Przejdź do treści

Niepłodność idiopatyczna – co warto o niej wiedzieć?

Staracie się o dziecko od dłuższego czasu i nic. W końcu wizyta u lekarza – jednego, drugiego, trzeciego… Wyniki badań okazują się być w normie, a efektu wciąż brak. Co jest nie tak?!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność idiopatyczna to niemożność zajścia przez parę w ciążę, która nie ma żadnej określonej przyczyny. Oto ważne kwestie, które powinnaś o niej wiedzieć:

Wcale nie taka rzadka

Wydawać by się mogło, że nie jest to częsta przypadłość. Okazuje się jednak, że niektóre dane mówią o blisko 40 procentach przypadków niepłodności określanych właśnie jako te, których przyczyną nie są nieprawidłowości ukazujące się w badaniach diagnostycznych.

Co ważne, eksperci wskazują także, że około 20-30 proc. przypadków niepłodności męskiej uznaje się za niepłodność idiopatyczną. Jako jedną z jej przyczyn coraz częściej podaje się stres oksydacyjny.

STRES OKSYDACYJNYBiorąc pod uwagę męską płodność, skutki takiego stanu mogą być bardzo dotkliwe. Uszkodzone mogą zostać plemniki – wpłynie to na ich ruchliwość, żywotność, czy też kapacytację. (…) Podłoże stresu oksydacyjnego może być zarówno pochodzenia wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Znaczenie mogą mieć czynniki genetyczne, ale też zapalenia i infekcje w męskim układzie płciowym oraz inne choroby takie jak cukrzyca, czy nowotwory” – więcej w styczniowym wydaniu naszego magazynu. Dostępny: TUTAJ

Ma duży wpływ na psychikę

Bardzo trudno jest walczyć z wrogiem, którego tak naprawdę nie widać. Znając konkretną przyczynę łatwiej jest skupić się na rozwiązaniach opartych na działaniu. W niepłodności idiopatycznej często pojawia się bezradność i niemoc. „Poczucie beznadziejności i pewnego rodzaju unieruchomienia niesie ze sobą duże ryzyko depresji. Nic dziwnego – lęk i smutek są dwoma dominującymi reakcjami emocjonalnymi na diagnozę „niepłodność idiopatyczna” – pisaliśmy już w naszym portalu [TUTAJ].

Zwróćmy też uwagę, jak niepłodność idiopatyczna może wpływać na związek. Niektórzy eksperci zaznaczają, że zmagające się z nią pary są mniej zadowolone ze współżycia, częściej pojawiają się zaburzenia seksualne. Warto w tym kontekście pamiętać, jak ważna w zmaganiach jest jakość relacji oraz fakt, że jesteśmy w tym wszystkim razem – zadbajmy więc o odpowiednie wsparcie.

Warto się badać

Niepłodność idiopatyczną można wskazać już po zrobieniu badań, bowiem to brak zaburzeń w ich wynikach jest podstawą do tego typu diagnozy. Co przede wszystkim badamy? Podstawowe hormony, hormony tarczycy, poziom prolaktyny, przeciwciała IgG i IgM. Konieczne jest też zbadanie nasienia partnera oraz sprawdzenie przeciwciał przeciwplemnikowych, które mogą być obecne zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn (działanie autoimmunologiczne). Pamiętajmy jednak, że to lekarz wskaże konieczną drogę diagnostyczną, inne badania mogą być równie ważne.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

niepłodność wtórna
fot. Pixabay

Czy niepłodność wtórna może być skutkiem ciężkiego porodu? Jak ją skutecznie leczyć? Na te i inne pytania odpowiada dr  Andrzej Hajdusianek, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Poród naturalny, choć zaplanowany przez matkę naturę, może niekiedy prowadzić do nieprzyjemnych komplikacji, ale rzadko jest przyczyną późniejszej niepłodności – mówi dr Andrzej Hajdusianek z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA.

Zobacz także: Czego nie mówić i co warto powiedzieć kobiecie, która stara się o kolejne dziecko?

Niepłodność wtórna i jej przyczyny

– Warto jednak pamiętać, że ryzyko powikłań rośnie, jeśli poród kończy się cesarskim cięciem. Wówczas rzeczywiście mogą pojawić się trudności z poczęciem kolejnego dziecka – dodaje ekspert.

Najczęściej problem wiąże się ze zmianami w narządach rodnych (przede wszystkim w macicy), które powstały po zabiegu. W wyniku gojenia ran mogą powstać zrosty, które z kolei mogą prowadzić do niedrożności jajowodów, a tym samym – stają się mechaniczną przyczyną niepłodności wtórnej.

Jak zaznacza ginekolog, przyczyną niepłodności wtórnej mogą być również stany zapalne macicy oraz przydatków po urodzeniu dziecka. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki.

Nie bez znaczenia są tu również skutki emocjonalne trudnego porodu. Bywa, że po traumatycznych przeżyciach kobieta może przez długie lata bać się ponownie zajść w ciążę.

– W psychologii znane są przypadki, że ciężki poród oddziaływał na całe życie matki, a nawet na okres wychowania dziecka. Kobietom, których stan emocjonalny jest rozregulowany przez doświadczenia z przeszłości, może być trudniej okazać potomstwu ciepło, cierpliwość i zainteresowanie – tłumaczy dr Hajdusianek.

Zobacz także: Stan zapalny w czasie ciąży może mieć konsekwencje dla rozwoju dziecka

Niepłodność wtórna i sposoby jej leczenia

Jak wyjaśnia ekspert, przyczyny niepłodności wtórnej są takie same jak pierwotnej. – Plan leczenia zależy od diagnozy. Czasem wystarczy zwykła zmiana trybu życia i diety, niekiedy rozwiązaniem jest dobranie odpowiednich leków, wykonanie drobnych zabiegów chirurgicznych, a gdy jest to uzasadnione, zastosowanie inseminacji domacicznej – mówi dr Hajdusianek.

W przypadku, gdy kobieta ma obniżoną rezerwę jajnikową czy niedrożne jajowody, można rozważyć przeprowadzenie procedury in vitro.

– W ramach profilaktyki niepłodności wtórnej, na pewno nie warto zbyt długo czekać z decyzją o kolejnym dziecku. Czas, niestety, działa na niekorzyść potencjalnych rodziców. Jeśli para zdecydowała się na dziecko w wieku np. 25 lat to starania o kolejne dziecko np. 10 lat później mogą okazać się trudniejsze – wyjaśnia ekspert.

Zobacz także: Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH?

Czemu nie mogę ponownie zajść w ciążę?

Przyczyną może być, wspomniana wcześniej, obniżona rezerwa jajnikowa, co wiąże się z przedwczesnym wygasaniem funkcji jajników. Z kolei u mężczyzn wraz z wiekiem może pogarszać się jakość nasienia. Para, która planuje powiększenie rodziny, powinna też stale dbać o kondycję, zbilansowaną dietę i higieniczny tryb życia.

Należy zachowywać zdrową równowagę między życiem zawodowym i osobistym, znaleźć na co dzień czas na odpoczynek i pełnowartościowy sen.

– Warto dodać, że, zwłaszcza w przypadku kobiet po 35 roku życia, już pół roku bezowocnych starań o  koleje dziecko warto udać się do kliniki w celu wykonania odpowiednich badań diagnostycznych i sprawdzenia płodności – zaznacza lekarz.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie pozaustrojowe często postrzegane jest jako ostateczność – krok przed którym, z różnych względów, bardzo długo się wzbraniamy. A jeżeli już się na niego zdecydujemy, oczekujemy prostej (mimo swej biologicznej złożoności) procedury, z gwarancją efektu. Z Martą Sikorą–Polaczek, embriologiem w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, kierownikiem laboratorium IVF  rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiając się nad efektywnością zapłodnienia pozaustrojowego, warto najpierw zadać sobie pytanie, jaki jest główny cel tej metody, co możemy osiągnąć, stosując in vitro? Ujmując w kilku zdaniach obowiązujące rekomendacje i aktualne standardy – zapłodnienie pozaustrojowe ma: 

  • ominąć bariery, które spotykają na swojej drodze plemniki, czyli obejść problem niedrożnych jajowodów, niskiej koncentracji i ruchliwości plemników czy nieprawidłowej interakcji plemników z komórką jajową. Pomaga parom, które bez tej techniki nie mają szans na biologiczne potomstwo. 
  • „skoncentrować” siły reprodukcyjne w jednym, perfekcyjnie kontrolowanym cyklu – czyli ratować czas reprodukcyjny, zwiększyć szanse rozwoju i implantacji prawidłowego zarodka, gdy wiek lub jakiekolwiek inne przyczyny te szanse ograniczają. Pomaga parom, które mogą inaczej nie zdążyć mieć własnego potomstwa. Stosując zapłodnienie pozaustrojowe, nie modyfikujemy właściwości komórek rozrodczych, nie ingerujemy w genom zarodka czy wreszcie (wbrew przerażającym pseudonaukowym publikacjom) nie tworzymy „nadmiaru” istnień ludzkich, wybierając te najsilniejsze. 

Jakie są w związku z tym najistotniejsze czynniki, które wpływają na efektywność zapłodnienia pozaustrojowego? 

Takim czynnikiem jest potencjał komórek rozrodczych. Oczywiście dzięki osiągnięciom nauki wiemy coraz więcej o tym, jak ten potencjał mierzyć (badając np. poziom rezerwy jajnikowej czy analizując parametry nasienia) oraz jak najefektywniej i najbezpieczniej (stosując odpowiednie protokoły stymulacyjne) go wydobyć. Nie potrafimy jednak ciągle na niego wpłynąć – to prawdziwe wyzwanie dla medycyny! 

Które czynniki wpływające na skuteczność zapłodnienia zależą od pary starającej się o dziecko?

Mimo że nie możemy modyfikować naszego potencjału rozrodczego, to możemy jednak o niego zadbać. Możemy zadbać o komórki rozrodcze tak jak o wszystkie inne komórki naszego organizmu. Publikowane są ciągle (lepiej lub gorzej udokumentowane) doniesienia o niższej efektywności zapłodnienia pozaustrojowego u kobiet z wysokim BMI, u palaczy, u osób przewlekle zestresowanych. 

W jaki sposób praca w laboratorium kliniki leczenia niepłodności i podejmowane tam decyzje od momentu pobrania komórki jajowej i nasienia mają wpływ na skuteczność przeprowadzonego in vitro? 

Praca embriologa rozpoczyna się w momencie przekazania do laboratorium komórek rozrodczych. Nasza rola to efektywne przeprowadzenie połączenia komórek – tutaj liczą się umiejętności i doświadczenie embriologa. Komórkom i rozwijającym się zarodkom trzeba zapewnić optymalne warunki – składniki odżywcze, temperaturę, pH, stężenie tlenu – tu ma znaczenie zarówno praca zespołu, jak i wyposażenie laboratorium, stosowane pożywki hodowlane, jakość powietrza, kontrola warunków laboratoryjnych. 

Czytaj też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda: wyjaśnia embriolog

Niezwykle ważna dla pary jest decyzja dotycząca liczby zapładnianych komórek jajowych, podejmowana wspólnie z lekarzem. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce zapładniamy maksymalnie 6 komórek jajowych u kobiet poniżej 35. roku życia, jeśli nie ma innych okoliczności obniżających efektywność (2 nieudane procedury w przeszłości lub choroba współistniejąca). Daje nam to realne statystycznie szanse na uzyskanie 2 prawidłowo rozwiniętych zarodków, a więc jeden/dwa transfery, każdy z około 40%-ową szansą na ciążę. Możemy zmniejszyć liczbę zapładnianych komórek, ale doniesienia literaturowe są nieubłagane – im więcej komórek zapłodnimy, tym większe są szanse na ciążę z tego cyklu stymulacji. Warto jednocześnie pamiętać, że zarodek jest w Polsce prawnie chroniony – nie może zostać zniszczony lub przekazany na cele badawcze. Wszystkie utworzone i prawidłowo rozwijające się zarodki tra ą do rodziców – biologicznych lub adopcyjnych. 

Połączenie komórek rozrodczych podczas procedury in vitro nie wystarcza, by doszło do zapłodnienia. Duża liczba komórek jajowych nie rozwija się i nie staje się zarodkami. Dlaczego tak jest? 

Jedna komórka – jeden zarodek – pojedyncza ciąża to efekt, jaki niewątpliwie chcielibyśmy osiągnąć. Wiemy jednak, że aby zarodek rozwijał się prawidłowo, musi być prawidłowy genetycznie – a więc dostać właściwe „pakiety” genetyczne od komórek rozrodczych i nie wygenerować błędów podczas podziałów. A ogromna liczba zarodków niesie w sobie duże nieprawidłowości. Liczne aneuploidie (nieprawidłowe liczby chromosomów) są letalne – takie zarodki nie mają szansy na dalszy rozwój. Ich obumieranie można uznać za naturalny biologiczny mechanizm. Niezbędna jest też „gotowość” cytoplazmatyczna komórki jajowej – wykazano, że niektóre zarodki zatrzymują się w rozwoju, mimo że są genetycznie prawidłowe. 

Co świadczy o prawidłowym rozwoju zarodka? 

Zgodnie z przyjętymi standardami pracy zarodek rozwija się prawidłowo, jeżeli:
– dzieli się zgodnie z przyjętym czasem – zarodek dwudniowy powinien być 2- lub 4-komórkowy, zarodek 5-dniowy to już kilkadziesiąt komórek,
– ma struktury charakterystyczne dla swojego stadium rozwojowego – blastocysta musi mieć np. węzeł zarodkowy, czyli grupę komórek, z których rozwinie się płód,
– jego komórki nie degenerują. 

Musimy jednak pamiętać, że prawidłowo wyglądający zarodek to nie wszystko. O udanym transferze zarodka decydują kompetencja (morfologiczna i genetyczna) zarodka i gotowość macicy do jego przyjęcia. Tutaj dotykamy odrębnej, wychodzącej poza laboratorium, a bardzo złożonej kwestii receptywności endometrium macicy. 

Jak wygląda skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego w statystykach? Jak jest mierzona i liczona efektywność in vitro? 

Każdy ośrodek powinien mierzyć swoją efektywność w wielu punktach – istnieją wskaźniki obliczone na dużych populacjach i pozwalające określić, czy wszystko, zarówno na poziomie laboratorium, jak i lekarskim, działa prawidłowo (np. współczynnik zapłodnienia, rozwoju zarodkowego, efekty poszczególnych lekarzy i embriologów). 

To, co ośrodki podają do informacji pacjentów, to jedynie ułamek tej wiedzy, jednocześnie najbardziej istotny – informacja o uzyskanych ciążach. Przeglądając statystyki, warto zwrócić uwagę, jaka grupa wyjściowa była analizowana: czy podawane są ciąże w przeliczeniu na wykonany transfer, na rozpoczętą stymulację, czy kumulatywne – na jeden cykl stymulacji ze wszystkimi wykonanymi transferami lub wręcz na kilka cykli. Warto dopytać o to, jakich grup wiekowych dotyczą dane. I wreszcie porozmawiać z lekarzem lub embriologiem o procedurach stosowanych w danym ośrodku. Na przykład – jeśli ośrodek wykonuje tylko transfery blastocyst, jego wskaźniki „na transfer” mogą być bardzo wysokie, ale „umkną” z nich wszystkie cykle, w których trzeba było przerwać leczenie, nie udało się uzyskać komórek lub zarodki przestały się rozwijać na wcześniejszym etapie. 

Niezależnie od tego, które statystyki zdecydujemy się jako ośrodek opublikować – stosując świadomie metodę zapłodnienia pozaustrojowego, umożliwiamy posiadanie biologicznego potomstwa ogromnej grupie tych, dla których inne metody leczenia nie mają szans powodzenia lub grożą bezpowrotną utratą czasu reprodukcyjnego. Z zaprezentowanych na konferencji Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii statystyk Ministerstwa Zdrowia dotyczących refundowanych cykli leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2013–2016 w Polsce wynika, że udało się pomóc 80% par uczestniczących w programie. 

POLECAMY: Pobranie męskich i żeńskich komórek rozrodczych przed in vitro? Na czym polega – wyjaśnia embriolog

Gość wywiadu: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia skończyła na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowywała w Zakładzie Genetyki UJ Krakowie, we współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Trudna droga do rodzicielstwa. Opowieści o staraniach, które dają siłę

Załamana kobieta siedzi na krześle. Za nią zmartwiony partner /Ilustracja do tekstu: #TalkAboutTrying Wsparcie, które daje siłę
Fot.: Fotolia

„Przestańcie się martwić, a ciąża sama przyjdzie”, „Wyjedźcie na wakacje, odpocznijcie”, „Starajcie się dalej, a w końcu się uda” – takie rady słyszy na co dzień wiele osób. Niestety, aż co 4-5 parze nie pomogą one w poczęciu dziecka. Aby zwiększyć świadomość społeczną na temat niepłodności i okazać realne wsparcie tym, którzy się z nią mierzą, w mediach społecznościowych uruchomiono niezwykłą kampanię. Przyłączyły się do niej już setki osób!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kampania „Talk About Trying” (ang. „Opowiedz o swoich staraniach”) jest elementem działań w ramach Tygodnia Świadomości Niepłodności. Zachęca ona ludzi, by podzielili się w mediach społecznościowych swoją trudną drogą do rodzicielstwa, opatrując swój wpis hashtagiem: #TalkAboutTrying.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gdy starania o kolejne dziecko nie przynoszą rezultatu… Też znasz to uczucie?

Opowieści o staraniach: nie jesteście sami!

Celem tej nietypowej akcji, za którą stoi firma biofarmaceutyczna Ferring Pharmaceuticals, jest okazanie duchowego wsparcia wszystkim osobom, które walkę z niepłodnością przechodzą w ukryciu. #TalkAboutTrying ma im pokazać, że nie są ze swoim bólem same, a odpowiednie leczenie może im pomóc zbliżyć się do wymarzonego rodzicielstwa.

Taka forma pomocy jest bardzo ważna; eksperci podkreślają bowiem, że długotrwałe zmagania z niepłodnością często prowadzą do poważnych problemów emocjonalnych i psychicznych – takich, jak: depresja, stany lękowe czy izolacja społeczna. Okazuje się jednak, że kampania pomaga nie tylko adresatom słów, ale też ich nadawcom, którzy bardzo licznie włączyli się w internetowe działania.

– Był czas, gdy myślałam, że taka fotografia nigdy nie zostanie wykonana – zaczyna swój wpis Rachel, publikując zdjęcie małego synka. – Niepłodność złamała mnie, wystraszyła i zraniła. MUSIMY zacząć więcej o niej mówić. MUSIMY okazywać więcej wsparcia tym, którzy przez nią przechodzą – apeluje autorka.

– Ze względu na mój wiek skuteczność zabiegu in vitro oceniano u mnie na mniej niż 5%. Ale dzięki niemu mam dwóch chłopców, którzy właśnie skończyli 7 lat. Jestem wdzięczna, że dziś mogę podzielić się z wami moją drogą do macierzyństwa.– pisze z kolei założycielka bloga MamaInHeels.com, dodając otuchy wielu parom, które wciąż czekają na swoje rodzicielskie szczęście.

Podobnych historii pojawiły się setki.

“Your baby’s heart will soon stop beating.” I can still hear Dr. Jarrett’s scruffy, soft, sympathetic voice. I will never forget it. And he was right. Her heart did stop beating. You never get past the heartache or the loss. It’s not pleasant to talk about but it is so important. We are so thankful to be past the most heart wrenching fight we never wanted to experience. Two baby girls in Heaven. Two miracles here with us. Two smart, beautiful, stubborn, oil-and-water, hugging one minute and screaming at each other the next, alive and well girls. But four daughters. Not just two. I know I have lots of friends in the throes of infertility right now and I just want you to know I see you and I’m always thinking of you. My heart breaks with yours. You are not alone. 💞 #niaw2018 #talkabouttrying #1in8 #flipthescript

A post shared by Christina W (@christinambw) on

Christinabw: „Serce twojego dziecka wkrótce przestanie bić” – wciąż słyszę ten pełen współczucia głos doktora Jarretta. Nigdy go nie zapomnę. Miał rację. Jej serce przestało bić. Nie da się uporać z tym bólem i stratą. Mówienie o tym nie jest przyjemne, ale jest niezwykle ważne. Jesteśmy wdzięczni, że ta trudna walka, której nigdy nie chcieliśmy toczyć, już za nami. Dwie dziewczynki mamy w niebie, dwa cuda – obok nas. Dwa inteligentne, piękne, uparte, pełne kontrastów (…) dziewczynki. Ale córki mamy cztery, nie dwie.
Wiem, że wielu moich przyjaciół przechodzi teraz podobną walkę. Chcę, żebyście wiedzieli, że was widzę i o was myślę. Moje serce łamie się razem z waszym. Nie jesteście sami.

#TalkAboutTrying: wsparcie, które procentuje

Dodawanie otuchy to niejedyny cel kampanii #TalkAboutTrying. Wspomoże ona także realne działania na rzecz osób, które mierzą się z niepłodnością. Za każdy wpis, który zostanie opatrzony hashtagiem #TalkAboutTrying i opublikowany do 11 maja br., firma Ferring Pharmaceutical przekaże 1 dolara na działania statutowe organizacji RESOLVE, zajmującej się edukacją w zakresie niepłodności.

#TalkAboutTrying jest kampanią, dzięki której (…) ludzie zaczynają szczerze mówić płodności. To może pomóc innym uświadomić sobie, że ich problem wymaga konsultacji ze specjalistą – zauważa Barbara Collura, szefowa RESOLVE.

Aby dodatkowo wspomóc niepłodne pary, Ferring Pharmaceutical wprowadził dwie anglojęzyczne platformy wsparcia dla kobiet i mężczyzn zmagających się z niepłodnością: My Fertility Navigator i FertiSTRONG. Pierwsza z nich pomaga parom uzyskać cenne wskazówki dotyczące możliwych sposobów walki z niepłodnością i odpowiada na pytania, które wiele osób bało się zadać.

FertiSTRONG to z kolei aplikacja dla mężczyzn, którzy potrzebują emocjonalnego wsparcia. Eksperci medyczni, którzy uczestniczyli w tworzeniu aplikacji, podkreślają, że niepłodność jest dla wielu mężczyzn niezwykle trudnym doświadczeniem. A wielu z nich nie wie, gdzie i jak szukać pomocy.

Źródło: www.prnewswire.com

POLECAMY TEŻ: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!”. Jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przełomowy eksperyment. Zarodki z komórek macierzystych pomogą w opracowaniu skutecznych terapii niepłodności

Specjalista ds. embriologii przy mikroskopie /Ilustracja do tekstu: Zarodki z komórek macierzystych
fot. Fotolia

Holenderscy naukowcy dokonali pionierskiego eksperymentu. Udało im się wykorzystać komórki macierzyste do stworzenia struktury przypominającej blastocystę, nie używając do tego celu komórek rozrodczych, i z powodzeniem umieścić ją w macicy myszy. Czy te badania przyczynią się do opracowania nowych metod leczenia niepłodności i zapobiegania poronieniom?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W dotychczasowych badaniach wykazano, że komórki macierzyste potrafią różnicować się w wiele różnych typów komórek organizmu – zarówno na wczesnych etapach rozwoju, jak i w późniejszej fazie wzrostu. Od niedawna wiemy, że komórki te mają również zdolność do rozwinięcia się w embrion.

Ale na tym jednak wcale nie koniec przełomowych odkryć. Przed kilkoma dniami naukowcy z uniwersytetu Maastricht (Holandia) zdołali stworzyć w ten sposób strukturę podobną do blastocysty, czyli wczesnego zarodka, i z powodzeniem wprowadzić ją do macicy myszy. Eksperyment miał pomóc badaczom uzyskać odpowiedź na pytanie, dlaczego w wielu przypadkach zarodek nie ulega implantacji i w związku z tym nie udaje się zapoczątkować ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Zarodki z komórek macierzystych – nadzieja na nowe terapie niepłodności

Aby utworzyć strukturę pełniącą rolę mysiego zarodka, holenderski zespół pod kierownictwem dr inż. Nicolasa Rivrona połączył dwa typy komórek macierzystych: embrionalne, które uczestniczą w formowaniu zarodka, i trofoblastowe, z których może powstać łożysko utrzymujące zarodek przy ścianie macicy.

Dalsze badania w tym zakresie pomogą m.in. w opracowywaniu skuteczniejszych terapii niepłodności, zapobieganiu poronieniom i leczeniu chorób przewlekłych.

–  Możemy w ten sposób tworzyć dużą liczbę embrionów i systematyczne testować nowe techniki medyczne i leki. To znacznie ograniczy potrzebę prowadzenia eksperymentów na zwierzętach – zaznacza Clemens van Blitterswijk, uczestniczący w holenderskich badaniach.

Czy to oznacza, że zbliża się moment, gdy będziemy mogli uzyskać ludzkie zarodki z komórek macierzystych? Naukowcy z Holandii dystansują się od takich prognoz. Podkreślają, że ich badania skupiają się na tym, by lepiej poznać proces rozwoju embrionu. Odkryli m.in., że to komórki embrionalne mają zdolność instruowania komórek łożyska, w jaki sposób powinny się organizować i wszczepiać w macicę.

PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ NA: INVITROONLINE.PL

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.