:

  • jednorazowe – na zagospodarowanie w wysokości ok. 1500 zł i na usamodzielnienie od 1650 zł do 6600 zł (w zależności od okresu przebywania w pieczy zastępczej) oraz
  • miesięczne – 500 zł – na kontynuowanie nauki.

W praktyce oznacza to, że młodemu człowiekowi, który np. chce się uczyć i jeszcze nie podejmuje pracy, comiesięczne świadczenie w wysokości 500 zł musi wystarczyć na wszystko: na opłacenie mieszkania, jedzenia i nauki.

W ocenie wychowanków pomoc na kontynuowanie nauki jest niewystarczająca – jeśli nie towarzyszy jej zatrudnienie lub wsparcie finansowe to wychowanek tak naprawdę nie ma możliwości dalszego uczenia się.

„Nie da się przeżyć za 500 zł, wiadomo żywność, odzież, a gdzie mieszkać? Jak opłacić czynsz? Ciąganie się po koleżankach nie jest fajnym doświadczeniem. PCPR w ogóle nie interesuje się wychowankami w procesie usamodzielnienia…” (Bielsko Biała)

„Trzeba zapewnić lepszy start w samodzielne życie. Kwota, którą dostają wychowankowie po przejściach na program usamodzielnienia zbyt często nie starcza nawet na jedzenie itd.” (Kielce)

Fiasko misji opiekunów usamodzielnienia

Osoba usamodzielniana na rok przed osiągnięciem pełnoletności powinna wskazać opiekuna usamodzielnienia, jednak przepisy nie precyzują ani zadań, ani kwalifikacji, ani też kompetencji osoby, która ma takim opiekunem zostać.

Pracownicy centrów pomocy rodzinie są zgodni: brakuje kompetentnych, przeszkolonych opiekunów usamodzielniania. W obecnej sytuacji najlepszymi kandydatami są opiekunowie z niespokrewnionych rodzin zastępczych. Jednak z ustaleń kontroli NIK wynika, że rzeczywistymi opiekunami usamodzielnienia nagminnie zostawały osoby przypadkowe – bez kwalifikacji do pełnienia tej funkcji i bez możliwości realnego wspierania wychowanka w procesie usamodzielnienia.

W rodzinach zastępczych spokrewnionych, opiekunami zostają przeważnie osoby bliskie, np. dziadkowie lub rodzeństwo. Często zdarza się, że tuż przed usamodzielnieniem dziecka, zaczynają się nim interesować rodzice biologiczni, wcześniej pozbawieni praw rodzicielskich. Oni również wskazywani są jako opiekunowie. Jak twierdzą w ankietach przeprowadzonych przez NIK pracownicy centrów pomocy rodzinie, opiekunowie spokrewnieni z reguły nie angażują się w proces usamodzielnienia dziecka. Takie osoby na względzie mają przede wszystkim korzyści płynące z przysługującej mu pomocy finansowej.

W przypadku wychowanków placówek opiekuńczo-wychowawczych opiekunami często zostają dotychczasowi wychowawcy, którzy dobrze znają młodego człowieka oraz mają wykształcenie i umiejętności pedagogiczne. W tym wypadku jednak problemem jest brak czasu wychowawców, którzy w pełnym wymiarze opiekują się przede wszystkim dziećmi pozostającymi w placówce.

W ten sposób w większości przypadków rola wybranych opiekunów – spokrewnionych, czy też nie – ogranicza się więc najczęściej do opiniowania wniosków, np. o pomoc pieniężną lub o przyznanie mieszkania. Zdarza się też, że ci „papierowi opiekunowie” rezygnują w przypadku pierwszych kłopotów z wychowankiem. Z drugiej strony Izba zauważa, że opiekunowie wykonują swoją pracę nieodpłatnie, nie otrzymują żadnego wsparcia np. psychologa, doradcy zawodowego lub prawnika. Kluczowym jednak dla niepowodzenia misji opiekunów usamodzielnienia wydaje się fakt, iż tak naprawdę nie otrzymali oni od państwa żadnych uprawnień, aby choć w części móc wypełniać swoje zadania i realnie wspierać młodego człowieka w jego wchodzeniu w dorosłość: np. ze względu na ochronę danych osobowych nie mogą nawet dowiedzieć się, jak wychowanek radzi sobie w szkole, ani czy regularnie opłaca rachunki.

O współpracy i o tym, jak złożone problemy napotykają mówią opiekunowie i wychowankowie:

„Coś takiego, jak współpraca z opiekunem nie istnieje. Spotkania organizowane by mieć podpis na papierach, a żeby przypodobać się dyrekcji PCPRu pracownicy kombinują, jak tu ograniczyć koszty pomocy”. (Legionowo)

„… Moim problemem jest to, że czuję się odpowiedzialna za losy podopiecznej, natomiast brak mi jakichkolwiek prawnych narzędzi, żebym mogła cokolwiek działać, dowiedzieć się, jaka jest faktyczna sytuacja np. w szkole, lub czy opłacane są rachunki (ochrona danych osobowych). Tak naprawdę to funkcja jest raczej fikcyjna. Prawdziwa jest tylko moja podopieczna i zawsze ją będę wspierać i dopingować” (Kielce).

„Współpraca z opiekunem PCPR przebiega pomyślnie, jednak decyzje jakie podejmuję jako osoba dorosła nie powinny być kwestionowane i omawiane wraz z resztą pracowników PCPR. (…) Uważam, że opiekunowie powinni więcej czasu poświęcać na indywidualną rozmowę, bez udziału osób trzecich, w ten sposób wychowankowie czuliby się swobodniej i chętniej otwieraliby się chcąc np. poradzić się …” (Ostrowiec Świętokrzyski)

Program usamodzielnienia, czyli to tylko formalność

Najpóźniej na miesiąc przed osiągnięciem pełnoletności osoba usamodzielniana powinna – przy wsparciu opiekuna – spisać Indywidualny Program Usamodzielniania. W założeniu ma być to plan drogi życiowej młodego człowieka, który określa m.in. sposób zdobywania kwalifikacji zawodowych, podjęcia zatrudnienia, uzyskania odpowiednich warunków mieszkaniowych. Jak wynika z kontroli NIK plany te jednak nie tylko nie stanowią wsparcia, nie są wskazówką dla młodych ludzi, ale wręcz nie spełniają żadnej roli, oprócz dopełnienia administracyjnego obowiązku uzyskania pomocy finansowej. Jak podkreślają opiekunowie wychowanków dzieje się tak dlatego, że plany:

  • powstają zbyt późno: zarówno kierownicy kontrolowanych centrów pomocy, jak i ankietowani przez NIK opiekunowie, wskazywali, że proces planowania przyszłości wychowanków powinien się rozpoczynać przed ukończeniem gimnazjum, w wieku 15-16 lat, po to, by zapobiegać np. przypadkowemu wyborowi szkoły i mobilizować do wcześniejszego wytyczania drogi życiowej;
  • są pisane na kolanie: w zdecydowanej większości przypadków dokumenty te spisywane są w ciągu jednego dnia, często tylko po to, aby spełnić formalny wymóg uzyskania przysługującej pomocy finansowej;
  • są przygotowywane przez młode osoby, które najczęściej nie mają sprecyzowanych oczekiwań co do własnej przyszłości i nie są świadome ważności tych działań.

W rezultacie plany usamodzielniania nie są przestrzegane – jak ustaliła NIK ¼ wychowanków pieczy zastępczej nie realizowała zawartych w nich deklaracji. Wychowankowie często przerywali naukę lub kilkakrotnie zmieniali szkoły, część, po uzyskaniu pomocy finansowej, całkowicie przerywała realizowanie programu i zrywała kontakty z centrami pomocy.

Nie wolno nadzorować

Powiatowe centra pomocy rodzinie nie mają narzędzi, aby nadzorować proces usamodzielnienia. Nie mogą rozliczać wychowanków z przyznanej pomocy ani sprawdzać, czy świadczenia zostały wykorzystane zgodnie z wnioskami. Dodatkowo NIK zwraca uwagę na fakt, że z powodu braku podstawy prawnej, także po zakończeniu procesu usamodzielnienia nie można śledzić losów byłych wychowanków, chociaż mogłoby to pomóc w ocenie skuteczności procesów usamodzielniania. Monitorowanie losów wychowanków ogranicza się więc głównie do egzekwowania zaświadczeń o kontynuowaniu nauki.

Osoby usamodzielniane najczęściej korzystały z pomocy na kontynuowanie nauki. Robiły to tym chętniej, że przyznanie pomocy na ten cel jest praktycznie bezwarunkowe i nienaruszalne, nie zależy bowiem ani od efektów kształcenia, ani nawet od frekwencji. W połowie objętych kontrolą centrów zwracano uwagę, że prowadzi to do nadużyć polegających na pozorowaniu kształcenia, którego celem było uzyskanie nie wykształcenia, ale świadczeń finansowych. Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie w żadnym wypadku bowiem, nawet przy alarmująco niskiej frekwencji, nie mają podstaw, aby przestać wypłacać świadczenia. W przypadku skreślenia z listy słuchaczy, aby nie stracić pieniędzy, wychowankowie po prostu zapisują się do kolejnej szkoły.

Nie mają pracy ani dachu nad głową

Największym problemem dla usamodzielnianych wychowanków było uzyskanie pomocy w znalezieniu zatrudnienia. Działania objętych kontrolą centrach pomocy rodzinie ograniczały się do skierowania poszukującego pracy wychowanka do powiatowego urzędu pracy. Niestety większości z nich bardzo trudno odnaleźć się na obecnym rynku pracy, przede wszystkim z uwagi na niski poziom wykształcenia, krótki staż pracy lub brak jakiegokolwiek doświadczenia zawodowego.

Ustawa o pieczy zastępczej przewiduje pomoc także w uzyskaniu odpowiednich warunków mieszkaniowych, ale nie precyzuje, na czym miałaby ona polegać. Zdaniem NIK pozostawienie tego w gestii powiatów jest błędem, bo w kwestii przydziału mieszkań, socjalnych czy też komunalnych, nie mają one takich możliwości jak gminy. Pomoc Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie sprowadza się tylko do napisania pisma popierającego wychowanka do urzędów gmin. Tymczasem okres oczekiwania na lokal w zależności od gminy, może wynosić od kilku miesięcy do nawet kilkunastu lat. „Centra Pomocy może mają procedury usamodzielnienia, ale wdrożenie ich jest nierealne. Wychowanek opuszcza rodzinę zastępczą i dokąd ma pójść – na ulicę?” – pyta osoba usamodzielniana. Taką pojedynczą, drastyczną sytuację stwierdzono w Katowicach, gdzie z powodu niewystarczającej bazy mieszkaniowej, wychowanków pieczy zastępczej odsyłano do noclegowni dla bezdomnych.

NIK zwraca uwagę, że bardzo dobrym, ale rzadko wykorzystywanym rozwiązaniem jest kierowanie młodych osób do mieszkań chronionych, w których mogą przebywać do czasu otrzymania lokalu z zasobów gminy. Dają one nie tylko dach nad głową, ale także możliwość nauki samodzielnego życia. Ich mieszkańcy są pod opieką specjalistów, którzy regularnie sprawdzają, jak wychowankowie sobie radzą. W objętych kontrolą 25 jednostkach z pobytu w mieszkaniach chronionych w 2012 r. korzystało 107 usamodzielnianych wychowanków, a w 2013 – 163.

Może dłużej zostać w pieczy zastępczej

Młodzi ludzie mogą także wybrać zupełnie inną drogę i pozostać w pieczy zastępczej do 25 roku życia pod warunkiem, że nadal będą się uczyć. We wszystkich jednostkach objętych kontrolą po wejściu w życie ustawy o pieczy zastępczej nastąpił znaczny wzrost liczby pełnoletnich wychowanków, pozostających w dotychczasowych miejscach. W 2013 r. liczba ta w stosunku do roku poprzedniego wzrosła o 12,6 proc. Powodem jest przede wszystkim brak mieszkań i pracy, ale też wyższe świadczenia finansowe w przypadku pozostawania w pieczy zastępczej, niż gdyby ją opuścili. Przykładowo, na wychowanków pozostających w rodzinach zastępczych spokrewnionych miesięczne świadczenie wynosi 660 zł, a w rodzinach niespokrewnionych lub rodzinnym domu dziecka – 1.000 zł. Samodzielnie mieszkający wychowanek może liczyć głównie na świadczenie na kontynuowanie nauki w kwocie 500 zł. W konsekwencji zauważalnie zmniejszyła się liczba dostępnych miejsc w rodzinach zastępczych niespokrewnionych. Istotny jest jednak zdaniem Izby fakt, że młodzi ludzie zyskują w ten sposób więcej czasu na przygotowanie do samodzielnego życia i zdobycie wykształcenia.

Wnioski NIK

W świetle wyników kontroli NIK dobrze widoczna jest potrzeba jest stworzenie całościowego systemu, w którym młodzi ludzie opuszczający pieczę zastępczą, mieliby zapewnione odpowiednie wsparcie finansowe, emocjonalne i społeczne. W związku z tym konieczne jest podjęcie przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej pilnych działań na rzecz przygotowania kompleksowych rozwiązań, uwzględniających m.in.:

  • przeprowadzanie już na wstępnym etapie procesu usamodzielnienia wychowanków całościowej oceny sytuacji osobistej, rodzinnej, materialnej oraz jego predyspozycji oraz konsultacji z psychologiem i / lub doradcą zawodowym, jako podstawy do zaplanowania indywidualnego procesu usamodzielniania;
  • prowadzenie specjalnych kursów oraz treningów, jeszcze w okresie pobytu w pieczy zastępczej, przygotowujących młodych ludzi do samodzielności;
  • odpowiednie wsparcie psychologiczne i społeczne wychowanków, np. poprzez tworzenie grup wsparcia;
  • określenie zadań opiekuna usamodzielnienia oraz stworzenie warunków dla skutecznego pełnienia tej funkcji.
Najwyższa Izba Kontroli

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Dziecko na pomoście z misiem
Fot. Pixabay.com

Po wielu latach bezskutecznych starań o dziecko nadzieja na biologiczne potomstwo powoli wygasa. Często pojawia się wtedy myśl: „A może by wybrać inny sposób i adoptować dziecko?”. Zanim zdecydujesz się wkroczyć na tę drogę do rodzicielstwa, musisz wiedzieć, że bywa ona długa i najeżona przeszkodami. Z części z nich prawdopodobnie nie zdajesz sobie nawet sprawy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest więcej chętnych niż dzieci

W polskich ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych i rodzinnej pieczy zastępczej przebywa kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Niestety, wielu z nich nie można adoptować lub zainteresowanie ich adopcją jest bardzo małe.

Zgodnie z polskim prawem przysposobić można jedynie małoletnie dzieci, których biologiczni rodzice nie żyją, zostali pozbawieni praw rodzicielskich bądź samodzielnie się ich zrzekli. Nieuregulowana sytuacja prawna uniemożliwia adopcję nawet połowy wychowanków takich placówek. Wśród pozostałych dzieci zaś są takie, które mają znacznie mniejsze szanse na adopcję: z powodu poważnych problemów zdrowotnych i rozwojowych (m.in. chorób serca, obciążeń genetycznych, niepełnosprawności) lub starszego wieku (powyżej 7 lat). To wszystko sprawia, że rocznie w Polsce zawiązuje się niewiele ponad 3 tys. adopcji. A chętnych, by przysposobić dziecko, jest znacznie więcej.

Wspólna adopcja tylko dla małżeństw

Chociaż procedury adopcyjne nie są zamknięte dla osób żyjących samotnie, to – zgodnie z art. 115 §1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – dziecka nie mogą wspólnie przysposobić pary żyjące w konkubinacie. Możliwość ta zarezerwowana jest wyłącznie dla par małżeńskich. Nierzadko trzeba też wykazać się długoletnim stażem – wynoszącym minimum 5 lat.

Ośrodki katolickie – nie dla ateistów

Wśród placówek adopcyjnych są nie tylko ośrodki świeckie, ale też kościelne. Jednym z kryteriów wyboru rodziny adopcyjnej, które przyjmują takie miejsca, jest wyznawanie przez parę małżeńską określonych wartości. Preferowane są zgłoszenia od rodzin chrześcijańskich, które zawarły małżeństwo sakramentalne i planują wychować przysposobione potomstwo w wierze. Słowna deklaracja nie wystarczy – do kompletu dokumentów nierzadko należy dołączyć opinię księdza proboszcza oraz wziąć udział w tzw. dialogach małżeńskich. Samym wizytom w katolickich ośrodkach adopcyjnych czasem towarzyszy modlitwa.

Masz ponad 40 lat? Nie adoptujesz niemowlęcia

Chociaż polskie prawo nie określa górnej granicy wieku dla rodziców adopcyjnych, przyjmuje się, że przysposabiającego i przysposabianego powinno dzielić jedno pokolenie. Zgodnie z praktyką ośrodków adopcyjnych największa różnica wieku pomiędzy dzieckiem a starszym rodzicem adopcyjnym wynosi mniej niż 40 lat. Oznacza to, że jeśli choć jedno z was jest starsze, wasze szanse na adopcję niemowlęcia znacznie maleją.

Możesz poczuć się jak petent

Wiele osób spodziewa się, ze ośrodki adopcyjne czekają na chętnych z otwartymi ramionami. Rzeczywistość jednak może przynieść rozczarowanie – pierwsza wizyta w ośrodku adopcyjnym nie zawsze jest przyjemnym doświadczeniem. Wynika to nie tylko z faktu, że chętnych na adopcję jest więcej niż dzieci, które czekają na dom. To też sprawdzian dla ciebie i twojego partnera, czy jesteście wystarczająco zdeterminowani, by zostać rodzicami adopcyjnymi i nie zniechęcą was pierwsze niepowodzenia.

Przeczytaj również: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Jest odpowiedź na okładkę „Wysokich Obcasów”. Akcja #AdopcjaJestOk

#AdopcjaJestOk
fot. Facebook - Drużyna B

W odpowiedzi na kontrowersyjną okładkę „Wysokich Obcasów” z hasłem „Aborcja jest ok”, internauci stworzyli akcję o nazwie #AdopcjaJestOk.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od kilku dni niecodzienna okładka magazynu „Wysokie Obcasy” jest obiektem ożywionych dyskusji internautów, gwiazd i polityków.

„Wysokie Obcasy” to weekendowy dodatek „Gazety Wyborczej”. W najnowszym numerze na różowym tle okładki widzimy trzy uśmiechnięte kobiety pozujące w koszulkach z napisem „Aborcja Jest Ok”.  W tytułowym materiale tzw. Aborcyjny Dream Team przekonuje, że „aborcja jest normalna” i „każdy kocha kogoś, kto miał aborcję”.

Ostre reakcje pro-life’owych i konserwatywnych środowisk były do przewidzenia. Redakcja WO nie spodziewała się chyba jednak aż tak dużej fali krytyki ze strony gwiazd i liberalnych dziennikarzy.

Zobacz także: Skandal z bilbordem o dzieciach z in vitro z finałem w sądzie. Uwaga! Drastyczne zdjęcia!

Fala krytyki

Agnieszka Gozdyra z Polsat News zarzuciła Aborcyjnemu Dream Team’owi infantylizację poważnej sprawy.

Kiedy chce się występować w imieniu większości, nie wolno używać języka skrajności. O tej zasadzie zapomniały @WysokieObcasypl występując z hasłem »aborcja jest ok«. Są kobiety, dla których jest. Dla większości ok jest wybór, nie sama aborcja – napisała dziennikarka.

Również Marta Gordziewicz z TVN24 nie szczędziła słów krytyki w stronę organizatorek akcji. „Zatrzęsło mną, gdy zobaczyłam tę okładkę z »aborcja jest ok«. A szlag mnie trafił, gdy wysłuchałam w Toku jednej z zaangażowanych w ten projekt. Pani twierdziła, że chodzi o kobiety. Otóż nie, akurat kobiety to ta pani ma gdzieś”.

Negatywne komentarze posypały się również ze strony „Gazety Wyborczej„.

„Ta okładka i tytuł jest głupi” – ocenił Paweł Wroński, dziennikarz działu krajowego. „Aborcja to nie temat na bluzkę. Nie da się jej sprowadzić do prostego hasła jak »papierosy są do dupy” – skomentowała sprawę Aleksandra Klich, zastępczyni redaktora naczelnego Wyborczej.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Internauci odpowiadają: #AdopcjaJestOk

W odpowiedzi na kontrowersyjną okładkę WO m.in. na stronie blogerów z Drużyny B pojawiła się informacja o akcji #AdopcjaJestOk. Na ich profilu można zobaczyć fotografię inspirowaną okładką WO. Na zdjęciu uśmiechnięta kobieta pozuje w koszulce z napisem „Adopcja jest OK”. Napis na różowym tle głosi: Oddając swoje dziecko do adopcji dajesz mu życie po raz drugi! Pro-woman, pro-life, pro-love”.

„Drużyna B wspiera kobiety. Również te nienarodzone! Kochamy życie po obu stronach brzucha” możemy przeczytać na facebookowym profilu blogerów.

Do akcji odniósł się Aborcyjny Dream Team. „Słówko komentarza od nas: adopcja jest ok! Tak samo jak aborcja:) jeśli jest to Twoja samodzielna decyzja i nikt Cię do niej nie przymusza, ani Ci jej nie zakazuje, to adopcja, zarówna jak aborcja są totalnie ok” – piszą

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Newsweek, Facebook: Drużyna B, Aborcyjny Dream Team

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko. Co stanęło jej na przeszkodzie?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko
fot. Instagram @joannaracewicz

Joanna Racewicz pojawiła się w ostatni weekend na Noworocznym Obiedzie z Gwiazdami, zorganizowanym dla podopiecznych domów dziecka. Podczas spotkania z dziennikarzami Racewicz wyznała, że kilka lat temu planowała adoptować dziecko.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W sobotę 3 lutego w restauracji JEFF’S  odbyła się 13. edycja Noworocznego Obiadu z Gwiazdami. Na wydarzenie właścicielka lokalu i pomysłodawczyni akcji Verena Jarczyńska zaprosiła 300 dzieci z domów dziecka.

Wydarzenie swoją obecnością uświetniły gwiazdy. Wśród tego grona znalazła się również Joanna Racewicz – znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna, a prywatnie mama 9-letniego Igora.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko

W rozmowie z dziennikarzami Plejady gwiazda wyznała, że kiedyś chciała adoptować dziecko. Kiedy Racewicz przygotowywała materiał reporterski o domach małego dziecka spotkała wyjątkowego chłopczyka.

– Maleństwo 2,5, może niespełna 3-letnie, chłopczyk, nie zapomnę go nigdy. Siedział mi na kolanach i nie pozwolił swojej opiekunce zabrać się po tym – cytuje słowa dziennikarki portal Plejada.

Niestety do adopcji nie doszło, ponieważ dziecko nie miało unormowanej sytuacji prawnej.

– Pamiętałam tę twarz bardzo długo. Chodziła mi po głowie adopcja, ale okazało się, że to dziecko nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. Ani mama, ani tata nie zrzekli się praw rodzicielskich – ujawniła Racewicz.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Plejada

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami