Przejdź do treści

Naczelna Izba Lekarska: Chazan niewinny

Decyzją Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej prof. Bogdan Chazan został oczyszczony z zarzutu popełnienia przewinienia zawodowego. Oskarżeni nie zostali również inni lekarze uczestniczący w leczeniu pacjentki, której w warszawskim szpitalu im. Świętej Rodziny odmówiono przeprowadzenia zabiegu aborcji.

Głośno na temat sprawy prof. Chazana zrobiło się w zeszłym roku, gdy decyzją prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz został on usunięty ze stanowiska dyrektora publicznego szpitala im. Świętej Rodziny. Wcześniej lekarz powołując się na klauzulę odmówił wykonania zabiegu aborcji i nie wskazał kobiecie innego szpitala, w którym mógł być on przeprowadzony. Pacjentka urodziła, a jej dziecko z powodu licznych wad zmarło krótko po porodzie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W mediach wybuchła burzliwa dyskusja na temat granicy i zasadności klauzuli sumienia. Jednak Naczelna Izba Lekarska nie znalazła powodów, aby oskarżyć prof. Chazana. Kilka miesięcy wcześniej podobny wyrok wydała również warszawska prokuratura rejonowa, która w maju umorzyła śledztwo ws. „narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w związku z odmową przeprowadzenia zabiegu usunięcia ciąży” prowadzone przeciwko Chazanowi. Według śledczych  nie złamał on prawa, odmawiając pacjentce wykonania aborcji. Biegli z Akademii Medycznej we Wrocławiu uznali, że nie było żadnych przesłanek za przeprowadzeniem aborcji ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki.

Profesor zapowiada, że będzie domagał  się przywrócenia na utracone stanowiska dyrektora szpitala im. Świętej Rodziny i liczy, że opinia Naczelnej Izby Lekarskiej pomoże mu w sprawie, która toczy się w sądzie pracy.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nowy wymiar domowych badań nasienia

Mężczyzna wskazujący palcem
Fot. Pixabay.com

Jeszcze do niedawna testy nasienia do użytku domowego były traktowane przez specjalistów z pewnym przymrużeniem oka. Niezależne badania potwierdzają, że test SwimCount to krok w przyszłość. Jako jedyny test nasienia dostał zielone światło od specjalistów medycyny rozrodu z całego świata!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Za sukcesem testu SwimCount stoi grupa naukowców z Danii. Stykając się na co dzień z problemem męskiej niepłodności, zauważyli, że duży odsetek niezdiagnozowanych pacjentów to skutek unikania badania nasienia. Często obawy, stres i skrępowanie przed wizytą w placówce medycznej prowadzą do zaniechania badania.

Ideą towarzyszącą pracom nad testem SwimCount było stworzenie domowego testu nasienia, który w komfortowych warunkach pozwalałby uzyskać wynik o wiarygodności badania laboratoryjnego. Po 10 latach badań – udało się!

W czym tkwi innowacyjność testu do domowego badania nasienia?

SwimCount pozwala oznaczyć w nasieniu liczbę plemników o ruchu progresywnym (postępowym) – zgodnie z rekomendacjami WHO. Według specjalistów jest to jedyny pojedynczy parametr nasienia, który może świadczyć o męskiej płodności. Dotychczas domowe testy nasienia mierzyły jedynie całkowitą liczbę plemników (również niezdolnych do zapłodnienia – martwych, o nieprawidłowej morfologii czy ruchliwości), co jest obarczone dużym marginesem błędu.

Test SwimCount dwukrotnie był badany przez specjalistów z całego świata i dwa razy potwierdził, że wśród domowych testów nasienia nie ma sobie równych.

Kongres ASMR (American Society For Reproductive Medicine)

Pełna transparentność wyniku i wysoka wiarygodność stały się przepustką do zaprezentowania testu przed gronem wybitnych specjalistów – lekarzy, embriologów oraz personelu laboratoryjnego. Pozytywne rekomendacje i możliwość przedstawienia domowego testu nasienia na kongresie ASMR stanowi ogromne wyróżnienie, ponieważ organizacja ta w swoich działaniach wyznacza standardy i rekomendacje stosowane w dziedzinie medycyny reprodukcyjnej.

IVIRMA Global – największa na świecie grupa wspomagania rozrodu

Niezależne badanie kliniczne i ocena skuteczności testu SwimCount zostały przeprowadzone w laboratoriach diagnostycznych grupy IVIRMA Global, które reprezentuje ponad 70 ośrodków w 12 krajach.

Do badania klinicznego wykorzystano próbki nasienia pozyskane od mężczyzn szukających możliwości leczenia niepłodności oraz dawców nasienia. Wszystkie próbki nasienia analizowano za pomocą komory zliczającej Maklera (narzędzia do szybkiej analizy liczebności i ruchliwości plemników w manualnym badaniu nasienia przeprowadzanym w laboratorium) i porównano je z odczytem wyniku domowego testu jakości nasienia.

Uzyskano zgodność wyników na poziomie 100% z metodą CASA oraz 96% z badaniem nasienia metodą mikroskopową.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Walczył z nowotworem, aby poznać najmłodszą siostrę

Walczył z nowotworem, aby poznać najmłodszą siostrę
fot. Daily Mail

Dziewięcioletni chłopczyk stoczył długą i ciężką walkę z nowotworem. Jego największym marzeniem było powitanie na świecie najmłodszej siostrzyczki. Lekarze nie byli jednak pewni, czy mały pacjent dożyje tego momentu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bailey Cooper z Bristolu zachorował we wrześniu 2016 roku – jego organizm zaatakował chłoniak nieziarniczy. Niestety w chwili diagnozy nowotwór był już w trzeciej, najostrzejszej fazie.

Kilka miesięcy później okazało się, że mama chłopca jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Bailey bardzo się ucieszył się z tej wiadomości i pragnął powitać na świecie najmłodszą siostrzyczkę. Lekarze nie dawali na to jednak większych szans.

Chłopczykowi udało się jednak spełnić to ostatnie marzenie. Pod koniec listopada Rachel urodziła córeczkę Millie – to imię wybrał dla dziewczynki Bailey. Dziewięciolatek utulił w ramionach małą siostrzyczkę, przewinął ją i śpiewał kołysanki.

Zobacz także: Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

„Możecie po mnie płakać tylko 20 minut”

Bailey był świadomy tego, że wkrótce umrze. Zaplanował swój pogrzeb i poprosił, aby podczas uroczystości wszyscy byli ubrani w stroje superbohaterów.

Możecie po mnie płakać tylko 20 minut – zwrócił się do rodziców. – Musicie zająć się Riley’em i Millie – martwił się jednocześnie o młodsze rodzeństwo.

Walczył z nowotworem, aby poznać najmłodszą siostrę

Krótko po tym spotkaniu z siostrą chłopiec zaczął poupadać na zdrowiu. 22 grudnia został przewieziony do hospicjum, gdzie w Wigilię Bożego Narodzenia zmarł.

– O godzinie 11.45 w dniu Wigilii byliśmy przy jego łóżku. Wiedzieliśmy, że nie potrwa to już długo. Powiedzieliśmy mu „Bailey, już czas. Przestań walczyć” – wspomina dramatyczne chwile matka chłopca.

– W momencie kiedy powiedzieliśmy „przestań”, wziął swój ostatni oddech i jedna, samotna łza popłynęła z jego oka. Był spokojny – dodaje.

Pogrzeb chłopca odbył się 6 stycznia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Fakt24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Skandal z bilbordem o dzieciach z in vitro z finałem w sądzie. Uwaga! Drastyczne zdjęcia!

Sprawa bilbordów wystawionych przez fundację „Pro-prawo do życia” stała się głośna w całym kraju. Znaczna część mieszkańców jest oburzona taką formą forsowania poglądów w sprawie aborcji i in vitro. Kielczanie za drastyczne plakaty o dzieciach z in vitro, które „mrozi się w beczkach i zabija” pozwali organizatora wystawy do sądu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ogromne kontrowersje, które wywołała wystawa pod kościołem w Kielcach znajdzie swój finał w sądzie. Mieszkańcy ostro zaprotestowali na zamieszczone tam drastyczne treści przed kościołem kapucynów przy ulicy Warszawskiej. Oprócz zdjęć zakrwawionego martwego płodu najwięcej emocji wzbudzał plakat z napisami o dzieciach poczętych z in vitro, które zdaniem organizatorów wystawy…

„mrozi się w beczkach, potem porzuca chore oraz zabija te, u których wykryto wady”.

Dzieci z in vitro – obraza, dyskryminacja i stygmatyzacja

– Według mnie to najbardziej prostacka próba uderzenia w godność człowieka. Człowieka narodzonego w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego jak i jego rodziców – mówiła nam wówczas Małgorzata Marenin, mieszkanka Kielc, działaczka społeczna, nauczycielka i przewodnicząca Stowarzyszenia Stop Stereotypom. – To atak na bezbronne dzieci i parszywa stygmatyzacja.
Kielecka działaczka nie poprzestała na krytyce. Tak bardzo oburzyły ją zdjęcia z wystawy, że o sprawie zawiadomiła policję.

– Złożyłam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i zażądałam ścigania osób za to odpowiedzialnych – powiedziała Małgorzata Marenin. – To obrzydliwe nawoływanie do przestępstwa i propagowanie mowy nienawiści na tle dyskryminacyjnym wobec dzieci z in vitro, przedstawianie ich jako chorych, gorszych, niekochanych i niechcianych. A najgorsze jest to, że te informacje oparte są na kłamliwych danych i statystykach.

Pisalismy o tym tu: Skandal z bilbordem o in vitro – sprawę bada policja

Efektem tego doniesienia jest wniosek o ukaranie w sprawie kampanii bilbordowej na Placu Kościoła Św. Franciszka złożony przez Komendę Wojewódzką Policji do Sądu Rejonowego w Kielcach.
– Czekam na termin rozprawy – mówi Małgorzata Marenin.

Całe wydarzenia skomentowała wówczas w mediach społecznościowych Barbara Nowacka, polityk udostępniając informacje o plakacie in vitro z komentarzem: „Propaganda anty in vitro. Kłamstwa, nienawiść i manipulacja”.

Plakaty z zakrwawionym płodem przed kościołem oglądają dzieci

Zdaniem kieleckiej działaczki obraza dzieci z in vitro, oraz ich rodziców to nie wszystko. Wystawa jej zdaniem również naraża psychikę dzieci przechodzących ulicami Kielc na drastyczne obrazy przemocy.
Podobnie uważa inny mieszkaniec Kielc.

– Pierwsza wystawa pojawiła się blisko przedszkola. Kiedy dziecko mojej znajomej zobaczyło te drastyczne zdjęcia, było przerażone i koleżanka musiała udać się z córką do psychologa – opowiada Maksymilian Materna, mieszkaniec Kielc, animator kultury i przedsiębiorca. Sam jestem ojcem i nie chcę, by dzieci były zmuszone do oglądania takich treści.

Sąd pochwalił postawę kileczanina, który nie godzi się na prezentację drastycznych treści

Kielczanin po pierwszej interwencji w sprawie plakatów, odciął od ogrodzenia wszystkie banery i dostarczył na komendę policji, jako dowód w sprawie zamieszczania drastycznych treści w przestrzeni publicznej. Prokuratura odmówiła wtedy wszczęcia śledztwa „z uwagi na brak znamion czynu zabronionego”. Organizatorzy wystawy złożyli doniesienie na popełnienie czynu zabronionego poprzez zniszczenie przez niego mienia.

– Zostałem uniewinniony a sędzia nie tylko podzielił moje racje, ale i mnie pochwalił – mówi mieszkaniec Kielc, który trzykrotnie zawiadamiał policję w sprawie wystawy fundacji Pro-prawo do życia, która wystawiała ją w tym mieście w wakacje, w listopadzie ubiegłego roku oraz w miniony weekend.

Podczas prezentacji trzeciej wystawy w miniony weekend Maksymilian Materna wezwał policję. Jednak po oględzinach na miejscu dzielnicowy odmówił przyjęcia zgłoszenia.
– Powiedział, że jego zdaniem w treści wystawy nie ma nic gorszącego, a ona sama jest słabo widoczna od strony ulicy i stoi na terenie kościoła. Powiedział też, że jej zawartość nie jest karalna – opowiada mężczyzna.- Po czasie zadzwonił oficer dyżurny policji i poinformował, że mogę złożyć zawiadomienie na komendzie, jednak postanowiłem, że udam się z tym bezpośrednio do sądu. Zamierzam w tym tygodniu złożyć wniosek.

Protesty w sprawie drastycznych zdjęć w wielu miastach – mieszkańcy idą do sądu. Zapadają wyroki

Autorem wystawy jest Fundacja Pro-prawo do życia, która niedawno była również autorem zamieszania w stolicy. Warszawiacy również protestowali przeciwko zamieszczaniu na olbrzymich bilbordach drastycznych zdjęć zakrwawionego płodu.
Materiał w Dzień Dobry TVN dostępny pod linkiem: „Nie chcę, by moje dzieci na to patrzyły”.

W innym zakątkach kraju również mieszkańcy protestują przeciwko zdjęciom tej kampanii. Sąd Rejonowy w Rzeszowie wydał wyrok w sprawie makabrycznych bilboardów antyaborcyjnych wystawionych przez fundację „Pro-prawo do życia”. Skazał pomysłodawcę „kampanii uświadamiającej o tym, czym jest aborcja” na grzywnę.

Wyrok nakazowy w tej sprawie zobowiązuje Mariusza Dzierżawskiego, kierującego fundacją „Pro-prawo do życia”, żeby zapłacił dwa tysiące złotych.
O takim zakończeniu sprawy poinformowali na profilu partyjnym działacze partii Razem na Podkarpaciu. Lokalna aktywistka partii Agnieszka Itner w lutym zgłosiła na policję sprawę czterech bilboardów ze zmasakrowanymi płodami.

Fundacja Pro-prawo do życia tak w Dzień Dobry TVN tłumaczyła się z kampanii: Hitler vs aborcja

Drastyczna wystawa zorganizowana przez fundację „Pro-prawo do życia” jest znana w całym kraju. Mieszkańcy wielu miast w Polsce protestują przeciwko „tak obrzydliwej” formie forsowania swoich poglądów w sprawie aborcji i in vitro.

POLECAMY: Rzecznik praw dziecka: stop dyskryminacji dzieci z in vitro

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Test AMH jako wyznacznik płodności? Nie do końca

Para trzyma w dłoniach dziecięce buciki
Fot. Pixabay.com

Rezerwą jajnikową określa się liczbę oocytów, które są zdolne do wzrostu i przeobrażenia się w dojrzałą komórkę jajową. Sprawdzenie, jak wiele pęcherzyków pozostało nam w jajnikach, a tym samym – ile czasu mamy do menopauzy, umożliwiają dziś proste testy AMH. W ostatnich badaniach naukowcy odkryli jednak, że testów tych nie można uznać za podstawowy wyznacznik płodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie zostało zainicjowane w wyniku rosnącej popularności wykonywania testów AMH wbrew ich pierwotnemu założeniu. Jak zaznaczyli naukowcy, test AMH (określający poziom tzw. hormonu anty-Müllerowskiego, produkowanego przez komórki ziarniste pęcherzyków jajnikowych) pierwotnie służył do oceny szans stymulacji w procedurze in vitro. W ostatnich latach wiele firm wykorzystało jednak markery AMH do produkcji tzw. domowych testów płodności. Adresowane są do kobiet, które chciałyby sprawdzić, na jak długo mogą odłożyć decyzję o rodzicielstwie.

Polecamy też: Jakie będą twoje dzieci? Ten test ma to sprawdzić

Analizy, wykonane przez naukowców na grupie kobiet w wieku 30-44 lata (żadna z nich nie miała historii leczenia niepłodności), wykazały, że takie myślenie jest błędne. W przypadku części badanych niski poziom rezerwy jajnikowej nie wiązał się ze znacznym obniżeniem szans zajścia w ciążę, zaś wyższy poziom nie zawsze oznaczał wysokiej jakości oocytów. Sam test AMH nie może więc być uznawany za jedyny wyznacznik płodności.

Test AMH – ważny w procedurze in vitro, ale nie do samodzielnej oceny płodności

Lekarze przyznają, ze wyniki badań, opublikowane w Journal of the American Medical Association, nie zaskoczyły ich. Podkreślają jednak, że nie oznacza to odesłania testów AMH do lamusa. W ich ocenie są one ważnym narzędziem diagnostycznym; trzeba jedynie zwiększyć świadomość w zakresie ich zastosowania.

– Wynik testu AMH nie mówi nic o jakości oocytów, które pozostały. Spotkałem się z przypadkiem, że kobieta o niskiej rezerwie jajnikowej zaszła w ciążę zaledwie miesiąc po odstawieniu antykoncepcji hormonalnej – mówi dr Lyndon Hale, specjalista ds. in vitro z kliniki w Melbourne, w rozmowie z portalem The New Daily. – Wiedziałem jednak, że gdyby zdecydowała się na in vitro, udałoby się jej uzyskać małą liczbę komórek jajowych.

Dr Hale podkreśla, że w ocenie możliwości zajścia w ciążę trzeba wziąć pod uwagę także inne czynniki, m.in. analizę cykli menstruacyjnych i – oczywiście – wiek. Ten jest bowiem jednym z najistotniejszych czynników determinujących płodność kobiety – wpływa nie tylko na liczbę, ale też jakość oocytów, które nam pozostały.

– Okres optymalnej płodności przypada na lata pomiędzy 20. a 34. rokiem życia – zaznacza prof. Robert Norman, ekspert ds. niepłodności i medycyny rozrodu z Uniwersytetu w Adelaide.

Jednak już po 28. roku życia szanse na ciążę zaczynają się obniżać. Po 35. roku są znacząco mniejsze, a po 40. roku – bardzo małe.

– Wyniki badań powinny pomóc wielu kobietom podjąć świadomą decyzję o rodzicielstwie i pozwolić im uniknąć zabiegu in vitro, zamiast je do niego zmuszać – zaznaczył prof. Norman.

Źródło: thenewdailycom, theguardian.com

Przeczytaj również: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami