Przejdź do treści

Można ocenić ryzyko cukrzycy ciążowej jeszcze przed zajściem w ciążę

45.jpg

Z badania Kaiser Permanente Study, opublikowanego w magazynie „Diabetes Care”, wynika, że kobiety, które mają nadwagę i niski poziom hormonu adiponektyny – stwierdzonym, zanim zajdą w ciążę – są siedem razy bardziej zagrożone cukrzycą ciążową w porównaniu do innych.

Adiponektyna to hormon o działaniu przeciwzapalnym, przeciwmiażdżycowym i zwiększający insulinowrażliwość.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy przeanalizowali dane cztery tysiące kobiet, których próbki krwi zebrano do analizy w trakcie rutynowej opieki w latach 1985-1996, a następnie zaszły w ciążę. Spośród nich 256 zachorowało na cukrzycę ciążową. Ich wyniki porównano z wynikami 497 kobiet, które nie miały cukrzycy w okresie ciąży.

Badanie wykazało, że kobiety o normalnej wadze, z niskimi poziomami adiponektyny, były o 3,5 raza bardziej zagrożone cukrzycą ciążową, w porównaniu do kobiet o normalnej wadze i normalnym poziomem hormonu.

Kobiety z nadwagą z wysokimi poziomami adiponektyny były o 1,7 raza bardziej zagrożone cukrzycą ciążową, a z niskimi – o 6,8.

„Nasze odkrycie pokazuje, iż interwencje ważne dla potencjalnej ciąży są możliwe jeszcze przed tym, zanim w ogóle dana kobieta pomyśli o zajściu w ciążę. Poziomy adiponektyny łatwo zmierzyć i można się nimi posłużyć jako markerami większego ryzyka zachorowania na cukrzycę ciążową” – mówi dr Monique M. Hedderson, główna autorka badania.

Dla kobiet, których wyniki analizowano w tym badaniu, powiązanie między poziomem adiponektyny przed zajściem w ciążę a ryzykiem rozwoju cukrzycy ciążowej, było bardzo silne. Siła tego powiązania wzrastała, im wyższe było BMI danej kobiety.

źródło: Biomedical.pl

Księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka

Kate i William
Twitter Kensington Royal

Książę i księżna Cambridge  z radością informują, że księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka – podał pałac Kensington.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O kolejnej ciąży Kate brytyjskie media spekulowały od sierpnia. Księżna spędziła wtedy noc w szpitalu w Marylebone. W poniedziałek spekulacje potwierdził pałac Kensington.

Pałac poinformował również, że księżna cierpi na poranne mdłości i w związku z tym nie weźmie udziału w zaplanowanych spotkaniach.

Książęca para w Polsce i spekulacje na temat ciąży

Wygląda na to, że po prostu będziemy musieli postarać się o kolejne dzieci – zażartowała księżna Kate podczas lipcowej wizyty w Polce. Dostała wówczas od jednej z polskich firm upominek z myślą o dzieciach.

Jej komentarze zostały wówczas podchwycone przez brytyjską prasę jako pierwsze sygnały możliwego powiększenia rodziny.  Księżna Kate i książę William mają już syna Jerzego i córkę Charlotte w wieku czterech i dwóch lat.

Trzecie dziecko piąte w kolejce do tronu

Trzecie dziecko Williama i Kate będzie piąte w linii do brytyjskiego tronu, po księciu Walii Karolu, księciu Williamie i parze rodzeństwa. Najstarsze z dzieci, książę Jerzy, w czwartek pójdzie po raz pierwszy do szkoły. Rodzice wybrali dla niego prywatną placówkę Thomas’s Battersea w południowym Londynie, gdzie czesne wynosi ponad 17 tys. funtów rocznie (79 tys. złotych).

Zobacz także:

Jak twórca facebooka wita na świecie swoją córkę?

Źródło: Wyborcza, TVN24

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

10 rzeczy, których nie mów osobie przewlekle chorej – felieton

endometrioza

Endometrioza, hashimoto, hiperglikemia, borelioza, insulinooporność…Jest wiele chorób przewlekłych.. I dlatego zapewne każdy z Was zna taką osobę, która jest na coś chora. Może nawet na coś nieuleczalnego. Zapewne nie raz ta osoba nie mogła się z Wami spotkać, bo się źle czuła, miała zły humor, zły dzień. Zwracacie uwagę na to, co wtedy mówicie takiej osobie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

NIE?

Czasami warto, bo niektóre słowa potrafią być naprawdę przykre.

1. „NIE WYGLĄDASZ NA CHORĄ”.
Nie każda choroba powoduje zmiany w wyglądzie.
Nie zawsze widać, że ktoś jest chory, a może cierpieć każdego dnia.

Ludzie przewlekle chorzy z reguły starają się robić dobrą minę do złej gry i udają, że wszystko jest ok.
Nie każda choroba czy niepełnosprawność jest widzialna. Istnieją tzw. invisible disabilities choroby, które są niewidoczne gołym okiem. Dana osoba nie musi jeździć na wózku inwalidzkim, a może być bardzo, bardzo poważnie chora. Dlatego pomyśl parę razy, nim zwrócisz uwagę komuś, kto siada w pociągu na miejscu dla inwalidów bądź staje autem na parkingu na miejscu dla niepełnosprawnych i twierdzi, że jest chory, mimo że nie ma ze sobą wózka.
Warto wspomnieć, że największe lekceważenie tyczy się ludzi z chorobami psychicznymi – w społeczeństwie utarło się, że choroby psychiczne to czyjeś „widzi misie”, że człowiek z depresją powinien „pójść na spacer”, a nerwica to tylko „humory”. Nie, to nie są wymysły, to są poważne i okropne choroby, tak samo ciężkie, jak choroby fizyczne.

2. „ZA DUŻO CZYTASZ O TYCH CHOROBACH W INTERNECIE”

Podpowiem wam coś:
Gdyby większość przewlekle chorych „nie czytała w internecie o chorobach”, to pewnie by już nie żyła. Z reguły tacy ludzie diagnozują się sami i otrzymują wiele wsparcia od innych chorych (z reguły z internetu).
I nie mówię tu u ludziach, którzy wierzą w altmedyczne bzdury. Mówię o osobach, które dzięki pomocy innych chorych z internetu wpadły na trop swojej choroby.
Traktowanie jak małego dziecka kogoś, kto choruje wiele lat i poznał na wskroś swoją chorobę jest uwłaczające.

3. „POWINNAŚ ZAUFAĆ LEKARZOM”.

Gdybym zaufała w 100% lekarzom, to pewnie:
a) już bym nie żyła
b) albo bym została zamknięta w psychiatryku.
Ktoś, kto jest zdrowy NIE ZROZUMIE, jakimi wielkimi ignorantami potrafią być lekarze. Naprawdę czasami mi wręcz żal ludzi, którzy uważają, że jak pójdą do lekarza, to on pomoże im we wszystkich ich problemach. Większość lekarzy albo nie ma dostatecznej wiedzy na temat chorób, albo po prostu patrzy na każdego pacjenta stereotypowo i odnosi się do niego wręcz obcesowo. Schematy i ignorancja to dwie najbardziej irytujące rzeczy, jakich doświadczyłam od lekarzy.
Na szczęście wreszcie też trafiam na lekarzy, którzy mi pomogli i potraktowali mnie jak człowieka, a nie tylko schemat – szkoda tylko, że takich lekarzy jest tak niewielu i musiałam przejść bardzo długą drogę, nim ich odnalazłam.

4. „POWINNAŚ GDZIEŚ WYJECHAĆ, NIE MYŚLEĆ TYLE O CHOROBIE”.

Chyba jedna z bardziej denerwujących uwag. Zdradzę wam sekret:
Chciałabym gdzieś wyjechać, ale mi na to nie pozwala choroba. Wiecie, że są takie choroby, które utrudniają nawet wyjazd poza miasto? A, no i trudno, by ktoś przewlekle chory nie myślał o chorobie, jeśli ona rządzi jego życiem. Czy jeśli boli czasem Ciebie np. głowa, to nie myślisz o tym bólu? No to pomyśl, że przewlekle chory odczuwa ból DZIEŃ W DZIEŃ, O KAŻDEJ PORZE DNIA A NOC CZASEM BYWA NAJGORSZĄ PORĄ KIEDY CHORY JEST TAK NAPRAWDĘ SAM SOBIE – NOC CISZA BÓL I JA.

5. „GDYBYŚ NIE BRAŁA TYLE LEKARSTW I NIE STOSOWAŁA DIET, TO PEWNIE BYŚ WYZDROWIAŁA”

Podpowiedź numer jeden: lekarstwa są po to, by wyleczyć i/lub utrzymać człowieka przy życiu.
Podpowiedź numer dwa: diety dla osób chorych to nie „widzi mi się”, tylko konieczność.
Serio, chciałabym codziennie nażreć się kebabem czy stekiem wołowym, ale niestety nie mam tyle szczęścia, bo u mnie taka „przyjemność” skończyłaby się bardzo źle.

6. „MNIE TEŻ CZASAMI BOLI BRZUCH/GŁOWA/STAWY/COŚ INNEGO”

Tak, CZASAMI. A teraz wyobraź sobie, że mnie boli codziennie prawie wszystko.
I mój ból jest zapewne kilka razy gorszy, bo wynika z poważnej choroby, a nie np. przejedzenia czy zmęczenia. Duża różnica, nie sądzisz?

7. „MOŻE POWINNAŚ ZAJĄĆ SIĘ JAKIMŚ HOBBY… CHOCIAŻBY SPORT TO ZDROWIE”

Sport to zdrowie dla osoby zdrowej, a nie chorej, której nawet zrobienie obiadu sprawia trudność. A co jeśli choroba próbuje zabrać to hobby coś co uwielbiasz robić ponad wszystko coś co sprawia przyjemność i czujesz że żyjesz?? Wyobraź sobie że po raz drugi choroba chce to zrobić – już raz jej się udało na długich 10 lat a czy teraz nie zrobi tego samego….

8. „POWINNAŚ CZĘŚCIEJ WYCHODZIĆ DO LUDZI”

Chciałabym, ale:
a) Często nie mogę, ponieważ zbyt źle się czuję;
b) Ludzie nie rozumieją, że źle się czuję i np. moją chęć wrócenia do domu czy odpoczynku odbierają jako obrazę – w efekcie ja się czuję źle z tym czuję;
c) Czasami niekomfortowo jest słuchać ludzi, którzy mówią o tym, jakie mają „niefajne życie”, bo wczoraj np. zgubili sto złotych, a Ty w tym czasie sobie myślisz, jak w takim razie gówniane jest Twoje życie. Nie żebym umniejszała problemy innych – ale kiedy codziennie zmagasz się z bólem od swojej choroby, to takie myśli same pojawiają się w twojej głowie.

9. „A CZY PRÓBOWAŁAŚ JUŻ CZYSTKA/SIEMIENIA LNIANEGO/AKUPUNKTURY/JAKIEGOŚ ZIÓŁKA/”MEDYCYNY” SZAMAŃSKIEJ/CZEGOŚ INNEGO???”

Hmm, pomyślmy. Choruję już parę lat albo od dziecka. No wiecie, chyba łatwo się domyślić, że najbardziej banalne sprawy chora osoba wypróbowała już dawno temu. I jeśli Tobie pomaga jakieś zioło np. na ból brzucha – fajnie, ale z reguły przewlekle chora osoba jest w tak poważnym stanie, że naprawdę takie błahe metody jej nie pomogą. Ja rozumiem, że tutaj objawia się w pewnym stopniu chęć pomocy, ale uwierzcie mi, takie rady jednak z czasem bywają drażniące.

10. „CHYBA NIE JEST TAK ŹLE, BO NIE CHORUJESZ NA PRZYKŁAD NA RAKA”

Co ma w ogóle znaczyć taki tekst? Bo usłyszałam go już od wielu ludzi. To ma mnie pocieszyć, że niby inni ludzie chorują na śmiertelne choroby? Czy może ktoś mi sugeruje, że za bardzo wyolbrzymiam swoje objawy? Oczywiście, że są na świecie ludzie, którzy cierpią bardziej niż ja, niemniej moja choroba też jest prawdziwa i takie wypowiedzi w stronę chorego są po prostu lekceważące.

Traktowanie ludzi chorych bądź niepełnosprawnych z lekceważeniem i politowaniem, uznawanie, że jego choroba to wymysł to dyskryminacja niepełnosprawnych. Istnieje takiego słowo, które niestety jest mało używane w naszym języku: ableizm.

Oczywiście chorzy nie są świętymi krowami.
Nie twierdzę, że choremu trzeba zawsze wszystko wybaczać, że nie można mu zwrócić uwagi, gdy zachowuje się źle i krzywdzi innych. To nie znaczy, że nie można piętnować jego złego zachowania.
Jednak ten tekst to nie jest apel o to, by akceptować złe zachowania.

To apel o to, by zaakceptować chorobę innych, a nie traktować ich jak trędowatych bądź szalonych.

Co w takim razie osoba przewlekle chora wolałaby usłyszeć od kogoś bliskiego lub znajomego?
No nie wiem, może po prostu chciałaby porozmawiać z inną osobą o zwykłych sprawach?
Zostać potraktowanym normalnie, a nie niczym dziwak?
A może wystarczy trochę zrozumienia…

Albo, gdy będzie gorzej, po prostu usłyszeć bardzo rzadkie słowa: „nie zrozumiem pewnie nigdy, przez co przechodzisz, ale pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie, żeby Ciebie wysłuchać i pomóc na tyle, na ile będę w stanie”.

To naprawdę nie tak wiele a może wiele zmienić….

#ENDOMETRIOZA #HASHIMOTO #RZS #ZMS #IO #HIPERGLIKIEMIAREAKTYWNA #BORELIOZA #PATOGENY #WALKAOLEPRSZEJUTRO #ZROZUMIENIE…

 

Jak z endometriozą poradziła sobie słynna Lena Dunham przeczytasz TUTAJ

 


Monika napisała ten tekst jako post na facebooku. Pozwoliła nam go opublikować. Tekst o zmaganiu Moniki z endometriozą oraz o tym, jakie decyzje podjęła możecie przeczytać w drukowanym magazynie.

Stres oksydacyjny źle wpływa na męską płodność. Zobacz dlaczego!

Fot.fotolia
Fot.fotolia – Stres - jego wpływ na męską płodność

Stres oksydacyjny – jak dowodzą badania amerykańskich naukowców – jest jedną z ważniejszych przyczyn zaburzeń płodności mężczyzn.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym jest stres oksydacyjny?

W wyniku różnych reakcji w komórkach naszego organizmu powstają reaktywne formy tlenu tzw. wolne rodniki. Jeśli ilość reaktywnego tlenu jest zbyt duża, organizm sobie z nimi nie radzi. Natomiast wolne rodniki wchodzą w relacje z tłuszczami, białkami i DNA. Proces ten doprowadza do uszkodzenia komórek, a co za tym idzie do zaburzenia ich funkcjonowania.

Co mają wolne rodniki do plemników?

Plemniki są bardzo wrażliwe na reaktywne formy tlenu ze względu na swoją budowę komórkową. Stres oksydacyjny może doprowadzić do niszczenia plemników, a także prowadzić do zaburzeń genetycznych (wysoki poziom fragmentacji DNA, delecje, mutacje, inne zmiany w DNA). U pacjentów można zauważyć także obniżenie ruchliwości i żywotności plemników. Badacze zauważyli jednocześnie, że u mężczyzn, u których występuje nadmiar wolnych rodników, mimo iż nasienie ma dobre parametry, znacznie wydłużyła się czas starania o dziecko.

 

Czytaj także; Pierwsze w Polsce badanie wpływu stresu na nasienie.

 

Co może wywołać stres oksydacyjny?

Lekarze wśród czynników ryzyka wymieniają:

  • stres;
  • intensywny, regularny wysiłek fizyczny;
  • zanieczyszczenie środowiska;
  • nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne;
  • palenie papierosów;
  • kontakt z metalami ciężkimi: ołowiem, kadmem i rtęcią oraz z tlenkami azotu poprzez żywność czy spaliny samochodowe;
  • zażywanie niektórych leków – antykoncepcyjnych, antydepresyjnych, sterydów oraz antykoagulantów;
  • alkohol.

    Stres oksydacyjny a dieta

    Istotną przyczyną stresu oksydacyjnego jest również niewłaściwa dieta, a konkretnie spożywanie m.in.: wysoko przetworzonej żywności, pryskanych i nawożonych sztucznie owoców i warzyw; wędzonych, smażonych, przypalonych produktów. Lekarze zauważają także, że z wiekiem mechanizmy obronne organizmu przed nadmiarem wolnych rodników ulegają osłabieniu.
    Diagnostykę nasienia i ocenę zwiększonego poziomu ROS można przeprowadzić w klinikach leczenia niepłodności.

 

Jak poprawić płodność?

Lekarze zalecają przede wszystkim zmianę stylu życia, w tym ograniczenie palenia, spożywania alkoholu i kawy, wprowadzenie regularnej, umiarkowanej aktywności fizycznej do codziennego życia, unikanie przeciążania organizmu, nadmiernego stresu i zmęczenia, zadbanie o właściwą ilość snu. Warto zwrócić uwagę na dietę przyszłego taty, w której nie powinno zabraknąć witamin i minerałów, a także substancji o działaniu antyoksydacyjnym. Specjalista może zalecić także suplementację przede wszystkim preparatami zawierającymi antyoksydanty takie jak: witamina C, witamina E, karotenoidy, selen, koenzym Q10, cynk.

Źródło:  supermamy.pl

POLECAMY:

Męska dieta wspomagająca

Palenie marihuany ma wpływ na jakość nasienia?

5 porad, jak polepszyć męską płodność

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy
Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy

Karolina i Rafał są ze sobą od 14 lat, jednak ich doświadczenie spokojnie można przełożyć na co najmniej sto bitych lat. Przeżyli razem upadki – poronienia, śmierć rodziców – ale i wzloty. Są bowiem rodzicami pięcioletniej Julii, a druga córka jest w drodze: „Gdy patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszytko tak samo by tylko mieć nasze córeczki” – mówi Karolina.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wspólna droga zaczęła się, gdy Karolina miała 18 lat. Można by rzecz: „szczenięca miłość”, ale zakochani szybko wiedzieli, że chcą ze sobą zbudować rodzinę. Chcieli mieć przynajmniej jednego syna, o czym już wtedy rozmawiali. „Mąż jest starszy ode mnie o 9 lat. Szukał wtedy pracy, ja dopiero skończyłam szkołę. Mieliśmy jeszcze czas” – mówi Karolina i dodaje, że starania rozpoczęli dopiero kiedy oboje zawodowo stanęli na nogi i zamieszkali z rodzicami Rafała. „Był to 2006 rok. Nie było jednak w nas szczególnej presji. Kiedy jednak po trzech latach nie było efektu, stwierdziliśmy, że coś jest nie tak. To właśnie wtedy zaczęłam odwiedzać lekarzy” – opowiada.

Początek trudnej drogi

Specjaliści nie byli jednak specjalnie pomocni. Twierdzili, że para jest jeszcze młoda i nic złego się nie dzieje. Nie byli też szczególnie wrażliwi: „Pod koniec 2009 roku, któryś już z kolei lekarz, na podstawie badania USG powiedział, że prędzej trafimy szóstkę w totka, niż będziemy mieć dziecko. Skąd wysnuł taki wniosek? Uważał, że za bardzo się staramy i za dużo myślimy o ciąży. Kazał nam zająć się czymś innym. Zajęliśmy się więc przygotowaniami do ślubu” – mówi Karolina i wspomina swoją skromną, wymarzoną ceremonię, która otworzyła przed parą nowy etap. Niestety nie był on łatwiejszy.

Kilka miesięcy po ślubie Karolina trafiła do lekarki, która dokładniej zaczęła przyglądać się jej problemom. Po trzech miesiącach stymulacji lekami i monitoringów doszła do wniosku, że trzeba wykonać zabieg laparoskopii – nakłuwania jajników. „Miesiąc później byłam w ciąży. Trwała niestety tylko sześć tygodni. Straciliśmy nasze maleństwo 1-ego stycznia 2011 roku” – opowieść wciąż wywołuje w Karolinie duże emocje. I nic dziwnego, trudno wyobrazić sobie ból, z którym musiała się zmierzyć. „Poddałam się. Powiedziałam sobie, że nie będziemy rodzicami. Trwałam w tym przekonaniu do lipca, kiedy to na nowo rozpoczęliśmy walkę o maluszka” – dodaje.

Głową w mur

Był to czas pełen zmagań nie tylko z ciałem i biologią, ale też z emocjami. „Kłóciliśmy się z mężem, który nie chciał zgłosić się na badania nasienia. Twierdził, że jestem w ciąży, bo rzeczywiście spóźniał mi się okres. Konflikty nie ustępowały i dla świętego spokoju zrobiłam test. Ku mojemu zdziwieniu ukazały się dwie grube, piękne kreski! Kilka miesięcy później, w 2012 roku, na świat przyszła nasza zdrowa, upragniona córeczka!” – mówi Karolina i podkreśla, że sama ciąża była też dla niej dużym wyzwaniem. Była bowiem zagrożona, a ona musiała kilkukrotnie przebywać w szpitalu. Nie przyćmiło to jednak ich ogromnego szczęścia. Szczęścia, które popchnęło parę kilka lat później do starań o rodzeństwo dla Julii. Znów niestety nic nie szło po ich myśli.

W styczniu 2015 roku zwolniłam się z pracy, bo nie mieliśmy z kim zostawić córki. Dodatkowo teściowa, która chorowała na raka, była coraz słabsza i potrzebowała de facto więcej opieki, niż nasze dziecko” – opisuje z trudem Karolina. Kilka tygodni później znów jednak zobaczyła dwie kreski. Tym razem oprócz ogromu radości, było też jednak wiele strachu. Dlaczego nie udało się miesiąc wcześniej, gdy jeszcze oboje mieli pracę? Jak teraz poradzą sobie z dwójką maluchów? Wszystko wynagradzało jednak szczęście córki, która nie mogła już doczekać się rodzeństwa.

Los nie daje za wygraną

Pierwsze tygodnie ciąży były trudne – wymioty, mdłości i liczne wizyt u lekarza. W 10. tygodniu ciąży wszystko zdawało się być jednak w porządku. Mdłości ustąpiły, a Karolina i Rafał zaczęli się uspokajać. „Nie wiedziałam wtedy, że oznacza to najgorsze. W 14. tygodniu ciąży okazało się, że maluszek już od jakiegoś czasu nie żyje. Świat mi się zawalił. Pytałam się siebie, jak to możliwe?! Przecież wszystko było dobrze?!” – mówi Karolina. Spędzało jej sen z powiek przede wszystkim to, jak powie o stracie starszej córce, która już kochała swojego upragnionego braciszka. Spokojna rozmowa, wizyta w szpitalu i powrót do rzeczywistości.

Wszystko to kosztowało Karolinę bardzo wiele, nadzieję dała jej wtedy Julia: „Mała stanęła w oknie i patrząc w niebo powiedziała: ‘Mamo, tam na chmurce siedzi mój braciszek. Macha do mnie i mówi, że do nas wróci’. Zatkało mnie. Żyliśmy z dnia na dzień właśnie dla naszej córki. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że najbliższy rok skrywa kolejne złe dni pełne płaczu. 3 miesiące po stracie dziecka mąż stracił matkę. Nie zdążyliśmy podnieść się po jej śmierci, a po kolejnych trzech miesiącach mąż pochował ojca. Tego było już dla nas za wiele” – historia Karolina jest wręcz trudna do wyobrażenie. Nic dziwnego, że para zdecydowała się w pewnym momencie zaprzestać starania o kolejne maleństwo. Przewrotność losu jest jednak nie do przewidzenia. Pod koniec stycznia Karolina znów miała mdłości.

Wszystko będzie dobrze!

Szok, radość, łzy i strach, że po raz kolejny będzie tak samo. Że znów stracimy maluszka, a najbardziej będzie cierpiała córka. Mijały jednak tygodnie, a mdłości się nasilały. Moja ginekolog mówiła, że to dobry znak i mamy wierzyć, że będzie dobrze” – mówi Marta, która jest właśnie w 33. tygodniu ciąży. Wszyscy oczekują już przyjścia na świat drugiej dziewczynki. „Malutka kopie bardziej, niż pierwsza córeczka, z czego bardzo się cieszymy. Szykujemy wyprawkę i czekamy. Chcemy ją w końcu przywitać, poznać i przytulić” – dodaje szczęśliwa dziś mama.

Los zdaje się być naprawdę pokrętny. W ciągu kilkunastu lat związku Karolina i Rafał przeżyli bowiem wiele zwrotów. „Najważniejsze jednak, że zawsze byliśmy razem. Nawet wtedy, gdy traciliśmy nasze maluszki mąż był ze mną i dawał wiele wsparcia” – mówi kobieta i dodaje: „Gdy teraz patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszystko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki… te kopniaki wynagradzają wszystko!”.

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.