Przejdź do treści

Naczelna Izba Lekarska: Chazan niewinny

Decyzją Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej prof. Bogdan Chazan został oczyszczony z zarzutu popełnienia przewinienia zawodowego. Oskarżeni nie zostali również inni lekarze uczestniczący w leczeniu pacjentki, której w warszawskim szpitalu im. Świętej Rodziny odmówiono przeprowadzenia zabiegu aborcji.

Głośno na temat sprawy prof. Chazana zrobiło się w zeszłym roku, gdy decyzją prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz został on usunięty ze stanowiska dyrektora publicznego szpitala im. Świętej Rodziny. Wcześniej lekarz powołując się na klauzulę odmówił wykonania zabiegu aborcji i nie wskazał kobiecie innego szpitala, w którym mógł być on przeprowadzony. Pacjentka urodziła, a jej dziecko z powodu licznych wad zmarło krótko po porodzie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W mediach wybuchła burzliwa dyskusja na temat granicy i zasadności klauzuli sumienia. Jednak Naczelna Izba Lekarska nie znalazła powodów, aby oskarżyć prof. Chazana. Kilka miesięcy wcześniej podobny wyrok wydała również warszawska prokuratura rejonowa, która w maju umorzyła śledztwo ws. „narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w związku z odmową przeprowadzenia zabiegu usunięcia ciąży” prowadzone przeciwko Chazanowi. Według śledczych  nie złamał on prawa, odmawiając pacjentce wykonania aborcji. Biegli z Akademii Medycznej we Wrocławiu uznali, że nie było żadnych przesłanek za przeprowadzeniem aborcji ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki.

Profesor zapowiada, że będzie domagał  się przywrócenia na utracone stanowiska dyrektora szpitala im. Świętej Rodziny i liczy, że opinia Naczelnej Izby Lekarskiej pomoże mu w sprawie, która toczy się w sądzie pracy.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nowy program TV: w roli głównej pary walczące z niepłodnością

W programie: „Ja, Ty i niepłodność” występuje sześć par starających się o dziecko, borykających się ze skrajnymi emocjami. Bohaterowie są rozdarci między nadzieją a zwątpieniem. Program ukazuje ich determinację, wątpliwości i chwile wzruszeń, ale także rezygnację związaną z wysokimi kosztami leczenia.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Premiera nowego cyklu reportaży o parach starających się o dziecko w telewizji TVN style ruszyła pod koniec maja.

W pierwszym odcinku poznaliśmy trzy pary odwiedzające kliniki leczenia niepłodności

Denice i Mark w ciągu pięciu lat przeszli dziesięć cykli leczenia niepłodności. Mają już Betti, która urodziła się z in vitro, ale pragną by córeczka miała rodzeństwo. W programie mogliśmy zobaczyć, jak wracają do tej samej kliniki i tej samej lekarki z nadzieją na zajście w ciążę. Oboje są bardzo zaangażowani w starania o drugie dziecko. Z jednej strony jest im łatwiej, bo już są rodzicami, ale czasem bywa też trudniej, bo wiedzą z jakimi ogromnymi wyrzeczeniami i ograniczeniami wiąże się procedura in vitro.

Kolejnymi bohaterami są: Karolina (Polka mieszkająca za granicą) i Sean, którzy poznali się na portalu randkowym, szybko zaręczyli i wzięli ślub. Po dwóch latach bezowocnych starań o dziecko postanowili zgłosić się do kliniki leczenia niepłodności. Wyniki obojga są wzorcowe, za to USG ujawnia liczne torbiele na jajnikach Karoliny. Ich powodem prawdopodobnie jest endometrioza. Karolina jest zrozpaczona i zszokowana – musi pojechać do Polski na operację usunięcia zmian, by natychmiast potem w Wielkiej Brytanii skorzystać z programu in vitro.

Z kolei Dindra i Stewart są rodzicami poczętego naturalnie Josha, ale od kilku lat bezskutecznie starają się o drugie dziecko. Dindra wielokrotnie poroniła, obecnie ma 37 lat i wie, że nie może czekać. Tym bardziej, że cierpi na wiele chorób, które – łagodnie mówiąc – nie ułatwiają zajścia w ciążę.

Polecamy: 5 porad – jak wybrać klinikę leczenia niepłodności

W niedzielę w TVN Style widzowie poznali kolejne trzy pary i ich walkę o upragnioną ciążę

Fiona i Eoghan od 3 lat bez powodzenia starają się o dziecko. Niedawno rozpoczęli terapię in vitro a informacja, że wiele par w Irlandii zmaga się z problemem niepłodności – bardzo im pomogła i dodała otuchy. Widząc kolejki w klinice, przekonali się, że nie są sami. Pierwsza seria zastrzyków nie przyniosła pożądanych efektów, pęcherzyki jajowe nie urosły. Czy Fiona, która panicznie boi się zastrzyków, oraz jej mąż, zdecydują się na kontynuacje terapii?

Kolejna para to Robbie i Naoimh, którzy starają się o dziecko od czterech lat. On ma już dwójkę z poprzedniego związku, ona – od dwudziestu lat próbuje zajść w ciążę. Kilkakrotnie się to udało, ale następowały poronienia… Robbie i Naoimh postanowili rozpocząć procedurę in vitro z gametami obcej dawczyni. To zwiększa procent szans na powodzenie z zaledwie 6% aż do 65%! Dawczynią będzie kobieta z Czech, której Robbie i Naoimh bardzo chcieliby kiedyś podziękować…

Czytaj też: Wysoka skuteczność zabiegów in vitro – od czego zależy

Poznamy też Emmę i Biankę, które od kilku lat są w związku i niedawno wzięły legalny ślub. Od początku znajomości rozmawiały o założeniu rodziny i dzieciach. Nie są pacjentkami a bardziej klientkami kliniki – Biankę czeka inseminacja wybranymi z katalogu komórkami dawcy nasienia. Czy zajdzie w ciążę?

PREMIERA trzeciego odcinka „Ja, Ty i niepłodność” miała miejsce w TVN Style w niedzielę 10 czerwca o godz. 16:45. Powtórka programu: Czwartek, 14 czerwca, godz. 00:10.

POLECAMY: Jak się wspierać podczas leczenia niepłodności – radzi psycholog 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Dzieci z in vitro: milczący uczestnicy dyskursu publicznego. Co sądzą o metodzie swojego poczęcia?

Mama pokazuje tablet dwójce dzieci /Ilustracja do tekstu: Dzieci z in vitro: co sądzą o swojej metodzie poczęcia?
Fot.: Alexander Dummer /Unsplash.com

Kolor włosów i oczu, typ urody, temperament, czasem zdolność do wykonywania niektórych czynności – to pierwsze cechy, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o różnicach pomiędzy dziećmi. W polskim dyskursie publicznym często podkreśla się, że jedną z istotnych różnic jest także… sposób poczęcia. Czy istnieje zatem taka kategoria, jak „dzieci z in vitro”? Co sądzą o tym same dzieci będące podmiotem tych rozważań i czy są gotowe na to, by stworzyć własną opowieść?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypuszcza się, że wiele dzieci nie wie, czy zostały poczęte poprzez starania naturalne czy poprzez in vitro. Sam wybór metody (szczególnie w sytuacji, gdy obie komórki rozrodcze pochodzą od rodziców biologicznych) nie powinien mieć bowiem dla nich samych żadnego znaczenia. Znaczenie nadają mu jednak uczestnicy dyskursu publicznego, którzy w ostatnim czasie szczególnie często podnoszą kwestie moralnych i zdrowotnych aspektów zapłodnienia pozaustrojowego. Przodują w tym środowiska kościelne.

ZOBACZ TAKŻE: Kościół walczy z in vitro, ale katolicy je popierają

Kościół a in vitro. Słowa, które bolą

Mimo że episkopat w swoim oficjalnym stanowisku podkreśla, że nie stygmatyzuje dzieci poczętych w wyniku in vitro, a jedynie potępia wybór tej metody przez ich rodziców, wypowiedzi przedstawicieli Kościoła katolickiego zdają się temu przeczyć.

Pamiętamy słynne słowa ks. Franciszka Longchampsa de Berier, który stwierdził, że dzieci z in vitro mają na czole dotykową bruzdę, która ma być oznaką zaburzeń genetycznych wynikających z poczęcia pozaustrojowego. Z kolei abp Henryk Hoser publicznie wyrażał osobliwą troskę o przyszłość dzieci z in vitro.

– Jeżeli urodzi się zdrowe (daj Boże), to trzeba mu zapewnić jak najlepsze warunki wychowania i jednocześnie otoczyć dodatkową opieką, aby – gdy dowie się o okolicznościach swojego poczęcia – nie przeżywało traumy, resentymentów, tylko zaakceptowało zaistniały stan rzeczy, pogodziło się z losem, na który nie miało żadnego wpływu – stwierdził w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

W podobnym tonie wypowiadali się też inni księża i katoliccy publicyści. Niektórzy, jak bp Tadeusz Pieronek, prezentując publicznie swoje zdanie na temat dzieci z in vitro, wyraźnie przekroczyli granice.

– Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? Życie zrodzone z probówki jest wynikiem manipulacji, a nie działania natury – mówił w rozmowie z Onet.pl.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”

Dzieci z in vitro zasługują na własną opowieść

Większość tych dyskutantów zdaje się zapominać, że żadne dziecko w dzisiejszych czasach nie żyje w oderwaniu od mediów. Młodzi obywatele, podobnie jak dorośli, mają dostęp do prasy, telewizji i internetu, które bombardują ich etycznymi ocenami in vitro – również tymi najbardziej kontrowersyjnymi. To zaś nie pozostaje bez wpływu na ich stosunek do tej metody i samych siebie.

Czy dzieci, które dowiedziały się, że zostały poczęte w wyniku in vitro, czują się inne? Wielkich nieobecnych dyskursu o in vitro zaprosiły do rozmowy badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego: Magdalena Radkowska-Walkowska, Ewa Maciejewska-Mroczek, Anna Krawczak, Maria Reimann i Dorota Gawlikowska. Z przekonania, że dzieci te zasługują na własną opowieść, naukowczynie zapoczątkowały projekt badawczy „Nowe technologie reprodukcyjne – perspektywa childhood studies”. W jego ramach zrealizowano ok. 100 pogłębionych wywiadów, m.in. z dziećmi w wieku 4-28 lat, które zostały poczęte poprzez zapłodnienie pozaustrojowe.

36 godzin różnicy

Zdecydowana większość rozmówców, którzy wiedzieli, że ich rodzice zdecydowali się na in vitro, nie wskazywała różnic pomiędzy sobą a innymi dziećmi. 20-letnia Maria tak określiła siebie na tle swoich rówieśników:

– Jaka jest różnica pomiędzy mną a nimi? To jest 36 godzin w moim przypadku (…). Ponieważ moja mama nie ma jajowodu, to jajeczko nie może samo przejść do (…) macicy. No nie ma jak. Więc lekarz musi je wyjąć, złączyć z plemniczkiem, i włożyć do macicy. (…) I po prostu ten proces trwał 36 godzin, i tyle. I to jest ta różnica. Cała ciąża przebiegała tak samo jak z innymi dziećmi.

Wiele badanych podkreślało, że są pewni swojej nierozróżnialności i nie mają potrzeby mówienia o tym publicznie.

– Jeżeli ja miałbym udowadniać ludziom, że jestem taki sam, jak inni, toby znaczyło, że muszę coś udowadniać. Nie, każdy kto na mnie spojrzy na ulicy, czuje się zupełnie równy ze mną. I tak naprawdę udowadnianie, że jestem normalny, jest absurdalne, bo to tak, jakbyś wyszła na ulicę i przekonywała ludzi, że jesteś blondynką (…) i że to nie farbowane (…) – zaznaczył 19-letni Antek.

Kilkunastoletnia Kasia podkreślała, że jej mama przywiązuje znacznie większą wagę do sposobu jej poczęcia niż ona sama.

– Ja nie chcę być brana pod uwagę [jako część] grupy dzieci z in vitro. (…) Chcecie udowodnić, że jesteśmy normalnymi dziećmi, a jednocześnie chcecie pokazać, że jesteśmy inni, że mamy swoje zdanie na ten temat. No to może trochę konsekwencji, co? – mówiła.

POLECAMY TEŻ: Prawniczka: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu

Tożsamość dzieci z in vitro

Niektóre dzieci widzą jednak w metodzie, którą zostały poczęte, wartość dodaną, która pobudza ich wyobraźnię i czyni ich biografię wyjątkową:

– Wiem, że ja byłam przez trzy lata w szpitalu gdzieś tam. Mogłabym być wieku mojego brata, gdyby nie to, że mnie (…) mama nie mogła od razu urodzić – mówi dziewięciolatka zaproszona do udziału w badaniu.

Część starszych rozmówców, którzy w przestrzeni publicznej zetknęli się z wieloma negatywnymi komunikatami na temat in vitro, czuje, że metoda poczęcia wpłynęła w pewien sposób na ich tożsamość.

– Z perspektywy, że wiem [o poczęciu poprzez in vitro], nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wiedzieć. To byłoby straszne dla mnie. Szczególnie, że jestem osobą interesującą się polityką i tym, co się dzieje” – podkreśla pełnoletnia już Monika. Dodała, że najgorszą rzeczą byłoby, gdyby dowiedziała się dopiero teraz, gdy trwa obecny spór o in vitro.

CZYTAJ TEŻ: Błędy merytoryczne i tezy sprzeczne z wiedzą medyczną. Nasz Bocian obnaża prawdę na temat „Wobec in vitro”

Monsteryzacja, która nie trafia w próżnię

Szerzej problem ten opisała Agnieszka Ziółkowska, pierwsza Polka poczęta metodą in vitro (we Włoszech):

– Przypisuje się nam upośledzenie zdrowotne, psychiczne, problemy tożsamościowe. Cóż, jeśli nadal w debacie będą pojawiać się określenia ”cywilizacja śmierci” czy ”dzieci Frankensteina”, to rzeczywiście człowiek może nabawić się problemów z tożsamością. Zapominamy, że polskie dzieci z in vitro są coraz starsze, niektóre mogłyby już mieć własne dzieci. I śledzą tę debatę pełną bzdur i wyzwisk, tego wrzasku, że zło, że mordercy… (…) Niby to jest taka taktyka, że krytykuje się samą metodę, a nie jej owoce. Ale to nie jest tak, że jak rzucasz dookoła zarzutami o zabijanie, że jak wrzeszczysz o cywilizacji śmierci, o dzieciach Frankensteina, to nie stygmatyzujesz dzieci z in vitro. My to wszystko słyszymy, czytamy, ten cały ściek nie leci w próżnię – mówiła w 2012 roku w rozmowie z Wysokimi Obcasami.

Podobnie wyrażała się Magdalena Kołodziej w emocjonalnym liście skierowanym do parlamentarzystów w 2015, gdy w Senacie toczył się spór wokół in vitro.

„Niczym się nie różnimy i – w przeciwieństwie do niektórych – możemy powiedzieć z całą pewnością, że jesteśmy wyczekani i bardzo kochani! To nie my jesteśmy źli. Źli są wszyscy, którzy zabraniają nam żyć, a zwłaszcza politycy o skrajnych i niebezpiecznych poglądach, bezrefleksyjni przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz wszyscy, którzy robią z nas potwory i najchętniej by się wszystkich pozbyli” – pisała 28-letnia wówczas Magdalena Kołodziej.

Dzieci z in vitro, czyli niepoznany „obcy”

Skoro więc dzieci poczęte dzięki in vitro same nie czują się inne, czemu w dyskursie publicznym tworzy się z nich szczególną kategorię, wymagającą osobnych cech i określeń? Badaczki zauważają, że jednym z powodów tego stanu rzeczy jest brak wieloletnich przekrojowych badań na temat kondycji polskich dzieci poczętych metodą zapłodnienia pozaustrojowego, które ostudziłyby emocje. Takie szczegółowe analizy prowadzono w wielu krajach, m.in. w Szwecji i USA, dzięki czemu procedura in vitro nie podlega tam stygmatyzacji społecznej.

Tymczasem to, co obce, niezbadane, a tym samym łączące się z dylematami moralnymi, często ukazywane jest w kulturze za pomocą monstrualnych figur. Ów „obcy” jest dla wielu środowisk synonimem zagrożenia i niebezpieczeństwa, choć przypisywane mu cechy nie mają nic wspólnego z jego rzeczywistym obrazem.


Tekst powstał w oparciu o dane z książki „Dziecko, in vitro, społeczeństwo. Ujęcie interdyscyplinarne” p.red. Anny Krawczak. Ewy Maciejewskiej-Mroczek i Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz, a także artykułów opublikowanych na onet.pl, wysokieobcasy.pl i wyborcza.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kamila Ferenc: Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

Tata trzyma na rękach małą córeczkę /Ilustracja do tekstu: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca w czasie ciąży i porodu oraz po porodzie
Fot.: Katie Emslie /Unsplash.com

Narastające obawy o ciężarną partnerkę oraz zdrowie dziecka, poczucie bezradności i przytłoczenia nową rolą mogą powodować u przyszłych ojców frustrację i utratę pewności siebie. Sprzyja temu powszechny wciąż pogląd, że mężczyzna powinien być podporą rodziny i umieć poradzić sobie w każdej sytuacji. Ale jeszcze częstszym problemem przyszłych ojców jest poczucie odrzucenia i nieprzydatności. Tymczasem rola taty jest bardzo istotna! Jak się w niej odnaleźć, podpowiada Monika Wójcik, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rola ojca uległa znaczącej zmianie na przestrzeni lat. Za czasów naszych mam ojcowie nie mieli zwykle możliwości uczestniczenia przy porodach. Dopiero w latach 80. na polskich porodówkach i oddziałach poporodowych nastąpiła rewolucja, dzięki której mężczyźni wkroczyli w nieznany im wcześniej świat i zyskali szansę nawiązania więzi z dzieckiem już w pierwszych chwilach jego życia.

Dodatkowo zmiany społeczne, związane z osiedlaniem się z dala od rodzinnych domów, sprawiły, że pary oczekujące dziecka nie zawsze mogą liczyć na pomoc bliskich. To zaś sprawia, że rola taty w życiu rodziny jest większa niż kiedykolwiek wcześniej.

Rola przyszłego ojca w czasie ciąży partnerki

Wielu przyszłych ojców odczuwa strach i niepewność w kontakcie z ciężarną partnerką. Najczęściej wynika to z niewiedzy. Dlatego mężczyźni, którzy spodziewają się dziecka, powinni na bieżąco rozmawiać z żonami na temat przebiegu ich ciąży, a uzyskaną w ten sposób wiedzę uzupełnić lekturą poradników dla przyszłych rodziców. O ile to możliwe, mężczyzna może również towarzyszyć przyszłej mamie podczas wizyt kontrolnych u lekarza, szczególnie w takich niesamowitych chwilach, jak pierwszy odsłuch tętna dziecka czy badanie USG.

Pamiętajmy jednak, by współuczestniczenie w procesie, który wiąże się z rozwojem nowego życia, nie wiązało się ze stałym upominaniem partnerki.

– Partner nie powinien powtarzać: ”nie powinnaś tego jeść”, „jesz za dużo słodyczy”. Szczególnie, jeśli w tym czasie sam zajadasz się smakołykami. Z racji tego, że ciąża to wspólna sprawa, przyszły tata może wspomóc swoją partnerkę, przechodząc na podobną dietę, co ona – mówi położna Monika Wójcik.

Warto również zapisać się wspólnie do szkoły rodzenia.

– Będziesz tam mógł zadać nurtujące pytania, zobaczysz, jak pielęgnować dziecko, i poznasz problemy, które mogą się pojawić w czasie ciąży i porodu i po porodzie – podkreśla Monika Wójcik.

ZOBACZ TEŻ: Hiperlaktacja: co to jest i jak jej przeciwdziałać? Radzi „Położna na medal”

Rola ojca podczas porodu

Na  temat roli ojca podczas porodu powstają całe rozdziały w książkach. Ale najwięcej wiedzy na temat rzeczywistych potrzeb partnerki w tym szczególnym momencie można zdobyć dzięki zwykłej, szczerej rozmowie.

– Podejmijcie świadomą decyzję, czy dobrym rozwiązaniem będzie, jeżeli weźmiesz udział w porodzie. Nie ulegaj trendom, że każdy mężczyzna musi być przy porodzie. W takim momencie musisz pamiętać, że to przyszła mama i dziecko są najważniejsze. Kobieta powinna czuć, że jej partner wspiera ją w każdym momencie – mówi położna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Chciałabyś zaplanować czas porodu? Zapomnij! Dzieci najczęściej przychodzą na świat o TEJ godzinie

Rola ojca po porodzie

Młody tata powinien regularnie odwiedzać partnerkę w szpitalu, nim wróci ona z dzieckiem do domu, lepiej jednak ograniczyć w tym czasie wizyty reszty rodziny. Warunki szpitalne nie są zwykle odpowiednie do podejmowania gości, nie mówiąc już o tym, że świeżo upieczona mama potrzebuje odpoczynku i intymności. Rodzina może jednak pomóc w inny sposób: przygotowując lekkostrawny kompot z jabłek czy rosół, który tata zawiezie do szpitala.

– Bądź też buforem przed złotymi radami, których pojawi się zapewne całe mnóstwo. To, czy je wykorzystacie w opiece nad własnym dzieckiem, musi być waszą decyzją, a nie narzuconym przez bardziej doświadczone osoby nakazem – podkreśla Monika Wójcik.

Tata powinien przede wszystkim aktywnie uczestniczyć w opiece nad dzieckiem.

Przewijaj, podawaj mamie malucha do karmienia, podnoś do odbicia. Przy wszystkich tych czynnościach możesz ze spokojem mówić do dziecka. Dzięki temu prawdopodobnie się uspokoi i wyciszy, a ty zaczniesz nawiązywać z nim więź emocjonalną – zaznacza laureatka konkursu „Położna na medal”.

Tata może również zabierać dziecko na spacer: na początku na szpitalny korytarz, kiedy noworodek uśnie, a w późniejszym czasie na krótką rundę wózkiem wokół domu. Mama w tym czasie będzie miała chwilkę dla siebie, którą wykorzysta np. na prysznic lub na krótką, ale zbawienną drzemkę.

– W opiece nad maluszkiem, możecie obrać taktykę jak niejedni rodzice, że po nakarmieniu przez mamę, maluszek idzie razem z tobą spać do innego pokoju. Jak się obudzi znowu, już ze zmienioną pieluszką, przynosisz go mamie na karmienie. Dzięki temu twoja partnerka będzie miała parę godzin na sen i regenerację.

Gdy młoda mama jest po porodzie, tata powinien pamiętać też, by wstawiać pranie.

– Mogłoby się wydawać, że to coś błahego, ale zobaczysz sam, ile brudnych ubranek lub pieluszek może „wyprodukować” małe dziecko. Wiele innych obowiązków domowych może teraz stać się męską domeną. Przy zakupach pomocne mogą okazać się różne aplikacje ułatwiające zrobienie listy produktów do kupienia. Kto wie, czy przygotowując obiad, nie odkryjesz w sobie super zdolności kulinarnych? – mówi Monika Wójcik.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jak uspokoić płaczące dziecko? Ten tata znalazł genialny sposób!

Rola ojca a życie zawodowe

Jak wskazują powyższe przykładu, rola ojca podczas ciąży i po porodzie jest nieoceniona. Jak jednak połączyć ją z obowiązkami zawodowymi? Przede wszystkim warto wykorzystać należny dwutygodniowy urlop ojcowski.

Należy także pamiętać, że partner ma prawo do tzw. opieki nad żoną przez ustalony czas po porodzie. W zależności od rodzaju porodu okres ten wynosi jeden tydzień (w przypadku porodu naturalnego) lub dwa tygodnie (jeśli dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie).

– Spędzając ten pierwszy miesiąc po porodzie razem z mamą i dzieckiem, na pewno będziesz ogromnym wsparciem dla nich w tych nierzadko trudnych początkach – podkreśla Monika Wójcik.

POLECAMY TEŻ: „Wygrana w konkursie otwiera drzwi do nowych działań”. O kulisach kampanii „Położna na medal”

 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Niepłodność męska: temat tabu. Mężczyźni nie dopuszczają myśli o zaburzeniach płodności

Smutny mężczyzna spogląda w dół /Ilustracja do tekstu: Niepłodność męska - temat tabu
Fot.: Travis Jones /Unsplash.com

Kobieto, ja jestem facetem, nie mogę być niepłodny. Przebadaj się sama!” – takie słowa nieraz słyszał w zaciszu swojego gabinetu dr n. med. Jan Domitrz, specjalista położnictwa, ginekologii i endokrynologii z Centrum Medycznego Artemida. Z jego doświadczeń wynika, że choć mamy XXI wiek, to wielu mężczyzn do tematu niepłodności podchodzi ze wstydem i dystansem. Zdecydowana większość nie dopuszcza do siebie myśli, że to u nich może występować problem z płodnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ponad 20 procent par w Polsce i na świecie boryka się dziś z niepłodnością. U blisko połowy z nich problem leży po stronie mężczyzn. Mimo tych alarmujących statystyk wielu panów nie decyduje się na diagnostykę i leczenie.

– Niepłodność męska jest takim schorzeniem, które nie boli […]. A wiadomo, że mężczyźni z porad lekarzy korzystają tylko wtedy, kiedy wiją się z bólu. Bardzo trudno jest im zaakceptować fakt, że to oni, a nie ich partnerki, odpowiadają za brak potomstwa – mówi specjalista z Centrum Medycznego Artemida.

Niepłodność męska nie jest częstsza niż dawniej?

Dr Jan Domitrz uważa, że choć liczba diagnozowanych przypadków niepłodności męskiej jest bardzo duża, problem ten nie występuje częściej niż kiedyś. Zmieniły się jednak jego przyczyny.

– Przekłamaniem jest stwierdzenie, że problem niepłodności w dzisiejszych czasach narasta. Od wieków utrzymuje się on na tym samym poziomie i dotyczy około 20 procent populacji. Kiedyś był to temat zakazany i bardzo wstydliwy, nie było tak rozwiniętych metod leczenia jak dziś. Jednak jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że istnieje on od czasów starożytnych. Na pewno jego podłoża się zmieniały, ale procentowy poziom pozostaje ten sam – mówi dr Jan Domitrz.

Specjalista dodaje, że dawniej powodem braku potomstwa bywały zaniedbania w zakresie higieny osobistej, a co za tym idzie – choroby przenoszone drogą płciową. Dziś w dużej mierze wynika to z czynników cywilizacyjnych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Niepłodność męska a plastik i estrogeny

Toksyny środowiskowe i substancje naśladujące działanie hormonów otaczają nas dziś z każdej strony. Dr Jan Domitrz zauważa, że wpływa na to ma też… stosowanie środków antykoncepcyjnych. Wraz z moczem kobiety wydalają bowiem estrogeny, które trafiają do gleby, by ze zbożami i mięsem znowu trafić do organizmu – wyjaśnia ekspert.

Tymczasem to właśnie estrogeny są jednym podstawowych czynników zaburzających męską płodność. Ryzyko stwarzają także fitoestrogeny znajdujące się w roślinach, takich jak soja. Kolejne ryzyko dla męskiej płodności stwarzają związki chemiczne stosowane w procesach produkcyjnych kosmetyków czy tworzyw sztucznych.

– Weźmy na przykład popularne butelki typu PET czy plastik w komórkach i samochodach. Te produkty zawierają tzw. plastyfikatory, które sprawiają, że tworzywo staje się miękkie. Te wszystkie związki zaburzają funkcje hormonalne, wszak plastik jest obecny w każdej sferze życia – mówi specjalista z Artemidy.

Dodaje, że – zgodnie z przepisami Unii Europejskiej – każdego roku wyznaczane są związki i substancje chemiczne, które muszą zostać wycofane z obrotu. To jednak nie zmienia sytuacji na lepsze.

– Rocznie eliminuje się dwie, może trzy tego typu substancje, podczas gdy w Chinach na rynek trafia ich około stu – zaznacza ekspert.

POLECAMY TAKŻE: Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności? Naukowcy biją na alarm

Otyłość i używki a męska płodność

Zaburzenia męskiej płodności wynikają też z tego, że coraz więcej panów boryka się z otyłością, a tkanka tłuszczowa zawiera w sobie bardzo duże ilości estrogenów. Badania dowiodły niejednokrotnie, że dla wspomożenia płodności warto przejść na dietę śródziemnomorską oraz włączyć do jadłospisu dużą ilość nieprzetworzonych warzyw i owoców.

CZYTAJ TEŻ: Dieta śródziemnomorska: sposób na długowieczność i większe szanse in vitro

Niezbędne jest też odstawienie używek.

– Bombami obniżającymi męską płodność są nikotyna i wszystkie substancje smoliste. Są kraje na świecie, w których palacze mają ograniczony lub wręcz zerowy dostęp do zabiegów in vitro – zauważa dr Jan Domitrz.

Negatywnie na męską płodność wpływa również alkohol spożywany zbyt często i w nadmiernych ilościach.

– Oczywiście cały czas obracamy się w świecie statystyk, ponieważ każdemu z nas w tym momencie nasuwa się myśl o środowiskach patologicznych, gdzie królują używki, a pary na brak potomstwa narzekać nie mogą – zauważa Jan Domitrz.

Lekarz podkreśla, że wyjście z nałogów nie daje gwarancji, że mężczyzna zostanie ojcem. Szanse te można jednak zwiększyć, stosując odpowiednią suplementację.

Źródło: inf. prasowa

POLECAMY TAKŻE: 10 produktów, które poprawią męską płodność na wiosnę

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.