Przejdź do treści

Niepłodność w związku – kat czy wybawca?

Diagnoza „niepłodność” zawsze uderza w dwie osoby. Bezdzietność, choć nie mówi się o tym głośno, rozbija związki i małżeństwa. Przedłużające się starania o dziecko zawsze są wielką próba dla każdej pary.

Najpierw mierzenie temperatury, później test owulacyjny. Jeśli wynik jest pozytywny, można zaczynać. Najlepiej kochać się w pozycji klasycznej, bez kombinacji. Żadnych lubrykantów, nawilżaczy czy olejków. Po wszystkim, gdy uda się dotrwać do końca, kilkanaście minut leżenia na plecach z nogami w górze. Nawet jeśli jest przyjemnie, nie można za często. Najlepiej co dwa dni, inaczej plemników będzie za mało lub będą niezbyt ruchliwe. Nie udało się? To nic, przechodzimy do następnego etapu. Do wyboru naprotechnologia i żmudne kreślenie tabelek i wykresów, żywo przypominających zeszyt do lekcji fizyki, lub in vitro. Drugie rozwiązanie nie mniej skomplikowane. Najpierw szereg badań, później stymulacja hormonalna i idące z nią w parze huśtawki nastrojów. Później pobranie komórek jajowych i nasienia.

W dobrych klinikach można liczyć na namiastkę intymności, w tych gorszych zwykły kibel i plastikowy pojemnik. I tak nawet przez kilka lat. W gratisie są zawiedzione nadzieje, płacz i depresja. Podobno dziecko to owoc miłości dwojga ludzi. Ale jak wierzyć w miłość, gdy przestajemy wierzyć w cokolwiek?

Dzieci nas nie chcą

Gdy się kłócili, zawsze było gorąco, mnóstwo emocji, podniesiony głos i nikogo, kto chciałby przerwać awanturę. Przez lata Monika i Bartek funkcjonowali w myśl złotej zasady – nie idziemy spać pokłóceni. W większości przypadków się sprawdzało. „Kłóciliśmy się – to normalne, mieliśmy inne zdania, inaczej widzieliśmy różne sprawy, trochę inaczej postrzegaliśmy świat, ale nigdy nie mieliśmy kryzysów – wspomina Monika. Sielanka trwała, dopóki nie przyszło im się zmierzyć w nierównej walce o dziecko. – Bartek był dla mnie bardzo ważny, niemal najważniejszy. Z perspektywy czasu myślę, że zawsze miałam bardzo mocny instynkt macierzyński i całą troskę przelałam na niego. Stałam się mamą, a nie partnerką. Nie mieliśmy podziału obowiązków – czyste koszule są w szafie, ale jak tam trafiają? Nie wiadomo. Dużo pracowaliśmy, mimo to byliśmy bardzo aktywni, uprawialiśmy sport i mieliśmy wspólne pasje – rowery, motoryzacja, jednoślady i narty – opisuje swój związek Monika. Po wielu latach zdecydowali się na dziecko, ale dziewczyna od początku podejrzewała, że powiększanie rodziny nie będzie łatwe.

Zawsze mówiłam: „Teraz my nie chcemy dzieci, a później dzieci nie będą chciały nas”. I tak też się stało”.

Samotność we dwoje

Para stanęła przed pierwszym poważnym kryzysem – Bartek i Monika musieli zmierzyć się z niepłodnością. Zamiast zjednoczyć siły, zaczęły tworzyć się między nimi podziały. „Na zewnątrz byłam realizującą się, aktywną dziewczyną, nie mogłam przyhamować, musiałam trzymać fason, inni myśleli, że kariera jest dla mnie ważniejsza niż powiększenie rodziny. Tymczasem w środku byłam coraz bardziej rozdarta, pusta i samotna – wspomina Monika. Do lekarzy chodziła sama, często nawet nie wspominała, że ma umówioną wizytę, nie informowała swojego partnera o wynikach badań, kolejnych objawach i problemach. – Chyba chodziło o to, żeby go trochę ochronić, odizolować. Fakt, że Bartek nie bardzo się garnął, aby się czegoś dowiedzieć, nie pytał. Może nie byliśmy wystarczająco dojrzali, żeby zmierzyć się z niepłodnością i nazwać tę chorobę po imieniu. Nie chciałam też dopasowywać naszego życia do mojej owulacji” – tłumaczy. Kiedy wieczorami zostawała sama w domu, rozmyślała o kolejnych przegranych z niepłodnością bitwach, płacząc po cichu.

Monika niewiele mówiła Bartkowi, więc nie mógł zrozumieć powagi sytuacji. „Wszystko, jak mówił, było dla niego bardzo proste – jak nie IUI, to IVF, jak nie IVF, to adopcja. Wciąż powtarzał, że trzeba odpuścić, ale wiedziałam, że to nic nie zmieni. Wiedziałam, jaka jest przyczyna naszych niepowodzeń. Tłumaczyłam mu setki razy, że nie mam owulacji, że pęcherzyki pękają, że nie pękają, że tabletki, które biorę, są bardzo mocne. Nie przyswajał tej informacji, nie reagował w sposób, którego oczekiwałam.

Nie da się „nie myśleć o tym”, kiedy jesteś w trakcie leczenia, kiedy co drugi dzień biegasz na USG, kiedy robisz zastrzyki, kiedy czekasz na wyniki” – opowiada Monika.

Zaciskająca się pętla

Z dnia na dzień kryzys między Bartkiem i Moniką powiększał się. W końcu znaleźli się pod ścianą, los postawił przed nimi kolejną przeszkodę, która paradoksalnie, umocniła ich związek. „Bartek zrozumiał, co się dzieje, dopiero gdy miałam hiperstymulację i mogłam stracić jajniki. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że wreszcie idziemy tą samą drogą i jesteśmy razem – opowiada dziewczyna. Niestety wsparcie było chwilowe, Bartek nie wytrzymał ciążącej na nim presji, a Monika znów została sama. Niebawem zaszła w ciążę i poroniła. – Przeżyliśmy to razem. Później było różnie, kolejne stymulacje, histeroskopia.

Raz czułam duże wsparcie, a innym razem – duże niezrozumienie. Byłam z tym sama. Wtedy zaczęłam szukać w sieci koleżanek, które zmagają się z tym samym. Dzięki temu zaprzyjaźniłam się z niepłodnością, odzyskałam spokój” – mówi Monika.

Związek Bartka i Moniki przez lata starań bardzo ucierpiał, jednak nie poddali się i ciągle próbują naprawić to, co przez wiele lat było wystawiane na szwank. „Za długo walczyliśmy, nazbierało się i czara się przelała. W czasie starań nie można się kłócić i wszystko się kumuluje. Czasem potakujesz, czasem dla dobra sprawy przemilczysz. Oboje mamy bardzo mocne charakter i z trudem ustępujemy. Kobieta musi być mądrzejsza, ale ja jeszcze nie opanowałam tej sztuki” – przyznaje Monika.

Druga strona medalu

Karol oświadczył się Ani w czasie wycieczki w góry, pierścionkiem za złotówkę z pobliskiego automatu. Kilka miesięcy później dał jej „prawdziwy” pierścionek. Kobieta nosi go do dziś, obok obrączki, i nie ma żadnych wątpliwości co do słuszności tej decyzji. „Nie wyobrażam sobie życia bez niego” – uśmiecha się Ania. Trudna droga, jaką razem przeszli, utwierdziła ją w przekonaniu, że trafiła na tego jedynego.

Cały tekst do przeczytasz tutaj…

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Po diagnozie, czyli najtrudniejsze decyzje i jak do nich dojść

diagnoza niepłodność

Diagnoza niepłodność, zwłaszcza formalna, wypowiedziana w gabinecie, na podstawie badań, może być przytłaczającą. Dla jest szokiem, dla innych wyzwaniem. Zawsze jest jednak początkiem dłuższej historii. Rzeczywistość jest taka, że rzadko kiedy opieramy się wyłącznie na opinii lekarza; zbieramy informacje sami, przeszukujemy Google, rozmawiamy online z innymi osobami będącymi w podobnej sytuacji.

Informacji jest wiele, wydaje się, że już prawie wszystko wiadomo, w razie wątpliwości wystarczy sięgnąć po telefon z dostępem do Internetu i w ciągu kilku minut osiągalna jest każda informacja. A jednak określenie planu działania, który będzie optymalny dla naszej rodziny z pewnością nie jest łatwe. Warto w tym celu rozważyć kilka elementów.

Research

Ilość niekoniecznie przekłada się na jakość. Dzięki powszechnej dostępności do Internetu możemy uzyskać informacje w takich ilościach, jak nigdy dotąd. Ale też często trudno mówić o dzieleniu się w Internecie rzetelną wiedzą; często są to czyjeś opinie wyrażone w pseudonaukowy sposób. Jeśli ktoś uzyskał ciąże dzięki inseminacji, a wcześniej zawiodła go stymulacja lekami, najpewniej będzie przekonany że IUI jest szczególnie skuteczna. Ktoś inny będzie przekonywał, że zdrowe żywienie i akupunktura są co najmniej tak skuteczne jak in vitro.

Osoba, która właśnie stała się pacjentem, może czuć się bardzo zagubiona. Diagnoza niepłodność sprawi, że być może będzie chwytała się każdego sposobu, żeby sobie pomóc. Na poziomie fizycznym, ale działanie ma też pomóc na cierpienie psychiczne. Dlatego warto szukać, ale w miejscach wiarygodnych. Dobra relacja z lekarzem prowadzącym jest bezcenna, może on też stać się nieocenionym źródłem informacji. Zwykle kliniki leczenia niepłodności dostarczają cennej i rzetelnej wiedzy.

Dostępne są publikacje w czasopismach naukowych. Można rozważyć konsultacje u innych specjalistów. Warto też zobaczyć, co leczeniu niepłodności mówi się w świecie. Jednym z ciekawszych i nieustannie udoskonalanych źródeł tak wiedzy, jak i wsparcia w postaci grup online jest RESOLVE. The national infertility association. Większość europejskich krajów ma własne organizacje i stowarzyszenia, te z kolei ogólnodostępne strony internetowe. Można korzystać też na co dzień z zasobów naszego portalu i magazynu Chcemy Być Rodzicami

Finanse

Większość z  nas ma jakieś ograniczenia finansowe. W związku z tym sposoby i metody leczenia niepłodności również będą uzależnione od tego czynnika. Pieniądze (lub ich brak) mogą dodatkowo pogłębiać trudności i poczucie bezsilności. Z jednej strony wiadomo, że dostępnych jest wiele skutecznych metod leczenia, z drugiej nie z każdej można skorzystać lub można po nie sięgnąć jedynie kilka razy. Właśnie ze względu na ograniczenia finansowe.

Warto więc rzetelnie przyjrzeć się swoim dochodom, zastanowić się, jakie obciążenia możemy ponieść, gdzie da się obciąć koszty, ale też jakie koszty można ponieść, tak finansowe, jak i emocjonalne.

Dla niektórych osób wzięcie kredytu na leczenie nie jest problemem. Uważają, że jeśli chodzi o ich zdrowie oraz szanse na powiększenie rodziny nie warto się ograniczać, nawet jeśli upragniony efekt nie zostanie osiągnięty. Inni będą się długo zmagali ze skutkami spłacania długów zaciągniętych na nieudane leczenie.

W przypadku finansów nie ma dobrych ani złych rozwiązań. Jest tylko to, co wpisuje się w naszą rzeczywistość. Diagnoza niepłodność może także uruchamiać naszą kreatywność w zakresie zebrania funduszy na leczenie.

Diagnoza: niepłodność

Niepłodność jest konsekwencją trudności zdrowotnych, ale też ich źródłem. Dlatego też trzeba być szczególnie uważnym i brać pod uwagę zarówno istniejący wcześniej stan zdrowia, jak i mogące się pojawić choroby i zaburzenia. Bo choć leki stosowane w leczeniu niepłodności są coraz doskonalsze i bezpieczniejsze, to jednak ciągle są źródłem obciążeń. Skutki uboczne opisane w ulotkach nie mają na celu wystraszyć pacjenta i zniechęcić go do leku, ale pomóc mu podjąć świadomą decyzję.

Warto więc uczciwie odpowiedzieć sobie na kilka przykładowych pytania:

  • W jakiej się jest kondycji psycho-fizycznej i czy można ją jakoś poprawić, jeśli jest taka potrzeba?
  • Jakie skutki mogą mieć kolejne procedury, operacje czy nawet ciąża dla naszego zdrowia?
  • Gdzie są moje granice?
  • Czy skutki leczenia mogą być długotrwałe, a jeśli tak, czy jestem na nie gotowa?
Wsparcie

Chyba nigdy dość mówienia o wadze wsparcia. I rozmowy, dobrej, prawdziwej, dającej poczucie, że zostało się wysłuchanym. Najpierw w parze, ponieważ leczenie przechodzi się wspólnie, nawet jeśli tylko jedna osoba bierze leki i jest poddawana kolejnym procedurom. W sytuacji, kiedy widzi się przyszłość jako niemal całkiem zależną od leczenia, kiedy żyje się w ciągłej niepewności, od jednego wyniku do drugiego, samotność jest wyjątkowo dotkliwa. I niepotrzebna.

Jeśli diagnoza niepłodność skłoniła nas do podjęcia decyzji o leczeniu niepłodności, to znaczy że jakoś uznało się jej istnienie w naszym życiu. Stała się faktem. Nie ma powodu jej ukrywać. Milczenie nikogo nie chroni.  Szukajmy i korzystajmy z tych możliwości, które są wokół.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rusza program in vitro w Gdańsku. Wojewoda nie zgłosił uwag do projektu

in vitro w Gdańsku

10 lipca minął termin, do kiedy wojewoda pomorski mógł uchylić uchwałę lub wnieść zastrzeżenia do „Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska na lata 2017-2020”.  Oficjalnie rusza program dofinansowania in vitro w Gdańsku.

To bardzo dobra wiadomość dla gdańszczan tym bardziej, że program został przyjęty przez Radę Miasta już pod koniec lutego. Kilka tygodni później natomiast wojewoda Dariusz Drelich unieważnił uchwałę, argumentując swoją decyzję faktem, że miasto nie zastosowało odpowiednich procedur. Uzasadniał także tym, że założenia programu nie zostały zaopiniowane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Pozytywna opinia z AOTMiT dotarła ostatecznie 30 maja. Radni PO na nadzwyczajnej sesji rady złożyli wniosek o głosowanie nad uchwałą dotyczącą uruchomienia programu bez dyskusji. W ten sposób odebrano opozycji prawo zabrania głosu, co spotkało się ze sprzeciwem i oburzeniem. Uchwała został przyjęta liczbą 16 głosów, 12 radnych głosowało przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu.

Gdańskie pary już jesienią będą mogły skorzystać z częściowej refundacji in vitro.

Jak w wielu innych miastach, tak samo przy in vitro w Gdańsku, program zakłada dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł do trzech kolejnych prób. Został rozpisany na lata 2017-2020. W każdym z nich gdańszczanie otrzymają łącznie od samorządu wsparcie w wysokości miliona złotych. A zatem program pozwoli na przeprowadzenie około 200 procedur in vitro rocznie.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nim nie wiesz

Artificial insemination or in-vitro fertilization of an egg cell,ovum or zygote

Wydaje ci się, że o in vitro wiesz już wszystko? Założymy się, że z pewnych rzeczach nie zdawałaś sobie sprawy.

Jak to właściwie działa

IVF to żmudny proces, obejmujący przyjmowanie wielu leków w tabletkach, zastrzykach czy globulkach. Wszystko, by stymulować jajniki do wytworzenia więcej niż jednej komórki jajowej – którą zwykle wytwarza w danym cyklu menstruacyjnym.

Kilka tygodni od rozpoczęcia kuracji kobieta jest poddana drobnemu zabiegowi punkcji jajników w celu pobrania jajeczka lub jajeczek. Dzieje się to za pośrednictwem bardzo cienkiej igły wprowadzonej do pochwy wraz z głowicą USG. Trwa to mniej więcej 15, maksymalnie 30 minut. Komórka bądź komórki trafiają do laboratorium, gdzie zostaną zapłodnione, później przeistoczą się w zarodek.

IVF nie daje żadnej gwarancji sukcesu

Czas w przypadku kobiet pragnących dziecko nie działa na ich korzyść. Powszechnie wiadomo, że im wcześniej rozpocznie się planowanie ciąży, tym większe szanse na zajście w nią.

W 40% przypadków dziecko po 1 transferze zarodka urodzi kobieta przed 35. rokiem życia. Kiedy przekroczy ten próg, prawdopodobieństwo szczęśliwych narodzin spada do 31%. Przed czterdziestką i chwilę po jej przekroczeniu 1 na 5 procedur kończy się sukcesem. 11% szans mają panie w wieku 40–42 lata, mniej niż 5% – te, które zbliżają się do 43. roku życia.
IVF jest naprawdę drogie

Po zakończeniu rządowego programu wspierania leczenia niepłodności wraca temat wysokiej ceny za możliwość bycia rodzicem. Dziecko „z probówki” nie jest zachcianką, decydując się na in vitro, trzeba brać pod uwagę koszty, idące w dziesiątki tysięcy złotych. Oczywiście cena cenie nierówna, ale trzeba przygotować się, że nigdzie nie będzie tanio.

Wyjściem może być wyjazd za granicę – niekoniecznie setki kilometrów dalej. Kliniki w Czechach i na Białorusi czekają na polskich klientów z otwartymi ramionami (o czym pisaliśmy w poprzednich numerach).

Masz mniej jajeczek, niż ci się wydaje…

Zapewne wiesz, że przed urodzeniem masz już określoną liczbę komórek jajowych. Nazywa się to rezerwą jajnikową. Część z nich, ok. 700 tys. do nawet 2 mln, ulega zwyrodnieniu już na etapie życia płodowego. W jajniku dojrzałej kobiety występuje ich mniej więcej 40 tys., są one uwalniane w każdym cyklu aż do menopauzy.

…i możliwe, że ich nie wykorzystasz

Im kobieta jest starsza, tym mniej ma zdrowych jajeczek. Po 40. roku życia lekarz może zasugerować skorzystanie z komórek dawczyni. Podkreśla się, że wszystko zależy od stanu zdrowia przyszłej matki, ale jeśli jajniki lub/i komórki nie odpowiadają na stymulację, dobrze zastanowić się nad zewnętrznym wsparciem dawczyni.

Komplikacje i efekty uboczne czasem się zdarzają

Nawet najprostsza procedura niesie za sobą ryzyko, np. igła może trafić nie tam, gdzie powinna. To rzadkie zjawisko, ale nie da się go całkowicie wykluczyć. Tak samo jak tego, co przyniosą dni „po”. Zdarza się choćby, że stymulacja jajników podnosząc poziom estrogenów, spowoduje zakrzepicę. Relatywnie często występuje również zespół hiperstymulacji jajników, który najczęściej jest niegroźny i samoograniczający, jednak zdarzały się przypadki śmiertelne. Lepiej mieć tego świadomość, nawet jeśli ryzyko jest bliskie zeru.

(Raczej) nie licz na bliźniaki

Czasy, kiedy mówiono, że zapłodnienie in vitro to prosta droga do ciąży bliźniaczej, chyba są już za nami. Jeśli przełożyć doświadczenia Amerykanów na polskie warunki, można zakładać, że kobiety po IVF mają niewiele ponad 3% szans na urodzenie bliźniąt, a 0,1%, by mieć trojaczki (za: cdc.gov/nchs/fastats/multiple). Liczba ciąż mnogich po IVF wciąż spada, gdyż coraz częściej stosuje się transfer pojedyńczego zarodka.

Po in vitro rośnie ryzyko depresji poporodowej
Dwa lata temu Duńczycy odkryli, że kobiety rodzące dziecko dzięki in vitro lub innym metodom zapłodnienia pozaustrojowego pięciokrotnie częściej zapadają na depresję niż… kiedy owo zapłodnienie nie kończy się porodem. Może to wynikać z kolizji oczekiwań pacjentki wobec wyczekanego dziecka, a rzeczywistością.
Dziecko z in vitro – koniec z niezdrowymi przyjemnościami

Zarodki nie lubią tego, do czego przyszła mama przyzwyczaiła swoje ciało. Każda używka mająca związek z toksynami musi iść w odstawkę na czas leczenia i ciąży. Konsekwencjami braku zahamowań mogą być poronienie i jeszcze większe problemy z płodnością. Zamiast papierosa czy alkoholu radzi się… uprawiać seks – gdyż to na nim najbardziej zyskuje dziecko.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl