Przejdź do treści

Niepłodność społeczna

fotolia-107615520-xs.jpg

Pokładamy wielkie nadzieje w leczeniu niepłodności. Na całym świecie, tam gdzie tego typu wsparcie jest dostępne, coraz więcej kobiet w biologicznie zaawansowanym wieku szuka szans na macierzyństwo.

Według najnowszych danych[1] na przykład w Australii ilość kobiet po 40 roku życia rozpoczynających procedurę in vitro wzrosła trzykrotnie w ciągu ostatniej dekady. Przemysł związany z leczeniem niepłodności zdaje się oferować kobietom to, czego natura nie jest im w stanie dać. Wiek, stan zdrowia, ryzyko chorób genetycznych i wiele innych to czynniki, które przy pomocy różnych, coraz bardziej złożonych technik medycznych można kontrolować i dotrzeć do upragnionego celu – do dziecka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie tylko wśród kobiet doświadczających niepłodności obserwujemy trend przesuwania macierzyństwa na później. Chcemy wierzyć, że wszystko jakoś da się rozwiązać, pokonać przeszkody, że ktoś wymyśli badanie lub technikę, która uczyni rodzicielstwo możliwym.

Czekamy więc na „właściwy moment”, który czasem przychodzi, ale częściej nie. A decyzja o macierzyństwie coraz bardziej odsuwa się w czasie. Czy jednak i do kogo można mieć o to pretensje?

 
Dyskryminacja kobiet
 
Jest rzeczą naturalną i zrozumiałą, że decyzję o założeniu rodziny uzależnia się od sytuacji finansowej, zawodowej i mieszkaniowej. Ostania dekada to czas poważnego kryzysu ekonomicznego, który rozlał się po całym niemal świecie. Dla wielu osób bezpośrednio przełożył się na możliwości znalezienia dobrej pracy, kupna lub utrzymania mieszkania, a w konsekwencji zaburzył ich poczucie bezpieczeństwa. Pośrednio dotknął również planów związanych z rodzicielstwem.
 
Nie jest żadną tajemnicą, że kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, nawet jeśli pracują na równorzędnych stanowiskach. Mają mniejsze szanse na rozwój zawodowy, według danych OECD również więcej od mężczyzn pracują, zwłaszcza bezpłatnie [2]. Dla pracodawcy kobieta to często aktualna lub przyszła matka. Będzie brała zwolnienia na chore dzieci albo pójdzie na urlop macierzyński. Pracodawca nie może tego wiedzieć na pewno, jednak oczekiwanie, że kobieta w którymś momencie zarzuci pracę zawodową na rzecz życia rodzinnego zdaje się być silnie wrośnięte w świadomość społeczną.
Jednocześnie przyszłe i obecne matki nie mogą liczyć na wiele. Szanse na pracę w niepełnym wymiarze godzin są niewielkie, a utrzymanie się z jednej pensji dla wielu osób jest niemożliwe. Koszty opieki nad dzieckiem nierzadko pochłaniają zarobki jednego z rodziców, którzy utykają w błędnym kole zarobków nie spinających się finansów. Nie jest to więc klimat sprzyjający rozrodczości. Łatwiej zignorować biologię własnego ciała i wierzyć, że „jakoś to będzie” niż mierzyć się ze nieprzewidywalną rzeczywistością.
 
Kogo to obchodzi?
 
Niepłodność zawsze była doświadczeniem wstydliwym, izolującym i izolowanym. Aktualnie dominujący klimat wokół nowoczesnych metod leczenia może jedynie pogłębiać w pacjentach poczucie nieadekwatności, gorszości i niechcianej wyjątkowości.
W literaturze związanej z niepłodnością można spotkać termin „niepłodność społeczna” opisujący sytuację, kiedy trudności z zajściem w ciąże wiążą się ze zbyt zaawansowanym wiekiem kobiety. Ten z kolei często wynika z jej decyzji, żeby macierzyństwo odsunąć w czasie. Dla przeciwników ingerowania w naturę oraz fundamentalistów religijnych jest to doskonały dowód na słuszność głoszonych przez nich tez na temat in vitro.

Coraz wyraźniejsze są głosy, że najlepszym sposobem zapobiegania niepłodności jest wiek. W przebiegu życia kobieta w naturalny sposób traci komórki jajowe; u jednych kobiet proces ten przebiega szybciej, u innych wolniej, ale zawsze jest nieunikniony.

Wiemy, że macierzyństwo jest możliwe w czwartej dekadzie życia, ale wolimy nie pamiętać o tym, że statystycznie szanse na nie są znikome. Na ten moment nie znamy sposobów, żeby ten proces zatrzymać. Być może więc równolegle z rozwojem metod wspierania rozrodu powinna więc iść edukacja o biologii i płodności.

Okazuje się również, że to, co jest sprawą jednej na pięć par w gruncie rzeczy dotyczy całego społeczeństwa. Jeśli kobiety coraz liczniej odsuwają decyzję o macierzyństwie, przekłada się to na dzietność w danej populacji. Nowego wymiaru nabiera więc termin „niepłodność społeczna” – można osobiście nie mieć żadnego kłopotu z poczęciem dziecka, ale jako społeczeństwo zaczynamy cierpieć na niepłodność. Nie jesteśmy w stanie wspierać kobiety w decyzji i macierzyństwie, w staraniach o nie, w opiece nad niemowlęciem i małym dzieckiem, a jednocześnie mówimy jej, co ma robić, jak i kiedy.

Przemysł medyczny próbuje poradzić sobie z objawami niepłodności; tylko takie, realnie, wsparcie medyczne jest aktualnie dostępne. Społeczeństwo jednak może i powinno wspierać kobiety przede wszystkim poprzez usuwanie społecznych przyczyn niepłodności.

Jeśli kobiety mają zyskać przestrzeń dla własnych decyzji, a gotowość do macierzyństwa ma się pojawiać znacznie wcześniej niż dzieje się to aktualnie, konieczne są zmiany w sytuacji potencjalnych matek. Jeśli społeczeństwo ma korzystać z benefitów związanych z rozwojem dzietności, przyszłe matki musza poczuć, że ich rola jest ważna, że leczenia nie jest fanaberią, a koniecznością , że potrzebują realnego wsparcia w opiece nad dziećmi. Nie potrzebują natomiast zawstydzania, wyszydzania, poniżania, odbierania szans na rozwój zawodowy. Wtedy może łatwiej będzie też usłyszeć głos, że naprawdę najważniejszy w zapobieganiu niepłodności jest czas.
 
[1] http://www.abc.net.au/news/2016-05-30/ivf-doctors-misleading-patients-about-success-rates-experts-say/7457750
[2] http://www.oecd.org/gender/data/timespentinunpaidpaidandtotalworkbysex.htm

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

———————————–
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czy macierzyństwo po in vitro jest inne?! – ciekawe spostrzeżenia psychologa

mama in vitro

Osoby doświadczające niepłodności wchodzą w rodzicielstwo z pewnymi obciążeniami – tendencją do izolacji, poczuciem niezrozumienia, odmienności, samotności…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od kiedy in vitro stało się powszechnie dostępną metodą leczenia niepłodności, spotyka się ona z licznymi kontrowersjami z jednej strony oraz zachwytami z drugiej.

In vitro – ostatnia deska ratunku?

Rzeczywistość jest taka, że metoda ta dała wielu ludziom szansę na rodzicielstwo, której nie mieliby kilkadziesiąt lat wcześniej.  Odmieniła zasadniczo przyszłość osób, które w innych okolicznościach pozostałyby bezdzietne, bo przecież adopcja nie zawsze jest możliwa, z wielu powodów. Ale też, jak wie każda osoba, która się jej podjęła, nie jest łatwą i przyjemną drogą do rodzicielstwa. Zwykle jest tak, że zanim ktoś dotrze do etapu in vitro, przechodzi krótszą lub dłuższą niepłodność, podchodzi do innych sposobów leczenia, przeżywa straty. Zapłodnienie in vitro bywa więc nazywane ostatnią deską ratunku.

Sytuacja polityczna a społeczny odbiór in vitro w Polsce?

Aktualna polska rzeczywistość zdaje się być coraz dalsza od zachodniej, opartej na przesłankach naukowych, faktach oraz rzetelności. Zmiany w prawodawstwie, brak dofinansowania leczenia z publicznych pieniędzy mają realne przełożenie na społeczny odbiór metody, jak również na komfort psychiczny pacjentów. Ich sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że ciągle jest wiele niepewności tak w zakresie skuteczności leczenia, ale przede wszystkim jego skutków. Na tym też opierają swoją argumentację przeciwnicy metody. A od niepewności i wątpliwości, potrzebnych w nauce, do absurdów i pseudonaukowych wywodów w rodzaju bruzd na czole „dzieci z in vitro” jest bardzo krótka droga.

In vitro a naturalne starania – ciekawe badania

Warto więc przyjrzeć się temu, co nauka oparta na rzetelnych badaniach mówi na ważne tematy związane z in vitro: czy i w jaki sposób metoda ta wpływa na psychologiczny dobrostan kobiet, jakość ich życia i czy doświadczenie kobiet w ciąży po in vitro różni się zasadniczo od kobiet w ciążach z naturalnego poczęcia.
W jednym z ostatnich badań opublikowanych w 2016 roku wzięło udział 75 kobiet, które w tym samym czasie zaszły w ciążę na skutek  zapłodnienia in vitro i 78, których ciąża była naturalna. Wszystkie uczestniczki zostały przebadane za pomocą kwestionariuszy, wzięto również pod uwagę dane dotyczące nowonarodzonych dzieci.
Wnioski, do których doszli badaczy wskazywały,  że…

kobiety po doświadczeniu in vitro częściej się izolowały społecznie, ale jednocześnie częściej doświadczały pozytywnych emocji wraz z rozwojem ciąży oraz rosnącego poczucie sensu życia. Jednocześnie kobiety będące w grupie in vitro częściej doświadczały trudności seksualnych, co skutkowało obniżonym poczuciem spełnienia w niektórych aspektach życia.

Co ważne, kobiety z pierwszej grupy przeszły stosunkowo krótkie, bo 30-miesięczne leczenie niepłodności zanim zaszły w ciążę, co mogło mieć wpływ na otrzymane wyniki.

Izolacja kobiet po in vitro

Odpowiedź na pytanie, co było źródłem izolacji wśród kobiet po in vitro jest jednocześnie odpowiedzią na pytanie, co jest trudne w niepłodności w ogóle. Badacze postawili tezę, że potrzeba trzymania się na dystans wynikała z niechęci do spotkań rodzinnych oraz koleżeńskich, na których niezmiennie padały pytania o to, kiedy będą dzieci i dlaczego nadal ich nie ma, jak również ze względu na konieczność obserwowania cudzych ciąż. Pary mające trudności w poczęciu czuły się niezrozumiane, przez co podejmowały decyzję o radzeniu sobie z chorobą oraz leczeniem w samotności.

Poczucie odmienności i  nieprzystawalności pozostawało czasami nawet po narodzinach dziecka.

Badania pokazały również, że obie grupy kobiet były w podobnym stopniu zadowolone ze swoich związków.
Natomiast to, co zostało potwierdzone w badaniach z 2016 roku to wyższe ryzyko hospitalizacji kobiet, które zaszły w ciążę po in vitro oraz ciąż zakończonych cesarskim cięciem.

Ciąża po transferze wpływa na psychikę mamy i całe macierzyństwo

Można spekulować, czy ciąża będąca efektem zapłodnienia pozaustrojowego jest ciążą o którą wszyscy, rodzice i personel medyczny, dbają szczególnie. Niekoniecznie na świadomym poziomie. Dlatego też, nawet jeśli badania nie wskazują na to, że…

kobiety po leczeniu niepłodności oraz zapłodnieniu pozaustrojowym przejawiają cechy depresji klinicznej czy zaburzeń lekowych, trudności tych jednak doświadczają. Byłoby to zupełnie zrozumiałe.

Te uczucia pojawiają się już na wczesnych etapach leczenia, a nawet diagnozy i niestety nie znikają w magiczny sposób wraz z pojawieniem się ciąży czy dziecka. Łatwiej je jedynie wówczas ignorować, skupiając się z działaniu.

Kolejne badania pokazują więc, że osoby doświadczające niepłodności wchodzą w rodzicielstwo z pewnymi obciążeniami – tendencją do izolacji, poczuciem niezrozumienia, odmienności, samotności, doświadczają również często trudności w życiu seksualnym. To może ich skłaniać do szukania profesjonalnego wsparcia. Jednocześnie badania przekonują, że niepowtarzalne i niemożliwe do osiągnięcia innymi sposobami szanse, jakie stwarza metoda in vitro znacząco poprawiają jakość życia i ogólny stan psychiczny osób z niej korzystających.

POLECAMY:

Komu George Michael opłacił in vitro?

6 rzeczy, o których wiedzą niepłodni

Tu kupisz najnowszy Magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

A co jeśli wakacje nie pomogły?

A co jeśli wakacje nie pomogły?
Pixabay

Często pary starające się o dziecko jako pierwszą wskazówkę słyszą: „wrzućcie na luz”. A co jeśli wakacje nie pomogły, lato i czas pełen relaksu za nami, a efektów ciągle brak? Dlaczego może być to złudna porada i jak można uchronić się przed dodatkowym stresem?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Emocje i stan psychiczny mają duże znaczenie w trakcie starań o dziecko. Są jednak przyczyny niepłodności, które nie miną nawet na najpiękniejszych wakacjach. Niepłodność to choroba. Czy w przypadku innych chorób znajomi również mówią „wrzućcie na luz”? Raczej nie. Bez właściwej diagnostyki czas bezowocnych zmagań może powodować frustrację i ostatecznie wydłużyć czas starań o dziecko” –  mówi dr Hanna Starosławska z warszawskiej Przychodni Novum.

Jest to tym ważniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że upływający czas zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem płodności: „O tym czy i o ile możemy przedłużyć naturalne starania, można zdecydować po badaniach oceniających potencjał rozrodczy pary. Wiek kobiety – głównie ten biologiczny, a nie metrykalny – zawsze ma znaczenie. Czasami metrykalnie kobieta jest w najlepszym okresie rozrodczym, lecz jej komórki jajowe są dużo „starsze” (obniżona rezerwa jajnikowa). Jest ich coraz mniej,  mogą mieć obniżoną zdolność do zapłodnienia i prawidłowego rozwoju, mimo, że dochodzi do owulacji. Wtedy nawet jeśli wiek nie jest zaawansowany naprawdę trzeba szybko rozpocząć specjalistyczną diagnostykę i nie odwlekać leczenia” – podkreśla nasza ekspertka.

Tak – potrzebujemy specjalisty!

Niepłodność, podobnie jak inne choroby, najskuteczniej diagnozuje się i leczy się w ośrodkach specjalistycznych. Dlatego, nawet jeśli do tej pory korzystałyśmy z pomocy „swojego” zaprzyjaźnionego ginekologa, warto wybrać się do takiej kliniki, chociażby na konsultacje. Jednoczesna ocena płodności kobiety i mężczyzny, specjalistyczne badania i ocena wyników przez zespół lekarzy zajmujących się płodnością, pomoże w ustaleniu na jakim etapie jest para, czy już potrzebna jest interwencja medycyny i w jakim stopniu.

Zdarza się słyszeć opinie i obawy, że skorzystanie z pomocy kliniki leczenia niepłodności jest równoznaczne z in vitro. Czy często specjaliści spotykają się z tego typu obawami? „Przede wszystkim, dla wielu par przekroczenie progu kliniki leczenia niepłodności jest swego rodzaju postawieniem kropki nad „i”, zmierzeniem się z trudnym faktem: jesteśmy niepłodni.

Jednak w specjalistycznym ośrodku wszyscy pacjenci w poczekalni są z tego samego powodu; nikt  nikogo nie ocenia a personel stara się pomóc. W klinice, która zatrudnia zespół specjalistów związanych z medycyną rozrodu i w której dostępne są wszystkie metody leczenia niepłodności, rodzaj terapii dopasowywany jest do potrzeb pary, a nie ograniczany możliwościami ośrodka.

In vitro to najbardziej zaawansowana technika leczenia, która proponowana jest tylko w uzasadnionych przypadkach i ze wskazań medycznych” – mówi dr Starosławska i uspokaja zaniepokojonych: „Rzeczywiście wykonujemy w nOvum bardzo dużo zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego. Wynika to z faktu, że nasze efekty i ponad 20-letnie doświadczenie powodują, że  zgłaszają się do nas pacjenci, którym tylko ta metoda leczenia może pomóc. Jednak droga od progu ośrodka z całą pewnością nie wiedzie prosto do in vitro!”.

Wakacje i postanowienia

Podejmując decyzję o rozpoczęciu diagnostyki i leczenia niepłodności warto zastanowić się jakie są kluczowe argumenty przemawiające za wyborem specjalistycznej kliniki. Czy korzystny dla nas będzie dostęp do wielu specjalistów jednocześnie, a co za tym idzie skrócenie czasu diagnostyki? Czy może też holistyczne podejście do problemu?

Specjalistyczny ośrodek to przede wszystkim zespół współpracujących ze sobą lekarzy, embriologów i diagnostów. Przyspiesza to diagnostykę, a po konsultacjach z ekspertami różnych specjalizacji,  pozwala wybrać najwłaściwszą metodę leczenia. Wszystko dzieje się szybciej i często korzystniej finansowo, niż rozłożone w czasie kolejne i kolejne badania.

No i najważniejsze: klinika to miejsce, gdzie wiedza, doświadczenie i sprzęt pozwalają na zastosowanie odpowiedniego leczenia na każdym etapie niepłodności. W tym kontekście decyzja o przekroczeniu progu specjalistycznego ośrodka wydaje się być bardziej konkretną propozycją, niż „wrzucenie na luz”. Szkoda tracić czas, warto o siebie skutecznie zadbać!

Zobacz także:

Dla kogo zapłodnienie in vitro jest właściwą metoda leczenia

A tak poza tym…wakacje, czyli urlop od niepłodności

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Niepłodni często słyszą – nawet w gabinetach lekarskich, że wiele zależy od ich nastawienia, więc trzeba myśleć pozytywnie. Ale czy na pewno? Psycholog pokaże, że trudne emocje też mogą być pomocne w procesie leczenia niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O niepłodności i jej leczeniu zwykło się myśleć jako o doświadczeniu wywołującym liczne, skrajne i często negatywne emocje. To przekonanie stało się też częścią narracji, z którą pacjenci spotykają się w gabinetach lekarskich. Słyszą, że skuteczność leczenia zależna jest w znacznej mierze od ich nastawienia. Nie powinni więc poddawać się złym lub negatywnym emocjom. Trzeba myśleć pozytywnie.

Negatywne emocje w procesie leczenia niepłodności

Problemów z tym przekonaniem jest jednak kilka. Po pierwsze, zarówno niepłodność jak i metody jej leczenia mogą być źródłem traumy, w obliczu której trudno pozostać spokojnym i opanowanym, nie mówiąc o zachowaniu optymistycznej postawy. Druga sprawa to właściwie rozumienie, czym są i jaką w gruncie rzeczy rolę pełnią tak zwane negatywne emocje w procesie radzenia sobie z niepłodnością.

Ci pacjenci, którzy mówią o uczuciach takich jak desperacja czy złość mogą czuć się marginalizowani, a nawet napiętnowani. Dostają mniej lub bardziej wprost wyrażoną opinię, że to nie czas na tego typu stany emocjonalne. Jednak czy słusznie?

