Przejdź do treści

Muzykalne in vitro

fotolia-61988406-xs.jpg

Popularny hiszpański muzyk dał koncert dla… 380 embrionów. Choć to pierwszy tego typu koncert na świecie to pomysł puszczania muzyki w inkubatorach z embrionami nie jest już nowością. Również w Polsce.

Piosenkarz Antonio Orozco ubrany w lekarskich kitel, czepek i specjalne buty przy akompaniamencie gitary zaśpiewał serenady w Instytucie Marques w Barcelonie. Nie było pisków, owacji i oklasków, bo widownia była dość nietypowa. Składała się z 380 embrionów znajdujących się w inkubatorach.

Od dwóch lat w hiszpańskiej klinice muzyka jest codziennością, a w zasadzie wypełniona jest nią każda sekunda. Przez 24 godziny do każdego inkubatora podłączony jest Ipod z trzema rodzajami muzyki: klasyczna, pop i heavy metal.  

Muzykę wykorzystują nie tylko Hiszpanie. Podobne rozwiązanie stosuje polska Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej GynCentrum w Katowicach. Jest to pierwsza i jak do tej pory jedyna tego placówka, która korzysta z wpływu muzyki na rozwój zarodka. Według badań hiszpańskiego instytutu dzięki falom dźwiękowym o 5 proc. wzrasta liczba zapłodnionych komórek. 

Poza poprawą skuteczności rozwoju zarodka jest to świetny sposób na promocję. Po pierwsze jest to po prostu bardzo oryginalny sposób, który wzbudza ciekowość, co przekłada się na rozgłos. Po drugie ukazuje ludzkie traktowanie embrionów jako najmniejszych pacjentów.

Inkubatory, do których podłączona jest muzyka są do tego specjalnie przystosowane. Nie ma ona żadnego negatywnego wpływu na sterylność – zero bakterii, ciemność, wilgoć i ciepło – wszystko na najwyższym poziomie, medycznym i muzycznym.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gen naprawiony w ludzkim zarodku. Czy to przełom w leczeniu, czy może początek ery modyfikowanych dzieci?

leczenie zarodków

Czy jesteśmy świadkami przełomu w historii inżynierii genetycznej? Leczenie zarodków do tej pory było niewykonalne. Tymczasem naukowcy zmodyfikowali nieprawidłowy gen w ludzkim zarodku odpowiadający za ciężką chorobę serca. Czy to oznacza, że będziemy mogli leczyć choroby w zarodku? Do tego jeszcze długa droga.

Jak czytamy w opisanym w „Nature” badaniu, naukowcom udało się naprawić zmutowany gen MYBPC3, który powodował, że włókna mięśnia sercowego stawały się grubsze, prowadząc w konsekwencji do kardiomiopatii przerostowej – choroby w wielu wypadkach śmiertelnej.

Nożyczki do genów

Prawdziwy przełom w modyfikowaniu genomu przyniosło zastosowanie systemu CRISPR, który przypomina układ odpornościowy – sprawia, że bakterie chronią się przed atakiem wirusów. Kiedy te wnikną do nich, dzięki białku – enzymowi Cas9 są cięte i wbudowywane we własny genom. Okazało się, że technika ta może być z powodzeniem stosowana także do modyfikacji ludzkich genów.

To nie pierwsza próba

W marcu tego roku chińscy naukowcy z Uniwersytetu Medycznego z Guangzhou w Chinach zastosowali CRISPR ale kilkanaście godzin po zapłodnieniu. Eksperyment nie zakończył się powodzeniem – udało się naprawić geny jedynie 13 z 54 zarodków.

Spróbowaliśmy zrobić to inaczej. Do zdrowych komórek jajowych wprowadzaliśmy plemniki niosące wadliwy gen MYBPC3, tak jak w naturze ma to miejsce podczas zwykłego zapłodnienia. Jednak nie czekaliśmy już ani chwili dłużej i system naprawczy wprowadziliśmy dokładnie w tym samym czasie – razem z plemnikiem – wyjaśnia prof. Shoukhrat Mitalipov z Oregon Health and Science University, główny autor pracy w „Nature”.

Enzym Cas9 wyciął zmutowany fragment DNA, zastąpiony następnie przez prawidłowy gen MYBPC3. Wyniki eksperymentu napawają optymizmem – udało się wyleczyć aż 42 z 58 zarodków.

Dzieci ze zmodyfikowanych zarodków

Tego rodzaju badania rodzą zwykle wiele obaw i wątpliwości bo leczenie zarodków wydaje się niebezpieczne. Pojawiają się pytania, czy już niebawem będą się rodzić genetycznie zmodyfikowane dzieci. Póki co nikt nie mówi o takich konsekwencjach badań – nie ma mowy o doprowadzeniu do ciąży.

To na pewno duży krok do zastosowania tej techniki w praktyce klinicznej – komentuje prof. bioetyki Jeffrey Kahn ze słynnego Johns Hopkins University w Baltimore, członek komitetu powołanego przez amerykańską Narodową Akademię Nauk właśnie w celu oceny bioetycznych aspektów modyfikowania genów. Zdaniem komitetu tego rodzaju badania można uznać za etycznie dopuszczalne, ale można je wykonywać jedynie w celach naukowych i pod ścisłą kontrolą. Wykluczona jest także ciąża i narodziny dziecka, jeśli użyto techniki CRISPR.

 

Jak komentuje dla „Nature” dr George Daley – specjalista od komórek macierzystych ze Szpitala Dziecięcego, teraz wielu innych badaczy – nie do końca do tego przygotowanych – może podjąć próby podobnych eksperymentów, zanim ich skuteczność i bezpieczeństwo zostaną dostatecznie sprawdzone i potwierdzone.

źródło: wyborcza.pl

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

„Warto być przyzwoitym” prof. Władysław Bartoszewski. Ile trzeba zapłacić za sumienie?

Stockholm (2)

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak zmierzyć lub wycenić własne bądź cudze sumienie? Nie stworzono jeszcze żadnej skali do oceny sumienia, więc pozostaje nam mierzyć je czynami, tj. zgodnością głoszonych poglądów z postępowaniem danej osoby.

Politycy i działacze ruchów antyaborcyjnych wypadają dość blado. Weźmy na przykład prof. Bogdana Chazana, który zgodnie z doniesieniami medialnymi wykonał tysiące aborcji, a teraz pretenduje do bycia pierwszym obrońcą „życia poczętego”. Cena jego sumienia była niewielka, jednakże po dorobieniu się pokaźnego majątku postanowił zbić fortunę na dochodowym biznesie szumnie zwanym „ruchem pro-life”.

Ostatnio pojęcia takie jak „sumienie” i „klauzula sumienia” zostały zawłaszczone przez ekspansywne i agresywne ruchy przeciwników zdrowia reprodukcyjnego oraz prawą stronę sceny politycznej. Oczywiście większość z nich nie stosuje swojego światopoglądu do samych siebie, co prof. Romuald Dębski podkreślił w wywiadzie-rzece udzielonym Magdalenie Rigamonti, który ukazał się pod tytułem „Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek”.

Skoro polski system prawny zezwala lekarzom odmówić wykonywania obowiązków, to dlaczego nie wolno powołać się na klauzulę sumienia wobec złego rządu i zaprzestać płacenia podatków?

 

Wspieranie finansowe rządu upodlającego kobiety było, jest i będzie wbrew mojemu światopoglądowi, dlatego w rok po ukonstytuowaniu się „dobrej zmiany” podziękowałam nadwiślańskim „władcom macic” za współpracę i wyemigrowałam za morze. Choć podatki są wyższe i klimat surowszy, normalność życia codziennego i systemu opieki zdrowotnej w Szwecji bije po oczach, a w kwestiach dostępu do realizacji praw do zdrowia reprodukcyjnego nawet nie ma porównania… To przecież ojczyzna przeszczepów macicy, bezpłatnego IUI i IVF dla singielek i par homoseksualnych oraz najbardziej przyjazny rodzicielstwu kraj na świecie.

Niestety moje sumienie jako opór i niezgoda na łamanie praw człowieka zostało ostatnio wystawione na ciężką próbę. Kusząca propozycja pracy w Warszawie, ze służbowym mieszkaniem i samochodem, pakietem obejmującym opiekę medyczną VIP (z leczeniem niepłodności i porodem, a to rzadkość!), prywatną szkołą dla potencjalnych dzieci itp. w normalnym kraju byłaby propozycją nie do odrzucenia, jednakże moje sumienie pukało do mojego rozumu, głośno krzycząc i cytując prof. Bartoszewskiego: „Warto być przyzwoitym!”. A więc zamiast „fury, skóry i komóry” w ramach warszawskiego high-life’u nadal pozostaje mi szara, sztokholmska rzeczywistość, ale w poczuciu zgodności z własnym sumieniem i światopoglądem.
Nie ma mojego przyzwolenia na publiczne poniżanie połowy społeczeństwa. Nie z moich podatków. Bez mojego udziału w hucpie straszenia zakazem antykoncepcji i leczenia niepłodności. Na razie czas na życie na wygnaniu, ale w normalności…

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

USG w domu, w podróży, na miejscu wypadku… Miej je zawsze przy sobie. Przecież mieści się w kieszeni

Ofiara wypadku drogowego czeka na pomoc. Chore na grypę dziecko leży w łóżku w pokoju z bólem brzucha. Piłkarz doznaje fatalnej kontuzji w trakcie meczu. Wszystkie te sytuacje łączy jedno – potrzeba szybkiej diagnozy, by móc niezwłocznie rozpocząć właściwe leczenie. Do tej pory wiązało się to z koniecznością transportu do szpitala. Teraz, dzięki ultramobilnemu Philips Lumify, to USG jest tam, gdzie pacjent. Badanie można wykonać „od ręki”, na miejscu. Dzięki szybkiej diagnozie, możliwa jest natychmiastowa reakcja!

USG to jedno z najbardziej efektywnych i powszechnie stosowanych badań. Pozwala lekarzowi bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała pacjenta. Do tej pory USG wykonywano głównie w szpitalnej pracowni za pomocą dużego, stacjonarnego urządzenia. Od czerwca to już przeszłość. Na polskim rynku, pojawiło się urządzenie Philips Lumify – mała, mobilna głowica do USG, którą wystarczy podłączyć do smartphone’a, aby móc przystąpić do badania!

USG Zamiast stetoskopu

Ten niezwykle prosty w obsłudze sprzęt ma szansę zrewolucjonizować codzienną pracę lekarzy. Obecnie najczęściej wykonują oni podstawowe badanie stetoskopem. Dzięki możliwości sięgnięcia po ultramobilne USG, będą mogli wesprzeć swoją diagnozę na wynikach dokładnego badania obrazowego. Philips Lumify ma powszechne zastosowanie. Można nim zbadać wiele narządów i tkanek ludzkich.

Rewolucja w smartphonie

Niewielkie rozmiary to nie jedyna zaleta urządzenia. Philips Lumify jest też bardzo prosty i intuicyjny w obsłudze. Wystarczy pobrać darmową, dedykowaną aplikację. Następnie należy podłączyć głowicę do smartphone’a czy tableta z systemem Android. W tym momencie można już rozpocząć pracę! Dodatkowo, niezwykle ważną funkcją urządzenia jest system archiwizacji obrazów. Pozwala on na przesyłanie obrazów w dowolnej chwili i miejscu. Lumify przeszedł też rygorystyczne testy środowiskowe i wytrzymałościowe – również testy wstrząsowe, upadkowe, temperaturowe czy na działanie wody. Można na nim polegać w każdym, nawet najmniej sprzyjającym otoczeniu – nawet w lotniczych środkach transportu ratowniczego.

Lumify łączy kompaktowy rozmiar – mieści się w kieszeni i ultramobilność z wysoką jakością uzyskanego obrazu, która jest porównywalna z jakością tradycyjnych stacjonarnych USG stosowanych w pracowniach USG.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Małe zmiany, wielkie skutki – 5 porad, jak polepszyć męską płodność

męska płodność

Płodność to problem pary, a nie tylko kobiety – jak to wciąż sądzi wiele osób. Starając się o dziecko, panowie także powinni o siebie zadbać. Oto 5 wskazówek, które pomogą mężczyznom skuteczniej zawalczyć o bycie tatą.

1. Dobry sen

Okazuje się, że odpowiednia ilość snu i godziny, które spędza się w łóżku, wpływają na jakość nasienia. „Eksperci uważają, że niewłaściwy czas odpoczynku jest szkodliwy bowiem zwiększa poziom przeciwciał antyspermowych” – pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Naukowcy zbadali, że mężczyźni zasypiający w godzinach 20-22 mają najlepszą ruchliwość spermy, co zwiększa szansę na zapłodnienie. Szkodliwe jest zaś spanie 6 godzin lub mniej. Zbyt dobrze na jakość spermy nie wpływa też przesadzanie z ilością snu – 9 godzin i więcej nie jest wskazane.

2. Odpowiednia dieta

Zdrowe odżywianie to jedna z podstawowych zasad dbania o siebie, także podczas starań o dziecko. Panowie powinni postawić m.in. na banany, które to wspomagają produkcję testosteronu. Ciemna czekolada zawiera zaś w sobie L-argininę, czyli aminokwas wpływający na jakość spermy, a także na ilość plemników. Ważna jest w też w diecie obecność cynku, który pomaga zapobiegać, by częścią spermy nie stały się wolne rodniki. Dobrym jego źródłem są wołowina, czy też jajka.

3. Unikanie przegrzewania jąder

Praca z laptopem na kolanach, siedzący tryb życia, wiele godzin za kierownicą, gorące kąpiele, sauna, czy też obcisłe, syntetyczne ubrania. Wszystko to powoduje, że wzrasta temperatura jąder. „Spermatogeneza, czyli produkcja plemników, przebiega prawidłowo w temperaturze około 35-35,5°C, czyli niższej niż normalna temperatura ciała” – pisaliśmy. Nic więc dziwnego, że podwyższona temperatura może powodować obniżenie jakości nasienia, w tym zmniejszenie liczebności i ruchliwości plemników. Eksperci polecają zaprzestanie tego typu zachowań i dbanie o komfort swojego ciała.

4. Akupunktura

Okazuje się, że w czasie starań o dziecko korzystne może być wprowadzenie elementów medycyny alternatywnej. Jednym z nich jest akupunktura, która jak wykazały badania, pomaga z radzeniu sobie z zaburzeniami erekcji, szczególnie przedwczesnym wytryskiem. Co ważne, jest to najczęstsza męska dysfunkcja seksualna, a dane mówią, że tylko 9 proc. panów zgłasza się z tym problemem do specjalisty. Warto pamiętać, że zaburzenia erekcji mogą wpływać na jakość związku i relacji intymnych, a to wszystko jak najbardziej dotyka też sfery płodności.

5. Suplementy

Jak wskazują eksperci, nasze społeczeństwo ma duże niedobory witaminowe. Co na to wpływa? Między innymi szybki tryb życia, jałowe jedzenie, brak ruchu na świeżym powietrzu. Można postawić wtedy na suplementację. Na rynku dostępne są specjalistyczne produkty, które dedykowane są płodności. Można też zapoznać się z takimi składnikami, jak buzdyganek, czy korzeń maca [KLIK]. Warto przy tym jednak pamiętać, że witaminy choć bezpieczne, też mogą zrobić krzywdę. Najlepiej skorzystać więc z konsultacji specjalisty.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.