Przejdź do treści

MY nie możeMY

11.jpg

Początkowo nic nie zapowiada kłopotów. Jest decyzja. Jest radość i może trochę obaw: Jak to będzie? Czy rzeczywiście świat wywróci się do góry nogami? Czy zmienią się priorytety życiowe? Czy, jak mówią niektórzy, skończy się beztroskie życie bez większych problemów.

 

Po pierwszym miesiącu, gdy okres się nie spóźnia, a test ciążowy wskazuje tylko jedną kreskę, nikt nie wpada w panikę, bo przecież – to wie chyba każdy – nie zachodzi się w ciążę za pierwszym razem, a już na pewno nie zdarza się to tym, którzy chcą mieć dziecko. W miarę upływu czasu, rosnącej liczby zakupionych i wykonanych testów ciążowych, których wynik jest niezgodny z planem (znów jedna kreska), napięcie rośnie. Pojawiają się wątpliwości, niepokój: „A może coś jest nie tak, w końcu tyle par ma kłopoty z poczęciem dziecka? Może i nas dotyczy ten problem?”.

Problem z poczęciem dziecka ma 19 proc. par, a więc około 2,5 miliona kobiet i mężczyzn w Polsce.*

 

WIZYTA U LEKARZA

Gdy pada takie pytanie, nadchodzi czas, by zgłosić się do specjalisty. Podczas pierwszej konsultacji lekarz najczęściej uspokaja: „Jeśli nie upłynął rok, od kiedy regularnie współżyjecie bez środków antykoncepcyjnych, to nie ma powodu do niepokoju”, „Być może nie wychodzi wam z powodu stresu itp.”. Jednak na wszelki wypadek zleca wykonanie badań: od tych najprostszych (badań poziomu hormonów żeńskich i męskich, badania glukozy, hormonów tarczycy, badań na obecność wirusów i chorób odzwierzęcych, badań nasienia itp.), do tych bardziej skomplikowanych i bardziej inwazyjnych (badań na wrogość śluzu, badań drożności jajowodów: HSG, HSCG, laparoskopii, badań macicy: histeroskopii itd.).

 

Czas mija i większość par w wyniku „naturalnych działań” lub z pomocą medycyny doczekuje się potomstwa. W Polsce – jak wykazują badania – prawie 4/5 par mających problem z poczęciem dziecka w ciągu dwóch lat od początku starań  wreszcie się go doczekuje. Reszta staje przed diagnozą: NIEPŁODNOŚĆ.

 

 NIEWYGODNA DIAGNOZA

Gdy lekarz stwierdza, że któryś z partnerów nie może mieć dziecka, para zostaje postawiona w sytuacji, która może doprowadzić do głębokiego kryzysu, zarówno w jej wspólnym życiu, jak i kobiety i mężczyzny z osobna. Może dojść do utraty wyobrażeń o sobie, partnerze/partnerce, o swoim zdrowiu lub zdrowiu „drugiej połowy”, do utraty planów, marzeń, oczekiwań. Prędzej czy później na szczęście dochodzi do przełamania kryzysu, jednak zmaganie się z taką diagnozą nie jest ani łatwym, ani krótkim procesem.

 

Powrót do „normalności” – w zależności od różnorodnych czynników – trwa od kilku do kilkudziesięciu miesięcy i przechodzi przez kilka faz.

 

WALKA Z LOSEM

Początkowo pojawia się niedowierzanie, zaprzeczenie. „Jak to niepłodność? Przecież jestem zdrowa/-y. Nigdy poważnie nie chorowałam/-em. Regularnie się badam. Przed podjęciem decyzji o staraniu się o dziecko zrobiliśmy wstępne badania i wszystko było dobrze. W mojej rodzinie nikt do tej pory nie miał takich problemów. To na pewno pomyłka!”.

 

 

I wtedy się zaczyna. W nadziei, że usłyszy się jednak co innego, badania są powtarzane w nieskończoność, a co rusz zmieniany jest lekarz. Potem w ogóle zaprzestaje się wizyt u specjalisty, bo przestaje być autorytetem i nie wierzy się w to, by mógł w czymkolwiek pomóc. Na koniec odwiedza się znachorów, uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, akupunkturzystów, aż dochodzi do skorzystania z usług wróżek, jasnowidzów i innych tego typu specjalistów. Słowem: każdego, kto jest w stanie zmienić postawioną diagnozę.

Następnie przychodzi złość, poczucie krzywdy. „Dlaczego my?…”, „Dlaczego ja…?”, „Inni nie chcą mieć dzieci, a mają…”, „W mediach jest coraz więcej przypadków matek, które nie chcą dzieci (porzucają je, zabijają), a my tak bardzo chcemy i nic…”. Złość pod adresem wszystkich i wszystkiego, złość niejednokrotnie uzasadniona, ale czasem i irracjonalna. Ale złość. Morze złości i krzywdy. Na partnera/partnerkę, bo to jego/jej wina. Bo gdyby się wcześniej zdecydował/-a, toby było inaczej. Bo mógł/mogła coś zrobić albo tego nie robić. Na lekarza: bo źle diagnozował, zbyt opieszale, nie znał się. Na rodziców: bo zaniedbali moje zdrowie w dzieciństwie, bo gdyby wtedy ze mną poszli do lekarza, to TO by się nie wydarzyło”. Na pary, które mają dzieci: bo nie chciały, a mają albo tak łatwo im to przyszło. Do samego siebie: bo gdybym to zrobił/-a albo nie zrobił/-a, to… Na Boga: że okrutny, niesprawiedliwy, że go tak naprawdę nie ma, skoro dopuszcza takie sprawy….

 Pojawia się gdybanie, obwinianie. „A gdybyśmy od razu zaczęli starania, ale nie, twój awans, budowa domu, wyjazd (niepotrzebne skreślić) były ważniejsze, to teraz masz”. „A mówiłem/-am, żebyś wcześniej poszedł/poszła do lekarza, ale ty mnie nigdy nie słuchasz…”. „A gdybyś nie brała/nie nakłaniał mnie do tych pigułek, toby było inaczej…”, „A gdybyśmy od razu zmienili lekarza…”. Irytacja i złość to reakcja także na każdy „niewinny” komunikat ze strony otoczenia: „A kiedy (w końcu) powiększycie rodzinę?”.

 

Kolejną fazą występującą w sytuacji pojawienia się problemu niepłodności jest faza smutku, depresji. Przeżywana jest w różny sposób, w zależności od płci. Ona (najczęściej, choć nie zawsze): płacze, jest przygnębiona, nie ma ochoty na zbliżenia seksualne, wykazuje mniejszą dbałość o siebie, dom, dotychczasowe obowiązki. Chce rozmawiać, szuka pocieszenia, wsparcia emocjonalnego. Zdarza się, że decyduje się na zdradę, żeby w ten sposób zajść w ciążę (jeśli powód niepłodności leży po stronie mężczyzny). On natomiast (najczęściej, choć nie zawsze): ucieka w pracę, w hobby, w alkohol, hazard. Coraz później wraca do domu. A jak już wraca, to tak naprawdę jest nieobecny: godzinami gapi w się ekran telewizora, komputera, komórki. Czasem – jeśli to z jego powodu para nie może mieć dziecka – rzuca się w wir romansów, żeby w inny sposób udowodnić własną męskość. Albo – jeśli to z winy partnerki – decyduje się na skok w bok, żeby „zapewnić sobie sukcesora rodu”. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie, to rozmawiać, bo „po co rozdrapywać rany?”. Na tym etapie ciężko jest nawet wychodzić z domu, bo na ulicach „jak na złość” jest tyle kobiet w ciąży albo szczęśliwych rodziców pchających wózki z niemowlętami. To boleśnie wytyka niemoc. Torturą stają się rodzinne i towarzyskie spotkania, na których wcześniej czy później zostanie zadane – mniej lub bardziej delikatnie – pytanie o powiększanie rodziny. Lub zostaną udzielone „dobre” rady typu „jak robić, żeby zrobić”.

 

 

A w tym samym czasie para poddaje się dodatkowym badaniom, korzysta z konsultacji u kolejnych specjalistów, stosuje zalecane przez nich zabiegi, wdraża procedury wspomagające czy przywracające płodność. Rzeczywistość zaczyna przypominać jazdę na karuzeli, i to emocjonalnej: oczekiwanie – nadzieja – lęk – zwątpienie – bezradność – nadzieja… I tak w kółko.

 

Etap czwarty: akceptacja, pogodzenie się z tym, że nie można mieć dzieci. Badania par z postawioną diagnozą niepłodności wskazują, że najczęściej wybierają one jedno z trzech rozwiązań. Podejmują leczenie i korzystają z procedur wspomagających zajście w ciążę (w zależności od rodzaju przyczyn niepłodności są to inseminacja, in vitro lub skorzystanie z banków nasienia). Z różnych powodów – medycznych, światopoglądowych, religijnych – pary rezygnują z leczenia medycznego. W takiej sytuacji podejmują się one starań o adopcję lub rodzicielstwo zastępcze albo realizują idee macierzyństwa/ojcostwa, działając społecznie, charytatywnie, zawodowo, na polu sztuki czy sportu.

 

RAZEM RAŹNIEJ

Diagnoza niepłodności stanowi jeden z poważniejszych kryzysów emocjonalnych i w życiu jednostki, i w życiu pary. Jest to sytuacja wystawiająca na ogromną próbę trwałość relacji dwojga ludzi, wartość przysięgi małżeńskiej, nieważne, czy składanej przed urzędnikiem, czy przed osobą duchowną. Co zatem zrobić, aby nie spełniło się znane przysłowie, że nieszczęścia chodzą parami? Nie ma stuprocentowych recept ani idealnych porad. Ważna jest edukacja i psychoedukacja, dzięki którym będzie można się dowiedzieć o tym, jak sobie radzić z sytuacją niepłodności, oraz o różnicach w przeżywaniu tego stanu przez kobiety i mężczyzn. Warto poczytać książki na ten temat, poszukać informacji w grupach dyskusyjnych i na forach internetowych, szczególnie wyspecjalizowanych pod tym kątem, zasięgnąć opinii rodziny, znajomych borykających się z tym samym problemem, skonsultować się u specjalisty. To z pewnością zmniejszy lęk przed tym, że „chyba jestem nienormalny/-a, skoro tak się czuję”, ale też wyjaśni wiele nieporozumień i pozwoli prawidłowo ocenić zachowania „drugiej połowy”, błędnie odczytywanych jako przekorne, skierowane przeciw mnie, spowodowane brakiem miłości, zrozumienia itp. To bardzo ważne dla związku. Istotne jest wsparcie ze strony przyjaciół, życzliwych członków rodziny (należy pamiętać, że wiele osób ukrywa przedłużające się trudności z poczęciem dziecka, uważa je za coś bardzo wstydliwego). Równie pomocne rozwiązanie to uczestnictwo w grupie wsparcia. Ideą tego typu grup jest kontaktowanie z sobą osób mających podobny problem (w tym wypadku jest nim niepłodność), wymiana informacji między nimi i ich wzajemne wspieranie się. Takie spotkania są z reguły organizowane w większych miastach (np. Warszawie, Krakowie czy Poznaniu), mogą na nie chodzić oboje partnerzy (daje to lepsze efekty), ale też jeden z nich, gdy ten drugi nie chce lub nie widzi takiej potrzeby. Można również korzystać z pomocy wirtualnej, zapisując się do którejś z grup dyskusyjnych istniejących już w internecie lub udzielając się na forum internetowym. Jeśli nie odpowiada nam formuła istniejącej grupy, możemy założyć własną. W sytuacji gdy związek przechodzi silny kryzys (zwłaszcza gdy staranie o dziecko trwa już dłuższy czas lub występują dodatkowe trudności, np. problemy w pracy, problemy rodzinne), warto rozważyć opcję podjęcia psychoterapii (indywidualnej/grupowej lub terapii małżeńskiej. Przez tak trudny okres w życiu, jakim jest poradzenie sobie z diagnozą niepłodności, można przejść i wyjść z niego silniejszym.

 

* Dane z książki: „Drogi ku płodności” praca zbiorowa pod redakcją W.Zacharka. Dom Wydawniczy Zacharek. 2011. 

 

Środtytuły pochodzą od redakcji.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nastaw się na chill out, vol. 9

15.jpg

Zamknij oczy, ułóż wygodnie i zrelaksuj się!

Jeśli jeszcze nie leżysz nad ciepłym morzem, przesypując między palcami złoty piasek, polecamy płytę, dzięki której możesz w każdej chwili poczuć zapach lata.

To już dziewiąta, dwupłytowa składanka radia Chilli Zet z wszystkimi odcieniami chilloutu. Na pierwszym krążku, zatytułowanym „Love”, znajdziemy nastrojowe głosy chilloutowych wokalistek (Natalia Przybysz, goszcząca także na okładce składanki, Lana Del Rey, Joss Stone), drugi – „Life” – zawiera muzykę z całego świata w wykonaniu znanych twórców (nieśmiertelny duet Pet Shop Boys, który tu w zaskakującej odsłonie, czy Skye, piosenkarkę znaną z formacji Morcheeba). W sumie 28 utworów w różnych stylach i aranżacjach ukazująca bogactwo tego gatunku muzycznego.

Czy trzeba czegoś więcej?

„Nastaw się na chill out, vol. 9”
Universal Music Poland
2013

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.