Przejdź do treści

MY nie możeMY

Początkowo nic nie zapowiada kłopotów. Jest decyzja. Jest radość i może trochę obaw: Jak to będzie? Czy rzeczywiście świat wywróci się do góry nogami? Czy zmienią się priorytety życiowe? Czy, jak mówią niektórzy, skończy się beztroskie życie bez większych problemów.

 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po pierwszym miesiącu, gdy okres się nie spóźnia, a test ciążowy wskazuje tylko jedną kreskę, nikt nie wpada w panikę, bo przecież – to wie chyba każdy – nie zachodzi się w ciążę za pierwszym razem, a już na pewno nie zdarza się to tym, którzy chcą mieć dziecko. W miarę upływu czasu, rosnącej liczby zakupionych i wykonanych testów ciążowych, których wynik jest niezgodny z planem (znów jedna kreska), napięcie rośnie. Pojawiają się wątpliwości, niepokój: „A może coś jest nie tak, w końcu tyle par ma kłopoty z poczęciem dziecka? Może i nas dotyczy ten problem?”.

Problem z poczęciem dziecka ma 19 proc. par, a więc około 2,5 miliona kobiet i mężczyzn w Polsce.*

 

WIZYTA U LEKARZA

Gdy pada takie pytanie, nadchodzi czas, by zgłosić się do specjalisty. Podczas pierwszej konsultacji lekarz najczęściej uspokaja: „Jeśli nie upłynął rok, od kiedy regularnie współżyjecie bez środków antykoncepcyjnych, to nie ma powodu do niepokoju”, „Być może nie wychodzi wam z powodu stresu itp.”. Jednak na wszelki wypadek zleca wykonanie badań: od tych najprostszych (badań poziomu hormonów żeńskich i męskich, badania glukozy, hormonów tarczycy, badań na obecność wirusów i chorób odzwierzęcych, badań nasienia itp.), do tych bardziej skomplikowanych i bardziej inwazyjnych (badań na wrogość śluzu, badań drożności jajowodów: HSG, HSCG, laparoskopii, badań macicy: histeroskopii itd.).

 

Czas mija i większość par w wyniku „naturalnych działań” lub z pomocą medycyny doczekuje się potomstwa. W Polsce – jak wykazują badania – prawie 4/5 par mających problem z poczęciem dziecka w ciągu dwóch lat od początku starań  wreszcie się go doczekuje. Reszta staje przed diagnozą: NIEPŁODNOŚĆ.

 

 NIEWYGODNA DIAGNOZA

Gdy lekarz stwierdza, że któryś z partnerów nie może mieć dziecka, para zostaje postawiona w sytuacji, która może doprowadzić do głębokiego kryzysu, zarówno w jej wspólnym życiu, jak i kobiety i mężczyzny z osobna. Może dojść do utraty wyobrażeń o sobie, partnerze/partnerce, o swoim zdrowiu lub zdrowiu „drugiej połowy”, do utraty planów, marzeń, oczekiwań. Prędzej czy później na szczęście dochodzi do przełamania kryzysu, jednak zmaganie się z taką diagnozą nie jest ani łatwym, ani krótkim procesem.

 

Powrót do „normalności” – w zależności od różnorodnych czynników – trwa od kilku do kilkudziesięciu miesięcy i przechodzi przez kilka faz.

 

WALKA Z LOSEM

Początkowo pojawia się niedowierzanie, zaprzeczenie. „Jak to niepłodność? Przecież jestem zdrowa/-y. Nigdy poważnie nie chorowałam/-em. Regularnie się badam. Przed podjęciem decyzji o staraniu się o dziecko zrobiliśmy wstępne badania i wszystko było dobrze. W mojej rodzinie nikt do tej pory nie miał takich problemów. To na pewno pomyłka!”.

 

 

I wtedy się zaczyna. W nadziei, że usłyszy się jednak co innego, badania są powtarzane w nieskończoność, a co rusz zmieniany jest lekarz. Potem w ogóle zaprzestaje się wizyt u specjalisty, bo przestaje być autorytetem i nie wierzy się w to, by mógł w czymkolwiek pomóc. Na koniec odwiedza się znachorów, uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, akupunkturzystów, aż dochodzi do skorzystania z usług wróżek, jasnowidzów i innych tego typu specjalistów. Słowem: każdego, kto jest w stanie zmienić postawioną diagnozę.

Następnie przychodzi złość, poczucie krzywdy. „Dlaczego my?…”, „Dlaczego ja…?”, „Inni nie chcą mieć dzieci, a mają…”, „W mediach jest coraz więcej przypadków matek, które nie chcą dzieci (porzucają je, zabijają), a my tak bardzo chcemy i nic…”. Złość pod adresem wszystkich i wszystkiego, złość niejednokrotnie uzasadniona, ale czasem i irracjonalna. Ale złość. Morze złości i krzywdy. Na partnera/partnerkę, bo to jego/jej wina. Bo gdyby się wcześniej zdecydował/-a, toby było inaczej. Bo mógł/mogła coś zrobić albo tego nie robić. Na lekarza: bo źle diagnozował, zbyt opieszale, nie znał się. Na rodziców: bo zaniedbali moje zdrowie w dzieciństwie, bo gdyby wtedy ze mną poszli do lekarza, to TO by się nie wydarzyło”. Na pary, które mają dzieci: bo nie chciały, a mają albo tak łatwo im to przyszło. Do samego siebie: bo gdybym to zrobił/-a albo nie zrobił/-a, to… Na Boga: że okrutny, niesprawiedliwy, że go tak naprawdę nie ma, skoro dopuszcza takie sprawy….

 Pojawia się gdybanie, obwinianie. „A gdybyśmy od razu zaczęli starania, ale nie, twój awans, budowa domu, wyjazd (niepotrzebne skreślić) były ważniejsze, to teraz masz”. „A mówiłem/-am, żebyś wcześniej poszedł/poszła do lekarza, ale ty mnie nigdy nie słuchasz…”. „A gdybyś nie brała/nie nakłaniał mnie do tych pigułek, toby było inaczej…”, „A gdybyśmy od razu zmienili lekarza…”. Irytacja i złość to reakcja także na każdy „niewinny” komunikat ze strony otoczenia: „A kiedy (w końcu) powiększycie rodzinę?”.

 

Kolejną fazą występującą w sytuacji pojawienia się problemu niepłodności jest faza smutku, depresji. Przeżywana jest w różny sposób, w zależności od płci. Ona (najczęściej, choć nie zawsze): płacze, jest przygnębiona, nie ma ochoty na zbliżenia seksualne, wykazuje mniejszą dbałość o siebie, dom, dotychczasowe obowiązki. Chce rozmawiać, szuka pocieszenia, wsparcia emocjonalnego. Zdarza się, że decyduje się na zdradę, żeby w ten sposób zajść w ciążę (jeśli powód niepłodności leży po stronie mężczyzny). On natomiast (najczęściej, choć nie zawsze): ucieka w pracę, w hobby, w alkohol, hazard. Coraz później wraca do domu. A jak już wraca, to tak naprawdę jest nieobecny: godzinami gapi w się ekran telewizora, komputera, komórki. Czasem – jeśli to z jego powodu para nie może mieć dziecka – rzuca się w wir romansów, żeby w inny sposób udowodnić własną męskość. Albo – jeśli to z winy partnerki – decyduje się na skok w bok, żeby „zapewnić sobie sukcesora rodu”. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie, to rozmawiać, bo „po co rozdrapywać rany?”. Na tym etapie ciężko jest nawet wychodzić z domu, bo na ulicach „jak na złość” jest tyle kobiet w ciąży albo szczęśliwych rodziców pchających wózki z niemowlętami. To boleśnie wytyka niemoc. Torturą stają się rodzinne i towarzyskie spotkania, na których wcześniej czy później zostanie zadane – mniej lub bardziej delikatnie – pytanie o powiększanie rodziny. Lub zostaną udzielone „dobre” rady typu „jak robić, żeby zrobić”.

 

 

A w tym samym czasie para poddaje się dodatkowym badaniom, korzysta z konsultacji u kolejnych specjalistów, stosuje zalecane przez nich zabiegi, wdraża procedury wspomagające czy przywracające płodność. Rzeczywistość zaczyna przypominać jazdę na karuzeli, i to emocjonalnej: oczekiwanie – nadzieja – lęk – zwątpienie – bezradność – nadzieja… I tak w kółko.

 

Etap czwarty: akceptacja, pogodzenie się z tym, że nie można mieć dzieci. Badania par z postawioną diagnozą niepłodności wskazują, że najczęściej wybierają one jedno z trzech rozwiązań. Podejmują leczenie i korzystają z procedur wspomagających zajście w ciążę (w zależności od rodzaju przyczyn niepłodności są to inseminacja, in vitro lub skorzystanie z banków nasienia). Z różnych powodów – medycznych, światopoglądowych, religijnych – pary rezygnują z leczenia medycznego. W takiej sytuacji podejmują się one starań o adopcję lub rodzicielstwo zastępcze albo realizują idee macierzyństwa/ojcostwa, działając społecznie, charytatywnie, zawodowo, na polu sztuki czy sportu.

 

RAZEM RAŹNIEJ

Diagnoza niepłodności stanowi jeden z poważniejszych kryzysów emocjonalnych i w życiu jednostki, i w życiu pary. Jest to sytuacja wystawiająca na ogromną próbę trwałość relacji dwojga ludzi, wartość przysięgi małżeńskiej, nieważne, czy składanej przed urzędnikiem, czy przed osobą duchowną. Co zatem zrobić, aby nie spełniło się znane przysłowie, że nieszczęścia chodzą parami? Nie ma stuprocentowych recept ani idealnych porad. Ważna jest edukacja i psychoedukacja, dzięki którym będzie można się dowiedzieć o tym, jak sobie radzić z sytuacją niepłodności, oraz o różnicach w przeżywaniu tego stanu przez kobiety i mężczyzn. Warto poczytać książki na ten temat, poszukać informacji w grupach dyskusyjnych i na forach internetowych, szczególnie wyspecjalizowanych pod tym kątem, zasięgnąć opinii rodziny, znajomych borykających się z tym samym problemem, skonsultować się u specjalisty. To z pewnością zmniejszy lęk przed tym, że „chyba jestem nienormalny/-a, skoro tak się czuję”, ale też wyjaśni wiele nieporozumień i pozwoli prawidłowo ocenić zachowania „drugiej połowy”, błędnie odczytywanych jako przekorne, skierowane przeciw mnie, spowodowane brakiem miłości, zrozumienia itp. To bardzo ważne dla związku. Istotne jest wsparcie ze strony przyjaciół, życzliwych członków rodziny (należy pamiętać, że wiele osób ukrywa przedłużające się trudności z poczęciem dziecka, uważa je za coś bardzo wstydliwego). Równie pomocne rozwiązanie to uczestnictwo w grupie wsparcia. Ideą tego typu grup jest kontaktowanie z sobą osób mających podobny problem (w tym wypadku jest nim niepłodność), wymiana informacji między nimi i ich wzajemne wspieranie się. Takie spotkania są z reguły organizowane w większych miastach (np. Warszawie, Krakowie czy Poznaniu), mogą na nie chodzić oboje partnerzy (daje to lepsze efekty), ale też jeden z nich, gdy ten drugi nie chce lub nie widzi takiej potrzeby. Można również korzystać z pomocy wirtualnej, zapisując się do którejś z grup dyskusyjnych istniejących już w internecie lub udzielając się na forum internetowym. Jeśli nie odpowiada nam formuła istniejącej grupy, możemy założyć własną. W sytuacji gdy związek przechodzi silny kryzys (zwłaszcza gdy staranie o dziecko trwa już dłuższy czas lub występują dodatkowe trudności, np. problemy w pracy, problemy rodzinne), warto rozważyć opcję podjęcia psychoterapii (indywidualnej/grupowej lub terapii małżeńskiej. Przez tak trudny okres w życiu, jakim jest poradzenie sobie z diagnozą niepłodności, można przejść i wyjść z niego silniejszym.

 

* Dane z książki: „Drogi ku płodności” praca zbiorowa pod redakcją W.Zacharka. Dom Wydawniczy Zacharek. 2011. 

 

Środtytuły pochodzą od redakcji.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Dziecko na pomoście z misiem
Fot. Pixabay.com

Po wielu latach bezskutecznych starań o dziecko nadzieja na biologiczne potomstwo powoli wygasa. Często pojawia się wtedy myśl: „A może by wybrać inny sposób i adoptować dziecko?”. Zanim zdecydujesz się wkroczyć na tę drogę do rodzicielstwa, musisz wiedzieć, że bywa ona długa i najeżona przeszkodami. Z części z nich prawdopodobnie nie zdajesz sobie nawet sprawy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest więcej chętnych niż dzieci

W polskich ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych i rodzinnej pieczy zastępczej przebywa kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Niestety, wielu z nich nie można adoptować lub zainteresowanie ich adopcją jest bardzo małe.

Zgodnie z polskim prawem przysposobić można jedynie małoletnie dzieci, których biologiczni rodzice nie żyją, zostali pozbawieni praw rodzicielskich bądź samodzielnie się ich zrzekli. Nieuregulowana sytuacja prawna uniemożliwia adopcję nawet połowy wychowanków takich placówek. Wśród pozostałych dzieci zaś są takie, które mają znacznie mniejsze szanse na adopcję: z powodu poważnych problemów zdrowotnych i rozwojowych (m.in. chorób serca, obciążeń genetycznych, niepełnosprawności) lub starszego wieku (powyżej 7 lat). To wszystko sprawia, że rocznie w Polsce zawiązuje się niewiele ponad 3 tys. adopcji. A chętnych, by przysposobić dziecko, jest znacznie więcej.

Wspólna adopcja tylko dla małżeństw

Chociaż procedury adopcyjne nie są zamknięte dla osób żyjących samotnie, to – zgodnie z art. 115 §1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – dziecka nie mogą wspólnie przysposobić pary żyjące w konkubinacie. Możliwość ta zarezerwowana jest wyłącznie dla par małżeńskich. Nierzadko trzeba też wykazać się długoletnim stażem – wynoszącym minimum 5 lat.

Ośrodki katolickie – nie dla ateistów

Wśród placówek adopcyjnych są nie tylko ośrodki świeckie, ale też kościelne. Jednym z kryteriów wyboru rodziny adopcyjnej, które przyjmują takie miejsca, jest wyznawanie przez parę małżeńską określonych wartości. Preferowane są zgłoszenia od rodzin chrześcijańskich, które zawarły małżeństwo sakramentalne i planują wychować przysposobione potomstwo w wierze. Słowna deklaracja nie wystarczy – do kompletu dokumentów nierzadko należy dołączyć opinię księdza proboszcza oraz wziąć udział w tzw. dialogach małżeńskich. Samym wizytom w katolickich ośrodkach adopcyjnych czasem towarzyszy modlitwa.

Masz ponad 40 lat? Nie adoptujesz niemowlęcia

Chociaż polskie prawo nie określa górnej granicy wieku dla rodziców adopcyjnych, przyjmuje się, że przysposabiającego i przysposabianego powinno dzielić jedno pokolenie. Zgodnie z praktyką ośrodków adopcyjnych największa różnica wieku pomiędzy dzieckiem a starszym rodzicem adopcyjnym wynosi mniej niż 40 lat. Oznacza to, że jeśli choć jedno z was jest starsze, wasze szanse na adopcję niemowlęcia znacznie maleją.

Możesz poczuć się jak petent

Wiele osób spodziewa się, ze ośrodki adopcyjne czekają na chętnych z otwartymi ramionami. Rzeczywistość jednak może przynieść rozczarowanie – pierwsza wizyta w ośrodku adopcyjnym nie zawsze jest przyjemnym doświadczeniem. Wynika to nie tylko z faktu, że chętnych na adopcję jest więcej niż dzieci, które czekają na dom. To też sprawdzian dla ciebie i twojego partnera, czy jesteście wystarczająco zdeterminowani, by zostać rodzicami adopcyjnymi i nie zniechęcą was pierwsze niepowodzenia.

Przeczytaj również: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Brak komórek jajowych a zajście w ciążę

Brak komórek jajowych – co może zrobić kobieta, która chce zajść w ciążę  a  badanie rezerwy jajnikowej pokazuje, że nie ma już jajeczek? Jakie ma możliwości i szanse na zostanie mamą?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zdaniem lekarza, po pierwsze konieczna może być pogłębiona diagnostyka problemu.
– W niektórych przypadkach, mimo bardzo niskiego poziomu rezerwy jajnikowej, istnieje szansa na uzyskanie własnej komórki jajowej. Prowadzone badania naukowe potwierdzają możliwość stymulowania tkanki jajników i poprawy jakości dojrzewających w nich pęcherzyków – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Innowacją (dostępną już w Polsce, m.in w Klinikach Invicta), jest podawanie osocza bogato płytkowego (pozyskanego z krwi pacjentki) uzupełnionego o dodatkowe czynniki wzrostowe – bezpośrednio do jajników.

– Taki zabieg może zwiększać liczbę i jakość dostępnych komórek jajowych – uważa prof. łukaszczuk. –To swoiste „odmładzanie” jajników znajduje np. zastosowanie w leczeniu niepłodnych pacjentek w starszym wieku oraz kobiet z niskim poziomem AMH.

Zobacz też: Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH

Aktywowanie tkanki jajnikowej laparoskopią

Kolejnym nowatorskim rozwiązaniem u kobiet dojrzałych, nawet przed menopauzą, jest aktywowanie tkanki jajnikowej w trakcie laparoskopii.
– Polega ono na podaniu specjalnych czynników wzrostowych oraz aktywacji tkanki poprzez zmniejszenie napięcia struktur korowych jajnika, co umożliwia rekrutację większej liczby komórek jajowych – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA. – Pierwsze metody wymagały kilkukrotnego przeprowadzania operacji i wiązały się z bardzo wysokimi kosztami leków podawanych w czasie terapii. Opracowywane obecnie w naszej klinice rozwiązania ukierunkowane są na bardziej naturalne działania, a efekty można uzyskać już w trakcie jednego zabiegu.

WAŻNE: Zarówno zabiegi podawania osocza bogato płytkowego do jajników, jak i aktywację tkanki jajnikowej przeprowadza się przed programem zapłodnienia pozaustrojowego. Rezultaty obserwowane są bezpośrednio po przeprowadzeniu procedur, a następnie po kilku miesiącach. Lekarz indywidualnie ustala optymalny moment rozpoczęcia leczenia metodą in vitro.

Jeśli powyższe postępowanie nie przyniesie oczekiwanych skutków lub nie daje dobrych rokowań, rozważa się wykorzystanie w ramach terapii komórek jajowych darowanych przez zdrową dawczynię. Szanse na uzyskanie ciąży w takiej sytuacji są dość wysokie z uwagi na dobrą jakość gamet (ich przekazanie na rzecz niepłodnych par poprzedza wieloetapowa kwalifikacja medyczna i psychologiczna). Biorstwo komórek jajowych daje szansę na macierzyństwo kobietom, które nie posiadają własnych jajeczek.

Konsultacja:  prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA

POLECAMY: Dlaczego płodność kobiet z wiekiem maleje? Rzecz o rezerwie jajnikowej

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Miłość w niepłodności. „Dopóki my będziemy razem, będzie z nami szczęście”

miłość w niepłodności
fot. Fotolia

Miłość i uczucia w związku jak wiadomo są czymś oczywistym, bez czego w ogóle nie ma związku bo to przecież nie jakaś umowa cywilno-prawna tylko bliskość, intymność, czułość, partnerstwo we wszystkim.. Miłość w niepłodności oczami czytelniczki – poznajcie historię Kasi. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mój mąż, miłość mojego życia jest moją bratnią duszą, prawą ręką, to świadek mojego życia, mojego bytu.. Ja zapisuję się w jego życiu, a on w moim. Kochamy się, wspieramy, przechodzimy swoje wzloty i upadki raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze razem.. Jeden przy drugim i nie ma lęku, nie ma strachu o naszą miłość. Ale nie zawsze tak było…

Niepłodność kaleczy wszystko, opanowuje każdą sferę w życiu, na każdej jego płaszczyźnie zostawia swój odcisk, ślad, którego nie sposób zignorować. Leczenie niepłodności to walka z wiatrakami, wymaga nadludzkiej siły cierpliwości dotąd człowiekowi nieznanej i jest najbardziej destrukcyjnym doświadczeniem w naszym życiu, które paradoksalnie jak nic innego umocniło naszą więź.

Zobacz także: 5 sposobów, którymi niepłodność niszczy twoje małżeństwo – gdzie się podziała MIŁOŚĆ?

Miłość w niepłodności:  „Zmieniła się perspektywa, stan konta i wiara w powodzenie”

Mąż jest żołnierzem, niesie to za sobą pewne trudności, bo niczego nie da się do końca zaplanować, a leczenie ma to do siebie, że wszystko jest ustalone na konkretny dzień z zegarkiem w ręku i nie ma, że boli, nie ma, że nie chcesz..

Początki były bardzo ekscytujące, cieszyliśmy się mimo wszystko, bo czuliśmy, że działamy wspólnie, razem w tak pięknym przecież celu. Mieliśmy jasne spojrzenie na to i podeszliśmy do tematu zadaniowo z wiarą, że teraz to już nic nie stanie na przeszkodzie, a my przecież będziemy cudownymi rodzicami, musi się więc udać, bo jak inaczej?

No właśnie, jak.. a no tak.. Potem już życie, medycyna, a raczej biologia zweryfikowała ten nasz entuzjazm i zapał. Zmieniła się perspektywa, stan konta i wiara w powodzenie. Przyszła pierwsza porażka i jednocześnie pierwsza strata.. tego stanu nie sposób opisać.. bo co tu powiedzieć? Pustka, żałoba po wyobrażeniu? Płacz.. ten ciągły płacz i bezsilny mąż.

Potem była druga porażka i kolejna.. Zmieniło się wszystko, moje ciało, moje emocje, moje wszystko, a mąż bierny obserwator załamywał ręce nie wiedząc jak mi pomóc. On nie znał tych emocji, nie wiedział, jak reagować, więc zaczął się bać, że stracimy wszystko – siebie.

Zobacz także: „All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

Miłość w niepłodności – jak się wspierać?

Jak partner może wesprzeć swoją ukochaną? Może być z nią, płakać z nią, złościć się z nią na los i trwać tak długo, jak długo będzie trzeba.. Tak żeby wiedziała, że nawet jeśli nie będzie matką, to nigdy nie będzie sama. Może kochać ja bardziej niż kiedykolwiek.

Po drugiej procedurze, która okazała się kompletną klapą wysiadły mi wszystkie rezerwy: cierpliwości, spokoju, opanowania, a nadzieja umarła, więc i ja chciałam umrzeć . Tak raz w życiu chciałam umrzeć, bo niepłodność w tamtej chwili zabrała mi wszystko.. Wszystko poza mężem..

Nie ma na tym świecie leku na taki stan ducha, na takie emocje i na taki ból. Z tym się albo wygra albo nie, ja wygrałam, my wygraliśmy.

Niepłodność niszczy wszystko, jest jak rak, ale może też się okazać, że miłość która nas połączyła przetrwa wszystko. Tu sprawdza się powiedzenie: „co cię nie zabije to cię wzmocni” i rzeczywiście tak jest. Pytanie tylko, co, jeśli to cię zabije? Co, jeśli zabije wszystko co dobre w twoim życiu?

Zobacz także: In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

Posiadanie potomstwa to nie kaprys

Czy chcemy żyć w społeczeństwie, kraju, które skazuje nas na to, że w naszej walce o normalność musimy balansować na granicy obłędu? Posiadanie potomstwa to żaden kaprys, marzenie, czy jakieś widzimisię. Z marzeń można zrezygnować, pójść na kompromis, Posiadanie potomstwa, rodzina- pełna rodzina  to podstawowa potrzeba człowieka.

To jest wpisane w naszą kulturę, w model życia, w nasz system wartości, o którym tyle się mówi. Model, który najpierw nam się narzuca, a potem odbiera szanse na jego realizację w imię bzdur ideologicznych!

Gdzie mamy się zgłosić, żeby w końcu i dla nas znalazła się pomoc, ile jeszcze razy mamy usłyszeć, że „widocznie tak miało być”?

Co ma zrobić mężczyzna patrzący na swoją spuchniętą od leków i posiniaczoną od zastrzyków wykończoną żonę? Zapłakaną partnerkę liczącą kolejne raty, wydatki i inne koszty związane z leczeniem? Jak ma jej pomóc? Może ją tylko kochać, bardziej niż kiedykolwiek.

My z mężem przeżyliśmy to wszystko i wygraliśmy.. Życie nie było i nie jest jak z bajki, ale miłość jest i każdemu takiej miłości życzę. Wiemy i mamy świadomość tego, że może się nie udać.

Obecnie jestem tydzień po pierwszym transferze, w 3 już procedurze i czekamy na wynik. Jaki by nie był, mamy jeszcze siebie i całe życie przed nami. Kto wie, może spełni się moje marzenie o agroturystyce z azylem dla zwierząt? Może stworze to miejsce dla swoich dzieci, a może tylko i aż dla nad? Dopóki my będziemy razem, będzie z nami szczęście.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Hormon LH – co to jest i dlaczego jest tak ważny?

Starania o dziecko nieraz wiążą się ze zgłębianiem wiedzy o płodności. Jednak już znacznie wcześniej warto wiedzieć o swoim organizmie jak najwięcej. Co wiesz o LH, czyli lutropinie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1.Co to jest?

LH, inaczej hormon luteinizujący, to hormon gonadotropowy. Oznacza to, iż produkowany jest przez przysadkę mózgową, a jego rolą jest regulacja wydzielania innych hormonów. Pozostałe hormony gonadotropowe to: TSH, FSH i ACTH.

Co ważne, lutropina stymulowana jest przez hormon produkowany w podwzgórzu – gonadoliberyna (GnRH). Jest to istotne bowiem pomiar LH odgrywa ważną rolę nie tylko w kwestiach związanych z płodnością, ale i przy diagnostyce innych chorób. Wskazaniem do badań mogą być m.in. podejrzenia odnośnie niedoczynności przysadki, czy też gruczolaka przysadki. Kiedy mówimy zaś o staraniach o dziecko, należy pamiętać, iż LH jest kluczowy w regulowaniu funkcji jąder u mężczyzn i jajników u kobiet.

Zarówno zbyt wysoki poziom, jak i zbyt niski hormonu luteinizującego u kobiet i mężczyzn, może być oznaką niepłodności.

2. Wiek a poziom LH

Warto wiedzieć, iż poziom lutropiny ulga zmianom wraz z wiekiem. W wieku niemowlęcym wzrasta, by spaść do bardzo niskich poziomów u półrocznych chłopców i u dziewczynek w wieku 1-2 lat. Ponownie poziom LH rośnie w wieku ok. 6-8 lat.

U panów po okresie dojrzewania płciowego wyniki LH utrzymują się na stałym poziomie. U kobiet zaś zmieniają się wraz z cyklem miesięcznym. Po okresie przekwitania (po menopauzie) LH osiąga wysoki poziom, co wiąże się z zanikiem czynności jajników.

3. LH u panów

Lutropina u mężczyzn odpowiada za komórki jąder, które produkują testosteron. Stąd też pomiar hormonu luteinizującego u panów może wiązać się np. z diagnostyką chorób jąder.

Co ważne, mechanizm działa tutaj na zasadzie sprzężenia zwrotnego ujemnego. Zwiększone stężenie testosteronu odbije się niższymi wynikami LH, którego normy wahają się u mężczyzn w przedziale 1,5 – 9,2 mlU/ml.

Jest to istotne biorąc pod uwagę udział testosteronu w produkcji nasienia, a także innych funkcjach związanych z wywarzaniem męskich cech. Są to m.in. zwiększona masa mięśniowa, zarost, czy też niski głos.

4. LH u kobiet

Jak już zostało wyżej wspomniane, poziom lutropiny u pań zmienia się wraz z przebiegiem miesięcznego cyklu. Oto normy, którymi kierujemy się w ocenie prawidłowości wyników:

faza folikularna 1,4 – 9,6 mlU/ml;

owulacja 2,3 – 21 mlU/ml;

po menopauzie 42 – 188 mlU/ml.

Jak widać, najwyższe stężenie lutropiny we krwi notuje się w ostatnich dniach fazy pęcherzykowej, co wiąże się z owulacją. Po jej wstąpieniu LH jest odpowiedzialne za luteinizację ciałka żółtego. Jest to niezbędne do wytwarzania estrogenów i progesteronu, który jest konieczny we wczesnych stadiach ciąży.

5. Testy owulacyjne

Są one częstym elementem starań o dziecko i opierają się na badaniach wykonywanych samodzielnie z moczu. Sprawdzają one właśnie poziom lutropiny. „Wykonuje się je na kilka dni przed owulacją, by określić tzw. pik LH, czyli nagły wzrost stężenia opisywanego tu hormonu. Wyznaczenie momentu pęknięcia pęcherzyka Graafa i uwolnienia się dojrzałej komórki jajowej, zwiększa szanse na ciążę. W momencie, gdy jedna z próbek jest dodatnia i tzw. pik LH został złapany, zakładamy, iż w przeciągu 12-24 godzin powinna wystąpić owulacja” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Należy pamiętać jednak, że wyniki owych testów mogą budzić wątpliwości. Mogą być bowiem fałszywie pozytywne lub fałszywie negatywne. Części przypadków PCOS towarzyszy nadmierne wydzielanie hormonu LH i nieraz jest on obecny w moczu właściwie przez cały czas. W takim wypadku testy owulacyjne są np. cały czas dodatnie lub cały czas słabo dodatnie” – mówił w rozmowie z nami dr Robert Gizler, specjalista ginekolog-położnik z kliniki InviMed we Wrocławiu. Stąd tak ważna jest przede wszystkim opieka specjalisty, a dopiero później nasza własna interpretacja wyników wszelkich testów.

 

Zobacz też:

7 faktów o TESTOSTERONIE – wiedziałaś?!

14 symptomów, które mogą świadczyć o zaburzeniach hormonalnych

4 fakty o ESTROGENACH – każda kobieta powinna to wiedzieć

 

Źródła: yourhormones.info / healthline.com / poradnikzdrowie.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.