Przejdź do treści

Niezwykłe zdjęcia matki, która sześć razy poroniła

Rainbow baby - zdjęcia matki w ciąży po poronieniu

Po sześciu poronieniach przyszła mama świętuje ostatnie dni swojej ciąży. Sposób celebrowania wybrała dość nietypowy, a efekt zapiera dech w piersiach.

Rainbow baby to określenie, które przyjęło się w anglojęzycznych forach i grupach staraczek a oznacza dziecko, które urodziło się po poronieniu, po urodzeniu martwego dziecka lub po śmierci dziecka. Oznacza więc, że nadeszła tęcza po szarych i smutnych dniach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kevin Mahoney poprosił fotografa, aby ten zrobił sesję zdjęciową jemu i jego żonie. Jessicą była wtedy w ciąży z drugim dzieckiem.

Zanim jednak spełnili podwójnie swoje marzenia o rodzicielstwie przeszli ciężką drogę. Przyjście na świat ich pierwszego syna Corbina okupione była walką z niepłodnością. Na szczęście udało się.

Po pewnym czasie Jessica i Kevin pomyśleli o kolejnym dziecku. Los nie był dla nich łaskawy. Jessica sześć razy poroniła. Po serii tragedii Jessica zaszła w ciążę. Dobrze rozwijająca się ciąża była promykiem nadziei dla całej rodziny. W takim momencie powstał pomysł na niezwykłą sesję zdjęciową.

Tęcza kolorów ma symbolizować dziecko utracone (z ang. rainbow baby zonacza tęczowe dziecko).

Kevin polecił fotografowi, aby ten wykonał specjalnie dla nich coś wyjątkowego.  Efekt przerósł oczekiwania. Fotograf zorganizował sesję w plenerze, wykorzystując tęczowy motyw utworzony z dymnych bomb. Łączące i przechodzące kolory tworzą niezwykłe, tęczowe obrazy. Brzmi nadzwyczajnie? Tak właśnie było.

poro1

 

– To było dość wybuchowa i bardzo zabawna niespodzianka – wspomina JoAnn Marrero, fotograf. Kolorowe bomby wybuchały po kolei, żadna nie okazała się niewypałem. Jednym mankamentem całego przedsięwzięcia były poplamione ubrania i kolorowe resztki we włosach, nosie i uszach. – Było warto – krótko skwitowała Jessica.

Patrząc na efekt w postaci oszałamiających i symbolicznych zdjęć możemy tylko potwierdzić, że faktycznie było warto.

poro2

 

Więcej o poronieniach w tych tekstach

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Wzięła wolne, by uporać się z bólem po poronieniu, pracodawca ją zwolnił. Teraz za to zapłaci

Smutna kobieta siedzi na podłodze oparta o ścianę /Ilustracja do tekstu: Zwolnienie po poronieniu niezgodne z prawem. Pracodawca za to zapłaci

37-latka, która doznawszy poronienia, została oskarżona o nieuzasadnione zwolnienie lekarskie, wygrała proces sądowy przeciwko byłemu pracodawcy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aneta Petrova została zwolniona z pracy w firmie Western Brand w Irlandii pod koniec grudnia 2015 roku. Dwanaście dni przed zwolnieniem doznała w domu omdlenia i trafiła do szpitala. Tam okazało się, że powodem złego samopoczucia były komplikacje ciążowe, które doprowadziły do poronienia. Dramatyzmu tej sytuacji dodał fakt, że Petrova nie wiedziała nic o ciąży, a bardzo pragnęła dziecka.

Zwolnienie po poronieniu

Informacja o poronieniu zdruzgotała pracownicę irlandzkiej firmy. Aby uporać się z bólem po niespodziewanej stracie, który potęgowały ostrzeżenia medyków o niskich szansach na kolejną ciążę, Petrova zdecydowała się skorzystać ze zwolnienia lekarskiego. Jej pracodawca nie wykazał się jednak zrozumieniem – niespełna dwa tygodnie później postanowił rozwiązać z nią umowę.

– Dowiedziawszy się o zwolnieniu, popłakałam się do słuchawki. Czułam się winna – straciłam pracę, a szukałam jej przez rok – mówiła Petrova irlandzkiemu dziennikowi „Irish Examiner”.

Aneta Petrova przyznaje, że ten okres był dla niej wyjątkowo trudny. Potrzebowała wiele czasu, by poradzić sobie z zaistniałą sytuacją.

Przechodziłam żałobę – zna to chyba każda matka, która doświadczyła poronienia. Czujesz się winna, że nie udało ci się utrzymać ciąży, i jesteś załamana tym, co się stało. Na dokładkę tracisz z tego powodu pracę. Nie mogłam tego zrozumieć – dodaje Petrova.

CZYTAJ TEŻ: Ciąża nie ochroni ciężarnej przed zwolnieniem? Szykują się zmiany w Kodeksie pracy

Kobieca siła

Pracownica irlandzkiej spółki nie dała jednak za wygraną i postanowiła zawalczyć przed sądem o sprawiedliwość. Choć były pracodawca utrzymywał, że nie wiedział nic o ciąży ani poronieniu Petrovej, jego tłumaczenia nie przekonały sądu.

W ubiegłym tygodniu – po wielu miesiącach od rozpoczęcia procesu – Petrova odniosła sukces. Irlandzki sąd pracy orzekł, że działania pracodawcy były bezprawne. Nakazem sądu musi on teraz zapłacić Petrovej 17 tys. euro odszkodowania.

Co więcej, odwaga Petrovej została wynagrodzona podwójnie – los uśmiechnął się do niej już rok wcześniej. Mimo że lekarze ostrzegali ją, że prawdopodobnie nie będzie już mogła mieć dzieci, w zeszłym roku urodziła zdrowego syna – Davida.

Gratulujemy!

Źródło: irishtimes.com

PRZECZYTAJ TAKŻE: Katarzyna Skrzynecka o poronieniach. Czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach: „Czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić”

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach
fot. Instagram @magazyngala

Katarzyna Skrzynecka udzieliła ostatnio wywiadu, w którym opowiedziała o macierzyństwie, miłości do męża i życiu rodzinnym. Gwiazda wyznała również, że przed narodzinami siedmioletniej dziś córeczki, czterokrotnie poroniła.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Skrzynecka wraz z córką Alikią pojawiły się na okładce ostatniego wydania magazynu „Gala”. Skrzynecka została mamą po 40 roku życia, a córeczka było długo wyczekiwanym dzieckiem.

Zobacz także: Poronienie w social mediach

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach

Alisia urodziła się, gdy skończyłam 40 lat. Wcześniej czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić dziecka. Alisia była wyczekiwana i wymarzona. Nigdy nie straciłam nadziei – ujawniła na łamach Gali Skrzynecka.

Alikia jest rezolutną i inteligentną dziewczynką – zapewnia mama. Aktorka przyznała, że rozmawia ze swoim dzieckiem na wiele poważnych tematów. Wśród nich pojawiają się badania prenatalne, czarne marsze, czy homoseksualizm. Alikia to jedyne dziecko Katarzyny Skrzyneckiej i Marcina Łopuckiego.

Zobacz także: Bezdzietne gwiazdy. Dlaczego nie mają dzieci?

Mąż na medal

Przy okazji aktorka pochwaliła swojego męża Marcina za całkowite poświęcenie dla rodziny. Skrzynecka przyznaje, że to on głównie zajmuje się domem, robieniem zakupów i gotowaniem.

– Gdyby nie pomoc Marcina i jego absolutne oddanie rodzinie, nie byłabym w stanie pracować tak intensywnie – przyznała aktorka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gala

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Poronienie w social mediach

Wpis na instagramie o poronieniu, opatrzony zdjęciami z okresu ciąży /Ilustracja do tekstu: Poronienie w social mediach
Instagram: @JenBretty

Zamieszczenie informacji o stracie – nietypowy coming out, przerwanie tabu czy zwyczajny sposób na poradzenie sobie z trudną sytuacją?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dla jednych utrata dziecka jest przeżyciem bardzo intymnym. Z pękniętym sercem wolą wylewać tony łez w samotności lub w objęciach partnera czy przyjaciółki. Ale coraz częściej w sieci można spotkać osoby, które o poronieniu opowiadają otwarcie i odważnie. Po co?

O poronieniu w social mediach – odważne łamanie tabu

JenBretty, kanadyjska vlogerka  na YouTube oraz na Intagramie napisała o poronieniu:

– Nie ma prostego sposobu, aby o tym porozmawiać. Może dlatego większość ludzi tego nie robi? Wiem, że nikomu nie jestem winna żadnych wyjaśnień. Robię to tylko dla siebie, bo poczułam potrzebę porozmawiania o tym.

Poronienie – zdaniem vlogerki – nie powinno być cichą walką z własnymi łzami. Tematem tabu. A niestety najczęściej tak właśnie jest – pisze JenBretty.

– Wiem, że żaden wpis nie byłby w stanie przekazać bólu i pustki, które odczuwałam w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Zajęło mi trochę czasu, zanim doszłam do tego etapu. Ale wiem, że warto o tym mówić , bo dotyczy to bardzo wielu osób. Dokładnie 1 na 4 ciąże – podaje statystyki. – I nie powinnyśmy cierpieć samotnie. Nie ma znaczenia, czy nosiłaś dziecko 2 tygodnie, 12 tygodni, czy 20 tygodni. Masz prawo do smutku i do otwartego mówienia o tym – dodaje vlogerka.

Jej wpis na Instagramie polubiły dziesiątki kobiet. W komentarzach dziękowały za niego i opisywały własne, podobne doświadczenia. Film na YouTubie o poronieniu wyświetliło prawie 30 tys. osób, a polubiło ponad 2 tys. z nich.

POLECAMY TEŻ: Poronienie: one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

O poronieniach w sieci na różnej płaszczyźnie

Na Facebooku tworzą się specjalne grupy kobiet, które poroniły. Choć są to grupy zamknięte, bardzo intymne wpisy może zobaczyć wiele osób…

Do jednej z grup dołączyła kolejna mama po stracie, która napisała:

„Właśnie dowiedziałam się, że mój synek w brzuchu nie żyje. Jego serduszko właśnie przestało bić. Jestem w 28. tygodniu ciąży. Dostałam tabletkę na zatrzymanie hormonów ciążowych, a jutro mam się stawić w szpitalu na wywołanie porodu. Strasznie się boję tego, co będzie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Ból rozrywa mi serce, ciągle płaczę i nie wiem, jak wytłumaczyć to, co się dzieje, mojemu niespełna 3-letniemu dziecku”.

W komentarzach kobieta „dostaje tony serc”, lajków i wiele słów wsparcia.

Poronienie a wsparcie dla kobiet po stracie

Może to rzeczywiście działa? Czy opisanie w social mediach pomaga poradzić sobie z tak trudnym tematem, jakim jest strata?

– To jest fantastyczny pomysł – mówi Joanna Piątek-Perlak, psycholog perinatalny specjalizujący się w pomaganiu osobom ze stratą dziecka. – Sama osobiście zachęcam do tego moje pacjentki. Dlaczego? Statystyki pokazują, że jedna na cztery kobiety poroniła. Jednak chodząc ulicami miasta, rozmawiając z koleżankami w pracy, z przyjaciółką, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele kobiet to spotyka. Dlatego tak otwarte mówienie o poronieniu pomaga zwalczyć poczucie osamotnienia – bo zaczynają pisać o tym inne kobiety, które mają podobne doświadczenie. Na dodatek dostają olbrzymie wsparcie.

Zdaniem psychologa perinatalnego, taki coming out dotyczący poronienia to dobry trend.

– Poronienie w Polsce było do niedawna tematem tabu – mówi Joanna Piątek-Perlak. – Wszyscy podpowiadali kobiecie, łącznie z lekarzem, ciocią, babcia, mamą, że to nie koniec świata i żeby jak najszybciej przeszła po stracie ciąży do porządku dziennego i zaczęła z powrotem „normalnie żyć”. Kobieta po stracie tego nie chce. Jej chce się krzyczeć z bólu. Zawalił jej się cały świat. A kiedy zaczyna o tym mówić, daje sobie prawo do przeżywania tego, co się stało. A poza tym wtedy dopiero okazuje się, że nie jest z tym sama, że dobra koleżanka czy kuzynka, która nie odzywała się przez dłuższy czas, przeżywała dokładnie to samo.

Zobacz też: Poronienie i strata dziecka: fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Jednak psycholog przestrzega przed nadmiernym ekshibicjonizmem w temacie poronienia, szczególnie w sieci, ale…

– Jest cienka granica pomiędzy tym, co jest informacją akceptowalną dla innych, a co nadmiernym wylaniem żalu i emocji, po którym spotkać może kogoś okrutny hejt. Nie oceniajmy zbyt pochopnie takich wpisów – mówi. – To może być oznaka, że ktoś woła o pomoc. Nie lekceważmy tego i  nie zostawiajmy nikogo samego z takim wpisem.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.