Przejdź do treści

Motywacja to styl życia –

Mateusz Grzesiak Motywacja

Motywacja, czyli o tym jak wyjść ze złotej klatki oraz czy życie w strefie dyskomfortu może być naszym komfortem – na te i inne pytania odpowiedzieli Mateusz Grzesiak, polski trener rozwoju osobistego i jego żona Iliana Ramirez w rozmowie z Karoliną Kryś.

Czym właściwie jest motywacja?
 
Mateusz: Umiejętnością osiągania zaplanowanych celów – na najbardziej ogólnym poziomie. Można patrzeć na to jak na podejście do życia oparte o to, żeby chciało się chcieć. Można również popatrzeć na to bardziej naukowo, psychologicznie – powiedzieć, że jest to zestaw technik emocjonalnych, behawioralnych, poznawczych, które służą do tego, żeby człowiek posiadał szeroko pojęty zapał i energię do działania. Słuszne jest także podejście bardziej filozoficzne – motywacja to jest styl życia w oparciu o swoje własne prawa i o to, w jaki sposób chce się funkcjonować.
 
Jak wiadomo bardzo dużo ludzi posiada osobistą strefę komfortu, w której funkcjonują na co dzień, wykonując te same, znane i dobrze opanowane czynności. Niewątpliwie jest to zamknięcie się w symbolicznej złotej klatce. I przypomina oglądanie zza prętów tej klatki niezliczonych możliwości, których nie mamy odwagi się podjąć w obawie przed koniecznością opuszczenia miejsca, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jak z tym walczyć?
 

Mateusz: Każda osoba, która zaczyna coś ćwiczyć, obojętnie czy to jest język angielski, chodzenie na siłownię, czy też umiejętność komunikacji w związku, w pewnym momencie się przyzwyczaja, ta umiejętność staje się dla niej nawykiem. Krótko mówiąc, każda osoba będzie funkcjonowała w oparciu o pewne powtarzające się wzorce, które są nieświadome. Wtedy następuje coś, co się nazywa okresem stabilizacji, ten okres oznacza, że jest się przyzwyczajanym do określonego rodzaju bodźców występujących w rzeczywistości.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nazwałaś to złotą klatką, to niekoniecznie musi być klatka tylko kwestia pewnej cechy mózgu, który dąży do tego żeby uprościć sobie wszelkie formy działania np. prowadzimy samochód i nie myślimy o tym jak ruszamy, jak zmieniamy biegi – to się po prostu dzieje. Niewątpliwie jest to plusem, bo można wszystko robić szybko i łatwo – to są nawyki. Minusem tego jest to, że jak mamy jakąś kwestie w życiu, która nam nie działa i popełniamy w niej błąd, to nie jesteśmy tak skuteczni jakbyśmy mogli i wtedy trafiamy do klatki. Tylko dlatego, że nie wiemy o tym, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony jesteśmy już tak przyzwyczajeni do określonej formy robienia czegoś, że niekoniecznie wtedy mamy ochotę to zmienić, oczywiście wiemy jak to zrobić, ale się boimy. Więc nie demonizowałbym stwierdzeniem złotej klatki sposobu działania mózgu.

Powiedziałbym, że każdy nawyk zmierza do tego, żeby być ustabilizowanym, bo wtedy jest nam wygodnie.

 

W mojej profesji często się mówi o byciu w boxie, mamy takie kolokwialne powiedzenie, czyli wyjść z boxa (ang. out of the box), to znaczy zmienić sposób myślenia, myśleć poza swoim utartym zestawem schematów poznawczych.
 
Czy to nie jest trochę tak, że problem leży dużo głębiej? Mam na myśli chęć kontrolowania wszystkiego, która sprawia, że próbujemy być rozsądni ponad miarę w każdej możliwej sytuacji, nie potrafiąc uwierzyć w pozytywny obrót zdarzeń w naszym życiu.
 

Mateusz: Po pierwsze, w niektórych przypadkach jest to bardzo możliwe, po drugie jest to pewnego rodzaju cecha. Niektórzy chcą być perfekcjonistami, więc dążą do tego żeby wszystko kontrolować. Inni wręcz przeciwnie podchodzą do życia bardzo spontanicznie. Przykładem w skali makro byłoby to, że Polacy jako nacja zrozumieli, że od strony przedsiębiorczości potrzebne jest kontrolowanie, planowanie i podchodzą do tego bardzo racjonalnie. Od strony związku ciągle mamy model romantyczny sprzed dwustu lat, ludzie myślą: „miłość przychodzi, miłość odchodzi, jakoś to będzie, zobaczymy jak wyjdzie” czyt. „jesteśmy spontaniczni, nie mamy nad tym żadnej kontroli”, a ilość rozwodów niebotycznie wzrasta. Ludzie nie wiedzą jak sobie radzić z najbardziej fundamentalnymi i czasami banalnymi do obróbki od strony psychologicznej kłótniami, bo najzwyczajniej myślą tylko w kategoriach spontanicznych. Jeżeli już mielibyśmy nazwać coś w kategoriach polskiego problemu patrzenia na świat to spojrzałbym na to od strony takiej, że ludzie nie wiedzą jak mają się motywować. Nie wiedzą, jakie pytania mają sobie zadawać i nie wiedzą, że motywacji się nie ma, tylko się ją robi. Oczywiście w odpowiedni sposób z pomocą określonego sposobu myślenia. Motywacja istnieje na różnych poziomach, poza oczywistymi kwestiami motywacyjno – fizjologicznymi typu spanie, picie, jedzenie, do których generalnie nie musimy się motywować, wchodzimy na poziom motywacji, gdzie nasz umysł będzie odgrywał pierwsze skrzypce.

Pierwszy poziom to motywacja do rozwiązywania problemów – muszę zadać sobie pytanie: jakie trzy główne problemy rozwiążą cel, który chcę osiągnąć.

Drugi poziom – kim ten cel pozwoli mi się stać i co pozwoli mi osiągnąć, czyli mieć i być – to jest poziom ambicji.

Następnym poziomem jest poziom uczuć – w jaki sposób będę mógł być bardziej spontaniczny, kochający, entuzjastyczny, spokojny w chwili, gdy osiągnę ten cel. A co za tym idzie, w jaki sposób się zmotywuje na tym poziomie.

Później jest poziom altruizmu – w jaki sposób to, co ja robię pomoże innym, który jest tuż za poziomem samorealizacji – czyli pozwoli być bardziej sobą, dlatego, że każdy cel, który osiągamy kształtuje nas jako osoby.

Poziom wizji pt. jak to, co osiągnę zmieni świat, czy to w skali mikro – „Polska albo moja lokalna społeczność”, a później w kategoriach dużych. I wtedy nie musimy myśleć o tym, że jest jakiś problem dogłębnie go analizując, tylko zdać sobie sprawę z tego, że większość ludzkich problemów wynika z ignorancji. Za tym idzie oczywiście brak wiedzy, często fundamentalnej wiedzy, która jest oczywistą oczywistością w moim zawodzie, a która nie jest jeszcze niestety mainstreamowa, czyli nie jest upowszechniona. Czasami zamiast uczyć się, jaka jest stolica Madagaskaru, warto byłoby się nauczyć inteligencji emocjonalnej, wtedy wiedzielibyśmy, w jaki sposób to funkcjonuje. Natomiast powodem tego, co przedstawiłaś od strony metafory złotej klatki, przez co ludzie się nie motywują pozostając w strefie komfortu, jest to, że dążą do perfekcjonizmu. Oczywiście jest to jedna z możliwości, których jest bez liku.
Dosyć charakterystyczne jest to u młodych ludzi, którzy narzekają i uciekają w marzenia o tym, co chcieliby osiągnąć. Z kolei słomiany zapał sprawia, że zatrzymują się w tej sferze i nie ruszają dalej.
 
Mateusz: Oczywiście jest to charakterystyczne dla młodego pokolenia. Żyjąc w szybszych czasach, o wiele szybszej gratyfikacji nie są przyzwyczajeni do długoterminowej pracy. I ze względu na otoczenie, przede wszystkim internetowe, gdzie wiedza się podwaja co pięć miesięcy, chcą zdecydowanie szybszych wyników, których nie można w niektórych przypadkach uzyskać. Przykładowo, jak zacznę biegać żeby schudnąć, to przez tydzień nie zauważę prawdopodobnie żadnych zmian. Trzeba odsunąć gratyfikację na później, nie wspominając o byciu milionerem, bo nie zarobi się w jeden miesiąc takich pieniędzy. Z drugiej strony wtedy to już nie dotyczy perfekcjonizmu, tylko braku umiejętności kontynuowania organicznego procesu działania np. osiągnąwszy ten pierwszy spekulacyjny jak słusznie zauważyłaś emocjonalny poziom, oni nie kontynuują go, ponieważ tylko i wyłącznie motywowali się emocjami. I teraz wracają do tego, o czym ja mówiłem wcześniej – gdyby zadali sobie pytania, co dzięki temu osiągnę, kim ja się dzięki temu stanę, jak bardziej będę kochał i będę sobą, to wtedy mieliby system motywacyjny, ale go nie mają, bo nie posiadają takiej wiedzy.
Zatem trzeba uważać i nie ulegać tym emocjom oraz euforii

Mateusz: Jedno i drugie. Bo bez emocji nie jesteśmy w stanie mieć zapalnika do tego, żeby te działania podjąć. Badania pokazują, że kiedy ludzie robią zakupy bez emocji, to później nie cieszą się z tego, co kupili. Dlatego potrzebujemy emocji, jednocześnie pamiętając, że są one krótkoterminowe i zależne od zewnętrznego bodźca.

Zatem należy to robić emocjonalnie i racjonalnie, a prawdę mówiąc, elementem procesu myślenia jest również czucie. To jest trochę tak jakby oddzielić umysł od ciała, jedyną formą byłaby siekiera – a tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Tak samo, jak nie da się oddzielić emocji od umysłu logicznego, a więc potrzebujemy umieć się motywować emocjonalnie i racjonalnie po to, żeby jedno i drugie nam współdziałało. Emocja pochodzi od słowa ruch, a żeby był ruch, to musi być emocja. Natomiast żeby wprowadzić swoje ciało w działanie trzeba coś czuć, mieć jakieś myśli, a żeby je mieć należy odpowiedzieć sobie na pytania, które wcześniej podyktowałem.
A czy istnieją sposoby na to, aby nie wpaść w taką pułapkę, o której mówimy?

Mateusz: Systematycznie bodźcować się nowymi wyzwaniami, zdawać sobie sprawę, że człowiek nie uczy się robić czegoś, ciągle powtarzając to samo, tylko musi zmieniać sobie poziom trudności i okoliczności, w jakich funkcjonuje.

Trzeba sobie utrudniać krótko mówiąc, stawiać większe cele, wyższe poprzeczki, trudniejsze zadania do osiągnięcia. Trzeba systematycznie korzystać z różnych nowych bodźców, jeździć w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, chodzić do nowych restauracji, uczyć się nowych języków po to, żeby permanentnie bodźcować się innymi rzeczami. Inaczej zgnuśniejmy, żyjąc ciągle tym samym co nie oznacza, że to jest złe.

Może oznaczać także kwestie, że ktoś chce być absolutnie ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie i poza swoje przykładowe laboratorium nie wyściubi kawałka nosa. Natomiast jeżeli nie chcemy się do czegoś przyzwyczajać, to ciągle musimy się stymulować. Kiedyś Einstein powiedział, że chęć osiągnięcia czegoś nowego robiąc to samo, jest przykładem schizofrenii.

A co jeśli chodzi o Was i wasz związek, czy zdarza się, że wy również wpadacie do tej klatki?

Iliana: Myślę, że na razie nie jest to możliwe ze względu na to, że zawsze chcemy coś zmienić. Na przykład, kiedy mamy więcej czasu to podróżujemy – najlepiej do nowych krajów i poznajemy innych ludzi. Ponadto prowadzimy systematycznie rozmowy, każdego dnia po minimum 15-20 min o tym, co chcemy robić i jakie mamy plany na przyszłość. Zawsze podczas takiej rozmowy skupiamy się na tym, jak to można zrobić od strony praktycznej.

Z Mateuszem nie da się siedzieć i nic nie robić, ciągle coś zmieniamy i motywujemy się do tego, jak być lepszym. Pamiętam sytuację kiedy Mateusz był chory i miał hipertrofie (migotanie przedsionków i nadciśnienie) usłyszał wtedy od lekarza, że musi brać już do końca życia leki, ponieważ nie da się tego wyleczyć. Jednak my wiedzieliśmy, że da się to zrobić, ale tylko wtedy kiedy zmienimy całe nasze życie, czyli jedzenie, uprawianie sportu itd. Musieliśmy zrobić to całą rodziną w przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Również, wtedy kiedy zaczęłam mieszkać w Polsce i musiałam nauczyć się języka to rozmawialiśmy ciągle po polsku, dzięki czemu nie musiałam brać żadnych lekcji. A to wszystko dzięki wzajemnemu motywowaniu się do działania.

Mateusz: Ciągle jeździmy, non stop się uczymy, robimy nowe rzeczy. Zarówno ja w mojej pracy, jak i Iliana zajmujemy się dobrymi kwestiami będąc wykładowcami. Non stop mamy nowych klientów, udzielamy nowych wywiadów, więc te rzeczy najzwyczajniej w świecie sprawiają, że my ciągle się stymulujemy. Można powiedzieć, że życie w strefie dyskomfortu jest naszym komfortem.

Ludzie często popadają w rutynę zarówno w życiu zawodowym, jak i związkach, ale Wy sobie świetnie z tym radzicie.

Mateusz : Bo nic w nich nie robią. Polacy nauczyli się, że firmę trzeba prowadzić, kontrolować, organizować, ale nie robią nic ze swoimi rodzinami i małżeństwem.

Mnie osobiście zależy na tym, aby Iliana była inteligentniejsza ode mnie, bo to oznacza, że będę miał mniej problemów. Więc ja mam w drugą stronę ona zresztą też.

Pomiędzy Polską, a Pani ojczystym krajem jest dużo różnic, przede wszystkim kulturowych. Czy można pomiędzy tymi dwoma państwami zauważyć różnice w motywowaniu się i chęci realizowania swoich celów, czy też marzeń?
Iliana: Ależ oczywiście, niedawno były przeprowadzone badania na temat tego jaki język jest najbardziej pozytywny. Okazuje się, że hiszpański plasuje się na bardzo wysokim poziomie, co jest niewątpliwie ważne jeśli chodzi o motywowanie się. W Meksyku jest tak, że kiedy mamy jakiś cel o którym rozmawiamy z rodziną czy też znajomymi to zawsze, możemy liczyć na to, że będą nas wspierać i motywować do działania. Nie ma znaczenia co to będzie, oni zawsze będą próbowali znaleźć pozytywne strony tego co chcemy osiągnąć. Nawet jeśli zrobisz jakiś błąd to mówią: jesteś inteligentna, nie martw się, będzie dobrze.
Czyli każdą sytuację życiową czy też niepowodzenie potrafią przekuć w coś pozytywnego
Mateusz: W Meksyku nie istnieje coś takiego jak „hejt”.

Iliana: W dodatku charakterystyczne w Meksyku jest to, że ludzie nie potrafią powiedzieć „Nie’’ – i to jest prawda. Przytoczę przykład, jeśli ktoś zaprosi Cię na obiad do siebie i Ty wiesz, że nie możesz to zawsze mówisz „dobra, będę robić wszystko, żeby się pojawić”.

Nigdy za to nie mówią już na początku, że nie przyjdą, nawet jeśli wiedzą, że nie będzie to możliwe. I tak to działa w tej kulturze. Podobnie jest, jeśli chodzi o słowo „Dziękuje”, wypowiadamy je bardzo często nawet w tak prozaicznych sytuacjach, jak wtedy, gdy na pasach zatrzymuje się samochód po to, żebyśmy mogli przejść przez jezdnię – tutaj tego nie ma.

W Polsce, kiedy ktoś mówi o swoich planach, to ludzie bardzo często kładą większy nacisk na stronę negatywną, a nie pozytywną, co zdecydowanie nie motywuje do działania, a wręcz przeciwnie.

Czyli możemy się tylko od nich uczyć…

Mateusz: W kontekście życzliwości tak. Jesteśmy narzekaczami, pesymistami i widzimy świat dużo gorzej niż inni nas widzą. Są nawet ciekawe rozmowy prowadzone przez polskich dziennikarzy z angielskimi biznesmenami, a nawet urzędnikami Unijnymi, którzy opowiadają o tym, jak piękne wyniki gospodarcze mamy. My zaś w to nie wierzymy i zawsze porównujemy się do zachodu myśląc, że mamy gorzej – co nie jest prawdą. Także od tej strony z pewnością możemy wiele się nauczyć. Tak samo oni mogą się dużo nauczyć od nas, Polacy są zdecydowanie lepiej zorganizowani. Natomiast Meksykanie i ogólnie latynosi nie wiedzą co to znaczy przyjść na czas, my zaś mamy wyrzuty sumienia, kiedy jesteśmy niepunktualni. Mogą również nauczyć się załatwiania spraw i bycia efektywnym. W Polsce, jeżeli coś nie działa, to się naprawia, a w Meksyku jak nie działa to nie działa. Także jedna i druga kultura może korzystać.

Taka też była nasza idea, staramy się żyć w świecie obywatela świata. My nie wierzymy, że wystarczy być Polakiem czy też Meksykaninem. Nasza córka, która ma teraz cztery i pół roku w tej chwili mów trzema językami i mówienie o niej, że jest tylko Polką, czy Meksykanką byłoby nieoparte na faktach.
 
Iliana: W Meksyku, kiedy ktoś osiąga sukces albo kiedy coś nam się udaje, to bliscy chcą z nami świętować i cieszyć się naszym szczęściem. W Polsce jest odwrotnie większość robi się zazdrosna i nad tym też warto byłoby popracować.
Z Mateuszem Grzesiakiem rozmawiała Karolina Kryś

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

Gdy rzeczywistość staje się zbyt trudna do udźwignięcia, gdy świat dookoła traci sens, a codzienność przestaje cieszyć. Depresja – choroba XXI-ego wieku, która staje na drodze coraz większej ilości osób. Także osób chcących być rodzicami. Czy da się walczyć z zaburzeniami nastroju i jednocześnie spełnić swoje marzenie o rodzicielstwie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie, depresja to nie jest lenistwo. Nie, nie jest to celowe ignorowanie znajomych i bliskich. Nie, nie jest to szukanie zaczepki. Nie, nie, nie! Depresja to choroba, która dotyka około 350 milionów ludzi na całym świecie. W Polsce jest to 1,5 mln osób – jak wskazuje Kampania Społeczna Forum Przeciw Depresji, jest to niemalże tyle, ile mieszkańców Warszawy! Jak mówią zaś dane WHO, najczęściej taką właśnie diagnozę dostają osoby w wieku 20-40 lat, z czego dwa razy częściej są to kobiety. Zaraz, zaraz… czy nie brzmi to jak czas, w którym to pojawia się chęć założenia rodziny?

Przyjmuje się, że nawet do 25 proc. kobiet w wieku rozrodczym cierpi na depresję. W związku z tym, zagadnienie dotyczące leczenia tej choroby w okresie planowania ciąży i samej ciąży, w praktyce psychiatrycznej pojawia się dość często. Przede wszystkim należy pamiętać, że kobieta  z rozpoznaniem depresji może z powodzeniem zajść w ciążę i urodzić dziecko” – mówi w rozmowie z nami lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii, dr Sandra Błędek-Andrzejak.

„Czarny pies”

Zaburzenia nastroju, bo do takich należy też depresja (w „standardowym” rozumieniu mówimy tu o zaburzeniach afektywnych jednobiegunowych), mogą być bardzo różne zarówno pod kątem siły, z jaką uderzają, jak i objawów.

Stąd też bardzo ważna jest jak najszybsza konsultacja ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą, psychiatrą. To właśnie pod ich skrzydłami należy szukać pomocy. Każdy z nich jest bowiem w stanie jej nam udzielić, tym bardziej, że formy leczenia depresji także mogą być zróżnicowane. Ich dobór zależy od stanu osoby, która zmaga się z chorobą, ale też niestety jej funduszy, czasu, dostępności leczenia. Jeśli zaś dotyczy to kobiet, które planują zostać matkami, pojawić się mogą dodatkowe znaki zapytania. „Obecnie w leczeniu depresji stosujemy przede wszystkim psychoterapię i farmakoterapię. I właśnie ta druga metoda budzi największe kontrowersje w kontekście ciąży” – podkreśla nasza ekspertka.

Pierwsze pytania pojawiają się już na etapie planowania – czy leki antydepresyjne mają wpływ na płodność? Istnieją badania, których wyniki sugerują, że może tak być. Głównie poprzez wpływ leków na układ hormonalny, np. niektóre z leków stosowanych w leczeniu depresji mogą zwiększać poziom prolaktyny. Leki mogą także przejściowo wpływać na jakość nasienia u mężczyzn. Nie można też zapomnieć o jednym z działań niepożądanych leków przeciwdepresyjnych, które ma na pewno pośredni wpływ na płodność. Jest to spadek libido zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Wymienione działania są jednak subtelne, przemijające, bądź możliwe do skorygowania, a zajście w ciążę podczas leczenia antydepresantami jest jak najbardziej możliwe (co niejednokrotnie udowadnia praktyka).

Dr Sandra Błędek-Andrzejak
Walcząc o zdrowie

Wracając jednak do faktu, iż depresja może przebiegać ze zróżnicowaną siłą, pojawić się na bardzo różnych etapach życia i może też powracać, przebieg leczenia oraz dobór farmakoterapii w każdym przypadku powinien być dobierany indywidualnie. „Generalnie odradza się planowanie ciąży w ostrej fazie choroby. Jeżeli jednak jej objawy są opanowane lub nastąpiła ich remisja możemy z powodzeniem zacząć odstawiać leki. Zazwyczaj dzieje się to poprzez stopniową ich redukcję. Jeżeli proces ten przebiegnie pomyślnie, nic nie stoi na przeszkodzie, by pacjentka mogła rozpocząć starania o powiększenie rodziny” – mówi dr Błędek-Andrzejak i dodaje:

Zdarza się jednak, że przebieg choroby jest ciężki, nawracający, a historia leczenia pokazuje, że próby odstawienia leków powodowały gwałtowny nawrót objawów, bądź u chorej występowały epizody psychotyczne, tendencje samobójcze, czy też silne zaburzenia odżywiania. Wówczas zaleca się nieprzerywanie leczenia farmakologicznego, ale należy je prowadzić przy użyciu leku najbezpieczniejszego, stosowanego w monoterapii, w najmniejszej skutecznej dawce (rozłożonej w ciągu dnia, by uniknąć dużego stężenia leku we krwi). Wśród wielu uznawanych za skuteczne leków przeciwdepresyjnych istnieją takie, które uważane są za względnie bezpieczne w czasie ciąży (po przeanalizowaniu korzyści i ryzyka wynikających z podjęcia leczenia).

Uderzenia z wielu stron

Zaznaczony przez ekspertkę został także inny ważny temat – współwystępowania przeróżnych problemów, które koniec końców łączyć mogą właśnie objawy depresyjne. Poruszona tu m.in. kwestia zaburzeń odżywiania jest niezwykle istotna jeśli mówimy o płodności. „Anoreksja, bulimia, napady objadania się – niektóre statystyki pokazują, że nawet 5-10 proc. kobiet doświadczyło na jakimś etapie swojego życia właśnie zaburzeń odżywiania. Najczęściej dotykają one młode dziewczyny będące u progu dorosłości. Są to zaburzenia psychiczne, które obejmują niemal wszystkie sfery życia” – pisaliśmy w jednym z magazynów „Chcemy Być Rodzicami”.

Wiele kobiet zmagających się z zaburzeniami odżywiania, ponosi poważne skutki somatyczne, które związane są między innymi z układem hormonalnym. „Chorując na anoreksję nie miałam miesiączki przez ponad rok, a moje BMI było dużo poniżej normy” – opowiada 25-letnia Magda, której problemy zaczęły się gdy miała kilkanaście lat.

„Chcemy Być Rodzicami” Nr 7 (28) 2017

Jeśli spojrzymy na badania dotyczące zaburzeń odżywiania i płodności, okazuje się, że w porównaniu z grupą kontrolną, chorujące kobiety potrzebowały więcej czasu na zajście w ciążę. Częściej też zmagały się z niepłodnością, lub z drugiej strony, w większej ilości przypadków były nieszczęśliwe właśnie z powodu zajścia w ciążę. Większe jest wtedy też ryzyko poronienia oraz innych powikłań. „Co ważne, niektórzy eksperci wskazują, że jeżeli zaburzenie jest aktywne w czasie ciąży, powinna być ona uznana za ciążę wysokiego ryzyka i poddana szczególnej obserwacji”- pisaliśmy.

Bardzo często osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania zmagają się też jednocześnie właśnie z depresją. Znacząco utrudnia to zdrowienie zarówno związane z nastrojem, jak i terapię dotyczącą jedzenia. Pokazuje to tylko, jak trudno jest wnioskować o tym, co w takich przypadkach było pierwsze – czy to zaburzenia jedzenia wywołały depresję? A może depresja doprowadziła do zaburzeń odżywiania? Należy podejść do tego problemu bardzo indywidualnie. Każda historia jest bowiem inna, każda jest trudna i zasługuje na jak najlepszą opiekę. Jeśli do tego w perspektywie jest chęć zostania matką, taka opieka jest niezbędna.

Różne ścieżki, jeden cel – zdrowie

W czasie depresji podporę mogą dawać ci nie tylko osoby z zewnątrz, ale też ty sama powinnaś otoczyć siebie dodatkową troską. Pamiętajmy, że to przede wszystkim właśnie my sami – jeśli pozwala na to nasz stan – decydujemy o tym, jak chcemy być leczeni. Jest to tym ważniejsze, a za razem trudniejsze, że depresja jest chorobą wpływającą niemalże na wszystkie obszary życia. Potrafi zabrać sprzed oczu wszelkie dobro i cele, które do tego czasu wydawały się nam przyświecać. Tym bardziej warto wtedy postawić nie tylko na leki, ale i na psychoterapię. Relacja terapeutyczna, konfrontacja z trudnościami, nauka dostrzegania pozytywów – to także skuteczna forma leczenia depresji. „W niektórych przypadkach można z powodzeniem zastąpić farmakoterapię oddziaływaniami psychoterapeutycznymi (zwłaszcza w depresji o łagodnym nasileniu). Psychoterapia jest też polecana, jako leczenia wspierające w przypadkach, gdy koniczne jest zastosowanie leków” – podkreśla lekarz.

Zobacz też: Umysł kontra ciało. Kiedy do diagnozy potrzeba szerszego spojrzenia

 

Jeśli zatem jesteśmy w stanie samodzielnie się tego podjąć, warto byśmy zastanowili się, czego potrzebujemy. Jaka forma leczenia będzie dla nas najlepsza? Wszystko należałoby robić oczywiście m.in. pod czujnym okiem lekarza, szczególnie w czasie starań o dziecko lub ciąży: „Decyzja o włączeniu leczenia, bądź jego zaprzestaniu, każdorazowo powinna być dogłębnie przeanalizowana. Powinna też opierać się na ścisłej współpracy między przyszłą matką, jej partnerem, psychiatrą oraz ginekologiem prowadzącym ciążę” – mówi dr Błędek-Andrzejak i co ważne, dodaje: „Rozpoznając depresję  i włączając leki u kobiety w wieku rozrodczym, lekarz psychiatra powinien poinformować ją o potencjalnym wpływie leków na ciążę. A także o konieczności niezwłocznego zgłoszenia przez pacjentkę rozpoczęcia starań o dziecko”.

Nasze ekspertka daje też przy tym znaczącą wskazówkę, która podkreśla, jak ważne jest w tym czasie zadbanie także o pozostałe aspekty zdrowia: „W kontekście leczenia psychiatrycznego niezwykle istotna w okresie planowania ciąży, bądź wczesnej ciąży, jest suplementacja kwasu foliowego. Ważne jest także, by w tym czasie konsultować z lekarzem wszystkie przyjmowane doraźnie leki uspokajające. Nawet preparaty ziołowe dostępne bez recepty” – podkreśla.

Zawalcz (nie tylko) o siebie!

Jest to szalenie złożony problem, a leczenie depresji wymaga wiele cierpliwości, ogromu samozaparcia oraz mnóstwo wysiłku włożonego w walkę o własne zdrowie psychiczne. Nie można więc bać się prosić o wsparcie, a takim też jest leczenie farmakologiczne. Pamiętajmy, że depresja jest chorobą, która może prowadzić do śmierci – a konkretniej targnięcia się na własne życie. Jeśli zatem obserwujesz u siebie niepokojące objawy, lub dotyka to bliską ci osobę, zaopiekuj się tym, co się dzieje. Jak widzisz, co wyjaśniła ekspertka, wcale nie przekreśli to szans na bycie rodzicem. Odpowiednio dobrane leki, konsultacje z lekarzem, terapeutą i zadbanie o siebie, to także zadbanie o swoje przyszłe dziecko.

 

Dr Sandra Błędek-Andrzejak – lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Na co dzień pracuje w Oddziale Psychiatrycznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie, a także w Poradniach Psychiatrycznych.

 

Przeczytaj także:

Ryzyko zaburzeń psychicznych przy PCOS

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Kolejny test, kolejny stres. Jak radzić sobie ze stresem w oczekiwaniu na wyniki badań

jak radzić sobie ze stresem w czasie starań o dziecko
fot. Fotolia

Kiedy zmagamy się z niepłodnością, na wyniki wszystkich badań czekamy w wielkim napięciu, ale chyba nie ma nic bardziej stresującego niż test ciążowy. Po zabiegu inseminacji, po procedurze in vitro następuje wielkie oczekiwanie. Wielkie nadzieje, ale też wielki stres. Jak zatem radzić sobie ze stresem, który pojawia się przed zabiegami, badaniami, a przede wszystkim przed otrzymaniem wyników?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy ma swój sposób reagowania na stres. Jedni reagują szybko i mocno. Stres uderza w nich z dużą siłą i taką samą siłę reakcji w nich wyzwala. Inni natomiast są bardziej odporni na stresujące czynniki. Każdy jednak, w zależności od potrzeb, może, (a nawet powinien) znaleźć swoją metodę i podejmować działania, które pozwolą lepiej radzić sobie w danej sytuacji.

Zobacz też: Jak się wspierać podczas starań o dziecko? Co radzi psycholog

Bądźcie gotowi

Stres dobrze redukuje wiedza. Warto zatem przed każdym zabiegiem i procedurą dokładnie się do nich przygotować. Zapoznać się z ich przebiegiem. Zadać lekarzowi nurtujące cię pytania. Personel medyczny każdej kliniki powinien być nie tylko dobrze przygotowany do udzielenia ci odpowiedzi, ale przede wszystkim gotowy, by poświęcić ci czas i podzielić się z tobą swoją wiedzą.

Dodatkowo, dzięki takiej rozmowie, zdobędziecie informacje dotyczące tego, co powinniście zrobić przed zabiegiem. Wykonywanie wszystkich tych czynności i zaleceń pozwoli Ci na pewno skutecznie odwrócić uwagę od samej procedury.

Weź głęboki oddech

Kontakt z naturą jest tym, co pozwala oczyścić głowę z emocji, złapać dystans, uzyskać inną perspektywę. Głęboki wdech świeżego powietrza może być świetnym remedium na stres. Dlatego w dni oczekiwania nie siedź w czterech ścianach. Wyjdź na spacer, pojedź na chwilę nad pobliskie jezioro lub do lasu. Warto również spróbować wtedy aktywności fizycznej.

Lubisz biegać? Jeździć na rowerze? Pływać? Zmniejszenie napięcia fizycznego może pomóc w redukcji napięcia psychicznego. Endorfiny wydzielane podczas wysiłku bywają kluczem do redukcji stresu, a co za tym idzie – poprawy naszego samopoczucia.

Zobacz też: Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Nie myśl o kreskach

Często (niemal zawsze) jest tak, że najgorsze jest oczekiwanie. Najpierw na moment, kiedy już mogę wykonać test, a potem te zaklęte minuty (czy godziny) czekania na wynik.

Warto wtedy świadomie odwrócić uwagę od tego, na co czekamy, nie skupiać się na kreskach i poziomie Beta hCG, a na chwili obecnej. Zwrócić uwagę na drobne przyjemności. W takich dniach warto zrobić coś, czego nigdy wcześniej się nie robiło. Spróbować nowych rzeczy – pójść do restauracji, w której nigdy nie byliście, zjeść coś po raz pierwszy w życiu. Ośmiornica? Tofu?

Warto skupić swoją uwagę na czymś nieznanym. Można też zaplanować nowy wystrój sypialni czy zadbać o przydomowy ogródek. Być może takie odwracanie uwagi nie przyniesie skutku w stu procentach, ale z pewnością pozwoli złagodzić negatywne odczucia związane z oczekiwaniem.

Nihil novi

Nie lubisz próbować nowych rzeczy? Eksperymentowanie nie leży w twojej naturze? Skup się zatem na rutynie, a na myślenie o wynikach przeznacz na przykład 30 minut dziennie, rano przy porannej kawie lub wieczorem, kiedy możesz na spokojnie porozmawiać z partnerem czy przyjaciółką.

Pamiętaj, żeby po upływie wyznaczonego czasu przejść do innych czynności. Każdy uporczywy nawrót myślenia o kreskach odłóż, niczym zadanie, na wyznaczoną porę. Rutyna często pozwala opanować lęk.

Zobacz także: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Wyrzuć to z siebie

Bardzo ważna w procesie radzenia sobie ze stresem jest rozmowa z bliską osobą lub specjalistą, na przykład z psychologiem. Warto skorzystać ze spotkania z psychologiem w klinice leczenia niepłodności. Specjaliści, którzy tam pracują, mają już ogromne doświadczenie w pracy z pacjentami leczącymi się z powodu niepłodności. Potrafią wesprzeć w nazywaniu emocji, które się z tym wiążą, a opowiedzenie drugiej osobie o tym, co się przechodzi, szczególnie komuś, kto rozumie naszą sytuację, bardzo często przynosi ulgę.

Pamiętaj, że skorzystanie w takiej sytuacji z pomocy psychologa nie oznacza, że coś jest z tobą nie tak. Decyzja o konsultacji z psychologiem to przejaw dojrzałości i świadomego dbania o higienę swojego życia psychicznego. Zalecamy takie spotkanie szczególnie w sytuacji zwiększonego napięcia i stresu. Sesja z doświadczonym specjalistą może pomóc w uspokojeniu się i w znalezieniu innej perspektywy.

Znajdź swój sposób

Jak widzisz, sposobów radzenia sobie ze stresem jest mnóstwo. Ważne, by wsłuchać się w siebie i znaleźć swój własny. Jedni pójdą pobiegać, inni spotkają się z psychologiem, jeszcze inni wybiorą się na Orlą Perć lub pogaduchy z przyjaciółką. Nie jest ważne, co wybierzesz, ważne, by potem poczuć się lepiej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Ekspert

Dorota Gawlikowska

Psycholożka i psychoterapeutka par. Absolwentka Wydziału Psychologii UW. W pracy koncentruje się na psychologicznych aspektach niepłodności. Odpowiedzialna za opiekę psychologiczną dostępną w klinikach leczenia niepłodności InviMed.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Dowiadujesz się, że ktoś z twoich znajomych bardzo długo stara się o dziecko – budzi się w tobie ciekawość, lęk, bezsilność, być może złość i cała masa innych emocji. W scenariuszu idealnym nie uciekasz, nie obwiniasz, nie żartujesz, a chcesz być dla tego człowieka wsparciem – jak możesz to zrobić?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Niepłodność to nie wymysł, to choroba

Niemożność zajścia w ciążę to nie tylko wymysł, czy kwestia swego rodzaju „blokady”, co nieraz zdarza się słyszeć osobom starającym się o dziecko. „Wyluzuj i zajdziesz w ciążę” – czy ty też chciałeś powiedzieć to komuś ze swoich bliskich? A może nawet tak się stało? Owszem, aspekt psychiczny może rzeczywiście odgrywać dużą rolę w niepłodności. Nie da się go jednak zbadać, bo jakie kryteria można by tu zastosować? Jak zmierzyć, czy ktoś jest na tyle „wyluzowany”, by już móc zajść w ciążę? Nie jest to takie proste i nie ma jednego zaklęcia, które nagle wyleczy daną parę.

Oho! Pierwszy sygnał, że mówimy o problemie medycznym. Słowo „wyleczy” sugeruje bowiem, że jest to choroba. Tak też właśnie jest. Można znaleźć ją w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10, która to obowiązuje w Polsce. Niepłodność męską oznacza się jako N46, kobiecą zaś N97. Klasyfikacja ta obowiązuje każdego lekarza w naszym kraju – czy nie jest to wystarczający dowód na to, że jest to realny problem? Pamiętajmy również, że nie wszystkie choroby widać na pierwszy rzut oka, co może utrudniać zaakceptowanie faktu, że w ogóle istnieją. Tak też może być z niepłodnością. Nie obejdzie się więc bez otwartego umysłu, empatii i racjonalnego podejścia do wiedzy ekspertów – warto przyjąć ją do wiadomości.

Co więcej, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała niepłodność za chorobę społeczną. Dotyczy ona już bowiem ok. 15-20 proc. wszystkich starających się o dziecko par.

2. Dotyka niemalże każdej sfery życia

Nie zapominajmy, że starania o dziecko, to nie temat, który można zamknąć w sypialni, lub gdy w grę wchodzi już leczenie, w gabinecie specjalisty. Przedłużające się starania o dziecko wpływają niemalże na każdą sferę życia. Zdrowie somatyczne, psychiczne, relacje – to przede wszystkim przychodzi nam do głowy. Niepłodność daje się jednak we znaki na o wiele większej płaszczyźnie. Rozpoczynając od finansów – wizyty u lekarza, leki, badania, przeróżne zabiegi, być może też operacje. To wszystko niesie ze sobą ogromne nieraz koszta. Zdarza się, że osoby starające się o dziecko biorą w tym celu pożyczki, szukają dodatkowej pracy.

Idąc tym tropem, nieraz niepłodność odbijać się może właśnie na życiu zawodowym. Jedno to ewentualne zwolnienia i niemożność przychodzenia do pracy regularnie, jeśli wymaga tego leczenie. Drugie to często problemy w skoncentrowaniu się na pracy, utrata uwagi, trudność w skupieniu się na obowiązkach. Jeśli dochodzi do tego niedelikatność otoczenia, a środowisko pracy nie jest zdrowym miejscem, nic dziwnego, że życie zawodowe także może przechodzić kryzys. Przykładem może być doświadczenie Kasi, którym podzieliła się z nami. Po przeżytym poronieniu nie odnalazła się w dotychczasowym miejscu: „Wróciłam do pracy, ale nie mogłam się na niczym skupić. Przepracowałam dwa miesiące i czułam, że nie dam rady dłużej” – opowiada Kasia, która niestety nie dostała wtedy tak bardzo potrzebnego jej wsparcia. „Wręcz przeciwnie. Usłyszałam, że każdy ma swoje problemy…” przytaczaliśmy jej słowa >>KLIK<<.

Jeśli więc w miejscu, w którym pracujesz, jest osoba zmagająca się z niepłodnością, staraj się nie przekraczać jej granic. Uważaj też na słowa, jakie przy niej wypowiadasz i oceny, które często mimochodem pojawiają się w naszych ustach. Swego rodzaju „parasol ochronny” – w granicach zdrowego rozsądku – jest jak najbardziej na miejscu. Zobaczysz, że jeśli wykażesz się w tej sytuacji empatią, o wiele łatwiej będzie wam współpracować.

3. Jest bardzo intymnym problemem, para może nie chcieć o tym mówić

Warto jest też pamiętać, że nadgorliwość nie jest najlepszym pomysłem wsparcia. Może zdarzyć się tak, że chcąc pomóc, będziesz nieumyślnie przekraczać granice zmagającej się z niepłodnością pary. Jeśli nie będą potrafili powiedzieć w bezpiecznym dla siebie momencie „stop” – a taka umiejętność to prawdziwa sztuka! – możesz wejść z tak zwanymi „butami” w intymność tych ludzi. Pamiętajmy więc, że zmagania z niepłodnością to bardzo trudny problem, który wiąże się zarówno z fizycznością, jak i psychiką. Może być głęboko raniący i dotykający najgłębszych warstw życia. Może wiązać się taż ze sferami, które w niektórych ludziach budzą wstyd i chcieliby zachować je dla siebie. Wszystko to jest szalenie ważne, bowiem pomaga znaleźć moment, w którym naprawdę będziemy mogli być wsparciem.

„Z perspektywy praktyki w gabinecie terapeutycznym, spotykam się z dość częstymi zwierzeniami kobiet zmagających się z wyzwaniem niepłodności, które dotyczą właśnie zachowania osób z ich najbliższego otoczenia. Są to przyjaciele, rodzice, teściowie. Osoby te zazwyczaj rozumieją sytuację i zapewne są też bardziej wrażliwe na tematy związane ze staraniami. Mimo to, ich zachowania potrafią irytować ludzi starających się o dziecko” – mówi w rozmowie z nami psychoterapeutka Małgorzata Jacobi, która pracuje m.in. z osobami zmagającymi się z niepłodnością.

„W rezultacie następuje wycofanie się i zamknięcie w sobie. Niektóre pary, zabezpieczając się przed różnymi komentarzami ze strony otoczenia, wręcz ukrywają fakt starań o ciążę, nawet przed własnymi rodzicami” – dodaje psycholog.

Czasami wystarczy więc, że będziemy obok i o tej obecności będziemy przypominać. Nie będziemy zaś naciskać i nieustannie wracać do trudnych tematów – jeśli bliska nam osoba będzie gotowa, przygotujmy na taką rozmowę przestrzeń, a ona się po prostu wydarzy. Jeśli jest to zaś dalszy znajomy, który sam nie chce o tym mówić, nie naciskajmy. Każdy ma prawo decydować kiedy i z kim chce rozmawiać o zmaganiach z niepłodnością. Dobrze byśmy nie czuli się urażeni, jeśli to nie my będziemy uznani za takiego właśnie rozmówcę. Przeważnie nie jest to nic, co ma być skierowane przeciwko nam.

„Często osoby zmagające się z niepłodnością mówią też o męczącym pocieszaniu. Po pierwsze ponownie uświadamia im ono, że mają problem. Po drugie, w zasadzie niczego nie daje, a potrafi wprowadzić w ogromną irytację. Osoby te raczej chcą być normalnie traktowane i jeśli nie ma konkretnej potrzeby, wolałyby nie poruszać tego tematu” – mówi terapeutka. „Podobnie bywa z nadmierną opiekuńczością, która to także jest zachowaniem, na jakie skarżą się klientki w gabinecie. Nie chcą urazić matki, czy teściowej. Z pokorą przyjmując jednak kolejne rady i potrawy mające wesprzeć ich płodność, duszą w sobie uczucia złości i irytacji. Tak naprawdę jest potrzebna duża delikatność i wyczucie otoczenia, gdyż problem niepłodności pod względem emocji i psychiki jest dla pary ogromnym wyzwaniem” – podsumowuje.

4. Może wiązać się także z innymi chorobami

Zdarza się też, że możliwość zajścia w ciążę ma szansę zaistnieć dopiero wtedy, gdy wyleczona (lub chociaż opanowana) zostanie inna choroba. Warto pamiętać zatem, że przedłużające się starania o dziecko mogą wiązać się ze skomplikowaną sytuacją zdrowotną. Co może być elementem niepłodności u kobiet?

Zespół policystycznych jajników – „PCOS jest jedną z najczęstszych przyczyn kobiecej niepłodności. Charakteryzuje się zwiększonym stężeniem męskich hormonów. U kobiet z zespołem policystycznych jajników dochodzi do zaburzenia prawidłowego rozwoju pęcherzyka jajnikowego, w którym mieści się komórka jajowa. Nie dochodzi również do owulacji, czyli najkorzystniejszego momentu do poczęcia dziecka” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Endometrioza – „Endometrioza jest chorobą przewlekłą, definiowaną jako występowanie komórek błony śluzowej jamy macicy, poza jej naturalnym umiejscowieniem. Szacuje się, że dotyczy  6-15%  wszystkich kobiet .Choć występuje głównie w wieku rozrodczym, to można jednak spotkać ją zarówno w populacji młodocianych, jak i u kobiet po menopauzie. Znamienne jest, że u kobiet leczonych z powodu niepłodności, endometrioza występuje aż u 35- 50% pacjentek” – mówił w rozmowie z nami lek. med. Jarosław Kaczyński, specjalista ginekolog–położnik.

Zobacz więcej: Endometrioza – leczenie, diagnoza, objawy. Sprawdź, co mówi lekarz!

Insulinooporność – „Borykasz się z problemami z wagą, chronicznym zmęczeniem i wiecznym uczuciem głodu? Uważaj, to mogą być objawy insulinooporności. Czym jest insulinooporność? (…) Jest to zaburzenie polegające na zmniejszeniu wrażliwości tkanek na działanie insuliny pomimo jej prawidłowego lub podwyższonego stężenia we krwi. Insulina odpowiada za stabilizację poziomów glukozy. W niektórych przypadkach trzustka wydziela zbyt duże ilości insuliny, która krąży po organizmie, a tkanki nie mogą jej w odpowiedni sposób wykorzystać” – pisaliśmy >>KLIK<<

5. Dotyczy pary

Chociaż stereotypowo wciąż patrzy się na rodzicielstwo głównie z perspektywy kobiety, to warto pamiętać, że starania o dziecko zawsze dotyczą pary. Dane wskazują iż zarówno po stronie pań, jak i panów, znajduje się taka sama część przyczyn niepłodności – równo po 35 proc. U mężczyzn coraz częściej zdarzają się np. problemy z jakością nasienia. Żyjemy w coraz większym stresie, w zanieczyszczonym środowisku, odżywiamy się przetworzonym jedzeniem. Wszystko to wpływa na obie strony.

Co więcej, intymność i skomplikowanie problemu niepłodności znacząco może wpłynąć na relacje partnerów. Jedne związki potrafi to umocnić, inne nie dają rady unieść presji. Zawsze jest to jednak trudny test, który wzbudza całą masę bardzo różnych emocji. Opisywaliśmy w naszym portalu m.in. historię Jessiki Jones, której związek przeszedł ogrom napięć związanych także z niepłodnością. „Jesteśmy drużyną, która zamiast pogrążać się samotnie w żalu, nieszczęściu i niepłodności, współpracuje ze sobą” – podkreśla  Jessica. „Wspieramy się wzajemnie w trudnych momentach i – chociaż wolelibyśmy uniknąć wszelkich przykrych sytuacji – wiemy, że teraz możemy stawić czoła wszystkiemu” – mówiła o swoim związku.

6. Wymaga wsparcia i wiedzy

Po pierwsze, jako że niepłodność to choroba, potrzebne jest wsparcie medyczne. Nieraz wiąże się to właśnie z częstymi wizytami u specjalistów, dużą ilością badań, przeróżnymi zabiegami. Słowem kluczem są tu „specjaliści”. Nie każdy bowiem może zajmować się leczeniem niepłodności, nie każdy lekarz ma do tego wystarczającą wiedzę. Dobrze jeśli w jednej placówce można zająć się problemem danej pary holistycznie – często oferują to wyspecjalizowane kliniki leczenia niepłodności.

Po drugie, wiedza potrzebna jest także samej parze starającej się o dziecko. Nieraz poznają oni w tym czasie swoje ciało zdecydowanie lepiej, niż miało to miejsce dotychczas. Często stają się oni niemal ekspertami od zdrowia reprodukcyjnego, co może wiele ułatwiać. Z jednej strony, są w stanie szybciej i dokładniej porozumieć się z lekarzami. Z drugiej, sami znajdują różne nowe ścieżki, które mogą finalnie doprowadzić ich do ciąży.

Po trzecie, nawiązując do przytoczonej tu idei holistycznego podejścia do problemu, wiele par może potrzebować dodatkowego wsparcia także w sferze psyche. Emocje potrafią w tym czasie sięgać zenitu. Stąd też duża rola psychologów, którzy mogą pomóc poradzić sobie z każdym etapem walki z niepłodnością. Często bowiem w codziennym życiu nie dajemy sobie przyzwolenia na trudne stany – na żal, na cierpienie, na złość. Terapeuta daje przestrzeń takim właśnie emocjom, potrafi też dać narzędzia do lepszego radzenia sobie z kolejnymi pojawiającymi się na naszej drodze trudnościami.

Po czwarte, ty jako bliski osoby zmagającej się niepłodnością, dobrze byś także miał jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Będziesz mógł dać wtedy ogrom wsparcia! Oczywiście brak jednego z tych dwóch elementów – wiedzy i gotowości wspierania – nie wyklucza drugiego i w żadnym wypadku nie czuj, że musisz ową wiedzę posiadać, czy też musisz koniecznie być ostoją i źródłem pomocy.

Pamiętaj przy tym także o swoich granicach. Jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie tego unieść, nie wymuszaj na sobie konieczności „bycia” w problemie niepłodności razem z osobami, które w twoim otoczeniu się z nim zmagają. Zadbaj w tym wszystkim o siebie – bowiem tylko autentyczność jest w stanie przynieść spokój zarówno tobie, jak i osobom w twoim otoczeniu.

7. Nie powinna być oceniana

Mogli zacząć starania jak mieli po 20 lat. Teraz nie powinni się dziwić, że nie wychodzi”wiek jest jednym z często ocenianych tematów związanych z kwestią niepłodności. Pamiętajmy, że nie wszystko zawsze idzie tak, jak „ustaliło” to sobie społeczeństwo. Każdy ma też prawo do swoich wyborów i w żadnym wypadku ocenianie ich nie leży w naszej gestii.

Jak można nie mieć dzieci, co to za dom! To nie jest prawdziwa rodzina!” – to kolejny pojawiający się w tym obszarze komentarz. Jakże ma on nie zaboleć?! Po pierwsze, kryje w sobie niezwykle negatywną ocenę. Po drugie, zupełnie nie bierze pod uwagę tego, jakie mogą być głębokie potrzeby pary zmagającej się z niepłodnością. Oni naprawdę mogą tego dziecka pragnąć! Czy podkreślanie czegoś, co sami często o sobie myślą – a trzeba też zaznaczyć, że tego typu zdania nieraz wywołują wielkie poczucie winy – pomoże im w jakiś sposób?

Pamiętajmy, że tak naprawdę w większości nie znamy motywów kierujących danymi zachowaniami, doświadczeń ludzi, ich zmagań. Starajmy się brać to pod uwagę i nie widzieć ich sytuacji tylko i wyłącznie w czarno-białych kategoriach, które tak naprawę sami tworzymy. Kto bowiem ustala co jest „dobre”, a co „złe”? Szacunek, empatia i zdrowe granice – niech to będzie baza dla tak bardzo potrzebnego zrozumienia niepłodności.

 

Zobacz też:

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

Umysł kontra ciało. Kiedy do diagnozy potrzeba szerszego spojrzenia

 

Ekspert

Małgorzata Jacobi

psycholog i psychoterapeutka z Centrum Probalans w Warszawie. Prowadzi zarówno terapię indywidualną, jak i terapię par. Wspiera także osoby zmagające się z niepłodnością. Pracuje w nurcie integratywnym, korzystając z różnych metod i szkół psychoterapeutycznych.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? [PODCAST]

Patrząc w przyszłość, jakie widzisz barwy? Jest w tobie więcej lęku, który przywołuje nad głowę czarne chmury, czy może jednak nadziei? Nadziei, że nawet jeśli jest trudno, to jutro będzie lepsze i dasz sobie z nim radę. Czym jest nadzieja i czy masz ją w sobie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Nadzieja matką głupich”? Być może. Ktoś inny powiedziałby jednak, że „Głupi ma zawsze szczęście”. Patrząc zatem na oba te przysłowia z wielkim przymrużeniem oka, nadzieja jest jednym z elementów szczęśliwego życia. I jest w tym dużo prawdy, jest ona bowiem ogromnym zasobem, który pozwala lepiej radzić sobie w momentach potknięć, wyzwań, zmagań – także z niepłodnością.

Czy masz w sobie przestrzeń na myślenie o przyszłości z nadzieją? Czy widzisz, jak wielki może mieć ona wpływ na nasze działania? Czy wiesz, że możesz ją w sobie obudzić?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo chcę dać ci przestrzeń do namysł i wiarę w to, że jest w tobie miejsce na nadzieję!

 

Zobacz też:

Obezwładniający wstyd vs. wdzięczność – jak stworzyć w sobie przestrzeń na dobre emocje? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens?  – PODCAST psychologiczny

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością  – PODCAST psychologiczny

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.