Bezradność, lęk, złość… jakie uczucia towarzyszą niepłodnym

Depresja i lęk nie należą do stanów twórczych. Ale też w gruncie rzeczy pacjenci leczący się z powodu niepłodności doświadczają znacznie bardziej złożonych emocji takich jak bezradność, desperacja i złość. A to znacznie zmienia postać rzeczy. Dlatego też, zanim zaczniemy namawiać pacjentów na przyjęcie jedynie słusznej postawy podczas leczenia, warto się przyjrzeć temu, z czym w gruncie rzeczy się zmagamy? Jeśli przyjrzymy się „negatywnym” emocjom pojawiającym się podczas leczenia niepłodności może się okazać, że niosą one ze sobą spory potencjał.

Bycie na krawędzi… napędza, czy blokuje niepłodnych?

Pacjenci będący w trakcie leczenia niepłodności często mówią o poczuciu balansowania na krawędzi. Można by więc spodziewać się, że osoby te zmagają się z rozchwianiem emocjonalnym, zagubieniem i trudnościami w podejmowaniu decyzji. Ale przecież, kiedy myślimy o pacjencie leczącym niepłodność, jego obraz jest zasadniczo inny. Częściej pozostaje on pod wpływem licznych emocji, twórczego pobudzenia niż klinicznej depresji.

Tak zwane toksyczne emocje w gruncie rzeczy odgrywają pozytywną rolę, ponieważ desperacja i gniew motywują do działania, poszukiwania optymalnych rozwiązań, zmuszają do podejmowania decyzji przemyślanych i świadomych.

Desperacja siłą napędową w długich staraniach o dziecko

Rozumienie desperacji jest bardzo szerokie, zaczynając od sytuacji, w której ktoś decyduje się na każde rozwiązanie, byle tylko zakończyć nieprzyjemną dla niego sytuację. Jednak osoby leczące się z powodu niepłodności, choć opisują swoje doświadczenie jako totalne, podporządkowujące sobie niemal wszystkie inne aspekty życia, wywołujące poczucie pustki i bezradności, mówią jednocześnie, że te właśnie uczucia ich motywują. Nie polegają na przypadkowych rozwiązaniach, niesprawdzonych metodach oraz miejscach. Badania pokazują, że pacjenci, którzy sami o sobie definiują jako zmagających się z desperacją, to również pacjenci, których cechuje szczególnie silna motywacja, ambicja i realizm.

Jakie uczucia znane przy niepłodności…gniew… znacie to?

Kolejna nielubiana emocja, nie pasująca w powszechnym przekonaniu zwłaszcza do kobiet to gniew.

A przecież pacjenci zmagający się z niepłodnością mają bardzo wiele powodów do złości i gniewu: utratę kontroli nad własnym ciałem, konieczność dostosowania swojego życia, potrzeb i możliwości do licznych wizyt w klinice, nierzadko niekompetencje lub nawet nieuczciwość „specjalistów” spotykanych po drodze. Mogą się też złościć na los, Boga, członków rodziny czy przypadkowo spotkane kobiety w ciąży. Mogą się wreszcie złościć na rzeczywistość, w której 40-letnia celebrytka bez problemu zdawałoby się zachodzi w ciążę bliźniaczą, a sąsiadką, która nie chce mieć dzieci ani nie ma ku temu warunków rodzi kolejne.

Złoszczą się na realność i własne fantazje. I nic w tym dziwnego ani nienaturalnego. Złość może być bardzo pomocna w testowaniu rzeczywistości, w konfrontowaniu tego, co słuszne i konstruktywne, w odsiewaniu faktów od pragnień bez poparcia. Bez złości, bez rozczarowania pacjentka, która przeszła w danej klinice trzy nieudane próby in vitro pewnie by w niej została. Bez wściekłości i poczucia rozczarowania być może nie zaczęłaby szukać innych miejsc, metod, specjalistów. Być może nie odważyłaby się opowiedzieć o swoim doświadczeniu i tkwiłaby w samotności. Gdyby nie złość i rozczarowanie łatwiej byłoby zatrzymać się na etapie niewiedzy i ślepego zaufania.

Złość może więc być twórcza i rozwojowa

Jak zauważają badacze złość, poczucie bezradności i winy współwystępują z nadzieją, wdzięcznością i optymizmem. Dlatego też warto pamiętać, jak ważną rolę odgrywają emocje w naszym życiu. Wszystkie emocje, również te tradycyjnie (i niesłusznie, warto dodać) nazywane negatywnymi.

Oczywiście, gdyby zanurzyć się jedynie w poczuciu rozpaczy czy depresji, zapewne będzie to oznaczać koniec leczenia niepłodności.

Ale pacjenci dotknięci tym schorzeniem są dość specyficzną  grupą społeczną – choć nie cierpią na chorobę zagrażającą życiu, cechuje ich niezwykła aktywność w poszukiwaniu metod leczenia, często są bardzo dobrze wykształceni, zarabiają powyżej „średniej”, żeby móc opłacić bardzo kosztowne i nierefundowane leczenie, są też niestrudzeni w podnoszeniu się z porażek.

Tak więc warto dać sobie prawo do przeżywania różnych emocji i stanów.

POLECAMY:

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

Puści, uszkodzeni, popsuci… tak czują się niepłodni?

Tu dostępny najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Fot. fotolia
Fot. fotolia

W trakcie długich starań o dziecko bywają trudne momenty. Jak przetrwać i ominąć pułapki w czasie leczenia niepłodności? Poznaj 6 sposobów psychologa!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Presja, zewnętrzna i wewnętrzna, żeby założyć rodzinę bywa ogromna. Sam ślub nie wystarcza, trzeba jeszcze mieć dzieci. Dlatego też świadomość, że nie można ich mieć, nie tak szybko lub taką drogą, jakby się chciało może być bardzo bolesna. Również w trakcie długiego leczenia niepłodności bywają momenty, kiedy trzeba się zatrzymać, czy nawet zrobić krok wstecz. Przyjrzeć się temu, co się dzieje, przegrupować siły i określić nową strategię. Być może te pomysły będę pomocne w tym niełatwym procesie.

1. Niepłodność boli. Jak oswoić trudne emocje?

Boli, ponieważ jest sytuacją kryzysową, a więc niespodziewaną i zaskakującą. Mówi się nawet o tym, że dla niektórych osób bywa pierwszym i największym kryzysem w życiu. Dotyczy też najczęściej pary, a więc to, co dla jednej osoby byłoby trudne, trzeba pomnożyć przez dwa. Dla jednych świadomość, że nie jest się samemu będzie pomocna, dla innych obciążająca.

Trzeba więc przyznać, że niepłodność uruchamia kryzys, a wraz z nim szereg emocji: utraty, żalu, smutku, złości, zawiści nawet. Nie ma powodu mieć do siebie z tego powodu pretensje czy żal.

2. Spodziewaj się bolesnych słów, wtedy łatwiej będzie ci je przyjąć

W chorobie, niepełnosprawności, czy jakiejkolwiek trudnej i niespodziewanej życiowej sprawie oczekujemy wsparcia. Potrzebujemy wyrozumiałości, chcielibyśmy usłyszeć słowa wsparcia. Ale tak nie zawsze się dzieje. W przypadku niepłodności poziom dezinformacji, braku wiedzy, a nierzadko również ideologizacji jest na tyle duży, że nawet życzliwi ludzi wypowiadają bolesne słowa. „Adoptuj. Od razu zajdziesz”, „Mniej stresu, pojedźcie na wakacje”. Przykłady można mnożyć. Nie muszą one wynikać ze złej woli, jednak to nie motywacja wpływa na nasze emocje. Jeśli więc mamy świadomość, że niektóre słowa, wynikające nawet z najlepszych intencji, mogą być bolesne, można się na nie przygotować.

Humor jest niezmiennie dobrą metodą radzenia sobie z sytuacją.

Nie ma też obowiązku mówić o swojej sytuacji. Każdy człowiek ma prawo do prywatności i ujawniania tylko tych informacji, na które jest gotowy oraz tym osobom, które uzna za odpowiednie. Stopień pokrewieństwa nie jest wystarczającym powodem, żeby dzielić się najbardziej osobistymi sprawami. Może być natomiast źródłem poczucia winy.

3. Dobrze jest mieć nadzieję, ale bądź też realistką

Bywa, że bardzo niewielka pomoc medyczna jest potrzebna, żeby zajść i utrzymać ciąże. Czasem tylko stymulacja lub pojedyncza inseminacja. Częściej jednak droga do rodzicielstwa jest znacznie dłuższa i bardziej skomplikowana. Tak popularne dziś myślenie pozytywne ma wiele pułapek. Przede wszystkim nie pozwala zobaczyć realiów i dostosować się do nich. Bywa też działaniem pozorowanym. Skuteczniejsze jest uczciwe zaangażowanie się w proces leczenia. To oznacza, że trzeba również znieść konsekwencje i trudności z nim związane.

A jeśli się nie udaje, to nie znaczy, że jest to czyjaś wina, czy zaniedbanie.

4. Pamiętaj o finansach…

Finanse to jeden z trudniejszych tematów w związku w ogóle. Może się wydawać, że jeśli chodzi o tak ważną sprawę, jaką jest zakładanie rodziny oraz związane z tym leczenie niepłodności podlega szczególnym prawom. W rzeczywistości jednak może to być wyjątkowo drażliwy temat. Może być bardzo trudno zostać tą osobą, która zna stan konta, możliwości i perspektywy finansowe, która musi wypowiedzieć słowa:

„teraz nie mamy pieniędzy, nie stać nas, musimy odłożyć tę procedurę”.

Albo też osobą, która ma tyle determinacji w sobie, żeby wziąć kredyt na leczenie. Jeśli osoby będące w związku nie omówią kwestii finansowania leczenia, może to wywołać poważny kryzys miedzy nimi. Jeśli szczęśliwie na skutek leczenia urodzi się dziecko, będzie się można na tym skupić i łatwiej będzie sobie poradzić z możliwymi finansowymi konsekwencjami. Tak się jednak może nie stać.

5. Zrób miejsce dla innych spraw w życiu i sercu

Płodność jest ograniczona czasowo. Mówi się o tym, że po 35 roku życiu płodność kobiety znacząco spada, po 40 natomiast szanse na naturalną ciąże są już znacznie uszczuplone. Jednocześnie pojawiają się kolejne badania sugerujące, że płodność jednak nie jest aż tak uwarunkowana czasowo. Nic nie jest oczywiste i pewne. Warto pamiętać o tym, że oprócz leczenia, są też inne sprawy w życiu: wakacje, odpoczynek, praca, zainteresowania i ludzie.

Zrobienie sobie przerwy w leczeniu po to, żeby wyjechać na dalekie wakacje, nawet na kilka tygodni czy miesięcy, może pomóc przegrupować siły.

6. Wszystko ma swój kres, czyli znaj swoje granice

Nie jest, niestety tak, że człowiek ma nieograniczone możliwości, by wytrzymać trudne sytuacje. Nie wystarczy najgłębsza motywacja, a nawet solidne wsparcie. Choć może się to wydawać nieproduktywne, a nawet szkodliwe, doświadczenie wielu ludzi pokazuje, że warto temat granic omówić na początku leczenia niepłodności. Mogą one, oczywiście, ewoluować, nie trzeba się ich kurczowo trzymać, ale mogą stać się drogowskazem, kiedy zostaniemy zalani mnogością opcji leczenie lub poczujemy się przytłoczeni innymi aspektami radzenia sobie z niepłodnością.

 

POLECAMY:

Dlaczego nie umiemy rozmawiać o niepłodności?- WIDEO

6 rzeczy, które wiedzą tylko niepłodni

Tu znajdziesz najnowszy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami