Przejdź do treści

Nie mogę zajść w ciążę – co dalej? 5 porad

Nie mogę zajść w ciążę

Test ciążowy kolejny raz pokazuje jedną kreskę. Rośnie w tobie niepokój, stres i frustracja. Przedstawiamy pięć porad, jak nie zwariować.

  1. Nie siej paniki
Być może twoje obawy są przedwczesne i na wyrost. Nie w każdym wypadku należy dmuchać na zimne, bo stres nie jest twoim sprzymierzeńcem. W zależności od wieku pary starającej się o potomstwo, jeśli mimo regularnego współżycia bez zabezpieczeń przez okres powyżej 6 miesięcy (jeśli przektoczyłaś 35 rok życia) lub powyżej 12 miesięcy (w przypadku młodszych kobiet), nie udaje się zajść w ciążę, należy zgłosić się do kliniki specjalizującej się w leczeniu niepłodności.
  1. Zbadaj się
Zanim sama postawisz sobie diagnozę ustąp miejsca specjaliście. Przyczyną żeńskiej niepłodności zazwyczaj są najczęsciej zaburzenia hormonalne, hiperprolaktynemia ,zaburzenia fazy lutealnej, choroby tarczycy, enodmetrioza, niewydolność jajników, stany zapalne lub mięśniaki macicy. To jednak czarny scenariusz, być może brakuje ci jedynie witamin lud odpoczynku. Pozwól lekarzowi zatroszczyć się o swoje zdrowie. Pamiętaj jednak, że wizyta w klinice niepłodności nie oznacza od razu konieczności korzystania z procedury in vitro. Być może po sprawdzeniu cyklu i wykonaniu podstawowych badań uda ci się naturalnie zajść w ciążę.
  1. Porozmawiaj z partnerem
Decyzja o dziecku była waszą wspólną, droga do rodzicielstwa też jest waszą wspólną, a więc i ewentualne bariery powinniście pokonywać wspólnie. Ważne, żeby problemy, z którymi musicie sobie poradzić nie osłabiły waszej relacji, dlatego warto rozmawiać o swoich uczuciach, potrzebach i obawach.
  1. Idź do psychologa
Niemożność posiadania dziecka może być rozpatrywana w kontekście kryzysu życiowego. Szczególnie diagnoza niepłodności i perspektywa uciążliwości samego procesu  leczenia może przyczynić się do stresu chronicznego. Diagnoza niepłodności może być jednym z najsilniej stresujących wydarzeń w  życiu, dlatego nie zostawiaj swoich problemów i pozwól sobie pomóc. Możesz się dowiedzieć, że uczucia, które przeżywasz są całkowicie naturalne w twojej sytuacji.
  1. Sprawdź opcje
Może jesteś już po diagnozie, może przeszłaś przez długotrwały proces leczenia, może wylałaś już morze łez… Usłyszałaś diagnozę lub przeciwnie – nie wiadomo, czemu nie macie dzieci. Sprawdźcie spokojnie wszystkie alternatywy: inseminacja, in vitro, adopcja, dawstwo zarodków, komórek jajowych, plemników czy wreszcie świadoma bezdzietność. Są różne drogi, abyście mogli być szczęśliwi. Wybór należy do was i nikt nie ma prawa was oceniać.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

In vitro w Bydgoszczy. Refundacji na razie nie będzie

In vitro w Bydgoszczy
Pixabay

Nie dla in vitro w Bydgoszczy. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz (PiS) słusznie uchylił uchwałę bydgoskich radnych w sprawie refundacji in vitro. Politycy Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej już zapowiadają, że przegłosują nowy program.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podała „Wyborcza”, 6 września w sali wojewódzkiego sądu administracyjnego w Bydgoszczy odbyła się rozprawa w sprawie projektu dofinansowania programu zapłodnienia pozaustrojowego z budżetu miasta. Sąd oddalił skargę Bydgoszczy na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody.

Projekt obywatelski w tej sprawie ogłosiła Nowoczesna i od kwietnia 2016 roku i rozpoczęto zbieranie podpisów. Inicjatywę poprali radni PO i SLD.

In vitro – w tym roku planowano przeznaczyć 250 tys. złotych

„Do spodziewanych efektów Programu należy eliminowanie bądź ograniczanie somatycznych i społecznych skutków niepłodności. W zakresie polityki zdrowotnej samorządu bydgoskiego oczekiwanym efektem jest obniżenie odsetka par bezdzietnych w populacji Miasta Bydgoszczy” – można było wówczas przeczytać w bydgoskim programie.

W marcu 2017 roku radni koalicji PO-SLD przegłosowali uchwalenie programu in vitro. Miasto planowało przeznaczyć w bieżącym roku na ten cel 250 tys. złotych, a skorzystać z inicjatywy miało 50 par. W roku 2018 i 2019 zarówno środki na ten cel, jak i liczba par miała wzrosnąć.

In vitro – wojewoda przeciwny refundacji

Uchwałę uchylił jednak wojewoda Mikołaj Bodganowicz (PiS). Jego zdaniem przez błędy proceduralne można było mówić o naruszeniu prawa. WSA przyznał mu rację i stwierdził istotne naruszenie przepisów ustawy o oświadczeniu opieki zdrowotnej. – Nie ma żadnych wątpliwości, że nie może dojść do sytuacji, iż konkretna gmina przyjmuje sporządzony nawet przez zespół fachowców program, który powstał na potrzeby innej gminy – powiedziała cytowana przez „Wyborczą” Joanna Brzezińska, sędzia sprawozdawca.

Pomysłodawcy ustawy nie poddają się i już zapowiadają nową inicjatywę. – Rozumiem tok myślenia sądu. Temat wróci. Jestem po rozmowach, czekałem tylko na wyrok. Projekt trafi do rady miasta na jednej z najbliższych sesji rady miasta – zapowiada w „Wyborczej” poseł Michał Stasiński (PO). – Na pewno powstanie nowa uchwała. Cały czas chcemy wprowadzić refundację in vitro – wtóruje mu Ireneusz Nitkiewicz (SLD).

Zobacz także:

Bydgoszcz za in vitro

In vitro dla Bydgoszczy

Źródło: Wyborcza, Gazeta Pomorska

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy
Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy

Karolina i Rafał są ze sobą od 14 lat, jednak ich doświadczenie spokojnie można przełożyć na co najmniej sto bitych lat. Przeżyli razem upadki – poronienia, śmierć rodziców – ale i wzloty. Są bowiem rodzicami pięcioletniej Julii, a druga córka jest w drodze: „Gdy patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszytko tak samo by tylko mieć nasze córeczki” – mówi Karolina.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wspólna droga zaczęła się, gdy Karolina miała 18 lat. Można by rzecz: „szczenięca miłość”, ale zakochani szybko wiedzieli, że chcą ze sobą zbudować rodzinę. Chcieli mieć przynajmniej jednego syna, o czym już wtedy rozmawiali. „Mąż jest starszy ode mnie o 9 lat. Szukał wtedy pracy, ja dopiero skończyłam szkołę. Mieliśmy jeszcze czas” – mówi Karolina i dodaje, że starania rozpoczęli dopiero kiedy oboje zawodowo stanęli na nogi i zamieszkali z rodzicami Rafała. „Był to 2006 rok. Nie było jednak w nas szczególnej presji. Kiedy jednak po trzech latach nie było efektu, stwierdziliśmy, że coś jest nie tak. To właśnie wtedy zaczęłam odwiedzać lekarzy” – opowiada.

Początek trudnej drogi

Specjaliści nie byli jednak specjalnie pomocni. Twierdzili, że para jest jeszcze młoda i nic złego się nie dzieje. Nie byli też szczególnie wrażliwi: „Pod koniec 2009 roku, któryś już z kolei lekarz, na podstawie badania USG powiedział, że prędzej trafimy szóstkę w totka, niż będziemy mieć dziecko. Skąd wysnuł taki wniosek? Uważał, że za bardzo się staramy i za dużo myślimy o ciąży. Kazał nam zająć się czymś innym. Zajęliśmy się więc przygotowaniami do ślubu” – mówi Karolina i wspomina swoją skromną, wymarzoną ceremonię, która otworzyła przed parą nowy etap. Niestety nie był on łatwiejszy.

Kilka miesięcy po ślubie Karolina trafiła do lekarki, która dokładniej zaczęła przyglądać się jej problemom. Po trzech miesiącach stymulacji lekami i monitoringów doszła do wniosku, że trzeba wykonać zabieg laparoskopii – nakłuwania jajników. „Miesiąc później byłam w ciąży. Trwała niestety tylko sześć tygodni. Straciliśmy nasze maleństwo 1-ego stycznia 2011 roku” – opowieść wciąż wywołuje w Karolinie duże emocje. I nic dziwnego, trudno wyobrazić sobie ból, z którym musiała się zmierzyć. „Poddałam się. Powiedziałam sobie, że nie będziemy rodzicami. Trwałam w tym przekonaniu do lipca, kiedy to na nowo rozpoczęliśmy walkę o maluszka” – dodaje.

Głową w mur

Był to czas pełen zmagań nie tylko z ciałem i biologią, ale też z emocjami. „Kłóciliśmy się z mężem, który nie chciał zgłosić się na badania nasienia. Twierdził, że jestem w ciąży, bo rzeczywiście spóźniał mi się okres. Konflikty nie ustępowały i dla świętego spokoju zrobiłam test. Ku mojemu zdziwieniu ukazały się dwie grube, piękne kreski! Kilka miesięcy później, w 2012 roku, na świat przyszła nasza zdrowa, upragniona córeczka!” – mówi Karolina i podkreśla, że sama ciąża była też dla niej dużym wyzwaniem. Była bowiem zagrożona, a ona musiała kilkukrotnie przebywać w szpitalu. Nie przyćmiło to jednak ich ogromnego szczęścia. Szczęścia, które popchnęło parę kilka lat później do starań o rodzeństwo dla Julii. Znów niestety nic nie szło po ich myśli.

W styczniu 2015 roku zwolniłam się z pracy, bo nie mieliśmy z kim zostawić córki. Dodatkowo teściowa, która chorowała na raka, była coraz słabsza i potrzebowała de facto więcej opieki, niż nasze dziecko” – opisuje z trudem Karolina. Kilka tygodni później znów jednak zobaczyła dwie kreski. Tym razem oprócz ogromu radości, było też jednak wiele strachu. Dlaczego nie udało się miesiąc wcześniej, gdy jeszcze oboje mieli pracę? Jak teraz poradzą sobie z dwójką maluchów? Wszystko wynagradzało jednak szczęście córki, która nie mogła już doczekać się rodzeństwa.

Los nie daje za wygraną

Pierwsze tygodnie ciąży były trudne – wymioty, mdłości i liczne wizyt u lekarza. W 10. tygodniu ciąży wszystko zdawało się być jednak w porządku. Mdłości ustąpiły, a Karolina i Rafał zaczęli się uspokajać. „Nie wiedziałam wtedy, że oznacza to najgorsze. W 14. tygodniu ciąży okazało się, że maluszek już od jakiegoś czasu nie żyje. Świat mi się zawalił. Pytałam się siebie, jak to możliwe?! Przecież wszystko było dobrze?!” – mówi Karolina. Spędzało jej sen z powiek przede wszystkim to, jak powie o stracie starszej córce, która już kochała swojego upragnionego braciszka. Spokojna rozmowa, wizyta w szpitalu i powrót do rzeczywistości.

Wszystko to kosztowało Karolinę bardzo wiele, nadzieję dała jej wtedy Julia: „Mała stanęła w oknie i patrząc w niebo powiedziała: ‘Mamo, tam na chmurce siedzi mój braciszek. Macha do mnie i mówi, że do nas wróci’. Zatkało mnie. Żyliśmy z dnia na dzień właśnie dla naszej córki. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że najbliższy rok skrywa kolejne złe dni pełne płaczu. 3 miesiące po stracie dziecka mąż stracił matkę. Nie zdążyliśmy podnieść się po jej śmierci, a po kolejnych trzech miesiącach mąż pochował ojca. Tego było już dla nas za wiele” – historia Karolina jest wręcz trudna do wyobrażenie. Nic dziwnego, że para zdecydowała się w pewnym momencie zaprzestać starania o kolejne maleństwo. Przewrotność losu jest jednak nie do przewidzenia. Pod koniec stycznia Karolina znów miała mdłości.

Wszystko będzie dobrze!

Szok, radość, łzy i strach, że po raz kolejny będzie tak samo. Że znów stracimy maluszka, a najbardziej będzie cierpiała córka. Mijały jednak tygodnie, a mdłości się nasilały. Moja ginekolog mówiła, że to dobry znak i mamy wierzyć, że będzie dobrze” – mówi Marta, która jest właśnie w 33. tygodniu ciąży. Wszyscy oczekują już przyjścia na świat drugiej dziewczynki. „Malutka kopie bardziej, niż pierwsza córeczka, z czego bardzo się cieszymy. Szykujemy wyprawkę i czekamy. Chcemy ją w końcu przywitać, poznać i przytulić” – dodaje szczęśliwa dziś mama.

Los zdaje się być naprawdę pokrętny. W ciągu kilkunastu lat związku Karolina i Rafał przeżyli bowiem wiele zwrotów. „Najważniejsze jednak, że zawsze byliśmy razem. Nawet wtedy, gdy traciliśmy nasze maluszki mąż był ze mną i dawał wiele wsparcia” – mówi kobieta i dodaje: „Gdy teraz patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszystko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki… te kopniaki wynagradzają wszystko!”.

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Surogacja – dlaczego i komu jest potrzebna?

surogacja

Surogacja jest faktem. Może nie cieszyć się wsparciem społecznym, może budzić opory etyczne, może być wreszcie nieakceptowalna, ale wszędzie tam gdzie pojawia się niepłodność, pojawiają się sposoby na jej pokonanie oraz osoby gotowe w tym uczestniczyć. Zainteresowanych jest wielu, każdy z innego powodu. Te powody i nie zawsze uczciwe motywację budzą liczne wątpliwości do zjawiska surogacji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ale jednak on się dzieje i nie wydaje się, żeby cokolwiek miało się zmienić. Pomimo tego, że jest faktem, bardzo niewiele wiemy o tym, kto i dlaczego decyduje się urodzić dziecko dla kogoś innego. Nie ma teorii psychologicznych, które pomogłoby zrozumieć to zjawisko, można się jedynie domyślać i stawiać hipotezy.

„By pomóc”

Widząc, jak jej przyjaciółka traci kolejne ciąże, Tina zażartowała, że jej niemiecka macica może być pomocna w sprowadzaniu na świat dzieci przyjaciółki[1]. Ostatecznie przyjaciółka została matką biologiczną, jednak pomysł, żeby urodzić dzieci dla kogoś innego zagościł w umyśle Tiny i rzeczywiście  stała się dwukrotnie matką-surogatką.

Tina nie musiała tego robić, nie była w trudnej sytuacji finansowej, nie mieszkała w kraju, który słynie z eksploatowania kobiet, „ciąża na zamówienie” nie była dla niej jedyną szansą na wydobycie się z finansowej zapaści. W przypadku tych kobiet każda teoria psychologicznie będzie dodatkowo obciążona realnością. Ich motywacje w oczywisty sposób będą również bezpośrednio zależne od życiowych okoliczności i zobowiązań.

Proces stawania się surogatką, jak to miało miejsce w przypadku Tiny, pokazuje unikalną perspektywę. Kobiety decydujące się na surogację zwykle podkreślają, że robią po to, żeby pomóc. Często wcześniej znały osobę, która nie mogła zajść lub utrzymać ciąży, widziały ich rozpacz i wysiłek.

Podkreślają też, że pieniądze, które nieuchronnie pojawiają się w procesie surogacji, są bonusem, a nie zasadniczą motywacją. Zresztą temat finansów wydaje się być szczególnie kontrowersyjny. Z jednej strony ciąża zawsze wiąże się z jakimiś wydatkami, które ponoszą rodzice. Z drugiej jednak strony nikt nie jest w stanie wyliczyć, ile kosztuje dziecko. Czy fakt zostania rodzicem mierzyć kosztami leczenia niepłodności? Czy kobiecie, która urodziła i oddała dziecko należy się jakieś dodatkowe podziękowanie wyrażone w pieniądzach? Czy jeśli kobieta przyjmie pieniądze, to dziecko sprzedała? Czy może uznała, że wykonała pewną pracę, sama bardzo wiele zainwestowała i zaryzykowała? I wreszcie – na ile wymiana pieniężna chroni i kogo?

Emocjonalny bagaż

Nieliczne badania, do których mamy dostęp, pokazują, że nawet najlepsze chęci i intencje nie zapobiegają negatywnym skutkom emocjonalnym zarówno wśród matek, które urodziły dzieci dla kogoś, jak i dla dzieci. Surogacja powinna być rozumiana jako doświadczenie silnie obciążające emocjonalnie dla kobiety i mogące skutkować licznymi negatywnymi konsekwencjami[2]. Dlatego też każda kobieta decydująca się na „wynajęcie” swojej macicy powinna otrzymać pomoc psychologiczną. Zaleca się również, żeby przed podjęciem ostatecznej decyzji odbyła konsultacje psychologiczne.

Inna ważna dla wychowujących dziecko rodziców kwestia, a więc brak więzi między dzieckiem a kobietą, która je urodziła budzi wiele wątpliwości. Więź między matką a dzieckiem, rozpoczynająca się jeszcze na etapie ciąży, jest uwarunkowana biologicznie oraz psychologicznie i jest podstawą prawidłowego rozwoju dziecka. Trudno sobie wyobrazić skutki, jakie może mieć przerwanie tej więzi tak dla matki, jak i dziecka. Istnieją doniesienia sugerujące, że surogacja nie jest nieobciążonym konsekwencjami układem, nawet jeżeli przebiega w atmosferze uczciwości i zrozumienia.

Surogację łatwo jednoznacznie ocenić, łatwo stanąć na gruncie moralności i wydać jedynie słuszny wyrok, łatwo wreszcie dać „dobrą” radę i zamknąć do niej drogę. A przecież jedyna alternatywa dla biologicznego rodzicielstwa – adopcja – nie zawsze jest możliwa. W Polsce rzeczywiście wiele dzieci czeka na rodziców, ale procedury są długie i skomplikowane. Czekają więc i rodzice, i dzieci. W wielu krajach natomiast adopcja jest sprywatyzowana i wiąże się z gigantycznymi kosztami.

Jeśli więc wszyscy zaangażowani mają świadomość, że surogacja jest czymś więcej niż umową prawną,  że trzeba zadbać o bezpieczeństwo i dobrostan psychiczny każdej z osób bezpośrednio zaangażowanych w ten proces i że surogacja nie kończy się momencie przekazania dziecka, jest realna szansa, że wszystko zakończy się bez uszczerbku dla zaangażowanych. A dziecko, które się pojawi nie będzie produktem, nie jest na sprzedaż i ze pojawiło się na świecie, ponieważ było chciane i kochane

[1] https://www.usatoday.com/story/news/nation-now/2017/04/22/making-match-how-women-become-surrogates/99442752/

[2] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4126251/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Adopcja jest długim, często uczącym cierpliwości procesem. Wymaga od przyszłych rodziców dużo poświęcenia i zaangażowania. W poniższym artykule postaramy się w uproszczony sposób przedstawić procedurę adopcyjną.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

krok pierwszy:

W pierwszej kolejności należy podjąć współpracę z ośrodkiem adopcyjnym, w którym przyszli rodzice adopcyjni dowiedzą się wszystkiego, co jest związane z adopcją:

• w jaki sposób formalnie ona przebiega,

• czy kandydaci mają „predyspozycje” do bycia rodzicami adopcyjnymi,

• jakie mają wymagania co do dziecka,

• na czym polega szkolenie rodziców adopcyjnych itd.

Podczas takiej rozmowy prosi się rodziców o złożenie w ośrodku wymaganych dokumentów, którymi są:

• życiorys,

• zaświadczenia o zatrudnieniu i dochodach, opcjonalnie opinię z miejsca pracy,

• odpis aktu małżeństwa, a także – kserokopia wyroku rozwodowego, jeżeli któreś z rodziców brało wcześniej rozwód,

• odpis aktu urodzenia – dla rodziców niepozostających w związku małżeńskim,

• zaświadczenia lekarskie o ogólnym stanie zdrowia z adnotacją poświadczającą brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem, opcjonalnie zaświadczenia lekarskie z poradni zdrowia psychicznego,

• aktualne zdjęcie,

• kserokopię dowodu osobistego,

• zaświadczenie o niekaralności przyszłych rodziców, o które występuje do odpowiedniego rejestru karnego sam ośrodek adopcyjny (rodzice nie muszą się tym martwić).

W ośrodku adopcyjnym rodzice muszą przejść pierwszą weryfikację. Zostają oni poddani badaniom psychologicznym prowadzonym przez psychologów zatrudnionych w danym ośrodku.

Krok drugi:

Drugim krokiem podjętym przez ośrodki adopcyjne wobec przyszłych rodziców zastępczych jest „wgląd” w ich życie prywatne – analiza i sprawdzenie ich warunków bytowo-materialnych, w tym mieszkania, a także zapoznanie się z ich sposobem życia. Ma to charakter „wywiadu wewnętrznego”. Ten etap również kończy się zakwalifikowaniem (lub nie) rodziców do dalszego postępowania.

Krok trzeci:

Kolejnym krokiem jest dopuszczenie starających się o adoptowanie dziecka do szkoleń przygotowujących przyszłych rodziców do zostania rodzicami zastępczymi. Szkolenia te odbywają się w grupie, wśród osób, które starają się o adopcję. W tym czasie przyszli rodzice mogą korzystać także z indywidualnych porad psychologów i pedagogów z ośrodka. Cykl tych szkoleń ma przygotować przyszłych rodziców do odpowiedzialnej roli rodziców, a może i trudniejszej roli rodziców zastępczych. Zajęcia te mają uzmysłowić starającym się o adopcję potencjalne problemy związane z wychowywaniem dzieci adoptowanych. W trakcie tych zajęć rodzice są również obserwowani przez personel ośrodka.

Szkolenie jest nieodpłatne. Po tym etapie ma miejsce formalna kwalifikacja kandydatów do przysposobienia dziecka.

Krok czwarty:

Krok czwarty związany jest z przedstawieniem rodzicom przez ośrodek dziecka. Zanim jednak dojdzie do bezpośredniego spotkania rodziców z dzieckiem, rodzice otrzymują dokumentację dziecka. Dokumentacja ta zawiera opis dziecka, jego charakteru, opinię lekarza i psychologa. Jeżeli rodzice wyrażą wolę spotkania się z dzieckiem, ośrodek organizuje spotkanie.

Pierwsze spotkanie rodziców adopcyjnych z dzieckiem ma miejsce w placówce/rodzinie zastępczej, gdzie przebywa dziecko. Towarzyszą mu opiekunowie i wychowawcy danej placówki. Chodzi o zapewnienie dziecku bezpieczeństwa i komfortu. Następnie spotkania przyszłych rodziców z dzieckiem powinny stać się systematyczne. Rodzice powinni zacząć nawiązywać kontakt z dzieckiem, oswajać je, przyzwyczajać do siebie, głównie poprzez zabawę i przebywanie ze sobą.

Krok piąty:

Po nawiązaniu kontaktu z dzieckiem rodzice powinni złożyć wniosek do Sądu Rejonowego w Wydziale Rodzinnym oraz Wydziale dla Nieletnich o przysposobienie dziecka. Mogą oni liczyć przy tym na pomoc i wsparcie ośrodka adopcyjnego, który wysyła do sądu zebraną dokumentację na temat rodziców.

Krok szósty:

Na tym etapie, po spełnieniu wszystkich koniecznych formalności, dziecko przebywa już w domu rodziców adopcyjnych do czasu zakończenia rozprawy i otrzymania zgody sądu na zmianę miejsca pobytu dziecka. W tym czasie rodzice informowani są o możliwej wizycie kuratora sądowego lub pracowników ośrodka w celu zbadania nowej sytuacji dziecka, jego adaptacji w nowym domu oraz tego, jak radzą sobie rodzice.

Krok siódmy:

Gdy rodzice uzyskają zgodę sądu na przysposobienie, muszą załatwić formalności w urzędzie stanu cywilnego w mieście urodzenia dziecka i sporządzić tam nowy akt urodzenia.

UWAGA:

Procedury mogą się nieco różnić, jednak trzon pozostaje ten sam. Wszystko zależy od wewnętrznych ustaleń ośrodków adopcyjnych, które zawsze mają na uwadze przede wszystkim dobro dziecka.

Autor: Jagoda Łączyńska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.