Przejdź do treści

Możesz mieć in vitro za darmo – sprawdź jak to zrobić.

in vitro za darmo

Po tym, jak minister Radziwiłł zlikwidował rządowy program finansowania in vitro, wiele kobiet utraciło możliwość ubiegania się o dofinansowanie leczenia. Pojawiła się jednak szansa na darmową procedurę in vitro. Przychodnia Lekarska nOvum rozpoczyna realizację kolejnych badań klinicznych. Co zrobić, by wziąć w nich udział?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Masz od 18 do 36 lat i jesteś w trakcie leczenia bezpłodności metodą IVF/ICSI? To propozycja dla ciebie. Co oferuje klinika? Jeśli zostaniesz zakwalifikowana, koszty wszystkich procedur związanych z badaniem klinicznym (terapia badanym lekiem, testy laboratoryjne, konsultacje lekarskie), a także część kosztów zabiegu IVF lub ICSI oraz podróży do ośrodka badawczego pokryje sponsor badań klinicznych. Udział w badaniu potrwa od 11 do 19 tygodni i wymagał będzie kilku dodatkowych wizyt w ośrodku.

Badania mają na celu ocenę, czy nowy lek podwyższy wskaźnik ciąż u kobiet w trakcie procedury in vitro IVF lub procedury wstrzyknięcia zawartości plemnika bezpośrednio do oocytu (ICSI). Badania zostaną przeprowadzone w porównaniu z placebo.

 

Więcej informacji na temat badania TUTAJ

 

 

 

 

— — —

Treść ogłoszenia dot. naboru do ww. badań może być podana tylko w formie ustalonej przez podmiot organizujący badania. Nie ponosimy odpowiedzialności za użyte w nim sformułowania.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

„Ani złotówki” na in vitro. Kandydat na prezydenta Warszawy ma jasne stanowisko

Patryk Jaki nie chce in vitro
fot. Facebook - Patryk Jaki

Patryk Jaki – kandydat na prezydenta Warszawy przyznaje, że prywatnie nie jest przeciwnikiem in vitro. Polityk zaznacza jednak, że „na sprawy ideologiczne” nie wyda ani złotówki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak stwierdził Patryk Jaki „samorządy są od tego, żeby rozwiązywać problemy wszystkich mieszkańców”. Zdaje się, że takim problemem nie jest dla niego leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. 

Kontrkandydat Jakiego- Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej obiecuje z kolei kontynuację i rozbudowę samorządowego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców Warszawy.

Zdaniem Jakiego wybór Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy będzie zatem wyrazem poparcia dla sporów ideologicznych.

Tymczasem jeszcze w kwietniu tego roku Patryk Jaki deklarował poparcie dla in vitro. – Moja stanowcza deklaracja jest taka: jeżeli chodzi o samo in vitro – to popieram – mówił w programie” Fakty po faktach”.

Dodał jednocześnie, że według niego dofinansowanie in vitro w Warszawie byłoby za jego kadencji możliwe.

Zobacz także: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Patryk Jaki nie chce in vitro

Warto przy tym zauważyć, że program in vitro kosztuje miasto 10 mln rocznie. Pieniądze te nie pozwolą raczej na zrealizowanie innych celów, takich jak budowa kolejnych pasów jezdni czy utworzenie sieci publicznych przedszkoli i żłobków.

Likwidacja programu może natomiast mieć przykre konsekwencje dla mieszkańców Warszawy, którzy z różnych powodów nie mogą począć dzieci drogą naturalną.

Program in vitro będzie realizowany do 2019 roku, jednak jego dalsze losy stoją jednak pod znakiem zapytania. Obecnie zakwalifikowanej do programu parze przysługuje dofinansowanie w wysokości do pięciu tys. zł do każdej procedury i nie więcej niż 80 proc. całej procedury.

Maksymalnie para może skorzystać z trzech zabiegów, o ile w wyniku poprzednich prób nie doszło do urodzenia dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Polityka

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Milion euro na badania nad płodnością. Innowacyjne projekty czekają na realizację

In vitro ICSi - zbliżenie /Ilustracja do tekstu: Granty na badania nad płodnością

Firma Gedeon Richter ogłosiła sześciu zwycięzców w tegorocznej edycji programu FORWARD, który oferuje wsparcie innowacyjnych badań nad płodnością i rozrodczością. Nagrodzeni otrzymają granty w łącznej wysokości 1 mln euro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Komitet Naukowy inicjatywy FORWARD, w którego skład wchodzą eksperci PregLem i Gedeon Richter mający wieloletnie doświadczenie w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu, endokrynologii reprodukcyjnej, embriologii, zarządzania badaniami klinicznymi i kwestiami regulacyjnymi, dokonał przeglądu wszystkich otrzymanych zgłoszeń. W tym roku nadesłano ich aż 65, a ich autorzy pochodzą z 16 krajów europejskich.

Jak zapewnili przedstawiciele Komitetu, zgłoszenia cechowały się bardzo wysokim poziomem akademickim. Rozpiętość tematów, którymi zajęli się naukowcy, była bardzo szeroka: od zdolności gamet do przeżycia, przez receptywność endometrium, po przewidywanie wyników leczenia z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w celu poprawy obowiązujących protokołów leczenia niepłodności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

FORWARD 2018. Granty na badania nad płodnością dla sześciu osób

Ostateczna lista osób, którym przyznano granty, prezentuje się następująco:

  • dr Maria Elisa Varela Sanz i dr Juan Garcia-Velasco z Hiszpanii – badania nad zastosowaniem steroidów płciowych w celu reaktywacji telomerazy w komórkach ziarnistych u kobiet z zaburzoną rezerwą jajnikową – w celu poprawy wyników procedury in vitro,
  • Samir Hamamah z Francji – badania nad zastosowaniem krążącego miRNA jako nieinwazyjnego parametru prognostycznego żywotności zarodków i potencjału implantacji,
  • dr Christophe Blockeel z Belgii – badania nad stymulacją jajników rekombinowanym ludzkim FSH (Bemfola®) w późnej fazie pęcherzykowej,
  • dr Veronika Grzegorczyk-Martin z Francji – badania nad narzędziem wykorzystującym uczenie maszynowe do prognozowania wyników technik wspomaganej prokreacji (in vitro, ICSI) i transferu zarodków,
  • Anja Pinborg z Danii – badania nad endometrium w modyfikowanych naturalnych zamrożonych i rozmrożonych transferach zarodków,
  • Ermanno Greco z Włoch – za badania nad blastocystami euploidalnymi u kobiet po in vitro i ICSI.

Jak argumentuje komisja, decyzję podjęto, biorąc pod uwagę wykonalność propozycji, innowacyjność i wkład w daną dziedzinę nauki. Ważna była również zgodność proponowanych projektów z zaangażowaniem spółki Gedeon Richter na rzecz wykorzystywania wyników badań w praktyce i poprawie leczenia niepłodności u pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami.

– Inicjatywa FORWARD jest świadectwem ciągłego zaangażowania spółki Gedeon Richter na rzecz wspierania innowacyjnych badań nad płodnością na całym świecie – podkreśla Pablo Arriagada, wiceprezes PregLem ds. medycznych. – W ciągu kolejnych 5 lat te międzynarodowe zespoły klinicystów i naukowców otrzymają w sumie milion euro na prowadzenie swoich innowacyjnych badań. Ich obiecujące i nowoczesne projekty mogą zaowocować trwałymi korzyściami dla pacjentów pragnących zostać rodzicami. Niecierpliwie czekamy na możliwość finansowania tych wizjonerskich badań i wspierania ich sukcesu.

Więcej informacji na temat zwycięzców grantów FORWARD i ich pracy znajduje się na stronie internetowej www.forwardgrant.com.

POLECAMY TAKŻE: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat
fot. Unsplash - Colin Maynard

W 1978 roku na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganego rozrodu na świecie urodziło się 8 mln ludzi – wynika z raportu European Society of Human Reproduction and Ebryology.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

25 lipca Louise Brown będzie obchodzić 40 urodziny. To święto wyjątkowe, ponieważ narodziny kobiety były wynikiem pierwszego na świecie udanego zabiegu in vitro.

Louise Brown przyszła na świat 25 lipca 1978 roku, dokładnie o godzinie 23.47 w Wielkiej Brytanii w Oldham.

Zanim jednak to się stało, przez dziesięć lat państwo Brown próbowali wszystkiego – medycyny tradycyjnej, medycyny naturalnej oraz innych sposobów. Niestety, Lesley Brown miała niedrożne jajowody, nie mogła zajść w ciążę.

Wszystko zmieniło się za sprawą dwóch lekarzy: Roberta Edwardsa oraz Patricka Steptoe’a, którzy 10 listopada 1977 roku przeprowadzili pierwszy udany zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Od tego czasu wykonano miliony podobnych procedur.

Zobacz także: Na czym polega in vitro (zapłodnienie pozaustrojowe) – czyli in vitro krok po kroku

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE) opublikowało właśnie raport, z którego wynika, że dzięki metodzie zapłodnienia pozaustrojowego na świecie pojawiło się już 8 mln ludzi.

Zgodnie z raportem, kraj, który może się pochwalić największą liczbą ciąż w wyniku in vitro, to Hiszpania. Jak podaje ESHRE, wykonuje się tam 119875 zabiegów rocznie. Na kolejnych miejscach znajduje się Rosja (110723 cykle rocznie), Niemcy (96512 cykli rocznie) i były lider – Francja (93918 cykli rocznie).

Cykle opisywane przez ESHRE obejmują in vitro, śródplazmatyczne wstrzyknięcie plemnika (ICSI), jak również dawstwo komórek jajowych.

Zobacz także: Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Rosnąca skuteczność i większa liczba ciąż

W krajach europejskich wskaźnik ciąż w wyniku transferu zarodka wynosi ok. 36 proc. (zarówno w przypadku in vitro, jak i ICSI). Liczba transferów zarodka w Europie stopniowo rośnie, natomiast wskaźnik ciąż mnogich maleje.

– Kiedy w 1990 roku zaczynałam wykonywać zabiegi in vitro, uważaliśmy, że 15 proc. ciąż było dobrym wynikiem. Teraz najlepsze kliniki mogą pochwalić się 40 proc. ciąż w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego  – mówi dr Gillian Lockwood, konsultantka w dziedzinie medycyny rozrodczej w IVI Midland, brytyjskim centrum leczenia niepłodności.

Ekspertka uważa jednak, że 8 milionów narodzin w wyniku in vitro to „dosyć ostrożne szacunki”.
– Wiemy, że w Chinach i Indiach wykonuje się mnóstwo zabiegów in vitro, które niekoniecznie są zgłaszane lub rejestrowane – twierdzi Lockwood.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: CNN

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Zdjęcie Moniki Majtczak, która opowiedziała swoją historię o in vitro
Fot.: arch. Moniki Majtczak

Zapłodnienie pozaustrojowe jest często jedyną szansą dla par, które marzą o biologicznym potomstwie. Droga, która wiedzie do upragnionego celu, jest jednak wyboista i pełna przeszkód – nie tylko ze względu na koszt zabiegu. Problemem są także silne i trudne emocje, które towarzyszą parze, gdy procedura ta zawodzi. O bardzo osobistych i bolesnych – wręcz fizycznie – doświadczeniach z in vitro opowiedziała podczas X Kongresu Kobiet Monika Majtczak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika i jej partner, pan Krzysztof, starają się o dziecko od wielu lat. Mają za sobą trzy podejścia do procedury in vitro. Niestety, mimo pokładanych w nich nadziei, żadna z prób nie zakończyła się sukcesem.

– Zacznę od tego, że słuchałam w radiu zapowiedzi naszego panelu [„Fakty i mity o in vitro” w ramach X Kongresu Kobiet – przyp. red.]. Jedna pani pomyliła się, mówiąc, że w konferencji będzie uczestniczyć kobieta, która jest mamą dziecka z in vitro. Zaraz też przeprosiła, mówiąc: ta kobieta nie jest mamą. Popłakałam się – mówiła wyraźnie poruszona pani Monika.  – To mi pokazało, jak – po półrocznej przerwie od pracy – wciąż bolesny jest to dla mnie temat. I pewnie dla innych kobiet, które pragną być w ciąży i być mamami, a im się to nie udało – podkreśliła Monika Majtczak.

Podczas sobotniego panelu dyskusyjnego p. Monika podkreśliła, że choć na temat procedury in vitro mówi się coraz więcej, wiele kobiet wciąż pozostaje ze swoim doświadczeniem sama. Nie sposób bowiem wyrazić tego, co przechodzą pary, które muszą wybrać tę długą i wyboistą drogę, by zyskać szansę dotarcia do upragnionego celu: rodzicielstwa.

– Od samego początku niepewność, strach i ból – te uczucia i odczucia towarzyszyły mi przy każdej procedurze – mówiła p. Monika.

Wielka niewiadoma. In vitro a podejście lekarzy

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden istotny problem związany z leczeniem niepłodności. To kwestia podejścia lekarzy do pacjentek i pacjentów, których bolesne doświadczenia wymagają wyczucia i empatii.

– Jest wiele spraw, o których należy mówić głośno i otwarcie. Chcę tutaj wyrazić – oprócz swojej wielkiej nadziei na sukces – swój wielki i głęboki żal do lekarzy z powodu ich podejścia do pacjentów. Bo karygodne i niedopuszczalne jest to, czego doświadczyłam na różnych etapach starań, we wszystkich procedurach.

W pamięci p. Moniki zapisała się już sama wizyta wstępna, która towarzyszyła pierwszej procedurze in vitro. Wykonano jej wówczas bardzo bolesny zabieg scratchingu (uraz w obrębie śluzówki).

– Nie byłam uprzedzona przez lekarza o tym zabiegu ani do niego przygotowana. Potem przyswojenie wiedzy, jak kolejno przyjmować leki po tym krótkim, a trudnym dla mnie doświadczeniu, było niemal nie do ogarnięcia. Dopiero w domu rozszyfrowywałam rozpiskę – w napięciu, czy na pewno wszystko dobrze rozumiem. Nie otrzymałam żadnej wiedzy, jak będzie wyglądała cała procedura. Nie wiem, czy można wyjść z założenia, że wszystko jest dostępne np. w internecie – podkreśliła Monika Majtczak.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Deficyt empatii

Choć sposób przyjmowania kolejnych medykamentów był niełatwy, nikt – ani lekarz, ani pielęgniarka – nie udzielił pacjentce niezbędnych instrukcji, mimo że ulotki jasno mówiły o takiej konieczności. To zaś skutkowało dodatkowym stresem, który nie pozostał bez wpływu na kondycję psychiczną p. Moniki.

– Ze strachem pierwsze wkłucia w brzuch. Poczucie ciągłej niewiadomej, obawa, co mnie czeka i czy wszystko robię tak, jak powinnam. Przy tych wszystkich niewiadomych uruchamia się eskalacja nerwów, napięcia, złości przy drobnym bodźcu, przy którym wcześniej nie zareagowałabym wcale.

Jak przyznała p. Monika, takie podejście personelu sprawia, że pacjentka przestaje być traktowana podmiotowo. Czuje, że jest dla lekarza kolejnym zadaniem do odhaczenia.

–  Masz się stosować i nie zadawać pytań. O tym mówi pośpiech, a zadawane pytania są traktowane ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem. Nie wiem, czy to kwestia przypadku, że tak obchodzili się ze mną panowie. Była jednak pani doktor prowadząca moją ostatnią procedurę, która wykazała się empatią, zrozumieniem i zaopiekowaniem. Jej podejście, dystans i jednocześnie bliskość, a przede wszystkim sposób widzenia mechanizmów sterujących płodnością były dla mnie czymś do tej pory niespotykanym. (…) Poza tą panią nie doświadczyłam ze strony lekarzy żadnej empatii ani choćby pytania, jak się czuję. Nie ma wsparcia psychologicznego, które – moim zdaniem – powinno być równoległe do całej procedury.

Najwyższa kumulacja

Monika Majtczak przyznała, że brak odpowiedniego podejścia i pośpiech to niejedyne zarzuty, jakie kieruje do lekarzy przeprowadzających jej dotychczasowe procedury in vitro. Podczas tej trudnej drogi spotkała się nawet z jawnie wrogim podejściem – gdy jeden z lekarzy zakwestionował zasadność zewnętrznej konsultacji lekarskiej i badania, które – jak się później okazało – powinno zostać zlecone pacjentce w pierwszej kolejności (!).

– Nie chcę i nie będę tu wymieniać nazwisk. Ale proszę sobie wyobrazić, jak może się czuć kobieta, gdy zgłasza się na pobranie komórek, czyli jeden z kluczowych elementów zabiegu, stojąc w piżamce półnaga, i słyszy, że nie ma jej na liście zaplanowanych zabiegów, nie ma jej dokumentów i pobrania komórek nie będzie. Nikt nie wpadł na to, że ja i mój partner możemy mieć różne nazwiska, a dokumenty mogą być spięte razem – opowiadała p. Monika.

Wymieniła też inne błędy, m.in. w nazwisku partnera na karcie informacyjnej po wykonanym transferze. Także w tej sytuacji p. Monika spotkała się z niedopuszczalną reakcją personelu, który winą za pomyłkę niesłusznie obarczył pacjentkę.

– Zastanawiałam się, czy takie błędy byłyby tu przeze mnie pominięte, gdyby procedura zakończyła się ciążą. Doszłam do wniosku, że wielkim błędem byłoby, gdyby nie były one wypowiedziane. Uważam, że należy mówić o tym i nie wolno nam się bać – mówiła przejęta Monika Majtczak.  – Walczmy o swoje prawa do traktowania nas po ludzku. Mamy uczucia, a w całym in vitro jest ich największa kumulacja – tak jak w lotto.

Za in vitro idzie też – jak cień – depresja, która grubym murem odgradza kobiety od otoczenia.

Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje. Są straty. Są kobiety, które straciły dziecko w wyniku poronienia, a nawet podczas porodu – gdy lekarz zamiast wykonać wskazane cesarskie cięcie, zmusił kobietę do naturalnego porodu. Potem taka kobieta boi się iść do kliniki po zamrożony zarodek, bo nie wie, czy lekarze będą do niej nastawieni pozytywnie, czy lepiej tu nie zaryzykować.

ZOBACZ TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

In vitro powinno łączyć, nie dzielić. „To przecież nadzieja na cud”

Uczestniczka panelu dyskusyjnego podkreśliła jednak, że zwrócenie uwagi na błędy i niedociągnięcia związane z realizacją poszczególnych etapów procedury nie jest równoznaczne z krytyką samego in vitro.

– Całkowicie uważam, że in vitro jest potrzebne. Mam mnóstwo koleżanek, którym się udało, które zachodzą w ciążę w sposób naturalny po tym, gdy in vitro się nie powiodło. Ale to in vitro przyczyniło się do wejścia w procedurę leczenia i naprawiania pewnych mankamentów – zaznaczyła.

Podczas swojego wystąpienia Monika Majtczak skierowała także słowa do przedstawicieli rządu, który nie kryje swojej niechęci do procedury in vitro.

– Trwa wciąż wojna polityczna rządu, związanego z Kościołem, i opozycji. In vitro powinno być przecież ponad tymi podziałami. To przecież nadzieja na cud dla ludzi chorych. Niepłodność ma wiele przyczyn – wiele jeszcze niepoznanych. Rozejrzyjcie się, państwo, w zatłoczonym markecie: co piąta para walczy z niepłodnością. To aż niepojęte, że jest nas tak dużo i nie mamy odwagi mówić o tym głośno.

CZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

In vitro to lawina łez i ból. Ale najważniejszy jest cel

W czasie swojego wystąpienia p. Monika podkreśliła też wyraźnie, że procedura in vitro powinna być refundowana z budżetu państwa – jako wsparcie dla niepłodnych par, które pragną zostać rodzicami.

– In vitro to nie fanaberia, to nie sklep, w którym wybiera się kolor skóry dziecka, uśmiech czy kręcone włoski. In vitro to lawina łez i bólu – najczęściej w ukryciu, nawet przed najbliższymi. Procedura na sztucznym cyklu zakłada, że kobieta ma wyprodukować jak najwięcej komórek zdolnych do zapłodnienia. To jazda organizmu X procent ponad normę, która nie może przejść bez skutków ubocznych. To huśtawki nastrojów przez wysokie dawki hormonów, wypadające włosy, pryszcze, spuchnięte ciało przez zatrzymaną wodę w organizmie. To obolały, zasiniony od zastrzyków brzuch. Ulotki przy każdym leku z niekończącą się listą skutków ubocznych przerażają. Każda z nas odkłada tę lekturę na zawsze. Bo przecież najważniejszy jest cel: dziecko.

Leczenie za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego to też „zakładana ciągle maska przed innymi rodzinami, gdzie są ciąże i są dzieci, a ich widok rozdziera serce, które pragnie tego samego” – opowiedziała szczerze p. Monika.

– Niepłodni poświęcają swoje życie dla innego życia: wyczekanego i na 100% zabezpieczonego w miłość, która jest ponad każde pieniądze – podkreśliła.

W grupie siła. I wsparcie

Uczestniczka panelu dyskusyjnego zwróciła także uwagę na samotność, której doświadczają kobiety zmagające się z niepłodnością. W obawie przed oceną społeczną i negatywnymi opiniami unikają one publicznych rozmów o in vitro. Wsparcie i zrozumienie łatwiej im znaleźć w świecie wirtualnym, np. na dedykowanych forach internetowych lub w  grupach.

– Proszę mi wierzyć, że kobiety boją się wyjść ze swojej skorupy przez napiętnowanie in vitro jako szeroko pojętego zła. Choć niewiele osób ma jakiekolwiek pojęcie, na czym polega ta procedura.

Internetowe dyskusje, w których uczestniczą osoby przechodzące przez procedurę in vitro, są zawsze tajne – to gwarantuje dyskrecję, poczucie bezpieczeństwa, ale też wspólnoty, o którą tak trudno w świecie zewnętrznym.

– To wspaniałe, jeśli finał tego cierpienia jest w postaci dziecka. Ale jeśli nie? – pytała retorycznie p. Monika.

Wyczekane słowo: „Mamo”

W tych niezwykle trudnych chwilach nie do przecenienia jest wsparcie partnera, który pomaga uporać się z bólem, ale również pozostawia przestrzeń do samodzielnego przeżywania emocji. Pani Monika ma szczęście mieć u swojego boku taką właśnie osobę.

– To, ile ten kochany, niestrudzony i cierpliwy człowiek dał mi ciepła w ostatnim czasie, szczególnie przy ostatniej próbie, jest nie do opisania – podkreśliła wyraźnie wzruszona p. Monika.

Na koniec swojego wystąpienia p. Monika zaapelowała do publiczności, by wykazała się empatią w stosunku do każdej poznanej kobiety, która przechodzi przez procedurę in vitro.

– Pomyślcie, jak wiele trudu znosi, by mieć nadzieję, że w końcu będzie miała możliwość usłyszeć słowo: „Mamo”.

Całe poruszające wystąpienie p. Moniki Majtczak podczas panelu „In vitro: fakty i mity”, który odbył się podczas X Kongresu Kobiet w Łodzi, można obejrzeć poniżej:

POLECAMY TEŻ: Na panelu o in vitro na Kongresie Kobiet nie obyło się bez łez wzruszenia

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.